Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 10 września 2014

Bankowa dyktatura prawników. "Podpisuj umowę, którą ci podsuwamy, albo spadaj"

Ostatnio głośno było o korzystnych dla klientów wyrokach sądów, które unieważniają nieprecyzyjne zapisy w umowach. Najsłynniejszy taki przykład to wygrana 1247 klentów mBanku w sprawie klauzuli pozwalającej zmieniać oprocentowanie kredytów w zależności od bliżej nie sprecyzowanych "parametrów rynku finansowego". Na cenzurowanym są też niedokładne zapisy dotyczące sposobu liczenia spreadu walutowego przy kredytach frankowych. A już ubezpieczenie niskiego wkładu własnego w ogóle jawi się jako podejrzane przedsięwzięcie sprzeczne z zasadą tego typu kontraktów. Gdybym był przedstawicielem banku, to wyjątkowo dbałbym dzisiaj o to, by spisywane z klientami umowy były jasne, przejrzyste i precyzyjne. Bo każdy przypadek niechlujstwa i niedokładności - to jasne, jak słońce - klienci będą wyświetlali i wykorzystywali do żądania odszkodowań. Z tym większym zdziwieniem przeczytałem list jednego z moich czytelników, który opowiedział mi historię swoich rozmów z bankiem ING w sprawie treści umowy kredytowej. Klientka postanowiła wskazać kilka punktów w umowie, które - jej zdaniem - nie są wystarczająco precyzyjne. A więc chciała uczynić bankowi przysługę, bo nieprecyzyjna umowa kredytowa w dzisiejszych czasach może być równie dużym ryzykiem dla banku, co dla klienta.

"Gdy otrzymałam pozytywną decyzję kredytową, poprosiłam o wzór umowy. Otrzymałam, przeczytałam. I stwierdziłam, że kilka zapisów jest niejasnych, niedokładnych, jest kilka powtórzeń, braków, kilka zapisów nie dotyczy mojej sytuacji. Spisałam uwagi, przesłałam do doradcy kredytowego"

Przyznacie, że to zacna postawa. Lecz bank jej nie docenił. Po kilku dniach klientka usłyszała, że bank nie zmienia zapisów we wzorcu umowy. "Podpisujemy tak jak jest, albo do widzenia". Jest to o tyle dziwne, że nie chodzi o kredyt na pralkę, ani lodówkę, ale o poważny kredyt hipoteczny. Może nie jakiś przerażająco i powalająco wysoki, bo raptem 50.000 zł, ale za to klient dobry (wartość mieszkania będącego zabezpieczeniem kredytu wynosi ponad 200.000 zł, czyli wkład własny jest na poziomie więcej, niż zadowalającym z punktu widzenia banku), a ING wydał już nawet pozytywną decyzję, a więc włożył sporo pracy i trochę pieniędzy w zbadanie zdolności kredytowej klienta. Przy kredytach hipotecznych umowa kredytowa może być negocjowana i znam niemało przypadków, w których klienci zgłaszali swoje propozycje i uzyskiwali akceptację banku. Oczywiście: prawnicy bankowi nie lubią takich upierdliwych klientów, bo każda zmiana w zaakceptowanym przez nich wzorcu może zwiększać ryzyko, że kredyt będzie słabiej zabezpieczony. Ale z drugiej strony, do jasnej cholery, za to właśnie bank bierze od klienta kilkuprocentową prowizję. Żeby takie dodatkowe koszty, w razie potrzeby, ponieść.

"Klient banku chyba może wiedzieć: co oznacza sformułowanie: "koszty dodatkowe o wartości 300 zł". Albo prosić o określenie jakiego ubezpieczenia lokalu wymaga bank. Jest w projekcie umowy jest informacja, że co roku bank może przeprowadzić inspekcję lokalu i pobrać 300 zł, to chyba nie jest nadużyciem, że chciałabym dopisać, kiedy konkretnie może taką wizytację wykonać. Nieprecyzyjny zapis w umowie oznacza dla mnie, że co roku ktoś banku przyjdzie i skasuje 300 zł".

Nie wykluczam, że klientka przesadza w swoich zapędach do mącenia w umowie. Wśród jej zarzutów jest m.in. to, że bank napisał w umowie, iż zabezpieczeniem kredytu jest "między innymi" hipoteka na nieruchomości, nie zaznaczając co jeszcze jest zabezpieczeniem. Nie chce mi się wierzyć, że nie ma w żadnym miejscu umowy zamkniętego katalogu zabezpieczeń wiążących się z kredytem. Ale niezależnie od tego ile racji ma klientka, odmówienie jej jakichkolwiek negocjacji w sprawie umowy jest, moim zdaniem, lekkomyślnością ze strony banku. Tak nie powinny wyglądać relacje między bankiem grającym fair i klientem, który chce być traktowany jak partner, a nie petent. Banku ING, nie idź tą drogą! Opisana tutaj nieelastyczność jest chyba częścią większego obrazu. Jakiś czas temu uciąłem sobie pogawędkę z jednym z pracowników ING i skarżył mi się, że on, pracownik na pierwszej linii frontu, który jest dla klienta emanacją banku, jego wiarygodności, klasy, bezpieczeństwa i pewności, nie ma żadnej możliwości, żeby negocjować w imieniu klienta z centralą jakiekolwiek parametry kredytu. Tak nie powinno być - pracownik liniowy będzie wiarygodny w oczach klienta tylko wtedy, gdy bank stworzy mu warunki, by mógł się pokazać jako ktoś więcej, niż tylko maszynka do sprzedawania.

Czasem nieelastyczność banku ma źródło nie w regulacjach wewnętrznych, ale w Systemie, który jest wszechmogący i nawet prezes nic nie może mu kazać. Tak przynajmniej wynika z listu od innej mojej czytelniczki. Klientka BPH spłaca kredyt, a z umowy wynika, że przysługują jej trzy zmiany terminu spłaty kredytu (czyli przesunięcia dnia spłaty raty na przestrzeni jednego miesiąca) oraz dwie możliwości zawieszenia spłat na pewien okres (oczywiście płatne). Klientka ma niestabilne dochody, więc z tych możliwości korzysta. W maju tego roku poprosiła bank o zawieszenie spłat rat kapitałowych na rok i spłacania w tym czasie tylko odsetek. Pech chciał, że opcja została uruchomiona tuż przed dniem spłaty kolejnej raty kredytu. W infolinii zapewniono moją czytelniczkę, że bank jakoś ogarnie tę kalendarzową zbitkę. Po dwóch tygodnia z banku przyszedł pocztą aneks do umowy kredytowej i nowy harmonogram. W tym czasie klientka zapłaciła tylko odsetki za maj. Okazało się, że w banku jednak kalendarza nie ogarnęli. A w każdym razie nie ogarnął go dział windykacji.

"Po otrzymaniu aneksu, który tego samego dnia podpisałam i odesłałam, już nazajutrz otrzymałam pismo z windykacji w sprawie nie zapłaconej raty kapitałowej. Naliczono też opłatę za monit w wysokości 25 zł. Zapłaciłem 50 zł za zmianę harmonogramu, a do tego miałam czas na odesłanie aneksu do końca miesiąca. Czy windykacja banku nie mogła poczekać chociaż do tego terminu?"

W dziale windykacji BPH zdecydowanie zbyt często wkrada się chaos wynikający z wszechwładzy Systemu. Znam klienta, któremu zdarzyło się otrzymywać SMSy z działu windykacji nawet wtedy, gdy spłata raty kredytu przypadała na dzień świąteczny, klient miał pieniądze na koncie, ale bank ich nie pobrał, bo było święto. Bardzo proszę Bank BPH o zluzowanie procedur dotyczących windykacji SMS-owej, listowej i telefonicznej, bo klient zestresowany na pewno nie będzie dobrym obiektem do oferowania mu dodatkowych produktów. A przecież w każdym banku, zwłaszcza w tym, który inwestuje w relacje, jest to podstawowy cel.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 10 września 2014 08:55

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • lagrande77 napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 09:21:11:

    Panie Macieju,
    ja miałam podobne przejścia z Pocztą Polską po śmierci mojej mamy. Przyznam szczerze że kwestia abonamentu, który mam uczciwie płaciła, była na ostatnim miejscu spraw do załatwienia po Jej nagłej śmierci i upłynęło kilka miesięcy zanim się do tego zabrałam. Niestety okazało się że mimo posiadania aktu zgonu z konkretną datą muszę zapłacić abonament za miesiące jakie upłynęły od chwili śmierci do wypowiedzenia umowy. W międzyczasie dokumenty przesłane pocztą do Bydgoszczy zaginęły na poczcie (cóż za ironia losu), upłynęło kilka kolejnych miesięcy, mama kolejne "otrzymała" wezwanie do zapłaty i procedura się powtórzyła. A ja zostałam zmuszona do zapłacenia abonamentu za kolejne miesiące.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 10:19:32:

    Przykre to, akurat na takie sytuacje procedury powinny być przygotowane perfekcyjnie

  • pluszsz napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 11:14:21:

    Pani lagrande77, a co Panią obchodziła zaległość mamy? Nie ma Pani obowiązku spłacać jej zaległości, dopóki sąd tak nie orzeknie (w zależności od postępowania spadkowego), że ma Pani obowiązek. Wtedy może Pani dostać harmonogram spłaty i to chyba tylko w zakresie kapitału. Odsetki byłyby do spłacania dopiero gdyby Pani nie dotrzymała harmonogramu. Z resztą, co to za odsetki za taki okres. Nie jest Pani automatycznie odpowiedzialna za mamę i jej zobowiązania. W dodatku, jeżeli na mamę nic nie ma (wcześniej przepisała, mieszkała z Panią, nie ma problemu z podziałem, to nie ma postępowania spadkowego, nikt nie przejmuje spadku Ii zobowiązań) i nikt niczego nie spłaca...
    W innym przypadku niech poczta się pomęczy, znajdzie spadkobiercę. Jestem przeciwnikiem bycia uczciwym po czyjejś śmierci, biegania, załatwiania, spłaty końcówek umów, itp., bo nikt z drugiej strony tego nie docenia i jeszcze tylko utrudnia, żąda tysięcy dokumentów. A tak oni zbierają, ja czekam, dostaję korespondencję na mnie, harmonogram, a ewentualne koszty nie są duże - mniejsze niż wynikające z zamieszania, dostarczania dokumentów, biegania, jeżdżenia (bez wezwania). Proszę poczytać poprzedni wpis - o kończeniu umowy z NC+. Po co sobie robić taki problem. Nie warto być nadgorliwym i pomagać firmom, z ktorymi zmarły miał umowy.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 12:51:06:

    Uno momento, Panie Macieju, a nie pisał Pan kilkakrotnie ostatnio o regulacji prawnej, mówiącej że drugorzędne warunki Umowy, które nie są negocjowalne indywidualnie nie są wiążące??
    Czyli Klientka banku mogła by odmówić realizacji tych punktów Umowy, których nie może negocjować! Ja bym poszedł tą drogą, odpisując prawnikom banku ING.

    Swoją drogą, banki jeszcze myślą, że jeśli tylko wydadzą pozytywną decyzję kredytową, to mogą narzucać dowolne warunki Umowy. Na szczęście to się powoli kończy i zmienia...

    A nie dało by się grzecznie zaargumentować Misiom za biurkiem, że w sąsiednim banku podobne punkty już wynegocjowałam, i jeśli nie potrzebują tych 40% od 50 kPLN, to ja się więcej nie narzucam?

    @pluszsz: też uważam, że jeśli przyjmę spadek z dobrodziejstwem inwentarza, to za ew. długi "spadkodawcy" nie odpowiadam, a tym bardziej za te powstałe post mortem. Dla czego ja mam płacić za usługi, z których zmarły nie korzysta?? To psim interesem firmy, której jedna ze stron Umowy nie żyje, jest wyprostować sytuację. Ja mogę najwyżej telefonicznie zawiadomić o zgonie, a dział prawny niech sobie akt zgonu wyciąga z Urzędu Miasta, jeśli potrzebuje - w ten sposób "rozwiązywałem" umowy po śp. Ojcu - na wszelkie monity odpowiadałem - nie żyje, windykujcie sobie i na drzewo! :) A jak chcecie, to niech komornik zajmie majątek po dłużniku, w postaci poloneza Atu, o wartości 800zł :P

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 13:10:06:

    Swoją drogą, tak nieprecyzyjny zapis w umowie, zezwalający jakiemuś przedstawicielowi banku przyjść do mieszkania o 4" nad ranem i sprawdzić czy mienie hipoteczne w postaci ścian jest odmalowane i dbane o, to kuriozum i Monthy Python w jednym.
    W końcu nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji :D

    Czy cieć parkingowy powinien podpisać Klauzulę Sumienia (blog)

  • lucyliu napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 14:42:59:

    Zaciągałam kredyt hipoteczny w ING, miałam podobne pytania które skierowałam do osoby koordynującej sprawy kredytowe w ING, nic nie wskórałam. Pomyślałam sobie tylko że jak przyjdzie na noże to takie nieprecyzyjne zapisy będą problematyczne dla ING, nie dla mnie, więc nie bede się spalać na poprawianie ich wzorca umowy o kredyt. Wedle zasady "nie rób drugiemu dobrze, nie będzie Ci źle."

  • j_krk napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 17:48:47:

    Jak można posądzać czytelniczkę o przesadę, kiedy zapis o możliwości corocznej wyceny nieruchomości jest tak nieprecyzyjny? Czytelniczka ma rację, że bank co roku będzie taką wycenę przeprowadzał i kasował trzy stówki za nic.

    Popieram radę przedpiszcy. Brać kredyt, a jak przyjdzie co do czego, to do sądu i wygrana jak w banku.

  • nabityklientbre napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 18:00:54:

    Przecież to się opłaca i praktycznie jest bezkarne. Ilu ludzi pójdzie do sądów? 1% oszukanych?
    5% góra, jak dobrze zorganizują pozew zbiorowy. A pozostałe 95% buli.

    Stąd taka praktyka będzie się opłacać i będzie praktykowana, dopóki albo Polacy masowo nie pójdą do sądów, a sądy będą oprócz zwrotu tego co bank wyłudził z odsetkami będą zasądząć konkretne odszkodowania za straty moralne, stracony czas, itp.
    Kara dla banków powinna być na tyle dotkliwa, by zabrała im zystki z tych 95% naciągniętych którzy do sądu nie pójdą.
    Do tego dochodzi jeszcze przewlekłość postępowanie i jego wysokie koszty dla obywatela (bo nie dla banku).

    A i UOKiK powinien śmiało nakładać takie kary na jakie im ustawa pozwala - 10% od rocznych przychodów.
    Ile banków dostało taką karę? Żaden.
    Stąd opłaca im się stosować niedozwolone prawem zapisy, naciagać, wyłudzać, oszukiwać. Bo to się opłaca. Jak przestanie się im to opłacać, to będę zmuszone być uczciwe. Ale na razie państwo jest słabe i ich do tego nie chce zmusić. Politycy nie chcą uchwalić żadnego prawa uszczuplającego zyski bankom, a urządnicy go stosować. Przypadek? Nie sądzę.

  • samozlo0 napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 20:01:40:

    A ja uwazam, ze to bankom sa potrzebni klienci a nie odwrotnie.
    Jezeli bank sie postawi, to zmienic bank.
    Nie znam bankow bez klientow.
    Klientow bez kretytow znajde bez problemu.

  • konsumentwsieci.pl napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/10 21:22:51:

    @nerkofil
    "drugorzędne warunki Umowy, które nie są negocjowalne indywidualnie nie są wiążące??
    Czyli Klientka banku mogła by odmówić realizacji tych punktów Umowy, których nie może negocjować! Ja bym poszedł tą drogą, odpisując prawnikom banku ING. "
    Jest to bzdura. W tym wypadku, jeżeli Bank odpowiedziałby na pytania konsumenta i zmienił trochę warunki umowne (ale niekonieczne w taki sposób, jakby chciał tego pytający), to mógłby w przyszłości podnosić w stosunku do tych postanowień zarzut ich "negocjowania", a co oznacza, że wyłączona byłaby kontrola tych postanowień w świetle art. 385[1] k.c.
    Rada jest taka, że jak coś jest abuzywne to żądajmy tego wykreślenia. Jeżeli nie będzie to możliwe, to warto zakwestionować te warunki umowy po jej zawarciu :)

  • oponyczestochowa napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/11 10:39:28:

    @samozlo0 - bo ludzie w Polsce nie mają jeszcze świadomości swoich praw, nie wiedzą jak czytać umowy, nie wiedzą jak takie umowy negocjować itp. Przeciętny Kowalski przychodzi do banku po kredyt z nastawieniem, że bank jest dobrodziejem, który łaskawie pożycza im pieniądze ... szkoda, że mamy tak małą świadomość. Inna sprawa, że nie zawsze ludzie mają czas na zmianę banku, bo sprzedawca może czekać już na pieniądze, umowa wstępna spisana, a zmiana banku to kolejne procedury i kolejne negocjacje. Karol z Opony Częstochowa

  • marex8585 napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/25 20:35:54:

    Niestety, ale takie praktyki są w bankach dosyć częste. Wielu klientów banków starających się o kredyt hipoteczny dostaje od doradców bankowych proponowany tekst umowy kredytowej. Część klientów proponuje niewielkie zmiany w umowach, po czym pani doradczyni najczęściej odpowiada "Nie da się, centrala się nie zgadza"....

    Ale trzeba być optymistą. Udało się wyplenić (prawie) klauzule niedozwolone, z czasem uda się zmiękczyć niechętne obecnie nastawienie banków do modyfikowania umów kredytowych.

  • marex8585 napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/25 20:36:38:

    Niestety, ale takie praktyki są w bankach dosyć częste. Wielu klientów banków starających się o kredyt hipoteczny dostaje od doradców bankowych proponowany tekst umowy kredytowej. Część klientów proponuje niewielkie zmiany w umowach, po czym pani doradczyni najczęściej odpowiada "Nie da się, centrala się nie zgadza"....

    Ale trzeba być optymistą. Udało się wyplenić (prawie) klauzule niedozwolone, z czasem uda się zmiękczyć niechętne obecnie nastawienie banków do modyfikowania umów kredytowych.

  • prawnik-torun napisał(a) komentarz datowany na 2015/10/25 22:28:43:

    Fajny blog, pozdrawiam
    Prawnik Toruń

  • prawnik-torun napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 23:58:58:

    Czasem w kłopotach warto szukać pomocy, dzięki za dobre słowa.
    Pomocy możesz szukać np tu:
    ADWOKAT TORUŃ
    ADWOKAT ROZWODOWY TORUŃ
    W każdym razie warto sprawdzić

    Pozdrawiam
    Jeremiasz Zatorski

  • maksiu432 napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/08 11:14:27:

    www.kacprzak.pl jest jedną z lepszych kancelarii, jakie dotąd poznałem.

  • depilacjatorun napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/21 23:02:28:

    aqq

  • jeszczepolskaniezginela12 napisał(a) komentarz datowany na 2018/04/22 14:08:22:

    SKIP TRACING W KPD WIEJAK I WSPÓLNICY SP. J.

    Niemal każda sprawa jest rozstrzygana w oparciu o fakty. Kto zna więcej faktów albo zna fakty ważniejsze od razu osiąga przewagę. W budowaniu takiej przewagi niezbędny jest proces skip tracingu.

    Czym jest skip tracing?

    Pojęcie skip tracingu pochodzi od angielskiego sformułowania skip town, czyli nagłe opuszczenie miasta. Co to oznacza w przełożeniu na naszą działalność? Otóż jest to poszukiwanie wszelkimi dozwolonymi metodami dłużników, którzy zaciągnęli zobowiązanie, po upływie czasu zapłaty zmienili miejsce zamieszkania i urwał się ich kontakt z wierzycielem. Krótko mówiąc, skip tracing to swego rodzaju ściganie dłużników.

    Internet kluczowym narzędziem

    Tajemnicą poliszynela jest fakt, że kluczowym narzędziem w ustalaniu wszelkiego rodzaju danych jest informatyka. To właśnie za pośrednictwem narzędzi informatycznych najczęściej dokonuje się skip tracingu. Dzięki oprogramowaniu, które posiadamy, jesteśmy w stanie bardzo szybko taką osobę namierzyć. Kluczowym jest także, by w każdej sprawie windykacyjnej ustalić powiązania osobowe, jak i majątkowe osób i podmiotów gospodarczych. Poza tym, dla swoich klientów realizujemy specjalistyczny biały wywiad, dający wiele możliwości - chociażby ocenę wiarygodności kontrahentów, czy ich sytuacji finansowej. Oprócz tego, dla skuteczności działań niezbędne jest również korzystanie i wymiana doświadczeń w obrębie naszego departamentu detektywistycznego.
    Zasadniczym elementem naszej działalności jest także klasyczny wywiad terenowy, realizowany przez naszych inspektorów rozmieszczonych na obszarze całego kraju. Poza czynnościami takimi jak windykacja terenowa, niezbędne są czasami również tak przyziemne metody, jak wywiad środowiskowy czy weryfikacja dokumentów w urzędach. Niby banalne, ale jakże pomocne.

    Skip tracing w KPD Wiejak i Wspólnicy Sp. j. to pewność i komfort

    Gromadzenie faktów i informacji kluczowych dla danej sprawy bywa mozolne i męczące. Ale nasza kancelaria uczyniła z tego sztukę. Tylko u nas uzyskasz raport z naszych działań detektywistycznych, a więc będziesz posiadać pełen pogląd sytuacji. Podejmując współpracę z nami, nie masz żadnych powodów do obaw. Możemy pochwalić się bardzo wysoką skutecznością naszych metod skip tracingu. Średnio ustalamy około 70% kontaktów w sprawach obsługiwanych masowo. Nasi klienci z sektora pożyczkowego stale zlecają realizację ustaleń teleadresowych swoich klientów.

    Współpraca z nami to ciągły monitoring i poprawa jakości portfela wierzytelności. Uzyskiwanie jak najwyższej kontaktowości w sprawach to dla nas priorytet. Nie możesz skontaktować się z dłużnikiem? To skontaktuj się z nami. KPD Wiejak i Wspólnicy Sp. j. jesteśmy tu dla Was.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny