Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 18 maja 2015

Gdy bank po kilkunastu latach przypomniał sobie o rzekomym długu. Jak się obronić?

W filozofii budowania bazy BIK, która przedstawia historię kredytową klientów banków, jest jakaś luka. Mimo wzrostu poziomu swej "prokonsumenckości", baza ta wciąż traktuje dane uzyskiwane z banków niczym prawdę objawioną, zaś konsumenta - jak worek kartofli, albo - co byłoby jeszcze gorsze - buraków ;-). Klient, nawet jeśli jest przekonany, iż informacja umieszczona na jego temat w BIK jest nieprawdziwa, nie jest w stanie nic zrobić dopóki nie zareaguje bank, który go pomówił o jakieś brzydkie rzeczy (najczęściej o niespłacanie kredytu w terminie). "Lewy" wpis w bazie może sobie tkwić całymi latami, a klient - walić głową w bankowy mur. A na koniec przeważnie nie ma szans na żadne zadośćuczynienie (a są tacy, którzy swoje straty wyliczyli np. na prawie 400.000 zł), bo przecież to "tylko" wpis w bazie danych i szalenie trudno w polskim sądzie udowodnić, iż z tytułu tego wpisu obywatel poniósł wymierne straty. Zresztą może to i słuszne podejście, w końcu odcięcie człowiekowi dostępu do kredytu, ze względu na jego cenę, to raczej dobry uczynek, niż grzech ;-).

Gdyby BIK lub bank, który umieścił fałszywy wpis, choć raz musiały zapłacić komuś gigantyczne odszkodowanie, wyjaśnienia tego typu spraw byłoby szybciutkie. A trwa, niestety, całymi latami. Sprawa, którą Wam dzisiaj przedstawię, ma historię... kilkunastoletnią. W 2010 r. mój czytelnik poszedł do banku po 10.000 zł kredytu na leczenie syna. Bank odmówił, bo zobaczył w BIK negatywny wpis świadczący o tym, że mój czytelnik jest klientem niesolidnym. Człowiek ów pofatygował się do Warszawy, do biura BIK (wtedy nie było jeszcze BIK-owskiego portalu, w którym można sprawdzić swoją historię online), aby otrzymać raport na swój temat. Po jego lekturze szczęka mojemu bohaterowi opadła, bo okazało się, iż nie spłacony dług został wpisany w marcu 2010 r. przez AIG Bank (jak wiadomo, instytucję finansową już nieistniejącą, przejętą przez Santander Consumer, który obecnie jest konsumowany przez BZ WBK). Mój czytelnik nadal nie wiedział o co chodzi, więc udało się do oddziału dawnego AIG Banku w mieście we wschodniej Polsce, w którym zamieszkuje. Jego pracownicy powiedzieli, że chodzi o ratę kredytu konsumpcyjnego z... 2000 r. i że w tej sprawie jest prowadzona windykacja.

"O ile pamiętam, to ten kredyt został spłacony. Po 10 latach nie miałem już w domowym archiwum żadnego dokumentu, który pomógłby to udowodnić bankowi. Przez ten czas nie otrzymywałem od banku żadnej korespondencji o windykacji, ani o tym że mam do spłacenia jakiś dług. Adresu zamieszkania w tym czasie też nie zmieniałem, więc korespondencja nie mogła być wysyłana na zły adres. Windykację prowadzi firma Ultimo, która też się ze mną nie skontaktowała"

Mój czytelnik zwrócił się o pomoc do Arbitra Bankowego, który stwierdził tylko, że dług jest już przedawniony, a także zauważył, iż na mocy art. 105 ust. 4 Prawa bankowego banki mogą przetwarzać informacje stanowiące tajemnicę bankową po wygaśnięciu zobowiązania klienta tylko pod warunkiem uzyskania pisemnej zgody tego klienta. Arbiter dodał też, że taka zgoda może być w każdym czasie odwołana przez klienta. Bez zgody konsumenta można przetwarzać jego dane tylko wtedy, gdy zwłoka w spłacie była większa, niż 60 dni, a potem bank poinformował klienta o zamiarze wpisania długu do BIK jako nie spłaconego i odczekał 30 dni. Co to oznacza? Ano - jeśli prawdą jest, że bank wpisał do BIK fałszywą informację, a w rzeczywistości dług nie istnieje - wystarczy wycofać w banku zgodę na przetwarzanie danych związanych z tym kredytem. A po złożeniu dokumentu o wycofaniu zgody na przetwarzanie danych udowodnienie, że kredyt rzeczywiście nie został spłacony, lecz wciąż istnieje, będzie już spoczywało na barkach banku. Dla klienta, który nie ma żadnego dowodu na to, iż 15 lat wcześniej kredyt spłacił, jest to rozwiązanie dość wygodne.

Szansa na to, że sprawa wynika z błędu banku, jest dość duża. Kredyt pochodzi z 2000 r., zaś bank opisał go jako nie spłacony dopiero w 2010 r. Być może zrobili to pracownicy Santandera, w ramach porządkowania spraw po przejęciu AIG Banku. Dręczy mnie natomiast takie pytanie: mamy już przedawniony dług, do dziś nie wyegzekwowany (choć dłużnik wcale się nie ukrywa), zaś sam klient uważa, że wpis najprawdopodobniej jest fałszywy. W tego typu przypadkach oczekiwałbym od ludzi zarządzających bazą BIK pewnej ostrożności w publikowaniu danych przesłanych przez bank. Ryzyko błędu jest bowiem niemałe. Gdyby to były USA, to klient "oczerniony" w ten sposób, zażądałby 5 mln "zielonych" zadośćuczynienia i pewnie tyle by dostał. Oczywiście pod warunkiem, że miałby jakieś papiery potwierdzające, że spłacił kredyt. Mam więc do Was prośbę: wszystkie dokumenty dotyczące zamknięcia, wcześniejszej spłaty, spłaty w terminie bądź innych finalnych rozliczeń długu koniecznie trzeba zachować w domowym archiwum, a najlepiej jeszcze przechowywać w formie elektronicznej. Zwłaszcza jeśli rzecz dotyczy kredytów konsumenckich, których banki udzielają w ilościach przemysłowych i bywa, że coś źle zaksięgują.  

Po publikacji tego tekstu odezwało się do mnie Biuro Informacji Kredytowej, którego szefowie uważają, że zostali wywołani do tablicy niesłusznie, bo BIK to tylko taka trochę większa tablica ogłoszeń, a za ogłoszenia, jak wiadomo, redakcja nie odpowiada. Nie wiem czy to mi się podoba - uważam, że dopóki sądy nie będą uznawały samego faktu publikowania w BIK nieprawdziwych danych o kliencie jako podstawy do żądania przez niego zadośćuczynienia, klient powinien mieć prawo, by przynajmniej zasygnalizować w bazie, że jego zdaniem publikowane dane są nieprawdziwe lub też sporne.

"Biuro Informacji Kredytowej działając w oparciu o art. 105 ust. 4 Prawa bankowego oraz w oparciu o zawarte z bankami umowy nie jest uprawniony do zmieniania ani modyfikowania informacji od nich otrzymywanych. Jednocześnie BIK odpowiada wobec banku za zgodność danych w bazie z danymi otrzymanymi od banku. BIK  może wprowadzić, poprawić lub usunąć dane przekazane przez bank, wyłącznie na podstawie pisemnego wniosku pochodzącego z banku. W związku z powyższym jeżeli klient banku uważa, iż dane przetwarzane w zbiorze danych BIK są niezgodne z rzeczywistym stanem faktycznym, powinien  zwrócić się z prośbą o wyjaśnienia do banku, który takie dane do BIK przekazał. Nie mamy możliwości weryfikowania danych, gdyż tylko bank jako strona umowy z klientem takiej weryfikacji może dokonać mając do dyspozycji własne dokumenty i zapisy w bazach danych"

- pisze BIK w liście do mnie. Szefowie BIK przypominają, że każdy konsument może sobie założyć indywidualne konto w portalu BIK i wykupić (albo w promocji na jakiś czas dostać za darmo) możliwość otrzymywania raportów oraz alertów na swój temat. A tym samym dowiedzieć się o tym kto i kiedy przekazywał do bazy BIK informacje o opóźnieniach w spłacie kredytów i czy ktoś na nasze dane przypadkiem nie składał zapytania kredytowego. Poza promocją taki pakiet niestety nie jest tani, kosztuje kilkadziesiąt złotych rocznie, ale jeśli kogoś na taki wydatek stać, to może warto pozyskać na swój temat te same banki, które ma bank. Oczywiście, każdy ma też prawo, żeby raz na pół roku zassać z bazy BIK podstawowe informacje na swój temat (tzw. informację ustawową) za darmo.  

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 18 maja 2015 08:35

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 10:09:43:

    gdyby były odczuwalne kary dla banków to szybko takie błędy nauczyliby się wyłapywać pracownicy banków.
    A że kara o ile będzie to więcej niż symboliczna po 5 latach w sądach to się nic nie zmieni.

  • robinchud1492 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 10:27:05:

    bankowy tituszka po stronie klienta
    niejaki Samcik takimi pierdami próbuje przykryć swoje prawdziwe zadanie - obronę interesów bankowej żulii
    może tak przejrzyjcie sobie Samciku komentarze do poprzedniego wpisu

  • b1op napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 10:52:05:

    yyy tak w kwestii formalnej to nie Santander BZWBK... ??? profeska...

  • blindoln napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 11:02:32:

    @robinchud1492
    Skoro uważasz pana redaktora Samcika za "bankowego tituszkę", to dlaczego czytasz jego artykuły, wspierając jednocześnie popularność jego bloga? Jakaś forma masochizmu? Dywersji? Serio. :>

    Co zaś się tyczy treści artykułu, to moim zdaniem BIK mógłby zaoferować pomoc swoim "klientom". Jeśli klient podważa jakiś wpis, to powinien móc złożyć zażalenie do BIKu, a ten zażądać od banku odpowiednich dokumentów potwierdzających słuszność wpisu lub usunąć wpis. Nie powinno być tak, że BIK całkowicie umywa ręce od wpisów, które znajdują się w jego raportach.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 11:33:09:

    @robinchud1492
    A co masz przeciw temu wpisowi? Ostatnio dużo banków zmieniło właściciela, więc bałagan mogą mieć spory i mogą takie działania być dość częste. Myślę, że świadomość, że takie "długi" nic nie znaczą, jest potrzebna. Tylko skoro dług przeterminowany, to nie rozumiem, po co redaktor radzi trzymanie wszelkich dokumentów. I ile lat/pokoleń?

    @blindoln
    Tylko, że w takim przypadku BIK musiałoby coś robić, weryfikować. A tak to tylko udostępniają i kłóćcie się pomiędzy sobą. Coś na kształt Allegro, gdzie jak był problem, to była standardowa formułka: "Informujemy, że serwis nie jest stroną transakcji, a jedynie udostępniamy platformę do jej przeprowadzania".

  • blindoln napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 11:48:26:

    @kmiarek
    No i moim zdaniem to jest złe. Złe jest to, że BIK, na życzenie banku, bez żadnej weryfikacji, publikuje oszczerstwa wobec klienta. BIK albo powinien weryfikować to co im bank podsyła, albo jeśli nie zweryfikował, tak samo na życzenie klienta, bez weryfikacji usuwać. Bo obecnie to bank stoi na uprzywilejowanej pozycji względem klienta. Może bezkarnie klienta oczernić, a potem klient musi dochodzić swoich praw. BIK powinien brać jakąś odpowiedzialność za to, że publikuje oszczercze wpisy bez ich weryfikacji.

    BIK powinien przyjąć politykę jak Google względem YouTube. Bank wrzuca wpis bez żadnej weryfikacji ze strony BIKu. Jeśli klient zgłasza naruszenie swoich praw, to wpis blokowany (tymczasowo usuwany) do czasu aż bank nie udowodni, że miał prawo, taki wpis zamieścić. Jeśli nie zrobi tego w ciągu - powiedzmy - 30 dni, to wpis taki jest permanentnie usuwany, bez możliwości ponownego go umieszczenia.

  • willapl napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 13:41:23:

    Mi 2 lutego jeden z banków (na razie nie podam nazwy) zafundował zapytanie o wniosek do BIK. Od razu spadł mi scoring o 11 pkt. Napisałem w tym samym dniu maila z reklamacją. 26 lutego odpisali, że to pomyłka pracownika i zapytanie zostanie usunięte. Do dnia dzisiejszego pomimo kilku maili ponaglających zapytanie figuruje w BIK i obniża mi scoring. I co w takiej sytuacji z nimi zrobić? Bank ma to głęboko w d... chociaż sam przyznał się do błędu. W normalnym kraju po czymś takim mógłbym sam zwrócić się do odpowiednika BIK o usunięcie tego zapytania. Tutaj jestem skazany na łaskę banku.

  • robinchud1492 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 13:57:37:

    @kmiarek

    sam sobie odpowiedziałeś na pytanie
    niejaki tituszka Samcik nie wie co to jest prawo a w jego wąskim, bankowym widzeniu świata przestrzeganie prawa przez banki jest nie do przyjęcia - po co i przez ile lat trzymać dokumenty dot. przeterminowanego zobowiązania?
    tituszka radzi trzymać bo tak o, na wszelki wypadek

    to jest właśnie manipulacja, dosyć prymitywna, która próbuje wytworzyć u klienta poczucie, że bank może wszystko - i tituszka Samcik wpisuje się w to wyśmienicie
    bo taka jego rola - prymitywnego, bankowego stręczyciela

  • marcinek-m napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 14:27:42:

    Jak to nic się nie da? To podpada pod co najmniej kilka paragrafów! Szczególną odpowiedzialność karną przewiduje ustawa - do 30.000 zł grzywny za nieprawdziwą informację gospodarczą. Poza tym przepisy bardziej ogólne sankcjonują: naruszenie dóbr osobistych a nawet zniesławienie, ścigane z oskarżenia prywatnego! W końcu bank rozpowszechnia innym podmiotom (za pośrednictwem BIK) nieprawdziwe informacje o kliencie, które naruszają jego dobre imię i narażają na utratę zaufania!

    Weryfikacja po stronie BIK jest bez sensu. Bank równie dobrze mógł zawiesić na słupie ogłoszeniowym, że klient X zalega Y dni na kwotę Z. Jak słup ma cokolwiek zweryfikować??? Od rozstrzygania sporów na linii klient-bank są sądy a po to są przepisy prawa żeby w razie czego pociągać do odpowiedzialności.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 14:58:03:

    ino sądy działają tak rychliwie, że pewnie BIK zdąży serwery trzy razy zmienić...

  • bp321616 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 18:08:34:

    @willapl

    Zgodnie z procedurą bankową (i chyba prawem, ale nie jestem pewny), zapytanie do BIK może być złożone dopiero wtedy, gdy bank ma podpisany przez klienta wniosek o udzielenie kredytu (albo nagraną rozmowę telefoniczną w której klient zgadza się na zapytanie w BIK, jeśli sprzedaż następowała telefonicznie).

    Proponuję sytuację rozwiązać w ten sposób. Ty jako klient możesz uważać, że skoro jest zapytanie w BIK, to znaczy że taki wniosek o udzielenie kredytu jest w posiadaniu banku. W takim razie możesz jednocześnie sądzić, że ktoś chciał na Twoje dane wyłudzić kredyt. Zdarza się.

    Złóż więc doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez domniemanego oszusta, który na twoje dane osobowe chciał wyłudzić kredyt. W zapytaniu masz dane kiedy to nastąpiło (data, a nawet godzina zapytania). Wtedy to bank będzie musiał udostępnić wniosek kredytowy (którego domyślam się że nie ma) i grubo się tłumaczyć. Zapewne szybko usunie błędny wpis o zapytaniu w BIK.

    Polecam

  • pinazka napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 18:25:38:

    @marcinek-m
    "To podpada pod co najmniej kilka paragrafów!"

    Doniesienie złożenia przestępstwa? Naruszenie dóbr osobistych? Zniesławienie? Bank ma uprzywilejowaną pozycję. Ile lat wam to zajmie? Ile będzie kosztować?
    Jest wy tym kraju cała lista klauzl niedozwolonych, a banki w najlepsze je stosują. I co? I nic?

    Nabici w mBank, przekonani o tym że prawo w tym kraju powinno działać, poszli do sądu przeciwko bankowi. W 2010 roku. Wygrali 1 instancję, wygrali 2 instancję, doszli do Sądu Najwyższego, a ten zawrócił w minionym tygodniu sprawę do 2 instancji. Mamy 2015. Kiedy skończą sprawę? W 2017? A może w 2020? A może w 2025, czemu nie, bo znów sprawa dojdzie do Sądu Najwyższego, a ten znów może skierować ją z powrotem. mBank, przy wsparciu Sądu Najwyższego, może wziąć klientów na przeczekanie, aż pospłacają kredyty, albo komornik ich zlicytuje, albo może wymrą.

    Bank może ci zrobić dużo, ty mu niewiele. W tym kraju to się utrwala, z roku na rok więcej lewych produktów, bo łatwo na nich można zarobić i konsekwencji żadnych. Chyba że znajdzie się jakiś polski Orban.

  • mat089 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 18:33:18:

    Co z tego, jak ludzie nie mają pieniędzy i będą mieć ich coraz mniej? NBP będzie mógł skupować obligacje rządowe, czyli mówiąc krótko - zacznie drukować polskie złote. Wtedy to już żaden bank z nami nie będzie chciał gadać - o niczym. Przecież to może zakończyć się hiperinflacją, a nawet upadkiem naszego kraju. Polecam artykuł independenttrader.pl/239,czas_zaczac_dodruk_zlotowek.html

  • wolf2000 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 22:11:32:

    "Szansa na to, że sprawa wynika z błędu banku, jest dość duża. Kredyt pochodzi z 2000 r., zaś bank opisał go jako nie spłacony dopiero w 2010 r. Być może zrobili to pracownicy Santandera, w ramach porządkowania spraw po przejęciu AIG Banku. Dręczy mnie natomiast takie pytanie: mamy już przedawniony dług, do dziś nie wyegzekwowany (choć dłużnik wcale się nie ukrywa), zaś sam klient uważa, że wpis najprawdopodobniej jest fałszywy. W tego typu przypadkach oczekiwałbym od ludzi zarządzających bazą BIK pewnej ostrożności w publikowaniu danych przesłanych przez bank. Ryzyko błędu jest bowiem niemałe. Gdyby to były USA, to klient "oczerniony" w ten sposób, zażądałby 5 mln "zielonych" zadośćuczynienia i pewnie tyle by dostał. Oczywiście pod warunkiem, że miałby jakieś papiery potwierdzające, że spłacił kredyt. Mam więc do Was prośbę: wszystkie dokumenty dotyczące zamknięcia, wcześniejszej spłaty, spłaty w terminie bądź innych finalnych rozliczeń długu koniecznie trzeba zachować w domowym archiwum, a najlepiej jeszcze przechowywać w formie elektronicznej. "

    Panie Macieju, pracowałem kiedyś w banku i wiem, że bank zazwyczaj po upływie 5 lat niszczy swoje dokumenty. Wg prawa może to zrobić, a wysokie koszty sprawiają, że makulatury trzymać się nie opłaca aż 10 lat. Tak więc sytuacja kiedy bank po 10 latach oznacza kredyt jako niespłacony jest co najmniej dziwna. Z własnego doświadczenia wiem też że BIK działa dziwnie. Jak bank kogoś zgłosi to klient już będzie tam siedział chyba do końca świata, chyba że bank sobie przypomni o kliencie i go sam wypisze. To czasami nie wynika z jakiejś złej woli, ale z wadliwego moim zdaniem działania BIK. Np. bank chyba nie może wstecz w BIK sprawdzić kogo wpisał (czasami niesłusznie) i nie wypisał na czas. Ale za błędy odpowiada bank i już. Za każdą pomyłkę klientowi należy się odszkodowanie. Doradzanie, że w USA klient by dostał odszkodowanie, a w naszym kraju nie ma pewnie szans jest nieetyczne i w sporej części niezgodne z prawdą. Po takim czasie to raczej bank powinien pokazać dokumenty świadczące o tym, że jest coś niespłaconego.
    Moim zdaniem klient powinien pisać kolejne pisma do banku (poleconym za potwierdzeniem odbioru!) w których domaga się wyjaśnień, zaprzestania bezprawnego przetwarzania danych i na koniec odszkodowania. Jeśli klientowi nie chcę się iść z tym do prawnika, to proponuję usługi kancelarii odszkodowawczej. Klient dostanie tylko część odszkodowania (pewnie nie za dużą), ale nie poniesie kosztów. Za to bank będzie zgrzytał zębami i na pewno ich sprawa zaboli.
    Ale jest coś nie tak, jeśli dziennikarz specjalizujący się usługach bankowych doradza wszystkim tylko zachowywania kompletu rozliczeń w archiwum domowym. To jedyna rada? Panie Macieju, proszę się nie obrażać, ale to jest śmieszne. Tak śmieszne, że aż kuriozalne. Albo faktycznie w sprawach prostych "wsiada Pan na koń" i potrafi się z bankiem szybko dogadać (czyli bank zamyka sprawę kiedy powinien klienta przeprosić i zapłacić ewentualne odszkodowanie), a w sprawach poważnych jest Pan całkowitym dyletantem i nieudacznikiem. Albo może robinchud1492 ma rację i jest Pan "bankowy tituszką".

    No i właśnie Panie Macieju, jak to w końcu jest? Bo na razie nie napisał Pan słowa komentarza do oskarżeń robinchud1492. Czy mamy rozumieć, że robinchud1492 ma rację i siedzi Pan w tym procederze po uszy? Czy może są to zwykłe pomówienia?

  • dachsminimi napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/18 23:30:36:

    Panie Macieju- do BIK można wpisać każdy dług, również po 10 latach, zaś warunki tegoż wpisu są określone w prawie bankowym. W żadnym fragmencie Pana dzisiejszego komentarza nie stwierdził Pan naruszenia prawa bankowego. Na tym mógłbym skończyć. Ale udzielę jednej dobrej rady- Klient może zażądać od banku usunięcia wpisu powołując się właśnie na warunki prawa bankowego. Podstawowym warunkiem, który trudno po latach bankowi jest spełnić jest udowodnienie formalnego warunku wpisu do BIK- mianowicie zwłoki powyżej 60 dni i kolejnych 30 dni od powiadomienia przez bank o zamiarze przetwarzania danych bez zgody. Na tym powiadomieniu wykładają się z reguły (wysyłają listem zwykłym przez biura obsługi masowej- centra pocztowe). Czasem nie warto kopać się z koniem wtedy, kiedy można to załatwić formalnie i bez problemów

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/19 08:39:24:

    Dzień dobry, dzięki za komentarze,
    @dachominimi, @wolf2000: oczywiście, BIK może wpisać każdy dług nawet po jego przedawnieniu, chyba że jest to dług fikcyjny :-). A tu jest takie podejrzenie. Właśnie dlatego napisałem, że klient powinien wycofać zgodę na przetwarzanie danych po spłacie zobowiązania. Czyli powiedzieć bankowi "sprawdzam".
    @bp321616: niezły patent :-)
    @marcinek_m: BIK to nie BIG, więc nie jestem pewny czy te paragrafy zadziałają, poza tym wpis w BIK to nie jest informacja gospodarcza
    @blindold, @kmiarek: dzięki za ciepłe słowo
    @wolf2000: strukturalnie nie odpowiadam na głupie ujadanie, gdybym miał się przejmować każdym trollem, to traciłbym zbyt dużo czasu. Jak kolega będzie przeginał to przejdzie do historii jako pierwszy w ciągu sześciu lat historii tego blogu pacjent z banem. Do tego czasu niech sobie szczeka ;-). Robienie mi zarzutu z tego, że pomagam ludziom także w sprawach, które niektórym wydają się proste, jest dość...hmmm... głupie? Gdyby były takie proste, to ludzie sami by sobie z nimi poradzili. A przypominam, że dzięki blogowi banki oddawały już tysiącom klientów pobrane niesłusznie prowizje, włączały dziesiątkom tysięcy zabrane wcześniej gratisowe ubezpieczenia, poprawiały na rzecz milionów zabezpieczenia kart zbliżeniowych, wycofywały ze sprzedaży toksyczne pakiety inwestycyjne. A kto jako pierwszy zrobił aferę, że banki nie chcą uwzględniać ujemnego LIBOR-u? Być może nie rozwiązałem wszystkich problemów z branżą finansową, ale ci co mają pretensje jakoś też nie umieli wyposażyć mnie w uprawnienia prokuratorskie, policyjne i prawo do nakładania kar finansowych ;-)). Najłatwiej jest głupio ujadać mając na koncie własne, głupie decyzje finansowe.

  • wolf2000 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/19 11:00:29:

    Panie Macieju, sporo się Pan rozpisał, ale nie odpowiedział Pan na zasadnicze pytanie: czy Pan w tym brudnym procederze opisanym przez byłego trola bankowego na swoim blogu bierze udział? Cały czas wydawało mi się, że wpisy robinchud1492 maja charakter zwykłego pomówienia. Ale po tym jak się Pan wije jak piskorz unikając odpowiedzi, zaczynam być coraz bardziej przekonany, że jednak coś jest na rzeczy. Co do całej reszty wypowiedzi, faktycznie chyba po Pana serii wpisów na blogu i artykułów banki zrezygnowały w końcu z wciskania aktywnych kart zbliżeniowych. Sam z tej opcji obecnie korzystam i nikt takich zasług Panu nie odbiera. Ale były trol bankowy w swoim opisie też wcale nie wyklucza, że tzw. titiuszka może komuś pomagać. Tylko nie o to w tym wszystkim chodzi. Pytanie jest więc takie, czy Pan przeszedł na "ciemną stronę mocy" i prowadząc ten blog świadomie stwarza Pan pożywkę dla tzw "troli bankowych", czy może jest Pan tylko niewinną ofiarą pomówień?

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/19 13:39:34:

    @wolf2000:
    Wiesz, wydaje mi się że to czy Nasz Blogotwórca jest titiuszką, czy znawcą mikroekonomii dzielącym się bezinteresownie swoją wiedzą, nie ma kompletnie znaczenia.

    Ja po prostu tego bloga czytam, wiedzę przyswajam, przy okazji omijam jakieś rafy przepisowe dzięki temu, czy lepiej inwestuję. Po prostu, bez dorabiania do tego ideologii. Niech sobie nawet i milion banków Samcika sponsoruje wakacjami na Malediwach - uważam że skoro ja na tym co On tu wypisuje, korzystam, to mi rybka, ile platynowych kart kredytowych ma w portfelu od Kalwina Klejna :)

  • marcinek-m napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/19 13:45:50:

    @maciek.samcik
    To w takim razie skąd dane z BIK-u biorą się w InfoMonitorze? InfoMonitor to jest BIG na 100%! Ale nawet jeśli nie jest to informacja gospodarcza to taki czyn można ścigać z pozostałych przepisów.

  • wolf2000 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/19 15:44:32:

    "nerkofil

    @wolf2000:
    Wiesz, wydaje mi się że to czy Nasz Blogotwórca jest titiuszką, czy znawcą mikroekonomii dzielącym się bezinteresownie swoją wiedzą, nie ma kompletnie znaczenia."

    Może dla Ciebie to bez znaczenia, mi to jednak robi sporą różnicę. Bo to by oznaczało, że Pan Maciej co jakiś czas manipuluje faktami. Nie za często, ale świadomie za judaszowe srebrniki wprowadza nas w błąd. Na to się godzić nie powinniśmy. Zresztą różnica polega nie tylko na tym. Jeśli Pan Maciej by był titiuszką, to wśród komentujących są prawdopodobnie trole bankowe które kierują dyskusję na boczne tory, tak jak to wygodne jest osobom zarządzającym w kilku-kilkunastu bankach. Czyli nie uczestniczymy w swobodnej dyskusji tylko jesteśmy manipulowani. Tak się zastanawiam czemu Pan Maciej nie chce wprost napisać: "... tak to by było coś podłego, nigdy nie brałem w tym udziału, mam czyste sumienie...". Napisał coś, ale tak naprawdę nie na temat (nikt mu nie zarzuca braku osiągnięć w temacie, tylko manipulację). No ale tak się zastanawiam, że taki brak jasnej odpowiedzi może też jest odpowiedzią?

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/19 16:56:42:

    Czasem wydaje mi się, że niektórzy tu piszący (ze szczególnym uwzględnieniem frankowiczów) chyba całkiem nie mają rozumu, wypaliła im go zaciekłość.

    Co redaktor ma odpisać? Że jest (i zakończyć blog)? Czy że nie jest (w co i tak nikt z pytających nie uwierzy i jeszcze będzie argument, że winny się tłumaczy)? Blog jest wg mnie tendencyjny (a tym samym zbyt "subiektywny"), ale do wyboru masz czytanie go lub nie. Dlatego każdy też musi subiektywnie oceniać podane tu informacje. Nie zawsze muszą być rzetelne.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/19 22:58:48:

    @wolf2000: to proszę mi napisać, jak krowie na rowie, jak brzmi zarzut ;-). Choć, szczerze pisząc, nie widzę powodu, by tłumaczyć się w związku z bełkotem jakiegoś tchórzliwego trolla, który coś wypisuje, nie podając żadnych dowodów i nie ma tyle odwagi, żeby wystąpić pod nazwiskiem.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/20 22:21:45:

    ooo, cisza, jak makiem zasiał ;-)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line