Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 04 marca 2013

Big Data w praktyce: oni wiedzą pierwsi, komu grozi rozwód, a kto jest w ciąży

Słynny wywiad wiceprezesa Alior Banku, który snuł w TVN CNBC frywolne myśli o możliwości wykorzystania wiedzy gromadzonej przez bank o klientach, a potem ujawniony przez "Gazetę Wyborczą" (oraz przez blog "Subiektywnie o finansach") pomysł wyposażenia pokoi do obsługi klientów w kamery i mikrofony, przypomniały wszystkim o brzydszej stronie natury bankowców. Oni nie tylko chcieliby jak najwięcej zarobić na oferowanych nam kredytach, możliwie tanio pożyczyć od nas kasę, a przy okazji skasować jeszcze parę złotych miesięcznie za ROR, przelewy i dostarczanie możliwości wygodnego płacenia w sklepach kartami. Mają też zapędy, by wiedzieć o nas jak najwięcej: ile wydajemy, do jakich sklepów chodzimy, jakie mamy słabości, jakie hobby, jakie są nasze życiowe plany i jak nam się układa w związku. To wszystko da się przetworzyć na żywą gotówkę. Jak w świecie Wielkiego Brata, który wszystko o nas wie i zanim jeszcze pomyślimy o tym, że mamy na coś ochotę, to już nam tę rzecz dostarcza (jeśli chce nas nagrodzić).

Czy powinno nas to dziwić? Przecież każdy przelew na nasze konto, każda płatność kartą, to kawałek wiedzy o nas, który dobrowolnie oddajemy bankowcom. Za ujawnione beztrosko zapędy do bycia Wielkim Bratem szefowie Alior Banku zebrali cięgi, ale tak naprawdę zebrali je trochę "na zapas" - wciąż tak do końca nie wiemy co siedzi w ich głowach. Lecz ten, kto kupił "Wyborczą" w piątek (i przeczytał w niej dział "Nauka Extra"), jest w tym temacie nieco do przodu. Piotr Cieśliński przeprowadził arcyciekawy wywiad z Rickiem Smolanem, amerykańskim fotografem, który wysłał swoich kolegów z aparatami w najróżniejsze zakątki świata, a potem z efektów ich pracy zmontował album "The human face od Big Data" ("Ludzka twarz Big Data"). A tytułowa Big Data to idea wykorzystania wielkich zbiorów danych, które dostawcy usług (nie tylko bankowych) gromadzą na temat konsumentów. To właśnie ideę Big Data chce w praktyce wykorzystać - po raz pierwszy w Polsce na dużą skalę - Alior Bank.

Alior Bank jako pierwszy przyznał, że buduje specjalny zespół ekspertów, który będzie opracowywał algorytmy do przetwarzania i wykorzystywania danych o klientach. Nie tylko danych z zasobów bankowych, ale i z tego wszystkiego, co lekkomyślnie lub świadomie zostawiamy na swój temat w serwisach społecznościowych. Do czego zaprowadzić może klientów Aliora (a także klientów innych banków, które skutecznie wykorzystają Big Data) ta ciekawość bankowców? Właśnie o tym opowiada Piotrkowi Cieślińskiemu Rick Smolan. I to w bardzo praktycznych przykładach. "Analitycy sieci supermarketów Traget napisali program, który na podstawie zakupów dokonywanych przez stałe klientki odgadywał która z nich zaszła w ciążę. Powód? Żeby kierować do nich reklamy produktów dla niemowląt". W Traget doszli do wniosku, że skoro już w drugim trymestrze ciąży kobiety zaczynają wydawać pieniądze na witaminy, ubrania ciążowe i rzeczy dla dzieci, to nie ma na co czekać i trzeba się o tym dowiedzieć, by podsuwać im "właściwe" oferty i wyprzedzić konkurencję.

Z takiej wiedzy użytek mógłby też zrobić bank - jeśli kobieta jest w ciąży, to znaczy, że szykują się dodatkowe wydatki (proponujemy jej kredyt odnawialny w koncie), może będzie chciała zmienić mieszkanie na większe (odrzucamy wniosek o kredyt hipoteczny, złożony przez jej męża, bądź podwyższamy marżę), na pewno stanie się podatna na pomysł zabezpieczania przyszłości dziecka (targetujemy specjalnie dobrany pakiet ubezpieczeń). Smolan podaje też inny bankowy przykład rodem z Ameryki. Tak, tam Big Data już rządzi: "Bank, na podstawie transakcji dokonywanych kartą może przewidzieć który klient w ciągu dwóch lat się rozwiedzie. Np. regularnie wynajmuje pokój w hotelu, choć w tym samym mieście ma swój dom, albo wysyła kwiaty pod obcy adres. Algorytm bierze pod uwagę kilkadziesiąt czynników i jeśli układają się w znany wzór, bank ma prawo podejrzewać, że klienta czekają małżeńskie komplikacje". No, nieźle. Przyznajcie się, kto ostatnio kupował tonę bielizny w sex-shopie i płacił kartą? Jeśli była to Wasza pierwsza wizyta w sex-shopie po dziesięciu latach małżeństwa, to wiecie jak to wpłynie na Waszą zdolność kredytową...

Smolan prawi dalej: "Niepokojącym sygnałem jest to, że klient nagle zaczyna robić zakupy w tańszych sklepach. Mój znajomy ostrzegł córkę, która słucha rapu, a muzykę kupuje w sklepach internetowych, że taka informacja może zaciążyć na jej ocenie kredytowej. Bo słuchanie rapu to dla banku także jeden z czynników ryzyka. Ubezpieczyciele w Stanach Zjednoczonych oferują kierowcom urządzenie, które zainstalowane w aucie rejestruje jego położenie, prędkość, przyspieszenie, hamowanie, pokonywany dystans. Ten, kto zgodzi się to zainstalować, dostaje 10-15% zniżki, ale jednocześnie godzi się na permanentną inwigilację". Podobny projekt startuje zresztą w Wielkiej Brytanii. Tam też niektórzy kierowcy godzą się na monitorowanie ich "kariery" za kółkiem. Banki mają o tyle łatwiej, że tu nikt nie musi się na nic godzić - klient po prostu zostawia w banku mnóstwo danych i prędzej czy później ludzie od Big Data nauczą się z tych danych wyciskać użyteczne dla siebie informacje.

Owszem, można w ogóle zrezygnować z używania kart płatniczych, wtedy nikt nie będzie wiedział co, gdzie i kiedy kupujemy. Możemy nie używać do bankowania telefonów komórkowych, by nikt nie wiedział (geolokalizacja!) gdzie właśnie się znajdujemy. Możemy nie korzystać z żadnych zniżek, ani programów lojalnościowych, bo te zwykle wiążą się z płatnościami kartą. Ale w XXI wieku taka "obstrukcja" może być dość kosztowna i obniżać komfort życia. Permanentna inwigilacja ze strony banku też go obniży, ale... może ma również dobre strony? Posłuchajcie prezesa Alior Banku, Wojciecha Sobieraja, który ostatnio powiedział portalowi Newseria słów kilka o Big Data właśnie: "Po co mam oferować usługi wymiany walut komuś, kto nie spłaca kredytu walutowego, nie ma zamiaru jechać na wakacje i w ogóle jest mu to kompletnie niepotrzebne? Dla mnie to są tylko koszty, a klient jest jeszcze bardziej zdenerwowany, bo dostaje wiele zupełnie nietrafionych ofert" -  mówi prezes Sobieraj. Myślę, że nie o denerwowanie klienta i troskę o jego komfort tu chodzi, a o niższe koszty właśnie.

Jeśli udałoby się dzięki Big Data obniżyć odsetek nie trafionych pożyczek (bo Big Data pozwala uchronić bank przed utopieniem pieniędzy poprzez pożyczenie ich np. ludziom słuchającym rapu :-)), a jednocześnie zwiększyć efektywność sprzedaży wiązanej (czyli oferować klientowi zindywidualizowane pakiety rozwiązań, które ten przyjmowałby z radością, odnosząc wrażenie, że bank czyta w jego myślach), to możecie sobie wyobrazić jak wpłynęłoby to na wyniki finansowe banku. Choć być może jeśli np. bank mógłby zbić do minimum nie trafione pożyczki, to tym klientom, którzy niczym nieświadomie "nie podpadli", mógłby pożyczyć pieniądze znacznie taniej.

POLEĆ SUBIEKTYWNOŚĆ ZNAJOMYM! Strony blogu "Subiektywnie o finansach" to jedno z najpopularniejszych miejsc w internecie, poświęconych finansom osobistym. Artykuły, które się tu ukazują - a codziennie przeczytacie coś nowego - klikacie ok. pół miliona razy miesięcznie. Jeśli chcecie się dowiedzieć, czy najnowsza oferta Waszego banku jest rzeczywiście tak atrakcyjna, jak wygląda na pierwszy rzut oka - na stronach blogu znajdziecie niezależną, uczciwą jej recenzję. Zapraszam Was też do grona 16.000 fanów blogu w Facebooku. Poza zajawkami wpisów blogowych na facebookowej stronie "Subiektywnie o finansach" znajdziecie różne ciekawostki dotyczące Waszych pieniędzy. Zapraszam na stronę blogu "Subiektywnie o finansach" w Facebooku! Jeśli chcecie dowiedzieć się jak powstaje blog, to w branżowym piśmie "Press" znajdziecie tekst poświęcony stronie "Subiektywnie o finansach". Możecie przeczytać go tutaj  

"LEGENDARNA" :-) SUBIEKTYWNOŚĆ. W weekendowym magazynie "Świat i gospodarka", który możecie oglądać w TVP Info, razem z psychologiem biznesu Leszkiem Mellibrudą dyskutowałem o tym jak to się dzieje, że setki tysiące Polaków wpadają w pętlę zadłużenia. To będzie moje ulubione nagranie, przede wszystkim ze względu na miłe słowa, jakie usłyszałem od prowadzącego magazyn red. Piotra Chęcińskiego. "Legenda blogów internetowych" - to brzmi dumnie. Czas umierać? :-). Zapraszam do obejrzenia programu (kliknijcie ten link). Z kolei w programie "Bardzo Ważny Projekt", autorstwa Wiktora Legowicza z Radiowej Trójki, mówiłem o tym gdzie przechowywać oszczędności, gdy denerwuje Was coraz niższe oprocentowanie lokat (kliknijcie ten link).

Samcik TVP Info

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 04 marca 2013 08:00

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • stajnik napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 12:09:17:

    Z tym rapem jest coś na rzeczy. Znajomy był na imprezie, gdzie puszczany był rap i hiphop a tydzień później samochód mu ukradli.

  • mazur_krzysztof napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 12:32:22:

    Niech sobie zbierają informacje, ale nie pożyczają cudzych pieniędzy, bo to (jak już pisałem i będę pisał do śmierci ostatniego bankiera) kradzież.

  • cafecrem napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 12:55:23:

    Prosty patent na tych pseudoinżynierów to mieć kilka kart i płacić nimi według własnego klucza. Np. mbank od benyzny, kina i elektroniki, alior od zakupów dla dzieci a nordea od jedzenia. I nadal niczego się nie dowiedzą.

  • conrddd napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 13:10:36:

    @cafecrem

    A ja jestem wredny - płacę wszędzie gotówką.
    (Ciekawe za ile lat zostanie wprowadzony w Polsce przymus płacenia kartą. Nie chcę zamieszać ale czy bodajże w Szwecji o czymś takim nie myślą na poważnie?)

  • kjonca napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 13:27:15:

    "odrzucamy wniosek o kredyt hipoteczny, złożony przez jej męża," ale dlaczego? Podwyższenie marży rozumiem.

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 14:07:20:

    W USA jest inne podejscie do kwestii prywatnosci - choc nawet tam to sie zmienia nieco.

    Patrzac na grunt europejskich praw - takie urzadzenia monitorujace predkosc etc. w zamian za znizke(bo za chwile ubezpieczyciel podniesie cene bez znizki do np. 100 000 $ rocznie od malucha, a z urzadzeniem i znizka np. 30$ rocznie) to czysta farsa i obejscie prawa. Kierowca ma prowadzic bezpiecznie, tj. bez wypadkow(i lamania przepisow-drogowka) i od tego logiczne jest naliczanie, a nie od tego czy ruszyl z piskiem opon na swojej prywatnej drodze albo z jaka predkoscia zatrzymal sie przed fryzjerem zony.

    W to, ze banki beda chcialy takie informacje gromadzic to wiadomo(zreszta sluzby po to im to wrecz nakazuja ustawami).

    Ale w druga strone - skoro nie jest do konca legalne nagranie Twoich igraszek z zona/kochanka a potem upublicznienie tego(wybaczcie naturalistyczny jezyk ale do tego to prowadzi) do tego ludzie doszli gdy pojawily sie pierwsze kamery, to nie wolno takich rzeczy robic.

    Wlasnie przyklad z rapem pokazuje tez absurdalnosc patrzenia gdzie kto robi jakie zakupy. Bardzo latwo banki moga sie przejechac - bo co jak ktos bedzie chcial wyjac milion z banku, to latwiej mu wyjdzie udawac milosnika klasyka(i to bron przed Wagnerem, tylko jakies delikatne utwory), na "fejsie" wpisywac jak to kilka godzin obserwowal rosniecie bambusu a potem twardo pracowal i zawsze oddawal na czas niz bankowi realnie sprawdzic takie zapewnienia....

    Uczciwi klienci straca na oprocentowaniu, bo po poczatkowych zyskach potem nagle banki zanotuja olbrzymie straty przez zwiekszono ufnosci i limity kredytowe...

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 14:14:44:

    Co do przymusu placenia karta - nie wiem czy byliscie na Olimpiadzie w Londynie.

    Ale poza relatywnie niewielka grupa kibicow, ktorzy skladali tylko na terenie UK, tylko bodajze w pierwszej turze, tylko papierowe formularze mogli kupic bilety na to wydarzenie badz co badz sponsorowane przez brytyjskiego podatnika.

    I baa trzeba bylo zaplacic karta marki Visa.... Teoretycznie istniala mozliwosc potem na koniec(w trakcie olimpiady) zakupu czesci biletow na niesprzedane wydarzenia podczas olimpiady, w centrach takich "domach francuskich czy szwedzkich",choc nie wiem jak to wygladalo i czy dopuszczalne bylo placenie gotowka(jak w parku Olimpijskim Visa albo gotowka :-) ),

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 14:20:39:

    Oczywiscie chodzilo mi o to, ze tylko w pierwszej turze losowania biletow, chyba tylko obywatele brytyjscy mogli zaplacic czekiem czy gotowka. Do teog mogli uzyc tylko lokalnie skladanych formularzy.

    Z tego co pamietam to czesc krajow spoza wspolnoty miala podobna mozliwosc(w lokalnych komitetach olimpijskich), ale generalnie wiekszosc musiala zaplacic haracz Visie jak chciala brac udzial w losowaniu...

    Choc oczywiscie nie takie kwiatki tam byly - McDonald w wiosce olimpijskiej wsrod sportowcow :-), (nie wliczajac tych w parku).

    Najbardziej zabawne jest to, ze wiekszos gotowki od sponsorow to de facto relacje telewizyjne, wiec przy mniejszej pazernosci mozna byloby nawet zrezygnowc z innych sponsorow jak Visy, czy McDonalda, zwlaszcza, ze stadiony dostaja za darmo plus zwolnienie z cla/podatkow...

  • najlepszalokata napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 16:26:31:

    Nie wiem zupełnie, o co jest całe halo.. Przecież już od dawna świat do tego dąży. Spójrzmy zresztą na najnowszego Windowsa - to dopiero paskuda, zbiera o nas wszystkie dane!

    Umówmy się: jeśli firma dzięki temu obcina koszty na researchu i oferuje nam przez to tańsze produkty, bądź prezentuje nam ofertę lepiej dopasowaną do naszych indywidualnych potrzeb, to czemu tu się sprzeciwiać?

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 16:39:27:

    najlepszalokata:
    Bardzo naiwna jesteś, jeśli uważasz, że ktokolwiek zbiera informacje o Tobie dla Twojego dobra.

  • 4inwestor napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 18:09:02:

    Nie lepiej w formie ankiety po zalogowaniu do banku? Co z tego, że oni na podstawie moich lajków coś wywnioskują jeśli od banków np. w tym roku/kwartale interesują mnie np. tylko depozyty (lokaty/ko) powyżej 6% a kontakt tylko e-mailowy? Kredytu nawet na 0% nie wezmę, bo nie lubię mieć na głowie zobowiązań miesięcznych... to jest wymyślanie sobie pracy przez nich samych.

    Krótka ankieta pól do zaznaczenia co kwartał była by lepsza. Jak ktoś nic nie zaznaczy to znaczy, że nie życzy sobie by mu gitary zawracać. Nawet jak jego pies, żona, i córka będą w ciąży, to może nie chce mieć 15% zniżki na pampersy w kredycie 0%...

  • pan_opticum napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 18:28:37:

    www.nytimes.com/2013/02/19/opinion/brooks-what-data-cant-do.html?partner=rss&emc=rss&_r=1&
    David Brooks ujmuje Big Data z perspektywy bardziej ludzkiej. Tyle, że pracownik banku podejmuje decyzje na podstawie korpoprocedur i sam jest bardziej jak trybik niż człowiek.

  • nomina napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 21:45:00:

    Idę o zakład, że co sprytniejsi (mówię bez ironii) klienci, nie tylko prawnicy, natychmiast wykorzystają takie działania w procesach o dyskryminację. Bo jaki jest prawny związek np. słuchania rapu ze zdolnością kredytową? Zdolność ocenia się wyłącznie na podstawie historii finansowej (a przy okazji - wielcy kompozytorzy klasyczni zwykle groszem nie śmierdzieli, w przeciwieństwie do wielu rapowych idoli ;)).

    Przykład z hotelami też wzięty z sufitu. A jak ktoś jeździ w delegacje, to co? Dostanie propozycję platynowej karty (jak jeździ, to ma większą pensję niż standardowy Kowalski, cały miesiąc przy jednym biurku lub taśmie), pakiet "adwokat za 99 zł i ani złotówki więcej", podwyżkę NNW i AC, rabat na korzystanie z sieci hoteli współpracujących z bankiem, zestaw prezerwatyw przy wykupie polisy czy dodatkowe minuty doliczone do abonamentu telefonicznego?

    Dalej: człowiek jako istota jest wygodny. Bardzo. Ale do pewnej granicy. Granicą tą jest osaczenie. W Polsce ta granica wolności jest nawet chyba mocniej widoczna. Generalnie lubimy nowinki, lubimy dostawać gratisy, testować nowe rzeczy, dyskutować o Bogu i życiu wiecznym. A na widok akwizytora czy świadka Jehowy trzaskami drzwiami. Dlaczego? Bo nas osaczają. Podobnie z tym "targetowaniem reklam". Jeśli podczytuję dość regularnie blog redaktora Samcika i wyszukiwarka ułatwia mi dotarcie do najciekawszych wpisów - będę zadowolona. Ale jak wujek Gugiel zacznie mi "targetować" reklamę i wyświetlać baner bloga, nieważne, czy jestem na stronie dyskusji o książkach, sprawdzam interesującą mnie konferencję naukową, szukam zleceniobiorcy do firmy czy przeglądam kanały porno - to czuję się osaczona i po którymś razie nie tylko "nienawidzę tego Samcika", ale też przekładam tę niechęć na dalszy czytelniczy kontakt z blogiem. Innymi słowy - gdy szukając produktu X, łatwo znalazłam ofertę firmy Y, chętnie się z nią zapoznałam. Po dwudziestym wyświetleniu jej w ramach linkowo-banerowej doczepki do mojej internetowej aktywności - choćby ze mnie pasy darli, nie kupię nic w tej firmie.

    Za moich młodych czasów mówiło się "nie bądź taki do przodu, bo wyprzedzisz własne sznurowadła". Big Data, pozornie atrakcyjne dla firm, w konsekwencji może być całkowitym wyskoczeniem z butów.

  • mietekzadrzykiecka napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 22:17:54:

    A Sobierajowi co się stało, że ma porażony nerw twarzowy (ze swojej prawej strony) ?

  • monie_pl napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/04 23:54:35:

    @nomina
    Wlasnie ci bogaci klienci dostana taka oferte, bo oni nawet wiecej wydadza, bo chca nalezec do grupy jescze bogatszych

    @autora blogu
    Mial pan na mysli TARGET, ktory nie jest supermarketem ale sklepem dyskontowym, choc obecnie pozycjonuje sie jako normalny supermarket.

    Dane na nasz temat sa zbierane i beda, czy to nam sie podoba czy nie, ale mozemy troche to ograniczyc i to wszystko.

  • ulanzalasem napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/05 00:01:48:

    "Owszem, można w ogóle zrezygnować z używania kart płatniczych, wtedy nikt nie będzie wiedział co, gdzie i kiedy kupujemy. Możemy nie używać do bankowania telefonów komórkowych, by nikt nie wiedział (geolokalizacja!) gdzie właśnie się znajdujemy. Możemy nie korzystać z żadnych zniżek, ani programów lojalnościowych, bo te zwykle wiążą się z płatnościami kartą. Ale w XXI wieku taka "obstrukcja" może być dość kosztowna i obniżać komfort życia."

    G...prawda ;) W jaki sposób obniża ? Ile czasu zajmuje wyjęcie przed zakupami czy raz na tydzień gotówki z bankomatu ? Chwilę (płacenie kartą np. zbliżeniową nie jest możliwe wszędzie, nie jest do końca bezpieczne, a samo płacenie kartą wcale nie jest szybsze niż podanie 10zł ekspedientce i otrzymanie reszty np. 2,55...). To jest obniżenie standardu życia ? Dla kogo, jakiegoś idioty...taki osobnik ma zamontowany kibel i lodówkę przy łóżku żeby było szybciej ?! Zniżki i programy lojalnościowe to przeważnie efekt przepłacania tam gdzie jest drożej, czasami ktoś odbierze "darmowy" plecak, za to że płacisz 2-10% więcej...Gdzie te koszty i obniżony komfort ? Jak ktoś wychodzi na spacer...to najlepiej spacer samochodem...szybciej...nie tracimy czasu ? :D



    Permanentna inwigilacja ze strony banku też go obniży, ale... może ma również dobre strony? Posłuchajcie prezesa Alior Banku, Wojciecha Sobieraja, który ostatnio powiedział portalowi Newseria słów kilka o Big Data właśnie: "Po co mam oferować usługi wymiany walut komuś, kto nie spłaca kredytu walutowego, nie ma zamiaru jechać na wakacje i w ogóle jest mu to kompletnie niepotrzebne? Dla mnie to są tylko koszty, a klient jest jeszcze bardziej zdenerwowany, bo dostaje wiele zupełnie nietrafionych ofert" - mówi prezes Sobieraj. Myślę, że nie o denerwowanie klienta i troskę o jego komfort tu chodzi, a o niższe koszty właśnie."

    Co klienta, konsumenta interesują koszty banku czy innej firmy, on ma ją gdzieś. A co do denerwowania...kogo w ogóle interesują inne usługi ? Jak ktoś będzie miał ochotę, potrzebę to sam je znajdzie, a spam, natręta reklama nie ma tutaj żadnego wytłumaczenia. To, że poprzez szpiegowanie, ograniczanie wolności, prywatności ktoś zdobędzie informację, że ktoś jest w ciąży i zaproponuje ubezpieczenie też jest...chamskim spamem i do tego na podstawie inwigilacji. Widać dzisiaj mamy coraz bardziej skretyniałe społeczeństwo...SB, KGB, CIA i FBI + McCarthy na czele powinni się uczyć robienia z obywateli idiotów od korporacji :D Kiedyś ludzie uderzyliby we władzę, a dzisiaj cieszą się, że ktoś spamuje na profilu debilnymi filmikami, dostają spam na komórkę, skrzynkę pocztową (fizyczną i @), są śledzeni, inwigilowani, zebrane informacje są gromadzone, przetwarzane i sprzedawane dalej...ACTA jest zła...ale korporacje na co dzień są cool...

  • maximus999 napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/05 00:12:25:

    w tym wszystkim wcale nie chodzi o dobro kienta tzn: dotarcie z jak najlepsza dla niego(klienta) oferta tylko o jak najwiekszy zysk banku - wcisniecie jak najwiekszej ilosci mozliwie wielu klientom ofert dajacych jak nawiecej profitu bankom.
    Dlatego mamy ostatnimi czasy zalew nieuczciwych polis laczonych z nikomu nie przydatnymi ubezpieczeniami.Produktow na ktorych zarabiaja wylacznie banki.Klient netto ma bardzo czesto strate.Takie wynalazki sa juz od podstaw konstruowane aby to bank zarobil a klient nie polapal sie w gaszczu kruczkow i unikow w zapisach umowy.

  • zap1957 napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/05 06:19:15:

    ..."(targetujemy specjalnie dobrany pakiet ubezpieczeń)"...
    Hmm. Chyba nie chodzi o targujemy? Może celujemy? To wtedy powinno być: celujemy specjalnie dobranym pakietem ubezpieczeń. Może byłoby lepiej zwyczajnie zaproponować biednej kobiecie ten pakiet niż w nią celować? A mówiąc tak po polsku pierdolisz pan Panie...

  • 4nt napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/05 11:03:23:

    A za to wszystko w bankach wezmą się "specjaliści" od NLP i innych kołczingów i będą robić "patterny na targety". Dobry przykład z tym rapem - bo jeśli zakupię kilka albumów, żeby wygłosić krytyczny referat na temat tegoż to też zostanę wrzucona do szufladki "niewiarygodna - słucha rapu". Już wolę nie myśleć co to będzie jak ktoś pracując w branży kreatywnej będzie się co chwilę zaopatrywał w referencje do projektów w stylu "na pomoc ludziom ze śmiertelnymi chorobami", "przemoc w rodzinie", czy akcja "jak zabezpieczyć dom przed włamaniem". "Specjaliści" od Big Data natychmiast każą mu spłacić kredyty zaciągnięte wspólnie z małżonkiem, podniosą ubezpieczenie na dom i odrzucą wniosek o dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne w pakiecie.
    Napatrzyłam się w swojej pracy na takich speców. Fachowcy od manipulacji jak z koziej d...y trąby - uważają swoje metody za wyrafinowaną wyższą szkołę jazdy podczas gdy nie dość że wstyd im zwrócić uwagę na prymitywizm działania to za wszystkim i tak kryje się jedna metoda:"albo współpracujesz, albo wylatujesz" (nie ważne czy z pracy czy z kredytu). No ale zawsze można to nazwać "hiperkotwiczeniem multiplikowanym sensorycznie na biznesowym poziomie podświadomym" i walnąć jakąś przypowiastkę z Coelho. I skasować za usługę pięć zer.

  • sluzew napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/06 16:39:47:

    Zgadzam się z prezesem banku. Wreszcie propozycje pożyczek i innych usług finansowych zaczną trafiać do tych, którzy rzeczywiście mogą być nimi zainteresowani

  • staszek_1982 napisał(a) komentarz datowany na 2013/03/06 17:38:32:

    Nie przeszkadza mi idea pozyskiwania danych w sieci.

  • dinkdink napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/03 12:44:47:

    @ulanzalasem: oczywiście, że obrót gotówką jest mniej komfortowy - trwa dłużej (bankomat + kolejka do niego, odliczanie pieniędzy, zwrot reszty, nie można też korzystać z automatycznych kas) i mniej higieniczny niż przeciągnięcie portfelem nad czytnikiem.
    Programy cashbackowe nie działają przy gotówce - np. w PiP za pomocą dwóch kart można obniżyć koszt zakupów o prawie 9%. W Carrefour - o 5%.
    Bankomaty też nie są bezpieczne - nie tylko ze względu na skimming ale i ryzyko rabunku.

  • dinkdink napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/03 12:46:31:

    nie kumam tego przykładu z wysyłaniem kwiatów pod inny adres - przecież bank nie otrzymuje takiej informacji, bo jest ona w systemie kwiaciarni, a bank ma tylko kwotę do autoryzacji i sprzedawcę.

  • madorot napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/03 21:47:55:

    Oj Panie i Panowie, trochę więcej wiary.... w socjologię... Oczywiście krótkoterminowo można zakłamać jakieś dane, ale nie dacie rady jako fan muzyki heavy metal kupować tylko muzyki poważnej, gdzieś to w końcu wyjdzie, w długim terminie, a bank będzie te dane zbierał długoterminowo widać pewne prawidłowości i tego nie da się uniknąć, ani zafałszować.... Można też z pewną dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że fan trash metalu ma większe skłonności do jakiejś formy agresji niż ten od reggae... Zaraz podniosą się krzyki, że słuchacie tego, a nikogo nie zamordowaliście... to fakt, ale statystyka nie kłamie, choć może pewne kwestie zafałszować.... To na plus tego systemu, na minus... do pewnego momentu karta mBanku płaciłem prawie tylko w McDonaldzie, bo szybko, a syn lubi Wrapy... no więc wysokie ryzyko zawału serca, bo niezdrowe żywienie, często płacę za zakupy żony w internecie, więc... lubię damskie ciuszki, więc wysokie ryzyko, że jestem... dewiantem i mogę zostać wkrótce aresztowany... to trochę żart, bo jednak Wielki Brat nie wszystko widzi, choć statystycznie można pewne rzeczy przewidzieć... oczywiście z marginesem błędu... w końcu nie każdy metal to ....;))

  • konszabelant napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/04 12:31:23:

    Byłem analitykiem danych w Polkomtelu. O każdym kliencie jest kilka tysięcy zmiennych. Podobnie jest i w innych telekomach. I już obecnie wyniki scoringów oraz wyciągi z martów danych są sprzedawane przez Polkomtel bankom. O ile wiem, jest to na razie używane do celów targetowania kampanii kart kredytowych do klientów Polkomtela, choć zapewne banki wykorzystałyby to chętnie i do innych celów. Od tego się nie ucieknie, bazy różnych firm się integrują, poza tym naprawdę trudno by było sfałszować te dane tak, aby uzyskać pożądany efekt w wynikach scoringu. Tam były wykorzystywane nawet takie rzeczy jak rodzaj drugiego dokumentu pokazywanego kiedyś przy rejestracji (prawo jazdy oznacza że zapewne klient ma samochód), albo seria dowodu osobistego (dokumenty pewnych serii były łatwiejsze do podrobienia i korzystali z tego oszuści). A nie daj Bóg mieszkać w ubogiej dzielnicy...

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny