Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 03 września 2013

Banki zapłacą za nieprecyzyjny spread? Możliwe aż dwa nowe pozwy zbiorowe!

Dziś znów o kredytach hipotecznych i próbach - czy uzasadnionych to inna sprawa - dobrania się do skóry bankom, które udzieliły 700.000 polskich rodzin kredytów w obcej walucie. Bank Millennium może być kolejną instytucją finansową, która zmierzy się z przeznaczeniem, czyli... pozwem grupowym niezadowolonych klientów. Widać, że przykład "Nabitych w mBank" podziałał nie tylko na klientów firmy ubezpieczeniowej Aegon, którzy myślą o grupowym skarżeniu jej za opłaty likwidacyjne. "Jestem jednym z organizatorów grupy przymierzającej się do pozwu zbiorowego wobec Banku Millennium. Aktualnie mamy ponad 80 zainteresowanych osób, a codziennie zgłasza się kolejnych kilka" - pisze do mnie pan Piotr, czytelnik blogu. Grupa nie ma jeszcze żadnej kancelarii, która będzie ją reprezentowała. "Chcemy, by pozew oparty był na wyroku Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a więc na orzeczeniu, które wpisuje do rejestru klauzul niedozwolonych UOKiK następujący fragment umów kredytowych Banku Millennium: "Kredyt jest indeksowany do CHF/USD/EUR, po przeliczeniu wypłaconej kwoty zgodnie z kursem kupna CHF/USD/EUR według Tabeli Kursów Walut Obcych obowiązującej w Banku Millennium w dniu uruchomienia kredytu lub transzy”. W związku z uznaniem tego zapisu za nielegalny chcemy odzyskać nadpłacone w ratach pieniądze wynikające z faktu, że bank nie określił wysokości spreadu walutowego" - pisze pan Piotr.

Pan Piotr założył nawet stronę internetową, która jest skrzynką kontaktową dla grupy szykującej się do walki z Bankiem Millennium. Podkreśla, że skoro UOKiK uznał już klauzulę wpisywaną klientom do umów za bezpodstawną, to uzyskanie zwrotu części wpłaconych rat (tej, która przypada na "zawyżony" spread) jest tylko kwestią czasu. "Zakwestionowana przez UOKiK klauzula dotyczy tego, że bank miał możliwość ustalania kursów walut na dowolnym poziomie. Zgodnie ze swoim widzimisię zwanym Tabelą Kursów Walut Obcych obowiązującą w banku. To powodowało, że klient nie był w stanie realnie ocenić kosztu kredytu podczas podpisywania umowy. Naprawa szkody dotyczy wyegzekwowania od Banku nadmiernych kwot jakie wpłaciliśmy stosując nielegalną Tabelę Kursów Walut. Zbieranie chętnych do pozwu potrwa minimum do grudnia. Teraz zbieramy grupę inicjatywną, następnie będą ogłoszenia kancelarii, którą wybierzemy i ogłoszenia w prasie". Cóż, pożyjemy, zobaczymy. Przykład "Nabitych w mBank" pokazuje, że droga do zwycięstwa - a przecież w ich przypadku mamy dopiero wyrok sądu pierwszej instancji i jeszcze długo nie będzie mowy o odzyskaniu jakichś realnych pieniędzy - jest długa i wyboista.

O odzyskaniu nadpłaconych w ten sposób pieniędzy myśli też pani Marzena. "Zorientowałam się, iż istnieje realna szansa na odzyskanie pieniędzy, które straciłam wskutek wpisania przez bank do mojej umowy niedozwolonej klauzuli. Bank nie miał podstaw na przeliczanie rat kredytu oraz ubezpieczenia niskiego wkładu własnego po kursie tabeli banku. Można zakładać, że zawyżono raty kredytów oraz kwoty ubezpieczenia. Wyrok sądu nie określa po jakim kursie bank powinien przeliczać raty, ale jasno mówi, że bank określił ten parametr w sposób nieprecyzyjny". Pani Marzena twierdzi, że bank wie, że ona wie i... chce ją przechytrzyć. "Wnosiłam o zmianę w umowie, umożliwiającą spłatę kredytu bezpośrednio we frankach. Zauważyłam, że przy okazji bank chce przemycić w owym aneksie podejrzany punkt" - pisze czytelniczka. Dotyczy on oczywiście sposobu wyliczania spreadu walutowego, a więc dokładnie tego parametru, który - według mojej czytelniczki - regulowany jest w jej umowie niezgodnie z prawem. Bank pragnie zmienić ten fragment umowy, a klientka ma poważne wątpliwości czy ta zmiana aby na pewno jest na jej korzyść, czy też tylko na korzyść banku. Dla tych, którzy się teraz denerwują... coś na uspokojenie:

Ów nowy punkt, wpisany przez bank do aneksu w miejsce starego, brzmi następująco: "Kurs wymiany walut obcych, na podstawie którego przeliczane są na złote polskie zobowiązania Kredytobiorcy wyrażone w walucie obcej, podawany jest w Tabeli Kursów Walut Obcych Banku. Podstawą do ustalenia kursów kupna i sprzedaży zawartych w Tabeli Kursów Walut Obcych Banku jest kurs bazowy, stanowiący średnią arytmetyczną z ofert kupna i ofert sprzedaży tej waluty oferowanych przez profesjonalnych uczestników rynku walutowego i podanych na stronie serwisu Reuters w chwili tworzenia Tabeli Kursów Walut Obcych. Wartości kursu kupna i wartości kursu sprzedaży z Tabeli Kursów Walut Obcych mogą odbiegać od kursu bazowego o nie więcej niż 10%". Klientka podejrzewa, że bank ma nieczyste intencje. "Zamyka mi tym samym drogę do dyskusji np. na temat wysokości ubezpieczenia niskiego wkładu własnego - ponieważ podpiszę, ze zgadzam się na spłatę składki ubezpieczeniowej wyliczanej po nowemu, po kursie banku. Pani w banku nie poinformowała mnie o dodatkowych zapisach, które znalazły się w aneksie prócz tego, o co wnioskowałam. Ba, stwierdziła nawet, że nie ma możliwości zapoznania się z treścią aneksu w domu - należy podpisać go w oddziale banku"

Postanowiłem zgłębić sprawę u źródła i zakłócić spokój rzecznikowi Banku Millennium, Wojciechowi Kaczorowskiemu. "Panie Wojciechu, podobno bank podsuwa ostatnio klientom aneksy do umów kredytów hipotecznych, które usuwają pewną niedozwoloną klauzulę. Klienci uważają, że w ten sposób bank usiłuje ograniczyć ryzyko sporu prawnego o "starą" klauzulę. W dodatku ich zdaniem wyrok SOKiK powoduje, że bank ma obowiązek przeliczyć bazowe zadłużenie, a tym samym i raty kredytów, bez uwzględnienia spreadu. Czy bank też czyta wyrok SOKiK w taki sposób? Będę wdzięczny za informację" - napisałem do pana rzecznika. Załączyłem też panu Wojciechowi treść korespondencji z panią Marzeną, która - jak doskonale pamiętamy - uważa, że bank chce ją wmanewrować, podsuwając zmianę w umowie w sposób skrytobójczy. "Panie Redaktorze, przykro mi, muszę Pana rozczarować, bo rzeczywistość jest prozaiczna. Wprowadzenie do umowy zapisu o którym pisze Klient wynika wprost z ustawy z dnia 29 lipca 2011 r., zwanej potocznie  "ustawą antyspreadową" - odpisał mi pan rzecznik sugerując najwyraźniej, że sensem mojego życia jest robienie mu źle. I wyrażając nadzieję, że tym razem paszkwil mi nie wyjdzie. Ech, życie... A tak się staram, żeby nie robić za potwora...

Pan Wojciech kontynuuje: "Z regulacji tej wynika dla banków obowiązek informowania w umowach o "szczegółowych zasadach określania sposobów i terminów ustalania kursu wymiany walut, na podstawie którego w szczególności wyliczana jest kwota kredytu, jego transz i rat kapitałowo-odsetkowych oraz zasad przeliczania na walutę wypłaty albo spłaty kredytu". Powyższy przepis dotyczy również  kredytów udzielonych przed wejściem w życie powyższej ustawy, dlatego też na Banku Millennium ciąży obowiązek zaproponowania Klientom dokonania odpowiedniej zmiany w ich umowach kredytowych. Zatem postanowienie dotyczące stosowania  kursu wymiany walut, o którym mówi klient, wprowadzone aneksem do umowy o kredyt hipoteczny, stanowi wykonanie przez Bank  obowiązku narzuconego na banki ustawą antyspreadową" - tłumaczy rzecznik Bank Millennium. Dlaczego bank wprowadza ten zapis do umów w sposób konfidencjonalny, nie tłumacząc klientom o co chodzi i nie pozwalając zapoznać się z treścią aneksu w domu, w obecności sześciu prawników oraz teściowej? Tego pan rzecznik nie tłumaczy, a ja mogę się tylko domyślać, że to nie miało tak wcale wyglądać. Ale Bank Millennium, tak samo jak subiektywność (tak ładnie odmalowana przez ludzi z Lion's Banku - patrz poniżej), ma wiele twarzy.

samcik.blox-lions2

"I dwa słowa w kwestii wyroku Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. SOKiK w wydanym w dniu 14 maja 2012 r. wyroku ( sygn. akt  XVII AmC 426/09) uznał co prawda postanowienia regulacji Banku Millennium, dotyczące stosowania  tabeli kursów walut obcych za abuzywne, nie zakwestionował jednak możliwości prowadzenia przez Bank własnej polityki dotyczącej kursów walut. Efektem stosowania tej polityki jest ustalanie przez Bank własnej tabeli kursów walut. W ocenie SOKiK, jako i Sądu Apelacyjnego w Warszawie (który rozpatrywał apelację od wyroku SOKiK), postanowienia dotyczące ustalania przez Bank kursów walut powinny być jednakże tak skonstruowane, aby kryteria ustalania kursów kupna i sprzedaży walut nie zależały jedynie od decyzji Banku  i były weryfikowalne dla Klientów. Postanowienia uznane przez SOKiK za abuzywne zostały zastąpione przez Bank precyzyjnymi postanowieniami już z początkiem października 2011 r. Odbyło się to poprzez wprowadzenie odpowiednich zapisów do Regulaminów obowiązujących klientów posiadających w Banku kredyt hipoteczny. Niezależnie od powyższego warto podkreślić iż sam  Sąd Apelacyjny stwierdził, że z wyroku SOKiK nie wynika dla Banku zobowiązanie do stosowania kursu średniego NBP" - finiszuje rzecznik. Ten fragment jest szczególnie ważny w kontekście tego, co chcę napisać dalej.

Jego statement odczytuję tak, że choć klauzula dotycząca przeliczeń kursowych nie była precyzyjna, to jednak żądanie przez klientów pokrycia kosztów spreadu i wyliczania kosztów kredytu z wykorzystaniem kursu średniego NBP jest niedorzeczne. A jeśli tak, to może logiczną byłaby próba ustalenia w którym momencie spread stawałby się "sprawiedliwy"? Jeśli zbuntowani klienci znajdą porządną kancelarię, która reprezentowałaby ich interesy, to kto wie, może przynajmniej powalczą właśnie o... część spreadu. A tacy prawnicy w kraju są. Ostatnio dostałem ciekawą korespondencję z poznańskiej kancelarii Komarnicka Korpalski, występującej w internecie pod kryptonimem LAW24 (dobrze, że nie J-23, albo "07 zgłoś się" ;-)). Ta kancelaria chce złożyć - z udziałem rzecznika konsumentów (ciekawe tylko, czy rzecznik o tym wie ;-)) - pozew przeciwko Getin Bankowi, dotyczący ustalenia, że "dowolność ustalania kursu indeksacji raty kredytu we frankach wywołuje nieważność albo całej umowy kredytu, albo tylko klauzuli przeliczeniowej". Krótko pisząc, prawnicy z LAW24 mają dokładnie taki sam pomysł na zakwestionowanie spreadu walutowego, jak grupa klientów Banku Millennium.

Poznańscy prawnicy swoją argumentację opierają na tezie, że "skoro bank może wybrać dowolne i nie poddające się weryfikacji kryteria ustalania kursów kupna i sprzedaży walut obcych, stanowiących narzędzie indeksacji kredytu i rat jego spłaty, wpływając na wysokość własnych korzyści finansowych i generując dla kredytobiorcy dodatkowe i nieprzewidywalne co do wysokości koszty kredytu, klauzule te rażąco naruszają zasadę równowagi kontraktowej stron na niekorzyść konsumentów, a także dobre obyczaje, które nakazują, by ponoszone przez konsumenta koszty związane z zawarciem i wykonywaniem umowy, o ile nie wynikają z czynników obiektywnych, były możliwe do przewidzenia, a sposób ich generowania poddawał się weryfikacji. (...). Co z tego wynika? "Ustalenie przez sąd nieważności całej umowy oznaczałoby obowiązek banku zwrotu wszystkich kosztów kredytu, łącznie ze spreadem oraz obowiązek klienta zwrotu kwoty głównej. Natomiast ustalenie przez sąd nieważności samej tylko klauzuli przeliczeniowej oznaczałoby obowiązek banku zwrotu nadwyżki spłat uzyskanej dzięki spreadowi walutowemu" - uważają prawnicy. I tu zapędzają się dość daleko, zwłaszcza w świetle argumentacji rzecznika Banku Millennium, który wskazuje, że żaden sąd nie zabronił bankowi zarabiać na spreadzie.

"O wiele bardziej prawdopodobnym rozstrzygnięciem jest ustalenie nieważności częściowej w zakresie klauzuli przeliczeniowej. W przypadku ustalenia nieważności samej klauzuli przeliczeniowej, są możliwe zasadniczo dwa sposoby ustalenia kwoty odniesienia do wyliczenia różnicy między rozliczeniem ze spreadem i rozliczeniem bez spreadu: a) zarówno przewalutowanie inicjalne, jak i „zwrotne” (z chwili spłaty raty) są nieważne – wtedy kwotą odniesienia jest kwota inicjalna kredytu w walucie polskiej; kwoty należne bankowi są wyliczane tak, jakby to był kredyt złotówkowy bez elementu walutowego; b) przewalutowanie inicjalne jest ważne (według kwot podanych w umowie), a tylko przewalutowanie „zwrotne” jest nieważne – wtedy kwotą odniesienia jest kwota kredytu w walucie obcej po inicjalnym przewalutowaniu; kwoty należne bankowi są wyliczane tak, jakby to był kredyt walutowy, z użyciem średniego kursu NBP". Potrzebny będzie sędzia z doktoratem i sześciu biegłych, żeby rozstrzygnąć dylemat między a), a b). Prawnicy przyznają wreszcie, że o ile kwestia zakazu dowolności spreadu jest właściwie przesądzona w prawie polskim, o tyle kwestia skutków prawnych naruszenia tego zakazu jest otwarta. "W związku z tym, że proces ma charakter precedensowy istnieje możliwość wypracowania przez sąd innych rozwiązań. Wygrana w procesie o ustalenie nieważności klauzuli przeliczeniowej otworzy drogę do dochodzenia zwrotu konkretnych kwoty w oparciu o zasady, opisane przez sąd" - przepowiadają prawnicy z Poznania. No, ciekaw jestem jak się ta sprawa rozstrzygnie. Pewne jest to, że rozstrzygnie się nieprędko. Pozwy grupowe mają to do siebie, że są to postępowania skomplikowane proceduralnie, dlatego nie spodziewam się prawomocnego rozstrzygnięcia przed 2020 r. ;-). Poczekacie ze mną? ;-) 

samcik.blox.karykatura-cytaty

SUBIEKTYWNIE O BUNCIE FRANKOWYCH KREDYTOBIORCÓW. W blogu "Subiektywnie o finansach" od kilkunastu tygodni relacjonuję Wam proces zbierania się czarnych chmur nad europejskimi - a także i polskimi - bankami, które w przeszłości udzielały konsumentom kredytów hipotecznych denominowanych w walutach obcych. Jako jedyny dotarłem do przypadku anulowania takiego kredytu w Hiszpanii, jako pierwszy opisałem przypadek z Norwegii, w którym jako spekulację potraktowano nie tyle sam kredyt, co inwestycję finansowaną kredytem walutowym. Mogliście na tych stronach przeczytać o wyroku sądu w Chorwacji, który nakazał przewalutowanie kredytów we frankach, a także o planach rządu na Węgrzech, by ukarać banki, które wcisnęły klientom takie kredyty. Relacjonowałem Wasze opinie na temat absolutnego braku symetrii między sytuacją banku i klienta - to na tego ostatniego zepchnięto wszystkie ryzyka wynikające z "walutowości" kredytu. Mogliście wreszcie przeczytać o polskich przypadkach bankructw spowodowanych kredytami frankowymi - do obu niestety przyczynili się swoim brakiem rozsądku klienci banków: w jednym przeszarżowując z kredytem, a w drugim biorąc kredyt frankowy pod mieszkania na wynajem. Były też w blogu opinie prawników, którzy zastanawiali się czy kredyt frankowy dałoby się podważyć w polskim sądzie.  Pisałem o pomysłach posłów PiS jak ulżyć walutowym kredytobiorcom i przedstawiłem własne. Ostatnio było też w blogu o banku, który sporządzał ze swoimi klientami tak horrorowate umowy, że aż włosy stają dęba - wystarczą dwie nie spłacone w terminie raty, a bank (na mocy pełnomocnictwa) może sprzedać mieszkanie klienta za półdarmo. Wszystko o kredytach hipotecznych oraz o konfliktach klientów z bankami na ich tle - przeczytasz w specjalnej, "hipotecznej" sekcji blogu "Subiektywnie o finansach". Zapraszam!

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 03 września 2013 08:24

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/03 09:41:25:

    Zapłacą oj zapłacą. Pytanie tylko które banki i jaka będzie skala tych pozwów. Gra idzie o naprawdę dużą stawkę- a klienci mogą zyskać bardzo dużo. W przypadku BRE/mBank który przegrywa sprawa za sprawą, z 20 tys klientów (stary portfel CHF) do sądu poszło 1247 klientów (pozew zbiorowy) i może 200 klientów w pozwach indywidualnych. Na to liczą banki, że do sądu pofatyguje się garstka. Na szczęście ci którzy mają jaja wywalczą swoje, tak jak ma to miejsce w przypadku nabitych w mbank.

    pozwalembank.pl
    www.facebook.com/pozwalemBank

  • pepewu1 napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/03 09:54:50:

    Wszystkie szczegóły o pozwie i dołączeniu do niego na znajdziecie Państwo na stronie: millennium.arkis.pl

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/03 11:57:49:

    Czyżby kończyły się czasy okradania klientów w biały dzień? Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Trzymam kciuki.

  • edek673 napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/03 14:05:08:

    Czekam i obserwuję, co z tego zamieszania wyjdzie, a póki co - korzystam z kantorów internetowych, i to tych, które w danym momencie mają najniższe kursy ;) Zawsze sprawdzam w porównywarce strefawalut.pl, jak w poszczególnych kantorach online wygląda sytuacja

  • konsumentwsieci.pl napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/03 19:50:32:

    Pytanie tylko, czy pozew grupowy miałby na celu dochodzenie konkretnych roszczeń pieniężnych (może być trudno znaleźć identyczne kwoty odszkodowania), czy opierałby się tylko na stwierdzeniu odpowiedzialności Banku. Jeśli zostałby wybrany ten drugi wariant to w mojej ocenie na tym etapie jest to bez sensu. Klauzula została wpisana do rejestru, więc śmiało można próbować dochodzić konkretnych roszczeń w indywidualnym sporze powołując się na "rozszerzoną prawomocność" klauzuli abuzywnej. Z tego co kojarzę (ale pewności nie mam), to w BRE Bank zrobili właśnie ten błąd i do odzyskania konkretnych pieniędzy jeszcze długa droga. Samo stwierdzenie odpowiedzialności określonego podmiotu nie zwróci Wam od razu wpłaconych pieniędzy.

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/03 22:19:08:

    W przypadku BRE nie zrobiono błędu a była to świadoma taktyka. Ujednolicenie wartości roszczeń przy grupie 1247 klientów biorących udział w pozwie to raczej trudne :-).
    Co do tego, że to jeszcze potrwa....licznik bije z oprocentowaniem 13%. Kto dziś daje takie ,,lokaty" - tylko BRE Bank :-).
    Zgadzam się natomiast, że pozew na drodze indywidualnej jest szybszym rozwiązaniem - ale niestety konsumenci w Polsce jakoś boją się pozywać banki, TU i inne korporacje indywidualnie. Pewnie z czasem się to będzie zmieniać.

  • konsumentwsieci.pl napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/04 20:57:34:

    No i jaki skutek będzie dla powodów po prawomocnym wyroku z powództwa zbiorowego w BRE Banku? Zwrócą roszczenia, czy tylko stwierdzą, że bank ponosi odpowiedzialność i teraz trzeba pieniędzy dochodzić w kolejnym procesie na drodze cywilnej?

    Równie dobrze, w sporze indywidualnym cywilnym można powołać się na klauzule z rejestru i rozszerzoną prawomocną, aby stwierdzić, że to co zostało naliczone na podstawie tej klauzuli jest bezprawne i podlega zwrotowi (+ odsetki). Bawienie się w lata pozwów w mojej opinii tylko wydłuża sprawę, a odsetek można domagać się i tak tylko za 3 lata.

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/24 19:59:58:

    Pozew zbiorowy przeciwko BRE to pozew o ustalenie. Po prawomocnej wygranej klienci złożą indywidualne pozwy o zapłatę.

    W przypadku złożenia pozwu indywidualnego od razu można złożyć pozew o zapłatę i powoływać się na niedozwolony charakter zapisów umowy.

    Okres przedawnienia w przypadku zawyżonych rat kredytowych to 10 lat !!!!!! (nie 3 lata). Potwierdzają to prawomocne wyroki przeciwko mBank/BRE Bank. Wyroki do pobrania na blogu. Analogiczny okres 10 lat należy zastosować w przypadku spread'u.

    pozwalemBank.pl

  • jeszczepolskaniezginela12 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/16 11:58:33:

    Zadatek czy zaliczka?

    Zadatek i zaliczka pojęcia z zakresu prawa cywilnego. Brzmią podobnie, często są mylone, lecz wywołują zupełnie różne skutki prawne. Wątpliwości pomoże Ci rozwiać nasza kancelaria. Warszawa to siedziba naszej firmy, ale obsługujemy sprawy na terenie całej Polski.

    Zarówno zadatek, jak i zaliczka, to kwoty wpłacane na poczet wykonywanej w przyszłości usługi, dlatego wiele osób uważa, że zaliczka i zadatek to pojęcia zamienne. A to nieprawda. Uogólniając, możemy stwierdzić, iż zadatek ma charakter bezzwrotny, w przeciwieństwie do zaliczki.

    Czym jest zadatek?

    W razie wykonania umowy zadatek zaliczony jest na poczet świadczenia strony, która go dała. Zadatek jest bezzwrotny, o ile strony nie postanowią inaczej. W braku odmiennego zastrzeżenia umownego zadatek stanowi pewnego rodzaju odszkodowanie na wypadek, gdy zawarta umowa nie została wykonana. Natomiast jeśli z umowy nie wywiąże się sprzedający, to będzie musiał oddać kupującemu dwukrotność zadatku, tzn. kupujący otrzyma zwrot wpłaconej tytułem zadatku kwoty plus dodatkowo jednokrotną równowartość zadatku. Oznacza to, że zadatek stanowi pewnego rodzaju odszkodowanie na wypadek, gdy zawarta (przyrzeczona) umowa nie została wykonana.

    Zaliczka

    Zaliczka z kolei jest zaliczana na poczet przyszłych świadczeń, które wynikają z umowy zawartej między stronami umowy i nie stanowi, tak jak zadatek, formy zabezpieczenia wykonania umowy, a jedynie część ceny. Jeżeli strony ustaliły, iż w umowie kupujący wręczył zaliczkę, to druga strona umowy nie może jej zatrzymać. Jeżeli umowę rozwiążą obie strony, wówczas zwracają sobie wzajemne świadczenia, czyli zaliczka wraca do konsumenta. Do zaliczki nie stosuje się więc, zasad dotyczących przepadku zadatku lub obowiązku jego zwrotu w podwójnej wysokości.

    Kancelaria Warszawa? Tylko KPD Wiejak i Wspólnicy Sp. j.

    Zadatek nie jest więc tym samym, co zaliczka. Warto odróżniać te pojęcia chociażby podczas zakupu nieruchomości. Chcesz bezpiecznie zawrzeć transakcję? Potrzebujesz odpowiednio skonstruowanej umowy? Odezwij się do nas. Nasza kancelaria prawna jest tutaj dla was. KPD Wiejak i Wspólnicy Sp. j. prawnicy dla Ciebie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny