Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

sobota, 07 lutego 2015

Taksówką taniej, niż własnym autem? Zapłać za kurs telefonem, a dostaniesz 50% zniżki

Najróżniejsze są pomysły firm telekomunikacyjnych, finansowych i działających w e-handlu, by zachęcić nas do płacenia za usługi za pomocą smartfona. Zalety takiego rozwiązania są oczywiste: klient jest bardziej podatny na spontaniczne wydawanie pieniędzy, a preteksty do dokonywania takich zakupów można mu podsyłać na bieżąco, choćby w formie powiadomień "push" lub SMS-ów i MMS-ów, dodatkowo korzystając z geolokalizacji. Nie ma dwóch zdań: im więcej z nas będzie płaciło przez smartfona, tym więcej będziemy wydawali pieniędzy i tym łatwiejsze będzie życie marketingowców. Zamiast wydawać miliony na reklamy w mediach i martwić się czy dotarły do tej grupy klientów, do której powinny trafić, można bezpośrednio zaadresować przekaz reklamowy do klientów znajdujących się w pobliżu sklepu i zanęcić go rabatem. Zresztą nawet najnowocześniejsze placówki bankowe są nastawione na taki właśnie model współpracy z klientami, o czym świadczy choćby przykład mBanku i jego superplacówek w centrach handlowych.

Płatności mobilne wkraczają też do biznesu taksówkowego. Pisałem niedawno dość entuzjastycznie o nowych korporacjach taksówkowych, które postawiły na smartfona jako główny sposób kontaktu z klientem, zamawiania taksówki oraz płatności za przejazd. Paradoksalnie najbardziej nowoczesnym przedsięwzięciem tego typu jest coś, co tylko udaje korporację taksówkową, czyli Uber. Jakkolwiek są już banki, które odmawiają współpracy z tą firmą, to sposób płacenia za przejazd został tu doprowadzony do perfekcji. Klient, żeby zapłacić, nie musi zrobić absolutnie nic. Po prostu wysiada z samochodu, a firma sama ściąga pieniądze z karty przypiętej do aplikacji mobilnej zainstalowanej w smartfonie klienta. Nie wiem czy Uber nie przeholował z łatwością płacenia, bo właśnie w tym widzą problem banki - ich zdaniem nie ma tu żadnej manualnej autoryzacji transakcji przez klienta, więc można uznać, że te transakcje są "niebyłe". Pewnie za jakiś czas te wątpliwości znikną, tak jak zniknęły w przypadku transakcji zbliżeniowych bez PIN-u, w przypadku których też można się zastanawiać czy klient cokolwiek autoryzuje.

Czytaj też: Ubezpiecz u nich auto, a oni... odwiozą cię do domu po nocnej imprezie

Tym niemniej uznałem "mobilne" korporacje taksówkowe za zjawisko, które zdominuje ten biznes w przyszłości. Zwłaszcza, że poza wygodą w zamawianiu, kontrolowaniu czasu dojazdu do klienta, trasy przejazdu oraz płatności korporacje "smartfonowe" kojarzą mi się też z lepszym serwisem. Dotyczy to zwłaszcza Ubera, który - choć nie jest korporacją taksówkową i w kilku krajach ma z tego tytułu wręcz kłopoty z prawem - zatrudnia kierowców młodych, uśmiechniętych, ciekawych świata i chętnych do pomocy. Kilka razy korzystałem z usług Ubera i przyznam, że jeśli chodzi o uprzejmość, chęci do rozmowy na najróżniejsze tematy i ogólną życzliwość jego kierowcy biją na głowę tę bandę zgorzkniałych zgredów, którzy zdominowali "tradycyjne" korporacje taksówkowe. Jasne, w zwykłych taksówkach też spotykałem miłych, uśmiechniętych, życzliwych i inteligentnych kierowców, ale procentowo niestety była to najwyżej połowa. Reszta strasznie cierpiała, że musi mnie obsługiwać.

W MyTaxi - drugiej obok Ubera "smartfonowej" firmie przewozowej - odsetek kierowców klasy premium jest wyższy, niż w "normalnej" korporacji, ale z jakichś przyczyn i tu nie są w stanie przebić Ubera. Choć trzeba pamiętać, że w MyTaxi pracują kierowcy z licencjami, co gwarantuje, że będą znali miasto, omijali korki buspasami i ogólnie będą mieli umiejętności charakterystyczne dla zawodowego kierowcy. No i klient może oceniać kierowców, dzięki czemu MyTaxi w miarę możliwości będzie przysyłała do niego ulubionych kierowców, a nie pierwszych z brzegu. Kto nie korzystał jeszcze z usług "smartfonowej" korporacji taksówkowej i nigdy nie zamawiał taksówki przez internet, ma teraz okazję, żeby spróbować. MyTaxi ogłosił, że w Warszawie będzie przez cały luty woził klientów za pół ceny (a więc od 90 gr. za kilometr). Ale nie wszystkich, lecz tylko tych, którzy do aplikacji MyTaxi w swojej aplikacji przypną kartę (Visa, MasterCard) lub konto PayPal i zapłacą za przejazd poprzez aplikację. W tej firmie nie jest to tak bezceremonialne, jak w Uberze, bo po zakończeniu kursu kierowca wysyła do aplikacji powiadomienie, a ta prosi klienta o potwierdzenie kwoty rachunku PIN-em. Nadal jest to znacznie łatwiejsze, niż płacenie w tradycyjnej taksówce, ale tu nie wystarczy wysiąść z samochodu, by zapłacić za przejazd.

Obejrzyj też: Samcik zrobił przelew międzynarodowy... taksówką ;-)

Powód, dla którego MyTaxi chce przez miesiąc dopłacać do interesu - promocja bowiem wygląda tak, że taksówkarz dostaje mniej więcej takie same pieniądze za kilometr, jak zwykle, a MyTaxi refunduje mu mniejszy rachunek otrzymany przez klienta - jest dość oczywisty. Dziś, choć przecież mówimy o korporacji, w której wszystko można załatwić przez komórkę, raptem 40% kursów jest opłacanych przez aplikację. To oznacza, że w przypadku 60% przejazdów klienci nie doświadczają tego wstrząsu mentalnego, po którym nie wsiądą już do zwykłej taksówki ;-). Takiej, w której kierowca zrzędzi, że nie ma drobnych, żeby wydać resztę, błaga, żeby pójść do bankomatu, bo mu się "terminal zawiesił", narzeka, że przy transakcji kartą pieniądze dostanie dopiero za miesiąc.

"Oczywiście chodzi o to aby kursów bezgotówkowych było możliwie dużo, wtedy nasza usługa jest kompletna. Kursy z "płatnością przez aplikację" budują lojalność pasażerów do naszej usługi. Płatności to nasza unikalna przewaga konkurencyjna w stosunku do klasycznej korporacji taxi, dlatego chcemy przekonać do niej pasażerów. Płatności świetnie również wspomagają proces pozyskiwania klientów biznesowych i podpisywania umów na "konta firmowe”, ponieważ proces płatności jest identyczny - dochodzi głównie wystawiana przez nas raz w miesiącu faktura. Marzymy aby każdy w Warszawie zrobił choć jeden kurs z mytaxi. Jakość naszej usługi broni się sama, więc wiem, że zostanie z nami masa nowych pasażerów. W dalszym ciągu walczymy oczywiście aby przekonać użytkowników zamawiających telefonicznie, że przez aplikację jest po prostu wygodniej"

- napisał mi Krzysztof Urban z MyTaxi, do którego wysłałem kilka pytań w sprawie "taksówek po 90 gr." Wychodzi na to, że w MyTaxi doszli do wniosku, że każdy, kto choć raz zapłaci za przejazd za pośrednictwem aplikacji, stanie się hard-userem tej usługi. I pewnie się nie mylą, bo te 40% kursów opłacanych przez aplikację jest generowanych przez zaledwie 15% użytkowników, którzy przypięli do aplikacji kartę płatniczą lub konto PayPal. Jednym smutkiem w całej tej historii jest fakt, że MyTaxi nie należy do gigantów jak na warunki warszawskich korporacji taksówkowych (700 kierowców, nie wszyscy na cały etat), no i że firma nie działa poza Warszawą. Firma przygotowuje się do startu w dwóch kolejnych miastach, ale to na razie melodia przyszłości. Pewne jest to, że w lutym dla nowoczesnych Warszawiaków będzie szansa, żeby poruszanie się taksówką było tańsze, niż używanie własnego auta :-)

SUBSKRYBUJ SUBIEKTYWNOŚĆ NA YOUTUBE. Już prawie od roku możesz nie tylko czytać, ale też i oglądać wideofelietony "Subiektywnie o finansach". Ich tematy to najczęściej innowacje bankowe oraz absurdy, którymi bankowcy nas katują. Zapraszam, w tym kinie jest już prawie 1000 osób, dołącz do nich!

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
sobota, 07 lutego 2015 19:58

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • p_g_mail2 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/08 11:41:14:

    W sumie choc za ten pomysl to powinni zaplacic ;-), to u nich chyba waskim jest wlasnie liczba osob odbierajacyh te telefony. Pomijajac juz kwestie wykorzystywania aplikacji to az dziwne, ze np. "w godzinach szczytu" nie ma po drugiej stronie jakiegos komputera z rozpoznawaniem glosu... Aczkolwiek "ten z ogonkami" to ciezki dla maszyn jest :-)

    Poza tym biorac pod uwage, ze takie aplikacje czy wrecz banki(bo po ocenie kwoty do zaplaty moga ocenic dystans) moga sprzedawac te dane, chocby w "bardziej uczciwych(?!)" ale nadal cennych jak poszukiwanie miejsc o najwiekszej ilosci pot. klientow to za takie konta(zwlaszcza bankowe) powinni chyba nawet doplacac(mniej ale z podobnych powodow jak bodajze placi sie czasem testerom produktow czy wlasnie specjalistom od mark.)...

  • mat089 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/08 18:21:19:

    Szkoda, że rząd nie chce pomóc przedsiębiorcom. NBP będzie mógł skupować obligacje rządowe, czyli mówiąc krótko - zacznie drukować polskie złote. Takie posunięcie doprowadzi jedynie do hiperinflacji, jak w latach 80. Nic z tego dobrego nie wyniknie. Ale przecież politycy chcą dla obywateli jak najlepiej. Jako rozwinięcie tematu polecam independenttrader.pl/239,czas_zaczac_dodruk_zlotowek.html

  • kapaszatka napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/09 08:49:45:

    "uwzględnianie przez banki ujemnego poziomu LIBOR-u oraz ścięcie przez większość banków spreadu walutowego. Oznacza to, że przy kursie franka w okolicach 4 zł raty klientów nie wzrosną"

    Powiedz to pan "staremu portfelowi" gdzie w porównaniu do "liborowego" rata przy tej samej części kapitałowej jest DWA RAZY WYŻSZA. Te kilkadziesiąt tysięcy frankowców NIE MA ŻADNEJ ochrony przed wzrostem kursu CHF, a w dodatku zupełnie się przemilcza ich problem. Banki głoszą jak to starają się "ochronić" czy "ulżyć" frankowcom, a nie wspominają że mają kilkadziesiąt tysięcy takich których duszą bez żadnej ulgi, którzy często mają wyższe oprocentowanie niż złotówkowi.

    Te osoby banki, KNF i wszystkie państwowe instytucje najwyraźniej spisały na straty, mogą bankrutować.
    Czy to nie jest typowa działalność TERRORYSTYCZNA? Złapaliśmy ofiary i wydoimy je do cna?

    Sądy? Do tych idzie może kilka procent tych którzy mają powody.
    Przykładem ubezpieczenie niskiego wkładu. Ma je pewnie połowa albo 1/3 frankowiczów, czyli setki tysięcy.
    Ludzie którzy idą z tym do sądu BEZ PROBLEMU wygrywają sprawy.
    Tylko ile było takich spraw?

    Okazuje się, po obserwacji ostatnich 10 lat, że banki to typowi oszuści. Każdy kontakt z bankiem gdzie klient podpisuje COKOLWIEK, niezależenie po co do tego banku poszedł, może się skończyć jego oszukaniem, doprowadzeniem do niekorzystnego rozporządzenia majątkiem. Przykład opisany w tym artykule kolejnym potwierdzeniem oszukańczego stylu działalności banków.

  • mseb napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/09 22:44:06:

    Mnie się mało podobają promocje mobilne choć sam z nich korzystam to zdecydowanie wolę tradycyjne.
    Banki usilnie starają się promować mobilność ale jeszcze ani razu nie widziałem osoby płacącej w sklepie telefonem, za to widziałem jak wypłacają pieniądze z bankomatu przez telefon w BZWBK co sam zresztą robię ;)

  • patrioty.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/24 00:17:45:

    Czy Mytaxi jest w innych dużych miastach Polski czy tylko w stolicy? Może ktoś wie? Chętnie ich wypróbuje.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line