Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

sobota, 22 marca 2014

Skoczyła na pocztę po list polecony, a tam została... "aresztowana". Poszło o dowód

Dowód osobisty jest dziś ważniejszy, niż wszystkie karty płatnicze razem wzięte. Nie dość, że nie ma do niego PIN-u, to jeszcze ewentualny złodziej tożsamości może wykorzystać do niecnych czynów dane wpisane w dowodzie, jak imię, nazwisko, adres, numer dowodu, a jeśli jeszcze ustali PESEL ofiary, to robi się naprawdę niebezpiecznie. W bankach można teraz zakładać konto zdalnie, można też brać kredyty zdalnie (w firmach pożyczkowych tym bardziej można), więc przy odrobinie szczęścia nawet nie posiadając fizycznie dowodu ofiary - a np. tylko jego skan - można spróbować stworzyć fikcyjną tożsamość. Dlatego swojego dowodu osobistego nikomu nie dajemy, nie pożyczamy, nie pozwalamy się z nim ani na sekundę oddalić. Dzisiaj będzie o rewolucyjnej czujności pracowników instytucji, w której dobrze wiedzą jak wiele zła można uczynić, mając w ręku skradziony dowód osobisty. Tą instytucją jest Poczta Polska. Jak wiecie, Poczta znielubiła od pewnego czasu zajmowanie się listami i znaczkami pocztowymi i najchętniej czas spędzałaby tylko na udzielaniu kredytów oraz ubezpieczaniu mieszkań. Ale czasem przyjdzie jakiś upierdliwiec, który chce nadać albo odebrać list.

"Znalazłem dziś w skrzynce pocztowej awizo. Bardzo się ucieszyłem, gdyż spodziewałem się dostarczenia pierwszej książeczki dla mojej małej córki, którą kupiłem przez internet" - napisał do mnie jeden z czytelników. Niewyspanym wyjaśniam, że czytelnik przez internet kupił książkę, nie córeczkę. Radość czytelnika zmąciła nieco świadomość, że przecież wypełnił oświadczenie, w którym zezwolił na wrzucanie listów poleconych do skrzynki. Ale być może przesyłka po prostu nie zmieściła się w skrzynce. "Dzieci są chore i żona była cały czas w domu, więc nie wiem dlaczego listonosz nie dostarczył listu do mieszkania (to raptem drugie piętro)". Pewnie gdyby chodziło o kredyt, to by się pofatygował. Później wydarzenia potoczyły się, niczym w filmie kryminalnym. "Żona poszła na pocztę, biorąc mój dowód osobisty, żeby w moim imieniu odebrać przesyłkę z poczty". Przesyłka była nadana jako polecona, więc żona mojego czytelnika doszła do wniosku, że bez dowodu męża nic na poczcie nie wskóra. I rzeczywiście, nie wskórała. Nie spodziewacie się jednak jak bardzo nie wskórała. "Nie minął kwadrans, a żona zadzwoniła do mnie z informacją, że została uwięziona w Urzędzie Pocztowym jako podejrzana o kradzież mojego dowodu osobistego" - zeznaje czytelnik.

Wezwano policję i ustawiono straże, żeby podejrzana przypadkiem nie wyciągnęła z za pazuchy kałacha i wszystkich tam nie powystrzelała. Urzędniczka z poczty, która zarządziła całą akcję, widząc klientkę posługującą się legalnym awizo i nie swoim dowodem osobistym, poprosiła żonę mojego czytelnika o jej własny dowód - być może chciała potwierdzić, że zgadza się nazwisko i adres zameldowania. Niestety... "żona, wychodząc z mieszkania w pośpiechu, nie wzięła swojego dowodu osobistego". Z powodu braku innych opcji sforsowania straży, uwięziona na poczcie obywatelka również zadzwoniła na policję, zgłaszając dla odmiany... bezprawne pozbawienie wolności. Dobrze, że strażnicy nie mówili do niej "raus", bo pewnie wszedłby wtedy również paragraf o naruszeniu nietykalności fizycznej ;-). Koniec końców cztery radiowozy, ekipa antyterrorystyczna oraz policyjny negocjator ruszyli na sygnale. :-) Upłynęło pół godziny. Żona mojego czytelnika została oddana w ręce władz. Radiowóz odwiózł ją do domu. Policjanci spisali dane, dostali też do wglądu pełnomocnictwo notarialne, które wystawił swojej żonie czytelnik, by reprezentowała go przed różnymi instytucjami. Tym sposobem udało się uniknąć aresztowania, a funkcjonariusze spisali jedynie notatkę służbową  ;-).

Gdy bitewny kurz opadł, mój czytelnik skoczył na pocztę. Po pierwsze po to, by dopaść upragnioną przesyłkę, a po drugie - by się dowiedzieć o co kaman. "Udało mi się porozmawiać z urzędniczką, która stwierdziła że nie musi mi się tłumaczyć z zaistniałej sytuacji. Gdy poprosiłem o paczkę, zostałem odesłany po numerek, pomimo, że nie było żadnych innych petentów. Na pytanie o to, w jaki sposób mogę zgłosić oficjalnie skargę, dowiedziałem się że mogę ją zgłosić pisemnie – po czym wręczono mi do ręki białą kartkę papieru, nie informując jaka jest procedura reklamacyjna i do kogo ma być adresowane pismo" - żali się czytelnik. Kto na poczcie ewidentnie postanowił nauczyć go porządku, uznając, że za bardzo się pieni.  "W tej sytuacji muszę pochwalić panów policjantów, którzy przynajmniej zafundowali żonie podwózkę radiowozem do mieszkania". Dopiero następnego dnia, gdy emocje już całkiem opadły, mój czytelnik podjął kolejną - znów, na wszelki wypadek, osobistą, żeby nie narażać żony na ostrzał. Udało się, a pani naczelniczka z urzędu pocztowego nawet przeprosiła czytelnika za nieprzyjemności, które spotkały jego żonę oraz jego samego.

Inna sprawa, że nieprzyjemności były, niestety, zasłużone (przynajmniej w tej części, która była udziałem żony mojego czytelnika). Urzędniczka zachowała się prawidłowo i profesjonalnie. Żona mojego czytelnika nieźle za to nabroiła. Art. 275 Kodeksu karnego: "§ 1. Kto posługuje się dokumentem stwierdzającym tożsamość innej osoby albo jej prawa majątkowe lub dokument taki kradnie lub go przywłaszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.§ 2. Tej samej karze podlega, kto bezprawnie przewozi, przenosi lub przesyła za granicę dokument stwierdzający tożsamość innej osoby albo jej prawa majątkowe". Żona mojego czytelnika złamała oba paragrafy, a w dodatku sama nie potrafiła się wylegitymować. Gdyby pokazała własny dowód, na którym byłoby to samo nazwisko i adres zamieszkania, co na dokumencie, którym chciała się posłużyć, by odebrać przesyłkę, może na poczcie przymknęliby oko. A tak - zareagowali zgodnie z procedurą. Wniosek? Własnego dowodu osobistego nie dajemy nawet towarzyszowi życia, bo inaczej możemy go znowu zobaczyć za dwa lata ;-).

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
sobota, 22 marca 2014 13:15

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • 2random napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/22 14:17:08:

    Uwaga, piszę po polsku: "dowód OSOBISTY". Czy już samej nazwy nie wynika, że posługiwać się nim może wyłącznie osoba widniejąca na zdjęciu? Na pocztę idzie się z własnym i odbiera przesyłkę męża/żony jako dorosły domownik, który jest uprawniony - jeżeli posiada taki sam adres. Jak widać dowodu nie odstępuje się nawet małżonkowi - naczelniczka była po prostu skrupulatna. Gdyby wszyscy byli odpowiedzialni, a urzędnicy i pracownicy banków znali przepisy i stosowali procedury, to nie byłoby tyle kradzieży dokonanych przez osoby podszywające się.

    Korzystając z okazji przytoczę jeszcze dwa paragrafy "Ustawy o ewidencji ludności i dowodach osobistych" (obowiązuje do końca roku 2014)
    W praktyce znaczą np. tyle, że w wypożyczalni nie mogą żądać dowodu jako zastawu, w hotelu zatrzymywać "do spisania", bo ... Z resztą są dość jasne.
    Art. 33. Dowodu osobistego nie wolno zatrzymywać, z wyjątkiem przypadków określonych w ustawie.
    Art. 55. 1. Kto: ...
    2) zatrzymuje bez podstawy prawnej cudzy dowód osobisty, ... podlega karze ograniczenia wolności albo karze grzywny.

    Ustawę zastąpi od 1.1.2015 Ustawa o dowodach osobistych z dnia 6 sierpnia 2010 r. (niezłe vacatio legis - co ciekawe już zmieniana:) Warto poznać.

    Radzę również dobrze się zastanowić czy nie zgłosić kradzieży własnego dowodu, jeżeli dowód się zgubi (straci się go w niejasnych okolicznościach), a ktoś go znajdzie i odniesie. Jeżeli to nie jest absolutnie zaufana osoba, to mogła go już użyć, np. do zaciągnięcia kredytu. Zgłoszenie w dowolnym banku pozwoli uniknąć choć części nieprzyjemności w takim przypadku. Wyrobienie nowego to pikuś. Spłata czyjegoś kredytu (kredytów) jest gorsza.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/22 14:32:36:

    Święte słowa! Dzięki!

  • marcinek-m napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/22 15:26:22:

    Z wyjątkiem przesyłek w postępowaniu administracyjnym (urząd), cywilnym (komornik) lub karnym (policja), przesyłkę poleconą może normalnie odebrać inny dorosły domownik. Jeśli chcemy upoważnić kogoś do odbierania wszystkich przesyłek poleconych lub ta osoba ma inny adres zameldowania, wystarczy za niewielką opłatą ustanowić pełnomocnictwo pocztowe. I po co ten cały cyrk???

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/22 15:42:43:

    Jesli prawda jest to co wyzej o zatrzymywaniu dowodu - to proponuje pojsc w Polsce do ogrodu jordanowskiego i wypozyczyc pilke :-), chyba, ze cos sie zmienilo. Coz moze dlatego ludzie zyja bez sportu, poza tym na kanapie ;-)

    Swoja droga to szanowny malzonek powinien pojsc do glownego powodu tej sytuacji, czyli ocenic prace listonosza. Bo jakby nie patrzec to moze byc jego wina, chyba, ze nie odbierali lub siedzieli w lazience...

  • mseb napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/22 18:52:40:

    Nic dziwnego że tak się stało. Niech społeczeństwo nauczy się posługiwać dowodem osobistym, bo jak nam wezmą kredyt używając nasz dowód który przed chwilą zgubiliśmy to jest "beeeee", ale jak sami używamy dowodu innej osoby tyle, że w sytuacji mniejszego kalibru to już chcemy by nas obsłużono. Brak konsekwencji.

  • ryszard_mis_ochodzki napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/22 20:24:23:

    Gdy poprosiłem o paczkę, zostałem odesłany po numerek, pomimo, że nie było żadnych innych petentów.

    to zdanie najlepiej świadczy o tym panu i pozostałe zeznania i dowody nie są potrzebne

    brawo poczta i pani na poczcie i jedna i druga

  • samozlo0 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/22 23:30:38:

    Pracownikom poczty nalezy się podziekowanie a nie skarga.
    Nawet identyczne zameldowanie nie daje gwarancji ze np. wspolmalzonek jest uprawniony do odbioru przesylki.
    Moga mieszkac razem a w miedzy czasie toczyc sie sprawa rozwodowa.



  • bezkontadoniusow napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/23 11:47:03:

    "Żona mojego czytelnika złamała oba paragrafy (...)". To ta poczta była za granicą?

  • bartekabc napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/23 15:42:28:

    Panie Rysiu Misiu, a po co bohater opowieści miał brać numerek? Numerki służą zapewnieniu porządku w kolejce, więc są zbędne w pustym urzędzie. Chyba, że poczta wykorzystuje numerki do pomiaru "ruchu", ale to po pierwsze mało skuteczna metoda, a po drugie zbyt błahy powód, by człowieka odesłać.

    Dla mnie to zdanie też jest kluczowe dla całej historii, ale jako świadectwo złośliwości i buractwa obsługi poczty, a nie odbierającego przesyłkę.

  • cyax napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/23 16:00:35:

    "Dlatego swojego dowodu osobistego nikomu nie dajemy, nie pożyczamy, nie pozwalamy się z nim ani na sekundę oddalić."

    W Deutsche Banku mają niemiły zwyczaj przyjmowania klientów w pustych pokojach (bez komputera) - cokolwiek mają załatwić, proszą o dowód osobisty, znikają z nim gdzieś na kilka-kilkanaście minut, a klientowi zostaje tylko 1) "bank to instytucja zaufania publicznego, a temu panu dobrze z oczu patrzyło" lub bardziej chyba 2) "nigdy więcej żadnych kontaktów z tym bankiem".

  • wojcik.sylwia napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/23 21:57:13:

    Z jednej strony sytuacja wydaje się śmieszna, paradoksalna i niemalże jak z filmu...
    "Wezwano policję i ustawiono straże, żeby podejrzana przypadkiem nie wyciągnęła z za pazuchy kałacha i wszystkich tam nie powystrzelała". Kobieta musiała się poczuć jak prawdziwy przestępca, a przecież chciała tylko odebrać przesyłkę.
    Z drugiej strony postępowanie urzędniczki było zgodne z prawem i jak najbardziej poprawne i słuszne. Gdyby to była poważniejsza sprawa i ktoś naprawdę posługiwałby się skradzionym dowodem to nie urzędniczka by przepraszała, ale by jej dziękowano z wielkim bukietem kwiatów.
    Dzięki temu zauważyłam, że u mnie na Poczcie rzadko ktokolwiek pyta się mnie o dowód, wystarczy awizo...

  • rozwodnik napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/23 22:45:48:

    ewentualny złodziej tożsamości może wykorzystać do niecnych czynów dane wpisane w dowodzie, jak imię, nazwisko, adres, numer dowodu, a jeśli jeszcze ustali PESEL ofiary
    ================================
    To w dowodzie nie ma PESELu?

  • 69piotr napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/24 00:00:02:

    Litości Panie Redaktorze,

    1."Koniec końców cztery radiowozy, ekipa antyterrorystyczna oraz policyjny negocjator ruszyli na sygnale. :-)" -serio? czy to tylko wyobraźnia p.Samcika

    2."a po drugie - by się dowiedzieć o co kaman"

    A po pierwsze to po polsku już się nie da napisać?

    Ostatnio to taka pseudomłodzieżowa gwara Pana redaktora w co drugim tekście.

    Inna rzec, o którą już kiedyś chciałem napisać - co znaczy słowo" fakapy"? bo po polsku nie rozumiem, a po angielsku źle mi się kojarzy.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/24 10:43:54:

    podoba mi się pierwsza częśc postępowania - wezwanie policji etc - BRAWO. Tak powinno być wszędzie.

    natomiast jak czytelnik chciał złożyć skargę a utrudniano mu to - to już czyste buractwo. Złożyłby skargę, bo ma takie prawo, a kierowniczka powinna dostać dla przykładu nagrodę. Jenak teraz za tę drugą cześć teraz powinna dostać naganę.

  • dejot7 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/25 21:14:40:

    "Żona mojego czytelnika złamała oba paragrafy"

    Nie złamała żadnego. Może autor bloga i dotychczasowi komentatorzy nie orientują się za bardzo w prawie karnym, ale pierwszy paragraf dotyczy wykorzystania dowodu osobistego tylko w celu podszycia się pod kogoś, a drugi mówi o wywożeniu/wysłaniu dowodu za granicę. Przecież ona nie udawała, że jest osobą, na którą został wystawiony dowód, ani nie wywiozła go za granicę. Po prostu błędnie myślała, że w ten sposób odbierze przesyłkę. Nie miała prawa odebrać i o tym powinna zostać poinformowana. I tyle. To co jej zrobili na poczcie to klasyczne bezprawne pozbawienie wolności, a to już jest na pewno przestępstwo.
    Nie znamy szczegółów, może kobieta była "awanturująca się" i dlatego pracownicy poczty zareagowali nerwowo, ale obiektywnie rzecz biorąc błąd tej pani nie uzasadniał takiej reakcji.

  • 69piotr napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/25 22:05:22:

    Coś te wszystkie okoliczności to przypominają żart o radio erewań.

    1. Gdyby Pani chciała odebrać zwykłą przesyłkę nikt zapewne nie wzywałby policji.
    2. Gdyby ta Pani nie zrobiła awantury to nikomu nie chciałoby się robić ceregieli na zapracowanej poczcie.
    Prawdopodobny scenariusz był taki: kobieta przyszła po przesyłkę dla męża, ale to była przesyłka pieniężna lub w ostateczności taki rodzaj przesyłki, której odebranie wiąże się ze skutkami prawnymi (sąd, komornik, bank itp.)
    Listonoszka SŁUSZNIE jej tej przesyłki nie wydała i zaczęła się pyskówka. Kobieta nie zreflektowała się, że przesadza i co gorsza jest na straconej prawnie pozycji, może powiedziała kilka zdań za dużo. I pocztowcy nie namyślając się dużo wezwali policję -zgłosili próbę oszustwa, czy tym podobnie. A co policja miala zrobić: jest kobieta, która na siłę próbuje przy użyciu nie swojego dowodu odebrać np. pieniądze. zabawa się kończy.
    PS. Z artykułu nie wynika wprost, że ww bohaterka opowiadania miała swój dowód, albo coś przeoczyłem.
    I chwała im za to.

  • paragraf62 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/26 00:51:07:

    Polecam podobną sprawę, lecz zainicjowaną przeze mnie imieniem mandanta przed Sądem Okręgowym w Krakowie ws. I-C 1684/12,- bo tam posługiwanie się przez żonę dowodem osobistym męża, tj. przez żonę funkcjonującą już od początku jej małżeństwa w separacji z jej mężem to legal, tj. zwłaszcza gdy ta żona użyła tegoż dowodu osobistego do zawłaszczenia zabezpieczonej umową pożyczki zaciągniętej przez jej męża celem zabezpieczenia utraty powierzonej mu kwoty, tj. zamiast weksla, byłoby prościej, ale nie mieli pod ręką weksli na tą kwotę za którą mąż miał zakupić lokal mieszkalny zawłaszczony przez żonę. No cóż sprytna baba bo jej sąsiadka to sędzina, a ta sprzedająca to ławniczka. Najlepsze że ta sprytna baba funkcjonowała już kilka lat w Krakowie, podczas gdy jej mą funkcjonował tylko w Bielsku-Białej, to jakieś 100-km, ale dla Sądu ten mąż i jego żona byli rodziną funkcjonującą zgodnie w lokalu mieszkalnym nabytym przez żonę na jej ustawową współwłasność małżeńską z jej dorobku małżeńskiego z jej mężem, tzn. w okr. 7-dni ich zgodnego wspólnego pożycia. Oczywiście ta ich sielanka małżeńska trwała aż 7-dni, tj. 1 - 7 stycznia 2000r. Zaś to stricte "bezpłatne" nabycie lokalu mieszkalnego w Krakowie, udało się tej żonie dopiero w maju 2003r. gdy jej mąż omdlał ze zmęczenia i znalazł się w Szpitalu w Bielsku-Białej, i to jej umożliwiło pozyskanie dowodu osobistego i innych dokumentów umożliwiających jej notarialne wyrażanie takiej jego woli. Oczywiście Sąd twierdził, że ta żona działała w dobrej wierze, i zgodnie z wolą jej męża, bo gdy się dowiedział co żona zrobiła to chcieli go odwieźć, no tam .. wiecie gdzie ....

  • mentatd_at_gmail napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/27 17:13:58:

    To jest właśnie absolutna paranoja...
    Wystarczy na kartce papieru napisać upoważnienie do odbioru przesyłki i pani urzędniczka musi takie upoważnienie respektować. Oczywiście takie upoważnienie można też samemu sobie wystawić,wystarczy znać np. numer przesyłki z awiza. A jak zrobi się jak w tej opowiastce to afera... ;-)

  • fg2002 napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/30 22:03:08:

    @cyax - A ze mną w Deutsche Banku rozmawiają w pokoju z komputerami. Gdy trzeba, bo np. chcę u nich pobrać gotówkę a nie z bankomatu, to proszą o dowód tożsamości i przy mnie porównują go z tym co widać na ekranie, ale to mnie nie dziwi. Poza tym bank zna moje wszystkie dane bo spisał je podczas spisywania ze mną umowy.

  • dagal napisał(a) komentarz datowany na 2014/03/31 14:45:34:

    ciekawa historia
    ale jak się am do tego, że gdy pod koniec 2013r chciałam odebrać kartę Warszawiaka dla siebie i syna, w imieniu którego także złożyłam wniosek, to pani z ZTM zażądała dowodu męża (który zresztą żadnej karty nie chciał)
    brak dowodu męża uniemożliwił mi tego dnia odebranie karty
    no cóż następnego zostałam samotną matką i już bez problemu odebrałam co trzeba

  • ameba809 napisał(a) komentarz datowany na 2015/01/02 12:52:01:

    Nie wiedziałam, że chodzenie na pocztę może być tak ryzykowne! Strach się bać ;)
    fkwadrat.pl/

  • pawelnyczaj napisał(a) komentarz datowany na 2015/01/03 11:22:10:

    Akurat urzędniczka na poczcie postąpiła słusznie. Nawet zona nie może używać dowodu męża i odwrotnie. Chcemy przecież bezpieczeństwa i wykrywania prób używania cudzego dowodu osobistego.

  • misiopluszowy200 napisał(a) komentarz datowany na 2015/01/16 09:42:06:

    A czym jest instytucja małżeństwa w Polsce jak do każdej sprawy jaką muszę załatwić w imieniu żony, muszę mieć pełnomocnictwo. Nie będąc w związku małżeńskim mojej partnerce też mogę wystawić pełnomocnictwo i też odbierze wynagrodzenie. Więc po co zawierać związek małżeński żeby ładnie wyglądało wspólne nazwisko na tabliczce na drzwiach. My Polacy uwielbiamy zasypywać się bezsensownymi papierami. Zawsze trzeba poświadczyć, poświadczenie już raz poświadczone i tak bez końca. Czy naprawdę nie wystarczy tak układać dokumenty w urzędach, w przychodniach, szkołach itp, że jak ktoś jest zamężny/żonaty to wpisuję dane małżonka/żony i w przyszłości może występować w imieniu małżonka/żony chyba, że zapisze informację zakaże dostępu. Dlaczego zawsze wszystkich musimy z góry traktować jako przestępców. Gdzie jet tu polityka pro rodzinna. Dzisiaj widzę więcej zalet jakbym nie był mężem tylko partnerem. Moja żona jako samotnie wychowująca dzieci ma same przywileje. Zasiłki, pierwszeństwo przyjęcia dzieci do szkoły itd. Idiotyzm i jeszcze raz idiotyzm.

  • konr-ad78 napisał(a) komentarz datowany na 2016/01/02 01:52:30:

    Witam!

    W środę idąc pewnym krokiem do ubezpieczalni po należne świadczenie z tytułu narodzin dziecka (1200zł), usłyszałem... "ale Pan już złożył taki wniosek i świadczenie zostało wypłacone...". Wniosek został wypełniony przez moją żonę w formie elektronicznej i wysłany do centrali, pieniądze zostały przelane na jej konto. Zawierał również skan mojego dowodu osobistego. W momencie wypełniania tego wniosku już nie mieszkaliśmy razem. Wygląda na to że dwa razy takie świadczenie pobrała, w tym jedno za mnie. Wszelkie próby ugodowe rozwiązania (otrzymania racjonalnej odpowiedzi ze strony żony) spełzły na niczym..


Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny