Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 04 września 2014

Jak zabezpieczyć pieniądze w czasach, gdy strach włączyć telewizor? Rady dla panikarzy

Spotkałem ostatnio kilku skrajnych pesymistów, którzy uważają, że czekają nas długie lata bez spokoju i stabilności. Ich zdaniem mniej lub bardziej groźne konflikty zbrojne, przeplatane falami kryzysów finansowych oraz buntami społecznymi, wywołanymi m.in. wysokim bezrobociem wśród młodzieży, będą wstrząsały Europą. I w związku z tym czas przygotować na to swoje pieniądze. Bo podejście do zabezpieczania oszczędności i inwestowania nadwyżek finansowych w trudnych, niepewnych, niestabilnych czasach winno być oczywiście inne, niż w tłustych. Nie uważam, by czekało nas - a tym bardziej nasze oszczędności - jakieś pandemonium, ale na wyraźne życzenie kilku czytelników, którzy po obejrzeniu wiadomości telewizyjnych codziennie są już na prochach, postanowiłem zrobić listę pomysłów na inwestowanie pieniędzy, które powinien zastosować skrajny pesymista, defetysta, czarnowidz oraz panikarz oraz osoby posiadające wszystkie te cechy naraz. Co prawda nikt, kogo się da scharakteryzować tymi wszystkimi słowami, nie powinien mieć w portfelu większych pieniędzy, ale zawsze można coś odziedziczyć, wygrać w Lotto, albo mieć doradcę finansowego, który ukryje przed klientem fakt, iż nie wszystkie powierzone mu pieniądze zakopał w ogródku Typowy inwestycyjny pesymista-czarnowidz-katastrofista przyjmuje trzy podstawowe założenia:

1. Liczy się wartość, nie zysk. O ile w zwykłych okolicznościach przyrody podstawowym wyznacznikiem sensowności inwestowania jest relacja dochodu do podejmowanego ryzyka (każdy pyta: "ile mogę zarobić i jakie jest ryzyko, że zamiast zarobić stracę"), o tyle w sytuacji kryzysowej liczy się głównie przechowanie wartości majątku. Kryterium doboru inwestycji nie jest więc "ile mogę zarobić", ale "czy ta inwestycja przechowa wartość mojego majątku, niezależnie od okoliczności". Z tego powodu czarnowidz chętnie wybierze do portfela coś, co nie daje dużych szans na zarobek, ale jest znane z tego, że przechowuje wartość.  Nie będzie też rozpaczał, że przez pięć lat nie zarobił ani grosza, gdy sąsiad na lokatach i obligacjach "wykręcił" 20% zysku. Dla katastrofisty liczy się ochrona wartości jego majątku, a zysk jest tylko przyjemnym dodatkiem, bez którego da się żyć.

2. Wartość ma tylko to, co leży w skarbcu. Pewien znany mi czarnowidz już jakiś czas temu sprzedał wszystkie akcje, obligacje, zlikwidował lokaty bankowe, sprzedał firmę i wszystko ulokował w sztabkach złota, które następnie zdeponował w skrytce w szwajcarskim banku (wyszedł z założenia, że Szwajcaria jest i pozostanie neutralna, więc jest to najbezpieczniejsze miejsce do przechowywania aktywów). Zapytałem go dlaczego nie zakopał wszystkiego w ogródku. Odpowiedział, że po latach mógłby nie umieć znaleźć miejsca, w którym zabezpieczył swój "skarb". A numer bankowej skrytki zapamiętać łatwo. Jest to jakiś argument. Kto oglądał "Wilka z Wall Street" pamięta zapewne gdzie główni bohaterowie przechowywali swoje brudne pieniądze.

3. Obietnica to iluzja. Skrajni pesymiści zakładają, że może zdarzyć się coś takiego, iż wszystkie lokaty tradycyjnie uznawane za bezpieczne, mogą stracić ten atrybut, bo ich wartość i bezpieczeństwo wynika jedynie z umowy między właścicielem pieniędzy, a władzami monetarnymi, albo rządami, którzy odpowiadają za nadzór nad systemem. Ale ta umowa kiedyś może przestać być honorowana. Bezgotówkowy pieniądz - lokaty bankowe, czy obligacje - rząd może znacjonalizować, unieważnić, albo po prostu odciąć ich właścicielom do nich dostęp. Czarnowidzowie nie uznają nawet inwestycji w fundusze lokujące np. w złoto albo srebro, bo uważają, że dają one tylko iluzję posiadania kruszcu. Uznają więc tylko inwestowanie w to, co można dotknąć, schować do skarbca i co zawsze miało mniejszą lub większą wartość.

OGLĄDAJ SUBIEKTYWNOŚĆ NA YOUTUBE. Blog "Subiektywnie o finansach" ma swoją emanację wideo. Zapraszam do YouTube'a na subiektywny kanał z wideofelietonami poświęconymi Waszym pieniądzom (moim też ;-)). Kto ostatnio oberwał ode mnie pietruszką po głowie? A może to był seler? Zapraszam do oglądania najnowszego klipu i do subskrybowania kanału "Subiektywnie o finansach".

 

Mam nadzieję, że wśród czytelników blogu nie ma zbyt wielu katastrofistów-panikarzy, ale pewnie znajdzie się niemało sceptyków, którzy uważają, że świat się zbyt mocno zadłuża i prędzej czy później system pieniądza, którego można dodrukować w dowolnej ilości, przestanie się sprawdzać. Problem w tym, że nie wiemy kiedy to nastąpi, a może nastąpić zarówno za lat dziesięć, jak i za sto. Dlatego sceptyk nie odżegnuje się od tradycyjnych inwestycji, ale pewną część swojego portfela (im większy sceptyk, tym większą) przeznacza na aktywa, które są "kryzysoodporne". Na podstawie rozmów z takimi osobnikami i podpatrując ich pomysły na budowanie portfela, wytypowałem kilka POMYSŁÓW DLA DEFETYSTY NA PRZECHOWYWANIE WARTOŚCI MAJĄTKU.

1. Złoto i srebro. Złoto zawsze było uznawane za inwestycję na niepewne czasy. Tyle, że w ostatnich latach straciliśmy orientację ile powinno być warte. W 1970 r. uncja złota była wyceniana na 40 dolarów. W 2011 r. cena zbliżyła się do 2000 dolarów, ale potem przyszedł krach. Teraz płaci się za uncję niecałe 1300 dolarów. Z czego wynikają tak kosmiczne zmiany cen? Ano z tego, że mniej więcej połowę handlu złotem przejęli finansiści, którzy nie wymieniają się sztabkami, a kontraktami terminowymi na to, że ktoś kiedyś daną porcję złota wydobędzie i dostarczy. Taka wirtualna sztabka może zmienić wartość kilkadziesiąt razy, zanim przymie realną postać. A często w ogóle jej nie przyjmuje, bo kontrakt terminowy po prostu wygasa. To właśnie dlatego ceny złota nie reagują na dodruk pieniądza, kryzysy finansowe. To po prostu przestała być "inna" inwestycja, niż wszystkie. Ile powinna kosztować uncja złota, gdyby "oczyścić" ten rynek z handlu "papierowego"? Niektórzy mówią, że 900-1000 dolarów (tyle wychodzi z porównania wartości nabywczej dolara 40 lat temu i dziś), a inni - że znacznie więcej (bo cena nie może spaść poniżej progu opłacalności wydobycia kruszcu.

gold

Kupując dziś złoto po "papierowej" wartości ryzykujemy, że wciąż przepłacamy. Ale inwestorów-sceptyków to nie zraża: złoto, pod warunkiem, że jest zamknięte w materialnej postaci - sztabce, monecie bulionowej, biżuterii - zawsze będzie miało cechę lokaty przechowującej wartość. Złoto - podobnie jak pokrewny mu kruszec, czyli srebro - z punktu widzenia sceptyka najbardziej przewidywalną inwestycją jest wtedy, kiedy składa się z "gołego" kruszcu, czyli jest w formie sztabki lub monety bulionowej (czyli nie posiadającej wybitego nominału). Wartość sztabek i "bulionówek" wynika wyłącznie z wartości zawartego w nich kruszcu. Medale pamiątkowe, monety kolekcjonerskie, czy biżuteria nie są z tego punktu widzenia dobrą inwestycją, bo ich cena - ze względu na zawarte w nich wzornictwo, pracę jubilera, wyszukany sposób bicia, rzadkość, albo renomowanego emitenta - są znacznie droższe, niż wartość kruszcu, z którego powstały. Np. złoto zawarte w biżuterii jest średnio trzykrotnie droższe, niż sama wartość kruszcu. A w sytuacji kryzysowej wartość wszystkich świecidełek i tak jest sprowadzana do ceny kruszcowej.

2. Ziemia. Choć nieruchomości powszechnie uważa się za bezpieczną, stabilną i długoterminową inwestycję, to w niepewnych czasach ta hipoteza może się sprawdzić tylko częściowo. Mieszkania lub domu nie da się ich ubezpieczyć od wszystkich możliwych nieszczęść (np. rozruchów wojennych). Co innego ziemia - ona jest "niezniszczalna", a jedynym problemem jest kłopot z udowodnieniem własności (gdyby np. coś zniszczyło akty notarialne). No i nie sposób wykluczyć, że ktoś kiedyś mógłby chcieć znacjonalizować. Jakkolwiek zakup ziemi jest niełatwym przedsięwzięciem, to znam osoby, które uważają, że skoro realna wartość pieniądza papierowego wciąż spada (bo można go drukować bez końca), to warto przetwarzać te pieniądze w inwestycję ziemską. A więc: wziąć kredyt na zakup ziemi i zamiast kupować akcje, obligacje, albo trzymać pieniądze na lokatach bankowych, przeznaczać oszczędności na spłatę kredytu. I na starość mieć w kieszeni - zamiast ZUS-owskich obietnic, albo zdewaluowanych oszczędności w banku - jakąś realną wartość.

Samcik_620x2001

3. Dolar amerykański. "Zielone" to żelazny element każdego portfela inwestycji na złe czasy. Nie ma znaczenia, że amerykańskie władze w ostatnich latach przeprowadziły gigantyczną operację dodruku dolarów i psucia ich wartości. Nie liczy się to, że niektórzy ekonomiści wieszczą rychłe zastąpienie pozycji dolara np. przez chińskiego juana. Nikogo nie obchodzi, że państwo amerykańskie (a i sami jego obywatele też) jest zadłużone w tak gigantycznej skali, że trudno sobie wyobrazić, by dało się spłacić ten dług. Mimo tego wszystkiego dolar jest najbardziej wiarygodną walutą globalną. "Zielonymi" zapłacisz w najodleglejszym zakątku świata. To prawda, że kto trzymał przez ostatnie dziesięć lat pod poduszką zwitek dolarów, nie wyszedł na tym zbyt dobrze. W połowie 2004 r. dolar był wart 3,3 zł, niemal dokładnie tyle, co dziś, więc uwzględniając inflację w Polsce mamy co najmniej 30-procentową obniżkę realnej wartości oszczędności. Ale o ile świat jest sobie w stanie wyobrazić, że nagle zniknie waluta euro, czy frank szwajcarski, o tyle zniknięcia dolara jako powszechnie akceptowanego środka płatniczego, nikt na razie sobie nie wyobraża. Dlatego, niezależnie od spadku jego realnej wartości, w każdym "sceptycznym" portfelu inwestycji "zielone" - często w postaci banknotów zdeponowanych w skrytce - stanowią 15-20 proc. udziału.

dolar_10lat

4. Przedmioty kolekcjonerskie. Kilkudziesięcioletnia whisky, której na całym świecie jest kilkanaście butelek, obraz znanego malarza (ostatnio było kilka spektakularnych rekordów aukcyjnych), unikalny znaczek pocztowy - to rzeczy, których wartość w długim terminie nie powinna spadać, niezależnie od tego jak będzie wyglądała sytuacja na rynku finansowym lub kapitałowym. I niezależnie od tego jaką realną wartość będą miały papierowe pieniądze (choć nigdy nie wiesz, czy nie kupujesz za duże pieniądze czegoś, co za kilka lat nie będzie wcale unikalne lub przynajmniej cenione). Wady? zdarzają się nieuczciwi pośrednicy, a przechowywanie jest drogie (kosztuje nawet 7-9% rocznie od wartości przechowywanego towaru). Dość popularnym przedmiotem kolekcjonerskim jest w Polsce whisky - butelczyna kilkudziesięcioletniej whisky o najwyższej jakości, najlepiej pochodząca z już zamkniętej wytwórni i odpowiednio rzadka osiąga ceny na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych. Są i tacy, którzy wolą inwestować w luksusowe.... piwo. Jeśli jesteście prawdziwymi panikarzami, to kolekcjonujecie tylko to, co możecie sobie włożyć do domowego skarbczyka :-). No dobra, koniec teoretyzowania: wie ktoś gdzie produkują najlepsze sejfy? Mam parę fantów do przechowania, tak na trzydzieści lat ;-). Aha, no i koniecznie dajcie znać jakie są Wasze pomysły na inwestycje dla totalnego strusia.

NIE WIESZ JAK ZROBIĆ PIERWSZY KROK W INWESTOWANIU? Banki, firmy ubezpieczeniowe i pośrednicy finansowi bez przerwy proponują Ci nowe pomysły na oszczędzanie i inwestowanie pieniędzy. Nie wiesz jak się w tym połapać? Boisz się, że złapią Cię w pułapkę? Przeczytaj o tym, jak samodzielnie zabrać się za budowanie kapitału na spełnianie marzeń oraz na dodatkową emeryturę. I co zrobić, żeby oszczędzanie nie bolało. Książka "Jak inwestować i pomnażać oszczędności" doczekała się już drugiego, poszerzonego wydania, i stała się rynkowym bestsellerem. Szczerze polecam!

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 04 września 2014 15:21

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • mat089 napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/04 17:28:47:

    Jest sposób na zabezpieczenie majątku tak, by żaden konflikt zbrojny ani rząd nie spędzał nam snu z powiek. Skrytka w Das Safe. Więcej info tutaj: independenttrader.pl/261,das_safe_czyli_jak_przechowac_metale_poza_systemem_bankowym.html

  • tixser napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/04 23:00:46:

    Zawsze można zainwestować w wycieczkę kosmiczną ;) ksiazezycia.pl/jak-poleciec-w-kosmos-za-200-zl/

  • j_krk napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/05 08:25:44:

    Czy aby na pewno panikarze? Wiemy już, że rządy bez żadnej żenady potrafią jednym ruchem okraść ludzi z części ich majątku.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/05 12:27:48:

    "Wartość ma tylko to, co leży w skarbcu." - z jedną małą uwagą - podaż i popyt kształtują cenę. W sytuacjach extremalnych, np. konfliktów zbrojnych, bochenek chleba kosztował złotą obrączkę. Albo dwie. Z drugiej strony, cena może też spaść, gdy próg opłacalności wydobycia może się drastycznie zmienić po odkryciu nowych technologii (vide łupki i wiercenia poziome). Tak że z krugerrandami bym jakoś nie szalał, choć słoiczek ich można mieć pod wisienką zakopany w ogródku :)

    Z jakąkolwiek walutą jej emitent / gwarant oprócz dodruku obniżającego wartość (jak z Yenem i Frankiem) może zrobić to, co rząd PRL w latach 50-tych ub.w. - denominacja z górnym pułapem wymiany kwoty na głowę. Wielu wtedy potraciło całe majatki, bo próg był bardzo niski.

    A pamiętacie jak w "Sztosie" głowni bohaterzy zakopują przy drodze dolary w słoiku? Stary mówi do młodego: zapamiętaj numer konta - wskazując na słupek kilometrowy :D To tak aproposem zapominania pod którą wisienką zakopałem w ogródku środki :D

    Ziemia - niby im bardziej "goła" tym bezpieczniej, ale posiada niższą wartość niż uzbrojona w np. kamienicę :) Chociaż, trudniej wycisnąć stopę zwrotu na starość :) I nawet jeśli nie znacjonalizują, to nikogo może nie być stać na kupno (jak w powojennej Polsce)..

    A więc może zakup terenów w stabilnych politycznie regionach? A może w miejscach, gdzie jej wartość może nawet wzrosnąć? Może nie pole z łupkami pod trawką, jak w Texasie, ale w powiązaniu z nowymi technologiami? Jakiś kawałek Sahary pod elektrownię słoneczną (bo pagórki pod maszty GSM są w Polsce wykupione przez telekomy od dawna, ale na takiej ziemi dawało się nieźle obrócić kilka lat temu, sam zajmowałem się wyszukiwaniem tzw. punktów najlepszej propagacji), może jakieś pólko złotonośne o wysokim obecnie koszcie wydobycia?

    ...nie na darmo pan Kulczyk skupuje pola litonośne w Kongo, sprzeda Chińczykom na bateryjki do smartfonów :) Mając takie środki, dokupił bym jeszcze jakieś pólko z palladem. Też nie jest najpowszechniejszy na Ziemi, a jeśli ruszy rynek ogniw wodorowych.. :) Bo na złożach afgańskiej miedzi juz trzymają swe zwinne dłonie Azjaci :)

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/05 12:36:57:

    Nie wiem czy dobrze myslę, ale dollara Hamerykańskiego może dopaść "pełzająca denominacja", czy inna "deprecjacja renomy" - czyli na Kubie, w Egipcie, brazylijskiej fawelli czy innym Hondurasie lokalsi mogą co raz mniej chętnie brać dolce, a chętniej np. Yuany. A jeśli już, to po tzw. kubańskim kursie :D

    A może bardziej w Pandy (GBP) zainwestować? Imperium nie umiera nigdy! :D I raczej się rozwija niz zwija :)

    czy cieć parkingowy powinien stosować Klauzulę Sumienia? (notka blogowa)

  • 4inwestor napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/05 13:37:00:

    Przedmiotem kolekcjonerskim może być praktycznie wszystko. Wiele się mówi tylko o alkoholu, znaczkach czy monetach ewentualnie autografach. A tak naprawdę wszystko co przestało być produkowane albo przestanie jest już przedmiotem kolekcjonerskim. Może to być pocztówka, stara gazeta, komiks, książka, muzyka, gra, film, komplet klocków czy nawet coś tak dziwnego jak aparat fotograficzny, konsola do gier, radio a nawet stary odkurzacz. Wystarczy popatrzeć na serwisach aukcyjnych co "starego" schodzi za dziwne większe kwoty niż powinno. Czasami można lekko stracić, odzyskać pieniądze albo nawet nieźle zarobić. A prosta zasada jest taka inwestuj w to na czym się znasz (najlepiej kochasz/hobby). Wiele osób niestety wyczyta cokolwiek i kupuje bo inni kupują. A w każdej dziedzinie ktoś odniósł sukces a inny ogromne straty. Dlatego porywanie się laika na obrazy, whisky czy znaczki to bardzo zły pomysł.

  • m_cel napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/08 11:39:51:

    Panie Maćku, nie jest prawdą, że monety bulionowe nie mają nominału (Krugerrand rzeczywiście nie ma). Generalnie tym różni się moneta od medalu pamiątkowego itp., że ma wybity nominał, co na rodzimym podwórku wiąże się z tym, że została "wyprodukowana" przez NBP i jest legalnym środkiem płatniczym (zgodnie z nominałem). Inna sprawa, że tylko szaleniec będzie chciał taką monetą zapłacić w sklepie za bułki. Taki polski jednouncjowy złoty bielik ma wybity nominał 500zł, a więc grubo poniżej wartości złota w monecie.

  • gizastan napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/01 15:29:02:

    Z poradnika dla ewidentnych panikarzy wyszedł artykuł ciekawy, o tym co liczy się w trudnych czasach - naturalnie w dziedzinie finansów :) Ważne by mieć tego świadomość, od tak - po prostu!

  • wygraniewygra napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/29 14:04:29:

    Wódka i fajki (lub tytoń). To była najlepsza waluta na każdym rynku w czasie wojny i stanu wojennego

  • ma7us napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/11 22:13:51:

    Zainteresowałem sie tematem denominacji w 1950tym.
    Piszą, że nie było limitu kwotowego na głowę.
    Był tylko oszukany przelicznik gotówki 100:1
    a pensje, ceny i wkłady bankowe 100:3
    No i krótki czas na wymianę.

    www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1509906,1,1950-r-dziesiec-dni-ktore-wstrzasnely-portfelem.read

  • bastion.pl napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/15 13:38:16:

    Świetny artykuł wyszedł muszę przyznać i jakże aktualny :) Teraz gdy jest tyle technologii umożliwiających bezpieczne przechowywanie kosztowności raczej nie ma się co martwić, chyba że się nie ma głowy na karku :)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny