Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 18 lipca 2014

Masz bitcoiny? Prawo cię nie ochroni. Czy kradzież tej waluty w ogóle jest przestępstwem?

Cyfrowe waluty wzbudzają coraz więcej emocji. Zajmują się nimi działy analiz największych światowych banków, a nawet rządy niektórych państw. Czy któraś z nich ma szansę uzyskać kiedyś status globalnej waluty? Pewnie największą szansę na to ma bitcoin, wokół którego zgromadziła się całkiem spora społeczność fanów-propagatorów tego pieniądza. Bitcoin ma też tę przewagę nad innymi cyfrowymi walutami, że doczekał się imponującej infrastruktury - aplikacje mobilne po polsku, z obsługą tak prostą i intuicyjną, jakby to było jakieś IKO ;-), giełdy, a w Warszawie od niedawna działa nawet "ambasada bitcoina", czyli rodzaj sklepu, w którym można się zaopatrzyć w tę walutę i zobaczyć jak się nią produkuje. Od wiosny sam jestem posiadaczem bitcoinów (i nawet zdarzyło mi się już płacić tą "walutą" za ciastko i kawę), więc patrzę na to dziwo z mniejszą rezerwą, niż Apple ;-) Acz wciąż nie wierzę, że bitcoin może zrobić karierę poza internetem i że kiedyś będzie środkiem płatniczym akceptowalnym na równi z walutami emitowanymi przez banki centralne. Choć przeczytajcie o planach stworzenia polskiej "oficjalnej" waluty cyfrowej. I obejrzyjcie materiał wideo, w którym go testuję. Był też kanadyjski pomysł stworzenia całkiem oficjalnego pieniądza cyfrowego, pod kuratelą tamtejszej mennicy. Ale go skasowano.

W Polsce bitcoinowi nie sprzyja prawo. Podobno jest firma, która proponuje placówkom handlowym terminale typu mPOS do płacenia bitcoinem. Ale rozliczenia transakcji - choć tańsze, niż dla zwykłych transakcji kartowych - odbywają się przez za pomocą zagranicznej firmy rozliczeniowej, bo w Polsce trzeba byłoby od takich transakcji płacić dwa razy VAT. Jeszcze gorzej wygląda ochrona praw osób, które mają zapisane bitcoiny w swoich komputerach, telefonach komórkowych lub też zdeponowane na internetowych giełdach. Ostatnio wpadła mi w ręce analiza kancelarii prawnej Wardyński i Wspólnicy, która opisuje sytuację prawną posiadaczy bitcoina w sytuacji, gdyby e-pieniądz został skradziony przez internetowego złodzieja. W sytuacji, gdy na konto bankowe włamuje nam się haker (wykorzystując np. nielegalnie zdobyte kody dostępu), do gry wchodzi policja i prokuratura. A gdy przedmiotem przestępstwa jest bitcoin?

„Kradzież” bitcoinów - jak piszą prawnicy kancelarii Wardyński i Wspólnicy - polega więc w istocie na nieuprawnionym skopiowaniu prywatnego klucza do portfela użytkownika oraz pozyskaniu adresu tego portfela, a następnie użyciu ich do transferu bitcoinów pod inny adres. Rzecz jest o tyle niebezpieczna, że transakcje bitcoinowe mają charakter nieodwołalny i nieodwracalny. Teoretycznie rzecz biorąc, możliwe jest namierzenie adresu, na który został dokonany transfer bitcoinów, za pomocą analizy informacji o transakcjach gromadzonych w systemie zapisującym zmiany własności każdego bitcoina - blockchain, ale problemem pozostaje ustalenie tożsamości „złodzieja”. Prawnicy piszą w cudzysłowiu, bo sami nie są pewni, czy bitcoina można "ukraść". A więc: czy państwowe organy w ogóle ścigałyby "złodzieja", który zabrałby nam portfel pełen bitcoinów.

Tak się składa, że według art. 278 § 1 Kodeksu karnego "kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". Co to jest "rzecz ruchoma"? Według Kodeksu cywilnego musi to być rzecz materialna (art. 45.), co wyklucza zakwalifikowanie pod tym pojęciem klucza prywatnego do dokonywania transakcji walutą bitcoin. Bitcoin nie spełnia również definicji „pieniądza polskiego lub obcego” (art. 115 Kodeksu karnego). A może jest chociaż "innym środkiem płatniczym" (bo o nich też mówi wspomniany przed chwilą przepis)? "Inny środek płatniczy" to taki, który pełni tożsame z pieniądzem tradycyjnym funkcje płatnicze. A więc takim "innym środkiem płatniczym" jest zgodnie z prawem karta debetowa lub kredytowa. A bitcoin? Prawnicy uważają, że nie bardzo:

"Po pierwsze funkcja płatnicza bitcoina jest znacznie ograniczona w stosunku do pieniądza tradycyjnego, a po drugie karta płatnicza jest przedmiotem materialnym, czego nie można powiedzieć ani o nieistniejącym w istocie rzeczy bitcoinie"

Wychodzi więc na to, że bitcoina nie można "ukraść", bo nie jest "rzeczą ruchomą".  Jeśli ktoś nam bitcoina ukradnie, nie będzie to czyn niedozwolony w świetle prawa. Słabo, prawda? Na szczęście prawnicy Wardyńskiego mają inny pomysł na ściganie bitcoinowych przestępców. O ile „kradzież” bitcoinów dokonana poprzez podejrzenie i wykorzystanie cudzego klucza prywatnego, albo kradzież telefonu komórkowego i wykorzystanie zainstalowanego tam portfela mobilnego nie byłaby tożsama z "przestępstwem na bitcoinie", to ataki hakerskie na systemy informatyczne służące do „przechowywania” bitcoinów i obsługi transakcji mogą być już ścigane i karane na podstawie polskiego prawa.

Przestępstwo hackingu z art. 267 Kodeksu karnego jest definiowane tak: "kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Zauważcie, że hacking jest dużo łagodniej karany, niż zwykła kradzież. Ciekawe dlaczego? Prawnicy Wardyńskiego wyliczają, ze aby hacking był przestępstwem, muszą być spełnione dwie przesłanki: uzyskanie przez sprawcę informacji dla niego nieprzeznaczonej oraz złamanie zabezpieczeń tej informacji.

"O ile np. atak hakerski na chmurę obliczeniową, w której przechowywane są dane portfeli bitcoinowych użytkowników, niewątpliwe spełnia drugą przesłankę, a także stanowi uzyskanie przez sprawcę dostępu do nieprzeznaczonych dla niego danych w postaci kluczy prywatnych oraz odpowiadających im adresów, o tyle nie jest pewne, czy te dane stanowią „informacje” w rozumieniu art. 267 § 1 Kodeksu karnego"

- piszą prawnicy Wardyńskiego. Czyż analizowanie przepisów prawa nie jest fascynującą czynnością? Oddajmy się jej bez reszty. Jak można zdefiniować "informację"? Według prawników - nie tylko jako „wiadomość o czymś” (informacja w kontekście komunikacyjnym), ale szerzej - informacją są przecież jakiekolwiek dane.

"Wydaje się zatem, że „kradzież” bitcoinów w omawianej postaci mieści się w dyspozycji art. 267 Kodeksu karnego, przy czym pamiętać należy, że penalizacji podlegać będzie nie wykorzystanie uzyskanego klucza prywatnego w celu transferu bitcoinów, ale samo jego uzyskanie w drodze wdarcia się do miejsca jego przechowywania".

Ufff, wygląda na to, że złodzieje bitcoinów nie są tak całkiem bezkarni. Choć jak słyszę lub czytam prawników, którzy mówią o tym, że "wydaje się zatem", to mam pewne wątpliwości, czy to ich "wydaje się zatem" udałoby się obronić w sądzie. W raporcie upichconym przez prawników Wardyńskiego mamy zresztą dużo więcej dywagacji, dotyczących tego jak prawo traktuje "produkcję" bitcoinów, ich kupowanie i sprzedawania oraz akceptowanie jako środek płatniczy. To temat rzeka, więc odsyłam Was do oryginalnego tekstu. Wynika z niego, że ci, którzy kupują, sprzedają, ułatwiają obrót bitcoinem lub nim płacą, są narażeni na różne ryzyka podatkowe. Chociażby z tego powodu, że - jak piszą prawnicy w konkluzjach:

"Charakter wirtualnych walut, w szczególności anonimowość ich użytkowników często nie tylko utrudnia, ale wręcz uniemożliwia prawidłowe udokumentowanie i rozliczenie operacji z ich użyciem. Rozwiązaniem może być (...) ograniczenie zakresu informacji ujawnianych na dokumentach finansowych lub zezwolenie na dokumentowanie tych operacji przy użyciu specyficznych dokumentów, np. (...) potwierdzeń realizacji operacji na giełdach e-walut. Pod rozwagę należy poddać zwolnienie obrotu wirtualnymi walutami przynajmniej z podatku VAT. Wymagałoby to uznania operacji z użyciem wirtualnych walut za usługi finansowe, co zdaje się odpowiadać naturze tychże operacji"

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 18 lipca 2014 16:28

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • dromaczek napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/18 16:56:47:

    Hmm, myślę że można zgłosić od ręki na policję kradzież BTC (choć namierzenie złodzieja może być "problematyczne"). Znajomemu "ukradziono" sprzęt do gdy World of Warcraft, i w sumie policja profesjonalnie się zajęła tym, i wartość przedmiotu była na tyle by się zajeła. I złodziej miał rozprawę...

  • arnoldbuzdygan napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/18 20:25:42:

    Skoro skazują za kradzież wirtualnych rzeczy w grach to i za to skażą.

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/18 21:29:18:

    Tlumaczenie prawnikow, zwlaszcza ostatni fragment jest nieco pokretne. Gotowka, zwlaszcza bilon tez teoretycznie(przynajmniej wg. fanow, banknoty maja chocby numer seryjny) nie jest nigdzie rejestrowana, a chyba nikt nie ma watpliwosci, ze jesli zgloszenie dotyczy bilonu to jest to ...

    Tak samo jak kieszonk. zabierajacy lancuszki majace symboliczne znaczenie, tak samo w przypadku zabrania srodkow tego rodzaju mozna to traktowac.

    Inna sprawa jest, ze czesc straznikow zajmuje sie jesli nie pilnowaniem mostu w srodku Warszawy przed kradz. to blokowaniem wjazdu obywatelom, na polecenie wladz miejskich...

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/19 13:39:54:

    Przyjmujemy że karta kredytowa ma formę fizyczną (technicznie jest to jednak tylko identyfikator transakcji, nie środek płatniczy!), ale już przypisana do niej kwota wartości pieniężnych jest już czysto wirtualna, a nawet zmienna, istnieje wyłącznie jako zapis elektroniczny na serwerze banku.

    Czymże więc w sensie prawnym różni się włamanie na serwer bankowy w celu modyfikacji danych (np. przelew nieautoryzowany ww PLN, od włamania na serwer giełdy bitcoinowej w celu modyfikacji danych (przejęcie klucza, itp.)? Czy tylko emitentem obu wirtualnych form środków płatniczych?

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/19 13:43:58:

    Jak dla mnie w obu przypadkach następuje naruszenie zabezpieczeń i pozyskanie treści zabezpieczonych, nie przeznaczonych dla włamywacza, więc kwalifikacja prawna powinna być taka sama.

  • mat089 napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/19 19:19:45:

    Musimy pamiętać, że bitcoiny potrafią wyczyścić konto inwestora w zawrotnym tempie. Jest to tykająca bomba, która może pogrzebać cały nasz kapitał inwestycyjny w ciągu kilku godzin. Nie inaczej jest z derywatami w ogólnym tego słowa znaczeniu. Inwestycje w tak ryzykowne aktywa możemy zawierać wyłącznie na swoją odpowiedzialność. Jako rozwinięcie tematu polecam: independenttrader.pl/244,derywaty_-_finansowa_bomba_masowej_zaglady.html

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/20 16:15:56:

    Oj mat089 :) Jak zwykle hiobowe wieści przynosisz :) Zostałeś już naszą ulubioną spammującą blogową Kasandrą :D

    Ktoś usiłujący polemizować, mógł by zapytać, który inwestor (z tych posiadających mózg) nie potrafi ustawić limitów inwestycyjnych na swoim koncie. Nie wiem dla kogo piszesz kasandryczne felietony, ale opieraj je na realiach, a nie swoich psychozach :P

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/20 16:20:20:

    Chyba że prawnicy kancelarii Wardyński i Wspólnicy potrafią udowodnić, że włamanie do systemu transakcyjnego VISA, czy innego PayPala i wyprowadzenie wirtualnych miliardów z tych systemów tak samo nie jest kradzieżą, bo kradzione pieniądze i środki płatnicze muszą mieć wg nich wyłacznie formę fizyczną.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/20 16:29:57:

    Czym się różni wg. kancelarii Wardyński i Wspólnicy włamanie na serwer bankowy, w celu modyfikacji zapisów księgowych wartości środków (w PLN) przypisanych do konta Klienta, od włamania na serwer giełdowy, w celu modyfikacji zapisów księgowych wartości środków przypisanych do konta Klienta w bitcoinach?

  • mejlik90op napisał(a) komentarz datowany na 2014/08/25 11:07:40:

    Według mnie niczym - to i to jest przestępstwem.

    ___________________________________
    bankowe-konta.info/porownanie-kont/

  • burglin2 napisał(a) komentarz datowany na 2014/11/27 14:32:23:

    Prawo się zmienia i na szczęście jak ktoś ma bitcoiny to ma szanse wygrać.

  • jeszczepolskaniezginela12 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/23 12:22:42:

    Zadatek czy zaliczka?

    Zadatek i zaliczka pojęcia z zakresu prawa cywilnego. Brzmią podobnie, często są mylone, lecz wywołują zupełnie różne skutki prawne. Wątpliwości pomoże Ci rozwiać nasza kancelaria. Warszawa to siedziba naszej firmy, ale obsługujemy sprawy na terenie całej Polski.

    Zarówno zadatek, jak i zaliczka, to kwoty wpłacane na poczet wykonywanej w przyszłości usługi, dlatego wiele osób uważa, że zaliczka i zadatek to pojęcia zamienne. A to nieprawda. Uogólniając, możemy stwierdzić, iż zadatek ma charakter bezzwrotny, w przeciwieństwie do zaliczki.

    Czym jest zadatek?

    W razie wykonania umowy zadatek zaliczony jest na poczet świadczenia strony, która go dała. Zadatek jest bezzwrotny, o ile strony nie postanowią inaczej. W braku odmiennego zastrzeżenia umownego zadatek stanowi pewnego rodzaju odszkodowanie na wypadek, gdy zawarta umowa nie została wykonana. Natomiast jeśli z umowy nie wywiąże się sprzedający, to będzie musiał oddać kupującemu dwukrotność zadatku, tzn. kupujący otrzyma zwrot wpłaconej tytułem zadatku kwoty plus dodatkowo jednokrotną równowartość zadatku. Oznacza to, że zadatek stanowi pewnego rodzaju odszkodowanie na wypadek, gdy zawarta (przyrzeczona) umowa nie została wykonana.

    Zaliczka

    Zaliczka z kolei jest zaliczana na poczet przyszłych świadczeń, które wynikają z umowy zawartej między stronami umowy i nie stanowi, tak jak zadatek, formy zabezpieczenia wykonania umowy, a jedynie część ceny. Jeżeli strony ustaliły, iż w umowie kupujący wręczył zaliczkę, to druga strona umowy nie może jej zatrzymać. Jeżeli umowę rozwiążą obie strony, wówczas zwracają sobie wzajemne świadczenia, czyli zaliczka wraca do konsumenta. Do zaliczki nie stosuje się więc, zasad dotyczących przepadku zadatku lub obowiązku jego zwrotu w podwójnej wysokości.

    Kancelaria prawna Warszawa? Tylko KPD Wiejak i Wspólnicy Sp. j.

    Zadatek nie jest więc tym samym, co zaliczka. Warto odróżniać te pojęcia chociażby podczas zakupu nieruchomości. Chcesz bezpiecznie zawrzeć transakcję? Potrzebujesz odpowiednio skonstruowanej umowy? Odezwij się do nas. Nasza kancelaria prawna jest tutaj dla was. KPD Wiejak i Wspólnicy Sp. j. prawnicy dla Ciebie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line