Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 09 stycznia 2014

Bank lepszy, niż biuro turystyczne? Z nimi w jeden dzień zwiedzisz sześć placówek!

Banki, które połączyły się z innymi bankami, to nieprzebrane źródło anegdot, żartów i kabaretowych gagów. Wiadomo, że mimo starań informatyków taki bank "przykleja" się do dawnego konkurenta w sposób niedoskonały, co rodzi nieporozumienia między klientami, a nową instytucją. Albo giną jakieś rekordy, albo umowy, albo historia rachunków... No, po prostu ubaw po pachy. A jeśli jeszcze nowy bank musi np. zamknąć rachunek otwarty jeszcze w starym banku, przed fuzją... wtedy mamy story, którego nie powstydziłby się sam Monty Python. Dzisiaj rozrywki dostarczy nam austriacki Raiffeisen Polbank. Dla mniej zorientowanych od razu wyjaśnienie: drugą część członu zawdzięcza ów bank niedawnemu przejęciu Polbanku od greckiej grupy finansowej. Gotowi? Proszę odłożyć kawę i inne gorące kubki i trzymać się mocno foteli ;-). "Postanowiłam zamknąć linię kredytową na koncie firmowym, którą kilka lat temu założyłam jeszcze w banku Polbank" - pisze czytelniczka. Cóż, zadanie nie wygląda nadmiernie ambitnie. W zasadzie wystarczy spłacić zadłużenie, a następnie wypowiedzieć umowę. Powinno się dać zrobić to nawet przez telefon.

Nie tym razem. "W celu uzyskania informacji o dokładnej kwocie, jaką powinnam wpłacić, aby wyzerować konto (bo nie wynika to z wyciągu), zadzwoniłam na infolinię banku. Tu dowiedziałam się, że konsultantka nie ma dostępu do tej informacji i że powinnam zgłosić się do dowolnego oddziału Raiffeisen Polbank. Udałam się więc ufnie do oddziału Raiffeisen Polbank przy al. Jana Pawła II w Warszawie. Tu uzyskałam informacje, że ten oddział nie prowadzi obecnie obsługi kont firmowych i że powinnam udać się do oddziału przy rondzie ONZ. Żwawym kłusem udałam się tam i dowiedziałam, że niestety, w tym oddziale też nie uzyskam żadnych informacji, ponieważ oni - jako dawny oddział banku Raiffeisen - nie mają dostępu do danych klientów dawnego banku Polbank" - opowiada czytelniczka. A że szyld na placówce zdawałby się sugerować coś innego? Cóż, szyld sobie, a życie sobie... Na szczęście w oddziale przy Rondzie ONZ pracownicy byli na tyle życzliwi, że pomogli wytyczyć dalszą trasę wycieczki klientki  po Warszawie.

"Powiedzieli, że mogę udać się do oddziału przy ul. Chałubińskiego. Pobiegłam do tego oddziału, a tam dowiedziałam się, że jedna pani pracowała dawniej w banku Raiffeisen i wobec tego nie pomoże mi, chociaż by bardzo chciała, gdyż nie zna dobrze systemu obsługi klientów dawnego Polbanku. W oddziale przy Chałubińskiego była natomiast druga pani, która co prawda pracowała od zawsze w banku Polbank, więc dla odmiany system ogarnia doskonale, jednak... nie pomoże mi, bo nie ma dostępu do tych danych" - mówi nam klientka dawnego Polbanku. Pracownica przy ul. Chałubińskiego oświadczyła mojej czytelniczce, że powinna już więcej nie szwendać się po mieście (chociaż można byłoby np. zwiedzić jakiś oddział na Służewcu) i zadzwonić na infolinię, bo tam na pewno wszystko powiedzą. Moja czyteliczka stwierdziła żartem, że skoro udało jej się zwiedzić oddział przy ul. Jana Pawła II, przy Rondzie ONZ oraz przy ul. Chałubińskiego, to chętnie pozna kolejne. Pracownica nie znała się na żartach, więc wzięła do ręki mapę i wysłała moją czytelniczkę do... oddziału banku przy ul. Młynarskiej.

"Poinformowałam panie przy ul. Chałubińskiego, że z dziką rozkoszą rozstanę się z ich bankiem i pobiegłam z powrotem do oddziału banku przy al. Jana Pawła II, prosząc o informację na piśmie, że nie mogą mi pomóc oraz o podanie mi sposobu uzyskania potrzebnych informacji. Pani, po długich naradach telefonicznych, dała mi numer telefonu do doradcy klienta, który miał mi pomóc. Zadzwoniłam do pana, który na pewno przeszedł szkolenie z radzenia sobie z trudnym klientem, bo miłym tonem poinformował mnie, że powinnam przybyć do jego oddziału przy Placu Starynkiewicza, a w ogóle oczywiście powinna mi była pomóc infolinia. Zadzwoniłam na infolinię, gdzie pani potwierdziła, że nie ma dostępu do informacji o saldzie konta, ale zapisała mój numer telefonu i obiecała, że jakiś oddział banku skontaktuje się ze mną i powie, jak mogę dowiedzieć się, jaki jest stan mojego konta.... Obiecałam sobie i pani kierownik w ostatnim z wizytowanych oddziałów, że podzielę się moją opinią o banku z możliwie dużą liczbą znajomych. Bo jak inaczej mogę się im odwdzięczyć za możliwość zwiedzania Warszawy?".

Doprawdy nie rozumiem jak można było nie docenić wielkiego serca pracowników banku Raiffeisen Polbank, którzy zapewne mają też drugi etat w jakiejś agencji turystyki. Zwykle człowiek nie ma na nic czasu i tylko biega ze spotkania na spotkanie. A tu proszę: pracownicy przy ul. Jana Pawła II proponują zwiedzanie placówki przy Rondzie ONZ (to, jak wiadomo, miejsce wykopalisk archeologicznych), a ci przekazują turystę do placówki przy  ul. Chałubińskiego, gdzie kolejni pracownicy biura turystyki przekazują klientkę pod czułą opiekę oddziału na Młynarskiej, a po drodze pojawia się również propozycja, by uzyskać na czole pieczątkę "byłem tu" od pracowników przy Pl. Starynkiewicza. Szacun, myślę, że w Raiffeisenie mogą spokojnie wprowadzić w okienkach sprzedaż wycieczek. Z przewodnikiem, albo i bez. Albo jakieś kółko sportowe? Jak myślicie? ;-)

JAK ZEMŚCIĆ SIĘ NA BANKU? Czytelnicy blogu podsunęli już niejedno rozwiązanie. Pisałem m.in. o krwawej jatce o 43 zł, w której klient pokazał bankowi, że nie odpuści ani grosza, dosłownie i w przenośni. A bank pokazał, że potrafi walczyć do samego końca ;-). Zemsta najbardziej smakuje na zimno, więc był też w blogu przypadek klienta, który psuł swojemu bankowi krew przez bite dziesięć lat. I to jak pomysłowo! Czasem zemsta przyjmuje formę materialnego zadośćuczynienia. Jeden z moich czytelników wzbogacił w ten sposób swą prywatną szkatułkę o 20.000 zł. Czasem najbardziej boli zemsta klientki, której nie odpowiedziało się na reklamację. Zwłaszcza jeśli reklamacja dotyczyła...6 groszy.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 09 stycznia 2014 15:30

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • bp321616 napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/09 21:31:08:

    brakuje mi często w Pana wpisach jednego - komentarza omawianej instytucji/firmy/banku. Bez takiego komentarza cała treść, mimo że interesująca, to jednak nie ma kropki na d "i" (częsty błąd dziennikarzy).

  • 4filar napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/09 21:39:53:

    Jest super!

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/10 11:52:53:

    A ja mysle ze Pan Maciej celowo pozostawia przedstawiane sytuacje bez subiektywnego (sic! ;) komentarza, doskoale wiedzac ze wiekszosc czytelnikow tego bloga jest w stanie samodzielnie wysnuc wnioski i wyrobic sobie opinie na temat opisywanych spraw :)

    Jesli chodzi o wysylanie na drzewo petenta, dwa razy przy probie wyslania mnie na drzewo (w rejestracji szpitalnej i w ZUS) wyciagnalem osentacyjnie komorke i oswiadczylem się textem: "w trosce o najwyzsza jakosc waszej obslugi rozmowa zostanie zarchiwizowana audiowizualnie - prosze o powtorzenie ostatniego zdania" ;) Pomoglo! :)

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/10 13:00:27:

    Tak właśnie, czasem nie stawiam kropki, bo odnoszę wrażenie, że ona stawia się sama ;-)

  • bp321616 napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/10 17:50:05:

    Nie wiem czy mnie dobrze zrozumiano - nie chodzi o komentarz dziennikarza, tylko o prośbę tego dziennikarza o komentarz do rzecznika prasowego owego banku/innej instytucji.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line