Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 13 maja 2013

Polisz Big Data: oto jakie interesy (z)robią bankowcy ze specami od inwigilacji

Pisałem ostatnio o mOkazjach jako forpoczcie zjawiska Big Data w polskich bankach. Te mOkazje są tak perwersyjnie wyuzdane, że aż się ich boję. Wysokie rabaty w zamian za to, że zgodzę się kupować w Lidlu zamiast w Tesco, albo tankować w BP zamiast na Shellu. Albo w zamian za to, że zamienię się w akwizytora mOkazji (część rabatów jest dostępna tylko wtedy, gdy kilku moich znajomych z Facebooka w ciągu kilku dni przystąpi do programu). Nie wiem czy lubię, gdy bank wchodzi tak głęboko w moje przyzwyczajenia. Nie jest to jeszcze uczucie bycia zgwałconym, ale wstępna macanka z tym przystojniakiem, który czai się za rogiem, czyli z Nowym mBankiem, już przy okazji mOkazji była. Kto uważnie czytał blog, pamięta też inny przykład zahaczający o Big Data - opisywałem klienta Alior banku, którego wniosek o maluteńki debecik został odrzucony z powodu nie zapłaconego w terminie mandatu. I chyba słusznie, ale to przykład na to, że jeśli bank za dużo o nas wie, niekoniecznie wyjdzie nam to na zdrowie. Swój apetyt na wykorzystanie Big Data trochę na wyrost zdradził też ostatnio PKO BP. W USA banki zdradzają je od dawna, o czym też można było przeczytać w blogu.

Okazuje się, że mOkazje to tylko jeden z przykładów twórczego wykorzystania przez banki wiedzy o klientach w ramach koncepcji Big Data. Ale po publikacji w blogu i w "Gazecei Wyborczej" tekstów o Big Data zgłosili się do mnie przedstawiciele firm "rzeźbiących" w branży przetwarzania informacji - zarówno ci już pracujący z bankami, jak i ci dopiero liczący na to, że będą z nimi pracowali. Pierwsza z nich to krakowska firmy SalesManago, największy w kraju (i jeden z nielicznych w skali europejskiej) dostawca systemów do tzw. marketing automation. Ułatwiają one identyfikację, monitorowanie zachowania osób, które przeglądają daną stronę internetową oraz natychmiastową reakcję na ich aktywność (dotyczy to głównie już zarejestrowanych klientów, bo przypadkowych odwiedzających ten system nie obejmie). Na czym to polega? System ustala - zapewne na podstawie analizy "ciasteczek", czyli plików cookies, pozostawionych przez odwiedzającego - że na badanej stronie internetowej (np. stronie banku) pojawił się zarejestrowany klient (prawdopodobnie po adresie IP). A potem sprawdza czym ów obywatel się zainteresował. Jeśli np. wejdziesz na stronę banku i klikniesz ikonę "kredyt gotówkowy", to w ciągu kilku sekund system może wysłać do ciebie SMS-a lub e-maila z ofertą kredytu "tylko dla ciebie". Jeśli zatrzymasz się dłużej na podstronie poświęconej inwestycji, być może zadzwoni do ciebie ktoś z banku i zapyta, czy "przypadkiem" nie chciałbyś zainwestować w nowy fundusz inwestycyjny.

SalesMagano

Z systemu korzystają już dwa duże polskie banki, ale w SalesManago nie chcą powiedzieć które. Podobno trwają negocjacje z kolejnymi instytucjami finansowymi. Nie dziwię się, bo dzięki takiemu systemowi można znacznie zminimalizować ryzyko chybionego "ataku" marketingowego, np. wydzwaniania do klienta, który nie potrzebuje kredytu z ofertą. Wydzwania się tylko do tych, którym "udowodniono", że pałętał się po stronie internetowej i eksplorował sprawę kredytów. Marketing automation to na świecie żadna rocket science. Od 10 lat zyskuje na popularności w USA - niedawno największą tego typu firmę Eloqua przejął za miliard dolarów technologiczny gigant Oracle. Według firmy Raab Associates w 2013 r. amerykańskie firmy wydadzą na systemy tego typu pół miliarda dolarów.  W 2014 r. - już miliard. Prawdopodobnie z marketing automation korzysta połowa z listy największych firm w USA należących do pierwszej 500-tki magazynu Fortune. Z usług SalesManago korzysta już 400 polskich firm, takich jak organizator wycieczek Rainbow Tours, czy Jean Louis David. Firma pomaga zbierać dane dotyczące 5 mln konsumentów. Trzeba założyć, że wśród nich jest najmarniej kilkaset tysięcy klientów banków, którzy zapewne zastanawiają się: "skąd te ludziki z banków wiedzą, że właśnie myślę o wzięciu kredytu? Czytają w moich myślach?"

To niejedyny pomysł na wykorzystanie "ciasteczek" w służbie Big Data, którego "ofiarami" możemy paść w najbliższym czasie. Załóżmy, że w jednej, gigantycznej bazie danych udałoby się zebrać wszystkie "ciasteczka" ze wszystkich stron internetowych, posegregować je według numerów IP (czyli numerów identyfikujących konkretne urządzenia), to można byłoby o właścicielu danego urządzenia powiedzieć prawie wszystko - ile mniej więcej ma lat, czy jest mężczyzną, czy kobietą, gdzie mieszka, ile wydaje pieniędzy, czym się interesuje. Z kompleksowej analizy cookies można byłoby odczytać właściwie wszystko poza imieniem i nazwiskiem oraz dokładnym adresem posiadacza urządzenia (ale jego numer buta dałoby się już ustalić). I nad tym właśnie ambitnym zadaniem pracuje firma Cloud Technologies, która zarządza największą w Polsce bazą danych składającą się z "ciasteczek". Tą bazą danych ma zarządzać silnik behawioralny. Cloud Technologies monitoruje ponad 30.000 miejsc w internecie. Z pozyskanych w ten sposób cookies firma ma dane dotyczące 13 mln użytkowników sieci i zbudowała 7,7 mln profili zainteresowań ich posiadaczy - anonimowych, ale przecież fizycznie istniejących.

Nie z każdego pakietu cookies, dotyczącego konkretnego komputera, da się wyciągnąć jednoznaczne wnioski. Jeśli np. dany użytkownik wchodzi raz na stronę sklepu z pieluchami, a potem na strony z filmami erotycznymi, to trudno zbudować na tej podstawie sensowny profil. Albo z jednego komputera korzysta kilka osób, albo potrzeba więcej cookies. Na razie Cloud Technologie sprzedaje informacje o profilach użytkowników internetu (za służące do tworzenia tych profili cookies często płaci niemałe pieniądze posiadaczom popularnych domen) głównie agencjom reklamowym. Wiadomo: to w reklamie internetowej najłatwiej jest zmonetyzować wiedzę o zainteresowaniach osoby kryjącej się za konkretnym adresem e-mail lub IP komputera. Podobno "atak" e-marketingowy przeprowadzany w oparciu o zasoby Big Data jest trzy razy bardziej skuteczny, niż ten przeprowadzany "na ślepo". Cloud Technologies - wiem to na podstawie rozmów z przedstawicielami firmy - jest otwarty na współpracę z bankami. Gdyby więc jakiś bank odkupił od firmy pakiet profili zbudowanych na podstawie analizy "ciasteczek" i we własnym zakresie dopasował je do informacji, które już zgromadził od własnych klientów, też wykorzystując "ciasteczka"... to mógłby się dowiedzieć znacznie więcej o swoich klientach - nawet jeśli nie poznałby ich personaliów. Wiedziałby co robią poszczególne grupy klientów poza tym, co robią na jego stronie internetowej.

Big Data ma dwie twarze: tą brzydszą jest wykorzystywanie danych o klientach w taki sposób, by motywować ich do określonych zachowań, czyli kreowanie potrzeb, których klienci jeszcze nie mają. To właśnie to, co nazwałem, pisząc o mOkazjach, chodzeniem na krótkiej smyczy. Ta mniej zła twarz Big Data, to ułatwienie klientom dostępu do produktów finansowych. Czy jest coś złego w tym, że klient dostanie lepiej sprofilowaną ofertę, skrojoną na miarę? To zależy. CommonwealthBank of Australia, wykorzystując połączenie idei Big Data i bankowości mobilnej, wprowadził do oferty naprawdę innowacyjne kredyty hipoteczne.

Mobile Mortgage

Jeśli jego klient, przechodząc ulicą, zobaczy piękny dom wystawiony na sprzedaż, może wyjąć z kieszeni smartfona, zalogować się do banku, zrobić zdjęcie, a bank - połączony z bazą danych agencji nieruchomości - błyskawicznie przeanalizuje cenę domu i zdolność kredytową klienta. Po kilkudziesięciu sekundach na smartfon klienta przychodzi oferta kredytu na zakup tej konkretnej nieruchomości. To fajne i zarąbiste zastosowanie Big Data, na którym wygrywają wszyscy, a życie staje się łatwiejsze. Zastosowanie mniej fajne polega na tym, że dzięki wiedzy o kliencie bank może np. podnieść mu cenę kredytu (bo lepiej, czytaj: mniej korzystnie dla klienta, oszacuje jego ryzyko kredytowe) albo odmówić ubezpieczenia. W Wielkiej Brytanii można wykupić polisę OC i AC, która jest tańsza, ale pod warunkiem, że klient da sobie zainstalować w samochodzie specjalny rejestrator jego poczynań.

Big Data czas to pieniądz SAP

Przykładów jest więcej. Z informacji, które wygrzebał w necie mój redakcyjny kolega Paweł Górecki wynika, że np. JP Morgan Chase&Co. największy komercyjny bank w USA, zebrał do tej pory 1,5 mld rekordów danych o transakcjach klientów. Bank już od kilku lat łączy te zasoby z publicznie dostępnymi statystykami ekonomicznymi publikowanymi przez rząd USA, a narzędzia analityczne wyznaczają na tej podstawie trendy konsumenckie. Na ich podstawie bank zmienia swoją ofertę. Analizuje nie tylko dane transakcji bankowych i kartowych, ale też posty zamieszczane przez klientów na serwisach społecznościowych. Citi niedawno udostępnił  dane dotyczące grup klientów często kupujących odzież jednej z hiszpańskich firm odzieżowych, dzięki czemu mogła ona lepiej wybrać lokalizacje dla swoich nowych sklepów. W Polsce jest już firma pożyczkowa Wonga.com, która w Wielkiej Brytanii standardowo prześwietla chętnych na swoje pożyczki, sprawdzając ich aktywność w serwisach społecznościowych. Jest w stanie to robić tak szybko, że w przypadku pozytywnej weryfikacji (żadnych nagich fotek na Fejsie!) kasę - oczywiście wysoko oprocentowaną - dowiezie w kwadrans.

Oczywiście wszystko to są pieszczoty w porównaniu z praniem naszej prywatności, które odbywa się w Google, Facebooku, czy Amazonie. Razem z Pawłem Góreckim piszemy dziś w "Wyborczej" o tym, że algorytmy polecają klientom Amazona produkty dopasowane do ich upodobań Facebook wykorzystuje narzędzia do analizy treści zamieszczanych na tym portalu po to by dopasować do nich odpowiednie reklamy. Podobnie działa Google. Użytkownicy poczty gmail otrzymują reklamy bezpośrednio związane z treścią ich e-maili. Facebook zawarł niedawno umowę partnerską z firmą Acxiom, działającą w USA, Europie (także w Polsce), Azji i Ameryce Południowej. Firma wykorzystuje informacje takie jak wiek płeć, marka i wiek samochodu, dochody, wykształcenie i kod pocztowy by umieszczać konkretne osoby w jednej z 70 kategorii konsumenckich, o określonych przyzwyczajeniach i nawykach. Bankom w tej dziedzinie jeszcze daleko do gigantów z branży internetowej. Ale - na przykładach mOkazji, SalesManago, czy Cloud Technologies możecie się przekonać, że nasze banki w dziedzinie "inwigilacji" klientów - lub po prostu analizowania danych na ich temat - nie są jakoś specjalnie zapuszczone. O czym wkrótce przekonamy się na własnej skórze. Ciekawe czy będzie bolało ;-)

Big Data czas to pieniądz

"SUBIEKTYWNIE O FINANSACH" NA FACEBOOKU I TWITTERZE. Teksty, które czytacie w blogu to tylko część spostrzeżeń o finansach osobistych, które każdego dnia powstają pod marką "Subiektywnie o finansach". Na stronie blogu w Facebooku codziennie znajdziecie liczne ciekawostki i zapiski na marginesie blogonotek. Od niedawna blog ma także swoją stronę na Twitterze. Jeśli chcecie ze mną podyskutować, pokłócić się, bądź tylko delikatnie się nie zgodzić, to za pomocą Facebooka i Twittera będzie to zdecydowanie najłatwiejsze. Tych, którzy wolą kłócić się przez tradycyjny e-mail zapraszam na maciej.samcik (at) gazeta.pl

Subiektywnie Facebook

NADRABIAJ ZALEGŁOŚCI Z DŁUGIEGO WEEKENDU! Jeśli na Wielką Majówkę wyjechałeś do leśnej głuszy, gdzie nie było zasięgu lub udałeś się "na krańce świata", by sprzedawać tambylcom termity razem z Szymonem Majewskim, to pewnie umknęły Ci świąteczne wpisy w blogu "Subiektywnie o Finansach". 1 maja zastanawiałem się ile wynosi przeciętna cena godziny pracy w Polsce. Wyszło niestety więcej, niż dostaje do ręki duża część z nas... 3 maja w blogu było o cudzie niepamięci, czyli o tym jak uzyskać pewność, że bank nie będzie używał naszych danych w przyszłości, kiedy już zerwiemy z nim święty węzeł małżeński? Zaś 5 maja pisałem o banku, który kazał klientowi grać ws rosyjską ruletkę, pocieszając że wszystkie naboje są ślepe ;-) Po tym tekście odezwali się do mnie nawet miłośnicy broni palnej. Napisali, że ślepakiem też można sobie zrobić kuku ;-).

MASZ PROBLEM Z BANKIEM? ROZWIĄZANIA POSZUKAJ W BLOGU! Strona "Subiektywnie o finansach" jest jednym z najpopularniejszych w internecie miejsc spotkań ludzi zainteresowanych finansami osobistymi. Jeśli masz problem z bankiem, firmą ubezpieczeniową, albo inną instytucją finansową, to jest spora szansa, że była już o tym dyskusja w blogu. Sprawdź listę spraw, które udało nam się wspólnie załatwić, dowiedz się jak napisać reklamację do banku, przeczytaj jak inni czytelnicy skutecznie walczą o swoje prawa. I sprawdź jakie prowizje pobiera autor blogu za swoje usługi ;-)  

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 13 maja 2013 08:04

Polecane wpisy

Trackback

  • Co o mnie wie nbsp firma? z „ Marketing B2B” datowany na 2013/05/15 17:06:58:

    Źródło zdjęcia: Flickr.com licencja Czy zastanawiałeś się, czy Twój potencjalny klient może zadawać sobie tego typu pytanie, wahając się, czy wypełnić Twój formularz rejestracyjny czyli: punkt konwersji ? Tym razem impulsem do wpisu na blogu jest ...

  • Jak zapanować nad Small nbsp Data? z „ Marketing B2B” datowany na 2013/05/23 11:30:30:

    Zanim pomyślisz od BIG DATA, zastanów się czy integrujesz i racjonalnie wykorzystujesz dane o kontaktach z twoimi klientami w istniejących kanałach komunikacji.

Komentarze

Dodaj komentarz

  • stajnik napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 08:52:38:

    Wpis ciekawy- czyli jak (prawie) zawsze ale dlaczego używa Pan dziwoląga językowego"zmonetyzować"?

    Nie da się po polsku?
    Można przecież spieniężyć, zarobić, wzbogacić się na czymś.

  • tgbygv napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 09:11:22:

    Przepraszam, że tak z grubej rury, ale ten wpis to straszne bzdury są. Po pierwsze nie da się zgromadzić plików cookie w jednym miejscu. Po drugię to nie jest tak, że każdy może je odczytać z naszego komputera. Może je jedynie odczytać właściciel czyli konkretna domena. Przykład: wchodzę na stronę www.gazeta.pl ta strona zostawia cookie to nie oznacza że strona www.google.pl może to cookie odczytać, może to zrobić tylko www.gazeta.pl i wszystkie jej podstrony.
    Dlatego twórcy czasami stosują taki zabieg, że wstawiają jakiś obrazek z innej domeny np. facebook.pl który zapisuję ciacho i w ten sposób można śledzić użytkownika, ale w każdej współczesnej przeglądarce można to wyłączyć nazywa się to cros-cookie (w Firefox Akceptuj ciasta z innych witryn niż odwiedzane) to znaczy że przeglądarka będąc na stronie www.gazeta.pl nie pozwoli zapisać ciastka z facebook.
    Po trzecie IP w Polsce mało kto ma stałe, na ogół przy każdym połączeniu jest zmieniane, po za tym większość komputerów jest za NATem to znaczy że po jednym adresem IP może być 10,100 a nawet 1000 komputerów.

    Nie wiem dlaczego tak się teraz wszystkich straszy ciastkami, stąd ta durna ustawa przez którą na każdej stronie jest ostrzeżenie, którego i tak nikt nie czyta.

    Cały Big Data opiera się na tym że ludzie sami podaj informacje w internecie czyli Twiter, facebook lub napisanie komentarza w blox.pl. Ale osoby które dbają o swoja prywatność czyli nie mają kont w stronach społecznościowych są bezpieczni.

  • mpanowicz napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 09:22:37:

    Panie Redaktorze! Panu się wszystko kojarzy..... z bankami :-P

    Podczas gdy ten artykuł w swej esencji opisuje mechanizmy biznesu reklamy internetowej - drugiej po telewizji odnogi dotarcia firm i marek do konsumentow, a dla konsumentow sposobu na posiadanie wyboru pomiedzy produktami i uslugami. Nawet w Polsce! internet jest juz większy od prasy drukowanej i radia. Za parę lat przegoni telewizję.

    Ten artykuł jest spóźniony o jakieś dwie dekady. Nie trzeba i moim zdaniem nie powinno się o tym pisać w tonie sensacji. Oraz w dość mylacym terminie Bog Data - bo z definicja zakreslona w artykule pod tym terminem mozna zmiescic wszystko.

    Zanim skojarzymy Big Data z finansami zadajmy sobie pytanie jak działaja serwisy, z których codziennie korzystamy: portale (Onet, WP, Yahoo) wyszukiwarki (Google, Bing) sklepy (Allegro, Amazon, Merlin) popularne usługi (Gmail, Kwejk, Sciaga.pl) sieci firmowe (nasza "prywatna" poczta na kontach firmowych, oraz prywatna przechodzaca przez firmowe sieci, nasz browsing internetu w pracy) wszedzie gdzie widzimy chic jeden banner reklamowy, a nawet tam gdzie ich nie widac. Pytanie - a jak zarabia na siebie internetowe wydanie Gazeta.pl - przeciez wlasnie z targetowanej reklamy!!! Moge jako reklamowdawca dobrac sobie nie tylko strony tematyczne (gdzie wiem ze jest specyficzna publicznosc, ale rowniez po zawartosci ciasteczek ;-) ) itd itp

    Byloby swietne gdyby w subiektywizmie pojawilo sie troche obiektywnej oceny i kontekstu. Internet rozwinal sie glownie dzieki bezplatnym uslugom, z ktorych kochamy korzystac, a ktore zarabiaja na siebie dzieki reklamoe wlasnie. Sama reklama nie jest przeciez niczym zlym - jest naszym fundamentalnyn konsumenckim prawem wyboru. 30 lat temu nie bylo reklamy ale w sklepie byla tylko jedno maslo i jeden Ptys - o ile byl.

    W kazdym systemie sa plusy i minusy. W telewizji bez abonamentu moze i nie ma ciasteczek, ale na 2 h filmu jest jakas 1 h reklam - wiekszosc to produkty ktore nie sa dla nas. Ta jedna stracona godzine, ktora pozwala nam obejrzec po raz kolejny Szklana Pułapke, nalezy pomnozyc przez miliony widzow kazdego wieczora. Tez chyba nie jest idealnie....

    Umieszczenie tej analizy w kontekscie bardzo jest potrzebne Panie Redaktorze. Innaczej bedzie troche wiecej dezinformacji niz informacji.

  • dzemeuksis napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 09:41:39:

    @tgbygv

    Przymknijmy oko na niuanse technologiczne i wówczas to będzie bardzo wartościowy wpis. ;) Myślę, że dla idei stojącej za tą notką nie jest istotne "jak", ale "co" się dzieje. A że się dzieje, to nie wątpię, bo nie mam powodu podważać informacji pana Samcika odnośnie wykorzystania danych klientów.

  • krzepki1 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 10:16:25:

    No dobra, a może ktoś polecić jakieś narzędzia zapewniające większą anonimowość i pozwalające oszukać roboty szpiegujące? Jest TOR, ale to niesamowity zamulacz, może coś innego?

  • divak2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 12:03:30:

    Ech, już widzę jak jadę na stację benzynową "Kogucik" żeby zatankować mojego przekombinowanego common-raila, dlatego że dostałem reklamę na telefon i 15% rabatu. Po prostu jak potrzebuję zatankować to zatrzymuję się na pierwszej napotkanej stacji, po której można się spodziewać że nie sprzedaje zlewek z frytkownicy, i leję zazwyczaj do pełna. Generalnie na jednym litrze paliwa przejeżdżam po mieście jakieś 10km. Czyli że wyprawa klika km na stację X w celu zyskania np. 10zł przy tankowaniu samochodu osobowego kończy się maksymalnie zyskiem wysokości jednego browara, szkoda sobie głowę zawracać. Nie mówiąc już o tym że tankując świństwo można doprowadzić do uszkodzenia silnika, koszt naprawy którego trzeba potem odrabiać tankując "taniej" przez pół miliona kilometrów. Kwestia świadomego robienia zakupów.

    @krzepki1

    TOR w ogóle nie zabezpiecza przed śledzeniem takim jak opisane. TOR ukrywa Twój numer IP. Natomiast pliki cookie są ustawiane przez przeglądarkę niezależnie od tego, czy tunelujesz się przez Chiny, czy łączysz się bezpośrednio. Jedyne co można na szybko poradzić to jest usuwanie cookies i [a="niebezpiecznik.pl/post/grozne-ciasteczka-flashowe/]flash cookies[/a] przed wejściem na stronę np. banku czy innego wielkiego brata. Wtedy ciężko mu będzie budować Twój profil.

  • endrju76 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 12:05:12:

    Jako że niedawno byłem na spotkaniu z przedstawicielami firm od BigData - osoby bezpośrednio zaangażowane a technikalia mówiły jedno: jest problem. Duży problem.

    Problem jest TYLKO z jednym - z przetworzeniem gigantycznej (mówiono o zetta-bajtach) ilości informacji do przetworzenia. To nie jest tak, że nie wiadomo jak do tego podejśc, że nie ma miejsca na gromadzenie czy nie wiadomo jakim algorytmem to traktować. To już wiadomo od dawna. Ale jak się weźmie te wszystkie informacje którymi dzielimy się na facebooku, dane które wypływają ze smartfonów-szpiegofonów (geolokalizacja, historia internetowa itp) plus banki, sklepy i donosy ze skarbówki, to jedynie kwestia zebrania tego do kupy.

  • divak2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 12:06:41:

    link do flash cookies jeszcze raz niebezpiecznik.pl/post/grozne-ciasteczka-flashowe/

  • h2ols napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 13:18:33:

    z przykroscia stwierdzam, ze caly ten artykul to pier#.... jest proste rozwiazanie: brak polskiego konta, nie uzywac szajsu w stylu FB, dobrze skonfigurowane blokery, do tego przegladarka ustawiona na blokade sledzenia, plus TOR i moga mnie w tylek cmoknac ze swoim big data...
    caly ten szum oparty jest, podobnie jak media typu FB, na skonczonych idiotach, ktorzy nie potrafia zarzadzac swoja prywatnoscia, tylko podniecaja sie na darmowe uzytkowanie ochlapow 2.0.

  • h2ols napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 13:21:22:

    ps wiekszym problemem jest to o czym pisal jakis czas temu w ppaierowej GW Wojtek Orlinski: lamanie konstytucyjnych praw min. przez zczytywanie e-maili przez booty - tajemnica korespondencji np. na gmail to fikcja :)

  • mazur_krzysztof napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 14:40:56:

    A skąd wiadomo, że ludzie tego nie chcą?

    PS.
    Proponuję neologizm: zbanknotyzować.
    Monet już nikt nie chce.

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 17:59:57:

    Sczytywanie emaili wbrew konstytucji i prawom wielu krajow to juz dawno jest - vide systemy amerykanskie pokroju Echelona. Zreszta odwiedzcie sobie muzeum NSA, gdzie tam "wystawa z lat 80" pokazuja macierze o pojemnosci 1 TB. Pogloski o tym, ze oni sa w stanie zrzucic "caly Internet"(przynajmniej tekstowy) na 2 tygodnie we wlasny bufor moga byc prawdziwe.

    ------------------
    Co do "big data" - takie systemy sa lakomym kaskiem, ale moga sie na nich troche przejechac. Po pierwsze adres IP kompletnie nie identyfikuje konkretnego urzadzenia - wiele z nich jest zmienne. Zreszta Wikipedia kiedys sie podobno na tym "zawiodla" bo po zlamaniu ich regul i spamowaniu odcieli jedno IP i okazalo sie, ze tym samym odcieli mozliwosc edycji calemu krajowi.

    Poza tym musza pamietac o tym, ze ludzie czasem uzywaja tego samego adresu, wciaz wielu tego samego domowego komputera. Po druge zas nie do konca da sie okreslic taka plec etc. (dlatego probuja bawic sie w Chinczykow i naciskaja na identyfikacje po "dowodach osobistych"/prawach jazdy(id card) czy wrecz twarzy(jak ten skandal na twarzoksiazce).

    Przykladowo - jesli z danego adresu ip uzytkownik wpisuje "co kupic dla swojej dziewczyny", albo "szukam dziewczyny" - wcale nie oznacza, ze jest facetem, rownie dobrze moze byc lesbijka, albo biseksualna dziewczyna, albo sie tylko bawi. Portale to jeszcze zabawniejsza sprawa - samych nazwisk, a nawet jak ludzie podpisuja sie imieniem i nazwiskiem moze byc tysiace. Jak wtedy wyluskac, ze np. 40 letni facet "John Smith" grajacy w lokalnej orkiestrze ma inne zapatrywania produktowe niz 40 letni "John Smith" byly kierowca rajdowy - profile moga zawierac te same zainteresowania dotyczace np aut, nie piszac o braku rozroznienia wpisow podpisanych imieniem i nazwiskiem.

    To juz nie sa zarty - bo jak firma kogos zatrudnia to teraz czesto wpisuje jego imie i nazwisko. Wystarczy, ze facetowi od HR nie spodoba sie wypowiedz czlowieka ktorego w zyciu taki "John Smith" nie spotkal, a mial pecha ze podobnie sie nazywal. Baa podobno Waldemar Milewicz zginal, bo ktos wzial jego dziennikarstwo za przykrywke, a celem byl Milewicz, od jakies spolki z bronia, ktory mogl sie komus tam narazic.

    Banki zapominaja o jakosci obslugi klienta, a big data w sposob podany (raczej wtedy "medium data" albo "on demand data") czyli na zadanie np. wycena kredytowa nieruchomosc moze byc jedynym dobrym sposobem na pozyskanie klienta. Bo szybka wycena przez specjalistyczny program jest tania i dostepna dla kazdego, w przeciwienstwie do np. telefonu i polaczania z prawdziwym private bankingiem, ktory z zalozenai ma ograniczona liczbe konsultantow.

    Zreszta to dotyczy wszystkiego - tlumacz Googla najlepszy nie jest, ale ile osob stac na tlumacza?

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 18:05:22:

    @h2ols
    Nie zauwazasz tylko groznego precedensu - np. jak z tym OC w UK, gdzie MUSISZ wziasc urzadzenie sledzace jesli chcesz miec tansze OC.

    Placac gotowka za metro w Londynie omijasz potrzebe zakupu karty i sledzenia na bramkach chocby jej numeru(choc sledza Ciebie kamerami po twarzy) - ale w tej chwili nikt prawie nie placic gotowka bo bilet kosztuje wtedy 100% wiecej.

    Moze sie okazac, ze bez profilu na FB, istnienia w ciastkach nikt nie udzieli Ci kredytu, nie zalozy konta, nie kupisz tanszego biletu lotniczego(poza ultra-drogimi) etc. Powinno byc ustawowo zakazane odmawianie swiadczenia uslug bez posiadania tel.komorkowego i profilu etc....

    Ja np. nie lubie uzywac komorki i naprawde irytuje mnie zadanie podania numeru telefonu. Nawet w miejskich automatycznych wypozyczalniach rowerowych chca go, choc trzeba dodatkowo posiadac i tak weryfikacje danych przez konto czy karte.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 21:27:38:

    Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Michała Panowicza pragnę uspokoić, że nie wszystko kojarzy mi się z bankami. Są niestety rzeczy, które kojarzą mi się z nagimi kobietami ;-). Co - zdaniem niektórych - jest nawet jeszcze gorsze ;-).
    Zgadzam się, że mechanizm analizy danych w sieci i przekuwania tego na pieniądz brzęczący jest "ogólnointernetowy" i mam wrażenie, że właściwie to nakreśliłem w dwóch tekstach, które były dziś w GW. Blog jest poświęcony wyłącznie tematyce finansowej, stąd przegięcie w tym kierunku.
    Czy tekst jest spóźniony o dwie dekady? Cóż, to właśnie teraz powstał pierwszy program rabatowy, bazujący na analizie wiedzy o każdym kliencie z osobna. A więc... sądzę, że to jest właściwy moment. Kilka osób w GW też tak uważało, skoro wzięto go na cover magazynu gospodarczego i czołówkę gazety...
    Bardzo chętnie napisałbym ten tekst już dwie dekady temu, kiedy też był jego czas, ale wtedy prawdopodobnie zajmowałem się graniem w cegiełki na ZX Spectrum ;-).
    Pozdrawiam!

  • dobry-temat napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/13 22:10:00:

    Bardzo dobry tekst miedzy-slupkami.blogspot.com/2013/05/umar-krol-niech-zyje-krol.html

  • 4inwestor napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/14 07:46:38:

    Zawsze czyszczę ciasteczka wraz z historią przeglądarki. Bywa że XX razy dziennie. Nie wiem czy słusznie ale raczej dla czystej przeglądarki.

    A może tak osobny komputer tylko do banków? 90% którzy nie dbają o swoje finanse mają jedno konto w jednym banku może to nie normalne, ale już posiadanie sporych oszczędności, kilkunastu banków, jakiś obliczeń w excelu, wyszukiwanie premii i daje to sens. Czytałem kiedyś ebooka w którym gość od wygranych loteriowych miał osobny netbook tylko do na nasze obstawiania np. lotto. I stanowczo zalecał zakup aby wygrywać.

  • mcumber napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/15 14:42:36:

    Apropo tego artykułu to wciąż zachodzę w głowę, jak to się dzieje, że czytam o banku R tu na blogu, po czym klikam na wyborcza.biz a tam reklamy tego banku R. Też to sprytnie "wasi" informatycy wymyślili. ;)

  • lidka3663 napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/04 18:40:02:

    Prosiłabym na przyszłość dawać na koniec słowniczek trudniejszych terminów, np. "Rocket science".

  • l.nawrocki napisał(a) komentarz datowany na 2017/06/02 14:39:44:

    Ciekawy artykuł, ale momentami za dużo specjalistycznego słownictwa.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line