Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 26 marca 2014

Deweloper splajtował, a klientka została z kredytem na karku. Jak się wyplątać z długu?

Często narzekacie w listach do mnie na postępowanie banków, które ociągają się z uruchamianiem kolejnych transz kredytu, żądają mnóstwo papierków i mają wątpliwości czy zaawansowanie prac jest wystarczające, by uruchomić kolejne pieniądze. Ale czasem nadmierna podejrzliwość banku bywa błogosławieństwem, które pomaga uchronić klienta przed stratami. Napisała do mnie pani Magda, która jest w beznadziejnej sytuacji, bo bank udzielił jej kredytu pod zastaw mieszkania, które... nie zostało wybudowane. I teraz pani Magda ma na karku kredyt, ale nie rzeczy, którą za ten kredyt chciała kupić. Paranoja? Zobaczcie jak do tego doszło. "W 2008 r. zdecydowałam się na zakup mieszkania w inwestycji "Lofty de Girarda" w Żyrardowie. Inwestycja nie była wtedy jeszcze ukończona (do teraz nie jest). Na marginesie dodam, że w tej samej inwestycji mieszkanie (a chyba nawet kilka mieszkań) kupiła Justyna Steczkowska z mężem. W kwietniu 2009 r. dostałam kredyt hipoteczny w złotych, w banku BGŻ i podpisałam umowę przedwstępną z deweloperem (Green Development). Mieszkanie miało być gotowe w grudniu 2009 r." - opowiada czytelniczka.

Bank uruchomił 90% kredytu i przelał je na konto dewelopera (to było 200.000 zł plus 25.000 zł wkładu własnego pani Magdy). A potem... zaczęły się opóźnienia w budowie. Jako rekompensatę za opóźnienie proponowano mojej czytelniczce dodatkowe elementy wyposażenia (wideofon, grzejniki, elektryczne rolety w oknach), potem rabat od ceny zakupu. W drugiej połowie 2010 r. pani Magda zabezpieczyła umowę nie tylko umową przedwstrępną, ale taką w formie aktu notarialnego. Potem zgodził się na opcję odstąpienia od umowy przez klientkę, jeśli termin nie zostanie dotrzymany. I oczywiście to oznaczałoby zwrot całej ceny zakupu - 270.000 zł. Ostatecznie deweloper zbankrutował, a pani Magda została na lodzie. "Nie pomógł nawet komornik - nie udało zająć się żadnego mienia, okazało się, że całe wyposażenie biura dewelopera jest wynajęte od innej spółki). Upadłość spółki została ogłoszona w październiku 2012 r. Obecnie trwa postępowanie likwidacyjne, a ja jestem jednym z wielu wierzycieli". Pani Magda ma jeszcze na głowie kredyt. Jaka tu jest sytuacja?

"Od początku spłacam terminowo raty. Zgłosiłam w banku fakt rozwiązania umowy z deweloperem. Bank, na wieść o upadłości spółki, przeniósł mój kredyt do Departamentu Kredytów Trudnych. Działanie Departamentu ogranicza się do przekazywania spraw zewnętrznej kancelarii windykacyjnej. Kilkakrotnie odbierałam telefony z tej kancelarii. Rozmowy  polegały na wzbudzeniu we mnie poczucia winy i wymuszeniu kontaktu z bankiem w sprawie zadłużenia. Dla mnie kończyły się zawsze płaczem. Bank traktuje mnie jako dłużnika niewywiązującego się ze swoich zobowiązań - a tak w moim przypadku nie jest. Dowiedziałam się, że kancelaria sama wybiera sobie, kogo będzie windykować - nabywcę mieszkania, czy dewelopera. Jest to jakieś gigantyczne nieporozumienie, skoro w mocy jest cały czas umowa o kredyt hipoteczny, a ja spłacam terminowo raty. Od jakiegoś czasu nie odbieram telefonów z Wrocławia (gdzie siedzibę ma kancelaria). Podczas jednej z rozmów telefonicznych z pracownikiem banku, który "opiekuje się" moim kredytem dowiedziałam się, że przypadków takich, jak mój, jest niezmiernie mało i zazwyczaj na jakimś etapie bank idzie na ustępstwa" - pisze czytelniczka. Jakie ustępstwa? Np. umarza część zadłużenia (odsetki).

"Nie muszę chyba mówić, jaki ma to wszystko wpływ na moją sytuację osobistą - mieszkaniową i finansową. Obecnie mam 30 lat i mieszkam razem z mężem w jego mieszkaniu (obciążonym osobnym kredytem). Rata mojego kredytu nie jest co prawda wysoka (obecnie 1200 zł), ale myślę, że miałabym dla tych pieniędzy lepsze zastosowanie, niż finansowanie czyichś błędów w zarządzaniu budową" - kończy pani Magda. Co prawda, to prawda, ale z drugiej strony to trudno winić bank za całą sytuację. BGŻ też jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia, bo udzielił kredytu zabezpieczonego, po czym okazało się, że zabezpieczenie jest fikcyjne. W tej sytuacji możliwości są dwie: albo bank zamknąłby oczy i udawał, że nic się nie stało, albo... zażąda zwrotu pieniędzy od razu. Na taki scenariusz się właśnie zanosi, choć wydaje mi się, że dopóki kredyt jest obsługiwany prawidłowo, to bank, żądając zwrotu pieniędzy od razu, strzeliłby sobie w kolano. Mało prawdopodobne, żeby klient przy takim postawieniu sprawy znalazł kilkaset tysięcy w tylnej kieszeni spodni.

Zapytałem bank jak interpretuje tego typu sytuacje: "Jeśli warunki umowy kredytowej zostaną naruszone, to sprawa kierowana jest do Biura Odzyskiwania Wierzytelności Detalicznych. Ponieważ podpisujemy umowę kredytową z klientem, nie z deweloperem i mamy obowiązek odzyskania wierzytelności od klienta, w formie polubownej lub egzekucyjnej. Dotyczy to tak samo sytuacji zagrożenia terminowych spłat jak i ich braku. Jeśli klient wykazuje wolę spłaty, współpracuje z bankiem, udostępnia informacje o wysokości i źródłach dochodów i posiada zdolność do spłaty (choćby w ograniczonym zakresie), wówczas zazwyczaj bank zawiera z klientem ugodę, w której zostają ustalone warunki spłaty zadłużenia. Jeśli jednak klient nie kontaktuje się z bankiem czy jego pełnomocnikiem, utrudnia dostęp do informacji nt. wysokości i źródeł pochodzenia dochodów czy o innych posiadanych zobowiązaniach, wówczas bank przystępuje do windykacji. Zostaje sporządzony bankowy tytuł egzekucyjny lub pozew o zapłatę i skierowane są do sądu w celu uzyskania tytułu wykonawczego i skierowania wniosku do komornika o wszczęcie postępowania egzekucyjnego".

Wygląda na to, że sytuację, w której kredyt zabezpieczony de facto okazuje się być niezabezpieczonym, bank interpretuje dość jednoznacznie, jako złamanie umowy kredytowej. A to oznacza konieczność obgadania innych warunków spłaty. Najpewniej chodzi o to, by klient zwrócił pieniądze nieco szybciej, niż za 30 lat. Zapewne właśnie taki jest zamysł pracowników działu windykacji, którzy tak działają pani Magdzie na nerwach. "Wczoraj zadzwonił do mnie pracownik banku (co zdarzyło się pierwszy raz - wcześniej to zawsze ja dzwoniłam). Poinformował mnie, że w sprawie dewelopera prowadzone jest postępowanie upadłościowe - o czym przecież wiadomo od ponad roku! Co więcej, zostałam zapytana, czy mogłabym wskazać inne zabezpieczenie mojego kredytu, bo teraz bank właściwie nie ma żadnego zabezpieczenia, a chciałby jakieś mieć. Zostałam też zapytana o to, czy mogłabym nadpłacić kredyt w jakiejkolwiek kwocie, oczywiście najchętniej jak największej". 

Widać, że bank coś kombinuje. Czy pani Magda może liczyć, że wszystko zostanie po staremu, gdy życie wystarczająco pokarało ją faktem, iż musi spłacać kredyt za coś, czego nie dostała? Wydaje się, że szanse na to nie są wielkie - bank na pewno będzie chciał uzyskać gwarancję, że kredyt zostanie spłacony wcześniej. Jego podstawowy argument brzmi: "nie tak się umawialiśmy". Ale też z drugiej strony bankowi nie powinno zależeć na tym, żeby utopić klientkę. Bo wtedy na pewno nie odzyska pieniędzy. Tu może pomóc tylko rozsądny kompromis. Będę się tej sprawie przyglądał i poinformuję Was, czy udało się rozwiązać ten węzeł gordyjski. A może Wy widzicie jakieś sensowne rozwiązanie tej patowej sytuacji?

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 26 marca 2014 10:53

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • onfrustrat napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 11:01:30:

    Rozwiazanie jest proste. Kupuje się istniejace mieszkania, nie dziury w ziemi i obietnice.
    A czy przypadkiem gdzieś jakiegoś ubezpiecznenia nie było? Zwłaszcza - czy ów 'deweloper' nie był ubezpieczony?

  • staszek85 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 11:17:29:

    rozwiązanie nie jest prostsze?przestać spłacać kredyt i niech bank przejmie sobie mieszkanie??:)

  • b1op napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 12:08:55:

    @1 masz racje, @2 zajmą Ci pensje/majątek..

  • mmena napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 12:10:37:

    Rozwiazanie pt. "kupuje sie gotowe mieszkanie, a nie dziure w ziemi i obietnice" to nie rozwiazanie tylko wymadrzanie sie. Co sie stalo, to sie stalo albo zaproponuj cos sensownego co przystaje do obecnej sytuacji, albo idz sie wymadrzac do przedszkola.

  • singlestudio napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 12:18:49:

    Prawda jest taka, że jeśli chcemy mieć duży wybór mieszkań w ramach danej inwestycji to na ogół kupujemy przysłowiową "dziurę w ziemi" i nie da się inaczej... Inna kwestia to harmonogram płatności, szanujący się deweloper wymaga płatności adekwatnie do poczynionych prac. Można skorzystać z rachunku powierniczego, z którego pieniądze są wypłacane dopiero po wykonaniu umowy (wybudowaniu mieszkań) ale na to wyrazić musi zgodę również druga strona umowy czyli deweloper, a bardzo często finansuje się on w jakimś stopniu z kapitału od kupujących co niestety jest najgorszym rozwiązaniem z punktu widzenia kupujących.

  • mazur_krzysztof napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 12:47:36:

    Ja bym zaczął od rozdzielności majątkowej z mężem, żeby bank nie zajął jego majątku. A następnie poszukałbym ustawy o upadłości konsumenckiej, ale nie wiem, czy tam by się coś adekwatnego znalazło. Jeśli nie, można spłacać kredyt i czekać na poprawienie ustawy.

  • drogadowlasnegom napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 15:09:54:

    A czy bank nie powinien zweryfikować dewelopera na etapie udzielania kredytu? :)

    Nie tylko klient jest tutaj winny. Ale u nas tak to działa, że bank zawsze wywinie się z odpowiedzialności.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 16:25:10:

    Otóż to. Nie tylko klient dał tu ciała...

  • alighator2x napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 18:59:01:

    rozdzielnosc majatkowa teraz nic nie pomoze, bo kredyt zapewne byl brany wspolnie. bgz uzyska klauzule na meza, nie daj boze zwindykuje tamto mieszkanie... zostana pod mostem i sporym jeszcze dlugirm na karku... wyjscie z minimalnymi stratami jest takie:
    1. maz sprzedaje mieszkanie, splaca tamten kredyt
    2. reszta kasy na konto w austrii badz luxemburgu
    3. wyjazd do UK, pare miesiecy nowego zycia i ogloszenie tam bankructwa
    4. po resecie droga wolna. na pozarcie poszlo mieszkanie tj. dziura w ziemi u developera w upadlosci

  • kloss99 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 19:01:29:

    gazeta.pl podawała niedawno, że austria i luksemburg też będą raportować o dochodach z depozytów

  • alighator2x napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 19:30:41:

    raportowanie komornikowi nie pomoze, ale dla bezpieczenstwa wystarczy austriacki czy luxemburski adres i nie zaraportuja. bank to nie caritas, ma zarabiac a nie rozdawac wiec nie ma co na nim psow wieszac ze bedzie windykowac. po prostu na windykacje trzeba sie przygotowac :-) zanim bedzie mozliwa skuteczna skarga paulianska badz art 300 kk

  • cutpurse napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 22:00:00:

    Klient też się z deweloperem inaczej umawiał. Czy klient miał jakikolwiek wpływ na to, że deweloper nie zakończył budowy? Jeśli nie, to niech dostający terminowo raty bank się odczepi. Naciskając na zostawionego na lodzie klienta tylko pozbawi się części zarobku.
    Pozostaje pytanie, co może zrobić klient w momencie, gdy budowa się opóźnia i dostaje propozycje różnych gratisów, które mają tylko za zadanie przekonać go, że wszystko będzie w porządku?

  • sojers1 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 22:31:30:

    a co z ubezpieczeniem okresu przejściowego przed wpisem banku na hipotekę? też się wywinelo od odpowiedzialności?

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 23:10:16:

    sojers1

    dokładnie - ubezpieczenie KW swoją drogą, ubezpieczenie LTV jeszcze inną

    a więc bank jakby nie było cash raczej odzyska(pytanie o zapisy umów, ale takie ryzyko zapewne także obejmowały)

    tyle, że ... TU zgłosi się regresem do dewelopera, zobaczy, że go ni ma i zastuka do Klientki, durne kółko się zamyka

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/27 00:48:23:

    Troche dziwne. Wyglada tak jakby windykowali tylko z biura - a nawet jesli tam cos mieli to i tak pewnie to bylo niewiele warte - drukarki zazwyczaj nie sa ze zlota.

    Z pewnoscia jest chocby grunt czy moze nawet cos tam wybudowano. Dziwne, ze nie odzyskala chociaz kilku PLN lub nie pochwalila sie...

  • chcebyctu napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/27 06:58:48:

    Bank dał ciała bo nie zweryfikował dewelopera. Zrobiłbym wszystko co się da by nie zapłacić bankowi ani złotówki. Pierwszy krok to natychmiast szukać dobrego radcy prawnego wyspecjalizowanego w tego typu tematach..

  • seszszymon napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/27 09:40:22:

    Ciekawe jak Bank miał sprawdzeć dewelopera? Czyli miał odmawiać kredtów ludziom którzy chcieli kredyt na "dziure w ziemi" ? Ile było takich kredtów?? Czy może lepiej miał prosić o dokumenty finansowe dewelopera itd itp. Już widze te mejle do Pana Samcika , że Bank robi mi problem i nie chce dac kredytu i żąda jakiś dziwnych dokumentów od dewelopera a deweloper niechce mi ich dać ojoj jakie te Banki złe ;)

  • kon_jaki_jest napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/27 09:47:27:

    przyłączam się do przedmówców - a co z ubezpieczeniem?
    Bardzo proszę o przedstawienie sytuacji - czy było, jaka jest odpowiedź ubezpieczyciela i dlaczego on nie zaspokoił roszczeń banku?
    Banki zwykle rżną na tych ubezpieczeniach bez miłosierdzia, jako że "są one konieczne na wypadek takich właśnie sytuacji".

  • poomoimtrupie napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/27 19:34:32:

    Po pierwsze jeżeli można (to znaczy kredyt był brany tylko przez Panią) to zdecydowanie rozdzielność majątkowa, jak najszybciej się da.
    Po drugie nadal spłacać kredyt aż rozdzielność majątkowa przejdzie.
    Trzecia kwestia - ubezpieczenie kredytu, co z nim?

    Czy to nadal jest dziura w ziemi? to znaczy deweloper nawet nie zaczął budowy? może chociaż ziemia jest coś warta? Trzeba się zorientować co można jeszcze wyciągnąć od dewelopera.

    "Nie kupuj dziury w ziemi" oczywiście już zostanie tylko poradą dla przyszłych pokoleń.

    Kiedyś radzili żeby wychodzić do banków z propozycjami, ale teraz to zbytnio nie ma sensu - jak widać zatrudniają teraz tylko bezmózgich bandytów którzy nawet nie potrafią stwierdzić że kredyt jest spłacany regularnie. Banki już dawno przestały być "mądre" i teraz najczęściej robią bubu i klientowi i sobie.

  • mejlik90op napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/28 08:13:15:

    Mnie ostatnio znajomy polecił taką stronę z pożyczkami dla dłużników: hipoprofit.pl/ podobno pożyczki na 23% - możecie to sprawdzić i dać znać czy warto?

  • poomoimtrupie napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/29 00:04:49:

    @mejlik daje znać że absolutenie nie warto. Pieprzeni lichwiarze.
    Najśmieszniejsze że od Grudnia Google karze za sapam w komentarzach obniżaniem rankingów. Niektóre strony zagraniczne już pobierają opłaty za usuwanie spamu ze swoich komentarzy :D Widzę że polscy "specialiści od SEO" jeszcze się nie zorientowały.

  • bqa82 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/29 00:53:15:

    Dla mnie to jakaś paranoja. Klientka niczemu nie winna, spłaca na czas, a bank ją "windykuje". Jedyne, do czego Ją mogą przekonać, to do przejścia w szarą strefę albo rzucenia wszystkiego i wyjazdu za granicę. Rozumiem, że kredyt stał się bardziej ryzykowny przez brak zabezpieczenia, ale wygląda mi na to, że bank chce zagrać nomen omen va banque i jeszcze to ryzyko zwiększyć próbując zapewnić sobie lepszy zarobek.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/04/01 16:04:17:

    "bank udzielił jej kredytu pod zastaw mieszkania, które nie zostało wybudowane" - czyli cel kredytowy byl zabezpieczeniem... Więc z racji niespłaconego kredytu niech bank bierze sobie zastaw - zbankrutowaną dziurę w ziemi :) NIe wiem tylko, jak jest z szacowaniem wartości owej dziury - chociaż jeśli bank ustanowił zabezpieczenie w ten sposób, niech je zrealizuje - pacta sunt servanta!

    Oczywiście zanim przestanie pani spłacać kredyt, należy się MĄDRZE pozbyć majątku własnego - rozdzielność majątkowa z mężem oraz ruchomosci i nieruchomości sprzedać ciotecznemu bratu czy innemu słupowi za złotówkę (ŻADNYCH darowizn, pal licho podatek), który za tąże złotówkę sprzeda je pani mężowi, a najlepiej notarialnie sceduje warunkowo :) - to powinno zablokować skargę paulińską, z którą może wystąpić bank.

    O ubezpieczeniach kredytów było na blogu wiele, więc raczej bym na nie nie liczył..

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/04/01 16:20:25:

    ..mysle ze kredyt warto przestać spłacać wtedy, kiedy nie bedzie posiadała Pani majątku własnego a przy wypowiedzeniu kredytu przez bank - dochód bedzie niższy niż możliwość zajęcia komorniczego, a jedynym sposobem egzekucji należności będzie zajęcie dziury w ziemi :)
    No chyba że ktos zarabia 8 kPLN, to mu rata 2 kPLN za dzurę w ziemi dynda nacią.

  • jeszczepolskaniezginela12 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/27 11:49:08:

    Odzyskiwanie należności to często długa i mozolna praca. Dłużnicy wymyślają setki powodów, dla których nie spłacili długu. Zdarza się też, że po prostu o tym zapomnieli i regulują płatność chwilę po przypomnieniu. Tak się dzieje np. w przypadku niezapłacenia rachunku telefonicznego. Nasza kancelaria potrafi sobie poradzić zarówno z przypadkami błahymi, jak i ekstremalnymi, wymagającymi podjęcia szczególnych środków.

    Skuteczność słowo klucz. Kroków do jej uzyskania jest mnóstwo. Jak odzyskać należność? Przede wszystkim należy zacząć od właściwego ułożenia całego procesu obsługi powierzonej sprawy, bo jak wiadomo każda sprawa jest inna i należy ją rozkładać na czynniki pierwsze. Robi my to we współpracy ze zleceniodawcą. W początkowej fazie windykacji bardzo ważna jest również prawidłowa segmentacja dłużników i ocena ich zdolności płatniczych. Dłużnik dłużnikowi nierówny - jedni mogą być w stanie spłacić należność od razu, a na innych trzeba będzie poczekać dłużej lub nawet zachęcić do zapłaty. Gdy te kwestie zostaną ustalone, przychodzi czas na gwóźdź programu. Przy odzyskiwaniu należności wykorzystujemy metodę skip tracingu, ale także działamy poprzez call center i wysyłkę wezwań do zapłaty. Upominamy się stanowczo o należności naszych klientów, ale przy tym zachowujemy wszystkie standardy etyczne.

    Znakomitym wsparciem wyżej wymienionych czynności jest windykacja terenowa. To kolejny etap obsługi w sprawach, w których kontakt z dłużnikiem jest utrudniony lub w takich, gdzie dłużnik nie wywiązuje się z zawartych ustaleń. Posiadamy rozbudowany departament windykacji terenowej, co pozwala na osiąganie wysokich wyników poprzez sprawne i szybkie docieranie do dłużników. I choć nasze biuro windykacyjne mieści się w Warszawie, to obsługujemy należności z całej Polski. Ponadto, z racji posiadania zezwolenia na wykonywanie czynności detektywistycznych, wspieramy się nimi w procesie windykacji.

    Nasza kancelaria prawna jest w stanie w krótkim czasie obsługiwać duże ilości spraw na etapie postępowania sądowo-egzekucyjnego. Dzięki nowoczesnym narzędziom informatycznym możemy sprawnie zarządzać całym procesem obsługi prawnej na wszystkich etapach postępowania bez angażowania zleceniodawcy. Minimalizujemy koszty prowadzenia windykacji przy wysokiej skuteczności. Naszym celem jest to, aby klient był zaangażowany w proces w minimalnym stopniu.

  • jeszczepolskaniezginela12 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/07 11:33:04:

    Odzyskiwanie należności to często długa i mozolna praca. Dłużnicy wymyślają setki powodów, dla których nie spłacili długu. Zdarza się też, że po prostu o tym zapomnieli i regulują płatność chwilę po przypomnieniu. Tak się dzieje np. w przypadku niezapłacenia rachunku telefonicznego. Nasza kancelaria potrafi sobie poradzić zarówno z przypadkami błahymi, jak i ekstremalnymi, wymagającymi podjęcia szczególnych środków.

    Skuteczność słowo klucz. Kroków do jej uzyskania jest mnóstwo. Jak odzyskać należność? Przede wszystkim należy zacząć od właściwego ułożenia całego procesu obsługi powierzonej sprawy, bo jak wiadomo każda sprawa jest inna i należy ją rozkładać na czynniki pierwsze. Robi my to we współpracy ze zleceniodawcą. W początkowej fazie windykacji bardzo ważna jest również prawidłowa segmentacja dłużników i ocena ich zdolności płatniczych. Dłużnik dłużnikowi nierówny - jedni mogą być w stanie spłacić należność od razu, a na innych trzeba będzie poczekać dłużej lub nawet zachęcić do zapłaty. Gdy te kwestie zostaną ustalone, przychodzi czas na gwóźdź programu. Przy odzyskiwaniu należności wykorzystujemy metodę skip tracingu, ale także działamy poprzez call center i wysyłkę wezwań do zapłaty. Upominamy się stanowczo o należności naszych klientów, ale przy tym zachowujemy wszystkie standardy etyczne.

    Znakomitym wsparciem wyżej wymienionych czynności jest windykacja terenowa. To kolejny etap obsługi w sprawach, w których kontakt z dłużnikiem jest utrudniony lub w takich, gdzie dłużnik nie wywiązuje się z zawartych ustaleń. Posiadamy rozbudowany departament windykacji terenowej, co pozwala na osiąganie wysokich wyników poprzez sprawne i szybkie docieranie do dłużników. I choć nasze biuro windykacyjne mieści się w Warszawie, to obsługujemy należności z całej Polski. Ponadto, z racji posiadania zezwolenia na wykonywanie czynności detektywistycznych, wspieramy się nimi w procesie windykacji.

    Nasza kancelaria prawna jest w stanie w krótkim czasie obsługiwać duże ilości spraw na etapie postępowania sądowo-egzekucyjnego. Dzięki nowoczesnym narzędziom informatycznym możemy sprawnie zarządzać całym procesem obsługi prawnej na wszystkich etapach postępowania bez angażowania zleceniodawcy. Minimalizujemy koszty prowadzenia windykacji przy wysokiej skuteczności. Naszym celem jest to, aby klient był zaangażowany w proces w minimalnym stopniu.

    Więcej na temat naszej oferty możecie przeczytać TUTAJ:
    a href=http://www.kpdwiejak.pl/windykacja-terenowa/www.kpdwiejak.pl/windykacja-terenowa/

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line