Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 02 października 2013

Precedens? Sąd uznał, że... kredyt jest "źródłem nadmiernego zysku" dla banku!

Czy sąd może stwierdzić, że umowa kredytu jest... zupełnie czymś innym, niż umową kredytu? Sporo jest kredytobiorców, którzy marzą o takim orzeczeniu, dotyczącym w szczególności ich kredytu we frankach szwajcarskich. Niespodziewanie okazało się, że takie rzeczy nie tylko w Erze, ale też w Sądzie Apelacyjnym w Łodzi. Tam właśnie sąd prawomocnie zmniejszył ze 137.000 zł do 50.000 zł dług klientki, która w 1997 r. zaciągnęła w PKO BP kredyt hipoteczny. Nie był to zwykły kredyt, lecz słynna "Alicja", czyli wyrób kredytopodobny, którego wartość - w miarę spłacania rat - rosła. Pułapka polegała na tym, że przy wysokich stopach procentowych bank nie podwyższał klientom rat, ale dopisywał "nadwyżkę" do kapitału. Tym sposobem klienci płacili mało, ale ich kredyty puchły. Pani Urszula, której sprawa była przedmiotem rozważań sądu, zaciągnęła 38.000 zł kredytu, a w ciągu piętnastu lat spłaciła 83.000 zł, ale bank nadal domagał się kwoty wielokrotnie większej, niż bazowa - 137.000 zł. Klientka już jakiś czas temu nie dała rady i jej kredyt został postawiony przez bank w stan wymagalności. W ramach retorsji pani Urszula oddała sprawę do sądu. W pierwszej instancji przegrała z kretesem, o czym było w blogu, a w drugiej... zdarzyła się spora sensacja.

Otóż - jak pisze Ania Kołakowska, moja redakcyjna koleżanka z łódzkiego oddziału "Gazety Wyborczej" - Sąd Apelacyjny uznał, że umowa, jaką zawarła pani Urszula z bankiem, w ogóle... nie była umową o kredyt. Czym więc była? Ano, jak uznał sąd, była to umowa o pożyczkę. Tę wykładnię sąd oparł na tezie, że kredyt "Alicja" nie ma określonego terminu spłaty. Po prostu w czasie wysokich stóp procentowych dług rośnie, a w czasie niskich stóp - topnieje. W całym czasie spłaty rata zmienia się tylko w niewielkim stopniu. Pani Urszula płaciła przez cały czas 375-400 zł miesięcznie. A dług przeważnie rósł, zamiast spadać. Zdaniem sądu "w zmieniających się warunkach ekonomicznych" ta sytuacja (czyli brak określenia kiedy kredyt będzie spłacony - za pięć lat, czy za pięćdziesiąt) stała się źródłem "nadmiernego zysku" dla banku. A to jest niezgodne z zasadami współżycia społecznego. "Bank jest profesjonalistą, musiał przewidzieć skutki (...). Jako instytucja szczególnego zaufania społecznego powinien zaproponować klientce wyjście z sytuacji" - uznał sąd. To drugi znany mi, prawomocny wyrok sądowy, z którego wynika, że bank PKO BP powinien wziąć przynajmniej część odpowiedzialności za to, że zaoferował klientom kredyt o niemożliwych do przewidzenia parametrach.

Jeszcze w pierwszej instancji wykładnia była inna: „Kredyt na cele mieszkaniowe z natury jest długoterminowy i te warunki są w umowie jasno określone. Powódka była na bieżąco informowana przez bank, ile spłaciła, ile poszło na kapitał, a ile na odsetki. Nie można więc powiedzieć, że przez lata była oszukiwana. W 1997 r. powódki nie było stać na inny kredyt. „Alicja” była furtką dla osób o niskich dochodach i z założenia spłata miała trwać długo” - napisał sąd dwa lata temu. Jak widać w apelacji interpretacja radykalnie się zmieniła. Wcześniej mówiono o tym, że skonstruowanie "elastycznego" kredytu było dobrym uczynkiem banku, a teraz okazuje się, że jest to raczej okolicznością obciążającą. Nie wiadomo jeszcze w jaki sposób sąd wyliczył, że do spłaty kredytu brakuje akurat 50.000 zł. Ale nie ulega kwestii, że obniżenie zobowiązań klientki oznacza, iż bank - zdaniem sądu - powinien wziąć "na klatę" część odpowiedzialności za to, że wpuścił klientkę w kanał (zapewne nie mając złych intencji, ale wpuścił ją jako "profesjonalista", a więc jest winny). A teraz mała zagadka: czy ta sytuacja coś Wam przypomina? Tak, dobrze kombinujecie. Założę się, że podobną argumentację spróbują wykorzystać ci, którzy uważają, że w maliny zostali wpuszczeni, gdy zaoferowano im kredyty hipoteczne we frankach.

W ich przypadku też nie można powiedzieć ile ostatecznie wyniesie zobowiązanie. A idea podziału kosztów wynikających z nadmiernego wzrostu obciążenia klienta zapewne jest bliska wielu posiadaczom kredytu walutowego. Choć z drugiej strony byłoby idiotyzmem wprost porównywać "Alicję" do kredytów frankowych. Termin spłaty każdego kredytu mieszkaniowego jest ściśle określony, a fakt, że rynkom walutowym towarzyszą wahania również jest znany każdemu dziecku (trudno więc będzie wykazać, że "frankowcy" nie wiedzieli, że ich dług może się zwiększyć). Co więcej, banki mogą przekonywać sędziów, że frankowcy byli po prostu nieostrożni, bo mając na półce kredyty w różnej wysokości i różnych walutach wybrali ten możliwie największy i najbardziej ryzykowny. Dzięki temu kupili większe mieszkania w lepszych dzielnicach. Ale czy trzeba im pomagać kosztem tych, którzy kupili mniejsze mieszkania w gorszych dzielnicach tylko dlatego, że byli ostrożniejsi, rozsądniejsi?

samcik.blox-lions2

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 02 października 2013 23:09

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • bqa82 napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/03 02:04:34:

    Całkiem inna baja. Frankowcom cały czas zadłużenie maleje (mimo, że zwiększa swoją "wartosć" w przeliczeniu na złote). Poza tym nadal w większości wypadków zapłacili w ratach mniej niż "złotowcy" i nadal im się może to na plus zmienić.

  • prawdziwy.watpliwy napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/03 08:23:50:

    "Bank jest profesjonalistą, musiał przewidzieć skutki". Ja po mprostu jestem w szoku, że ktoś to w końcu zauważył. Brawo. ten Sąd.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/03 09:25:41:

    @prawdziwy.watpliwy

    dokładnie to samo pomyślałem.
    Teraz przydałoby się odnieść to zdanie do wielu innych banków i wielu innych produktów.
    Ja bym to czytał tak: bankowi nie wolno tworzyć pułapek na klientów - co zresztą jest zapisane (no, może nie in explicite) w KC.

    brawa dla sądu.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/03 09:30:44:

    Panie Macieju,

    Ze zdecydowaną większością zdań się zgadzam...
    natomiast to jest niepotrzebnym i niewłaściwym jątrzeniem:
    "Ale czy trzeba im pomagać kosztem tych..." - a to dlaczego kosztem TYCH - czyli generalnie innych? Jeżeli bank osiągnął zyski bezprawnie, to dlaczego pisze Pan - KOSZTEM TYCH (innych)? nie ma znaczenia czy frankowi, czy złotowi, czy kredyt hipoteczny czy zwykła pożyczka - jeżeli jest przewał to ban ma oddać.
    Dlaczego pisze pan "kosztem tych (innych)"??
    Sugeruje Pan, że jak jednych bank okradnie i będzie musiał im oddać to zapłacą za to ci inni?

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/03 10:07:03:

    Panie Macieju wspomniał Pan o kredytach walutowych, w tym o kredytach CHF. Wahania rynkowe walut to jedno a zupełna dowolność banków w ustalaniu kursów walut to drugie.
    I tak BRE Bank po raz kolejny przegrał w sądzie.
    W dziesiątkach tysięcy walutowych umów kredytowych BRE znajduje się klauzula niedozwolona zakwestionowana przez sąd:

    Raty kapitałowo-odsetkowe oraz raty odsetkowe spłacane są w złotych po uprzednim przeliczeniu wg kursu sprzedaży CHF z tabeli kursowej BRE Banku S.A. obowiązującego na dzień spłaty z godziny 14:50.

    Szczegóły i wyroki do pobrania tutaj:
    www.pozwalembank.pl/spread-bre-bank-mbank-przegrywa-w-sadzie-klauzula-niedozwolona/

    Proszę niech Pan zapyta oficjalnie BRE Bank co zamierzają zrobić po tym wyroku, jak do tej pory swoich klientów ignorują w tym temacie...Ciekawe dlaczego..? :-)

    Co do reszty, to zgadzam się z Ikuziem, że pisanie w ten sposób jak Pan to zrobił jest co najmniej nie na miejscu. Czy jeśli złodziej ukradnie Panu samochód, przebije numery i zarejestruje na swoją żonę, to Pan jak rozumiem w sytuacji kiedy policja złapie złodzieja nie odbierze swojej własności bo ,,odbędzie się to kosztem" żony złodzieja....???

    I na koniec jedna prośba. Jeśli jest to możliwe bardzo proszę podawać sygnatury wyroków. Dal wielu może być to bardzo cenna informacja. Ludzie zaczynają walczyć o swoje z bankami i dobrze!

    pozwalemBank.pl
    www.facebook.com/pozwalemBank




  • janne.darc napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/09 11:02:35:

    Czy może ktoś zna sygnaturę akt sprawy?

  • mem1 napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/09 12:15:44:

    Ja się natomiast w pełni zgadzam z Panem Maciejem. Z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze kiedy CHF był tani, lub taniał to nikt nie mówił, że frankowcy mają się dzielić z bankiem zyskiem z tego tytułu. Natomiast jak drożeje, to bank powinien wziąć część ryzyka na siebie. A właściwie dlaczego?
    I druga kwestia - tak się składa, że w 2008 r. brałem kredyt. Jak dla mnie duży. Kiedy policzyłem co się z nim będzie działo przy wzroście kursu CHF, to stwierdziłem, że nie mam na tyle silnych nerwów i głębokiej kieszeni, żeby sobie na to pozwolić. I od tego czasu płaciłem i płacę raty wyższe od frankowców.
    I z tych względów ewentualna pomoc frankowcom nawet jeżeli nie odbywa się bezpośrednio kosztem bardziej ostrożnych kredytobiorców to jest po prostu niesprawiedliwa i nieuzasadniona.
    A BRE bankiem nie ma się co zasłaniać bo większość kredytów była udzielana na zasadzie LIBOR + marża.

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/11 17:39:19:

    do mem1
    Chyba nic nie zrozumiałeś. Ja nie kwestionuję wahań kursu waluty ale sposób ustalania tego kursu przez banki który to sposób jest klauzulą niedozwoloną (odwołanie do tabeli kursowej banku). Kwestionuję też manipulowaniem wielkości spreadu które miało miejsce i moim zdaniem jest też bezprawne (w skrócie).
    I co z tego, że jak piszesz większość kredytów była udzielana na zasadzie LIBOR + marża..??? I jaki to ma związek z zakwestionowanym zapisem dotyczącym spreadu ????
    Akurat ta się składa, że ten zapis jest w obu wzorcach umowy. Poczytaj a potem komentuj.

  • testra napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/11 19:09:01:

    i to właśnie jest sednem, bo ta cała aktualna dyskusja o kredytach "frankowych" służy tylko odwracaniu uwagi od istoty problemu, jaką stanowi złodziejski mechanizm kredytów hipotecznych (wszystkich ! i walutowych i złotówkowych) i jego skutki dla gospodarki w sytuacji zupełnego załamania rynku nieruchomości w Polsce, z jakim mamy do czynienia od 2007 roku - od kiedy realna wartość nieruchomości w Polsce spadła o ponad 50 % w okresie jedynie 5 lat od 2007 do 2012, co oczywiście wprost przekłada się na całą gospodarkę, na wszystkie ceny, na wszystkie transakcje, na siłę nabywczą pieniądza i na wszystkie kredyty hipoteczne bez wyjątków - i co tu mają do rzeczy kredyty frankowe, czy raczej walutowe ? a tylko tyle, że przy niekorzystnych kursach wyraźniej ukazują złodziejski mechanizm drenażu gospodarki z resztek kapitału i jego transferu zagranicę, czemu mniej lub bardziej skutecznie próbują przeciwstawić się niektóre kraje od kilku lat (Francja, Hiszpania, Węgry), a co Polska nie może ? może, tylko nie chce z jakichś niezrozumiałych dotąd powodów... ;)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny