Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 21 listopada 2013

Obiecują "ubezpieczenie" od mandatów drogowych już od 35 zł miesięcznie. Hit, czy kit?

Czego to ludzie nie wymyślą? Wiem, że nieoficjalnie (i przy tym nielegalnie) handluje się w internecie punktami karnymi (ponoć cennik wynosi jakieś 150-200 zł za punkcik, choć niektórzy "sprzedają" potrzebującym swoje dziewicze konto punktowe taniej, poniżej 100 zł. Ale czy słyszeliście kiedyś o "ubezpieczeniu", które ma łagodzić skutki finansowe... mandatów drogowych? Piszę o ubezpieczeniu w cudzysłowie, bo to nie jest żadne ubezpieczenie, tylko coś, co ma je udawać. Dość sprytnie zresztą. Na stronie o wiele mówiącej nazwie mandatownia.pl uśmiechnięty Antek Policmajster z fotoradarem w ręku poluje na nasze, kierowców, portfele. A obok Antka po oczach bije napis "Nie płać mandatów!". Żeby nie płacić, wystarczy... zapłacić. Abonament. Do kasy Mandatowni. Tanio nie jest. Podstawowy pakiet, który wiąże się ponoć z wypłatą 100 zł "odszkodowania" za każdy otrzymany mandat, kosztuje 35 zł miesięcznie (lub 250 zł, płacąc za rok z góry). Bardziej wypasiony pakiet gwarantujący zwrot do 200 zł za każdy mandat kosztuje już 70 zł miesięcznie. Są też pakiety "vipowskie", w sam raz dla piratów drogowych - za 175 i 350 zł miesięcznie.

Mandatownia

Załóżmy, że to jest rodzaj ubezpieczenia. I policzmy. Z punktu widzenia kierowcy stosunkowo rzadko łapiącego mandaty nawet 35 zł miesięcznie to sporo, zwłaszcza jeśli za tę cenę oferują obietnicę pokrycia tylko części każdego otrzymanego mandatu (do 100 zł). Ale jeśli ktoś np. raz na kwartał płaci po 200 zł mandatu, a weźmie "ubezpieczenie" Mandatowni.pl na rok z góry, to będzie do przodu. Przejrzałem regulamin tego "ubezpieczenia". Wynika z niego, że maksymalnie oddadzą za trzy mandaty miesięcznie, a aby uzyskać pieniądze, trzeba w ciągu trzech dni od otrzymania mandatu wysłać do serwisu jego skan wraz z opisem sytuacji.  A punkty karne? W Mandatowni.pl pomyśleli i o nich, ogłaszając w tym tygodniu konkurs polegający na... zamianie punktów karnych na nagrody. To znaczy: zapowiedź konkursu. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę się doczekać ;-). Jest też sekcja "śledź punkty karne", dostępna niestety dopiero po opłaceniu abonamentu. Zawartość sekcji "Aktualności" wskazuje na to, że mandatowa oferta dla kierowców wystartowała latem tego roku.

Im dalej w las, tym więcej wątpliwości. Po pierwsze Mandatowni.pl nie prowadzi żadna renomowana firma ubezpieczeniowa, lecz spółka z ograniczoną odpowiedzialnością o nazwie Adesa. W KRS tej spółki można zobaczyć szeroką paletę przedmiotów działalności, nie wyłączając... "produkcji wyrobów budowlanych z betonu". Po drugie na stronie internetowej nie ma żadnego telefonu kontaktowego, ani alarmowego, tylko adres e-mail. I już robi się ryzykownie. Po trzecie: czytając warunki gwarancji można osiwieć. W kilku miejscach serwis ewidentnie obiecuje gruszki na wierzbie, pisząc o udzielaniu klientom "ochrony prawnej" i konsultacji prawników dotyczącej ewentualności obrony klienta w sądzie. Z warunków umowy wynika, że aby "ochrona prawna" przysługiwała, trzeba przesłać firmie skan mandatu. A przecież każde dziecko wie, że przyjęcie mandatu odcina drogę toczenia sporu w sądzie - trzeba zapłacić karę w ciągu siedmiu dni i tyle. Mydlenie oczu?

Po czwarte: w części regulaminu poświęconej wariantowm opłat czytam, że suma gwarancyjna wynosi np. "do 100 zł za pojedynczy mandat". Kilka paragrafów wcześniej ta sama suma gwarancyjna jest określana jako "określona w umowie kwota stanowiąca górną granicę ochrony prawnej „nie płać mandatu”, w odniesieniu do wszystkich zdarzeń zaistniałych w okresie obowiązywania umowy". Jeśli nie jest to pomyłka, a ja dobrze interpretuję ten zapis, firma Adesa ogranicza swoją odpowiedzialność do jednorazowej wypłaty np. 100 zł za wszystkie mandaty wystawione w okresie obowiązywania umowy. Postanowiłem to sprawdzić i napisałem e-mail do Mandatowni.pl, korzystając z umieszczonego na stronie formularza kontaktowego. W odpowiedzi Marcin Ruszkowski odpisał mi, że zwracają za każdy mandat. Dlaczego więc regulamin w niektórych miejscach stanowi coś innego? Na odpowiedź czekałem trzy dni, więc kontakt z klientem Mandatownia trzyma dość słaby. No, ale może gdybym opłacił abonament VIP-owski, to pewnie dostałbym jakiegoś prywatnego konsultanta do dyspozycji. Oby tylko nie specjalistę od "produkcji materiałów budowlanych z betonu".

Mamy więc spółkę z o.o., oferującą dość drogą usługę w oparciu o budzący pytania regulamin. Oczywiście, to nie musi być kant i wyciąganie pieniędzy. Twórcy przedsięwzięcia być może tak skalkulowali wysokość abonamentów, żeby wyjść na swoje nawet jeśli po drodze trzeba będzie wypłacać klientom "świadczenia". Mandatów nie da się kolekcjonować w nieskończoność - każde 500 zł za przekroczenie prędkości to 10 pkt. karnych, co oznacza, że po zgarnięciu 1000-1500 zł.mandatów na jakiś czas trzeba się pożegnać z prowadzeniem auta (24 punkty karne i skierowanie na egzamin). Jeśli ktoś wykupiłby (tfu, tfu, przez lewe ramię) drugi pod względem taniości pakiet za 500 zł rocznie, a potem zacząłby co miesiąc zgarniać mandaty za prędkość w wysokości po 300 zł (i po 6 punktów karnych), to już po czwartym mandacie wysiądzie z auta na stałe. A więc firma nie wypłaci mu więcej, niż 800 zł (cztery razy po 200 zł, bo taki jest limit pojedynczego zwrotu w tym pakiecie). Lub nie więcej, niż 200 zł (jeśli weźmiemy mniej korzystną z dwóch definicji regulaminu). Większość kierowców w takiej sytuacji już w po uzbieraniu 10-12 punktów karnych zacznie uważać. W sumie więc - to się może spinać ;-). Ale nie zamierzam tego sprawdzać jako klient Adesy. Tym, którzy mają chęć zaryzykować, polecam też usługi ludzi, dla których liczy się tylko zysk, tych od matryc konsumenckich, a także obowiązkowo "Złotą Szóstkę" pani Joli.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 21 listopada 2013 19:27

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • emma_b napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/21 19:36:46:

    chciałabym tylko Panu zwrócić uwagę, że mówi się "w cudzysłowiE"
    pozdrawiam

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/21 19:40:37:

    Dziękuję za zwrócenie uwagi, już poprawiłem. Pozdrawiam!

  • z17 napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/21 20:41:07:

    Czasy mamy takie, że policjanci znowu jak za najlepszego PRL-u biorą bez żenady w łapę, więc spotkanie z patrolem z suszarką lub nieoznakowanym radiowozem można spokojnie załatwić taniej i bez punktów. Oferta ta jest więc zasadniczo nakierowana na bliskie spotkanie ze stacjonarnym lub przenośnym fotoradarem. Imho taniej wychodzi jazda na Yanosiku. Natomiast osoby jeżdżące po mieście/ stałych trasach doskonale znają usytuowanie tej aparatury, więc szanse, że dadzą się złapać są minimalne.

  • airborell napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/22 10:17:59:

    To jest w ogóle legalne?

  • zbyszko64 napisał(a) komentarz datowany na 2013/11/24 16:57:58:

    Kit!

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line