Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

sobota, 03 listopada 2012

Rady dla nabitych w polisy inwestycyjne. Da się wygrać z ubezpieczycielem!

Niedawno pisałem w "Gazecie Wyborczej" oraz w blogu o sensacyjnym wyroku sądu, który może mocno poprawić sytuację osób spłacających kredyty hipoteczne. Do dużej części takich kredytów (mówimy o tych kredytach, które obejmują całą wartość nieruchomości, bo kredytobiorcy nie przynieśli wkładu własnego) banki dorzuciły dodatkowe polisy - tzw. ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. I co trzy lata zgłaszają się po składki idące w tysiące złotych. Jednej z moich czytelniczek udało się skutecznie zakwestionować pobór takiej składki. Sądy dwóch instancji uznały, że umowa mówiąca o konieczności pokrywania składki ubezpieczenia niskiego wkładu własnego przez klientkę jest dla niej krzywdząca i przy tym bezprawna. Może to oznaczać, że i inni klienci, jeśli będą zdeterminowani i pójdą na sądowe udry z bankiem, mają szansę na zakwestionowanie prawa banku do pieniędzy z polisy. Inna sprawa, że nie wiadomo co wówczas z samym kredytem, ale jeśłi klient ma sensowną zdolność kredytową, to bank nie powinien wypowiedzieć mu kredytu z powodu braku pieniędzy z polisy.

Sądząc po bardzo żywej reakcji czytelników na tekst poświęcony precedensowemu wyrokowi, może być to największe antybankowe pospolite ruszenie od czasu buntu "Nabitych w mBank", czyli powstania grupy ludzi walczących o unieważnienie podwyżek marż ich kredytów hipotecznych. Podstawa prawna podwyżek była, zdaniem klientów, wątła. A dokładniej - zasady zapisane w umowach są na tyle nieprecyzyjne, że można uznać, iż nie wiążą klientów. Kilka tysięcy osób walczy w sądach, zarówno w pozwie zbiorowym, jak i w indywidualnych. I mają już pierwsze sukcesy. Pisałem w blogu o wygranej jednego z "Nabitych", toczących indywidualny spór z bankiem. Inna sprawa, że jego zwycięstwo może okazać się... pyrrusowe.  Zresztą takich przypadków jest więcej, choć nie wszystkie są związane z konfliktem "Nabitych" i BRE. Ostatnio mec. Tomasz Konieczny, który prowadzi kilkadziesiąt tego typu spraw indywidualnych poinformował mnie, że trzy procesy o zwrot podwyższonego oprocentowania kredytu zakończyły się w październiku wygraną klientów, zaś sąd uznał, że bank nie miał podstaw do podwyższania stawek (połączona sygnatura akt XVIII C 1696/12). Sąd pierwszej instancji zasądził kwoty od 6.640 zł do 9.150 zł (plus odsetki za opóźnienie oraz koszty procesu) tytułem zwrotu klientom zawyżonych kosztów kredytów. Jeśli wyroki utrzymają się w drugiej instancji, będzie to kolejny sukces konsumentów w walce z bankami.

Wszystko wskazuje na to, że trzecim potężnym polem buntu konsumenckiego przeciwko instytucjom finansowym staną się tzw. opłaty likwidacyjne, które są zapisane w umowach wszystkich bez wyjątku programów systematycznego inwestowania, sprzedawanych w opakowaniu polis ubezpieczeniowych. Chodzi o te wszystkie Aegony, Skandie, Axy, a także o wynalazki bankowe, czyli Libry, Lucro, Kwartalne Zyski... Czyli o plany oszczędnościowe, w których klient zobowiązuje się do wpłacania np. 200-300 zł miesięcznych składek (lub jednorazowo większej kwoty), które są inwestowane w fundusze inwestycyjne (lub podobne do nich ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe). Fundusze mają zarabiać dzięki inwestowaniu w akcje, surowce, obligacje, zaś klient po kilkunastu latach ma uzyskać - ze składek oraz z zysków z ich inwestowania - kapitał na przyszłość dzieci, zakup domu lub dodatkową emeryturę. Wszystko byłoby pięknie, gdyby oprócz wysokich opłat za administrowanie kontem i zarządzanie pieniędzmi, ubezpieczyciele nie pobierali tzw. opłaty likwidacyjnej za wycofanie pieniędzy w pierwszych latach obowiązywania umowy. I gdyby nie była ona ustawiona na bandyckim - pisząc wprost - poziomie.

W skrajnych przypadkach - czyli po wycofaniu się z umowy w pierwszych dwóch latach - klient może stracić wszystkie pieniądze, które włożył do takiego programu! Nie jest tajemnicą, że tak drakońskie kary wynikają głównie ze sposobu sprzedawania tych polis - są one dystrybuowane głównie przez agentów, którzy otrzymują od towarzystw ubezpieczeniowych prowizje w wysokości nawet całej składki wpłaconej przez klienta w pierwszym roku trwania umowy. Gdyby więc klient nie został przywiązany do kaloryfera, jego rezygnacja z programu przed upływem  kilku lat oznaczałaby, że zarobił głównie agent. Tyle, że klientów nie powinno to interesować - z ich punktu widzenia kary sięgające 100% wpłaconych pieniędzy to najzwyklejszy rozbój w biały dzień. Tym bardziej, że opłata ta nie jest w żaden sposób powiązana z jakimikolwiek kosztami ponoszonymi przez ubezpieczycieli. A już najgorzej jeśli sprzedawcy nie mówią nam całej prawdy o tych opłatach. A często nie mówią...

Listy od przerażonych klientów, którzy czują się uwięzieni na lata przez firmy ubezpieczeniowe, przychodzą do mnie niemal każdego dnia. Na przykład takie. "Dwa lata temu, zbajerowana w Open Finance, podpisałam cyrograf ..Wciśnięto mi polisolokatę "Libra" na  okres 15 lat..W momencie zakładania tej lokaty byłam już w wieku emerytalnym i sama zwróciłam uwagę na to, że 15 lat to dla mnie okres zdecydowanie za długi na systematyczne oszczędzanie. Na moją wątpliwość otrzymałam odpowiedź, że przecież mogę w każdej chwili wycofać się, tracąc tylko "opłatę manipulacyjną". Polisolokata wymaga także comiesięcznych składek w wysokości 1240 zł. Po przeszło dwuletnim wpłacaniu składek i wpłaceniu na początku niemałej składki początkowej, zorientowałam się,że  wpłacone pieniądze nie tylko nie procentują ale gwałtownie stopniały. Pomyślałam więc, że wycofam się z tej chybionej inwestycji i zapłacę za swą głupotę opłatę manipulacyjną. I tu "niespodzianka"! Otóż chcąc wycofać się z zawartej umowy w ciągu pierwszych czterech lat trwania umowy, straciłabym wszystko tzn. 100% zainwestowanych środków, a w piątym roku odzyskać mogę 50%  inwestycji".

Klientka jest załamana, bo utopiła ogromne pieniądze. "Muszę przyznać, że ta informacja była  dla mnie  nie lada szokiem, bo oznaczałoby stratę kilkudziesięciu tysięcy złotych! Jasne, że mogłam nie podpisywać takiej umowy. Ale za niemoralne uważam po pierwsze wciskanie osobie starszej struktury z takim horyzontem czasowym, a po drugie pobieranie haraczu - można rzec za głupotę i naiwność - w niesłychanej wysokości. Zwróciłam się w tej sprawie na razie do samej firmy, mieszczącej się we Wrocławiu i czekam na odpowiedź. Napisałam też mail do KNF, chcę sprawą zainteresować także UOKiK. A jak Pan ocenia tę sytuację?" - zapytała mnie czytelniczka blogu, pani Jolanta. Cóż, uważam to za skandal i moim zdaniem powinien zapłacić za to z własnej kieszeni prezes Open Finance, skoro zatrudnia takich "wykwalifikowanych" wciskaczy kitu. A pani Jolancie na pocieszenie powiem, że być może miałaby niemałą szansę wygrać z firmą ubezpieczeniową sprawę w sądzie. Gdzie dostrzegam tę szansę? Dochodzimy do sedna dzisiejszego wpisu? Będzie to poradnik dla tych, którzy chcą wywalczyć zwrot opłaty likwidacyjnej. Jest on możliwy, kilku osobom - jak się ostatnio dowiedziałem - udało się już wywalczyć uznanie tej opłaty za bezprawną!

Pisałem już w blogu o posiadaczu polisy inwestycyjnej firmy Axa, który uważa, że zapisy dotyczące opłaty likwidacyjnej łamią zapisy ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Były też na stronach blogu wieści o prawnikach zaciskających pętlę wokół Getin Banku, jednego z najbardziej aktywnych do niedawna sprzedawców polis inwestycyjnych. Klienci jednego z takich pakietów zbuntowali się i zapowiedzieli pozew zbiorowy przeciw bankowi. Bo też rzeczywiście niektóre produkty Getin Banku okazały się ponadprzeciętnie sprytne - klasycznej opłaty likwidacyjnej w nich nie było, ale w umowie schowano inną opłatę, która działała tak samo, ale nie informowano o niej klientów. Pod presją wprowadzonych w błąd nabywców takich polis Getin zaczął negocjować indywidualne ugody z klientami, oddając większość wpłaconych pieniędzy. I zapowiedział, że każdy nabywca polisy inwestycyjnej będzie własnoręcznie sporządzał oświadczenie, że zna wszystkie zasady produktu i godzi się na takie a takie warunki.

To jednak dopiero początek batalii klientów o uwolnienie się z jarzma opłat likwidacyjnych. Jak doniósł mi mec. Jacek Szymański z kancelarii prawnej Szymański & Kornalewicz, są już pierwsze wyroki, w których sądy przyznają klientom prawo do wycofania się z polis inwestycyjnych bez ponoszenia drakońskich kar. W kwietniu tego roku prawomocny wyrok w takiej sprawie wydał warszawski Sąd Okręgowy (sygnatura akt VI ACa 1342/11). Nie ma większego znaczenia która firma ubezpieczeniowa poległa. Istotniejsze jest brzmienie klauzuli, która została zakwestionowana przez sąd. A brzmi ona tak: „Opłata likwidacyjna jest ustalana procentowo i pobierana z subkonta składek regularnych lub z subkonta składek dodatkowych przez cały okres trwania umowy ubezpieczenia przed każdą częściową oraz całkowitą wypłatą (...)". W omawianym przypadku przez pierwsze dwa lata opłaty likwidacyjne stanowią w tej polisie 99% wpłaconych pieniędzy, zaś w kolejnych dwóch latach 70-80% pieniędzy.

Walka w sądzie była długa. W maju 2010 r. sąd pierwszej instancji uchylił część umowy ustalającą opłatę likwidacyjną, ale w marcu 2011 r. sąd apelacyjny uchylił wyrok w całości i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. We wrześniu 2011 r. sąd ponownie orzekł, że opłata likwidacyjna jest nielegalna, zmieniając jedynie - zgodnie z zaleceniem sądu drugiej instancji - część uzasadnienia. Towarzystwo ubezpieczeniowe się odwołało, wskazując kilkanaście miejsc, w których - jego zdaniem - sąd nie dopełnił obowiązków w badaniu sprawy. Wreszcie w kwietniu 2012 r.  sąd apelacyjny wydał prawomocny wyrok, w którym częściowo uwzględnił zarzuty firmy ubezpieczeniowej, ale podtrzymał najważniejsze postanowienie sądu pierwszej instancji - że opłata likwidacyjna, w postaci opartej o procentową wartość wpłaconych przez klienta pieniędzy i sięgająca 99% tych kwot, jest krzywdząca dla konsumenta.

Sąd apelacyjny zgodził się z prawnikami firmy ubezpieczeniowej, że umowa polisy inwestycyjnej nie ma charakteru umowy wzajemnej, a więc "Opłata likwidacyjna nie może być uznana za świadczenie wzajemne skorelowane z ekwiwalentnym świadczeniem pozwanego". Nie można więc, walcząc z ubezpieczycielem, podnosić argumentu, że umowa likwidacyjna nie wiąże się z żadnym świadczeniem ubezpieczyciela, dlatego jest bezprawna. Sąd apelacyjny nie zgodził się też z zarzutami klienta, że sama opłata likwidacyjna jest niezgodna z prawem i dobrymi obyczajami. "Fakt wprowadzenia przez pozwanego opłaty likwidacyjnej nie godzi w prawa konsumenta. Towarzystwo Ubezpieczeniowe miało prawo zapisać w umowie fakt istnienia opłat, które będzie musiał ponieść konsument przy wcześniejszym odstąpieniu od umowy, niż było to umową przewidziane. Ta sama ocena dotyczy klauzuli precyzującej sposób naliczania opłaty likwidacyjnej". A więc - powtórzmy - zdaniem sądu sama opłata likwidacyjna jest zgodna z prawem.

Na tym jednak koniec dobrych wieści dla firmy ubezpieczeniowej. O ile bowiem sama opłata została przez sąd "zalegalizowana", to sposób jej naliczania już nie. Sąd uznał, że jest to opłata, którą ubezpieczyciel kompletnie oderwał od jakichkolwiek realiów, biorąc ją z sufitu.  "Ubezpieczyciel przewidział dla ubezpieczonego swoistą sankcję za rezygnację z dalszego kontynuowania umowy bez powiązania jej z realnie poniesionymi wydatkami, w przypadku zawarcia ubezpieczenia na rzecz konkretnej osoby, przy czym owo zastrzeżenie ma charakter uniwersalny tzn. jest całkowicie niezależne od wartości posiadanych przez ubezpieczonego jednostek uczestnictwa. Tak sformułowane postanowienie narusza dobre obyczaje, gdyż sankcjonuje przejęcie przez ubezpieczyciela w pierwszych latach trwania umowy niemal całości wykupionych środków w całkowitym oderwaniu od skali poniesionych przez ten podmiot wydatków.

Nie wystarcza tu ogólnikowe powołanie się na rzekomo powszechnie znany fakt, że koszt wykupu ulokowanych środków jest w pierwszych latach trwania umowy ubezpieczenia wyższy niż w następnych z uwagi na wyższe opłaty manipulacyjne. Nie stanowi też dostatecznego usprawiedliwienia dla stosowania tak rygorystycznego automatyzmu okoliczność, że umowy ubezpieczenia na życie mają ze swej natury długoterminowy charakter. (...) Kwestionowany zapis rażąco narusza interes konsumenta gdyż prowadzi do uzyskiwania przez ubezpieczyciela korzyści kosztem ubezpieczonego, zwłaszcza wówczas gdy ten ostatni zgromadzi na swoim rachunku osobistym aktywa o znacznej wartości" - napisał sąd w uzasadnieniu wyroku. A zatem nie wolno - zdaniem sądu - tak ustalać opłaty likwidacyjnej, żeby 100% swoich pieniędzy tracił ten, który wcześniej włożył do polisy 1000 zł, jak i ten, który wpłacił 100.000 zł. Bo - jak orzekł sąd - nie da się udowodnić, że w obu przypadkach koszty ubezpieczyciela, związane z zakończeniem umowy przed terminem, aż tak bardzo się różniły. Dla porządku dodam, że proces dotyczył uznania klauzuli dotyczącej opłat likwidacyjnych za nielegalną, nie zaś zapłaty przez ubezpieczyciela konkretnej kwoty. Do tego potrzebny będzie drugi proces, który jednak - mając w ręku prawomocny wyrok dotyczący sposobu naliczania opłat - klient wygra już bez większego kłopotu.

Nie jest to jedyny przykład wygranego przez klienta procesu o uznanie za nielegalną opłaty likwidacyjnej (a przynajmniej sposobu jej naliczania). Napisały do mnie również mec. Anna Lengiewicz oraz mec. Dorota Kobylecka z warszawskiej kancelarii Lengiewicz, Wrońska, Berezowska i Wspólnicy. "Nasza kancelaria przez trzy lata prowadziła sprawę przeciwko firmie ubezpieczeniowej o uznanie klauzuli o opłacie likwidacyjnej za niedozwoloną. Sprawa została wygrana, klauzula od kilku dni jest wpisana de rejestru klauzul niedozwolonych. Uzasadnienie sądu jest jasne: tak wysokie opłaty są niedozwolone, bo nie można ich uzasadnić żadnymi kosztami ubezpieczycieli, tym bardziej, ze ubezpieczyciele pobierają opłatę wstępną, opłaty za zarządzanie, za ryzyko, administracyjną, likwidacyjną, od wykupu, za wznowienie umowy ubezpieczenia, itd… Nasi klienci, oburzeni skalą problemu, widoczną na różnych forach internetowych, założyli stronę internetową www.przywiązanidopolisy.pl . W ciągu trzech tygodni, ponad 80 osób zgłosiło się w celu dochodzenia swoich praw. Codziennie 2-3 nowe osoby zgłaszają się do nas z prośbą o pomoc. Przygotowujemy pozwy grupowe przeciwko ubezpieczycielom.
 
Ów drugi już prawomocny wyrok, w którym sąd również zakazał stosowania postanowienia dotyczącego wysokości opłaty likwidacyjnej, został orzeczony przez Sąd Okręgowy w Warszawie i zapadł w pierwszej instancji 7 października 2011 r. (sygnatura akt XVII AmC 1704/09). Utrzymany został w mocy przez Sąd Apelacyjny wyrokiem z 26 czerwca 2012 r. (sygnatura akt VI ACa 87/12). Nie mam wiadomości czy utrzymany został w całości, ale na pewno "w zakresie postanowień dotyczących wysokości opłaty likwidacyjnej". A to dla nas jest dziś najważniejsze. Od 16 października 2012 r. klauzula, która została uznana przez sąd za nielegalną, znajduje się już na liście klauzul niedozwolonych, prowadzonej przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (numer wpisu 3834). Ale i to nie wszystko. Mam dla Was jeszcze trzecią ściągawkę, która pomoże Wam skutecznie pójść na udry z firmą ubezpieczeniową. To wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 14 maja 2010 r. (sygnatura akt VI ACa 1175/09). Zawarte są w nim miłe dla naszych uszu postanowienia, iż zapis typu "rezygnacja przez ubezpieczonego z dalszego wnoszenia składek ubezpieczeniowych będzie skutkować utratą wszystkich środków" narusza dobre obyczaje, gdyż sankcjonuje "przejęcie przez ubezpieczyciela całości wykupionych środków w całkowitym oderwaniu od skali poniesionych przez ten podmiot wydatków". Zapis ten trafił już nawet do rejestru klauzul niedozwolonych, prowadzonego przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (pozycja 2161)

Mec. Jacek Szymański uważa, że zakwestionowanie zapisów narzucanych przez firmy ubezpieczeniowe, dotyczących opłat likwidacyjnych wymaga powołania się na art. 385 par. 1 kodeksu cywilnego. A więc tym samym, który pozwolił mojej czytelniczce wygrać sprawę o zwrot składki ubezpieczenia niskiego wkładu własnego Zgodnie z tym przepisem "postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nie uzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy". Mec. Szymański podkreśla, że "postanowienia, z których towarzystwa ubezpieczeniowe wywodzą uprawnienie do pobierania opłaty likwidacyjnej nigdy nie są z indywidualnie konsultowane z konsumentami", zaś postanowienie nakładające na ubezpieczonych „karę” za wcześniejsze rozwiązanie umowy nie dotyczy głównych świadczeń stron umowy (bo takie "główne" świadczenia to usługi ubezpieczeniowo-inwestycyjne na rzecz konsumenta, ze strony zaś konsumenta- zapłata za te usługi).

Pozostaje więc udowodnić, że zapisy dotyczące opłat likwidacyjnych "kształtują prawa i obowiązki konsumenta w sprzeczności z dobrymi obyczajami". Mec. Szymański uważa, że rzecz jest oczywista: "Towarzystwa ubezpieczeniowe argumentują, że wysokość opłaty likwidacyjnej wynika z kosztów obsługi konkretnej umowy ubezpieczenia. Ale przecież towarzystwa pobierają rozmaite opłaty w trakcie trwania umów ubezpieczenia, w tym opłatę za zarządzanie, czy opłatę administracyjną.  I to z tego źródła powinny pokrywać swoje koszty związane z obsługą umowy". Szymański uważa też, że nie powinno być problemu z wywiedzeniem na gruncie prawa "rażącego naruszenia interesów konsumenta", które też jest elementem art. 385. I jeszcze dobra wiadomość: nie ma znaczenia czy firma ubezpieczeniowa prawidłowo poinformowała nas o konsekwencjach wcześniejszego zerwania umowy. Nasz stan świadomości nie ma żadnego znaczenia dla sprawy - zeznaje mec. Szymański. "Ustawodawca przewiduje sankcję nieważności postanowienia sprzecznego z dobrymi obyczajami w oderwaniu od stanu świadomości konsumenta co do istnienia takiego postanowienia".

Mec. Szymański twierdzi, że chcąc dochodzić roszczeń można pójść dwoma drogami. Pierwsza, sprowadzająca się do wniesienia pozwu o zapłatę przeciwko towarzystwu ubezpieczeń oznacza domaganie się zwrotu równowartości pobranej opłaty likwidacyjnej kwoty. "W tym trybie sąd na podstawie przedstawionych w pozwie argumentów może ustalić bezskuteczność postanowienia, z którego wynika dochodzone przez konsumenta roszczenie i zasądzi żądaną przez konsumenta kwotę". Drugi pomysł polega na wniesieniu pozwu do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumenta o uznanie postanowienia dotyczącego opłaty likwidacyjnej za niedozwolone, a w następnej kolejności - w przypadku pozytywnego orzeczenia - na domaganiu się od firmy ubezpieczeniowej zapłaty. "Ta druga droga jest z pewnością bezpieczniejsza, ale wymaga od konsumenta dużo większej cierpliwości ze względu na konieczność przeprowadzenia w istocie dwóch odrębnych postępowań. Nie można również w tym miejscu nie odnotować, że zaangażowanie prawników w drugim z tych rozwiązań też jest większe i w rezultacie może generować po stronie konsumenta większe koszty. Z tego też względu klienci decydują się w lwiej części na wybór pierwszego z wariantów dochodzenia swoich praw" - kończy mec. Szymański.

Jednym z pechowców, którzy dali się wpuścić w kanał zwany "opłatami likwidacyjnymi" jest p. Jacek, który kłóci się w sądzie z firmą ubezpieczeniową Axa. To ten sam klient, o którym pisałem już jakiś czas temu w blogu. Kiedy są zorientował w co wdepnął - a ściślej pisząc: w co wpuścili go artyści z Open Finance - przestał płacić, a Axa wypowiedziała mu umowę, nie oddając - rzecz jasna - ani grosza. Panu Jackowi idzie jak po grudzie, ale jest dzielny i się nie zraża. Prowadzący sprawę sąd rejonowy uznał się za niewłaściwy i przekazał sprawę sądowi okręgowemu, ale za to pan Jacek spowodował przystąpienie do sporu trzech organizacji konsumenckich, a na jego wniosek sprawą zajął się też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zaś Rzecznik Ubezpieczonych sporządził ekspertyzę z której wynika, że Axa stosuje "klauzule abuzywne, które są nieskuteczne wobec konsumentów". Widać więc, że pan Jacek jest gotów wywołać trzecią wojnę światową, a firmie ubezpieczeniowej nie odpuści.

Zerknąłem na opinię Rzecznika Ubezpieczonych i zacytuję Wam z nich kilka zdań, może przyda się w Waszych wojenkach z ubezpieczeniowcami (nie trzeba im nawet wytaczać procesu, może wystarczy pismo przedsądowe z wypisanymi wszystkimi argumentami, które tu przytoczyliśmy - już chłopaki będą wiedziały, że to nie przelewki. Rzecznik Ubezpieczonych zwraca uwagę, że mechanizm ustalania opłat likwidacyjnych "może naruszać indywidualne i zbiorowe interesy konsumentów, a tym samym stanowić niedozwolone postanowienie umowne, gdyż pobieranie nadmiernie wysokich opłat w przypadku wcześniejszego rozwiązania umowy ubezpieczenia, stoi w sprzeczności z charakterem i naturą umowy ubezpieczenia, będącej umową wzajemną o świadczeniach ekwiwalentnych". No, to jest sprawa do dyskusji, bo w sprawie omawianej przez mec. Szymańskiego sąd apelacyjny nie zgodził się z tym, iż umowa o inwestowanie pieniędzy w ramach polisy inwestycyjnej jest umową wzajemną.

Ale są i mniej dyskusyjne argumenty. "Wysokie opłaty likwidacyjne naruszają zasadę równości stron w umowie ubezpieczenia w aspekcie sposobu rozłożenia ciężaru kosztów związanych z wcześniejszym rozwiązaniem umowy na obie strony umowy" - pisze też nie bez racji rzecznik. "Pobieranie wysokich opłat likwidacyjnych pomimo braku świadczenia ochrony ubezpieczeniowej przez pierwotnie wyznaczony okres ubezpieczenia sugerować może (...) zamiar zagwarantowania przez zakład ubezpieczeń założonego poziomu zysku nawet w sytuacji niewłaściwej obsługi zawartych umów i niskiego poziomu świadczonych usług, będących często przyczynami wcześniejszej rezygnacji z umów ubezpieczenia na życie. Ponadto postępowanie takie może sygnalizować. przerzucenie na ubezpieczonych ryzyka prowadzenia działalności ubezpieczeniowej. Przenoszenie tego ryzyka na konsumentów stoi w sprzeczności z celem zawarcia umowy ubezpieczenia (...). Wysokie opłaty likwidacyjne są sposobem transferu części ryzyka związanego z działalnością ubezpieczeniową na konsumentów usług ubezpieczeniowych" - dodaje Rzecznik Ubezpieczonych. Jeśli dotrwaliście to tego zdania, to znaczy, że jesteście już wystarczająco mądrzy, by ruszyć do boju. Powodzenia!

SUBIEKTYWNIE O POLISACH INWESTYCYJNYCH W TOK FM. Autor blogu "Subektywnie o finansach" dyskutował ostatnio o problemie nieetycznej sprzedaży polis inwestycyjnych w codziennym magazynie ekonomicznym "EKG", który jest emitowany na falach radia TOK FM. Subiektywność bywa tam gościem w niektóre piątki (o ile akurat nie ma innych zobowiązań). Zapraszam do wysłuchania i obejrzenia dyskusji, w której - poza autorem blogu - wzięli udział Anna Mackiewicz (PAP), Marcin Piasecki (Dziennik Gazeta Prawna), Roland Paszkiewicz (CDM Pekao) oraz Tadeusz Mosz (TVP Info, prowadzący audycję).

SUBIEKTYWNOŚĆ ZACIEKAWIA WIELU. Strony blogu "Subiektywnie o finansach" klikacie średnio 475.000 razy miesięcznie, co oznacza kilkanaście tysięcy Waszych wizyt każdego dnia. Blog ma też ponad 13.000 fanów w Facebooku. Średnio w każdym miesiącu ukazuje się na tych stronach blogu 29 tekstów, co oznacza, że prawie codziennie znajdziecie tu coś nowego. Jeśli macie dla mnie propozycje tematów, którymi powinienem się zająć, albo problem z bankiem, funduszem inwestycyjnym, firmą ubezpieczeniową, czy z pośrednikiem finansowym - piszcie do mnie poprzez stronę blogu na Facebooku albo wyślijcie e-mail: maciej.samcik (at) agora.pl. Żaden e-mail nie zostanie bez odpowiedzi. 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
sobota, 03 listopada 2012 13:33

Polecane wpisy

Trackback

  • maillot de foot vintage z „ maillot de foot vintage” datowany na 2013/06/04 22:32:53:

    We do not harbor that I couldn t remove other individuals problems whenever this arrived at.

Komentarze

Dodaj komentarz

  • z17 napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/03 14:01:43:

    No cóż, pytanie tylko czy w tym przypadku prawo zadziała wstecz? Imho nie sądzę. A zatem wpisanie opłat likwidacyjnych w poczet klauzul abuzywnych pomoże raczej wyłącznie nowym klientom firm ubezpieczeniowych. Dotychczasowi będą musieli się sądzić.

  • hieronim.krysta napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/03 15:56:59:

    Bardzo ciekawy artykuł. O ile rozumiem dlaczego ktoś może być oburzony, gdy chciał założyć lokatę (pewnie jakąś krótkoterminową) a ktoś nieprofesjonalny sprzedał mu (zapewne korzystając z jego niewiedzy lub jeszcze bazując na wcześniej zbudowanym zaufaniu) polisę na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi na 10 lub 15 lat regularnego inwestowania.
    Rozumiem także sytuację, gdy towarzystwo ubezpieczeniowe umowę ubezpieczenia formułuje w sposób niezrozumiały i nieprzejrzysty. Z tego co mi wiadomo, często praktyką stosowaną akurat przez firmę ubezpieczeniową posiadającą w tym momencie największy przypis składki w tego typu polisach w Polsce jest niepodawanie danych dotyczących wysokości opłat. Tu akurat stawiam dobre whysky każdemu, kto w tej firmie znajdzie jakąś tabelę pokazującą w jasny sposób opłaty. A długo już poluję ;) Jest to duży problem. I potem często się zdarza, że sami agenci są w tym pogubieni. Chęć zysków jest większa od niewiedzy i mamy katastrofę. Spotkałem na swojej drodze osoby, które mówiły nawet, że tego typu polisa jest bez żadnych opłat :)
    Ale nie rozumiem sytuacji, gdy wszystko jest jasno przedstawione. Mówimy o długoterminowym inwestowaniu regularnym w fundusze inwestycyjne, których wartość może ulegać zmianie. Na dwóch stronach mieszczą się tabelki limitów i opłat, które towarzystwo pobiera. Każdy może je sobie pobrać z internetu lub dostać od Doradcy i się z nimi zapoznać. Mowa jest, nie o odłożeniu pieniążków na kupno lodówki, czy telewizora, ale o odłożenie większych kwot mających na celu zabezpieczenie finansowej własnej przyszłości. Uważam, że dobry kanał sprzedaży tego typu rozwiązań finansowych może służy nawet edukacji finansowej naszego społeczeństwa. Bo w tym całym sporze zapominamy o tym, że Polacy generalnie NIE mają oszczędności a ich skłonność do oszczędzania raczej nie rośnie. Tutaj nie rozumiem całej tej debaty, panowie eksperci w studio również nie mówi o tym. Mowa co prawda była o edukacji finansowej społeczeństwa, ale taka edukacja nie może polegać tylko na tym jak unikać kolejnych Amber Goldów, ale przede wszystkim jak zadbać o swoją przyszłość finansową, co robić z pieniędzmi w czasie i jak to zrobić, żeby nie konsumować wszystkiego. Głęboki temat... Cenię sobie Pana redaktora Samcika, ale musi Pan uważać, aby nie przesadzać w gonieniu sensacji. Świat finansów to nie tylko kolejne sensacje. Polacy potrzebują kogoś, kto im w końcu powie doraźnie, że jak nie odłożą, to braknie im za 30 lat na życie.

  • kostuh napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/03 20:16:37:

    hieronim.krysta?
    o czym człowieku mówisz?
    nieprofesjonalny sposób sprzedał polisę? Gdybym nigdy nie odwiedził tych fioletowych, czerwonych i pomarańczowych oszustów to może też bym tak mówił:) ale oni bezczelnie kłamią i oszukują bo mają z oszustwa procent... i nie jest to nieświadome i nieprofesjonalne a celowe oszustwo w dodatku po stokroć gorsze od Amber Gold bo w ich przypadku proceder jest porządnie zawoalowany i podparte "autorytetem" firm działających od dziesięcioleci i oszukują w majestacie prawa bez ostrzeżeń ze strony KNF.
    a żeby oszczędzać to jeszcze trzeba mieć z czego:)

  • sulikczek napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 11:13:25:

    Z tego co zdołałem wyszukać/dowiedzieć się to:
    1. AEGON wprowadził/wprowadza nowe metody rozwiązania umowy przedwczesnej, tzn. określa opłatę za zerwanie umowy wcześniej niż np. 10 lat na stałym poziomie (w okolicach rocznych wpłat), z takim zastrzeżeniem, że gdyby opłata wyrażona w % była bardziej dla klienta opłacalna (niższa) to taką weźmie pod uwagę. Nie wiem czy dla każdego programu/kwot jest taka sama czy inna, ale dla AEGON MULTI PIN 2008 PLUS jest stała na poziomie poniżej 2500-3000 PLN (dla programu o wpłatach comiesięcznych w wysokości 200 PLN czyli składce do uzbierania na poziomie 24 000 PLN) - dokładnej wartości nie pamiętam.
    2. Prócz opłaty tej za zerwanie jest jeszcze opłata od wykupu w wysokości 1 % i jest ona pobierana też od tych którzy dotrwali do końca składek.
    3. Oczywiście jest jeszcze podatek Belki w wysokości 19% (ale to w wypadku zarabiania w funduszu).
    4. Jest też druga opcja: rozprawa sądowa w pozwie grupowym, przy sporze o około 7 000 (70% opłata likwidacyjna z 10 000), koszty które możemy ponieść będą zaczynać się od około 1 200 - 1 500 PLN (obsługa kancelarii, premia za wygraną etc.) i może to trwać sporo czasu (koszty i czas zależny jest też od tego czy już dana osoba zerwała umowę, czy opłaca składki) - nawet kilka lat w najgorszym wypadku.
    5. Koszty drogi sądowej będą tym wyższe im wyższa będzie kwota sporu, czyli im więcej klient odzyska tym więcej zapłaci.
    6. Wygrana sprawa nie zwalnia nas z 1% opłaty za wykup oraz 19% podatku Belki.
    7. Ludzie z utopioną kasą w IDEA Premium i tak muszą czekać do marca aby odzyskać pieniądze z tego funduszu (jeżeli mają kilka, to z tych innych zostaną im wypłacone pieniądze normalnie natomiast z IDEA muszą czekać).

    W skrócie rada ode mnie - kontakt z TU i dowiedzenie się na jakich zasadach teraz rozwiązują umowy (jakie są opłaty), kontakt z kancelarią prawną przygotowującą pozew zbiorowy i wypytanie o koszty dla konkretnego przykładu (warto mieć skany wszystkich dokumentów z TU) - samodzielnie określić który sposób wyjdzie taniej/szybciej i bardziej opłaca się dla danego klienta.

  • cosapl napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/09 23:30:27:

    Zmierzamy oczywiscie do zrobienia oplat przejrzystymi.
    Pytanie zatem czy oplaty ponoszone przez firmy ubezpieczeniowe z tytulu ryzyka ubezpieczeniowego mozemy wycenic na wspolmierne badz tez nie? Przeciez kazda moze przyjac inny profil ryzyka.

    Czemu wspominam o tym? Otoz Umowy Inwestycyjne sa hmm bardziej oplacalna wersja umow tzw. hybrydowych gdzie mielismy czesc pieniedzy lokowane w ubezpieczenie a czesc w inwestycje. Ubezpieczyciel naliczal co rok np polowe skladki ( czyli czesc inwestycyjna ) + premie z czesci ubezpieczeniowej i wszystko wyglada pieknie co roku mamy wiecej itd nie mamy zadnych oplat likwidacyjnych jedynie wartosc wykupu.
    Agenci ubezpieczeniowi sa wynagradzani tak samo jak Ci, ktorzy doradzali umowy jedynie inwestycyjne, a moze i nawet lepiej a finalnie korzysci z samej umowy ubezpieczeniowe inwestycyjnej sa jeszcze mniej przejrzyste dla klienta niz w poprzednim przypadku.

    Za to zyskalismi brak oplat likwidacyjnych...

    Zatem co jest w koncu lepsze do klienta?

    Uwazam ze i tak w przypadku umow jak AEGON i reszta klient musial podpisac osobny zalacznik ze wszystkim oplatami tak jak to wyglada przy wszelkiego rodzaju kredytach.

  • afterburner666 napisał(a) komentarz datowany na 2012/12/03 18:15:18:

    Zgadzam się w 100%. Łatwo jest krytykować nie oferując w zamian nic lepszego.
    Plany oszczędnościowe mają wiele zalet i może aby zachować obiektywizm warto napisać także o ich mocnych stronach. Istnieją na polskim rynku firmy z ponad 100-letnią tradycją, które oferują w pierwszym roku alokacje na poziomie 110%.
    Wydaje się jasne, że skoro instytucja finansowa daje komuś pieniądze niezależnie od tego czy osiągnie zysk czy nie to potrzebuje czasu aby na tym zarobić. Czy musi to być 10 lat to już sprawa dyskusyjna ale nie powinno się w moim odczuciu potępiać w czambuł tego typu produktów finansowych.

  • wszystkie_loginy_zajete_2 napisał(a) komentarz datowany na 2012/12/03 23:31:46:

    @hieronim.krysta
    nie bądź cyniczny, edukacja finansowa społeczeństwa, skłonność do oszczędzania.. Lepiej jakby ci ludzie trzymali pieniądze w materacu, mniej by im inflacja zeżarła niż domokrążcy "edukatorzy"

  • kkrakuss napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/15 15:20:30:

    Panu Jackowi idzie jak po grudzie, ale jest dzielny i się nie zraża. Prowadzący sprawę sąd rejonowy uznał się za niewłaściwy i przekazał sprawę sądowi okręgowemu, ale za to pan Jacek spowodował przystąpienie do sporu trzech organizacji konsumenckich, a na jego wniosek sprawą zajął się też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zaś Rzecznik Ubezpieczonych sporządził ekspertyzę z której wynika, że Axa stosuje "klauzule abuzywne, które są nieskuteczne wobec konsumentów". Widać więc, że pan Jacek jest gotów wywołać trzecią wojnę światową, a firmie ubezpieczeniowej nie odpuści......czy można od Pana otrzymać kontakt do Pana Jacka....jestem w podonej sytuacji i chciałbym zasięgnąć porady. Pozdrawiam Sławek Rusinowski

  • fill55 napisał(a) komentarz datowany na 2013/02/08 21:59:30:

    Artykuł bardzo ciekawy, gdyż podsumował wszystko to co działo się przez ostanie pół roku. Jednak też zostałem wrobiony w Libre i od dłuższego czasu śledzę tematy z tym związane. Co prawda padło kilka pozytywnych wyroków, może kilka osób odzyskało pieniądze. Jednak czemu brak jakichkolwiek pozytywnych opinii na ten temat?? Poszedł już pierwszy, drugi pozew zbiorowy, po publikacji artykułu w Gazecie Wyb. Kancelarie LWB i Szymański & Kornelewicz mają tysiące zgłoszeń. Każdy płaci za pozew grubo ponad tysiąc. Czemu po wcześniejszych pozwach nie ma żadnej opinii? Co się dzieje? Czy nikt nie chce pochwalić się wygraną? Czy też nikt jeszcze nie odzyskał swoich pieniędzy,a włożył kolejne w walkę? Proszę o wypowiedź osoby, które brały udział w poprzednich pozwach. Warto? Ja póki nie mam pewności co do rezultatu nie chce tyle płacić. W każdym razie ciekawą ofertę znalazłem na stronie fundacjafair.pl co prawda udało im się wyegzekwować dla mnie tylko 1,6 tys to jednak z tym co się obecnie dzieje w Instytucjach Finansowych to i tak duży postęp. Bardzo proszę o wypowiedź osoby, którym również udało się cokolwiek wygrać.

  • piotrek.g80 napisał(a) komentarz datowany na 2013/08/23 20:38:05:

    Witam,
    Prosiłbym o krótki komentarz do mojego zpaytania.
    W certyfikacie do Libra III mam wysokość składki zainwestowanej na dzień 08.06.2011 101250,00PLN oraz że data nabycia jednostek uczestnictwa to 23 miesiąca kalendarzowego. Co wg TU europa na dzien 24.06.2011 wartość jednostki to 51,77PLN co daje 1955,76 jednostek.
    Na dzień 14.05.2013 wg TU Europa ta sama jednostaka ma wartość 20,69PLN co dawałoby wartość rachunku 1955,76 jednostek x 20,69PLN = 40464,67PLN

    Mimo to Open Finance informuje mnie w rocznym sprawozdaniu z ubezpiecznia że moja wartość rachunku na dzień 14.05.2013 to jedynie 11011,79PLN.

    Proszę o komentarz czy przedstawianie wartości rachunku przez Open Finance nie jest wprowadzaniem w błąd?
    Czy to ja źle czytam dane z certyfikatu ubezpieczenia.

    Z góry dziękuję.

    Piotr.

  • kancelariavanhagen napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/06 16:57:59:

    Ja wygrałem sprawę ze Skandią

  • verysoon napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/12 14:50:46:

    Hm Opiszę swoją sytuację. Dzwonił do mnie jakiś dziwny numer. Wpisałam w google patrzę a tu pełno wpisów na forach, że to numer agenta ubezpieczeniowego, który z ramienia banku PKO BP ma oferować dodatkowe polisy, ubezpieczenia itd. Oczywiście nie odbierałam telefonu, ale przez kilka dni dzwonił uparcie.

  • elknes napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/23 13:18:32:

    Witam serdecznie czy Posiadacie Państwo informacje na temat Firmy VanHagen która "podobno" odzyskuje pieniądze z polis inwestycyjnych które zostały obarczone wysokimi kosztami likwidacji

    proszę o informację

    Pozdrawiam

  • kamilpowered napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/26 12:29:21:

    Super artykuł, sam kiedyś wygrałem z firmą oferującą ubezpieczenie na zycie

  • istrue napisał(a) komentarz datowany na 2014/05/20 20:09:21:

    Dobrze ,że KNF się zajął tymi polisami. Odzyskanie pieniędzy z polis - a="twojakasa.com.pl/polisy-inwestycyjne-odzyskaj-pieniadze]odzyskaj pieniądze z polisy[/a]
    Najlepszą alternatywą dla ludzi są dwie inwestycje. Prosze zwrócic uwage na inwestycje w ziemi, bo są mozliwe od 300 zł! NNajbeziecznieczniejsze formy inwestycji i oszczędzania!

  • jan2211 napisał(a) komentarz datowany na 2014/08/29 17:13:08:

    A co państwo sądzą o obligacjach korporacyjnych korporacyjny.net/obligacje-korporacyjne-na-rynku-pozagieldowym/ zamiast polis inwestycyjnych?

  • kancelarialex24 napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/16 18:13:44:

    Witam, jeśli mają Państwo dalej kłopot z polisą, zapraszam do kontaktu z naszą kancelarią, zajmujemy się skutecznym odzyskiwaniem środków od ubezpieczyciela. Nie pobieramy żadnych opłat.
    533-960-263

  • istrue napisał(a) komentarz datowany na 2014/12/02 01:31:11:

    Osoby, które straciły na polisie mogą dziś odzyskąc pieniadze z tych produktów.
    więcej na totalfreedom.pl/pomoc/odzyskaj-pieniadze-polis/

  • m.gluc napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/15 13:32:52:

    Prawnicy z Kancelarii Goodman pomagają poszkodowanym przez polisolokaty. Odzyskają wszystkie pieniądze z polisy za niewielki procent od wygranej. Napisz po bezpłatną analizę sprawy na adres podany na stronie goo.gl/ym3H7y lub zadzwoń na numer 733-833-373.

  • kayleigh5 napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/29 19:58:52:

    .......Nie ma znaczenia czy firma ubezpieczeniowa prawidłowo poinformowała nas o konsekwencjach wcześniejszego zerwania umowy. Nasz stan świadomości nie ma żadnego znaczenia dla sprawy - zeznaje mec. Szymański. "Ustawodawca przewiduje sankcję nieważności postanowienia sprzecznego z dobrymi obyczajami w oderwaniu od stanu świadomości konsumenta co do istnienia takiego postanowienia".
    Przepraszam za moją ignorancję ale co to jest za ustawa?O nieświadomości konsumenta?Gdzie mogę znaleźć całość?

  • zerro007 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/31 19:26:00:

    Ja wygrałem z Open Finance (Pareto) całość wpłaconych pieniędzy + odsetki ustawowe.
    OF złożyło apelację, ale czarno widzę jego szanse.
    Całość walki sądowej oraz wszystkie dokumenty na moim blogu "bez adwokata" na blox.pl.

    zerro007@gazeta.pl

  • patryk.invictus napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/14 14:06:54:

    Witam Państwa Serdecznie.
    Jeżeli polisolokata, nie spełnia Państwa oczekiwań, a pieniądze zamiast procentować... topnieją zapraszam do współpracy z kancelarią INVICTUS. Nasi pracownicy pomogą Państwu w rozwiązaniu niekorzystnej umowy oraz w odzyskaniu naliczanych przez towarzystwa ubezpieczeniowe opłat. Wszelkie pytania proszę kierować telefonicznie 533-121-535 lub na e-maila patryk.syposz@ubezpieczenia-inwestycyjne.com.pl

  • zerro007 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/14 15:18:18:

    Witam,

    Co prawda nie posiadam cudownej recepty na wszystkie oszustwa, ale z oszustami można (i trzeba) wygrywać. Najlepiej w sądzie. Można poprzez pozwy zbiorowe.
    Tylko że tak naprawdę nigdzie nie znalazłem informacji o tym, aby rzeczywiście odbył się jakiś proces. Wszystko rozgrywa się w formie ugody, a skoro ugoda, to obie strony muszą być zadowolone. Tak więc nie jest odzyskiwane 100%, a dodatkowo kancelarie pobierają ok 20% od "wywalczonej" sumy.

    Tego typu działania kancelarii prowadzących "pozwy zbiorowe" nie przynoszą żadnych korzyści innym poszkodowanym, nie są publikowane wyroki, bo ich niema, nie są znane treści pozwów, argumentacja itp. Kancelarie są zachwycone istniejącą sytuacją i dbają aby ich kura znosząca złotej jajka żyła jak najdłużej.

    Pozew indywidualny ma swoje dobre strony. Można walczyć o odzyskanie całości wpłaconych pieniędzy + odsetki ustawowe. Koszty procesu i adwokata pokryje strona przegrana, mam nadzieję, że będzie to GB.

    A jak ktoś jest już całkiem odjechany, może walczyć w sądzie bez wsparcia prawnika.
    Ja tak zrobiłem w sprawie przeciwko Open Finanse i produkt Pareto.
    Na razie z niezłym skutkiem, wygrałem w I instancji zwrot całości wpłaconych środków + odsetki karne. OF wniosło apelację, czekam na wyznaczenie terminu rozprawy apelacyjnej i jestem nastawiony bardzo optymistycznie.

    Więcej informacji o tym jak przebiegała walka wraz ze wszystkimi dokumentami z procesu na moim blogu zerro007.blox.pl/html

  • stan1410 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/01 16:27:03:

    Witam,
    również dałem się zwieść przedstawicielowi ubezpieczenia i wpadłem, jak śliwka w kompot. Na początku poszedłem załatwić, to samemu - ugodowo. Niestety nie doszło do porozumienia, więc zdecydowałem się na skorzystanie z fachowej pomocy. Znalazłem kancelarię w Internecie, Jako człowiek, który dał się nabić w butelkę podszedłem do współpracy z maksymalną ostrożnością. Nie zawiodłem się. Odzyskałem część swoich pieniędzy. Bez pomocy by się nie udało. Straciłbym znaczną większość swoich oszczędności. Dla zainteresowanych podaję kontakt do kancelarii, z której zdecydowałem się skorzystać(733 171 161 lub konrad.jasinski@ubezpieczenia-inwestycyjne.com.pl) Ludzie, walczcie o swoje!

  • istrue napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/01 17:56:41:

    Skuteczność kancelarii ktora reprezentuje jest 100% w zakresie odzyskiwania srodków z polis inwestycyjnych, zapraszam do kontaktu: grupatf@onet.pl

  • vicky0019 napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/05 11:34:15:

    Witam! Jeśli zostaliście nabici w polisę, to mogę Wam polecić Kancelarię Invictus, która pomoże Wam rozprawić się z oszustami :) Mają doświadczenie oraz bardzo dużą wiedzę w zakresie polisolokat oraz odszkodowań. Najlepiej jest się z nimi kontaktować telefonicznie albo mailowo: 733 171 161. Pozdrawiam!

  • jessica_kolodziej napisał(a) komentarz datowany na 2017/09/05 13:52:58:

    Ja myślę, że najważniejsze w tym wszystkim to nie poddawać się. Walka z takimi gigantami jak banki czy ubezpieczalnie są trudne ale nie niemożliwe. Zwłaszcza, jeśli ma się do pomocy takich fachowców jak www.kplex.pro/polisolokaty/ którzy potrafią opracować indywidualną strategię i doprowadzić do zwycięstwa.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line