Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 09 września 2013

Bank kusi: "Zamień ubezpieczenie niskiego wkładu na prowizję". Podejrzane?

Pamiętacie słynny wyrok sądowy z 2011 r., w którym klientka pewnego banku na M. wywalczyła anulowanie kosztów ubezpieczenia niskiego wkładu własnego? Sąd orzekł wtedy prawomocnie, że obciążenie klientki kosztami ubezpieczenia niskiego wkładu jest niedopuszczalne i niezgodne z dobrymi obyczajami. I dodał, że z umowy zawartej przez bank nie wynika konieczność obciążania składką ubezpieczeniową kredytobiorczyni, zwłaszcza, że stronami umowy były bank oraz ubezpieczyciel. To był ważny, być może przełomowy wyrok, ale... o ubezpieczenie niskiego wkładu gorący spór trwa już od 2008 r. Wtedy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że "nie ma żadnych podstaw, aby kredytobiorca ponosił koszty umów ubezpieczenia, zawieranych przez bank, który działa na swoją rzecz, w sytuacji, gdy kredytobiorca nie jest stroną tej umowy, ani też uposażonym". Zaś ubezpieczenie niskiego wkładu własnego czymś takim właśnie jest. Bank ubezpiecza klientów, którzy nie mają wkładu własnego i dzięki temu jest "kryty" przed Komisją Nadzoru Finansowego, która domaga się, by banki nie przesadzały z ryzykiem kredytowym. A potem ów bank przychodzi do klientów, żeby pokryli mu koszty umowy ubezpieczenia. Czasem nawet jeszcze dolicza do tego wszystkiego spread. Bo choć sam bank też ma interes, by udzielić kredytu, to klienci zwykle interes mają większy. A jak mają większy, to niech płacą - argumentują bankowcy.

Czytaj też: Klienci chcą pozywać banki za spread. Jakie mają szanse?

Czy te argumenty wytrzymają próbę czasu, zwłaszcza przed Wysokim Sądem? Jeszcze jakiś czas temu klienci, w obawie przed wypowiedzeniem umów kredytowych, bali się iść z bankami na wojnę. Ale teraz klimat jest inny i zapewne chętnych do podważenia umów ubezpieczenia niskiego wkładu własnego będzie więcej. Zwłaszcza, że niektóre z banków zdążyły wkurzyć klientów doliczaniem do składek różnych "bonusów", albo licząc składki w taki sposób, że klient ma pewność, iż będzie płacił ubezpieczenie jeszcze przez 15-20 lat. Złość klientów jest wielka i zdaje się narastać. Nic dziwnego, że banki wolą sprawy nie lekceważyć. Albo po prostu dochodzą do wniosku, że czas zacząć grać z klientami fair. "Mam pewną wątpliwość dotyczącą kredytu hipotecznego z 2007 r. i ubezpieczenia wkładu własnego. Otóż do końca września mam do zapłaty składkę ubezpieczenia, a Bank Millennium podesłał mi pismo, w którym proponuje alternatywę: zamianę ubezpieczenia na dodatkową prowizję. Aby zachęcić mnie do zmiany umowy i podpisania aneksu (jest bezpłatny), bank zadeklarował, że zmniejsza tzw. mnożnik rzutujący na wysokość składki z 3% na 2,5%. Cały deal nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi kosztami, tak przynajmniej zapewniła mnie pani z infolinii banku" - pisze do mnie jeden z czytelników, pan Marcin.

Czytaj też: Bank wypiął się na klientkę. Napisała krótki pozew i...

Bank dobrowolnie zrzeka się w tym konkretnym przypadku 1500 zł i mojego czytelnika trochę to zastanawia. "Spotkał się pan się z takim przypadkiem? Warto podpisać ten aneks?" - pyta. Nie on jeden dostał taką propozycję z Banku Millennium. W tej samej sprawie pisze do mnie pan Krzysztof. "W ostatnich dniach wiele osób (w tym ja) dostało propozycję zastąpienia ubezpieczenia przez prowizję. W moim przypadku bank proponuje 6700 zł prowizji zamiast 8000 zł ubezpieczenia. Wiadomo, że bank nie robi tego z dobroci serca. Czy domyśla się pan dlaczego bank chce byśmy płacili mniej? Boi się delegalizacji ubezpieczenia niskiego wkładu? A może zabezpiecza się przed jakimś pozwem zbiorowym? Może ten temat to błahostka, ale co tam, warto spróbować napisać do Samcika :-)" - kończy pan Krzysztof. Także on chciałby znać moją opinię na ten temat. Pan Paweł, kolejny z moich czytelników, postanowił udać się do źródła. I napisał list do swojej pani-doradczyni w Banku Millennium. "Najpierw dowiaduję się, że zbliża się termin opłacenia ubezpieczenia. Później dowiaduję się jednak, ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, że bank nie potrzebuje jednak tego ubezpieczenia! To doskonale, bo w tych dosyć ciężkich czasach, każdy grosz się liczy, więc i my chętnie od obowiązku tego ubezpieczania odstąpimy" - ironizuje pan Paweł w liście do Banku Millennium.

"Następna rzecz, jakiej dowiadujemy się z listu, to informacja o tym, że bank nasz, widząc ku temu doskonałą sposobność, chce obłożyć nas opłatą dodatkową, w zamian za zgodę na odstąpienie od ubezpieczenia, a opłata ta nazwana jest "opłatą prowizyjną za zwiększone ryzyko banku z tytułu występowania niskiego wkładu własnego”. (...) Opłata prowizyjna nie ma absolutnie na celu jakiejkolwiek ochrony finansowej, a jedynie ma zapewnić Bankowi dodatkową, cykliczną korzyść i to w kwocie nie bagatelnej. (...) Nie widzimy potrzeby i możliwości kontynuowania ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, skoro nawet od banku wychodzi jasny komunikat, że takie zabezpieczenie nie jest mu potrzebne" - pisze pan Paweł do banku, wyraźnie dając do zrozumienia, że jak już dostał od banku paluszek, to chciałby i całą rękę. Kolejnemu mojemu czytelnikowi, panu Jakubowi, Bank Millennium proponuje układ jeszcze lepszy. Jeśli zdecyduje się na kontynuowanie ubezpieczenia niskiego wkładu, to nie obędzie się bez ściągnięcia z konta 6640 zł. Jeśli zaś wybierze prowizję, to nie dość, że bank będzie mniej chciwy, bo zabierze 5530 zł. to jeszcze może rozłożyć tę należność na raty miesięczne - przez trzy lata po 185 zł. Pani Joanna, która z tytułu ubezpieczenia niskiego wkładu własnego powinna zapłacić 15.070 zł, otrzymała opcję zapłaty 12.560 zł prowizji z góry, albo płacenia jej w ratach przez trzy lata - w sumie 15.070 zł.

Czytaj: Ubezpieczenie niskiego wkładu, czyli bank dokłada lata do wyroku

Jakie są intencje banku? I czy warto skorzystać z oferty? Czy w banku doszli do wniosku, iż prędzej czy później dojdzie w sądzie do zakwestionowania ubezpieczenia niskiego wkładu? Cóż, kazać klientowi płacić za ubezpieczenie, z tytułu którego ten klient nie jest uposażonym, to w dzisiejszych czasach ryzykowny pomysł. Dlatego w banku postanowili, że warto zminimalizować ryzyko sporu prawnego. Prowizja jest w tym przypadku dużo bardziej dla banku bezpieczna. Z przychodów z niej może opłacić ubezpieczenie niskiego wkładu w firmie ubezpieczeniowej i sprawa będzie "czysta". Czy powinienem z tego powodu czynić bankowi zarzut? Klient płaci mniej i to jest najważniejsze. Jego sytuacja jest bez zmian, bo zarówno z tytułu zapłacenia prowizji, jak i składki ubezpieczenia niskiego wkładu jego uprawnienia są identyczne - żadne ;-). Sądzę też, że zamiana ubezpieczenia na prowizję nie ogranicza też potencjalnej możliwości dochodzenia zwrotu zapłaconych składek, gdyby kiedyś okazało się, że ubezpieczenie niskiego wkładu własnego było wprowadzone przez banki nielegalnie. Zresztą nie tylko Bank Millennium wpadł na taki pomysł, by zamiast ubezpieczenia niskiego wkładu obciążyć klientów opłatą.   

samcik.blox.karykatura-cytaty

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 09 września 2013 22:51

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/10 08:42:45:

    Wytłumaczenie tego dziwnego zjawiska jest bardzo proste.

    Dawno, dawno temu (czyli niecałe 4 lata) mój bank pobrał był ode mnie ubezpieczenie wkładu własnego w kwocie niespełna 800EUR (kredyt w euro). Zgodnie z umową ubezpieczenie zawarte zostało na pięć lat i po tym okresie miałem płacić kolejne, a może i kolejne....
    Na skutek niespodziewanych zdarzeń, czyli spadku euriboru prawie do zera, jakoś tak wiosną zorientowałem się, że mój LTV zmierza do 80% znacznie szybciej niż to kiedyś się wydawało i że osiągnie go jakoś półtora roku PRZED upływem okresu ubezpieczenia.
    Mój doradca, po konsultacjach z "centralą" kategorycznie stwierdził, że żadnych zwrotów z tytułu przedterminowego zakończenia "ubezpieczenia" nigdy nie było, nie ma i nie będzie!!!
    Nie zrażony tym napisałem reklamację na piśmie. Artykuł 813 par. 1KC (rzu.gov.pl/skargi/najczestsze-pytania-i-odpowiedzi/Zwrot_skladki_za_niewykorzystany_okres_ubezpieczenia__20904), rekomendacja Związku Banków Polskich na temat bancassurance i takie tam. Zażądałem zwrotu około 30% "niewykorzystanej" składki (zgodnie z wytycznymi - zwrot rozliczany jest liniowo).
    Jakież było moje zdziwienie kiedy z tej samej "centrali"otrzymałem odpowiedź: "Co się Pan tak awanturujesz? Zwrot składki się Panu należy jak psu zupa!" Bank niby ten sam, a wersje dwie :)

    Po pewnym czasie firma ubezpieczeniowa przelała mi kaskę na konto. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że zamiast ponad 200 spodziewanych eurasków dostałem zaledwie 70 :(
    Kolejny telefon do banku i NASTĘPNEGO DNIA !!!! wpływa reszta, ale już nie od ubezpieczyciela, ale bezpośrednio od banku :D

    Co to znaczy? Ano, że bank pobrał 800EUR "ubezpieczenia", zachował z tego dla siebie jakieś 550, a za 250 coś tam wykupił!!!! Co? Nikt nie wie - bo w końcu to było ubezpieczenia banku, a nie moje :D

    Teraz więc, kiedy atmosfera wokół "ubezpieczeń" zgęstniała, może już nie ściemniać tylko proponować, że weźmie wyłącznie swoją działkę i tyle :) Klient szczęśliwy bo płaci mniej, a bank zarabia nawet więcej (z podanych przykładów wynika obniżka o mniej niż 1/3).

    Ech....

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/10 10:31:47:

    Wydaje mi sie, ze bank woli po prostu nie zarobic tych nedznych 1.5 kPLN, ale zagwarantowac sobie ze Klient bedzie placil cokolwiek i tak, niz ryzykowac, ze ktos go pozwie lub zaostrza sie kryteria przymusowego zawierania ubezpieczenia z tyt. niskiego wkladu. Wszak kilka tygodni temu czytalem o rekomendacji nie zezwalajacej udzielac kredytow klientom bez wkladu wlasnego. A jesli jest wklad wlasny, to bank nie ponosi ryzyka, ubezpieczenie niema prawnej racji bytu. Mysle ze banki zabezpieczaja sie w ten sposob przed czyms, co wkrotce bedzie standardem (wklad wlasny).
    Jesli w ciagu najblizszych 36 miesiecy "ubezpieczenie zniknie", bank bedzie zarabial swoje dalej! Slowem, mysle ze mozna tu negocjowac ostrzej, na poziomie 50% dotychczasowej oplaty.

  • robinchud1492 napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/10 10:45:12:

    Zresztą nie tylko Bank Millennium wpadł na taki pomysł, by zamiast ubezpieczenia niskiego wkładu obciążyć klientów opłatą
    a który to jeszcze bank wpadł na taki pomysł?
    pewnie Alior czy może Raiffeisen Polbank bo Justynkę łowicka torba mBanku zastąpiła

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/10 11:56:05:

    a tam dobre serce...
    wyrywają pod inną nazwą kasę, bo w inny sposób to mogą się zdrowo naciąć... po prostu wiedzą, że jest to nielegalne i już...
    Oczywiście to dla dobra klienta...

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/10 13:08:27:

    Panie Redaktorze,

    Nie bójmy się tego banku na ,,M" któremu klientka pogoniła kota w sądzie.
    To jest Multibank (grupa BRE, razem z mBankiem)

    Na marginesie dla zainteresowanych wyrok i uzasadnienie w pozwie zbiorowym przeciwko BRE Bank S.A. Zachęcam do pobierania i czytania. Podobno czytanie kształci :-), może być też inspiracją dla niezdecydowanych...

    www.pozwalembank.pl/wyrok-uzasadnienie-pozew-zbiorowy-bre-mbank/

  • yer-ry napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/10 22:29:53:

    Panie redaktorze, chciałbym tylko krótko zwrócić uwagę, że ubezpieczenie, o którym pan pisze dotyczy tak naprawdę "brakującej części wymaganego wkładu własnego" a nie jak pan pisze, wprowadzając zamieszanie, "wkładu własnego", którego przecież ludzie, których to dotyczy, nie wnieśli (a w każdym razie, nie tyle ile wymaga KNF).
    Inna sprawa, że ludzie walczący o swój partykularny interes i kwestionujący zapisy umów kredytowych, które przecież podpisali, zrobili krzywdę samym sobie oraz ludziom, którzy od nowego roku nie wezmą kredytów bo nie będą mieć niezbędnych środków na wkład własny i tym samym nie kupią mieszkań, które w związku z tym będą tanieć, bo bez kredytów hipotecznych wrócimy do sytuacji z lat 2002/2003, także w kwestii ceny metra kw.

  • robinchud1492 napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/10 23:37:50:

    do pozwałembank
    robi Pan dobrą robotę - ja coś podobnego robię jeśli chodzi o Raiffeisen bank
    strona jest w przygotowaniu i opisywać będzie niegodziwość tego banku oraz jego nielegalne działania dodam tylko, że klauzule niedozwolone to małe miki a narażonych na straty jest kilkaset tysięcy klientów

  • peter.news napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/11 11:08:52:

    A moje pytanie jest proste: płacić czy nie płacić?

    Od 6 lat spłacam grzecznie kredyt. Zdarzyły się jakieś małe opóźnienia kilkudniowe albo przelanie za małej kwoty ale to wszystko. Już dwa razy płaciłem to ubezpieczenie i teraz powinienem zapłacić trzeci raz. Do uratowania mam 10 tys. PLN, które zbierałem przez te 3 lata, podczas których poprzednie ubezpieczenie obowiązywało. Ale nie pogniewałbym się gdyby zostało to w mojej kieszeni :-)

  • vidzej napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/11 17:19:41:

    @robinchud1492
    ale snujesz przypuszczenia czy wiesz, które banki mają jeszcze takie oferty?

  • robinchud1492 napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/11 21:01:18:

    vidzej
    sprecyzuj pytanie łaskawco

  • wycienty napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/23 13:35:00:

    To co pisze tu sy1wester o zatrzymywaniu sobie przez banki x% składki "ubezpieczenia" gdzie, x to czasem ponad 90% to prawda i coraz bardziej jawna. Przykłąd z życie wzięty:
    Ostatnio Deutsche Bank chciał mnie uraczyć kredytem który nie miał prowizji ale trzeba było wziąć w AXA ubezpieczenie ładnie nazwane "All risk" gdzie maksymalne kwoty świadczeń wynosiły, uwaga! 6 000 zł
    zdarzenia ubezpieczeniowe takie to obejmowało:

    Kradzież pojazdu lub szkoda całkowita
    Kradzież z włamaniem
    Śmierć współmałżonka w wyniku nieszczęśliwego wypadku
    Śmierć rodzica w wyniku nieszczęśliwego wypadku
    Śmierć teścia w wyniku nieszczęśliwego wypadku
    Utrata pracy
    Pobyt w szpitalu
    Śmierć Ubezpieczonego Głównego

    oczywiście 6 000 to kwoty maksymalne, oprócz tego działają wyłączenia odpowiedzialności i takie tam inne rzeczy.
    Składka roczna? Raptem marne 1850 PLN :-)))

    No i jakby ktoś chciałby być cwany i to ubezpieczenie wypowiedzieć lub odstąpić to jak najbardziej może, tylko wówczas oprocentowanie kredyciku leci o 1 pp w górę.

    Podobno składka "ubezpieczeniowa" 1850 PLN jest minimalna, czy ktoś bierze kredytu 5 000 czy 100 000. Tzn jak kto chce sto tysięcy może jest wyższa, nie dowiadywałem się...

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2014/05/27 15:10:10:

    Wszystkim zainteresowanych UNWW (bez względu na bank) polecam lekturę oraz wyroki do pobrania:
    www.pozwalembank.pl/ubezpieczenie-niskiego-wkladu-wlasnego-mbank/

  • wycienty napisał(a) komentarz datowany na 2014/05/27 15:16:46:

    Uzupełniając swój poprzedni wpis dodam, że zrezygnowałem z tego ubezpieczeniowego cuda AXA. Można to zrobić w każdym czasie cho lepiej od razu następnego dnia po podpisaniu umowy, a najpóźniej do 30 dni bo wtedy powinni oddać 100% składki. Saldo i ratę bank mi zmniejszył, oprocentowania na razie mi nie podnieśli. Zatem plus dla DB bo na razie zapis z umowie okazał się straszakiem. Oby ta polityka nie zmieniła im się.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line