Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

niedziela, 20 stycznia 2013

Dziwny pomysł na sprzedawanie złotych sztabek. Skojarzenia z... Amber Gold

Niektórzy sprzedawcy złota liczą chyba na to, że Naród nie pamięta już afery Amber Gold i kupi u prywatnego pośrednika papierowy certyfikat na złote-coś, które podobno jest schowane w jakimś skarbcu i kiedyś-tam można będzie je odebrać. Na ten ryzykowny pomysł sprzedawania złota wpadła Mennica Wrocławska, która - mimo nobliwej nazwy - bynajmniej nie jest żadną mennicą i nic nie bije. Jest najzwyklejszym w świecie prywatnym pośrednikiem, który kupuje złoto (albo za granicą, w formie sztabek i monet bulionowych, albo od ludzi, w formie biżuterii) i sprzedaje z marżą. W zeszłym tygodniu Mennica Wrocławska ogłosiła, że każdy inwestor zainteresowany zakupem złotego kruszcu może przyjść i nabyć sztabkę po cenie SPOT, czyli obecnej wartości rynkowej złota. Zwykle Mennica sprzedaje sztabki i monety po własnej cenie, uwzględniającej koszt wytworzenia, sprowadzenia, marżę. Czyli drożej, niż wynosi giełdowa cena kruszcu (pewnie o jakieś 5-15%). Nowy sposób ma pozwolić klientom kupić złoto po takiej cenie, jaka jest obecnie na giełdzie.

Czytaj też: Nowy gracz zagrozi lombardom? Skupują biżuterię 20% drożej!

Złoty biznes dla kupujących? "Mennica Wrocławska zdecydowała się wprowadzić na rynek produkt, którego dotychczas nie oferowały żadne inne instytucje zajmujące się sprzedażą złota na świecie" - czytam w komunikacie wystosowanym przez firmę. "Mennica Wrocławska chce być prekursorem w podejmowaniu odważnych i niekonwencjonalnych działań, na które rynek, a zwłaszcza inwestorzy zareagują z entuzjazmem" -  popłynęły chłopaki i dziewczęta z Mennicy Wrocławskiej marketingową śpiewką. Odsuwając marketing na bok mamy - przynajmniej do pewnego stopnia - dość zgrabną kopię modelu biznesowego, który już testował... Amber Gold. Jeśli chcę kupić deko złota, deklaruję wysokość transakcji, wpłacam pieniądze Mennicy i w zamian otrzymuję dokumenty potwierdzające prawo do zakupionego kruszcu. Zła wiadomość: odbiór złota w fizycznej postaci może nastąpić dopiero po sześciu miesiącach od zakupu. Klient nie ma więc żadnej pewności, że za jego pieniądze rzeczywiście zostało kupione złoto. Ma w ręku ostemplowany papierek, który o tym zaświadcza.

Po upływie pół roku klient może odebrać złoto lub trzymać je nadal w formie certyfikatu, bądź np. sprzedać. Mennica oczywiście obiecuje, że w tym ostatnim przypadku wypłaci cenę równą bieżącej wartości kruszcu na giełdzie. A w pierwszym - odda złoto w formie fizycznej. A teraz mały konkurs z cyklu "znajdź różnice". Czym to się różni od sposobu, w jaki sprzedawał złoto Amber Gold? Tak, macie rację: tym, że Amber Gold dodatkowo obiecywał gwarantowane oprocentowanie inwestycji. Oczywiście, można powiedzieć, że to ogromna, fundamentalna różnica, bo tu nikt nie obiecuje pewnego zarobku, ale...  mimo wszystko otwiera się miejsce na dwa niebezpieczeństwa. Po pierwsze: firma (oczywiście zakładając czarny scenariusz, którego na razie nic nie zwiastuje, ale...) mogłaby za pieniądze klienta nie kupić złota, lecz zrobić z nimi coś innego (przykładowo: zagrać w kasynie) i - gdy klient przyjdzie po pieniądze - już nie mieć z czego mu ich oddać. Pokusy zagrania pieniędzmi klienta w ruletkę i np. spekulowania nimi na rynku kontraktów terminowych na złoto, nie można w 100% wykluczyć. Po drugie firma może w ogóle nie mieć w skarbcu żadnego złota, bo klient przez sześć miesięcy i tak nie jest w stanie tego sprawdzić. Jest i trzeci drobiazg - produkt ten mógłby być uznany za "obciążanie środków klienta ryzykiem".

Czytaj też: Co nas czeka w 2013 r.? Rata kredytu -300 zł, lokata na 4,2%?

Na zagrożenia te zwrócił uwagę jeden z konkurentów Mennicy Wrocławskiej. Spółka Inwestycje Alternatywne Profit (IAP) dość odważnie wbiła szpilę Mennicy Wrocławskiej. W specjalnym komunikacie sugeruje wprost, że jeśli wszyscy klienci Mennicy, korzystający z opcji SPOT, będą chcieli na koniec inwestycji dostać do ręki złoto fizyczne, to firma będzie zmuszona dopłacać do interesu albo... spekulować pieniędzmi klientów na giełdzie. Bo inaczej biznes się nie zepnie. "Cena spot nie jest ceną ostateczną. Odzwierciedla tylko cenę kruszcu. Do niej doliczyć musimy koszty bicia, koszty dystrybucji i dostawy oraz marże dilerskie. Rodzi się więc słuszne pytanie – w jaki sposób Mennica Wrocławska może wywiązać sie z obowiązku dostawy złota poniżej jego ceny? (...) A może Mennica Wrocławska, wzorem Amber Gold, chce kupować złote sztabki, czekając na odpowiedni moment, gdy ceny chwilowo spadną? Bo jak inaczej miałaby wyjść na swoje? Zdaje się, że to niebezpieczna spekulacja (...) Ciekawe, że zarząd Mennicy Wrocławskiej jeszcze kilka miesięcy temu głośno zapewniał w mediach, że tylko fizyczne złoto w rękach inwestorów ma prawdziwą wartość. A co oferuje dziś?".

Zarzuty IAP odbija Piotr Wojda z Mennicy Wrocławskiej, który wyjaśnił mi, że wyjście z inwestycji (czyli sprzedaż złota) obarczone jest kosztami w wysokości od 4% do 8%, a jeśli klient decyduje się na odbiór fizycznej sztabki, obciążany jest dodatkowo kosztem produkcyjnym. A więc firma nie byłaby w takiej sytuacji - jak sugeruje IAP - zmuszona do jakichś gier na rynku złota, by wyjść na swoje. Wojda przy okazji wbija szpilę konkurentowi, który porównał nowy pomysł Mennicy do Amber Gold. "Porównanie jakiejkolwiek firmy handlującej złotem do Amber Gold, jest bezpośrednim zarzutem o oszustwo. Agresywna reakcja firmy IAP jest przykładem obłudy, ponieważ to ona była w Polsce prekursorem produktu, w którym występują dokładnie takie same ryzyka (tutaj szczegóły) - tzn. po wpłaceniu środków klient otrzymuje jedynie certyfikat własności do niealokowanego (a więc nieodseparowanego) oraz nieasortowanego złota. To przewrotne, że o podobieństwo do Amber Gold oskarża nas firma, na której regulaminie wzorowali się oszuści z gdańskiej spółki oraz której ci sami ludzie powierzyli swoje złoto" - napisał do mnie wiceszef Mennicy Wrocławskiej.

W zasadzie trudno byłoby stawiać Mennicy Wrocławskiej zarzut z tego, że uruchamia sposób sprzedaży złota, który wymaga od klienta dużego zaufania do firmy. Świadczy to co najwyżej, że szefowie Mennicy uważają, iż jej pozycja na rynku jest wystarczająco mocna, by klienci uwierzyli w moc wystawianych przez nią certyfikatów. Potwierdzających, że jeśli dziś klient zapłaci, to za pół roku zobaczy jakieś złoto. Nie wiem tylko czy szefowie Mennicy przemyśleli inny aspekt swojego nowego pomysłu. Czy przypadkiem nie będzie tak, że wspomniane wyżej zagrożenia - wynikające z odważnych pomysłów na sprzedawanie złota - nadwerężą zaufanie do firmy tych klientów, którzy np. kupili w jej punkcie sprzedaży sztabkę i przechowują ją w skarbcu Mennicy? Albo tych, którzy chcieliby kupić złoto w Mennicy i mieć otwartą opcję odsprzedaży go w tym samym miejscu? Co innego być klientem klasycznego pośrednika w sprzedaży złota, który taniej kupuje i drożej sprzedaje (albo: kupuje, przetapia i sprzedaje), a co innego firmy, która bawi się w emitowanie jakichś certyfikatów, obiecująca klientom, że jak dziś zapłacą, to kiedyś zobaczą swoje złoto.

Wojda z Mennicy Wrocławskiej przekonuje, że na świecie funkcjonują podobne rozwiązania do "Złota za SPOT", jak GoldMoney (www.goldmoney.com), założony Jamesa Turka czy BullionVault (www.bullionvault.com) stworzony przez Paula Tustaina, w której udziałowcem jest World Gold Council, największa na świecie organizacja skupiająca wydobywców złota. "Obie firmy posiadają depozyty na kwotę przekraczającą 4 miliardy dolarów. Schemat działania jest ten sam - powierzamy firmie środki nigdy nie otrzymując złota w fizycznej formie, bez żadnej pewności na co zostały przeznaczone. Jeśli taki produkt oznacza duże ryzyko to powinniśmy zamknąć możliwość handlu wszelkimi derywatami na złoto, a zacząć od funduszy inwestycyjnych, bo tam to już Amber Gold pełną parą idzie!" - narzeka szef Mennicy Wrocławskiej. "Jeśli skupiamy się na produktach, to napiszmy, że na rynku prekursorem jest IAP i że nowy prezes Mennicy Polskiej [to potężny konkurent Mennicy Wrocławskiej - mój dopisek] też zapowiadał wejście tej firmy na rynek "papierowego" złota" - pisze Wojda. W porządku: wszyscy emitują papierki z różnymi obietnicami. Porównywanie Mennicy Wrocławskiej z firmami o kilkudziesięcioletnie tradycji nie ma sensu. Tam jest tradycja, tu firma na dorobku, która powinna być przygotowana do tego, że jeśli będzie chciała wyemitować obligacje w cenie niemieckich Bundów, to ktoś może jej zadać kłopotliwe pytania. A jak będzie chciała wystawić certyfikaty, czy jakiekolwiek inne papierki takie jak BullionVault, to będą oglądane przez większą lupę, niż papierki potężnego konkurenta.

Nieśmiało zauważam, że Mennica Polska z powodu afery Amber Gold nie zaczęła sprzedaży certyfikatów na złoto, a Mennica Wrocławska się na to szarpnęła. Prezes Wojda ma trochę racji oburzając się, że różnica między firmą dającą gwarantowane zyski, a tą, która jej nie daje, to różnica między piramidą finansową, a zwykłym biznesem. Nie do końca przekonuje mnie jednak argumentacja, że przy moim wątpiącym podejściu do tego czy złoto w ogóle istnieje, powinienem zaapelować o zamknięcie wszystkich funduszy inwestycyjnych, mających jakieś "złote papierki". Tam jednak istnieje kilka systemowych bezpieczników: jest kontrola nadzoru finansowego, jest bank-depozytariusz, jest oddzielenie aktywów funduszu od majątku TFI... Choć oczywiście, jeśli weźmiemy pod uwagę, że być może większość handlowanego na giełdach złota może w ogóle nie istnieć (bo handluje się np. papierowymi zapiskami na to, że złoto zostanie wyprodukowane), można uznać, że pomysł realizowany przez Mennicę Polską nie jest niczym nadzwyczajnym. Ale - przypomnijmy - dopiero co była gigantyczna afera Amber Gold, firmy sprzedającej certyfikaty na nieistniejące, jak się okazało, złoto. A Mennica Wrocławska jest prywatną firmą, nie podlegającą żadnym regulacjom Komisji Nadzoru Finansowego.

No i na koniec jest jeszcze kwestia tego, czy taki produkt to depozyt towarowy, lokata, czy inwestycja? Działalność parabankowa, czy jeszcze nie? Zarząd Mennicy Wrocławskiej chyba też zaczął zadawać sobie to pytanie, bo w piśmie wysłanym do mnie zapowiedział... wycofanie kontrowersyjnego produktu ze swoich półek. "Poziom niezrozumienia produktu wśród dziennikarzy zmusił Zarząd do podjęcia dezycji o wycofaniu się z jego oferowania , mimo dużego zainteresowania ze strony klintów, co naraziło firmę na straty". Powiem szczerze: dziwne to tłumaczenie. Z tego powodu, że dziennikarze nie kumają bazy od razu odstrzeliwać sobie możliwość zrobienia super-biznesu? Cóż, dziennikarze nie zrozumieli może dlatego, że firma nie dołożyła starań, żeby im wytłumaczyć... W tym tłumaczeniu musi być jakieś drugie dno, choć nie wiem jeszcze jakie :-). Mennica Wrocławska chce się też policzyć z firmą IAP, która rozesłała do mediów list sugerujący, że Mennica - przynajmniej w pewnych elementach - działa podobnie, do Amber Gold. "Nasz pełnomocnik wezwał już Zarząd IAP do zaniechania czynów nieuczciwej konkurencji, a obecnie rozważamy wystąpienie na drogę sądową o odszkodowanie".  

Ufff... zrobiło się ciężko. Odbijmy się od naszego bagienka i odetchnijmy świeżym powietrzem ze świata. Ale czy na pewno świeżym? :-) U nas marketingowcy zastanawiają się jak wcisnąć klientom jeszcze więcej złota, nawet jeśli w zeszłym roku nie dało się na nim zarobić. A tymczasem na świecie atmosfera wokół złota się zagęszcza. Im lepsze są nastroje dotyczące przyszłości strefy euro, im więcej wskazuje na to, że inwestorom na całym świecie wraca ochota do ryzykowania (pisałem ostatnio o sensacyjnym, choć być może krótkim, osłabieniu franka szwajcarskiego), im bardziej analitycy zagrzewają do zakupów akcji,  tym więcej pojawia się czarnych prognoz dla złota - najpopularniejszej inwestycji wśród pesymistów. Pisałem niedawno, że w Polsce sprzedaż sztabek i monet idzie najlepiej w krótkiej historii tego rynku (kupiliśmy w 2012 r. dwa razy więcej złota, niż rok wcześniej), a sprzedawcy stale podgrzewają nastroje. Tymczasem Goldman Sachs (czyli bank inwestycyjny, w którym do niedawna najcenniejszym aktywem był chyba Kazimierz Marcinkiewicz, wart zapewne co najmniej tyle złota, ile Jurek Owsiak, niestety z usług pana Kazimierza haniebnie zrezygnowano) ogłosił pod koniec zeszłego tygodnia, iż złoto czeka pięć lat bessy, a cena uncji może spaść nawet do 1200 dolarów, czyli o 25% od obecnego poziomu.

Czytaj też: Renomowani zarządzający obiecywali Polakom, że złoto...

W Goldmanie uważają, że gospodarka amerykańska w tym roku ruszy z kopyta, a przeprowadzimy dodruk pieniędzy nie wywoła wysokiej inflacji (m.in. dlatego, że banki centralne przestaną "pompować" pieniądze, realne stopy procentowe zwiększą się do 2% i dzięki temu kreacja pieniędzy emitowanych przez banki pod kredyty będzie limitowana). A wzrost gospodarczy w powiązaniu z niską inflacją to byłaby bardzo zła koincydencja wydarzeń z punktu widzenia fanów złota. Oczywiście na prognozy Goldmana trzeba patrzeć przez palce i dość łatwo je podważyć. W maju 2012 r. te same przyjemniaczki z Goldmana zapowiadały, że jeśli będzie trzecia faza poluzowania monetarnego w USA (a jak wiadomo - była), to złoto dojdzie do 1840 dolarów za uncję. Z kolei w grudniu 2011 r. chłopaki wymyślili, że za trzy miesiące euro będzie kosztowało 4,8 zł. Choć - trzeba im oddać sprawiedliwość - przewidzieli też, że frank będzie na początku 2012 r. po 3,3 zł.

Prognozy analityków mają to do siebie, że są podporządkowane koniunkturze. Jeszcze kilka miesięcy temu bank Standard Chartered wyrzucił z siebie prognozę ceny złota na poziomie 5000 dolarów za uncję, powołując się m.in. na wzrost popytu ze strony inwestorów z Azji i banków centralnych oraz brak możliwości zwiększenia produkcji złota przez kopalnie (a powstaje tylko kilka nowych). Teraz jest moda na kreowanie prognoz zakładających potężne spadki złota, więc analityczne wahadło wychyla się w drugą stronę. Moja opinia jest wciąż taka sama: nie ma sensu traktować złota jako inwestycji, która będzie lekiem na całe zło, ale każdy, kto ma kilkadziesiąt tysięcy złotych oszczędności, powinien 10-15% swoich pieniędzy trzymać w złocie - czy to fizycznym, czy też w formie papierów wartościowych (pesymistom i prof. Krzysztofowi Rybińskiemu, razem z jego funduszem, zalecamy oczywiście zakup złota fizycznego i zakopanie w ogródku).

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
niedziela, 20 stycznia 2013 16:23

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • arui napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 16:41:42:

    Alior sprzedawał Amber Gold (nikt o tym nie mówił) a teraz sprzedaje również Mennicę Wrocławską...ale jak się sprawa wysypie to śladu po tym nie będzie.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 17:00:05:

    To czego mi brakuje to zwrócenie przez Ciebie uwagi, że cena złota nie jest wyznaczana przez rynek lecz przez 5 (słownie: pięć) banków w handlu między sobą.

    Poza tym - czy Mennica Wrocławska nie narusza w tym przypadku prawa biorąc od ludzi pieniądze i "obciążając je ryzykiem" ?

  • truthaboutyou napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 18:06:38:

    oczywiscie panstwo RP nie jest zadnym gwarantem... i w ciagu 6 miesiecy ta firma mennicowa moze zwyczajnie stac sie bankrutem.... a naiwniak ktory chcial certyfikacik ma bezwartosciowy papierek...
    ludzie to jednak maja glowe do interesu

  • luster napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 18:13:06:

    W skrócie są dwa scenariusze:
    1) za pół roku złoto jest tańsze niż teraz. MW może wtedy kupić to złoto (za pieniądze które dostało teraz + odsetki) i oddać klientom. Klient traci część środków
    2) za pół roku złoto jest droższe. MW nie jest w stanie wywiązać się ze zobowiązań wobec klientów i bankrutuje. Klient traci całość środków.

    Nic tylko inwestować :-)

  • prarok napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 18:20:10:

    To jest normalnie jak akcje i obligacja tylko inna nazwa i plus ze można mieć złoto ,
    Wujek miał kiedyś akcje warte fortuny firma padła i ma teraz tylko papier to tez oszustwo ?
    jak można to nazwać albo rynek forex ludzi tracą ale zgodnie z prawem ?
    to wszystko tylko gra, a Amber kiepsko to rozegrał :)
    Teraz czas na mennice :)
    nwu.blox.pl

  • michal.macierzynski napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 18:34:51:

    w przypadku odbioru zlota w formie fizycznej trzeba doplacic kilka procent - wiec nie wiem skad te obawy?... Wystarczy poszukac w ofercie www.mennicawroclawska.pl/data/include/cms/Oplaty_ZlotoZaSpot.pdf

  • gracj-anka napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 18:41:32:

    Autor, podając opinie konkurenta Mennicy - Inwestycji Alternatywnych Profit, zapomniał chyba napisać, że ta firma też sprzedaje certyfikaty na złoto niealokowane. Czyli takie samo jak Mennica. Jak już krytykować dany proceder, to przynajmniej u wszystkich. A nie jednych zjeżdżać z góry na dół, a drugich wskazywać jako przykład przyzwoitości.

  • desmodor napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 18:52:34:

    No ciekawe, że IAP = e-numiznatyka, wprowadził taki sam produkt kilka lat temu. Najwyraźniej było mu przykro, że tylko IAP jest porównywany do Amber Gold i postanowił obrzucić łajnem również firmę, która w ubiegłym roku zagrała mu na nosie i odebrała większość rynku i inwestorów.

    Żeby było konkretnie:
    o to jest złoto niealokowane? To po prostu udział w pewnej puli złota przechowywanego przez firmę, która wystawiła nam certyfikat. Cytując odpowiednie zapisy z regulaminu certyfikatów e-numizmatyki "w przypadku metalu niealokowanego sortowanego Właściciel będzie posiadał prawo własności do Towarów, określonych co do ilości, jakości i rodzaju na Certyfikacie i przechowywanych w Skarbcu". Podobny zapis znajduje się w Regulaminie depozytów towarowych Amber Gold: "Posiadacz będzie posiadał udział w łącznej puli towarów,
    które nie zostaną wyodrębnione w sposób umożliwiający ich identyfikację i będą przechowywane jako artykuły policzalne z towarami innych Posiadaczy (towar niealokowany niesortowalny)."

    Więcej: przeglad-finansowy.blogspot.com/2011/01/puapka-zota-niealokowanego.html#ixzz2IXTxljT4

    Jednak zarówno Pan Samcik - o co go nie posądzałem - jak i cała reszta recenzentów NIE ZAUWAŻA, ŻE BRAK GWARANCJI OPROCENTOWANIA ODRÓŻNIA PIRAMIDĘ FINANSOWĄ OD NORMALNEJ FIRMY!

    Moja rada - czasem warto poczytać i użyć organu pomiędzy uszami zanim się coś opublikuje...

  • oddajkasedo napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 20:09:13:

    Tak, bardzo intrygujące posunięcie Mennicy Wrocławskiej. Ja widzę tylko jedną możliwość mieszczącą się w tradycyjnym handlu złotem: gdy firma skupuje złoto inwestycyjne i złom poniżej ceny rynkowej, a następnie sprzedaje je po cenie SPOT. Możliwe, że działając w ten sposób da się wyjść na swoje, jeśli wszystko jest dobrze skalkulowane (w końcu spread obniżony o połowę). Tylko, że wtedy ilość złota sprzedanego po cenie SPOT musi być adekwatna do ilości złota pozyskanego taniej. Inne warianty to chyba już tylko model Amber Gold... Mennica jest w pewnym sensie isiderem, możliwe że spodziewają się spadku cen. Wydaje mi się, że powinni wyjaśnić co jest grane... Dla dobra swojego i klientów.

  • atapolak napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 21:35:03:

    Od 3 godzin siedze na lotnisku i czekam na samolot, ktory chyba nie doleci. Dzieki Panskiemu artykulowi na chwile sie przebudzilem z letargu.
    Od dawna czytam Panskie teksty. Moze nie regularnie, ale wyrobilem sobie poglad na Panski temat. I wysoko Pana cenie.
    Nigdy nie komentowalem niczego, co Pan napisal bo niestety mam alergie na Agore, a zeby cokolwiek u Pana napisac trzeba sie u nich zarejestrowac. Fuj.
    Tym razem zrobilem to zeby troche Panu rozjasnic sytuacje.

    Zajmowalem sie rynkiem zlota w czasach kiedy prezesi wszystkich obecnych w Polsce dealerow zlota byli jeszcze w podstawowce. Najpierw dorabialem do pensji dyplomaty na placowce w Turcji, a potem juz na powaznie. W Turcji, Niemczech i Szwajcarii.
    Od tamtych czasow wiele sie w tej branzy nie zmienilo. Wciaz zarabia sie podobnie.

    W przypadku certyfikatow, bonow czy innych niematerialnych zakopow zlota, ktore w kazdej chwili w zloto mozna zamienic, zarabia sie dwa razy- najpierw na sprzedazy samego "papieru" (duzi handlarze zlota moga kupowac je w mennicach nawet ponizej ceny spot!), a potem na zamianie "papieru" na zloto. Jest jeszcze jeden aspekt- dzieki srodkom, ktore wplacaja kupujacy - handlarz zasila tzw. Metal Account w mennicy, dzieki czemu nie musi zamrazac wlasnych pieniedzy.
    Nie sprawdzalem szczegolowo, ale obie firmy o ktorych pisze Pan i czytelnicy, maja takie same produkty, tyle ze jedni zarabiaja wiecej na samym certyfikacie a drudzy dopiero przy zamianie na zloto fizyczne. Wynika to pewnie z warunkow zakupowych na sam kruszec- co jest pochodna wielkosci obrotow danej firmy.
    Mam nadzieje, ze wyjasnilem w czym rzecz.

    A porownanie do piramidy finansowej- rozumiem chec dziennikarskiej slawy - ale niestety nie popisal sie Pan.

    Pozdrawiam

    Marian

    Ps. Przepraszam za brak polskich czcionek, ale uzywam wynLazku zwanego tabletem, ktory chroni moje stawy przed dzwiganiem komputera, ale kaleczy mowe ojczysta.

  • atapolak napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 22:36:29:

    Moj samolot odwolany. Panu i Panskim czytelnikom zycze wiecej szczescia.
    Na koniec krotka i prawdziwa informacja o powodach i zasadach dzialania MA w najwiekszych mennicach:

    info.goldavenue.com/info_site/in_glos/in_glos_metalaccount.html
    rcmpa.mint.ca/FAQ.aspx
    www.perthmint.com.au/investment_invest_in_gold_storage_options.aspx

    A tutaj -trzymajac sie Panskiej terminologii - dowody, ze afera AG siega najwiekszych mennic swiata, ktore rowniez ok jakichs 150 lat sprzedaja certyfikaty dokladnie tak jak Te dwie polskie firmy! Od biznesu Pana Marcina P. Rozni je tez JEDYNIE brak gwarancji zyskow! Temat mocny! Nawet Financial Times umiesci to na pierwszej stronie! W koncu nawet najslynniejsza mennica swiata -Perth Mint - jest w to umoczona!

    www.perthmint.com.au/investment_certificate.aspx

    Ps. Prosze wybaczyc sarkazm i zlosliwosci. Wnuczka uczyla mnie uzywania "buziek", ktore lagodza takie wypowiedzi, ale ja jestem juz chyba na to za stary.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/20 23:35:06:

    Dzień dobry, dzięki za komentarze. Ponieważ widzę sporo wątpliwości, dorzuciłem do blogu kilkanaście zdań, w których odbijam niektóre Wasze argumenty. Prawie wszystkie. Oczywiście zgadzam się, że jest mnóstwo firm handlujących papierkami mającymi pokrycie w złocie. Oczywiście wiem, że taka 'lokata' z gwarancją zysku to cecha piramidy finansowej, a jeśli gwarancji zysku nie ma - może to być normalna, uczciwa działalność. Tym niemniej uważam, że mam prawo zgłaszać wątpliwości, skoro Mennica Wrocławska jest prywatną firmą, nie mającą bardzo długiej tradycji, nie będącą pod nadzorem KNF, a oferującą coś, co może nieść za sobą skojarzenia z Amber Gold. Zresztą: otrzymałem informację, że firma wycofuje produkt z półek. Powód: dziennikarze są tępi i nic nie pokumali :-). Jak zwykle, najlepiej zwalić wszystko na dziennikarzy. :-). Szczegóły są już w blogu. Pozdrawiam!

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/21 00:48:34:

    "jeśli klient decyduje się na odbiór fizycznej sztabki, obciążany jest dodatkowo kosztem produkcyjnym"

    Hmm to troche tak na zasadzie - sprzedam Tobie pomidory, a Ty odbierzesz je za pol roku i jesli chcesz w wersji fizycznej to musisz doliczyc koszty produkcji :-).

    Troszke to takie niezbyt fair moim zdaniem. Firma mrozi pieniadze na 0,5 roku - moze nawet wsadza na lokate w jakims banku czy "bezpieczne obligacje panstwowe"(np. greckie ;-) ) i jesli jej sie poszczesci to zarobi krocie, a do tego zniecheci klientow do odbioru zlota.

    Same certyfikaty nie sa zlym pomyslem, nawet bodajze w Rosji sa firmy ktore wrecz posrednicza w wymianach miedzy firmami oferujace fizyczne zloto/platyne jako walute(same tez czesto przechowuja).

    Ale jaki tutaj ma klient interes? Intencje sa dziwne "mennicy", a interes klienta watpliwy - skoro i tak ma dostac "oplatami" to nawet atrakcyjny kurs w momencie zlozenia dyspozycji jest niewiele wart. Juz lepiej kupic i zakopac w ogrodku, np. pierwszego mysliwego...

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/21 00:55:23:

    @atapolak
    Oczywiscie to nie jest pierwszy taki przypadek. Poza tym do lat bodajze 70 takim czyms na swoj sposob byly certyfikaty rzadu USA czyli banknoty z pokryciem w Fort Knox, rownolegle produkowano rowniez takie same banknoty tylko, ze gwarantowane na slowo rezerwy federalnej, a nie rzadu. Ale tych pierwszych juz prawie nie ma, zostaly tylko te wydawane przez rezerwe.

    Powiedzmy sobie szczerze - zloto (prosze wybaczyc lekka zlosliwosc) w bagazu dyplomatycznym kupione po cenie zlota plus marza posrednika jest wiecej warte niz zloto kupione jako obietnica dyplomaty z marza posrednika i ewentualnym odbiorem po 0,5 roku.

  • arek6695 napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/21 01:10:24:

    www.youtube.com/watch?v=MOLtiEgi3AM

  • mazur_krzysztof napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/21 07:59:48:

    Amber Gold NIE sprzedawał żadnych certyfikatów na złoto, a jedynie sprzedawał możliwość udzielenia pożyczki w zamian za rzekome zyski z rzekomego przechowywania nieokreślonego rzekomego złota.

  • mazur_krzysztof napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/21 08:29:02:

    Mnie się wydaje, że sama konstrukcja umowy jest uczciwa. Czy te firemki są wiarygodne to inna kwestia, którą każdy musi sobie sam odpowiedzieć i tu red. Samcik może zgłaszać swoje wątpliwości. Jakbym ja chciał zakupić certyfikat na złoto, udałbym się do biura maklerskiego kupić udziały w funduszu zagranicznym ETF Gold.

  • mazur_krzysztof napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/21 10:31:22:

    Amber Gold zaszkodził wszystkim handlarzom złota, jak sprzedawcy tombaku jako złota.

    Najbardziej zaskakujące w całej aferze Amber Goldu jest to, iż Marcin P. wierzył w skuteczność swojego biznesu kupowania samolotów za pieniądze pożyczone na wysoki procent. Gdyby kupował złoto albo kontrakty na złoto nie poniósł by 90 % straty w pół roku. Przy rosnących cenach złota mógł być nawet na plusie.

    Problem obciążania ryzykiem dotyczy każdej pożyczki bez wyjątku.

  • murjan napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/21 12:36:27:

    W związku z burzą, która rozpętała się wokół tematu nowego Amber Gold chciałabym zwrócić uwagę na podstawową różnicę pomiędzy ofertą Mennicy Wrocławskiej, a przywołaną powyżej ofertą certyfikatów firmy Inwestycje Alternatywne Profit SA. Różnica jest bardzo prosta i ma ogromne znaczenie.

    W ofercie Złoto za spot Mennicy Wrocławskiej, jak mówi regulamin Przeniesienie własności Złota nabywanego w ramach Programu ZŁOTO ZA SPOT z Operatora na Kupującego następuje z upływem 6 miesięcy od daty wpłaty zaliczki. Zatem przez pół roku od wpłacenia zaliczki (!) KLIENT NIE JEST WŁAŚCICIELEM ZŁOTA, za które zapłacił.

    W ofercie IAP po dokonaniu zakupu złota w jakiejkolwiek opcji KLIENT AUTOMATYCZNIE STAJE SIĘ WŁAŚCICIELEM ZŁOTA, które w każdej chwili może zamienić na sztabki lub monety i zabrać je do domu.

  • kruszcownik napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/21 19:20:55:

    przecież to wszystkie certyfikaty złota papierowego są kierowane do ludzi, którzy mogą w złocie ulokować drobne kwoty - kilkaset złotych. Te mennice i inne IAPy robią to, aby powiększyć sobie rynek.

    Jak ktoś chce mieć złoto w garści i certyfikat to nich idzie do goldco.pl/
    A tu tuż przed debiutem produktu spotowego mennicy wrocławskiej napisali prawdę o złocie papierowym

    goldco.pl/blog/ile-zlota-na-londynskiej-gieldzie-zlota/

  • wynajemautokarow napisał(a) komentarz datowany na 2015/01/13 17:09:34:

    dlaczego dziwny pomysł? Są tacy który nie łączą tego z aferą Amber Gold bo też i po co. Robią to bo lubią, nic w tym dziwnego :) Zresztą takie sztabki złota to dobry biznes!
    [a="wyrobymennicze.wordpress.com/2013/08/22/skad-pochodza-sztabki-zlota/

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line