Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 12 lipca 2013

Kupił mieszkania "pod wynajem" za kredyt we frankach. Bankrutuje. Co robić?

Pisałem niedawno w blogu o tym, że mamy ćwierć miliona potencjalnych bankrutów, czyli osób zadłużonych po uszy w walutach obcych. Nie da się ukryć, że wśród nich są bankruci nie tylko potencjalni, ale najzupełniej faktyczni. Dziś w blogu przypadek szczególny, czyli katastrofa człowieka, który zagrał w kasynie walutowym i przegrał wszystko. Dziś domaga się od banków-kredytodawców łaski. Banki łaskę okazują, ale nie w takiej skali, jak oczekuje nasz bohater. Kto ma rację? Posłuchajcie tej historii i oceńcie sami. "Sytuacja jest typowa, bo kredyt we franku, i nietypowa, bo kredyt duży i już tak mało mamy do stracenia... a banki zamykają oczy na tę rzeczywistość" - pisze pan Jarosław. Stan inwentarza: trzy mieszkania, wszystkie na kredyt. Dwa zadłużone w Getinie, jedno z kredytem w BGŻ. Wszystkie z siedmioletnią historią kredytowania. Miejsce akcji: samo centrum Opola, miasta może niezbyt szybko rozwijającego się, ale stabilnego ekonomicznie, m.in. dzięki studentom i absolwentom (w okolicy jest kilka uczelni) oraz branży energetycznej

Pan Jarek postanowił w 2006 r. ukręcić na tym biznes. "Studenci potrzebują pokojów, a centrum jest dla nich atrakcyjne. Wydawało mi się, że to dobra okazja do zainwestowania w mieszkania pod wynajem. Z organizacyjnym buforem bezpieczeństwa w postaci rodziny na miejscu, która może od czasu do czasu pomóc w opiece nad mieszkaniami. Traktowaliśmy kupno mieszkań jako inwestycję, która po 5-10 latach wynajmowania powinna zacząć "nadpłacać" kredyty zaciągnięte wyjściowo na 25-30 lat" - opowiada czytelnik. Ale, niestety, zdarzyło się nieszczęście. Banki sprzedały panu Jarkowi kredyty we frankach, argumentując, że to będzie bardziej opłacalne, niż kredyty w złotych, a równie bezpieczne. Kredyt we frankach dawał większą zdolność kredytową, niż złotowy, czyli sprzedawcy mogli na tym więcej zarobić, bank udzielić wyższego kredytu (a więc też więcej zarobić), a klient - kupić pod wynajem trzy mieszkania zamiast dwóch. I też w przyszłości zarabiać. To była piękna wizja dla wszystkich stron interesu, choć niestety zakładająca, że frank szwajcarski już zawsze będzie kosztował 2 zł. A nawet jak czasem wyskoczy na wakacje do 3 zł, to potem wróci do 2,5 zł i tam już zostanie.

Niestety, okazało się, że w kasynie walutowym nie zawsze się wygrywa. "Kiedy cena franka zaczynała nas "zatapiać" na dobre, czyli jakieś dwa lata temu, złożyliśmy w bankach wnioski o przedłużenie okresu kredytowania, karencje w spłacie itp. W obu bankach odmówiono nam restrukturyzacji, jako powód podając, że płacimy raty regularnie, więc nie ma powodu do zmiany harmonogramu. Pani z oddziału w Getin Banku po kilku moich telefonach udzieliła dobrej rady, że trzeba po prostu nie płacić w ogóle rat przez trzy miesiące, by mieć szanse na rozmowę w sprawie restrukturyzacji.  W tamtym czasie mieliśmy już długi w związku z czynszami, rachunkami za prąd i gaz, więc przekierowaliśmy pieniądze na spłatę tamtych długów, "odpuszczając" kredyty. Wtedy banki rzeczywiście zaczęły się odzywać" - opowiada pan Jarosław. Proponowane ugody były jednak - zdaniem czytelnika - korzyścią pozorną, bo dawały np. kilka miesięcy karencji w spłacie rat kapitałowych, co nie rozwiązywało coraz trudniejszej sytuacji, wynikającej ze zmiany ceny franka szwajcarskiego oraz spadku wartości rynkowej mieszkań.

Dziś sytuacja pana Jarosława jest taka, że ma trzy mieszkania sfinansowane na kredyt, których wartość stanowi 30-50% wartości zadłużenia. A więc nawet gdyby bank przyszedł i zabrał mieszkania, problem gigantycznego długu nie zostałby załatwiony. Początkowo banki udzieliły dwóch kredytów po 300.000 zł i jednego o wartości 220.000 zł, czyli w sumie 820.000 zł. Dziś w sumie zadłużenie dochodzi do 1,35 mln zł i nie spada, zaś pozostały majątek pana Jarosława dość szybko zbliża się do osiągnięcia wartości "zero", głównie wskutek walki klienta o utrzymanie się na powierzchni i spłacania przynajmniej części długów. Przychody z najmu (dość intesywnego) nie pokrywają nawet raty banku, a przecież dochodzi jeszcze czynsz i inne koszty. A więc nasze zarobki z mieszkań są ujemne... Pan Jarek twierdzi, że w tej sytuacji w interesie banków byłoby udzielić mu jakiegoś wsparcia, bo z każdym miesiącem tonie coraz bardziej, a jak całkiem utonie, czyli straci możliwość osiągania jakichkoleirk dochodów, to banki też zostaną na lodzie, bo będą musiały spisać na straty większość udzielonych kredytów.

"Bank BGŻ zaproponował płacenie przez trzy lata połowy raty. A potem zobaczą i ocenią sytuację. Nie podoba nam się to i odrzuciliśmy ofertę. Prosiliśmy bank o rozwiązanie długookresowe i kompleksowe, adekwatne do problemu. A to było chwilowe "schowajmy głowę w piasek, przeczekajmy i zobaczymy co będzie za trzy lata". Z kolei Getin zaproponował płacenie połowy raty przez rok plus wydłużenie okresu kredytowania, co po prostym przeliczeniu wydaje się propozycją pracy za darmo do emerytury na korzyść banku, bez gwarancji jakiejkolwiek poprawy sytuacji. Tę ofertę też odrzuciliśmy". Pan Jarek uważa, że przy takich warunkach bardziej, niż ugoda, opłaci mu się windykacja całego majątku. Zostanie bez mieszkań i bez grosza przy duszy, ale przynajmniej z jako-takim minimum socjalnym (bo komornik nie może zabrać całości wynagrodzenia, musi zostawić kwotę wolna od zajęcia). "W tej chwili też żyjemy na minimum, zarabiając więcej, ale prawie wszystko pochłaniają i tak spłaty długów" - konstatuje mój czytelnik i chyba ma trochę racji. Oczywiście: w takim przypadku trzeba się też pogodzić z tym, że komornik będzie wisiał panu Jarkowi nad głową do końca jego życia. Nieprędko bowiem uda się spłacić jakieś 600.000 zł długu, pozostałego po oddaniu bankom mieszkań.

Można kombinować, pracować "na czarno", a komornikowi wykazywać tylko część dochodów, ale to prędzej czy później pewnie wyjdzie na jaw i trzeba będzie zapłacić karę. Można też wyjechać za granicę i liczyć na zarobienie dużej kasy, która pozwoli spłacić długi przed emeryturą. Ale smutna konstatacja jest taka, że w tej sytuacji egzekucja komornicza wydaje się relatywnie "bezpiecznym" rozwiązaniem. Czy klient ma rację, zgłaszając pretensje, że banki nie chcą np. obniżyć mu o połowę rat na kolejnych 10-15 lat, a tylko na rok lub trzy? Wydaje mi się, że nie. Szczerze pisząc uważam, że rozwiązanie proponowane przez BGŻ jest bardzo dużym ukłonem w kierunku czytelnika. Nie znam zbyt wielu przypadków, w których banki dają aż trzy lata oddechu. Getin rzeczywiście się nie popisał i zapoponował rozwiązanie, które tylko pogłębiłoby problem klienta. Tym niemniej trudno oczekiwać od banków trwałego opuszczenia rat o połowę, bo to po prostu nie daje żadnych szans na spłetę kredytu w całości. Wychodzi więc na to samo, co w przypadku windykacji kredytu, zabrania klientowi mieszkań, sprzedania ich i wejścia mu na pensję.

A więc windykacja? Spróbujmy jednak zastanowić się jaka mogłaby być alternatywa? Czy istnieje jakieś "ofensywne" zachowanie klienta, które dawałoby szansę na wyjście z długów w przewidywalnym horyzoncie czasowym? Jeśli macie jakieś pomysły - piszcie. Mój pomysł jest następujący: skoro klient kupił mieszkania w celu inwestycyjnym, a koszty ich finansowania przekraczają przychody z wynajmu, to chyba przede wszystkim trzeba ciąć straty - a więc dogadać się z bankiem w taki sposób, by przejął mieszkania (przynajmniej dwa z trzech), a resztę pozostałego długu w pewnej części umorzył, a w pewnej - zamienił na kredyt długoterminowy, nie zabezpieczony hipotecznie. Potem niestety trzeba pójść do pracy i spłacać w pocie czoła to, co jest do spłacenia. Nie wiem czy choćby jeden z dwóch banków zgodziłby się na to, ale można byłoby choć spróbować. Wyjście numer dwa: namówić jeden z banków na możliwie duże obniżenie rat przez możłiwie długi okres (sądzę, że trzy-cztery lata to maks tego, co można próbować wynegocjować), a uzyskane w ten sposób pieniądze ładować w drugi kredyt, by przez te trzy-cztery lata spłacić możliwie jak największą jego część. Potem, kiedy "ulga" w tym drugim banku się skończy, trzeba poprosić o ponowne wydłużenie tego mocno nadpłaconego kredytu, by zbić jego ratę jak tylko się da.

W efekcie mamy wciąż dwa kredyty, ale jeden z nich ma znacznie niższą ratę, niż poprzednio. I pojawia się szansa na zrównoważenie domowego budżetu. Czy pan Jarek ma szansę na zastosowanie jednego z tych rozwiązań? Cóż, sądząc po propozycji BGŻ nie jest to niemożliwe. Redukcja zadłużenia to mniej prawdopodobny wariant, ale z drugiej strony... chyba lepszy, niż windykowanie klienta przez komornika i wystawianie mieszkania na licytację. "Wydaje mi się, że banki są tak samo winne, jak my podjęcia złej decyzji o wzięciu kredytu we franku (jako specjaliści od finansów może moralnie nawet bardziej). Dbając o własny finansowy interes powinni wziąć na siebie częsć obciążeń wynikających z tak nietrafnej decyzji, aby nam, klientom, się ekonomicznie opłacało dociągnąć te kredyty do końca. Czy bank nie może założyć sobie częściowej straty, aby klientowi opłacało się spłacić np. 70% długu plus odsetki?" - pyta pan Jarek. Pewnie może, ale jak by to podziałało na tych klientów, którzy też nie mają łatwo, ale nie dość, że mieli swego czasu więcej oleju w głowie, by nie zadłużać się ponad miarę, to jeszcze zagryzają teraz zęby i spłacają wszystko, co do jednego zaplutego grosza? Cóż, zawsze jest też opcja pójścia do sądu i próby zrzucenia odpowiedzialności za wciśnięcie ryzykownego kredytu na bank... Mówimy tu o strategii pt. pocałujcie wy mnie banki w dupę ;-)

Jeśli macie kredyt walutowy, to pamiętajcie jeszcze o jednym. Gdy wpadniecie w tarapaty finansowe i nie będziecie w stanie spłacać w terminie rat, to może spotkać Was coś znacznie gorszego, niż kogoś, kto miałby taki sam kredyt w złotych. Bank może nie tylko Wam ten kredyt wypowiedzieć, ale i przewalutować go na złote. A to oznacza, że Wasz dług skokowo rośnie nawet o kilkaset tysięcy złotych. Warto zrobić wszystko, by do tego nie doprowadzić. Szybciej reagować, lepiej dogadywać się z bankiem, nie pokpić żadnego problemu ze spłatą kredytu. Zbyt wiele jest do stracenia, gdyby doszło do wypowiedzenia umowy kredytowej przez bank. Jedna z moich czytelniczek, pani Iwona, zderzyła się z tym problemem trochę na własne życzenie. "Płaciłam regularnie raty dopóki bank nie pobrał sobie dodatkowe 2600 zł z mojego konta z tytułu ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. Nie wiedziałam o tym i ciągnął się za mną ten "ekstra-dług" jeszcze przez wiele miesięcy. Potem zaczęłam wpłacać niższe raty, niż powinnam., ale wpłacałam .Chodziłam do banku prosząc o cierpliwość i obiecując, że jak tylko sytuacja u mnie się poprawi, to zaraz wszystko wyrównam. Po pół roku usłyszałam w banku, że nie mamy już o czym rozmawiać..." - pisze pani Iwona.

Kredyt jest z 2008 r. w kwocie 245.470 zł, we frankach szwajcarskich. A właściwie był, bo pani Iwona dostała już pismo z informacją, że do zapłaty, w ramach hipoteki kaucyjnej, jest 377.110 zl. Oczywiście płatne od razu, w ciągu siedmiu dni. Nieźle, prawda? "Byłam z tą sprawą u prawnika ,ale stwierdził, że to jest zgodne z prawem" - mówi pani Iwona. Dodatkowo firma ubezpieczeniowa dopomina się od niej wpłaty z tytułu niskiego wkładu własnego - 62.167 zł. "Kiedy poprosiłam bank o pokazanie polisy, to stwierdzono,  że jest tajemnica bankowa, układ między bankiem a ubezpieczycielem" - żali się czytelniczka. Widać więc, że posypało się na całego. Nie dość, że bank zażądał zwrotu kasy, nie dość, że przewalutował kredyt, to jeszcze firma ubezpieczająca niski wkład własny poszła na całość i zażądała zwrotu tej części kredytu, którą pokryje żądania banku. Brak komunikacji z bankiem, chowanie pod poduszkę monitów, które zapewne bank przesyłał, nie odbieranie telefonów z działu windykacji - czytelniczka musiała sporo nagrzeszyć, skoro bank wypowiedział jej kredyt. Relacjonuję Wam tę historię ku przestrodze.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 12 lipca 2013 08:24

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • rimorajr napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 08:47:57:

    Sprawa pana Jarka z Opola jest prześmieszna. Wiadomo, że banki nie są instytucjami charytatywnymi i nie chcą "robić dobrze klientowi" ale sobie. Skoro facet nabrał kredytów i nie może ich spłacać to jego problem. O tym trzeba było myśleć w momencie zawierania umów kredytowych we frankach. Każdy ma prawo do podejmowania jakichkolwiek decyzji dotyczących swojego życia i pieniędzy, zarówno dobrych jak i złych oraz ponoszenia ich konsekwencji.
    W sumie zabawne jest jak ludzie zadłużając się na setki tysięcy i wiążąc się z bankiem umową na dożywocie nie zadają sobie trudu aby zasięgnąć opinii z innego źródła (czy choćby poczytać na ten temat) i wierzą we wszystko co im powie konsultant w banku. A potem się dziwią, że pan/pani z banku wpuścili ich w taki kanał "a byli przecież tacy mili i wydawali się tacy kompetentni" :)

  • infobroker24 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 09:01:46:

    No cóż, skoro Czytelnik z Opola tak bardzo chciał być bogatym ojcem, to niech teraz idzie do Kiyoaskiego po jakąś radę. Współczuję po ludzku, miał jakiś pomysł na biznes, ale nie wyszło. Może zgubiła go pazerność? Kredyt na 25-20 lat, miał się spłacić po 10.

  • elnino-pl napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 09:22:09:

    Swoją drogą - na jakiej podstawie ubezpieczyciel żądał zwrotu 80k? Na czym w takim razie polega ubezpieczenie niskiego wkładu? Chodzi o opłatę za to, że z dłużnikiem będzie się użerał ubezpieczyciel,a nie bank?

  • elnino-pl napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 09:22:25:

    Swoją drogą - na jakiej podstawie ubezpieczyciel żądał zwrotu 80k? Na czym w takim razie polega ubezpieczenie niskiego wkładu? Chodzi o opłatę za to, że z dłużnikiem będize się użerał ubezpieczyciel,a nie bank?

  • romekwasielewski napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 09:27:38:

    Getin też nie dał złej propozycji, przecież w przypadku zwiększenia dochodów w przyszłości nikt nie broni nadpłacać kredytu. W du..e się poprzewracało kredytobiorcy odrzucając wszelkie propozycje i zwalając winę na banki. Za swoje decyzje inwestycyjne trzeba ponosić odpowiedzialność.

  • cezar78 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 10:59:56:

    Jak widze, wszyscy Polacy madrzy po szkodzie. "Trzeba bylo nie brac, nie kombinowac, nie ryzykowac, a teraz dobrze mu tak, pazernemu, niech splaca w pocie czola do ostatniej zlotowki". Niestety, czlowiek popelnil blad, swiadomie lub nie, teraz probuje naprawic sytuacje, prosi o pomoc/porade, a nie moralizowanie w style" a trzeba bylo...". Moim zdaniem, windykacja to jedyny sensowny pomysl w tej sytuacji. Skoro dlug caly czas rosnie, to im szybciej tym lepiej. Kombinowanie ze zmniejszeniem raty to moim zdaniem sredni pomysl, tym bardziej, ze przez ten czas i tak bedzie sie splacac odsetki a nie kapital, wiec po zakonczeniu "promocji" wracamy do punktu wyjscia.
    Po windykacji nalezy sie zastanowic, co dalej? Czy za kwote wolna od zajecia da sie przezyc? Ile potrwa splacanie reszty dlugu? W zaleznosci od tego wyjscia sa dwa: splacac albo nie. Moze nie jest to moralnie chwalebne, ale moze bardziej oplaca sie wyjechac do innego kraju i zapasc tam pod ziemie? Zalezy, czy do konca zycia woli sie byc uciekinierem czy niewolnikiem...

  • errdos113 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 11:13:27:

    Gdyby polskie banki faktycznie ponosiły ryzyko kredytu hipotecznego, to klient miałby opcję jak w USA - oddać klucze do mieszkania i on odchodzi bez mieszkania i bez długu, a bank w zamian bierze w posiadanie majątek, który był zabezpieczeniem kredytu.
    Wówczas pan Jarek prawdopodobnie nie dostałby trzeciego kredytu i uniknąłby problemów.

  • wojtas71 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 11:21:33:

    mnie ciekawi jaki plan mial ten pan kupujac te miaszkania w Opolu za 300 i 245 tys zł. Przeciez ceny w Opolu sa duzo nizsze niz we Wrocławiu, i skoro czynsze ktore pobiera od studentow nie pokrywają raty, to czy kiedykolwiek mialy szanse pokryc?

    Sorry ale kredyt na ok 450 000zł w CHF, najnizsza rata w historii to ok 1700zl, potem CHF poszybowal do gory ale rownie mocno spadlo oprocentowanie i finalnie rata to maks 2100zl. Czy te 400zł zrobily taka wielka roznice temu panu?

    Moim zdaniem ten pan kupil mieszkania ktore po prostu nie nadaja sie na wynajem - byly za drogie, za duze, w zlej lokalizacji i kredyty i dlugi nic tu nie maja do rzeczy.

    Rynek dziala tak ze MNIEJ WIECEJ jak sie ma dobre mieszkanie pod wynajem (wiec blisko uczelni, powiedzmy ze 2 pokoje osobna kuchnia) to akurat splaca sie rata. Chyba ze tak jak ten pan, za te 300 000 w Opolu to mniemam ze kupil albo w nowym budownictwie i np 90m2 - kompletnie niefunkcjonalne dla studentow, i po prostu zaplacil za drogo!

  • laptokowiec napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 11:41:41:

    Takie sytuacja nadal będą miały miejsce jesli polskie prawo nie pozwoli oddając nieruchomość bankowi (z obciążona hipoteką) pozbyć sie jednoczesnie długo.
    Wtedy banki zaczną roztropniej udzielać kredytów i traktowac kredytobiorców po partnersku (wspólny interes).

  • antydeutschebank napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 11:46:31:

    @Romekwasilewski
    To nie ludziom kredytobiorcom się w ... poprzewracało tylko pracownicy w bankach chronią swoje .... spójrz na to ze strony pracownika banku, po co pomóc jakiemuś głupiemu kredytobiorcy w spłacie kredytu, naciągać przepisy, naginać ustawy, tłumaczyć się kierownikowi, dyrektorowi czy być wzywanym do prezesa albo zarządu??? Jak dogada się z klientem, pomoże mu to może mieć problemy a jak odda kredyt do windykacji, komornik sprzeda nieruchomości za 20% wartości całego zadłużenia (o ile znajdą się chętni na kupno) , wykaże, że reszta jest nieściągalna, bank będzie miał dużą stratę ale on będzie miał święty spokój bo działa wg przepisów i prawa!!! Taką odpowiedź usłyszałam od prawnika, kiedy zwróciłam się z prośbą o pomoc, bo moja sytuacja jest prawie identyczna, tylko my mamy dwa mieszkania w których mieszkamy. Może ktoś mądry powie mi dlaczego bank woli stracić 80% wartości obecnego zadłużenia niż pozwolić aby klient w realnych ratach spłacał całość zadłużenia???!!! Prosiliśmy o restrukturyzację 4 stycznia 2012 roku, aby bank przeliczył kredyt na młodszego kredytobiorcę co wydłużyłoby okres spłaty z 13 lat na 26 lat czyli rata byłaby niższa o około połowę. Bank miał nas gdzieś bo regularnie płaciliśmy, tak samo jak w artykule, dopiero jak nie wpłaciliśmy drugiej z rzędu raty, (też podpowiedział nam pracownik banku, że dopóki płacimy nikt się naszym wnioskiem nie zajmie), czyli w sierpniu 2012 to z wielkim oburzeniem zadzwoniła do nas pani z windykacji. Rozmowa z nią była bardzo niesympatyczna, pani mówiła bardzo podniesionym tonem, nie dopuszczając do głosu drugiej strony... Po zapłaceniu raty w czerwcu 2012, złożyliśmy prośbę o wydanie promesy na jedną z nieruchomości ( od kwietnia 2012 sami już szukaliśmy kupca, bo bank milczał a chcieliśmy uratować chociaż jedno mieszkanie i zmniejszyć ratę miesięczną). Taka promesa na piśmie jest potrzebna obowiązkowo u notariusza, bez tego żadnej umowy przedwstępnej nikt z nami nie podpisze! Dokument po wielu naszych interwencjach otrzymaliśmy na koniec listopada 2012, tracąc w tym czasie przynajmniej dziesięciu klientów, naprawdę zainteresowanych z czego połowa płaciła gotówką... stawaliśmy na głowie, sami starając się zmniejszyć miesięczne raty, pisząc, dzwoniąc, jeżdżąc do banku, potem odbieraliśmy pisma, telefony, chodziliśmy na spotkania i co z tego... W zamian wypowiedziano nam umowę, oddano sprawę do komornika i jeszcze bank pisze żebyśmy, my sami sprzedali mieszkania zanim zlicytuje je komornik. Żart?!? Niestety bank uświadomił sobie, jaka jest cena na wolnym rynku a jaka u komornika mieszkań, pewnie dodał sobie do tego jeszcze koszty komornika i wyszła mu .... blada. Komornik sprzeda za połowę wartości nieruchomości a my nie możemy spłacić tylko połowy kredytu???? To i tak więcej będzie niż uzyska z licytacji. To co wydawałoby się logiczne w takich sytuacjach dla banku jest za trudne i niezrozumiałe. Klienci, którzy inwestują albo oszczędzają w tym banku pewnie pokryją nieświadomie tę 80% stratę na naszym kredycie. Gratuluję im i sobie wyboru banku!!! Zanim mnie zlicytują mają szansę zmienić inwestora :-)

  • raf_1976 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 12:05:43:

    Ale o co chodzi? Ten Pan podjął decyzję biznesową i pomylił się. Źle przeliczył nie brał pod uwagę wszystkich ryzyk. Sorry Winnetou.
    W tej chwili można tylko pomóc przedstawiając jakieś rozwiązania. Oczekiwanie na wspaniałomyślność banku i redukcję długu jest mało poważne. Ja też tak chcę.
    W artykule podana jest kwota 820 tys co daje ponad 2200 miesięcznie od mieszkania przy 100% obłożeniu i 10 latach (?). Bogatych studentów macie w Opolu. Czyli co kredyt był na 100% wartości, a może jeszcze ze stałymi ratami. To przy taki kredyt gdzie kapitał zaczyna się spłacać w bliżej nieokreślonej przyszłości.

  • luster napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 12:56:12:

    Mocno zeznania tego pana się nie zgadzają. Po pierwsze - jakim cudem miało się to "samo" spłacić po 10 latach? Z kwot które podał zupełnie to nie wynika. Po drugie - nawet jeżeli wziął we frankach w najgorszym momencie, to przecież faktyczne raty które płaci nie wzrosły drastycznie. Co się stało że interes, który miał się spłacić po 10 latach (przy 25 letnim kredycie) nagle zaczął być deficytowy i to ponad możliwości spłaty z pozostałych dochodów. W Opolu aż tak dramatycznie (3 krotnie?) spadły czynsze?
    I wreszcie pytanie do banków - jakim cudem pozwoliły mu aż tak się zakredytować? Jak mu liczyli zdolność kredytową?

  • maidenman napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 12:57:40:

    Ludzie pomyślcie trochę zanim zaproponujecie rozwiązanie polegające na tym, że gdy kredytobiorca nie ma kasy na spłatę rat, to bank ma chętnie wziąć dom czy mieszkanie i sprzedać je dalej a resztę długu odpuścić. Czyli co? Nie płacisz, oddajesz klucze i masz spokój? Gdy bank Wam tak łatwo odpuszczał, to co drugi klient by tak robił. Warto byłoby brać kredyt, bo w najgorszym wypadku oddajemy klucze i tracimy kasę dotychczas wpłaconą. A co jeśli wezmę 300k na budowę domu i po roku nie będę miał czym spłacać rat, a na dodatek dom będzie nie skończony bo zabrakło kasy? Bank ma mnie z radością przyjąć?

    Teraz przynajmniej ludzie chociaż trochę myślą przed braniem kredytu a sytuacje osób niewypłacalnych są marginalne. Wszystko wynika z faktu, że biorąc kredyt jesteśmy pewni siebie i uważamy że przez następne 30 lat będziemy mieć stałą, dobrze płatną pracę i pełne zdrowie. Nie należy dopuszczać się przeszacowania swoich zdolności kredytowych. Facet miał kasę skoro brał kredyty na 3 mieszkania, nie żal mi go bo przeszacował swoje możliwości, cwaniaczył i liczył na szczęście że rata nie podrośnie a On sam pracy nie straci i zachowa równe albo coraz wyższe zarobki. A tu kuku, życie zapukało do drzwi...

  • aldarel napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 13:15:47:

    Niestety "bohater" artykułu jest sam sobie winien. Zamiast słuchać bez zastanowienia sprzedawców kredytów (bo doradcami ich nie nazwę) powinien sam szukać informacji i je analizować. Tak się składa, że w tym temacie już się wypowiedziałem dzisiaj na blogu Marka Wielgo. mieszkaniowy.blox.pl/2013/07/Global-Property-Guide-w-Polsce-wzrosly-ceny.html Polecam dla tych którzy jeszcze zastanawiają się nad inwestowaniem w mieszkanie pod wynajem.

    Dla autora dodam tylko, że do puli potencjalnych bankrutów powinien dodać nabitych w RNS. Zaraz po zakończeniu dopłat gdy ratka wyskoczy do góry też wielu z nich będzie miało problem. Tak się kończy płacenie za metr więcej niż przeciętne miesięczne wynagrodzenie w regionie.

  • takeyourprofit napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 14:27:30:

    A może bohater tego artykułu powinien pomyśleć o upadłości konsumenckiej?

  • alighator2x napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 14:41:21:

    gdyby miał 50.000zł długu - to miałby problem. jak będzie miał 500.000zł - to banki będą miały problem. więc dopóki pan się stara, to banki chcą go kroić, ale jak zobaczą że odpuścił temat i pogodził się ze stratą - to banki zaczną się starać widząc że marne szanse na odzyskanie kasy.
    w sumie opcja windykacji nie jest tragiczna, bo a nuż uda się coś przedawnić?

  • stryx napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 14:44:32:

    Też pomyślałem o upadłości konsumenckiej, choć to ponoć trudne, ale jeśli nie ma wyjścia i są przesłanki to czemu nie? Pytanie czy te przesłanki faktycznie są.

    Co do banków, też uważam że skoro zabezpieczeniem ma być hipoteka to jak nie spłacasz, oddajesz klucze i niech bank cwaniak to sprzeda. Obecnie rozkład ryzyka jest totalnie nierówny. To prawda, banki nie są agentami nieruchomości i mają dbać o depozytariuszy (dlatego dają kredyty tym co ich na to stać, a jak pada deszcz to zabierają parasol, jak to ktoś określił), ale kredytobiorca ryzykuje wszystkim, a równiejszy rozkład ryzyka spowodowałby może ostrożniejszą akcję kredytową banku.
    Budowa domu, czy kupno dziury w ziemi to co innego, tu zabezpieczenia banku powinny być inne, ale pod gotowe mieszkanie to wg mnie hipoteka poparta rzetelną oceną zdolności kredytowej.

  • takeyourprofit napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 14:53:10:

    => stryx
    Z tego co wiem, często problem z upadłością konsumencką jest taki, że aby ją zgłosić, należy mieć jakiś majątek np mieszkanie. Jeśli konsument nie ma nic, wniosek najprawdopodobniej będzie oddalony. W tym przypadku (trzy mieszkania) taka przesłanka nie następuje...
    Więc jeśli bohater nie prowadzi działalności gospodarczej, to nie widzę powodu, dlaczego miałby nie korzystać z upadłości konsumenckiej...

  • sce-ptyk napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 15:03:19:

    Oj, zapewne p. Jarek z Opola wziął jeszcze 300 zł pożyczki chwilówki w którymś z wrednych parabanków. I to jest prawdziwa przyczyna jego kłopotów!!! ;)))
    Przecież dla wszystkich, tj. przedstawicieli banków, Komitetu Stabilności Finansowej, UOKiKu, czy dla kumatych dziennikarzy to oczywista oczywistość, że tacy ludzie jak p. Jarek wpadają w spiralę zadłużenia nie przez pracowników banków wciskających bez opamiętania niebezpieczne lub złe produkty naiwnym i omamionym wizją super dochodów klientom. Banki są przecież cacy. Banki są nadzorowane więc nie mogą działać na szkodę swoich klientów.
    Przyczyną wpadania Polaków w spiralę zadłużenia są firmy pożyczkowe udzielające chwilówek, zwane nie wiedzieć czemu parabankami :(
    Niestety, bardzo łatwo jest u nas wmówić społeczeństwu, że firmy pomnażające rzeczywiste pieniądze (OFE), są gorsze niż firma (ZUS) pomnażająca na papierze pieniądze, których nie ma.
    Bardzo łatwo jest wmówić, że to firmy pożyczkowe a nie banki, są be.
    Nie ważne, że prywatne firmy pożyczają własne pieniądze i to tylko średnio około 500 zł, co warto zestawić z kredytami p. Jacka. Jak pan pisze p. Macieju takich osób jest ĆWIERĆ MILIONA! A kim się zajmuje od roku Komitet Stabilności Finansowej? Kim się zajmuje UOKIK? Kim się zajmują dziennikarze?

    Najgorsze, że najpierw udowadnia się nieprawdę, a potem niszczy się podmiot, który się oszkalowało. I ogłasza się zwycięstwo. A że potem jest jeszcze gorzej a kogo to interesuje? Trzeba znaleźć kolejnego kozła ofiarnego!

  • pplawczyk napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 15:16:42:

    Generalnie opisany przypadek jest doskonałym przykładem porażki w planowaniu biznesu.
    1. Moment rozpoczęcia przedsięwzięcia totalnie chybiony - 2006 rok tuż przed pęknięciem bańki na nieruchomościach i walutach.
    2. Rozumiem, że wkład własny był zerowy bo przecież banku oferowały wtedy kredyty nawet na 110% wartości nieruchomości. Jak ktoś zakłada, że będzie się lewarował kredytem w biznesie to niech mu ziemia lekką będzie. Ruletka i jeszcze raz ruletka! Może jak się ma 1 mieszkanie na własność, nieobciążone niczym to można by się było pokusić o kupno kolejnych 2. Może...
    3. Branie kredytu na 25-30 lat i zakładanie, że spłaci się ten biznes po 5-10 oznacza, że ktoś przewiduje totalną hossę na tym rynku - patrz pkt. 1.
    4. Bank jako kredytodawca nie jest inwestorem. To pomylenie pojęć z dziedziny ekonomi! Bank minimalizuje ryzyko spłaty kredytu, a nie optymalizuje zyski z opisanego biznesu. Nie jest w jego interesie układanie się na zasadzie partnerskim bo w banku nie ma ludzi, którzy by mieli oceniać powodzenie tego typu inwestycji. Zakładam, że klient brał kredyty na osobę, a nie na firmę. Może jak by nieruchomości wziął w leasing to była by jakaś gadka z firmą leasingową.

    W moim odczuciu można próbować 2 rozwiązań:
    1. znaleźć firmę z branży z dużym kapitałem, która przejmie ten biznes na jakiś rozsądnych warunkach, a resztę spłacić we własnym zakresie.
    2. ogłosić upadłość konsumencką
    Jedno i drugie oznacza poważne koszty spłaty części niewypalonego biznesu na lat 5-10.

  • liliana1977r napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 15:31:22:

    Takich osób wpuszcznych we frankowe maliny lub RNS jest w polsce jest wiele , znam kilka. Ciekawe ilu z nas spodziewało by sie wzrostów z 2 na 3.5 PLN i że tak juz zostanie ? Ciekawe z czyjej kieszeni banki zamierzają pokryć swoje prowadzące do upadłości takich klientów praktyki . Czyżby banki zaczynały działać jak ZUS...będąc niewydajnymi i pokrywając straty efekty swoich błędnych pomysłów kosztem narodu. Pułapka z CHF, pułapka z RNS, i wszystko w majestacie prawa i przyzwolenia polityków.

  • kr_kr napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 16:26:26:

    No to teraz na odświeżenie pamięci warto jedynie dodać, że jak w latach 2006-2008 ktokolwiek odważył się napisać w dyskusjach o kredytach hipotecznych na forach żeby brać kredyt w złotówkach bo różnica w oprocentowaniu jest zbyt mała w porównaniu do ryzyka - to od razu był wyzywany od idiotów. I to tylko wówczas, gdy zwolennicy zadłużania w CHF mieli dzień używania łagodnych określeń.

    > Ciekawe ilu z nas spodziewało by sie wzrostów z 2 na 3.5 PLN i że tak juz zostanie ?

    Ja się z takim rozwojem sytuacji liczyłem. A przynajmniej zakładałem, że może mieć miejsce. A niewielka różnica w oprocentowaniu pomiędzy kredytem w CHF i PLN nie rekompensowała tego ryzyka.

    Problem jednak leży gdzie indziej. Jak to już wielokrotnie w tym wątku powtórzono: wraz ze spadkiem stóp rata CHF nie powinna być drastycznie wyższa, niż była. Problemem jest kapitał. Biorąc kredyt miałem okazję rozmawiać z akwizytorem (bo słowo "doradca" na określenie takiej osoby nie przejdzie mi przez klawiaturę) kredytowym jednego z dwóch "wiodących" pośredników. Na wszelkie sposoby próbował mnie przekonać, że decyzja wzięcia kredytu w PLN jest zła, bo przecież rata będzie wyższa, a tę różnicę mógłbym zainwestować, a rata dopiero przy kursie (....) zrówna się ze złotówkową. Spytałem: a co będzie z kapitałem? Jaka będzie miał wartość? Zaciął się, po chwili myślenia wycedził "no jak tak Pan to ocenia to będzie wyższy" kończąc już swobodnie: ale przecież ważna jest rata, bo to ratę będzie Pan spłacał.

    No właśnie: ważna jest rata. A może była, bo pozwalała wcisnąć większą ilość droższych (wyższe marże) kredytów.

    I tak już na sam koniec: Panie Redaktorze - w wyniku samej operacji przewalutowania kwota kredytu nie wzrośnie skokowo o "nawet" kilkaset tysięcy. Ona wzrastała przez lata w wyniku osłabienia się złotego. Przewalutowanie jedynie zmienia jednostkę liczenia zadłużenia, praktycznie nie zmienia jego wartości (tak, wiem - spread, ale on na pewno nie da tych "nawet" kilkuset tysięcy).

  • vestige napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 16:50:19:

    Człowiek z artykułu zastosował się najwidoczniej do materiałów szkoleniowych z załączonych niżej filmów. Do takich akcji przekonują teraz studentów na kursach inteligencji finansowej:

    chomikuj.pl/lukas.jasi/Inteligencja+finansowa

    Gosc dokładnie tłumaczy w jednym z filmów jak zarabiać biorąc mieszkania na kredyt jedno po drugim i spłacać je w 10 lat. Polecam obejrzeć.

  • kjonca napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 17:06:51:

    " Ciekawe ilu z nas spodziewało by sie wzrostów z 2 na 3.5 PLN i że tak juz zostanie ? "

    No więc: ja. Może nie spodziewałem się, ale brałem pod uwagę. I tak jak napisał jeden z przedpiśców: gdy pytałem się znajomych czy biorą pod uwagę, że CHF będzie wyżej niż 3PLN to się albo śmiali/pukali w głowę albo mówili: w ciągu ostatnich 3 lat to się zdażyło przez tydzień (ci bardziej "świadomi")

  • wpamix napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 18:28:10:

    jak to mówią??? chytry dwa razy traci? chyba tak!

    drogi Panie Jarku - za głupotę się płaci, za głupotę i brak wyobraźni płaci się podwójnie, i Pan płacił będziesz, a potem i Pańskie dzieci.

    Też mam kredyt, też w CHF, też brany w okolicach 2zł ale ja mierzyłem siły na zamiary i CHF nawet po 4zł mnie nie przeraża i budżet domowy to wytrzyma (u mnie próg bólu zaczyna się jak CHF dojdzie do 4,5zł!).
    Pan byłeś chytry i dałeś się wciągnąć w misternie utkana wizję samospłacającego się kredytu a teraz jesteś w czarnej d***** bo zabrakło wyobraźni!
    Czego oczekujesz?, że banki "darują długo"? ha ha ha

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 20:14:53:

    Chwila, chwila

    jeśli ktoś kupował mieszkanie w 2006 r., a więc przed lub w połowie wzrostu cen, powinien je kupić w cenie sporo niższej niż dziś

    po drugie - w miedzyczasie, owszem, CHF zwariował, ale i do zera spadły stopy LIBOR 3M

    po trzecie - upraszczając - raty nie są waloryzowane o inflację, a dochody, czy przychody z najmu rosnąć powinny (i z innych źródeł)

    więc coś tu się nie spina i nie chodzi tylko o sam CHF

    także kredytu PLN zaciąganego na 100-90, a nawet i 70% nie dałoby się spłacić już na etapie przejęcia mieszkania przez bank (ze wzgledu na koszty komornicze, sądowe, zaniżoną wycene licytacyjną itd)

    autorowi radzę nie wzbudzać sensacji na siłę - nikt nie twierdzi, że każdy kredyt hipo musi być spłacony, gdyby tak było, marże powinny być na poziomie symbolicznym

  • z17 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 22:02:18:

    Pan Jarek jest ofiarą nie CHF, a różnych kretyńskich guru przekonujących do "zarabiania na nieruchomościach". Wyłożył się przecież wcale nie na kursie waluty (rata miesięczna do spłaty wzrosła bardzo niewiele, a kapitał... co go obchodzi kapitał, jeśli obsługuje na bieżąco dług?). Jego prawdziwym źródłem kłopotów są kompletnie nierealne założenia całego mieszkaniowego biznesu, który sobie wykoncypował - a w zasadzie najpewniej ściągnął z jakiegoś szemranego książkowego poradnika (parę takich durnot miałem w ręku).

    Błędem leżącym u podstaw tej katastrofy finansowej jest źle skalkulowany miesięczny przychód z wynajmu mieszkań. Jak on to liczył? Pewnie w taki sposób, jak pewien łysy bloger, z którego śmialiśmy się na forum "Oszczędzamy" - że będzie wynajmował całorocznie poszczególne pokoje, w których upchnie jakąś masakryczną liczbę osób, które to będą płacić mu krocie. No niestety, tak to nie działa. Dodatkowo, ceny zakupu mieszkań wyglądają na zawyżone (wszak to Opole!), więc zdaje się, że kupował nowe lokale w wysokim standardzie, co jest podstawowym błędem, o ile zakłada się jakikolwiek wynajem (zysk jest na wynajmowaniu małych nor w starych blokach, na lokalu w apartamentowcu się nie zarobi, chyba, że to absolutnie najwyższa półka i wielkie miasto).

    Ględzenie o CHF w wykonaniu tego Pana jest klasyczną ściemą i odwracaniem uwagi od rzeczywistych źródeł jego problemów. Przecież gdyby wziął kredyt w PLN, ten jego "interes" tak samo by leżał. Jedyną różnicą byłoby to, że nasz bohater windykowany byłby do niższej kwoty (bo kapitał do spłaty za sprawą CHF, owszem, wzrósł mu znacznie). Więc teraz nasz nieborak, przerażony windykacją własnej osoby do gołego korzenia, wykrzykuje nieskładne brednie o niegodziwości banków i podstępnym CHF. To wszystko jest cienkie i marne. Szkoda, że red. Samcik w dużej mierze daje się ponieść tej jego skrzywionej narracji. To zamula dyskurs publiczny o CHF.

  • h2ols napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 22:02:32:

    dla mnie bohater to zwykly frajer, byznesmen za dyche... jak mozna byc tak naiwnym w kalkulacji ryzyka? im mniej takich samobojcow tym lepiej! zatem zycze owocnych margin call's :) i to wcale nie Schadenfreude, lecz tacy ludzie podminowali Bolande. najgorsze dopiero nadchodzi. jesien 2013 zacznie sie rollercoaster :)

  • romekwasielewski napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 22:44:53:

    @z17 a Ty tak z praktycznego doświadczenia piszesz o tych błędach w rozumowaniu Michała? On jest na początku swojej drogi i może jeszcze nie do końca ma wszystko obcykane ale ja mam w tym temacie już kilkuletnie doświadczenie i upycham do swoich kilku "nor" "masakryczną" liczbę osób, która mi płaci krocie. I jest fajnie, kredyciki się spłacają (w tym jeden w CHF i to za ładną górką). Jak rozumiem Ty odnosisz sukcesy na innych polach inwestycyjnych czy może walisz na 7.30-15.30 za biurko w hurtowni spożywczej?!

  • samozlo0 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/12 23:32:05:

    @maidenman
    Bzdury piszesz.
    "Rozwiązanie polegające na tym, że gdy kredytobiorca nie ma kasy na spłatę rat, to bank ma chętnie wziąć dom czy mieszkanie i sprzedać je dalej a resztę długu odpuścić" jest realne i sensowne.
    Wystarczy, ze bank bedzie udzielac kredyty z wkladem własnym.
    Jeżeli np. klient za nowe mieszkanie zapłaci 50% a reszte weźmie na kredyt, to nawet jeżeli nic nie spłaci, odda mieszkanie bankowi za 50% wartości.
    Kto by nie chciał mieć mieszkania za połowe ceny - trudno sprzedać z zyskiem?
    A przecież żaden kredytobiorca nie traci zdolnosci do splaty kredytu na 2 dzien po jego przyznaniu.
    Moim zdaniem skoro bank domaga sie zabezpieczenia, to powinno byc takie aby w sytuacji niewyplacalnosci kredytobiorcy bank mogl odzyskac pieniadze, a kredytobiorca wolnosc od zadluzenia.
    Zabezpieczenie jak sama nazwa wskazuje, powinno zabezpieczac kredyt.
    Takie postepowanie utemperowaloby zapedy bankow w udzielaniu kredytow, a kredytobiorcow zabezpieczylo przed blednymi decyzjami

  • z17 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/13 01:59:34:

    @ romekwasielewski

    Rozumowanie blogera Michała było przeprowadzone "na styk", wystarczyła jedna mała obsuwa i cała misterna konstrukcja '''kupowania mieszkań bez posiadania pieniędzy_w celu inwestycyjnym_poprzez wynajem studentom_ze samospłacającym się kredytem hipotecznym_ i dodatkowo zyskiem''' waliła się jak domek z kart. To było wręcz humorystycznie naiwne, jak on przekonywał, że będzie kazał rodzicom studentów żyrować ich umowy najmu, podpisywać jakieś kosmiczne regulaminy i tym podobne kwiatki. Wystarczy choćby minimalna znajomość realiów prowadzenia działalności gospodarczej, aby na takie dictum turlać się po dywanie ze śmiechu.

    Z tego co pamiętam , bloger Michał był pod przemożnym wpływem jakiejś quasi-sekty reprezentowanej przez guru, czyli pewnego Pana sprzedającego naiwnym owe cudowne recepty na błyskawiczne wzbogacenie się na nieruchomościach bez posiadania własnych pieniędzy.

    Być może istotnie Pan akurat zarabia na wynajmie pokoi studentom, ale szczerze wątpię, aby spinało się to Panu na wszystkich lokalach co do jednego dnia w roku, bez ani jednej obsuwy z płaceniem, ani jednej demolki, ani jednego waleta itp. itd.

    Ps. Z agresywnego tonu postu wnioskuję, że być może jest Pan właśnie jednym z owych mentorów blogera Michała. Jeśli tak, to radziłbym mniej cynizmu w działaniu. Może Pan łatwo wyprodukować kolejnych bohaterów do tekstu red. Samcika. EOT

  • romekwasielewski napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/13 18:38:37:

    @ z17

    Nie, to nie ja jestem tym "guru" (mi jeszcze brakuje kilku lat doświadczenia i kilku milionów w kredycie, żeby osiągnąć jego aktualny poziom rozwoju) ale jestem w tej "sekcie", w której znam ludzi mających od kilku do kilkunastu mieszkań i wszystkim się jakoś wiedzie. Spłacają kredyty, zostaje im górka na każdym, w razie problemów wspierają się radą, dzielą doświadczeniem ale ich podejście do życia i ludzi jest "nieco" inne niż Twoje.

    Celowo napisałem "agresywnym" tonem, bo zniżyłem się do Twojego poziomu cynizmu, żebyś może wyciągnął jakiś wniosek dla siebie.

    Nie będę dawał Tobie szczegółowych rad i wskazówek jak spiąć ten biznes, bo my to wypracowywaliśmy i wypracowujemy latami ale możesz mi wierzyć, że mamy sposoby na to żeby sobie poradzić z delikwentami, którzy niszczą mieszkania, nie płacą w terminie, uciekają z mieszkań (bo myślą, że im się jakoś upiecze) i inne tym podobne historyjki.

    Może "wypociny" "łysego blogera" są dla Ciebie nic nie warte ale miej świadomość, że może jest w nich ziarenko prawdy, że to się może ludziom udawać wcielać w życie a sposobów na to do końca nie poznasz, bo wolisz się z nich śmiać i krytykować. Tymczasem agencie J23 odpoczywaj w weekend, bo w poniedziałek rano pewnie na 7.30 musisz stawić się w robocie ;) A ja wstanę sobie koło 8.00 i zacznę dzionek od poszukiwania następnych okazji zakupu mieszkań do swojego portfolio ;) Z życzeniem dużych zarobków na etacie, romekwasielewski

  • heheheheh napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/13 18:43:11:

    Autorze tego bloga przestan soe w zenujacy sposob litowac nad pazernymi idiotami. Gosciu podjal ryzylo z chciwosci, ma za swoje. To przez takich idiotow ceny mieszkan sa wyciagniete do granoc absurdu. Pytanie do autora bloga: czy gdybu wlasciciel tych trzech mieszkan zarobil na nich kupe forsy a chfplna spadl na 1 to tez podzielilby sie zyskiem z bankami tak jak teraz chce sie podzielic strata?

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/14 22:05:15:

    Dziękuję za wszystkie komentarze. Tym, którzy uważają, że się lituję, chciałbym zasugerować, by nie utożsamiali prób szukania konstruktywnego rozwiązania z litowaniem się nad kimś. Człowiek zagrał w ruletkę i przegrał, ale to nie znaczy, że trzeba go wyłącznie wyśmiewać. Chcę też powiedzieć, że moim zdaniem banki zachowują się wobec bohatera tej historii bardzo w porządku. Zwłaszcza propozycja BGŻ jest moim zdaniem górną granicę tego, czego może od banku oczekiwać człowiek będący w takiej sytuacji, jak ten gość z Opola.
    Pozdrawiam i zapraszam do wspólnego poszukiwania konstruktywnych rozwiązań.

  • kaletnik667 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/14 22:46:44:

    jedynie dać drapaka za granicę /sprzedając przedtem co się da/ i spędzić resztę życia na jakiejś wysepce , wypożyczając turystom skutery wodne ,lub robiąc drinki ... - poważnie !!!

  • kostuh napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/15 00:46:00:

    Panie Macieju
    bez dokładnych danych to zgadywanka ale...

    Raty chyba malejące jak biznes miał się zacząć bilansować po 5-10 latach?

    pierwsze co bym zrobił to wydłużył maksymalnie okres kredytowania czyli przyjął propozycję Getinu i prosił o więcej, propozycję BGZ również należy zaakceptować.

    Gdyby się dało to kredyt na mieszkania pod wynajem nawet na 100 lat bym wyciągnął:) zwłaszcza przy oprocentowaniu 1,5% i takim kusie waluty. przecież w interesie zadłużonych w CHF jest jak kupowanie jak najmniejszej ilości drogich franków czyli aby część kapitałowa była jak najmniejsza.

    tak na oko
    przy ratach równych
    raty to 6-7tys zł a w momencie zaciągania kredytu 4,5-5 tys
    po przyjęciu propozycji banków odpadnie 3-3,5 tys od rat miesięcznie czyli 36-42tys tys w pierwszym roku nie uwzględniając korzyści wynikając z wydłużenia okresu kredytowania
    taka kwota powinna wyprostować sprawy z zaległościami i jeszcze zbudować poduszkę finansową
    w następnych 2 latach dzięki propozycji BGŻ suma rat kredytu będzie tak jak w momencie zaciągania czyli około 5 tys zł

    czyli pan Jarek ma sytuację wyprostowaną na najbliższe 3 lata
    a ruletka leci dalej i przez 3 lata może się wile wydarzyć i CHF może być po 5 zł ale i po 1,8 zł :)

    przy ratach malejących kompletnie nie rozumiem skąd problemy

  • xaliemorph napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/15 15:14:01:

    Jednej prostej rzeczy nie rozumiem. Jeśli mamy do czynienia z kredytem mieszkaniowym to dlaczego stratny i karany ma być zawsze tylko i wyłącznie klient? Dlaczego w każdym możliwym scenariuszu to bank ma obciążać klienta wszelkimi kosztami a on hulaj dusza piekła nie ma skazuje klienta na długi, ba klienta i jego spadkobierców albo i gminę skoro się wypną. To bank dawał kredyt, to bank zakładał się, uprawiał hazard z klientem o cenę waluty. To bank sam zachciał zagrać w tę grę bo to bank sam zaoferował warunki gry. To dlaczego bank nie ma brać na siebie żadnych konsekwencji braku przewidywania kursu waluty i wszystko zrzucać na klienta?

    TO JEST CHORE.

  • panjarek48 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/16 08:40:00:

    1.Nie zakładałem spłaty po 5-10 latach to pomyłka autora bloga, red. Samcik cos żle zrozumiał z mojego maila, fakt brzmi to absurdalnie. Nie liczyłem na szybkie wzbogacenie. Do pełnej spłaty zakładane było 20-25 lat pracy nad tym kredytem i mieszkaniami.

    2.Dlaczego banki nie maja brać odpowiedzialności za popełnianie błędów przez swoich pracowników?
    Ja popełniłem błąd nie zakładając aż takiego wzrostu franka. Bank też popełnił błąd - dał nie zabezpieczony niczym kredyt. Jak sprzedawca bankowy na dowód ze ryzyko jest minimalne dajemy na 100%. W sumie wcisnął kredyt prowadzący do nie zawartego jasno w umowie powiększenia dochodów ale i ryzyka banku oraz niejasno okreslonego w umowie ryzyka wzrostu obciażenia klienta.

    3.Co do propozycji czasowego zmniejszenia rat to wcześniej sam o nie prosiłem! Gdy ulga była potrzebna i mogła pomóc wiele bardziej niz teraz. Wtedy BANK ODRZUCIŁ PROŚBĘ OBNIŻENIA RAT co w efekcie nawarstwiło dość poważnie moje problemy - i m.in. nawarstwione odsetkowe korzyści banku... i teraz samo to rozwiązanie nie wystarcza. Ta propozycja którą dostałem po prostu za poźno...to była spoźniona (ok. 2 lata! ) zgoda na moja propozycje rozwiązania w przeszłości .

    Niestety teraz to rozwiązanie nie wystarcza, chęć współpracy ze strony banku przyszła po prostu sporo za póżno, wiec szukam innego...

    Myślę, że rzeczywistośc przekroczyła najśmielsze oczekiwania moje i wielu innych frankowych kredytobiorców i pewnie także bankowych specjalstów. Problem w tym ze banki chcą 100% wynikajacych z tego niedogodności zepchnąć na klienta...

  • kr_kr napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/16 10:01:49:

    @panjarek48
    2.Dlaczego banki nie maja brać odpowiedzialności za popełnianie błędów przez swoich pracowników?
    Ja popełniłem błąd nie zakładając aż takiego wzrostu franka. Bank też popełnił błąd - dał nie zabezpieczony niczym kredyt.


    Ale na czym polega błąd pracownika banku? Przecież dał Ci kredyt zabezpieczony nieruchomością, wpisując zapewne do umowy (czytałeś ją?) co może zrobić, jeżeli wartość zabezpieczenia stanie się niewystarczająca.

    Jak sprzedawca bankowy na dowód ze ryzyko jest minimalne dajemy na 100%

    Ja np. nie widzę w tym przełożenia na "dowód że ryzyko jest minimalne". A dowodem na to jest zapewne zawarte w umowie ubezpieczenie niskiego wkładu - co było wówczas standardową praktyką.

    W sumie wcisnął kredyt prowadzący do nie zawartego jasno w umowie powiększenia dochodów ale i ryzyka banku oraz niejasno okreslonego w umowie ryzyka wzrostu obciażenia klienta.

    Ke?
    Jakiego powiększenia dochodów? Bank pożyczył Ci X CHF oczekując określonych odsetek. Czy X CHF uległ zwiększeniu? Nie. Czy oprocentowanie (odsetki) uległo zwiększeniu? Nie. Pożyczyłeś CHF, oddajesz CHF. Nie ma żadnego zwiększenia dochodu po stronie banku.

    Myślę, że rzeczywistośc przekroczyła najśmielsze oczekiwania moje i wielu innych frankowych kredytobiorców i pewnie także bankowych specjalstów.

    To nie przerośnięcie oczekiwań - to zaślepienie. Zaślepienie na rady, które już wówczas można było znaleźć. Ale wówczas ci, co ostrzegali byli w najłagodniejszych komentarzach wyzywani od idiotów.

    Problem w tym ze banki chcą 100% wynikajacych z tego niedogodności zepchnąć na klienta...

    No ale powiedz mi - jak inaczej sobie to wyobrażasz? Podjąłeś określone ryzyko, podpisałeś określoną umowę. Przez kilka lat być może śmiałeś się z "frajerów", którzy ponosili wyższe koszty decydując się na bezpieczniejszy, choć droższy kredyt. Teraz ruletka na której zagrałeś odwróciła się w drugą stronę - i czego oczekujesz? Żeby "frajerzy" zapłacili za Twoje błędy?
    Czego KONKRETNIE oczekujesz? Jaką LEPSZĄ propozycję masz dla banków?

  • mkslask napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/16 10:03:13:

    No cóż, nie widzę tu problemu banku. Trzy mieszkania na starcie na 30letni kredyt przy braku funduszy do natychmiastowej spłaty przynajmniej jednego z nich - bez komentarza. Decyzja biznesowa jak każda inna, a że nietrafiona? Ktoś mocno niedoszacował możliwego ryzyka a skupił się jedynie na potencjalnych zyskach (wpływy z najmu, dalsze spadki kursów, wzrost wartości nieruchomości) i teraz poniesie tego konsekwencje. Myślę, że zgrywanie teraz poszkodowanego jest niedorzeczne bo coś takiego jak ryzyko kursowe jest oczywiste tak samo jak to, że w 30 lat może się wiele wydarzyć. Pan zagrał na niski kurs franka co na dany moment zapewniało niższe raty niż pln i musiał Pan wiedzieć, że kurs to jest coś co się zmienia, w dwie strony. Równie dobrze kurs mógł spaść i wtedy na pewno nie oddałby Pan bankowi tego co zostało w ten sposób zaoszczędzone. A bank jest zabezpieczony, jest hipoteka i jest odpowiednia umowa. Jakiekolwiek propozycje ze strony banku inne niż w umowie, mówiącej że należy co miesiąc płacić tyle i tyle to tylko ukłon z ich strony i mogłyby w ogóle nie dyskutować tylko po prostu rozwiązać umowę, którą klient podpisał a z której się nie wywiązuje. Przykry przykład ale powinien być dość szeroko opisany bo w Polsce nie brakuje osób o podobnych kredytowych pomysłach na nieruchomości, zarówno na wynajem jak i na własne mieszkanie. Kredytowe szaleństwo na 30 lat bez rozpatrywania czarnych scenariuszy zawsze będzie miało taki finał. Ulotka z tą historią powinna być rozdawana każdemu hurraoptymiście biegnącemu po kredyt bo inne argumenty do nich widać nie przemawiają. I takich "poszkodowanych", z żalem do całego świata, będzie niedługo więcej.

  • mkslask napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/16 10:27:59:

    @xaliemorph

    A dlaczego miałby być karany ktokolwiek inny niż klient. Klient nie ma pieniędzy/samochodu/nieruchomości a chce je mieć. Bank pieniądze ma ale pożyczy je nie po to, żeby do tego dołożyć tylko po to, żeby na tym zarobić. Czy pożyczysz mi 1000zł żebym mógł sobie zagrać w kasynie, przy założeniu, że jak mi się nie uda wygrać to część ryzyka spadnie na ciebie? Wątpię.

  • panjarek48 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/16 13:34:08:

    Ta Ruletka zagrała przeciwko obu stronom, także bankowi. Bank nie chce windykacji bo nie opłaca mu sie zupełnie. Ja tez jej "raczej" nie chce, ale w tym momencie , analizując długookresowo, windykacja z całymi jej niedogodnościami wydaje sie być ekonomicznie lepsza opcja niż ta ugoda którą na dziś proponuje bank.

    Jak mówił amerykański prof. prawa Brent T. White Banki czasem wręcz żeruja na poczuciu wstydu , przegranej i graja nieczysto z klientami juz zaangażowanymi kredyt. Wielu ludzi płaci pożyczki, ktore powinni porzucić analizujac je czysto ekonomicznie.

    Zapraszam do ciekawej lektury the Wall Street Journal
    blogs.wsj.com/developments/2009/10/30/its-ok-to-walk-away-a-law-professor-argues/

    Wydaje mi się że kurczowe trzymanie sie umów które przestały przystawać do rzeczywistości bo zmieniła sie bardziej niz przewidywali podpisujacy umowe , nie przyniesie korzyści żadnej ze stron. Tak samo jak wyrywkowe analizowanie sytuacji na podstawie 20% informacji jak w niektórych postach powyżej.

    Wcale nie chce na siłe zatrzymać mieszkań. Poruszam sprawę na forum bo problem kredyt hipoteczny frankowy dotyczy wielu polaków. I mysle, że są rozwiązania na których obie strony skorzystac...

  • xaliemorph napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/16 13:36:20:

    @mklask

    Tylko to ja rozumuję inaczej. To jest kredyt hipoteczny. Zabezpieczeniem kredytu jest wartość nieruchomości. Bank sam doskonale sobie zdaje sprawę że wartość spadnie (nie od parady ma rzesze znawców rynku). Bank tak naprawdę nie pożycza Tobie pieniędzy ale inwestuje w mieszkanie, sam je kupuje i jego wkładem w inwestycję jest to że mu spłacisz to mieszkanie na warunkach jakie się wcześniej umówiliście. W obecnej sytuacji inwestycja z punktu widzenia banku jest ZAWSZE opłacalna bo choćbyśmy nie mogli spłacić mieszkania, wartość jego spadła to i tak bank może nas ciągać i naszych potomków byśmy mu spłacili zadłużenie. Gdyby bank był traktowany w umocowaniach prawnych naprawdę jak inwestor (bo takowym jest) to by partycypował w ryzyku inwestycji i ewentualny zwrot roszczeń na skutek niespłaconego kredytu by obowiązywał tylko do wysokości wartości nieruchomości. Jakie to przy okazji by rodziło konsekwencje? Bankom również zależałoby na prawidłowym wycenianiu nieruchomości. W dzisiejszej sytuacji gdy bank zawsze wygrywa, bankowi zależy na jak najwyższej cenie mieszkania bo pożyczy jak najwięcej a nawet jak kredyt będzie nie spłacony to i tak ma olbrzymią szansę i tak ścągnąć dług z dłużnika. Gdyby sytuacja była bardziej sprawiedliwa i bank jak i konsument byliby traktowani po równo jak partnerzy inwestycji (bo tak jest naprawdę) Wtedy banki również miałyby wpływ na kształtowanie cen mieszkań ponieważ zbyt drogie mieszkania by się tak chętnie nie sprzedawały bo banki uznawałyby ich cenę za zwyżoną czyli ryzyko w przypadku zwrotu funduszy z niespłaconego kredytu byłoby sporo większe. Ergo banki miałyby niewątpliwy interes w weryfikacji cen mieszkań. Dziś jedyny jaki mają to ich zawyżanie.

  • xaliemorph napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/16 13:46:07:

    A i sytuacja winna się tyczyć zawężonej liczby przypadków. Tzn. nie wszystkich nieruchomości jak przykładowy pseudo biznesmen z artykułu który myślał że jest bardziej sprytny od innych i się przeliczył, tylko ludzi którzy kupują daną nieruchomość jako główne / jedyne miejsce zamieszkania. By nie komplikować przepisów warto byłby zastosować te same zasady które funkcjonują w prawie podatkowym. Np. jedna nieruchomość na 5 lat (analogicznie do przepisów podatkowych gdzie sprzedaż nieruchomości przed upływem 5 lat jest sankcjonowana podatkiem). Pewnie są jeszcze lepsze, bardziej dokładne przykłady ale niestety nie pływam w temacie, jedynie kreślę w miarę przejrzyste rozwiązanie.

  • kr_kr napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/16 14:21:27:

    I mysle, że są rozwiązania na których obie strony skorzystac...

    Są dwie możliwości:
    1) Znasz takie rozwiązania - więc możesz je przedstawić
    2) Nie ma takich rozwiązań

    Jest też wersja 3 będąca mutacją wersji 2: łudzisz się, że da się jakoś rozwiązać sytuację kredytu na 1,35 mln za mieszkania warte 0,82 mln dzięki któremu "garb" w wysokości 0,5 mln (słownie: pół miliona) zniknie jak kamfora, jak zły sen.
    No niestety: matematyka jest nieubłagana. Ktoś ten kredyt musi spłacić. Całe 1,35mln.

    Jedynym "rozwiązaniem na którym obie strony skorzystać" to cud polegający na tym, że złoty znów się znacznie umocni i CHF będzie kosztował 2,00zł.

    Ale to jest kategoria "cud", a nie chłodna kalkulacja.

  • romekwasielewski napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/16 16:33:16:

    Pan Jarek pewnie popełnił kilka błędów, które w kumulacji zrodziły jego problemy. Możliwe, że kupił zbyt drogie mieszkania w stosunku do oczekiwanego zwrotu. Możliwe, że target jego najemców nie przynosi oczekiwanych wpływów, żeby to się lepiej spinało. Możliwe, że rozlicza się z US na złych zasadach, np. ryczałt zamiast skali. Te wszystkie czynniki i może jeszcze kilka innych decyduje o tym, że coś się udaje lub nie. Czasami są to drobiazgi a czasami większe rzeczy ale zebrane razem dają taki efekt a nie inny. Gdyby Pan Jarek się zastanowił jak rozwiązać problemy a nie próbował zrzucić winę na banki to może by się udało uratować ten biznes. Ale tu trzeba się uderzyć w piersi, zacisnąć zęby i rozwiązywać problemiki małe i duże po jednym ale bez wytchnienia. Efekt mógłby się pojawić. Ja tez mam jeden kredyt w CHF i też z 2006 roku (i to w dodatku z zawyżanymi niesłusznie odsetkami przez BRE bank - sprawa pozwu zbiorowego) ale jakimś dziwnym trafem ja zarabiam (i to nieźle) na tym wynajmowanym mieszkaniu, bo wymyśliłem jak to wszystko ułożyć żeby działało. Poza tym CHF nigdy w 2006 roku nie był po 2 zł jak to się tu dramatyzuje, najmniej było to 2,37-2,38 czyli różnica sporo mniejsza do dzisiejszych kursów. Także trzeba spojrzeć na sprawę bardziej przenikliwym okiem a nie tak ogólnikowo i robić wielkie "halo", że banki są be. Trzeba próbować się z nimi dogadywać ale z kalkulatorem w ręku a nie z wielką gębą... Pozdrawiam.

  • poomoimtrupie napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/17 18:22:39:

    Ja bym powiedział że umocnienie się złotego do CHF nie jest cudem żadnym. To że taki powinien być przelicznik pokazuje zresztą wydany niedawno tegoroczny index macdonalda. PLN jest o wiele za słaby niż być powinien. CHF jest o wiele za mocny.

    Proszę zauważyć że banki graja we własnym interesie. Jak było w ich interesie namawiali na CHF. Teraz namawiaja na przewalutowania na PLN, należało by się zastanowić dlaczego. Czyżby przewidują że CHF się umocni, a namawiając na przewalutowanie na PLN zamrażają kapitał kredytu na wysokim poziomie?

    Co mogę konstruktywnego polecić to siąść i na zimno przekalkulować wszystko. I albo grać na czas licząc że frank spadnie (a jak spadnie to pożyczyć w PLN i kupić franków na zapas, na czarną godzinę), albo natychmiast przestać spłacać, napić się, najeść, i przygotować na komornika i ciężkie czasy.

  • kr_kr napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/18 22:19:49:

    @poomoimtrupie
    "umocnienie się złotego do CHF nie jest cudem żadnym. To że taki powinien być przelicznik pokazuje zresztą wydany niedawno tegoroczny index macdonalda. PLN jest o wiele za słaby niż być powinien"

    Proszę, napisz że żartujesz :D

  • nie-tak napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/19 21:32:26:

    Tak jak w USA, banki wiedzialy dokladnie ze ma juz jeden dosc wysoki kradyt i udzielily nastepnych bez doglebnej analizy dochodow? Jak to jest mozliwe? Kto zawinil? Zawinily w 100% banki.

  • nie-tak napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/19 21:50:04:

    @mkslask
    A ja widze tu wielki problem banku, jak mogl udzielic nastepny bank kredyt skoro wiedzial ze ten osobnik posiada juz jeden? Jak to jest mozliwe? Banki tak jak rzady wiedzialy daleko (przeszlo 10 wstecz) przed 2008 rokiem ze nadchodzi wielki kryzys i ze beda wielkie hustawki walutowe i mimo tego udzielaly bez umiaru wysokie kredyty?

  • scoiatel napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/20 13:43:39:

    Sam wynajmuję mieszkania i przypuszczam że:
    - mieszkania kupił duże i być może drogo
    - mieszkania wyposażył zbytnio luksusowo, a biedni studenci nie chcą tyle płacić
    - od samego początku musiał mieć problemy z dopinaniem budżetu, wzrost CHF w większość był rekompensowany przez spadek oprocentowania.

    Mam jeden kredyt w chf i nie odczułem bardzo wzrostu raty, ale kredyt nie mam taki wielki.
    Proponuję przyjąć warunki banku w celu obniżenia rat. Nie ogłaszać upadłości, bo w PL się odpowiada całym swoim majątkiem, a po co mieć problemy do końca życia. Przeczekać gorsze czasy i zwiększyć dochód z innych źródeł, można wyjechać za granicę. Dopłacać do rat i traktować to jako inwestycję na emeryturę (co prawda słabo opłacalną, ale jednak przypuszczam, że chociaż odsetki od kredytu studenci pokrywają). Można sprzedać własne mieszkanie jeśli się je ma.
    Z tego wynika, że najprawdopodobniej jedyny sensowny kierunek to zagranica. Kto wie, może za ileś lat zł się porządnie umocni? Tego nikt nie wie, jednak jakieś prawdopodobieństwo tego jest.

  • masman napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/20 23:38:33:

    jak to bankrutuje pewne ceny za wynajem spadły. Niech wydłuży okres kredytowania i po kłopocie.

    W dniu zaciągnięcia kredytu wiadomo, do jakich kursów musiałoby dojść żeby kredyt we frankach zrównały się nam w kosztach z kredytem w złotych. Radzę wszystkim sprawdzi, po jakich kursach w trakcie kredytowania spłacaliśmy kredyt, oraz po jakim kursie był uruchomiany. Przecież z dnia na dzień kurs franka szwajcarskiego nam tak nie podrożał, po którym przeliczaliśmy raty kredytu jak widać zresztą na wykresie. Dziś jak przeliczamy po obecnym kursie nasz kapitał to łapiemy się za głowę ile jeszcze musimy przez cały okres kredytowania spłacić jakby ten kurs miał się utrzymać przez 20 czy 30 lat, a przecież musi on zacząć spadać.

    adze, więc dodając wszystkie kursy, po których spłacany był kredyt, a następnie dzieląc je przez miesiące kredytu wyciągnąć średnią kursu spłaty kredytu, jaki i raty. W zależności, kiedy zaciągnięty był kredyt może być mię więcej taka sama, jaka płaciliśmy na początku kredytu.

    Wyliczając tak jak opisałem powyżej każdemu powinno wyjść miej więcej to samo:

    Dodając wszystkie kursy od 2006 r., po którym przeliczaliśmy raty kredytu w CHF na złote od kursu uruchomienia kredytu 2, 45 do kursu sprzedaży 3, 6187 w 2013 r. średnia kursu spłaty kredytu powinna wyjść nam około 2, 8372 zł.


    2006 rok
    Porównując kredyt na 30 lat w PLN 6, 72% do 3, 06% w CHF od kursu uruchomienia 2, 45 zł kurs musiałby wzrosnąć, o 1, 2788, czyli kurs sprzedaży musiałby wzrosnąć do 3, 7288 zł. Taki kurs musiałby się utrzymać przez cały okres kredytowania, czyli przez 30 lat?
    Średnia kursu sprzedaży do dziś 2, 8372zł jest niewiele większa niż kurs uruchomienia.

    Polskim kredytobiorcom nic takiego złego nie grozi, więc radzę normalnie płacić raty i nie nadpłacać kredytu. Ewentualnie radziłbym wydłużać okres kredytowania na maksymalny ponieważ im dłuższy okres kredytowania tym bardziej kredyt jest odporny na wahania stóp procentowych oraz kursów walut.

    Aby zweryfikować prawdziwość mojej wyliczenia kursów proponuję, żeby kursy spłaty poszczególnych rat swojego kredytu dodać do siebie, następnie podzielić przez miesiące jego spłaty w celu wyciągnięcia średniej kursu. Następnie otrzymaną średnią porównać z kursem uruchomienia swojego kredytu

    Dlaczego płacimy tyle za franka odpowiedź jest jedna.

    Przez osłabienie się złotego do Euro jak również przez samych Szwajcarów gdyż nie zareagowali od razu by utrzymywać go w stałym swoim niskim paśmie wahań 1, 5 CHF za EURO. Jedno jest pewne, że poniżej 1, 2 kurs franka za euro nie zejdzie, jak również to, że złoty będzie musiał zyskać na wartości do Euro.

    Kurs złotego do CHF to jest nic innego jak kurs Euro/PLN dzielony przez kurs EURO/CHF= kurs złotego za franka szwajcarskiego

    Jeśli kurs za Euro będzie 4 zł to wówczas za franka będziemy płacić:

    3, 33 przy kursie 1, 2 CHF za Euro

    2, 96 zł przy kursie 1, 35 CHF za Euro

    2, 67 zł przy kursie 1, 5 CHF za Euro

    Jeśli kurs za Euro będzie 3, 8 zł to wówczas za franka będziemy płacić:

    3, 16 przy kursie 1, 2 CHF za Euro,

    2, 81 zł przy kursie 1, 35 CHF za Euro

    2, 53 przy kursie 1, 5 CHF za Euro

    michalasman.bblog.pl/wpis,masz;kredyt;w;chf-nie;daj;sie;nabrac;na;jego;szybka;splate,95767.html

  • kr_kr napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/22 10:16:02:

    @masman

    Jesteś kolejnym który pociesza się, zestawiając raty dla uśrednionego kursu CHF (bo sporo niższy od obecnego) z najwyższymi w historii ostatnich lat ratami dla kredytu w złotówkach - bo tylko wówczas całe Twoje wyliczenia mogą mieć jakiś sens.

    Tego, że tak wysokie oprocentowanie kredytów złotówkowych było raptem przez kilka miesięcy, a potem spadło i to mocno oczywiście nie zauważasz, bo zachwiałoby to Twoim samopoczuciem. No i w pył rozsypało samopocieszycielskie wyliczenia.

    I to przekonanie na temat kursu CHF, że "przecież musi on zacząć spadać.".
    W 2008 pseudodoradcy wmawiali, że do 2,8 za CHF "przecież on nigdy nie dojdzie."

  • masman napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/22 18:59:18:

    w gospodarce rynkowej nigdy nic nie spada w nieskończoność tak samo jak nie wzrasta. Jeśli wyliczamy koszty kredytu musimy wyciągać średnią gdyż nawet ten kurs dzisiejszy nie będzie wieczny i spadnie. Wcześniej czy później wszystko się uspokoi i kurs za franka będzie poniżej 2,8 zł. jak na razie z kredytami jest wszystko dobrze ponieważ oszczędzają więcej zarobimy niż mamy ich koszt.

    Tak samo jest z oprocentowaniem kredytów które nie jest stałe. Przykładowo jeszcze tak nie dawno było na poziomie 6% dziś jest 4,5%, a za trzy lata może być 7%, a za następne dwa 3% więc musimy wyliczać średnią.

  • wwwkatanga napisał(a) komentarz datowany na 2013/08/14 14:18:14:

    Nie wydaje mi się żeby wpisy typu: "dobrze mu tak cokolwiek wnosiły do poruszonego tematu " Jest opisany problem i należy się wypowiedzieć konstruktywnie i bezstronnie. Moje zdanie to: Opisana sytuacja nigdy nie miała miejsca suche fakty temu przeczą,
    jest to tekst napisany przez osobę która nigdy nie brała udziału w żadnym przedsięwzięciu
    " inwestycyjnym " i rozpisywanie się o Bankach ( jakie są niedobre) i jednak o Doradcach
    ( a nie oszustach czy naciągaczach a najdelikatniej o osobach niekompetentnych ) To historyjka rodem z osiedlowego " Magla " Zadam na koniec pytanie - A może chodzi tu o zniechęcenie potencjalnej konkurencji bo rynek wynajmu kurczy się w sposób widoczny,mieszkań na wynajem przybywa, ceny zatem spadają ... mój wielki nos mi podpowiada że w opisanym przypadku tak właśnie może być ... Że mało inteligentne ?
    a jaka jest większość komentarzy ... tak ...

  • franek.mazurek napisał(a) komentarz datowany na 2013/08/25 01:38:42:

    Zupełnie nie rozumiem w jaki sposób pan Jarek z Opola znalazł się na skraju bankructwa.

    Mam identyczną sytuację jak pan Jarek i uważam, że kredyt we frankach szwajcarskich (dokładnie: denominowany na franki szwajcarskie) był 1000 razy lepszym rozwiązaniem niż kredyt w złotówkach.

    Moja sytuacja:
    W roku 2006 wziąłem 200 tys. zł kredytu na 30 lat we frankach szwajcarskich.
    Oprocentowanie kredytu: 2,66%
    Kurs franka: 2,55
    Miesięczna rata: 1100 zł

    Rok 2013
    Oprocentowanie kredytu: 0,82%
    Kurs franka: 3,60
    Miesięczna rata: 1100 zł

    Reasumując - wzrost ceny franka został zniwelowany spadkiem oprocentowania i kwota miesięcznej raty nie uległa zmianie. Jednocześnie kwota raty kredytu we frankach była (w 2006 r.) i nadal jest (2013 r.) o kilkaset złotych niższa niż kwota raty dla kredytu w złotówkach.

    Jak więc jest to możliwe, że pan Jarek z Opola znalazł się na skraju bankructwa?????????

  • antybankster napisał(a) komentarz datowany na 2013/08/29 19:56:09:

    Widzę, że jak zwykle, sami wujkowie i cicocie dobra rada, nie trzeba było tego, bądź tamtego robić, sam jest Pan sobie winien itd. itp. a te wspaniałe banki są super, trzeba było czytać co Pan podpisywał itd. itp. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby przemyśleć relacje - człowiek, konsument bez doświadczenia w finansach v machina nastawiona na zrobienie z ludzi niewolników finansowych w kraju, który nie potrafi sobie poradzić z wprowadzeniem cywilizowanego prawa z lobby bankowym, firm pożyczkowych i windykacyjnych itd. itp. Bohatera opowieści proszę o kontakt. Zawodowo wyciągam ludzi z problemów niewypłacalności i pułapki kredytowej. Trzeba oczywiście do tego odwagi, cierpliwości, wyrzeczeń i perspektywy kilku lat, ale zapewniam, że da się z tego wyjść. Adres: antybankster@gazeta.pl

  • z17 napisał(a) komentarz datowany na 2013/08/29 23:07:09:

    Panie antybankster, ten człowiek miał cel INWESTYCYJNY !!! Jak się nie ma doświadczenia w finansach, to się nie bierze za karierę biznesmena od nieruchomości kupowanych na kredyt.

  • karol0051 napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/17 20:46:22:

    Gdyby chciał zarabiać na jednym mieszkaniu, to nawet przy kredycie we franku dałby sobie radę. Kiedyś kiedyś jakiś doradca polecony przezn znajomych polecał mi kredyt na 50 lat we frankach, na co inny z opena mi to odradził od razu. Ale jak ktoś bardzo chciał uwierzyć w takie bajki, to uwierzył.

  • kredyty-forum napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/27 23:14:53:

    Gościu podjął ryzyko z chciwości, teraz niestety ma za swoje. Niestety przez takie osoby ceny mieszkań są wyciągnięte do granic absurdu.

  • artimman napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/15 13:40:06:

    Jak spłacać kredyt we frankach?
    Zobacz co robią inni
    goo.gl/6EXPFY
    i nie bankrutuj.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line