Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 13 października 2014

Bank namawia swych frankowych klientów, by... wcześniej spłacili kredyty. Co daje w zamian?

Kredyty frankowe są dziś jak wrzód na tyłku branży bankowej. W powszechnym odczuciu banki okradły klientów, każąc im płacić coraz wyższe raty, ale prawda jest taka, że podobnie jak klienci znalazły się w pułapce. Marże, czyli oprocentowanie kredytów powyżej LIBOR-u, są w większości przypadków marne, a jeśli klient korzysta z ustawy antyspreadowej, to i na wymianie walut bank nie zarabia. Wiem, że niewielu z Was wyciąga teraz chusteczki, by uronić łzę nad złym losem banksterów (w końcu to nie oni do końca życia będą tonąć w długach). Ale oni naprawdę cierpią :-). Aby to udowodnić, przedstawię Wam politykę, jaką prowadzi jeden z banków wobec swoich frankowych kredytobiorców. Celem tej polityki jest nakłonienie klientów do tego, żeby spłacili swój kredyt hipoteczny szybciej, niż przewiduje to harmonogram. A tym samym - by zrobili dobrze (być może) sobie oraz (na pewno) bankowi, który nie będzie musiał już "kupować" kapitału denominowanego we frankach po cenie wyższej, niż wynosi marża osiągana na kredycie. I ryzykować, że sąd kiedyś np. unieważni te kredyty i każe się rozliczać po kursie z dnia zaciągnięcia zobowiązania. 

"Jestem "szczęśliwym" posiadaczem kredytu hipotecznego we frankach. Ostatnio dostałam od mojego banku list z informacją, że mogę ów kredyt przewalutować (jest to mało opłacalne - przynajmniej tak się mi wydaje), albo... szybciej spłacić kredyt lub go tylko nadpłacić po średnim kursie NBP"

- opowiada jedna z moich czytelniczek, pani Beata. Bankiem, który przesyła klientom takie propozycje, jest BZ WBK. Sprawdziłem wśród znajomych i innych czytelników-klientów BZ WBK - nie tylko pani Beata dostała list z propozycjami dotyczącymi kredytów frankowych. Musi to być jakaś większa akcja. Pani Beata wietrzy jednak podstęp. I podsuwa trzy możliwe interpretacje posunięcia banku. 1. Boi się pozwów, w których klienci udowodnią bankowi wprowadzanie w błąd lub niedostateczne poinformowanie klientów o konsekwencjach posiadania długów w obcej walucie; 2. Będzie jakaś nowa rekomendacja nadzoru w sprawie kredytów frankowych, która sprawi, że bankom opłaca się mieć jak najmniej takich kredytów "na stanie"; 3. Bank spodziewa się gwałtownych zmian kursu franka, więc już dziś działają na rzecz zminimalizowania problemów swoich i klientów. Przyznacie, że to pomysłowe hipotezy.

Cóż, gdyby rzeczywiście doszło do sądowej "delegalizacji" klauzuli walutowej w kredytach hipotecznych, to im większe saldo pozostałe do spłaty, tym lepiej (bo banki od tej kwoty wypłacałyby rekompensaty). Tyle, że na razie nie ma żadnego precedensowego wyroku, który by tego dotyczył (choć kilka spraw jest w sądzie). O żadnej nowej rekomendacji nadzoru w sprawie franków nic mi nie wiadomo, zaś przewidywanie zmian kursu franków przypomina mi wróżenie z fusów. Nie ma dwóch zdań, że gdyby frank znalazł się na poziomie np. 4,5 zł, to w domach kredytobiorców frankowych byłaby rzeźnia i setki tysięcy rodzin po prostu by zbankrutowały, ciągnąc zresztą na dno banki (wiem, nie macie teraz łez w oczach ;-)). Ale na taki scenariusz też na razie nic nie wskazuje. Wygląda więc na to, że pomysły BZ WBK mają na celu po prostu zmniejszenie portfela frankowych kredytów - im wcześniej klienci spłacą dług, tym szybciej bank pozbędzie się specyficznego ryzyka i niespecjalnie rentownego produktu finansowego. Tylko czy bank proponuje klientom wystarczające karesy, a klienci - zakładając, że mają na to kasę - powinni wykorzystać okazję, która - o czym pisze bank - będzie trwała tylko do końca listopada 2014 r.?

"BZ WBK przygotował akcję informacyjną dla klientów frankowych, prezentującą możliwości redukcji zadłużenia na specjalnych warunkach. Celem akcji jest uświadomienie klientów, że można zmniejszyć / wyeliminować podatność na ryzyko kursowe poprzez zmniejszenie zadłużenia we frankach lub przewalutowanie na złote na warunkach korzystniejszych niż określone w umowie kredytu"

- tłumaczy mi Agnieszka Nachyła z BZ WBK. Pierwsza opcja to przewalutowanie kredytu na złotowy po średnim kursie NBP (bez spreadu) i bez prowizji za aneks do umowy oraz bez opłaty za samo przewalutowanie. Bank nie ujawnia klientom jaką marżę kredytu złotowego zaoferuje w zamian, pisze tylko, że "atrakcyjną" (szczegóły można poznać w oddziale, czyli przy grillu ;)). Druga opcja to wcześniejsza spłata kredytu (bądź nadpłacenie rat) na podobnych warunkach (be spreadu i kosztów - po kursie NBP). Żadna z tych ofert nie wygląda mi na taką, która stawia dęba włosy na głowie. Kredyt walutowy najbezpieczniejszy jest wtedy, kiedy ryzyko spłacania go po nieznanym kursie rozkłada się równomiernie na bardzo długi okres. Powinny zdarzyć się w tym czasie okresy, gdy waluta jest nieprzyzwoicie tania, a także takie, gdy jest nieprzyzwoicie droga - w ostatecznym bilansie powinno się to wszystko uśrednić na bliżej nieznanym poziomie. Jeśli bank - pomysłodawca całej "zabawy" - dziś oferuje zaburzenie cyklu równomiernych spłat, to powinien zaproponować klientom coś więcej, niż tylko rezygnację z własnego zarobku na operacji wymiany większej porcji walut, niż zwykle. Bank w takiej sytuacji powinien wziąć na siebie część ryzyka, że moment operacji z perspektywy czasu nie będzie najlepszy. Dlaczego tylko klient ma ponosić ryzyko, że źle trafi?

Możliwe pomysły na przeniesienie części ryzyka na bank chętnie podpowiem. Bank mógłby np. zaoferować spłatę dużej porcji kredytu (albo wręcz całego) po średnim kursie z dłuższego okresu - np. pięciu lat (wtedy kurs wyniósłby mniej więcej 3,25 zł), albo z jeszcze dłuższego okresu. Inny pomysł to zaoferowanie klientowi, który spłaca kredyt, opcji dodatkowej wypłaty iluś-tam tysięcy złotych, gdyby okazało się z perspektywy czasu, że klient spłaciłby kredyt po nie najlepszym dla siebie kursie. Niesprawiedliwe? Jeśli bank chce pozbyć się wrzodu na swoim tyłku, powinien zrobić większy gest, niż tylko zrezygnować z zarobku. Jednak sam fakt, że bank myśli o tym, jak pozbyć się wrzodu, jest szczytny. Lepsze to, niż nic-nie-robienie. Oby tylko w przyszłości propozycje były nieco bardziej proklientowskie. O tym, że bankowcy chcieliby powalczyć z frankowym wrzodem świadczą przecieki z dyskusji w łonie Związku Banków Polskich. Niedawno "Rzeczpospolita" doniosła, że w Związku kombinują, by Bank Gospodarstwa Krajowego przejmował własność domów i mieszkań, których nie są w stanie spłacać klienci - oczywiście razem z długami. Klient stawałby się z właściciela najemcą, ale bez garbu długów. Pomysł jest tak daleko posunięty, że sam ZBP dementuje go, ale już sam fakt, że taki pomysł się pojawia, niesie wiadomość, iż banki o frankach myślą i to bardzo dużo. Zresztą o tego typu koncepcjach było już jakiś czas temu w blogu

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 13 października 2014 09:24

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/13 09:50:02:

    Żeby być precyzyjnym, jedna z przyczyn tak ,,łaskawego" działania banku to obawa, że klauzule niedozwolone (klauzule waloryzacyjne) z ich umów zostaną zakwestionowane przez sąd, co w przypadku sporu sądowego jest pewne jak w banku.
    W przypadku Banku Millenium grupa liczy już ponad 2900 osób - kwota roszczenia to już nie jest mały pikuś. Pewnie tylko patrzeć jak mBank będzie miał podobny pozew zbiorowy (oczywiście poza pozwami indywidualnych klientów). Inne banki też mają swoje pozwy zbiorowe dot. klauzul waloryzacyjnych. Dlaczego BZ WBK ma nie mieć tego samego problemu ? :-)

    W rejestrze klauzul niedozwolonych znajdują się takie klauzule waloryzacyjne:

    Kredyt jest indeksowany do CHF/USD/EUR, po przeliczeniu wypłaconej kwoty zgodnie z kursem kupna CHF/USD/EUR według Tabeli Kursów Walut Obcych obowiązującej w Banku Millennium w dniu uruchomienia kredytu lub transzy.

    ,,W przypadku kredytu indeksowanego kursem waluty obcej kwota raty spłaty obliczona jest według kursu sprzedaży dewiz, obowiązującego w Banku na podstawie obowiązującej w Banku Tabeli Kursów Walut Obcych z dnia spłaty"

    Raty kapitałowo-odsetkowe oraz raty odsetkowe spłacane są w złotych po uprzednim przeliczeniu wg kursu sprzedaży CHF z tabeli kursowej BRE Banku S.A. obowiązującego na dzień spłaty z godziny 14:50.

    Kredytobiorca zobowiązuje się dokonywać spłaty kredytu, w wysokościach i terminach podanych w Załączniku nr 1 do Umowy kalendarzu spłat na rachunek Banku nr: (...) (decyduje data wpływu na rachunek Banku), które będą zaliczane w następującej kolejności: należne opłaty i prowizje, odsetki umowne, kapitał kredytu i odsetki karne. Kwoty wskazane w kalendarzu spłat podane są w walucie kredytu. Spłaty dokonywane będą przez Kredytobiorcę w złotych, po uprzednim przeliczeniu spłaty wg kursu (...) Banku S.A. (kursu Banku). Kurs Banku jest to średni kurs złotego w stosunku do waluty kredytu opublikowany w danym dniu w prasie przez NBP, powiększony o zmienną marżę kursową Banku, która w dniu udzielania kredytu wynosi 0,06. Marża kursowa może ulegać zmianom i jest uzależniona od rozpiętości kursów kupna i sprzedaży waluty kredytu na rynku walutowym.

    Dzień po dniu wyroków przeciwko bankom w sprawie kredytów hipotecznych CHF przybywa :-).
    Zainteresowani mogą je pobrać na moim blogu :-)

    www.pozwalembank.pl
    www.facebook.com/pozwalemBank


  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/13 10:01:43:

    z ciekawości aż sprawdziłem kurs, jaką to okazję proponuje bank. Otóż średni NBP z dnia 10.10.2014 to 1 CHF 3,4540 natomiast kurs sprzedaży w kantorze online z dnia 09.10.2014 to 3,4550. Hmmm za 0,001PLN to ja dziękuję ;)

  • jamci32 napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/13 10:41:32:

    Nie jestem taki pewien czy kredyty frankowe dla banku są nierentowne. Przecież wszystkim w Polsce udzielano kredyt w złotówkach tylko waloryzowany w CHF. Więc na wzroście kursu franka banki tylko zarabiają. Jeżeli teraz ktoś się zgodzi na przewalutowanie kredytu na złotówki to tylko na tym straci. W długim okresie (10, 15 lat) prawdopodobieństwo, że CHF wróci do takich poziomów jak jeszcze kilka lat temu jest bardzo duże.

  • sojers1 napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/13 14:11:02:

    @jamci32
    prawdopodobieństwo, że kurs wróci w długim okresie do poziomów jak kilka lat temu jest rzeczywiście duże, tylko nie wiadomo czy będą to kursy z 2008 gdzie franek był po prawie 4 zł, czy też rok wcześniej jak był po 2 zł...

  • luster napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/13 14:34:17:

    To jest sensowna oferta dla tych, którzy mają już dość ryzyka kursowego i są gotowi zaakceptować stratę, byleby tylko nie zaczynać poranków od sprawdzania kursu franka.

  • yauokim napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/13 18:59:58:

    czyli bank obawia się spadku wartości CHF i nagania owce póki jeszcze może...

  • nabityklientbre napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/13 19:01:13:

    Gdy banki coś proponują, to nie dlatego że to jest korzystne dla klienta, ale dlatego że to ma być korzystne dla nich. Do tej pory śmiały się z frankowiczów. Ale ostatnio nieco się zmieniło. Przykład Węgier pokazuje że można ulżyć obywatelom utopionym w CHF tylko kosztem banków, a nie podatnika. U nas niedługo wybory - może jakaś partia na to wpadnie. Jest jedna taka co to chciała się wzorować na Orbanie, a sondaże ma niezłe.
    Druga sprawa to ryzyko, które pojawia się dla banków - sprawy sądowe. Banki tak się zabezpieczały w umowach, że przegięły i mają mnóstwo abuzywnych zapisów. Ostatni wpis UOKiKu o abuzywności przeliczania CHF na PLN (w drugą stronę jest tożsamy) otwiera drogę do zakwestionowania CHF. Jeśli wyrok pójdzie tą samą drogą, co niedawny wyrok w sprawie naciągania na odsetki przez mBank, to otworzy się droga do odfrankowienia dla setek tysięcy. Pytanie ile ludzi pójdzie do sądu. Przeciwko Millenium jest już prawie 3 tysiące, przeciwko mBankowi pewnie da się zgromadzić podobną ilość. Ale gdy tylko pierwszy taki pozew klienci wygrają i pójdzie informacja w media... To bankom mocno dostanie się po d... Oczywiście żaden nie zbankrutuje (choć będą ronić krokodyle łzy by takie coś wmówić przed sądem), ale prezesi po premiach dostaną.

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/14 00:07:10:

    Chodzi prawdopodobnie dodatkowo o cos innego. W tym przypadku byc moze o "czyszczenie problemow" przed przejeciem. Co by pracownicy ktorzy sie "pokaza" nie zostali zredukowani.

    Inna sprawa jest taka, ze mozliwe iz sporo osob ktore mialy kredyty w tych walutach kupowaly relatywnie drogie mieszkania.

    Takie ktorych moga nie byc w stanie utrzymac, z kredytem. Dlatego tutaj BGK jak dobry wujek mialby pomoc(glownie bankom), oczywiscie pod plaszczem pomocy obywatelowi(w koncu wyb.) w pozbyciu sie problemu(zle kredyty zle wygladaja). Komornik moze nie wystarczyc - zobaczcie ile wisza oferty na rynku sprzedazy wiekszych mieszkan/domow, zwlaszcza w duzych miastach.

    On(a) licytujac musi uzyskac cene wg. wyceny na podstawie czesto dawnych cen(nawet jesli podobne sprzedawano tylko na kredyt), liczac, ze znajdzie sie ktos kto wylozy minus znizka spora gotowke(tacy zazwyczaj nie kupuja na licytacjach), ryzykujac problemy z "mieszkancem". Nawet jakby chcial to nie moze sprzedac np. za 10% by cokolwiek odzyskac.

    Jak to wszystko sie zsumuje + dojdzie potencjalny problem pozwow, z ryzykiem obowiazkowej zamiany kredytow to sie moze okazac, ze zysk moze byc mierny lub zaden.

  • klient34 napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/19 18:37:44:

    BZ WBK przejął 04.01.2013 w ramach fuzji z KB portfel kredytów frankowych o wartości ok.10 mld PLN, co przy średnim kursie NBP na 31.12.2012 daje ok. 3 mld CHF. Jeśli do końca listopada br uda się im przekonać 5-10% portfela do przewalutowania to z wyniku na różnicach kursowych dorzucą do rocznego zysku od 30 do 80 mln PLN. Za 2013 BZ WBK wypłacił w dywidendzie akcjonariuszom ( Banco Santander SA 69,99% w strukturze kapitału) ponad 1 mld PLN z 1,6 mld PLN wyniku finansowego. Za 2014 nie może być gorzej. Fundusz wynagrodzeń dla zarządu to 20-25 mln PLN, zatem jest o co walczyć. I zapewniam nie jest to walka o dobro klienta w wykonaniu "instytucji zaufania publicznego". I jak w wielu tego typu działaniach jest to tylko GRA o KASĘ: kto więcej i szybciej ściągnie z rynku. Pozdrawiam.

  • majawitka napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/24 12:35:01:

    A może chodzi o samego franka. Ostatnio jest o tym ciszej, ale pamiętajcie, że w Szwajcarii funkcjonuje równolegle projekt złotego franka opartego na kruszcu, jeśli ustabilizują kurs to banki mogą znaleźć się w nowej rzeczywistości.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line