Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 06 listopada 2012

Przykrość ustawy o interchange: sklepy będą mogły karać nas za płacenie kartą!

Rozkwitł na dobre spór o to, czy ustawowa regulacja tzw. opłat interchange - które banki, wspólnie z Visą i MasterCardem, poberają od sklepów - jest konieczna. Bój idzie o olbrzymie pieniądze. Lobby bankowe może stracić na rzecz właścicieli sklepów i hipermarketów przynajmniej pół miliarda złotych rocznie. A w skrajnym przypadku - nawet miliard złotych rocznie. Spór jest o tyle jałowy, że już jest niemal pewne, iż bez ustawy ustalającej wysokość interchange się nie obędzie. Po pierwsze dlatego, że mamy najwyższe opłaty w Europie (1,6-1,7% od każdej transakcji, małe sklepy płacą nawet do 3%). Po drugie dlatego, że mimo starań NBP nie udało się doprowadzić do porozumienia, które stopniowo obniżałoby opłaty. Po trzecie dlatego, że za sprawę zabrali się politycy (jest już chyba z sześć projektów ustaw regulujących interchange). Po czwarte zaś dlatego, że przynajmniej jedna z organizacji płatniczych, MasterCard, co chwilę strzela sobie wizerunkowe samobóje, pokazując, że samoregulację branży kartowej ma w głębokim poważaniu. Choć wcześniej starała się propagandowo coś na całym zamieszaniu ugrać. Ostatnio w propagandowej wojnie górą jest Visa

Pytanie jest więc tylko o wymiar kary dla bankowców. I o to, czy nie będzie on na tyle wysoki, że banki postanowią się odgryzać na nas, zwykłych posiadaczach kart. Najbardziej radykalne projekty mówią o obniżeniu inteerchange do 0,5% (czyli niemal trzykrotnie poniżej obecnych średnich poziomów). Nie wnikam przy tym w szczegóły dotyczące pozostałych opłat, które składają się na łączny koszt akceptowania kart przez sklepy (np. czynsze za terminale, opłaty za łączność itp.). Ryzyko jest takie, że ukąszone zbyt mocno banki wprowadzą wyższe opłaty za używanie przez nas kart. Dziś karty w niektórych bankach są darmowe, w innych ich używanie kosztuje 5-6 zł miesięcznie. Ale część tych "droższych" banków anuluje te opłaty jeśli ktoś często płaci kartami w sklepach. Niedawno obliczyłem, że przy realizacji skrajnie negatywnego dla posiadaczy kart scenariusza - dużej obniżki interchange i przerzucenia ich całości na konsumentów - musielibyśmy do każdej karty dopłacić w prowizjach jakieś 28-30 zł rocznie. A więc opłaty za karty musiałyby pójść w górę o 2-3 zł miesięcznie. 

Oczywiście konkurencja może zmusić banki do wzięcia kosztów na klatę, ale ich lobby - tak samo zresztą, jak PR-owcy organizacji płatniczych Visa i MasterCard - za wszelką cenę chce nas przekonać, że administracyjne obniżenie intechange uderzy głównie w klientów banków i zmniejszy naszą chęć do płacenia kartami za zakupy. W tym celu bankowcy i MasterCard sprowadzili ostatnio do Polski hiszpańskich ekonomistów, którzy przedstawili case study z tamtejszego rynku, gdzie w 2006 r. zaczęto obniżać interchange i inne opłaty obciążające sklepikarzy. Nie była to obniżka ustawowa, ale niejako wymuszona przez nadzór bankowy. Łączne koszty prowizji spadły o połowę (choć niestety nie wiem od jakiej bazy, tzn. czy przed obniżką w Hiszpanii było potwornie drogo, czy po prostu drogo). Cała operacja kosztowała w ciągu pięciu lat (do 2010 r.) drobne 2,7 miliarda euro utraconych korzyści z prowizji. W Hiszpanii ukąszone banki nie wzięły na klatę zbyt wielkiej części strat, choć oczywiście nie znaczy to, że tak samo byłoby w Polsce.

Zerknijcie na dane Bank of Spain, dotyczące liczby wyemitowanych kart płatniczych (na zielono wszystkie karty, na niebiesko kredytowe, a na czerwono - debetowe). W debetówkach trend się nie zmienił (widać w Hiszpanii ubankowienie jest na wysokim poziomie - w 2006 r. było 31,8 mln kart, a w 2010 r. już tylko 28,6 mln). Z kolei kart kredytowych przestało od 2007 r. przybywać (jest ich 43-44 mln). Przestał też szybko rosnąć obrót kartowy (to te słupki po prawej stronie). Nie mamy absolutnej pewności, że zmiany te możemy zrzucać na karb interchange, ale lata 2007-2009 nie były jeszcze w Hiszpanii kryzysowymi... Co prawda Hiszpanie używali w latach 2006-2010 posiadanych kart coraz częściej, ale liczba kart nie rosła, wartość pojedynczej transakcji zakupowej obniżyła się z 50 euro w 2006 r. do 44 euro w 2010 r., zaś wzrosła średnia kwota wyciągana z bankomatów (z 90 euro do 117 euro).

Liczba kart i obroty w Hiszpanii

To, że hiszpańskie banki przestały wciskać wszystkim karty kredytowe, to pikuś. Mniej podobają mi się statystyki Bank of Spain i hiszpańskiego Związku Banków, z których wynika, że roczny koszt karty debetowej przypadający na klienta detalicznego wynosił w 2005 r. jakieś 11,1 euro, zaś w 2010 r. już 17,3 euro. Duża część branży podniosła opłaty za korzystanie z debetówek (najdroższe karty debetowe na rynku w 2010 r. kosztowały 25 euro rocznie). W statystykach dotyczących kart kredytowych też widać podwyżki. W 2005 r. przeciętny użytkownik płacił za posiadanie kredytówki 22,9 euro rocznie (prawdopodobnie chodzi tylko o koszt abonamentów, a nie o oprocentowanie kredytu w karcie), w 2006 r. było to już 27,4 euro, A w 2010 r. - aż 39,4 euro. W ciągu sześciu lat średnie koszty posiadania kart wzrosły więc o jakieś 50%. Gdyby miało się to powtórzyć w Polsce, to mówilibyśmy o znacznie większym wzroście kosztów kart, niż 2-3 zł miesięcznie. Może to strachy na lachy, ale w interesie nas wszystkich, klientów banków, jest to, by politycy nie zamykali kartowców bankowych w zbyt małych klatkach. Bo wtedy mogą zacząć rzeczywiście kąsać.

Na uregulowaniu opłat interchange na pewno wygrają właściciele dużych sieci handlowych i małych sklepów. Oni nie tylko będą płacili mniej. Zyskają też bat, którym mogą nas chłostać. W senackim projekcie nowelizacji ustawy o instrumentach płatniczych - a to chyba projekt, który ma największe szanse w Sejmie - nie tylko jest zapis, że sklepikarze mogą odmawiać przyjmowania niektórych kart (głowę daję, że jako pierwsze bojkotowane będą mastercardowe karty typu World, które wiążą się z programami punktowymi dla klientów, a za to oczywiście płacą sklepikarze w kosmicznych prowizjach za akceptację tych kart). Jest również przepis, który jest furtkę do... narzucenia nam prowizji za płatność kartą kredytową! Art. 52 proponowanej nowelizacji: "Akceptant nie może pobrać od płatnika opłaty z tytułu płatności przy użyciu karty debetowej. W przypadku kart płatniczych innych niż karta debetowa wysokość opłaty z tytułu płatności kartą nie może przekroczyć kosztów tej płatności ponoszonych przez akceptanta na rzecz agenta rozliczeniowego".

Dziś takie opłaty - nazywane w języku kartowców surcharge - są wykluczone na mocy regulaminów Visa (a tym samym nie może ich stosować MasterCard). Jeśli projekt senacki wejdzie w życie, może się okazać, że posiadanie karty kredytowej będzie dla człowieka wyłącznie utrapieniem. W jednym sklepie nie przyjmą takiej karty w ogóle, w drugim doliczą np. 2% do rachunku tylko dlatego, że płacę kredytówką, a do tego bank będzie kazał sobie płacić znacznie więcej, niż dziś za to, że taką kartę łaskawie mi włożył do kieszeni. Choć po części rozumiem senackich legislatorów (ich zdaniem ekwiwalentem gotówki, który sklepy mają obowiązek akceptować bez dodatkowych warunków jest tylko karta debetowa, a kredytówka to fanaberia), to jestem przekonany, że będzie to prosta droga do ostatecznego zarżnięcia rynku kart kredytowych w Polsce. Już dziś jest on w kryzysie, bo aktywnych kart mamy tylko ok. 7 mln, podczas gdy w 2009 r. było ich ponad 11 mln. Może nie ma czegoś żałować, ale jeśli do tego dojdzie też drugi problem - że nigdy nie będziemy pewni, czy nasza karta będzie honorowana w danym sklepie, to podkopany zostanie podstawowy fundament rozwoju płatności bezgotówkowych - powszechność akceptacji kart. Mam wrażenie, że legislatorzy w Senacie, choć działają w dobrych intencjach, niechcący mogą nam - konsumentom - zrobić krzywdę.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 06 listopada 2012 14:36

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • marko-89 napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/06 14:52:08:

    Cóż jeśli chodzi o opłaty dodatkowe za używanie kart kredytowych, to będą je stosować zapewne tylko małe, prywatne sklepiki (w końcu chciwość "drobnych" sklepikarzy nie zna granic). Duże sieci handlowe zapewne nie odważą się na obciążanie klientów dodatkowymi prowizjami.

    Generalnie cała ta "afera" wokół interchange jest moim zdaniem irracjonalna. Jeśli handlowcom tak bardzo przeszkadzają prowizje to po co akceptują karty? Przecież nie ma takiego obowiązku. Co więcej oburzają się na stawki, które sami zaakceptowali podpisując umowę z agentem rozliczeniowym. Natomiast działania polityków to zwykły populizm.

  • wwwawww napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/06 16:37:55:

    Nie rozumiem w czym problem?
    W Polsce nie ma obowiazku uzywania kart ani instalacji terminali platniczych.
    Jezeli banki i sklepy beda za nadto kombinowac, to wlascicieli aktywnych kart ubedzie i karty wymra smiercia naturalna.
    Mamy gospodarke rynkowa i nie ma co jej sztucznie regulowac.

  • byeer napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/06 17:39:32:

    Pełen populizm wykorzystywany przez polityków. Temat chwytliwy dla ogółu ludzi obrażonych na banki (nawet jeżeli dzięki nim mają gdzie mieszkać), wiec czemu by tego nie wykorzystac dla wyniku politycznego? Teraz przecież juz każda z partii ma swój poziom intercharge, który zamierza wprowadzić... kto da mniej, kto da mniej? można byłoby zapytać. Mam nadzieje, że finalnie nie dojdzie do kontroli państwowej w tym obszarze, bo nie widze potrzeby. +1 dla komentarzy powyżej.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/06 18:00:49:

    Widzę, że nie widzicie dalej niż koniec własnego nosa.
    Po pierwsze - obciążanie sprzedawców kosztami transakcyjnymi kart jest niebywałym skandalem. Kurna, to nawet nie skandal u nas to zwykły rabunek.
    Po drugie - jeżeli w jednych krajach może być stawka 0,3% i wszyscy są szczęśliwi to dlaczego u nas ma być więcej? Tym bardziej, że kredytówek - a w związku z tym potencjalnych strat - jest mniej niż gdziekolwiek indziej. Jest dla mnie jasne, że koszty obsługi karty dla sprzedawcy powinny być poniżej kosztów obrotu gotówką przez tegoż sprzedawcę.
    Po trzecie - to oczywiste, że jest to temat dla polityków. Im więcej kart tym więcej kasy zostaje w bankach (ludzie nie muszą mieć jej w kieszeniach, szufladach, kasach itd.). A im więcej zostaje w bankach tym więcej mogą oni jej roztrwonić na niespłacalne obligacje Władz :) Nie dziwi mnie więc, że politycy pchają w to swoje paluchy a bankowcy spokojnie powinni to brać na klatę bo to ICH KORZYŚĆ.
    Po czwarte - gdyby politycy nie zrobili tak absurdalnie rygorystycznych przepisów dotyczących centrów rozliczeniowych to byłaby szansa na powstanie rodzimego systemu, z groszowymi opłatami. Ale cóż... trzeba było dochodzić VISA i MasterCard więc się zrobiło jak zrobiło.
    I pewnie dalej by tak było gdyby duzi sprzedawcy nie zaczęli się buntować.

  • marko-89 napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/06 19:03:16:

    @arnoldbuzdygan

    Idąc Twoim tokiem rozumowania, skandalem jest również to, że przedsiębiorca musi np. zapłacić prowizję za wpłatę zarobionej gotówki na rachunek bankowy, płacić za prąd czy wynagrodzenia dla pracowników.

    Koszt akceptacji kart to jeden z kosztów prowadzenia działalności gospodarczej (podobnie jak rachunki, wynagrodzenia dla pracowników, koszt najmu lokalu itp). Każdy sprzedawca ma wybór - może akceptować karty lub nie. Musi tylko umieć przeliczyć czy mu się to opłaca.

  • nottenick napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/06 20:48:59:

    @marko-89 No to dalej, kontynuujmy te metafory... Wyobraź sobie, że zakład wodociągów (monopolista w mieście) podwyższa Ci cenę wody do 100 PLN / m3. Podwyżkę kwituje a la twoje podsumowanie "Wiemy że cena wody jest mało przystępna dla mieszkańców, ale przecież nikt nikogo nie zmusza do korzystania z bieżącej wody" ;-)

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/06 21:42:44:

    Marko - tak , to też jest NIEBYWAŁY skandal, dokładnie rozbój w biały dzień, szczególnie u nas gdzie jest PRZYMUS rozliczania się firm przez bank, a zakaz gotówkowego rozliczania się.
    Teraz zapytam Ciebie - wyobrażasz sobie, że podmiot, któremu oddajesz/pożyczasz pieniądze żąda od Ciebie kasy za jej przeliczenie? Dla mnie to niewyobrażalne, ale tak właśnie sobie ustawiły świat banki!

    Bardzo też nie lubię głupich stwierdzeń "jedzenie za drogie? to nie jedz" "powietrze śmierdzi? to nie oddychaj" To jest na poziomie żłobka a nie rzeczowej dyskusji. :(

    Każdy przedsiębiorca chce sprzedać klientowi towar i aby to zrobić jest zainteresowany jak największą ilością sposobów przyjęcia tej płatności.
    Ale to nie jest powód by tych sprzedawców doić tym bardziej, że karty płatnicze to dla banków żyła złota nawet jakby do nich musieli dopłacać.

  • marko-89 napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/06 23:22:23:

    @arnoldbuzdygan

    Owszem karty są dla banku żyłą złota i dlatego starają się zachęcać klientów do płacenia nimi. Choćby przez moneyback, czy programy lojalnościowe jak World MasterCard Rewards, a to działa tylko i wyłącznie na korzyść konsumentów.

    Faktycznie opłaty interchange są wysokie, ale nawet jeśli spadną klienci tego nie odczują. Sprzedawcy na pewno nie obniżą cen, więc oczywistym jest, że wolę aby te pieniądze zarobił bank, który wypłaci mi moneyback niż sprzedawca. Po spadku opłat banki zapewne będą się wycofywały z tego typu programów.

    Co do Twojego pytania czy sobie, że podmiot, któremu oddaję pieniądze żąda opłaty za przeliczenie gotówki? - pracownik banku nie siedzi tam za darmo, w czynie społecznym, obsługa transakcji i utrzymanie systemów bankowych też za darmo nie są, więc logiczne że bank pobiera opłaty od klientów.

    O "pożyczeniu" pieniędzy bankowi, można mówić dopiero gdy weźmiemy pod uwagę lokaty, ewentualnie konta oszczędnościowe - za to bank wypłaca odsetki.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/06 23:57:29:

    W obecnej sytuacji bank kreuje się na dobrodzieja - dając zwrot kasy za zakupy - tylko, że... robi to za pieniądze sprzedawcy!
    Ja też tak chcę! Niech ktoś sfinansuje prezenty jakie porozdaję moim wyborcom! ;)

    Niestety mylisz się w kwestii pożyczania bankowi pieniędzy. Nie ma u nas rachunków rozliczeniowych - gdzie kasa jest TWOJA i bank nie może jej zabierać ani nią obracać. Zanosisz kasę do banku a ten od razu obciąża ją ryzykiem. I jeszcze każe sobie płacić za jej przyjęcie? Żenada i zwykły rozbój :(

    OK. Chcesz programy i zwrot kasy - niech będą różne karty i sprzedawcy niech decydują czy zaakceptują kartę z 3% prowizją dając Ci w ten sposób prezent czy też tylko takiej z 0,3%
    W tej chwili koszmarna wysokość opłaty uniemożliwia prowadzenia wielu interesów gdzie marże są niższe niż opłata albo ledwie je przekraczają :(

  • brobaczywy napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 00:31:46:

    Opisując przypadek Hiszpanii, gdzie banki obniżyły opłaty, napisał Pan że przerzuciły część strat na klientów. Mniejszy zysk z jakiejś opłaty nazwał Pan stratą. Czy to nie jest pomieszanie pojęć? Banki nie poniosły strat, tylko zainkasowały mniejsze zyski. Zamówiłem w księgarni Pana książkę, mam nadzieję że w niej nie znajdę tego typu kwiatków, bo inaczej będę ją u Pana reklamował. Nawet dla kompletnego laika, jak ja, jest to wpadka, tak sądzę.

  • wwwawww napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 00:46:31:

    arnoldbuzdygan, to nie sa argumenty na poziomie zlobka.
    Sprzedawcy moga przyjmowac tylko gotowke, nie maja obowiazku posiadania terminali i przyjmowania oplat kartami. Jezeli instaluja terminale to nie dlatego aby wogole funkcjonowac, ale kalkuluja ich oplacalnosc i licza na zwiekszone obroty. Wiec nawet przy obecnych wysokich prowizjach bankow i tak nie dokladaja do interesu.
    Twoje argumenty o nie jedzeniu i nie oddychaniu sa wlasnie na poziomie zlobka.
    Nie da sie nie oddychac i nie jesc. wiec z tego sie nie da zrezygnowac.
    Z terminali sklepikarze moga zrezygnowac jezeli uwazaja, ze im sie nie oplacaja.
    Dlatego ich argumenty sa smieszne i skierowane do naiwniakow ktorzy w nie wierza.
    Sklepikarze chce osiagac wieksze zyski i ja ich rozumiem, ale nie rozumiem zupelnie dlaczego narzekaja na wysokie oplaty dla bankow, skoro sami takie umowy podpisuja.
    Wystarczy, ze beda podpisywac umowy bardziej oplacalne, a rynek sam dostosuje ceny obslugi kart do poziomu europejskiego.
    No ale latwiej narzekac i tlumaczyc przed klientami wzrost cen tlumaczac sie niedobrymi bankami ;)

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 01:11:36:

    Dżisus wwwawww!
    A możesz podpisać INNĄ umowę ? Nie możesz.
    Masz konkurencję? NIE MASZ! Masz DUOPOL.
    Nie gadaj więc głupot o rynku bo on w takiej sytuacji kompletnie nie działa.
    Widać to zresztą po tym co się dzieje.
    Gdyby rynek kart był konkurencyjny to mogę się założyć, że prowizje by NIE ISTNIAŁY tylko całe koszty ponosiły banki.

  • conrddd napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 06:58:11:

    Nie rozumiem w czym rzecz. Banki nie mogą przerzucić na konsumentów dodatkowych obciążeń gdyż wówczas wielu z nich te karty po prostu zlikwiduje. W końcu istnieje coś takiego jak gotówka. Ja wiem że karta kredytowa czy debetowa to sympatyczny plastik ale jeśli każda transakcja będzie obciążana narzutem lub karta będzie płatna co miesiąc bez żadnych opcji darmowych to ich liczba skurczy się o połowę lub więcej. A to zbyt duży tort by z niego rezygnować.

    @wwwawww

    Obecnie rezygnując z terminala sklepikarz pozbawia się części klientów - tych "rozpuszczonych" i nie noszących gotówki. Jednak gdy banki przerzucą opłaty za klientów wówczas ludzie ci zaczną nosić gotówkę - i terminale staną się niepotrzebne. tzn. stałyby się niepotrzebne bo na to nikt sobie nie pozwoli. Dlatego ze strony banków są to strachy na lachy.

  • paulhandyman napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 07:13:57:

    hmmm w UK posiadanie karty debetowej kosztuje 0 !!! Posiadanie konta w jakimkolwiek banku kosztuje 0 !!! Wybieranie gotówki z bankomatu jakiegokolwiek innego banku kosztuje 0 !!! Banki zarabiaja na oferowaniu upgradów kont, które to upgrady wzbogacajá konto o roznego rodzaju ubezpieczenia (w podrozy, w razie awarii samochodu, zgubienia telefonu, zgubienia kluczy od domu itd) Nikt jednak nikogo nie zmusza do upgradeowania konta i dlatego znakomita wiekszosc zjadaczy brytyjskiego chleba nie placi NIC za karty, konta czy wybieranie gotowki. Banki zajmuja sie zarabianiem pieniedzy w innych sektorach. Podam takze ciekawostke, ze np HALIFAX placi swoim klientom za to, ze oni posiadaja konto lub przeniosa konto do HALIFAXu z innego banko. Co prawda to goowno nie pieniadze bo "daja" 5 funtow co miesiac ale chodzi o sam fakt. Niektore banki takze placa za przeniesienie konta z innego banku do siebie. Standardowa premia to 100 jednorazowo, choc swego czasu malo popularny na wyspach ING rozdawal po 250 za "przeprowadzke"

  • marko-89 napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 07:26:45:

    @arnoldbuzdygan

    Sprzedawca sam negocjuje umowę z agentem rozliczeniowym i może liczyć na rabaty o ile ma duże obroty.

    Nie zgodzę się też, że "Gdyby rynek kart był konkurencyjny (...) prowizje by NIE ISTNIAŁY tylko całe koszty ponosiły banki. " - to jest nierealne. Obrót bezgotówkowy NIE JEST za darmo. Banki oraz organizacje płatnicze ponoszą olbrzymie koszty na utrzymanie całe infrastruktury i zapewnienie bezpieczeństwa transakcji. To są gigantyczne koszty. A banki i organizacje płatnicze są to, podobnie jak sklepy, firmy i MUSZĄ ZARABIAĆ.

    Swoją drogą czy to nie dziwne? Sklepikarze chcieliby, żeby usługi świadczone przez bank były za darmo, a sami dbają o swoje marże.

  • robal_pl napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 08:29:48:

    No. I tym sposobem wrócimy do normalności czyli płacenia gotówką. Banki przestaną zarabiać na kartach kredytowych, przestaną nas inwigilować zarówno banki jak i służby, i nie będzie pustego pieniądza generowanego przez te właśnie banki. Dobrze.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 08:57:01:

    @byeer
    rozwiń myśl o tym, jak to dzięki bankom ludzie mają mieszkania? podejrzewam, że masz na myśli iż "dają" kredyt. Wg mnie to banki żyją dzieki temu, że sprzedają kredyty ludziom. Podkreślam - sprzedają - to nie jest ich łaska tylko zarobek.

    co do waszej dyskusji - jest bez sensu.
    Powołują się na wolny rynek ci, którzy uważają iż banki mają prawo pobierać bardzo wysoką prowizję za to. Moim zdaniem mogą. Moim zdaniem jak mówimy o wolnym rynku, ci chciwi sklepikarze, te kapitalistyczne mendy też mogą pobierać za to prowizje. Dlaczego wolny rynek ma działać tylko na korzyść banków?

    ja tylko zapytam się co to znaczy wolny rynek? dwie firmy i jedne z najwyższych prowizji na świecie? mam na ten temat nieco inne zdanie. A gdzie nie ma wolnego rynku, to musi być regulacja.

  • johanna_haase napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 10:53:42:

    Marża na markowych produktach komputerowych, np. Apple czy Dell, wynosi od 3 do 8 procent. Zupełnym przypadkiem akceptanci żądają z tytułu interchange identyczne 1,63% (trzy zapytania - trzy identyczne odpowiedzi), czyli od 50% do 20% osiąganej marży trzeba się pozbyć tylko z tytułu akceptacji karty. Za pozostałą marżę trzeba utrzymać ludzi, opłacić czynsz i koszty lokalu, zapłacić ZUSy i podatki - jeśli zostanie jakikolwiek dochód. Dzięki temu płacąc gotówką dostaje się rabat, bo cenę od razu trzeba zawyżyć uwzględniając haracz za kartę, albo de facto przy płatności sklep dolicza 2-3% (bo sama opłata interchange to nie wszystko, dochodzą koszty dzierżawy łącza, terminala itd.)
    Bankowcy i akceptanci powinni zejść co najmniej 1 pkt proc. w dół, bo w tej chwili klienci i tak już ponoszą te koszty, tyle, że ukryte.

    BTW, w żywnościówce jest jeszcze gorzej, marże wynoszą przeciętnie 2-4%, hala jest w stanie wynegocjować niższe opłaty, rzędu 0,6-0,8%, ale nawet to w relacji do marży jest sporo - a indywidualny lokalny kupiec jest bez szans, stąd te "przy płatności kartą doliczamy 2%" czy "minimalna płatność kartą 15 zł", bo się po prostu na tym traci.

    Jedyna branża, którą jakoś tam stać na takie opłaty, to odzieżówka - tu marża na byle t-shircie dochodzi do 70%.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 12:05:03:

    Marko - i niby na jakie rabaty może liczyć?
    Że zamiast 100 zł/miesiąc za terminal zapłaci 80 zł?
    Bo na zniżki procentowe nie ma co liczyć.

    I jeszcze raz powtórzę - są kraje gdzie CAŁA opłata wynosi 0,3% !
    To dlaczego u nas wielokrotnie więcej skoro infrastruktura JUŻ JEST a szkodowości u nas mniej niż gdziekolwiek ?
    Odpowiedź jest prosta niestety - to przewał a nie interes.

  • polake napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 14:44:32:

    Sytuację uzdrowiłyby jawne opłaty za transakcje kartowe, tzn. wchodzisz do sklepu i widzisz np. 2% za płatność kartą. Oczywiście często się to dzieje już teraz, ale jest to realizowane jak to u nas, na odwrót, czyli rabatami za gotówkę.

    Wtedy dany podmiot gospodarczy sam decyduje, na ile mu się opłaca przyjmowanie kart i na ile to wycenia, a także na ile mu się opłaca odpływ klientów obrażonych za te opłaty, a konsument, na ile wycenia wygodę wynikającą z tego, że płaci kartą zamiast gotówką. Tak całkiem od tego by karty nie zniknęły, w końcu mimo wszystko karty mają pewne przewagi nad gotówką (oczywiście dla wielu ludzi gotówka jest lepsza, ale Ci ludzie już dziś z niej korzystają) i ja na pewien poziom opłat bym był w stanie się zgodzić.

  • jot9 napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/07 20:40:53:

    Ja to widzę odwrotnie - wreszcie sklepy będą mogły promować płatności gotówką. Hurra!

  • endrju76 napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/08 00:29:23:

    Ech, takie przepychanki to typowe mydlenie oczu. Przecież to nie jest tak, że zmniejszenie opłaty z 3% na 0,3% doprowadzi banki do ruiny. Po prostu będą mniej zarabiać - i to tyle. 3% z obrotu bezgotówkowego to jest OGROMNA i łatwa kasa, nic dziwnego że instytucje niechętnie oddają taki smaczny kąsek.

    Podobnie jak kiedyś mówiono, że płyta CD z muzyką nie może kosztować mniej niż 40zł, bo suma marż i pośredników tyle musi wynosić. A potem się okazała się rzecz niesamowita - można wydać płytkę za niecałe 10zł i jeszcze mieć z tego zysk. Wprost niesłychane!

    Pazerność nie ma granic...

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line