Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 03 stycznia 2014

Zmiany w ubezpieczeniach dodawanych do kredytów. Ale co z już naciągniętymi klientami?

Komisja Nadzoru Finansowego ogłosiła między Bożym Narodzeniem, a Nowym Rokiem, że nie podoba jej się, iż banki naciągają nas na niby-ubezpieczenia dołączone do kredytów. I zamierza wprowadzić regulacje, które ukrócą bankową samowolkę. O co idzie spór? Składkę takiego ubezpieczenia pokrywa kredytobiorca, ale często nie on jest ubezpieczony, tylko bank. I choć klientowi wydaje się, że uzyskuje jakąś ochronę, to jest dokładnie odwrotnie. Gdyby z jakichś przyczyn przestał spłacać raty, to pieniądze dostanie od firmy ubezpieczeniowej bank. A do klienta i tak może przyjść windykator. Opisywałem w blogu przypadek, w którym bank skorzystał z ubezpieczenia kredytu, odzyskując pieniądze, a do klientki zgłosiła się firma ubezpieczeniowa Hestia z żądaniem - niestety uzasadnionym - by klientka pokryła jej straty. Krótko pisząc: te ubezpieczenia to jeden z najbardziej nieetycznych biznesów, jakie uprawiają bankowcy. Nie od dziś zresztą, bo ich kariera zaczęła się w 2004 r., po wprowadzeniu ustawy antylichwiarskiej, która ograniczyła maksymalne oprocentowanie kredytów oraz poziom pobieranych przez banki prowizji.

Banki zaczęły do każdego kredytu dołączać ubezpieczenie, zarabiając dodatkowo na różnicy między składką, którą płacił klient, a kosztem faktycznej ochrony udzielonej przez firmę ubezpieczeniową. Doszło do tego, że - jak twierdzi KNF - aż 95% składek z niektórych ubezpieczeń kredytów idzie do banków, a tylko 5% - faktycznie na ochronę ubezpieczeniową! Niedawno członek zarządu jednej z firm ubezpieczeniowych opowiadał mi, jak wygląda zawieranie takiego dealu od kuchni. Przychodzi bankowiec i pyta, ile musiałby zapłacić za ochronę takiej a takiej grupy klientów od np. utraty pracy. Firmie ubezpieczeniowej wychodzi, że np. 6 zł od osoby miesięcznie. Bankowiec mówi: "za dużo, zetnijcie poziom ryzyka". Czyli: wprowadźcie jakieś wyłączenia, które spowodują, że to nie będzie polisa, tylko nibypolisa. Niektóre firmy ubezpieczeniowe unoszą się honorem i wstają od stołu, ale zawsze znajdzie się taka, która powie: "OK, napiszemy małym drukiem, że nasze ubezpieczenie działa tylko we wtorki po południu, za taką ochronę zapłacicie nie 6 zł, a 1 zł". Bank jest przeszczęśliwy i podpisuje umowę, kasując od klienta-kredytobiorcy np. 10 zł. Dzięki temu, że przerobił polisę na nibypolisę zamiast 4 zł na każdym sprzedanym ubezpieczeniu, zarobi 9 zł. Tyle, że w rzeczywistości proporcje są jeszcze bardziej skrzywione.

Bank nie musi udzielać klientowi informacji o warunkach ubezpieczenia (bo to tajemnica handlowa między nim, a ubezpieczycielem), a że jest wynagradzany za niską szkodowość portfela ubezpieczeń, to w żadnym wypadku nie opłaca mu się pomagać klientowi w odzyskaniu pieniędzy od firmy ubezpieczeniowej. Jeden z moich czytelników (jego wstrząsającą historię przeczytacie w blogu niebawem), przez prawie dwa lata walczył o to, żeby bank - który sam nie miał najmniejszej ochoty egzekwować polisy od ubezpieczyciela - łaskawie scedował na niego przynajmniej prawa z polisy. Bank zapierał się rękami i nogami, uległ dopiero w sądzie. To chore. Pomysły KNF są następujące: bank, który chce sprzedać klientowi polisę do kredytu, będzie musiał być jedynie pośrednikiem między firmą ubezpieczeniową, a klientem. A klient, jako strona umowy, będzie miał pełen wgląd w postanowienia polisy. Także w informację ile bank wziął prowizji od ubezpieczyciela (wliczonej w cenę polisy). Bank będzie miał też obowiązek umożliwić klientowi przyniesienie własnej polisy, wykupionej u innego ubezpieczyciela, niż ten, z którym bank ma umowę.

Nie rozumiem natomiast innej rzeczy: dlaczego rekomendacja ma działać dopiero od listopada 2014 r.? Zjawisko nie jest nowe i nie wymaga vacatio legis dłuższego, niż kilka miesięcy (czy chodzi o to, żeby firmy bankowe miały czas, żeby uzyskać status brokera ubezpieczeniowego). Ale tu mamy prawie rok! Oczekuję też zmiany praktyk banków w odniesieniu do już naciągniętych na niby-polisy klientów. Od banków należy stanowczo wymagać, by błyskawicznie reagowały na zgłoszenia klientów, którzy zapłacili za polisę, a np. stracili pracę, zachorowali, albo mieli nieszczęśliwy wypadek i chcą skorzystać z ubezpieczenia kredytu. Jeśli bank nie chce spróbować egzekwować pieniędzy sam, przynajmniej powinien mieć obowiązek nie utrudniać tego klientowi, czyli przekazać mu cesję praw z polisy. O ile pamiętam, w rekomendacji Polskiej Izby Ubezpieczeń i Związku Banków Polskich (a konkretnie - w III rekomendacji), dotyczącej bancassurance, takie zobowiązanie się znalazło. Mam nadzieję, że KNF "czule się zaopiekuje" bankami, które się do niej nie stosują (wiem, że są takie, które stosują się opornie).  

To jeszcze nie koniec tej, nie waham się użyć mocnego słowa, afery. Jestem przekonany, że niezależnie od wdrożenia rekomendacji KNF ubezpieczenia kredytów trafią wkrótce na salę sądową. I być może będą to równie spektakularne, głośne procesy, jak w przypadku słynnych "Nabitych". Ponad 1200 kredytobiorców mBanku, którzy poczuli się skrzywdzeni nieprecyzyjnymi zapisami dotyczącymi oprocentowania ich kredytów hipotecznych, złożyli pozew zbiorowy i wygrali z bankiem (na razie tylko w pierwszej instancji). Są już pierwsze przypadki sądowych sporów klientów z bankami, dotyczących ubezpieczeń niskiego wkładu własnego. Pewna klientka, której sprawę opisywałem w blogu uzyskała w sądzie zwrot zapłaconych bankowi składek. Sąd uznał, że warunki ubezpieczenia były krzywdzące dla klientki, bo choć musiała płacić składkę, to nie przysługiwały jej żadne prawa. A bank nawet nie poinformował jej o warunkach ubezpieczenia. Znam osoby, które co trzy lata płacą nawet po 8-9 tys. zł składki takiego ubezpieczenia i od wytoczenia bankowi procesu powstrzymuje je tylko obawa przed wypowiedzeniem kredytu. Bankowcy chyba też obawiają się, że może ruszyć lawina takich pozwów, bo ostatnio - jak słyszę - niektórzy z nich zachęcają klientów do zamiany ubezpieczenia niskiego wkładu na... jednorazową prowizję. I to z niższą stawką. Widać, że chłopakom zależy. Kto wie, czy bankowcy za wciskanie nam przez prawie 10 lat niby-polis nie zapłacą jeszcze grubych setek milionów złotych w odszkodowaniach.

SAMCIK BIERZE URLOP, ŻEBY PRZECZYTAĆ LIST Z BANKU. Życie klienta banku nie jest łatwe. Czasem trzeba wziąć dzień urlopu, żeby zapoznać się z ważnymi informacjami, które bank do klienta wysyła. Albo wynająć dwóch prawników i jednego analityka. Ta druga opcja prostsza. Tylko czy tak powinna przebiegać komunikacja banku z klientem? Kto ma cztery minuty wolnego czasu - niechaj obejrzy ten film.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 03 stycznia 2014 10:23

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • cyax napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/03 12:18:25:

    @Maciej Samcik

    "Znam osoby, które co trzy lata płacą nawet po 8-9 tys. zł składki takiego ubezpieczenia i od wytoczenia bankowi procesu powstrzymuje je tylko obawa przed wypowiedzeniem kredytu."

    Czy wypowiedzenie kredytu z takiego powodu jest rzeczywiście realne? Czy banki mają stosowne narzędzia prawne/preteksty? Dawno nie czytałem swojej umowy kredytowej, ale chyba nic podobnego w niej nie ma.

    Jak właściwie należałoby się zabrać za próbę zniechęcenia banku (Millennium w moim przypadku) do pobierania następnej raty (a najlepiej także do oddania poprzedniej składki)?

  • samozlo0 napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/03 13:03:50:

    Metoda na regulaminy w tej postaci jest jedna - nie podpisywac uzasadniajac niezrozumialoscia zapisow.
    My bez bankow przezyjemy - one bez nas nie maja racji bytu.
    Ale niestety wielu z nas podpisuje umowy ktorych nie czyta a pozniej biadoli.
    Tym sposobem nigdy nie bedzie szans, ze cokolwiek sie zmieni a Pan Samcik bedzie mial o czym pisac przez nastepne 100lat i wiecej ;)

  • 4blog napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/04 11:45:54:

    Zgadzam się z opinią co do banków. finansowe-blog.blogspot.com/ - na tym blogu skupiam najlepsze polskie blogi finansowe i uważam, że Twój blog również powinien się tam pojawić! W razie pytań, pozostaję do dyspozycji, Krzysztof.

  • dariga napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/05 13:10:08:

    Ostatnio szukałam kredytu hipotecznego, który byłby na korzystnych warunkach, a jednocześnie bez niby-ubezpieczeń. Znalezienie takiego jest praktycznie niewykonalne. Proceder jest już tak masowy, że poszukujący klient wszędzie słyszy: musisz wykupić dodatkowe ubezpieczenie, albo przywalimy ci tak wysoka marżę, że ci się kredytu odechce. Nie chcesz kredytu na naszych warunkach? - szukaj szczęścia dalej. A u konkurencji to samo. Dokładne czytanie warunków nie pomaga, jeśli wszystkie brzmią podobnie.
    Jedyna rada - negocjować i jeszcze raz negocjować. I dowiedzieć się, jakiego rodzaju ubezpieczenie bank chce nam "wlepić" razem z kredytem . Pół biedy, jeśli jest to ubezpieczenie ochronne w formie polisy indywidualnej (takiej, gdzie stronami umowy są klient i ubezpieczyciel). Gorzej, jeśli jest to grupowe ubezpieczenie na życie, zwłaszcza o charakterze inwestycyjnym ( z UFK) - w takim przypadku stronami umowy są bank i ubezpieczyciel, a pośrodku jest klient, który nie będąc stroną umowy, ma baaaardzo ograniczone prawa.

  • konsumentwsieci.pl napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/05 16:13:52:

    Najbardziej zaciekawił mnie fragment dotyczący odmowy doręczenia konsumentom treści warunków umownych na których dokonywane jest ubezpieczenie. Banki jak już to nie doręczają takich warunków, ale jednocześnie w umowach, jak i w wyjaśnieniach na reklamacje zaręczają się, że konsument taki wzorzec otrzymał. Kwestia dowodowa kto ma rację. Jeżeli bank nie ma twardego potwierdzenia, że konsument otrzymał taki wzorzec to jest na przegranej pozycji (przypomnę tylko, że suchy zapis w umowie, że konsument podpisując umowę, poświadcza jednocześnie otrzymanie innych wzorców etc. jest mało skuteczny).

    Jeżeli jednak bank czy też ubezpieczyciel będzie w stosunku do konsumentów wyciągał określone konsekwencje wynikające warunków ubezpieczenia, których konsument nie mógł poznać przed zawarciem umowy ponieważ jest to tajemnica przedsiębiorstwa (lub też na podstawie innej wymówki) to będzie to działanie bezprawne.

    Zgodnie bowiem z art. 384 k.c. § 1 "Ustalony przez jedną ze stron wzorzec umowy, w szczególności ogólne warunki umów, wzór umowy, regulamin, wiąże drugą stronę, jeżeli został jej doręczony przed zawarciem umowy."

    Oznacza to, że warunki umowne umieszczone w takim wzorcu (np. OWU), które nie zostały doręczone konsumentom przed zawarciem umowy nie wiążą go w żadnym zakresie. Przedsiębiorca powinien zwrócić konsumentom pobrane składki.

    Ponadto można jeszcze przywołać art. 385[3] k.c.
    "W razie wątpliwości uważa się, że niedozwolonymi postanowieniami umownymi są te, które w szczególności:
    przewidują postanowienia, z którymi konsument nie miał możliwości zapoznać się przed zawarciem umowy".

  • dariga napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/05 19:19:16:

    @konsumentwsieci.pl - masz zupełną rację, jeśli stroną umowy jest klient. W grupowej umowie ubezpieczenia (popularnej przy kredytach) klient nie jest stroną, więc te wszystkie obowiązki informacyjne go nie dotyczą. Tu ma zastosowanie Art. 808. kc § 4. "Ubezpieczony może żądać by ubezpieczyciel udzielił mu informacji o postanowieniach zawartej umowy oraz ogólnych warunków ubezpieczenia w zakresie, w jakim dotyczą praw i obowiązków ubezpieczonego." Czyli w tym przypadku przedsiębiorca sam z siebie nie musi przekazywać warunków - dopiero na żądanie ubezpieczonego.
    Pozytywne jest jednak to, że bardzo często ubezpieczyciele, również w umowach grupowych, narzucają sobie i bankom obowiązek doręczenia OWU klientowi przez przystąpieniem do umowy. Tylko nie zawsze się z tego wywiązują.

  • leczymysie napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/05 22:23:16:

    Dzięki. Ciekawa opinia i na pewno przydatne informacje.

  • konsumentwsieci.pl napisał(a) komentarz datowany na 2014/01/06 01:34:36:

    @dariga - oczywiście, tylko że nie wszystkie umowy są grupówkami. Ponadto jeżeli przedsiębiorca nawet by odmówił udostępnienia takich wzorców, to właśnie na podstawie cytowanych artykułów nie wiążą one konsumentów.

  • kaja952 napisał(a) komentarz datowany na 2014/05/10 12:19:41:

    No cóż, sprawa podobna jak w przypadku OFE. I tu i tu tracimy. Zawsze więc należy wybierać z namysłem. Dobre towarzystwa ubezpieczeniowe i dobre ofe jak ptekb.pl chociaż i tak na koniec nic nie będzie tak naprawdę pewne.

  • burglin2 napisał(a) komentarz datowany na 2014/12/10 15:09:05:

    Ubezpieczenia finansowe pozostaną, tylko przeprosi się klientów. Tak się zawsze robi :)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line