Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 10 kwietnia 2015

Chorwackie banki zgodzą się na przewalutowanie kredytów frankowych? Nowe rozwiązanie

Wygląda na to, że Chorwacja będzie kolejnym krajem, w którym banki umożliwią posiadaczom kredytów frankowych ich przewalutowanie. Nie będzie to jednak przewalutowanie na lokalną walutę, czyli kuny, lecz na euro. I nie obowiązkowe, a dobrowolne. Tamtejsze stowarzyszenie banków zgodziło się już ponoć na taką transakcję, a szczegóły rozwiązania, któremu patronuje chorwacki rząd, poznamy w ciągu miesiąca. Informację tę podał serwis bne intellinews, powołując się na wywiad chorwackiego ministra finansów Lalovaca dla państwowej telewizji. Nie potwierdziła tych wieści jeszcze żadna z agencji informacyjnych. Ale coś w tym może być, bo już od kilkunastu tygodni krążyły w chorwackich - w tym anglojęzycznych - mediach informacje, że taki scenariusz jest przygotowywany jako kompromisowe rozwiązanie dla 60.000 klientów chorwackich banków, z których duża część ma problem ze spłacaniem frankowych rat. Tuż po wystrzale kursu franka z 15 stycznia rząd w Chorwacji - o czym zapewne czytaliście w blogu - zamroził kurs szwajcarskiej waluty na poziomie sprzed jej "uwolnienia" i nakazał bankom, by przeliczały klientom raty bez uwzględnienia ostrej jazdy franka z początku tego roku. Jednocześnie w lutym ruszyły negocjacje dotyczące docelowego rozwiązania. I chyba właśnie obserwujemy ich efekty.

Zanim opiszę co dziś wiemy o "rozwiązaniu chorwackim", naświetlę pole bitwy. W liczącej 4 mln obywateli Chorwacji kredyty frankowe oryginalnie miało 130.000 rodzin, z czego do dziś spłaca je 60.000 rodzin (pozostałe kredyty najprawdopodobniej zostały przewalutowane wcześniej na mocy indywidualnych uzgodnień klientów z bankami lub spłacone). Proporcje są więc mniej więcej takie, jak w Polsce (u nas we franka "ubranych" jest 550.000 rodzin, ale jesteśmy krajem dziewięciokrotnie bardziej zaludnionym). Jakieś 40% wszystkich kredytów hipotecznych stanowią te frankowe (4 mld euro, 8% ichniejszego PKB), zaś biorąc pod uwagę całe portfele kredytowe banków (łącznie z kredytami korporacyjnymi, dla małych firm, konsumpcyjnymi, kartowymi i samochodowymi) - frankowe kredyty stanowią 16%. Nie jest to więc skala, która przeraża (tak jak i u nas). A wzrost rat kredytobiorców? Tu też możemy sobie z Chorwatami przybić piątkę. Kurs kuny w stosunku do franka wynosił w 2008 r. mniej więcej 4,4, dziś oscyluje w okolicach 7,5, co też jest zbliżone do naszych warunków, czyli franka po 2 zł w 2008 r. i po mniej więcej 4 zł dziś..

chor2chfhkr

Co wymyślili Chorwaci? Ano przewalutowanie kredytów z franków na euro po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu ("The loans should be converted at the exchange rate on the date on which the loan was approved"). Z punktu widzenia kredytobiorców miałoby to tę zaletę, że euro od 2008 r. umocniło się wobec kuny o jakieś 10% (z 7,1 kuny za euro do 7,7-7,8 kuny). co - po przeliczeniu - oznaczałoby dużo mniejsze różnice kursowe, niż te rzeczywiście uwzględnione w ratach zapłaconych przez klientów. Wiadomo, że przewalutowanie byłoby dobrowolne, ale nie jest pewne, że będzie dostępne dla każdego. Wcześniej mówiono, że możliwość konwersji długu na euro byłaby możliwa pod warunkiem, że klient nie ma długu wyższego, niż na początku umowy oraz że wartość nieruchomości nie jest niższa od bieżącego zadłużenia. Te warunki wykluczałyby z porozumienia część chorwackich frankowiczów, bo u nich - tak samo, jak u nas - zadłużano się "pod korek" i dziś część kredytobiorców ma do spłacenia - licząc w kunach po bieżącym kursie - więcej kredytu, niż miała na początku. Nie wiadomo co na to rozwiązanie powiedzą sami chorwaccy frankowicze - rząd obiecywał, że każde rozwiązanie będzie musiało być przez nich zaakceptowane.

Czytaj też: Tak rozwiązują problemy frankowiczów na Węgrzech, tak umówili się w Serbii, a to przykład dojrzewającego porozumienia w Rumunii, choć wymuszonego. A tak chcieliby zrobić w Polsce, ale im nie wychodzi. W Polsce banki proponują dopłaty z obowiązkową zgodą na przewalutowanie, ale szczegóły na razie nie są znane

W Chorwacji - inaczej, niż u nas: w Polsce większość frankowiczów jest mimo wszystko zadowolona ze swoich kredytów, bezrobocie jest mniejsze, a dochody ludzi rosną - frankowicze protestują dużo liczniej i skonsolidowali się wokół stowarzyszenia Udruga Franak. Punktem wyjścia do negocjacji było jego żądanie, by przewalutować wszystkie kredyty frankowe na kuny po kursie z dnia ich zaciągnięcia. Propozycję odrzuciły banki (koszt oceniły na pół miliarda euro, a w Chorwacji banki są w dużo gorszej sytuacji finansowej, niż u nas) oraz tamtejszy bank centralny, którego szef popukał się w czoło i oświadczył, że taka operacja kompletnie zdestabilizowałaby rynek walutowy. Banki musiałyby kupić ogromne ilości franków, żeby spłacić finansowanie zagraniczne kredytów walutowych, w czym musiałby pomóc bank centralny i "wyprztykać" się przy tym z rezerw walutowych, co mogłoby się skończyć atakiem spekulantów, załamaniem kursu kuny i wzrostem kosztów obsługi zadłużenia zagranicznego, nie mówiąc o innych kłopotach. Związek banków chorwackich zaproponował, żeby klienci, których nie stać na spłacanie rat, oddawali własność nieruchomości państwu lub bankowi, zachowując prawo do zamieszkiwania jej. W zamian część długu byłaby "zamrażana", a klient miałby prawo pod pewnymi warunkami "wykupić" nieruchomość (najpewniej musiałby spłacić ów "zamrożony" dług).

Na to z kolei nie zgodził się rząd, twierdząc, że to nie jest rozwiązanie strukturalne i żeby strony wymyśliły coś innego, najlepiej opartego na konwersji długu. No i wymyślili przewalutowanie na euro, choć ten wariant - to już moja prywatna opinia - też może być trudny do sfinansowania, choć być może wymiana przez banki franków na euro będzie niosła mniej zawirowań walutowych, niż franków na kuny, a i dla banków będzie trochę tańsza. Tyle, że przecież to rozwiązanie z gatunku "zamienił stryjek...". Tu waluta i tam waluta, tyle że inna. Frank w dodatku raczej nie powinien już drożeć wobec euro (przynajmniej jeśli Szwajcaria jako państwo miałaby przetrwać :-)), a euro, choć na razie tanieje i drukarki w Europejskim Banku Centralnym pracują na pełnych obrotach, w długiej perspektywie może jeszcze dać kredytobiorcom popalić. Pytanie jak zmieni się oprocentowanie kredytów po konwersji z franków na euro? Stopy procentowe w eurostrefie są wyższe, co może oznaczać wzrost comiesięcznych rat do płacenia przez klientów. Choć z drugiej strony banki wypłacą klientom rekompensaty z tytułu nadpłaconych rat z ubiegłych lat, z tytułu mniejszych różnic kursowych między kuną, a euro i kuną a frankiem. Pytanie czy oprocentowanie kredytów też byłoby przeliczone w górę wstecz. Dużo niewiadomych .

chor1kunafrank

Czy takie rozwiązanie byłoby sensowne w polskich warunkach? Już na poziomie różnic kursowych widać, że nieco mniej, niż w chorwackich. W 2008 r. euro było po 3,3 zł, a teraz jest po 4 zł (wzrost o 20%, w Chorwacji o 10%), Nie zmienia to faktu, że zwrot różnic kursowych dla polskich klientów byłby na pewno bardzo dużym prezentem. No i oczywiście pojawiają się te same pytania - co z różnicami w oprocentowaniu kredytów na przyszłość i czy byłyby one rozliczane również wstecz (obniżając wypłaty rekompensat "kursowych"). Jaki byłby wpływ takiego przewalutowania na rynek walutowy i na finanse banków (skoro chorwackie na to stać, to pewnie i nasze dałyby radę). A przede wszystkim: jaki ma sens zamienianie jednej waluty obcej w kredycie hipotecznym na inną, w której stopy procentowe są wyższe i która potencjalnie "wytrzyma" dużo większe umocnienie, niż frank? Czy to w ogóle byłaby jakaś atrakcja dla klientów, jako rozwiązanie dobrowolne, w sytuacji, gdy budżety domowe większości polskich frankowiczów bez trudu się domykają? Choć z drugiej strony wizja rekompensat wypłacanych z tytułu mniejszych różnic kursowych do euro mogłaby być dla niektórych atrakcyjna. Jak euro pójdzie w górę to znów się przewalutuje po archiwalnym kursie - np. na franka, czy innego jena :-). 

W Chorwacji jest oczywiście też kwestia polityczna. Chorwaci - podobnie jak my - przygotowują się do wyborów parlamentarnych, kóre mają nastąpić pod koniec roku.Krajem rządzą socjaldemokraci, których kandydat na początku roku przegrał w wyborach prezydenckich, więc są pod presją i coraz bardziej ulegają nastawieniu populistycznemu. O tym jak bardzo mu ulegają niech świadczy sytuacja sprzed kilkunastu tygodni, kiedy ogłoszono - rzecz jasna pod patronatem rządu - pomysł umorzenia Chorwatom części nie spłaconych długów. Pomysł obejmuje co prawda stosunkowo nieliczną grupę zadłużonych, ale i tak idzie bardzo daleko jeśli chodzi o wkraczanie państwa w relacje dłużnika z wierzycielem (choć w Polsce też mamy nową ustawę o upadłości konsumenckiej, która powinna ulżyć dłużnikom). Inna sprawa, że Chorwacja od pięciu lat jest w recesji, więc sytuacja tamtejszych kredytobiorców i w ogóle konsumentów jest dużo gorsza, niż w Polsce, gdzie mamy 3% wzrostu PKB i też narzekamy.

Poza tym w Chorwacji zupełnie inna jest też sytuacja prawna. U nas frankowicze w sądowych bojach z bankami ostatnio są w głębokiej defensywie. Sąd Najwyższy nie uznał, by istniała konieczność wyrzucania z umów klauzul dotyczących spreadu, a sądy nie przyznają racji frankowiczom, którzy uważają, że zostali wprowadzeni w błąd co do natury podejmowanego zobowiązania. Nie ma też w sądach ochoty do uznawania, że coś, czego wartość zmienia się tak bardzo, nie może być żadnym kredytem. Ostatnimi czasy na podobnym stanowisku stoi zresztą polski rząd, czego - w odróżnieniu od czytelników - wcale nie mam mu aż tak bardzo za złe. W tej sytuacji skłonność banków do kompromisu musi być ograniczona. A w Chorwacji... dzieje się i to jak! Nie dalej, jak 1 kwietnia - mam nadzieję, że nie był to żart primaaprilisowy chorwackich mediów, w każdym razie nie był nigdzie prostowany - sąd miejski w Osijeku uznał, że kredyt frankowy, zaciągnięty przez klientów w banku o pięknej, swojsko brzmiącej nazwie Privredna Banka (przewredny bank? ;-))), jest nieważny. Kredyt opiewał na 44.000 franków (jakieś 130.000 zł) i był zaciągnięty w 2007 r. Na mocy wyroku bank ma go rozliczyć tak, jakby umowy w ogóle nie było, czyli oddać klientowi wszystko, co ten do tej pory wpłacił - mniej więcej 180.000 kun, czyli jakieś 90.000 zł.

W miażdżącym uzasadnieniu sąd orzekł, że umowa kredytu jest nieważna w całości, ponieważ zawiera odniesienia do klauzul walutowych i klauzul zmiennego oprocentowania, które czynią obowiązki kredytobiorcy niewykonalnymi, niejasnymi i niemożliwymi do ustalenia. Sędzia doszedł do wniosku, że umowa była tak skonstruowana, że istniała nierówność w zakresie przewidywalności praw i obowiązków stron, a przede wszystkim - kwoty kredytu pozostałej do spłacenia. Poza tym sąd doszedł do wniosku, że wzrost rat wynikający ze zmian kursów walut przekroczył możliwy do przewidzenia poziom, przez co bank - tak konstruując umowę - naruszył "zasady sumienności i uczciwości". Sąd stwierdził również, że bank, nie informując klienta o możliwych zmianach wysokości kapitału do spłaty i możliwego wzrostu rat, postąpił "niemoralnie", czyli - przekładając na nasz Kodeks cywilny - niezgodnie z zasadami współżycia społecznego.

Przyznacie, że sąd się nie cackał z bankiem. Co prawda nie wiem jaki charakter miał tamten kredyt (denominowany we frankach, czy tylko indeksowany do szwajcarskiej waluty), więc trudno powiedzieć czy i na ile argumentacja sądu jest do wykorzystania w naszych warunkach. Poza tym wyrok jest nieprawomocny. Nie jest to pierwsze tego typu spojrzenie chorwackiego sądu na kredyty walutowe, wcześniej podobną opinię wygłosił Sąd Najwyższy w tym kraju, ale z jakichś przyczyn nie  objęła ona wszystkich klientów i banków. Widać jednak, że w Chorwacji warunki prawne są dla banków trudniejsze, stąd i chęć do strukturalnych rozwiązań jest większa. Choć to z przewalutowaniem franków na euro jest, powiem szczerze, takie sobie. Mój pomysł na franki wciąż czeka na zastosowanie, na stole rządzą jednak propozycje KNF oraz pomysły Związku Banków Polskich.

JESZCZE WIĘCEJ SUBIEKTYWNOŚCI NA YOUTUBE! Blog "Subiektywnie o finansach" jest nie tylko na www.samcik.blox.pl oraz w serwisach społecznościowych. Dołącz do 28.000 fanów blogu na Facebooku, podyskutuj ze mną i z 5.000 followersów na Twitterze, znajdź mnie na Google+, zobacz co wrzuciłem na Instagram). Subiektywność znajdziesz też w YouTube. Tam możesz zobaczyć i polubić wideofelietony i komentarze o twoich pieniądzach oraz zasubskrybować mój kanał. W tym kinie siedzi już ponad 1.000 osób, dołącz do nich! 

Zobacz też pierwszą w Europie bankową klubokawiarnię. Do lata będą w Warszawie już trzy takie oddziały bankowe, w których ostatnią rzeczą, którą się chce robić, jest przelew :-). 

mBank wyprowadza się z centrów miast. Obejrzyj jak mBank chce zbudować nowy model biznesowy, polegający na tym, że to banku będzie się wpadać biegając po centrum handlowym i nie po to, żeby zrobić przelew, lecz po to, by otrzymać spersonalizowany rabat :-)

Zobacz pierwszy w Polsce i w Europie mobilny wpłatomat. Możesz zamówić go przez aplikację mobilną w smartfonie. I to za darmo! Zamiast wozić niemałe kwoty po mieście wreszcie będzie można je bezpiecznie wpłacić do banku.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 10 kwietnia 2015 12:37

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • wruum59 napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/10 13:57:30:

    Panie Macieju, to może też o propozycji na Ukrainie?
    hvylya.net/news/digest/rada-hochet-vvesti-novyiy-mehanizm-restrukturizatsii-valyutnyih-kreditov.html?hc_location=ufi

    za tłumaczem google:
    "Zadłużenia konsumentów jest konwertowany na oficjalnej kursu NBU na dzień umowy kredytowej. Różnica kursowa jest umorzone przez banki."

  • pinazka napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/10 15:00:30:

    Niedługo tylko w Polacy zostaną jeleniami płacącymi posłusznie kredyty w CHF, gdy w innych krajach sprawę rozwiążą rządy. Węgry, Chorwacja, Ukraina, Rumunia... W Polsce za to Belka ze Szczurkiem bronią zysków banków jak niepodległości, Komorowski ich się radzi, a jak rozwiązać problem rząd radzi się banków i bankowych instytucji. Nam za to banki podnoszą opłaty, bo tu mogą bez problemu odbić sobie mniejsze zyski w innych krajach.

  • kris0s napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/11 22:04:47:

    Co ma wisieć - nie utonie. Drogie banki.

  • twojciech83 napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/12 14:21:51:

    Z drugiej strony podpisując kredyt we frankach kredytobiorcy wiedzieli o ryzyku.
    Jeśli mają mieć ulgi to powinni dać ulgi również tym, co płacą w PLN.
    To jak gra na giełdzie - jest ryzyko. Czy ktoś oddaje kasę na giełdzie?

  • somekindofhope napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/12 19:47:39:

    Porównywanie kredytów walutowych z grą na giełdzie, to idiotyzm a autorzy tych porównań, to zwykłe internetowe trolle.

  • rakowek12 napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/12 20:18:34:

    Czeka nas mocne wybicie na WIG20?

    myalterfinance.blogspot.com/2015/04/czeka-nas-mocne-wybicie-na-wig20-i.html

  • sliskigosc napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/13 01:33:11:

    @Twój cechy
    Mnie zawsze zastanawia, czy piszący to porównanie robią to świadomie, by cos przekazac, czego zreszta nigdy nie doprecyzowali, czy maja tak wąskie myślenie... Pomijam fakt, że nic to nie wnosi do tematu.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/13 07:54:17:

    @twojciech83

    no, masz rację - wejście to banku to ruletka, kredyt hipoteczny to produkt wysokiego ryzyka... na to własnie liczymy :d
    A skoro dopłacają górnikom do pensji to wszystkim powinni...

    nie wiesz o czym piszesz.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line