Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 12 kwietnia 2013

Wielki upadek wirtualnej waluty, ale może... nadchodzi era "pieniędzy" a la Bitcoin?

Dość długo przyglądałem się biernie ekstazie, która zapanowała na rynku wirtualnej waluty Bitcoin. Ten internetowy pieniądz, wymienialny na dolary, euro i inne waluty, w ostatnich tygodniach trafił na czołówki najpoważniejszych gazet. Jego wartość rosła z dnia na dzień nawet o 20-30 dolarów. Spekulanci, handlujący Bitcoinami na specjalnych internetowych giełdach, mogli zrobić na tym fortunę przeliczaną na najprawdziwsze dolary. Jeszcze w lutym jeden Bitcoin kosztował 20 dolarów amerykańskich, a na początku tego tygodnia... już prawie 270 dolarów. Ktoś kupił za 300 Bitcoinów luksusowe auto marki Porsche. Aż w środę wieczorem zaczął się krach. Ktoś zaczął masowo sprzedawać Bitcoiny. wywołując panikę. Elektroniczne giełdy "zatkały się" od zleceń, do tego doszły ataki elektronicznych botów, które - odpowiednio zaprogramowane - miały sparaliżować rynek. Kurs Bitcoina w kilkanaście godzin spadł z rekordowych 266 dolarów do 105 dolarów. Handel na największej giełdzie, na której można wymienić "wirtualną" walutę na "prawdziwą", został zawieszony na kilkanaście godzin. Klasyczny krach.

Bitcoin Chart

W ostatnich dniach kilkoro czytelników pytało mnie co o tym myślę i domagało się wpisu o Bitcoin w blogu, ale wolałem z tym poczekać aż "wypełni się czas". Bo tak, jak każdy inwestor giełdowy, który na własnej skórze poznał smak hiperhossy i wielkiego krachu na rynku akcji, byłem pewny, że w ciągu kilku, kilkunastu dni to samo stanie się na rynku Bitcoin. Rynek giełdowy zawsze działa tak samo, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z akcjami, walutami, cebulkami tulipanów, czy wirtualnymi pieniędzmi. Tyle, że tam, gdzie obrót jest elektroniczny, czas "wypełnia się" szybciej. Niewykluczone, że to jeszcze nie koniec spadków, bo przecież wartość Bitcoina przekraczająca 120 dolarów (a tyle wynosiła tuż przed zawieszeniem handlu na giełdzie Mt.gox), jest wciąż wysoka w porównaniu z poziomem z początku roku. Jeśli ktoś manipuluje rynkiem wirtualnej waluty, to pewnie jego "zabawa" jeszcze się nie skończyła. A im dłużej będzie trwała, tym więcej ludzi, którzy w to dziwo zainwestowali, będzie tracić nerwy i zamieniać Bitcoiny na dolary lub euro, bez względu na ceny.

Czy to koniec bezprecedensowej kariery tego dziwnego "pieniądza"? Jak można handlować na giełdzie - i to po tak wysokim przeliczniku - 24-cyfrowym zapisem, który tylko na mocy umowy internautów posiada jakąkolwiek wartość? I którego historia, jako internetowego pieniądza, trwa zaledwie od czterech lat (bo Bitcoina wymyślono raptem w 2009 r.)? I którego nie emituje żaden bank centralny (bo taki Bitcoin to po prostu ciąg zer i jedynek zapisany na twardym dysku komputera jego posiadacza)? I którym handluje się bez żadnych pośredników, po prostu przekazując "wirtualną monetę" innemu internaucie (kodując za pomocą kryptograficznego szyfru historię transakcji, by nie można było sfałszować takiej "bitmonety")? I którego nie można wydrukować, ani wydać w sklepie spożywczym, bo występuje tylko w internecie? Owszem, ludzie czasem handlują sztucznymi "pieniędzmi" z gier komputerowych (np. LindenDolarami z gry Second Life), ale wokół Bitocinów powstała cała infrastruktura - giełdy, kantory wymiany, "kopalnie", w których "wydobywa się" kolejne Bitcoiny (poprzez podłączenie specjalnego programu do komputera lub sieci komputerów o ogromnej mocy obliczeniowej). To wygląda jak jakaś paranoja.

Ale jak się poważnie zastanowić, to... nie można wykluczyć, że kiedyś "waluta"  podobna do Bitcoina stanie się środkiem płatniczym traktowanym powszechnie jako środek płatniczy równoprawny w stosunku do dolara, euro, czy złota lub srebra. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że tradycyjne waluty i ich emitenci powoli tracą wiarygodność. A to, że dany pieniądz jest powszechnie akceptowany w obrocie, wynika wyłącznie z wiarygodności jego emitenta. Kiedyś ilość waluty emitowanego przez dane państwo wiązała się ściśle z wartością złota, które było w skarbcach władcy emitującego pieniądz. To utrzymywało wartość i wiarygodność waluty. Dziś "władcy" nie wiążą wartości emitowanych pieniędzy z posiadanym złotem - emitują tyle papierków i monet, ile uważają za stosowne. W tym kontekście każdy emitent, który przekona ludzi do tego, że jego waluta jest zabezpieczona przez "psuciem", może - przynajmniej teoretycznie - zyskać wiarygodność podobną do rządu USA, czy Europejskiego Banku Centralnego. Choć od razu trzeba zaznaczyć, że dotąd w historii świata się to raczej nie udawało. Prywatne waluty przeważnie kończyły źle, czyli traciły wiarygodność. Czy nastąpi przełom?

Zastanawiająca kariera Bitcoina wynika z tego, że podobno w algorytmie, na podstawie którego kreowane są kolejne Bitcoiny, zawiera się wzór, który określa maksymalną liczbę możliwych do wytworzenia Bitcoinów - jest to 21 milionów. Wytworzenie każdego kolejnego Bitcoina wymaga większej mocy obliczeniowej komputera, co oznacza, że "wykopywanie" Bitcoinów (bo tak w tym świecie nazywa się ich tworzenie - a zamiast banku centralnego są "kopalnie") staje się coraz droższe i coraz mniej opłacalne. Liczby emitowanych dolarów i euro żaden wzór nie określa, a ich tworzenie jest wciąż tak samo proste - bank centralny wpuszcza do obiegu kolejne zapisy elektroniczne i już. Brak możliwości nieograniczonego "dewaluowania" Bitcoinów jest jednym ze źródeł sukcesu tego "środka płatniczego". Choć są ekonomiści, którzy wieszczą, że z tego właśnie powodu - nieelastyczności podaży - nastąpi smutny koniec tej "waluty", bo każdego pieniądza powinno być w obrocie tym więcej, im więcej zawiera się nim transakcji. Można się też zastanawiać czy magiczny limit 21 milionów Bitcoinów jest wiarygodny - ktoś może zmodyfikować algorytm tworzenia Bitcoinów w taki sposób, by można było wypuścić ich więcej, czyli poddać inflacji. Albo np. wypuścić kolejne monety "z tej serii" - Bajtcoiny. Tyle, że jest to identyczny czynnik ryzyka, jak to, że jakiś bank centralny wyemituje "za dużo" jakichś pieniędzy. Do niedawna banki centralne uchodziły za dość rozsądne i przewidywalne. Ale teraz... Choć z drugiej strony: czy jakikolwiek prywatny podmiot, czy nawet społeczność, może uzyskać wiarygodność porównywalną z państwem?

Czytaj też: Anarchoutopia, czyli dlaczego internetowa waluta musi upaść.

Drugi powód, z którego teoretycznie może się zdarzyć, że jakiś wytwór podobny do Bitcoina stanie się kiedyś choć w części równie wiarygodny dla ludzi, jak złoto, srebro, czy dolar amerykański, jest rosnąca rola pieniądza bezgotówkowego. Dopóki pieniądze nosi się w kieszeni i płaci nimi w sklepach (90% transakcji zawieranych przez konsumentów w Polsce to transakcje gotówkowe), nie ma mowy o tym, by jakaś powszechnie akceptowana waluta istniała tylko w internecie. Ktoś musi to drukować, kontrolować wysokość emisji, zwalczać fałszerstwa, zapewniać płynność. Potrzebny jest bank centralny, izby rozliczeniowe i aparat państwowy, który to wszystko spina. Ale nadejdzie taki moment, gdy pieniądze gotówkowy przestanie być potrzebny lub jego rola zmaleje. Wtedy nie będzie przeszkód, by karierę zrobił jakiś pieniądz nie tylko wirtualny, ale też zdecentralizowany, czyli nie emitowany przez państwo, ale - tak jak Bitcoin - przez członków społeczności, na ustalonych z góry i niezmiennych zasadach. Taki "zdecentralizowany" pieniądz, gdy nie ma izb rozliczeniowych i aparatu kontroli, może uzyskać gigantyczną przewagę - tam, gdzie nie ma pośredników, nie ma też spreadów, prowizji, odsetek - chcąc kupić coś za Bitcoiny po prostu "przesyłam" je do odbiorcy i prawie nic mnie to nie kosztuje, nawet jeśli ów odbiorca siedzi przed komputerem na drugim końcu świata. Im większa będzie rola e-commerce, tym większa szansa, że jakiś "pieniądz" w rodzaju Bitcoina spróbuje zrobić kuku temu tradycyjnemu.

Nie mam pojęcia, czy tym wirtualnym "pieniądzem przyszłości może stać się Bitcoin. Przeciwko temu przemawiają negatywne konotacje, które wiążą się z Bitcoinem - mówi się, że za jego pomocą pierze się brudne pieniądze, że Bitcoin służy głównie do hazardu i nielegalnych transakcji. To na pewno może zrazić przeciętnego internautę do traktowania takiego "pieniądza" poważnie. Bo jeśli na jakimś rynku rządzi mafia, to nie może on być wiarygodny. Nie można też ufać czemuś, czego wartość rynkowa jest bardzo niestabilna. Jeśli dziś Bitcoin jest warty 100 dolarów, a za tydzień już 200 dolarów, to znaczy, że rynek jest nieefektywny i nie potrafi rzetelnie wycenić tej waluty. Dlatego krach i zdjęcie odium narzędzia spekulantów może tylko pomóc Bitcoinowi. Nie mam pojęcia jaka powinna być "prawdziwa" siła nabywcza tego "pieniądza" i czy np. nie powinna być bliska zeru (do takiego poziomu Bitcoin chyba już raz spadł, w 2010 r.), ale niezależnie od tego, gdzie się ona znajduje, łatwiej będzie ją znaleźć "dzięki" krachowi i otrzeźwieniu uczestników tego rynku. A Wy jak sądzicie? Prywatne, wirtualne pieniądze mogą kiedyś rywalizować z tymi "scentralizowanymi", emitowanymi przez państwa?

"SUBIEKTYWNIE O FINANSACH" NA FACEBOOKU I TWITTERZE. Teksty, które czytacie w blogu to tylko część spostrzeżeń o finansach osobistych, które każdego dnia powstają pod marką "Subiektywnie o finansach". Na stronie blogu w Facebooku codziennie znajdziecie liczne ciekawostki i zapiski na marginesie blogonotek, które tu codziennie czytacie. Od niedawna blog ma także swoją stronę na Twitterze. Jeśli chcecie ze mną podyskutować, pokłócić się, bądź tylko delikatnie się nie zgodzić, to za pomocą Facebooka i Twittera będzie to zdecydowanie najłatwiejsze. Tych, którzy wolą kłócić się przez tradycyjny e-mail zapraszam na maciej.samcik (at) gazeta.pl

Subiektywnie Facebook

CZTERY LATA SUBIEKTYWNOŚCI. W ostatnim dniu marca blog "Subiektywnie o finansach" obchodził czterolecie swojego istnienia. W ciągu tych czterech lat (1459 dni, licząc soboty, niedziele i święta) w blogu ukazało się 1615 wpisów - czyli średnio więcej, niż jeden dziennie. Kliknęliście je 15.481.000 razy. To oznacza, że każdą notkę obejrzeliście przeciętnie 9585 razy. Średnia liczba Waszych odwiedzin przekroczyła 270.000 miesięcznie. Blog cieszy się uznaniem czytelników, ale i fachowców z branży mediowej - ostatnio znalazł się na trzecim miejscu w rankingu najlepszych blogów dziennikarskich miesięcznika "Press". Najważniejsze jest jednak to, że "Subiektywnie o finansach" to nie tylko luźne pogadanki o pieniądzach, ale realna pomoc dla czytelników. Jeśli macie jakiś problem z bankiem, firmą ubezpieczeniową, albo inną instytucją finansową, to jest spora szansa, że była już o tym dyskusja w blogu. Oto lista spraw, które udało nam się wspólnie załatwić oraz lista wpisów opisujących jak inni czytelnicy skutecznie walczą o swoje prawa. A tu informacja o tym jakie prowizje pobiera autor blogu za swoje usługi ;-)  

Jak pomnażać oszczędności

 POMNAŻAJ Z SAMCIKIEM! Przeczytajcie poradnik, który traktuje o tym jak zabrać się do inwestowania pieniędzy  Znajdziecie w nim najprostsze strategie, które pozwalają oszczędzać każdemu ciułaczowi, nawet zielonemu, jak ogórek. Nie jest to żadne ekonomiczne nudziarstwo. Chwaliłem się Wam ostatnio, że poradnik został doceniony przez kapitułę konkursu "Economicus", zorganizowanego pod auspicjami "Dziennika Gazety Prawnej" i Narodowego Banku Polskiego. Eksperci - wybitni ekonomiści zaproszeni do jury - uznali "Jak pomnażać oszczędności" za jeden z trzech najlepszych poradników roku. Książkę życzliwie oceniło też Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. "Polecamy ją szczególnie osobom, które do tej pory nie oszczędzały lub robiły to bez namysłu" - napisali eksperci Stowarzyszenia. Ze stron "Rzeczpospolitej" płyną z kolei wieści, że poradnik stał się czwartym największym ekonomicznym bestsellerem w sieci salonów Empik w ostatnim półroczu.  Oto kilka recenzji poradnika: ”Dziennik Gazeta Prawna”: ”To uczciwy i dobry sposób, by wciągnąć czytelnika do fascynującej gry w inwestowanie. Książka jest wiarygodnym źródłem wiedzy o sensownym odkładaniu pieniędzy”. Blog Kreatywa: "Autor nie sili się na profesorski, sztywny ton, nie operuje nieustannie skomplikowanymi terminami i niezrozumiałymi wykresami". Blog "Literacka Kanciapa": "Samcik pisze dość swobodnie, w sposób nieskomplikowany i zrozumiały dla przeciętnego czytelnika"  Portal edukacji finansowej NewTrader.pl: "Książkę świetnie się czyta. Poradnik ten został napisany językiem dla laików, każdy z nas zrozumie o co chodzi w pozornie skomplikowanych produktach finansowych". Jeśli nie masz czasu iść do księgarni, ściągnij "Jak pomnażać oszczędności" w formie e-booka. I niech kasa Ci rośnie z Samcikiem pod pachą :-).

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 12 kwietnia 2013 00:09

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 03:04:49:

    To nie jest "wielki upadek" tylko "grzechy mlodosci". Dopoki ta waluta nie bedzie wysoko wyceniana i z duza "masa" to relatywnie latwo bedzie manipulowac.

    Jak widac jednak trwalo to dluzej niz ostatnio, co oznacza, ze rosnia nia zainteresowanie.

    O ile banknoty calkowicie nie wyparly monet, a monety platnosci zlotem. O tyle konta do platnosci przez siec moga podobnie zostac zmarginalizowane, bo chyba nikt nie mysli, ze po tym co sie stalo na Cyprze nagle wzroslo zaufanie do bankow, rzadow i pieniedzy w ten sposob trzymanych.

    Swiat w dobie zakupow robionych z drugiego konca globu potrzebuje w miare uniwersalnej waluty. Nie musi to byc koniecznie bitcoin, ale podobne do niej moga stac sie pieniedzmi przyszlosci.

    Tak jak dolar na zaufanie pracowal ponad 100 lat, tak samo inne musza troche sobie na nie zasluzyc. Im wiecej wpadek KE, FED tym latwiej im to przyjdzie, nawet jak wprowadza zakaz, to bedzie on pewnie podobnie traktowany jak zyczenia wladz PRL do obrotu dewizami...

    ---------

    Przy okazji - nie wiem na ile to interesuje autora tego blogu, ale z racji przekazania budowy krancowki linii kolejowej w rece PKP PLK(czyli raczej w czarna dziure, bo Struzik chcial sie czegos pozbyc z budzetu, a dla PLK Modlin to nie jest wazna linia) jestem ciekaw(z czystej ciekawosci :-) ) jak wygladalaby potencjalna oplacalnosc budowy takiego rozwiazania.

    Bo skoro supermarkety etc. potrafia budowac sobie szybko wiadukty, to ktos moglby wylozyc 250 mln PLN(a nawet 100 mln PLN mniej dzieki europejskim podatnikom) i zakladajac kursy pociagow co 0,5 h przez cala dobe(usrednienie kilku linii w jedna, bo mogloby byc ich wiecej) przy dzialajacym porcie dla VIP, GA, oraz moze nawet tanich linii lotniczych mogloby sie chyba zwrocic z nawiazka.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 08:01:17:

    Taka obywatelska waluta już się szykuje www.gllobal.com/

    Bitcoin się nie uda ponieważ ograniczenie jego emisji jest absurdem. Pieniądz ma mieć mniej więcej stabilną wartość a nie malejącą lub rosnącą.

    Natomiast muszę się obruszyć na kosmiczne bzdury jakie napisałeś:
    1. "Kiedyś ilość waluty emitowanego przez dane państwo wiązała się ściśle z wartością złota, które było w skarbcach władcy emitującego pieniądz. To utrzymywało wartość i wiarygodność waluty."

    NIGDY tak nie było.
    W pewnym, dość krótkimi okresie, emitenci tylko określali na ile złota albo złota i srebra można wymienić ich walutę. Wcale to nie oznaczało, że mają pokrycie całej emisji. Ba! Nigdy takiego całościowego pokrycia nie miały :)
    Wcześniej zaś pieniądz złoty był rarytasem, złote monety to i tak był stop srebra i złota a nie czyste złoto.
    W obiegu zawsze obok monet "złotych" były srebrne i to w o wiele większej ilości, oraz z innych metali (tzw. miedziaki choć niekoniecznie z miedzi). Do tego cała masa innych rzeczy (w tym zobowiązań) pełniących rolę pieniądza. No i upierdliwy barter (czyli handel wymienny).
    Dolar np. to była moneta srebrna a nie złota.

    2. Dolar (USD) nie jest walutą emitowaną przez rząd USA. To prywatny pieniądz.

  • mazur_krzysztof napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 08:23:56:

    Bitcoin ma taką samą wartość jak kartka papieru z napisem pieniądz Macieja Samcika albo pieniądz Krzysztofa Mazura. Problem nie polega na tym, że Maciej Samcik albo K.Mazur jest niewiarygodny, ale na tym że pieniądz musi mieć jakąś wartość poza byciem środkiem wymiany, tj. musi być towarem. Obok bitcoina może w każdej chwili pojawić się citcoin, ditcoin, eitcoin itd. w nieskończoność, więc podaż takiego czegoś (a właściwie takiego niczego) jest nieograniczona.

    Złoto, srebro (albo nawet cebulki tulipanów) mają swoją wartość jako towar niezależnie od bycia środkiem wymiany. Pieniądz państwowy również ma taką wartość niezależną od wymiany, tj. umożliwia uniknięcia wizyty w wiezieniu za niepłacenie podatków i to jest źródło jego wartości. Gdyby jakieś państwo ogłosiło, że podatki spłaca się w bitcoinach, wówczas można by mówić o prawdziwym pieniądzu, ale wówczas byłby to pieniądz państwowy (co oczywiście nie nastąpi). Bank centralny nie jest potrzebny do utrzymania wartości waluty państwowej (raczej przeciwnie). Potrzebne jest wojsko, policja i urzędy skarbowe sadzające do pudła ludzi nie płacących podatków.

    Pieniądzem przyszłości może być jakiś towar, którym się będzie handlować w internecie, ale musi on istnieć i mieć wartość użytkową niezależnie od wymiany. Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się elektroniczny handel zapasami złota lub platyny, co już ma miejsce. Być może te zapasy będą ukrywane przed państwem w celu uniknięcia konfiskaty.

    Jeżeli jakaś mafia inwestuje w bitcoiny (poza zwykłą spekulacją), to składa się z idiotów i nie jest groźna.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 08:39:36:

    Panie Marku, my jesteśmy niewiarygodni? Nie mniej, niż jakiś-tam Satoshi ;-)

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 09:01:43:

    Mazur_Krzysztof:
    Albo masz coś fizycznie, albo... masz to "Twoje_nic", o którym piszesz. Nie ma tu znaczenia, czy to "Twoje_nic" rzekomo reprezentuje jakiś zapas złota czy srebra czy gnijących tulipanów. Ciągle jest to "Twoje_nic".
    Zdecyduj się więc czy jesteś za czy przeciw elektronicznemu pieniądzowi. Jeśli ZA to zapomnij o fizycznej reprezentacji (która jest ułudą) i zacznij się zastanawiać jak "nic" może jednak mieć wartość (bo jak najbardziej może).

  • sertralin4 napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 09:12:01:

    O możliwych powodach krachu na tej "giełdzie" pisali juz na niebezpieczniku:
    niebezpiecznik.pl/post/z-845-pln-za-bitcoina-do-331-pln-powodem-ddos/

  • zielony.jaszczur napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 09:22:36:

    Popularność bitcoin-a rośnie, ponieważ pozwala on na wykonywanie anonimowych transakcji będących poza obecnym systemem bankowym.

    Na świecie jest całkiem sporo ludzi ceniących swoją wolność i prywatność. Każde ograniczenie swobody przepływu kapitału, każde ograniczenie poufności w obecnych systemach bankowych (a takich mamy ostatnio na pęczki), kieruje kolejną porcję "wolnościowców" w kierunku alternatywnych systemów płatniczych.

    Większość tych osób wcale nie potrzebuje przechowywać bitcoinów i nie interesuje ich specjalnie stabilność tej waluty. Oni potrzebują zamienić np. 100PLN na bitcoiny, przetransferować je, np do sprzedawcy w brytyjskim sklepie internetowym, a sprzedawca od razu zamienia bitcoiny na swoją walutę. Krótki okres czasu pomiędzy wymianami waluty powoduje, że poza wyjątkowymi sytuacjami, kurs bitcoina jest nieistotny. Istotna jest tylko płynność i niezawodność systemu.

  • mazur_krzysztof napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 09:23:45:

    W sprawie mocy obliczeniowej komputerów tworzących bitcoiny. To nie ma żadnego ekonomicznego znaczenia. Moc obliczeniowa komputerów mogłaby być przedmiotem handlu tylko wówczas, gdyby to była moc PRZYSZŁA, czyli znowu towar (usługa w tym przypadku). Ile zasobów zużyto do produkcji pieniądza nie ma znaczenia, bo w ogóle wartość rynkowa nie bierze się z przeszłości tylko z przyszłych spodziewanych zastosowań. Wartość dolara nie zależy od ceny zużytej do jego produkcji bawełny i podobnie jest z mocą obliczeniową do produkcji bitcoinów. Nawet wartość sentymentalna przedmiotów bierze się nie z przeszłości, ale z tego że w przyszłości będziemy chcieli je oglądać.

  • mazur_krzysztof napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 10:19:00:

    Utrzymanie płynności obrotu czymś, co nie istnieje, może być w pewnym momencie niemożliwe, jak to się stało z tzw. lokatami w Amber Gold. Wartość bitcoinów (jak i lokat Amber Gold) opiera się na kolejnych wpłacających, których w pewnym momencie zabraknie. I pojawi się nowa modna piramida finansowa.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 11:00:16:

    Oj, nie zgodziłbym się. na każdej giełdzie jest ktoś w rodzaju market makera. Kłopoty z płynnością potrafią zniszczyć każdy rynek giełdowy. Jeśłi na giełdach bitcoin'owych będzie się działo to, co do tej pory, to wszyscy "normalni" inwestorzy w końcu sobie pójdą. To musi "wydorośleć" albo zginie.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 12:10:34:

    mazur_krzysztof
    Wysławiaj się może precyzyjniej bo jeśli ludzie czymś operują to to coś bez wątpienia istnieje. Nawet jeśli nie ma formy materialnej :)

  • klient_bankow napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 12:38:51:

    boga nikt nie widzial a niektórzy wierza, że istnieje i tym samym nienamacalny bóg ma wartość więc nie wszystko musi mieć pokrycie w zbożu, kartoflach, złocie czy węglu ;)

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 12:43:18:

    Nie trzeba zaraz robić odniesień do Boga.
    Informacja też ma wartość - czasem przeogromną :)

  • esel55 napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/12 23:38:06:

    Też o tym słyszałem właśnie :) za kilka lat może być to ogólna waluta już

  • pawelnyczaj napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/13 13:43:10:

    Na razie ta waluta niejednokrotnie służy do lewych operacji (np. wynajmowanie botnetów do ataków DDoS czy spamowania, wymuszanie okupu w BTC w zamian za zaprzestanie ataków DDoS na serwis internetowy). Jeśli ta waluta ma w ogóle istnieć musi wydorośleć i wyzwolić się z odium waluty czarnego rynku. Może kiedyś to nastąpi i jeśli nie Bitcoin to być może jakaś inna kryptowaluta (bo tak są one określane) będzie stanowiła w przyszłości poważną konkurencję dla walut tradycyjnych. Na razie o takiej konkurencji nie ma mowy. Zapewne błędy BTC będą nauką na przyszłość, bo tak nie może funkcjonować waluta akceptowalna przez przeciętnych ludzi, tzn. jej wartość musi być jednak w miarę przewidywalna. Na razie mamy hazard większy niż na rynku akcji, choć mniejszy niż w kasynach czy zakładach, w których wygrana zależy jedynie od szczęścia (gdybym był hazardzistą to mimo wszystko wolałbym rynek BTC, niż oparte jedynie na przypadku gry w kasynie).

    Trzeba jednak uprzytomnić sobie, że wydoroślenie internetowej waluty jest uwarunkowane wprowadzeniem pewnych mechanizmów kontroli i regulacji rynku takiej waluty (na razie regulacjom podlegają kantory wymieniające BTC na tradycyjne waluty). Poza tym nie zapominajmy, że USA wciąż są supermocarstwem i USD nadal jest główną walutą w międzynarodowym biznesie (choćby na rynku ropy, ale nie tylko). Euro nie dorasta do USD głównie z powodu problemów gospodarczych EU, choć zyskał miano drugiej światowej waluty. Realną konkurencją może być póki co nie zdecentralizowany i nieprzewidywalny BTC, lecz RMB, czyli chiński Yuan, bo Chiny są drugim supermocarstwem z ambicją najpierw dogonienia a następnie przebicia USA (pewną przeszkodą może być jedynie język chiński, którego nauka nastręcza pewnych problemów a zwłaszcza nauka pisowni). Oczywiście EUR nie podda się bez walki, o ile sytuacja w eurolandzie nie rozwali go (a takie ryzyko istnieje). Z tradycyjnych walut jest jeszcze CHF masowo wybierany w przypadku wahań EUR czy USD (stąd pamiętny wzrost wartości CHF kłopotliwy nawet dla samych Szwajcarów, bo ich produkty mocno zdrożały). Bitcoin jest jednak pewnym krokiem w stronę zdecentralizowanej światowej waluty niepodlegającej żadnemu mocarstwu, ale moim zdaniem to jeszcze nie to.

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2013/04/13 18:45:03:

    Bitcoin to zdecydowanie nie to. Choćby dlatego, że jego emisja jest odgórnie ograniczona. Wyklucza to rozwój tego pieniądza.

    Natomiast jeśli na świecie zaistnieje waluta niepodlegająca żadnej władzy, obywatelska to na pewno nie może podlegać ona żadnej kontroli w kwestii transakcji i przepływów, możliwości ich blokady, zajęcia itd.
    To będzie naprawdę wolna waluta albo... je nie będzie.

  • mybitcoin napisał(a) komentarz datowany na 2014/05/14 01:05:05:

    Minął ponad rok, a Bitcoin ma się całkiem nieźle. Dzisiaj BitPay dostał 30 mln dolarów kolejnej rundy finansowania. W Polsce kolejne punkty i serwisy internetowe akceptują płatności Bitcoin.

    Wczoraj otworzyła się w Warszawie pierwsza Ambasada Bitcoin w Europie. W kraju powstało killknaście startupów związanych z cyfrowymi walutami. W Szczecinie produkuje się najszybsze na świecie koparki na USB. I tak można dalej wymieniać.

    W całej ocenie Bitcoin nie bierzecie Państwo pod uwagę ekosystemu w postaci tysięcy startupów na całym świecie, które pracują nad sprawowaniem pieczy nad rozwojem całego projektu i całej masy dodatkowych narzędzi, usług. To Ci ludzie edukują kolejne osoby i instytucje i napędzają adopcję. Rok 2014 jest określany rokiem adopcji Bitcoina.

  • joannalis2 napisał(a) komentarz datowany na 2014/05/27 07:50:55:

    Na temat kryptowalut pisałam arytykuł: polskiekonomista.tumblr.com/post/85731514359/kryptowaluty-pieniadz-przyszlosci-czy-chwilowa-moda. Moim zdaniem Bitcoin może, ale nie musi być pieniądzem przyszłości. Uważam, że świat w zatrważającym tempie idzie do przodu i być może w za jakiś czas ludzie będą posługiwać się tylko takimi pieniędzmi. Jednak na razie należy się jedynie przyglądać temu rynkowi. Można również inwestować, ale wszystko rozsądnie i z umiarem. Uważam, że kryptowaluty nie upadają, ale przechodzą zwykły i chwilowy kryzys.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny