Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 06 lutego 2015

Dobrze negocjował, postawił bank pod ścianą i zaoszczędził 70.000 zł na kredycie

Kredyt hipoteczny to zobowiązanie, przy którym każdy szczegół jest ważny. Najmniejsza różnica w marży przekłada się na kilkanaście tysięcy złotych różnicy w ostatecznym koszcie kredytu. Niepozorny zapis w umowie może zakłócić spokojny sen klienta na długie lata. Lekkomyślna zgoda dotycząca produktów dodatkowych, zwłaszcza tych wiążących się z koniecznością systematycznego inwestowania pieniędzy, może przyczynić się do pogorszenia stanu domowego budżetu odczuwanego przez dekadę. Co zrobić, żeby wynegocjować najlepsze warunki kredytu hipotecznego? Jest kilka warunków, które o tym decydują: brak presji czasu (jeśli mamy już namierzone konkretne mieszkanie i podpisaną umowę wstępną, to jesteśmy pod ścianą, a bankowcy perfekcyjnie to wykorzystają), nienaganny scoring w BIK i posiadanie wkładu własnego na poziomie wyższy, niż niezbędne minimum (to sprawia, że dla każdego banku stajemy się klientem znacznie bardziej atrakcyjnym i to bankowcom zaczyna bardziej zależeć na dobiciu targu, niż nam). A cała reszta to już kwestia determinacji, szczęścia i umiejętności negocjacyjnych. Większość z nas nie umie i nie lubi się targować, a zaciąganie kredytu hipotecznego to okoliczność, która sprawia, że możemy i powinniśmy się targować.

Wzorowy przykład tego, jak powinien wyglądać tok myślenia klienta walczącego o jak najlepszy kredyt hipoteczny przedstawił mi pan Jan. Szukał on oferty kredytowej bez żadnego produktu dodatkowego z 5%-owym wkładem własnym (rzecz działa się jeszcze w zeszłym roku, kiedy wymogi KNF dotyczące wkładu własnego były niższe, niż teraz), dla kredytu na 30 lat. Pan Jan ma 25 lat, cieszy się zarobkami na poziomie 6000 zł netto (umowa o pracę na czas nieokreślony) i chciał kupić mieszkanie za 350.000 zł. Kredyt spłacałby razem z żoną.

"Najpierw poszliśmy do banku, w którym oboje mamy konta ROR. Dostaliśmy ofertę z produktem ubezpieczeniowym w pakiecie i marżą 1,59%. Całkowity koszt kredytu uwzględniający wszelkie możliwe opłaty wynosił 579 000 zł. Doradcy bankowi z konkurencyjnych banków nie byli w stanie przebić tej oferty, proponując marże na poziomie 2,3-2,6% plus prowizja - 2%. To oznaczało łączny koszt kredytu na poziomie 620.000 zł. Wszyscy zaznaczali, że warunki nie są negocjowalne. Dwa banki zadeklarowały się, że przebiją konkurencję, ale jeden z nich się rozmyślił, a drugi kredyt przyznał, ale zamiast z marżą 1,6%, wpisał do umowy 2,3%. Próbowaliśmy znaleźć lepszą ofertę zwiększając do 10% wkład własny, ale bezskutecznie"

- opowiada pan Jan. Widząc, że sytuacja nie jest wesoła, czytelnik postanowił zagrać va banque. Poprosił o wycenę mieszkania znanego rzeczoznawcę, o którym wiedział, że współpracuje z bankami. Zapłacił za to z własnej kieszeni. Dostał do ręki papier, że mieszkanie jest warte o 20.000 zł więcej, niż wynosiła średnia wycena w bankach. Wyższa wycena mieszkania to niższe LTV kredytu (czyli wyższy wkład własny). I automatycznie możliwość walki o niższą marżę. Teraz pan Jan postanowił "docisnąć" swój bank, czyli ten, w którym ma konto. Oświadczył jego pracownikom, że ma pozytywną odpowiedź na wniosek kredytowy z innego banku (miał, ale na "starych" warunkach, z marżą 2,3%, więc był to blef). I dał do zrozumienia, że jest to oferta bardzo dobra, bo obejmuje wkład własny na poziomie 20%, bo wycena mieszkania też jest już inna. Pan Jan oświadczył swojemu bankowi, że oczywiście może pozostać przy niższej wycenie nieruchomości, ale wtedy on, czyli pan Jan, pójdzie tam, gdzie zaakceptują nową, podwyższoną wycenę mieszkania.

W banku myśleli kilka dni i zaprezentowali taką oto ofertę: marża 1.2%, prowizja 0%, a w ramach cross-sellu pakiet inwestycyjny z obowiązkowymi wpłatami przez 7 lat na poziomie 320 zł miesięcznie. To de facto oznaczało dodatkowy koszt kredytu na poziomie 26.880 zł, Łączny koszt kredytu wyniósłby - licząc z pakietem inwestycyjnym, prowadzeniem konta i wszelkimi innymi opłatami - 551.000 zł. Obniżka marży sprawiła, że rata z początkowego poziomu proponowanego przez bankowców, czyli 1600-1650 zł, spadła do 1370 zł plus to, co trzeba płacić jako pakiet inwestycyjny przez 7 lat (pan Jan przyjmuje założenie, że nic na tym nie zarobi, ale może przynajmniej dostanie z powrotem to, co nominalnie wpłacił).

"Z całej tej sytuacji jest jeden pozytywny wniosek: opłaca się wciskać bankom własną wycenę, bo ona podwyższyła nam wkład własny o 5-6% dzięki czemu wywalczyliśmy niższą marżę i tylko przez dwa lata będziemy płacić ubezpieczenie niskiego wkładu. Opłaca się też mieć większe oszczędności, bo to był drugi ważny argument, który pozwolił nam zbić koszt kredytu z 620.000 zł do 550.000 zł. Mam wrażenie, że w tym momencie wynegocjowana marża 1.2% jest bardzo dużym sukcesem. Czy mam rację? Czy posiadanie przez 7 lat zobowiązania jakim jest pakiet niweczy całkowicie to osiągnięcie?"

- pyta mnie pan Jan. Rzeczywiście, marża na poziomie 1,2% w dzisiejszych czasach jest bardzo dużym sukcesem negocjacyjnym, biorąc pod uwagę, że nie mówimy o kredycie z 50-procentowym wkładem własnym, lecz jednak taki "normalny", z wkładem własnym na poziomie 15-16%. Oczywiście: konieczność płacenia pieniędzy na plan systematycznego oszczędzania jest złą wiadomością, ale przy założeniu, że pan Jan za siedem lat dostanie do ręki tyle, ile wpłacił oraz przyjmując, że stopy procentowe przez ten czas będą niskie (a więc "straci" tylko jakieś 20% odsetek od kwoty 27.000 zł, którą mógłby trzymać w banku), można przyjąć, że to koszt do zaakceptowania.

Pan Jan pyta czy opłaca mu się nadpłacać kredyt systematycznie lub w większych porcjach, bo czeka go znaczna podwyżka zarobków. Moim zdaniem przy oprocentowaniu kredytu na poziomie 3,2% (WIBOR 2% plus marża 1,2%) korzyść z takiego rozwiązania nie jest oczywista. Gdyby z oszczędności panu Janowi udało się wycisnąć więcej, niż te 3,2%, to bardziej opłaca mu się gromadzić pieniądze, niż ładować je we wcześniejszą spłatę kredytu. Zwłaszcza, że przy okazji buduje sobie poduszkę finansową na wszelki wypadek. I gdyby spotkało go w życiu coś niespodziewanego, nie będzie musiał zadłużać się, biorąc pożyczki konsumpcyjne na kilkanaście procent w skali roku. Potraktujcie proszę przypadek pana Jana jako przykład skutecznego negocjowania z bankiem, dzięki któremu można zaoszczędzić w ciągu 30 lat mniej więcej 70.000 zł. Te pieniądze pan Jan będzie mógł przeznaczyć na budowanie oszczędności, prywatnej emerytury, albo wydać na przyjemności.

SUBIEKTYWNOŚĆ W SEJMIE O FRANKOWICZACH. W czwartek miałem przyjemność dyskutować w Sejmie o sposobach pomocy frankowiczom. Na zaproszenie Klubu Parlamentarnego "Sprawiedliwa Polska" wziąłem udział w debacie, w której pozostałymi dyskutantami byli Krzysztof Pietraszkiewicz, szef Związku Banków Polskich, Janusz Szewczak, reprezentujący SKOK-i, mec. Jacek Czabański i red. Łukasz Warzecha. Byli też przedstawiciele frankowiczów oraz oczywiście posłowie. Mam wrażenie, że byłem w tej dyskusji głosem rozsądku :-). Zapis wideo z debaty znajdziecie poniżej. 

SUBIEKTYWNIE NA START-UP GRIND. Czwartkowy wieczór spędziłem na spotkaniu z przedsiębiorcami, którzy mają 1000 pomysłów na innowacje w branży finansowej. Dyskusja była ciekawa i - mam nadzieję - zaowocuje nowym przedsięwzięciami, które wstrząsną rynkiem finansowym i będą rewolucją na miarę kart zbliżeniowych.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 06 lutego 2015 09:10

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • ma007ciek napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 09:50:31:

    Troszkę w tym wszystkim szczęścia ale świetny ruch. Mi niestety się nie udał w zeszłym roku, ale spróbować trzeba ;) Jak widać może przynieść wymierne efekty

  • mem1 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 09:56:25:

    Sukces niepodważalny.
    Mam tylko dwie uwagi techniczne:
    - po pierwsze klient nie zaoszczędził 70 tPLN, bo trzeba liczyć od pierwszej oferty (we własnym banku), ale ok. 50 tPLN,
    - po drugie opisywanie pakietu inwestycyjnego jako "koszt kredytu" to jednak przesada. W najgorszym przypadku to będą oszczędności o sumie wniesionych składek, w najlepszym można pewnie zyskać więcej niż na lokatach. Panie Macieju, jeżeli chwali Pan automatyczne systemy oszczędzania (np. w mbanku) to przecież ten pakiet też jest takim automatycznym oszczędzaniem tylko powiązanym z ratą kredytu, a nie transakcjami kartą.

  • w.mateusz napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 09:58:39:

    Bardzo fajnie się to czyta. Tak powinna wyglądać współpraca z bankami, kiedy nie tylko bank ma coś do zaoferowania, ale także klient (duży wkład własny, umowa o pracę, wysokie zarobki). Większość bierze kredyt w banku, w którym nie dostaną odmowy.

  • ostan111 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 10:03:22:

    Ten klient który zaoszczedził to chyba był zwolenikiem Platfusów lub celebrytą III-RP

  • jakoszczedzic.pl napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 10:15:50:

    Nieźle mu się udało. Rok wcześniej nie dało się praktycznie znaleźć takiej oferty, a co dopiero pod koniec zeszłego roku.

    Nadpłacać się obecnie nie opłaca. Lepiej odkładać na czarną godzinę. Na razie można bezpiecznie w promocyjne lokaty na 4%. Później zastanowiłbym się nad obligacjami.

  • joanna-piechota napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 10:18:03:

    Panie Macieju, jestem doradcą finansowym i wiem, że nieliczne Banki w liczeniu LTV odnoszą się do wartości z wyceny. W większości za wartość nieruchomości uznają cenę transakcyjną. Więc przed dokonaniem takiej wyceny na własny koszt należy spytać Banku czy jeśli z wyceny wyjdzie wyższa kwota, to czy Bank przyjmie ją jako wartość nieruchomości czy jednak pozostanie przy cenie transakcyjnej. I czy w ogóle przyjmuje "zewnętrzne wyceny" a nie Bankowe. Pozdrawiam Joanna

  • 4inwestor napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 10:28:03:

    Pod żadnym pozorem nie nadpłacać kredytu hipotecznego. To najtańszy pieniądz jaki może być. Gdyby ten pan miał dziś 350tys oszczędności w gotówce i tak lepiej brać kredyt hipoteczny na minimum 50%. Oszczędności bez problemu można podwoić w 10 (zwłaszcza inwestując i dokładając). A trzeba pamiętać o procencie składanym. Więc przy odrobinie wysiłku z jego strony, 350 można zamienić w 700 (mija 10lat), 700 w 1,4mln (mija 20lat), a 1,4mln w 2,8-3mln (mija 30lat). Oszczędzać i inwestować a kredyt powoli sobie spłacać traktując jak opłatę za czynsz.

  • 85davidg napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 10:45:44:

    Rzeczywisćie marża robi wrażenie i to potwierdza fakt że zawsze trzeba negocjować z bankiem.
    1. Operat zewnętrzny zawsze był dobrym rozwiązaniem ale niestety od luego 2015r. większość banków go nie będzie akceptowało na rzecz własnej wyceny
    2. Ciekawe co to za produkt oszczędnościowy musiał wziąć. Na moje oko na 90% to jest tzw. Unit-Linked czyli polisa ubezpieczeniowa która inwestuje w fundusze a jak już chyba wszyscy śledzący Maćka Blog wiedzą to jest kaszana do kwadratu . W najlepszym wypadku dostanie po tych 7 latach to co wpłącił więc pytanie ile tam musi wplacać m-cznie i ile go kosztuje. bo jak np. 300zł/m-c to przez 7 lat wpłaci 25200zł z czego jak giełda zanurkuje a opłaty go zjedzą to moze stracić nawet i połowę
    Pytanie czy autor moze pochwalić się bankiem oraz tym programem oszczędnościowym

  • bza1981 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 11:43:39:

    Miałem podobną sytuację, jednak wydawało mi się że każdy się targuje (przynajmniej jeśli chodzi o kredyt hipoteczny na całe życie). Sytuacja miała miejsce na wiosnę zeszłego roku. kredyt na 270 tys, wartość po wybudowaniu ok 500 (dom z działką). wkład własny - działka, trochę materiałów i gotówki. Negocjacje w macierzystym banku odpuściłem po ofercie na 2% marży i 2% prowizji. Jednak były dwa banki, które twierdziły że mogą zejść z marżą pod warunkiem że pokaże imienną ofertę, która jest lepsza od ich oferty. Zaczynaliśmy od marży 1.79% i prowizji 2%, finalnie (w sumie 4 wizyty - po 2 w każdym) jest: marża 1.34%, prowizja 0.2%. Z obwarowań to konto (darmowe) i comiesięczne wpływy 5tys z tytułu wynagrodzenia, ubezpieczenie na życie (ale niekoniecznie bankowe).

  • somekindofhope napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 11:57:49:

    Mając 25 lat i tyle pieniędzy na umowie na czas nieokreślony plus zarobki drugiej osoby, to żadnego kredytu bym w Polsce nie brał. Tym bardziej, że za 20-30 lat ten kraj gospodarczo padnie, chociażby z powodu demografii, która jest lekceważony przez każdą władzę.

  • sds2015 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 14:02:52:

    Na miejscu tego młodego człowieka wykazałbym się odrobiną pesymizmu. Podobno pesymiści mniej tracą - tak mawiał jeden z moich szkolnych nauczycieli. Nie ma powodu do radości. Bankierzy obniżyli mu marżę bo wziął gigantyczny kredyt. I tak zarobią na nim krocie. Niech sobie uzmysłowi że jest to pięciokrotność jego rocznych zarobków. Dla porównania zadłużenie naszego państwa (oficjalne) to równowartość ponad 2 budżetów Polski, i połowa PKB. Ekonomia dla wszystkich jest taka sama.
    Nie znam sytuacji tego człowieka, kim jest co robi. Z pewnością liczy na wyższe zarobki w przyszłości. Być może ma podstawy, żeby tak robić. Nie wiem kim jest jego partnerka. Może też nieźle zarabia. Jeśli oboje będą zarabiać super to ten kredyt spłacą bez większych problemów.
    Jednak na miejscu tego mężczyzny założyłbym nieco mniej optymistyczny scenariusz, żeby się w przyszłości nie zdziwić. Założyłbym, ze za kilka lat zarobki nie zmienią się, czyli nadal będzie zarabiał 6000zł netto. Będzie miał 2 dzieci, 2 samochody, żona z jakiś względów (np. choroba dziecka) jakiś czas nie może pracować. Wibor rośnie do 5%, co nie jest niemożliwe. (Pamiętacie niemożliwe 4zł za franka). Rata przekracza 2100 zł.
    Co wtedy? Te 6000zł marnie wygląda. Utrzymać 4-osobową rodzinę za niecałe 4000 zł jest dość ciężko, szczególnie w dużym mieście. Pół biedy jeśli są oszczędności, które pozwolą przetrwać gorszy okres. Ale gdy ich nie ma robi się naprawdę nieciekawie.
    W mojej rodzinie 2+2 wydaje się miesięcznie 5-6 tys. zł, mamy jeden 10-letni samochód , mieszkamy w Poznaniu, nie żyjemy wystawnie. Kredyt mieszkaniowy już spłacony. Zakładamy, że co miesiąc trzeba coś odłożyć.
    Dzieci chorują. Na same leki idzie miesięcznie 300zł. Podstawowe zakupy to 100zł dziennie. Mieszkanie 700zł. Uzbiera się.
    Ja na miejscu tego Pana odłożyłbym z 50 tyś na wkład własny i kupił na początek coś mniejszego do 250tyś zł.
    W wieku 35 lat myśli się inaczej niż w wieku 25lat.

  • sds2015 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 14:11:40:

    Oczywiście jeśli nie chce wydawać pieniędzy na wynajem. Przy takich dochodach uzbieranie 300 tys na mieszkanie to kwestia 5-7 lat, nawet podczas wynajmu, a za 7 lat mieszkania będą na pewno tańsze-demografia.

  • onlinena napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 18:34:11:

    Właśnie zastanawiam się nad ulokowaniem oszczędności w mieszkaniu pod wynajem. Od kilku lat monitoruję rynek i pewnie rzucę te pieniądze na inny projekt, bo niewiele będzie można na tym zarobić - tani kredyt można dostać bez problemu, wiec zapotrzebowanie na mieszkania pod wynajem będzie coraz mniejsze.

  • z17 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/06 23:49:10:

    Ja nie bardzo wierzę w banki, które schodzą z marży i z prowizji bez skanu decyzji kredytowej konkurencyjnego banku.

    Uzyskane warunki tego klienta są tak wypaśne, że aż nierzeczywiste. Marża 1,2 % przy takim LTV oraz zerowa prowizja banku, są równie prawdopodobne co spotkanie białego słonia. Zdarza się, owszem, acz niezbyt często :D

    Jeśli celem tego wpisu było, aby standardowy klient z marżą 2,5 % , prowizją 2% i jakimś cross-sellem w pakiecie bezsilnie zawył ze złości, to Panu Maciejowi zapewne to się udało ;-)

  • cbscorpio napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/07 08:52:32:

    Co ten gość pisze:) Pan Jan zarobki 6000 netto w wieku 25 lat:) Niezła bajka !!!!

  • ar-it napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/07 18:37:42:

    cbscorpio: nie myślę że to bajeczka... znam np programistów w podobnym wieku z zarobkami rzędu ok 5k netto. I to po prostu godziwa płaca za dobrą pracę.

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/08 18:57:20:

    biorąc pod uwagę cross-sell, bank i tak wyszedł na swoim

    podobnie byłoby, gdyby Klient dostał fajną (na papierze) marżę z fikcyjnym ubezpieczeniem np. utraty pracy

    no i rozmawiał z bankiem, który miał możliwość odnieść się do LTV z wyceny, czyli na moje oko (patrząc na warunki U-L, czyli wpłaty przez 7 lat) - rozmawiał z Deutsche Bankiem, marża niezła (pytanie, czy docelowo te 1,20%, bo tyle dziś do kredytów poniżej 350k bank oferuje z automatu w I roku, czy tylko przez pierwsze 12M).

  • kaczan11 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/08 22:50:58:

    Ja w ubiegłym roku kupowałem mieszkanie w Poznaniu. Kredyt pomagał załatwić mi znajomy doradca kredytowy. Początkowo zająłem się wyszukiwaniem mieszkania. W związku z tym, że posiadałem kawalerkę kupioną kilka lat wcześniej za gotówkę, to poszukiwania nie były na "łapu capu". Szukałem okazji cenowej w jednej z kilku upatrzonych wcześniej lokalizacji. Początkowo udałem się do deweloperów, ale mieszkania tam okazały się nie do końca spełniać moje oczekiwania - brak niezbędnej infrastruktury (przedszkole, szkoła, przychodnia zdrowia), oraz kiepska oferta komunikacji miejskiej. Dodatkowo zdecydowana większość mieszkań była oferowana z aneksem, a nie kuchnią, oraz budowane w standardzie - blok stojący na bloku. Skłonność deweloperów do negocjacji była też iluzoryczna (maksymalnie udało się zejść o 5%).

    Dlatego zacząłem szukać na rynku wtórnym. Znalazłem mieszkanie i negocjacje trwały prawie 4 miesiące (zauważyłem, że sprzedawcy zależało na czasie, więc celowo przedłużałem negocjacje). Okazało się, że pośpiech był spowodowany zadłużeniem - końcowe negocjacje prowadziłem już z komornikiem. Cenę zbiłem o 30% z 300 tys. do 210 tys.

    W między czasie prowadziliśmy negocjacje z kilkoma bankami w sprawie kredytu. W związku z tym, że miałem bardzo wysoki wkład własny, to ja miałem przewagę negocjacyjną. Aby jeszcze podwyższyć sobie pozycję do negocjacji, to za namową doradcy kredytowego kupiłem mieszkanie za gotówkę i wziałem kredyt refinansujący zakup mieszkania. LTV kredytu to 30%. Parametry kredytu - 63 tys (na zakup mebli, wyposażenia w rtv i agd, oraz lekki remont). Kredyt bez prowizji, bez opłaty za wycenę z marżą 0,99%. Miałem też cross sell, ale niezbyt dokuczliwy - konto bezpłatne pod warunkiem wpływów w kwocie 1500 zł i płatnością kartą w wysokości 500 zł miesiecznie. Do tego ubezpieczenie mieszkania 0,086% miesięcznie i ubezpieczenie na życie 0,081% miesięcznie.

    W porównaniu do banku w którym miałem wcześniej ROR, gdzie najpierw się udałem na negocjacje i otrzymałem propozycję 1,8% marża i 1,5% prowizji + cross sell, to na pewno mam ofertę konkurencyjną.


    @4inwestor


    Pod żadnym pozorem nie nadpłacać kredytu hipotecznego. To najtańszy pieniądz jaki może być. Gdyby ten pan miał dziś 350tys oszczędności w gotówce i tak lepiej brać kredyt hipoteczny na minimum 50%. Oszczędności bez problemu można podwoić w 10 (zwłaszcza inwestując i dokładając).


    W 2006 roku chciałem kupić moje pierwsze mieszanie. Chciałem kredyt z LTV ok 50%. Szedłem wtedy do różnych banków i słyszałem to samo. Najlepiej weź kredyt na 130% we franku. Nadwyżkę wrzuć w systemy oszczędzania z pierwsza wpłatą i zadeklarowaną skłądką. Po 5-7 lat miałem spłacić kredyt, bo frank miał spadać a zyski miały być kolosalne. Byłem w 3 różnych bankach i u 3 pośredników. Gdy usłyszałem to samo, to stwierdziłam, że nikt nie będzie ze mnie robił idioty. Zamiast wymarzonego 3 pokojowego kupiłem kawalerkę. A nadwyżkę z comiesiecznego budżetu odkładałem. Po 8 latach zebrałem na zakup 3 pokojowego za gotówkę (kredyt jak pisałem wcześniej poszedł na wyposażenie). W tej chwili lokatorzy z kawalerki płacą mi więcej niż wynosi rata kredytu.

    Kredyt jest zobowiązaniem na wiele lat. Ja osobiście dla swego bezpieczeństwa bym kredyt nadpłacał. Zwłaszcza, że teraz mamy niski WIBOR. Gdyby nagle podskoczył do góry, to może okazać, się, że zaczyna się problem. Zwłaszcza gdy inwestycje nie przynoszą oczekiwanego zwrotu (bądź co gorsza mamy na nich stratę) i mamy środku ulokowane w instrumenty mało płynne, gdzie wyjscie powoduje dodatkową stratę.

    Moim zdaniem inwestycja na kredyt tylko w pewne interesy (inaczej ryzykujemy nie tylko tym, że nie będziemy mieli zwrotu, lecz możemy zostać bez mieszkania). Niestety pewnych lokat lub obligacji na poziomie wyższym niż WIBOR + marża nie ma, lub prawie nie ma.

  • matthewg1 napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/26 23:16:09:

    Dla podobnych spryciarzy jest bank ofert pracy dla nauczycieli polskiego w Poznaniu. To tutaj preply.com/pl/poznan/oferty-pracy-dla-nauczycieli-j%C4%99zyka-polskiego

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny