Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 13 maja 2015

Jutro Dzień Frankowicza ;-). A ile banki do tej pory zarobiły na kredytach frankowych?

W czwartek 14 maja będzie mistyczny dzień dla klientów, którzy czują się oszukani w związku z kredytami frankowymi. Tego właśnie dnia Sąd Najwyższy wypowie się w sprawie korzystnego dla "Nabitych" wyroku w słynnej sprawie z mBankiem - jeśli i w tej "instancji" mBank przegra (a więc upadnie kasacja, którą złożył), będzie ostatecznie pokonany w wojnie z "Nabitymi". Paradoksalnie to może wreszcie otworzyć obu stronom drogę do negocjacyjnego stołu i do wypracowania jakiejś ugody. Lecz to nie wszystko: również 14 maja będzie pierwsza rozprawa w innym głośnym procesie zbiorowym - kredytobiorców Banku Millennium domagających się "odfrankowienia" swoich kredytów. Jest to największy ze wszystkich, kilkutysięczny pozew zbiorowy i może też mieć najpoważniejsze konsekwencje. O ile bowiem "Nabitym" chodzi "tylko" o oprocentowanie ich kredytów we frankach, to osoby walczące z Bankiem Millennium kwestionują zgodność z prawem klauzuli dotyczącej spreadów. Gdyby wygrali i wypadłaby ona z umów, mogłoby to oznaczać... przewalutowanie kredytów na złote po kursie z dnia ich zaciągnięcia. Co prawda droga do zwycięstwa ostatnio klientom jakby się wydłużyła, bo Sąd Najwyższy w sprawie spreadów wypowiedział się w jednym z precedensowych orzeczeń wyjątkowo ozięble, ale nie wydaje mi się, żeby to ostatecznie zamykało sprawę.  

W ramach podgrzewania atmosfery chciałbym wreszcie spełnić postulat, który wielu z Was składa pod moim adresem od dobrych kilku miesięcy: bym spróbował odpowiedzieć na pytanie ile banki zarobiły na kredytach udzielanych we frankach szwajcarskich? Pytanie jest z jednej strony trudne (żaden bank nie podaje wyników finansowych aż tak dokładnie, wiemy jedynie ile wynoszą łączne dochody z odsetek i z prowizji), a z drugiej strony kluczowe dla oceny postulatów frankowiczów. Jeśli bowiem udowodnimy, że banki zarabiały na frankowiczach dziesiątki miliardów, które potem w ramach dywidend trafiły za granicę, to ewentualne rozwiązanie problemu poprzez przewalutowanie kredytów po kursie z dnia zawarcia umowy - czyli podstawowy postulat najbardziej radykalnych grup frankowiczów - można byłoby uznać jedynie za sprawiedliwość dziejową, a nie rabunek w biały dzień. Inna sprawa czy byłoby to sprawiedliwe rozwiązanie względem pozostałych kredytobiorców, bo oznaczałoby, że klienci nie ponoszą żadnej odpowiedzialności finansowej za swoje decyzje (a przecież wielu w ramach kredytów we frankach zadłużało się "pod korek", kupowało duże mieszkania w najlepszych dzielnicach, albo inwestowało w wielkie biura - tak, tak, o panu myślę, panie Tomaszu). Ale tego tematu nie chcę teraz roztrząsać.

Niektórzy z Was uważają mnie za junior bankstera, bo bez przerwy gadam o stabilności sektora i ochronie depozytów. Przekonuję, iż gdyby oddać frankowiczom pieniądze, to musieliby za to zapłacić deponenci, kredytobiorcy złotowi i posiadacze kont osobistych. A może nie? Może wystarczyłoby ściągnąć z zagranicznych udziałowców banków to, co na frankowiczach przez lata zarobili? Zresztą w jakiejś części to się właśnie dzieje, bo banki zaangażowane w kredyty frankowe nie będą w tym roku wypłacały dywidend - wiadomo, że nie wypłaci ich ani Bank Millennium (smakiem obejdzie się portugalska grupa Millennium BCP), ani mBank (kasy nie zobaczy Commerzbank), ani Getin (od ust odejmie sobie Leszek Czarnecki). Ale przecież zyski banków w ostatnich 10 latach grubo przekroczyły 100 mld zł...

pomoc_dla_klientw_we_frankach

Zanim to wszystko policzymy, od razu muszę przyjąć pewne założenie. Otóż nie wezmę tu pod uwagę faktu, iż portfel frankowych kredytów stopniowo narastał, raczej stworzę pewien uproszczony model odzwierciedlający choćby mniej więcej sytuację, w której frankowe kredyty już są w bankowych bilansach. Nie będę uwzględniał też ujemnych LIBOR-ów, ani innych zaburzeń, które mogą mieć wpływ na rentowność biznesu kredytowego. Z konieczności przyjmę pewne, bardzo uproszczone, założenie dotyczące finansowania kredytów frankowych. Jak wiecie, każdy bank, żeby udzielić takiego kredytu, musiał wziąć te franki z rynku (SWAP-y, CIRS-y) lub z zagranicy, pożyczając je od mamusi. Cena tych pieniędzy jest raz większy, raz mniejszy, ale w modelu zakładam, że każdy bank pożyczył skądś franki po stawce LIBOR plus 0,5% (i to jest jego koszt).

bankikredytyfrankowe

Wiem, wiem, część z Was uważa, że żadnych franków nigdy nie było, a banki finansowały się depozytami w złotych, ale to akurat mało prawdopodobne, bo który bank chciałby płacić deponentom 6% w skali roku po to, by udzielić kredytu na 2%? No dobra, 2% plus spread walutowy. A propos spreadów: w rachunku nie wezmę też pod uwagę ustawy antyspreadowej, dzięki której każdy może, ale faktycznie tylko ok. 10-15% kredytobiorców spłaca dziś raty bezpośrednio we frankach, odbierając zarobek bankom i przekazując go, w mikropostaci, kantorom internetowym. Zakładam też, że bazową kwotą do wyliczeń jest wartość kredytów frankowych na poziomie 130-150 mld zł (w zależności od tego po ile jest "franek"). Nie powinno to mieć dużego znaczenia dla rachunków, bo banki generalnie nie zarabiają na zmianach kursu franka, ale wiadomo, że marża liczona od wyższej bazy jest nieco wyższa. Aha, no i spróbuję wszystko policzyć kilkoma sposobami, żeby było choć odrobinkę dokładnie. Czas zapiąć pasy i rzucić się do excela.

MARŻA, CZYLI ILE?. Z danych NBP wynika, że marże na kredytach hipotecznych (już po potrąceniu kosztów finansowania, czyli pozyskiwania funduszy "pod" kredyty) są w bankach na poziomie 1%. Niestety, NBP nie rozbija ich na kredyty złotowe i walutowe, więc nie wiemy czy na frankowych kredytach banki zarabiają więcej, czy mniej, niż wynosi ta średnia. Raczej nie zarabiają więcej, bo odkąd pamiętam marże oferowane klientom przy kredytach frankowych były niższe od złotowych. Zasada była taka, że sam kredyt miał być tani, a bank zarabiał przede wszystkim na spreadzie. Jeśli bank pożyczył franki po stawce LIBOR plus 0,5% i udzielił kredytów przy średnim oprocentowaniu LIBOR plus 1,5% i założymy, że nie ma tu dodatkowych kosztów, to rachunek mógłby się spiąć. Niezależni analitycy - zajmujący się analizowaniem źródeł przychodów w bankach - też uważają, że można przyjąć ten 1% jako bazę do liczenia rentowności kredytów frankowych z punktu widzenia banków. Jeśli więc na każdym kredycie bank miałby 1% marży, to prosty rachunek pokazuje, że rocznie branża zarabiałaby na tym 1,3-1,5 mld zł. Wrzucając do pierwszego lepszego kalkulatora fikcyjny "kredyt hipoteczny" o wartości 150 mld zł na 30 lat i licząc różnicę w odsetkach między oprocentowaniem np. 3% i 4% dostaniemy jakieś 25 mld zł, co w przeliczeniu na rok daje nieco mniej, niż 1 mld zł.  A więc rząd wielkości mniej więcej się zgadza.

libor_i_stopy_chfCzy te kwoty da się obronić z punktu widzenia rocznych wyników finansowych branży bankowej? Czy z 16 mld zł rocznego zysku tylko 1-1,5 mld zł dają kredyty hipoteczne we frankach? Jeden z czytelników - dziękuję! - podsunął mi taki patent, jak poniżej. Wynik odsetkowy banków w zeszłym roku to jakieś 240 mld zł. Trzeba ustalić jaka część z tego może przypadać na odsetki od kredytów frankowych. Wśród wszystkich należności banków (czyli kredytów, od których te odsetki są naliczane), połowa to kredyty dla gospodarstw domowych. Z tego 60% stanowią kredyty mieszkaniowe, co oznacza, że jakieś 30% wszystkich należności banków to "mieszkaniówka". A wśród kredytów mieszkaniowych 38% to kredyty we frankach. To oznacza, że 12% wszystkich kredytów to te frankowe. Oczywiście nie oznacza to, że 12% dochodów odsetkowych banków pochodzi z kredytów frankowych (byłoby to ze 27 mld zł). Skoro - tu znów z odsieczą przychodzą dane NBP - przeciętna marża kredytów hipotecznych wynosi 1%, zaś konsumpcyjnych - 11-12%, to owe 27 mld zł należałoby "urealnić", czyli podzielić przez 10, co dałoby 2,7 mld zł. Odejmując od tego podobny udział kredytów frankowych w kosztach działania banków (1% z 176 mld zł w zeszłym roku), dostaniemy zarobek netto na odsetkach nieco poniżej 1 mld zł w skali roku.

SPREAD, CZYLI KONFITURY. Jako rzekłem wcześniej, w przypadku kredytów hipotecznych banki zarabiały również na spreadzie, nie tylko na marży. Ile zarobiły? Przy udzieleniu każdego kredytu bank brał pożyczone skądś franki i zaraz sprzedawał nam je w swoim podręcznym kantorku, oczywiście po cenie niższej, niż ta rynkowa. Jeśli banki pożyczyły nam 40 mld franków i na każdym przy wypłacie kredytu zarobiły 10 gr., to wzbogaciły się jednorazowo o 4 mld zł. To nie koniec, bo spread obowiązuje też przy spłacie rat kredytowych. Ostatnio został ścięty, a poza tym pewna część klientów potrafi go unikać, spłacając kredyt bezpośrednio we frankach, ale generalnie można powiedzieć, że z tych 40 mld franków, spłacanych średnio przez 30 lat, banki "odzyskają" w ramach drugiej strony spreadu również po 10 gr. od każdego "franciszka". A tych franciszków w ratach spłacamy miesięcznie jakieś 170 mln. Oznacza to 17 mln zł zysku ze spreadu, co w skali roku czyni jakieś 200 mln zł. W pełnej skali banki czerpią te korzyści dopiero od 2011 r. (wtedy zaczął się zamykać kantorek z frankami, a wartość tych kredytów osiągnęła "docelową" wartość 40 mld franków). W latach 2003-2010 czerpały je częściowo (załóżmy, że w latach 2003-2006 było to 25% "przelotowej" wartości, a w latach 2007-2010 - 75%). W sumie więc na spreadzie od spłacanych rat zarobiły niecałe 2 mld zł. Razem ze spreadem "przy wypłacie" mamy więc 6 mld zł zarobione przez banki. Do tej pory.

PROWIZJE I UBEZPIECZENIA. To paradoksalnie najtrudniejszy punkt tych rachunków. Każdy punkt procentowy prowizji pobranej przy udzielaniu kredytów to ponad miliard złotych zarobku dla banków (przy założeniu, że każdy klient zapłaciłby taką samą prowizję). Sęk w tym, że bankowcy, dla których kredyty frankowe były bardziej opłacalne, niż złotowe, często rezygnowali z prowizji przy kredytach frankowych, żeby wywrzeć na klientów dodatkową presję na zakup takiego właśnie kredytu. Nie sposób więc powiedzieć ile banki zarobiły na prowizjach od wypłaconych kredytów hipotecznych we frankach. Większość z tych kredytów była - a duża część wciąż jest - składką ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. Wynosi ona przeważnie ok. 1% rocznie i jest liczona od bazy w postaci 20% wartości kredytu udzielonego bez wkładu własnego (w dużym uproszczeniu). Jeśli więc takie ubezpieczenie płacą posiadacze 50% kredytów frankowych, to składki mogą wynosić od 150 do 200 mln zł rocznie. Inna sprawa, że większość z tych pieniędzy jednak szła (i nadal idzie) do firm ubezpieczeniowych, więc trudno powiedzieć ile bankowcy mają tu zarobku "na czysto".

Wnioski? Te pozostawiam Wam. Wygląda na to, że marża, którą mają banki z kredytów frankowych, była do tej pory porównywalna do tej, którą zarabiały na kredytach złotowych lub nawet niższa, więc tu trudno mówić o lichwie. Inna sprawa, że część odsetek - pewnie ok. 30% - pochodzi od kredytów, których banki by nie udzieliły, gdyby nie było franka, bo klienci nie mieliby zdolności kredytowej w złotych. No i jest jeszcze spread, na którym bankowcy mogli zarobić nawet drugie tyle, co na marży odsetkowej. Słowem, uzbierało się trochę miliardów, oj uzbierało. Ale raczej nie można powiedzieć, że z ponad 100 mld zł zysków branży bankowej osiągniętych w ostatnich niespełna 10 latach główną część stanowił zarobek na frankowiczach.

SPOTKAJ SUBIEKTYWNOŚĆ NA TARGACH KSIĄŻKI! Podczas odbywających się w najbliższy weekend na Stadionie Narodowym Warszawskich Targów Książki będzie można, pośród innych uciech intelektualnych, zażyć trochę subiektywności i wiedzy o zarządzaniu domowymi pieniędzmi oraz o ich rozsądnym inwestowaniu. W niedzielę 17 maja o godz. 13.00, wspólnie z Marcinem Iwuciem, innym specem od obchodzenia się z pieniędzmi, zapraszam na spotkanie pt. "Jak zadbać o własne finanse i pomnażać oszczędności?". Spotkanie odbędzie się w sali Londyn. A potem, przy stoisku organizatora spotkania, którym jest wydawnictwo Edgard (56/D8), będzie możliwość porozmawiania z nami oraz uzyskania dedykacji na naszych książkach. To okazja zwłaszcza dla tych, którzy nie zdążyli spotkać mnie na targach w poprzednich latach ;-). Zapraszam gorąco i liczę na mnóstwo inspirujących rozmów z Wami! 

525534_380969335283320_248346655212256_991525_412851113_n

SUBIEKTYWNOŚĆ JEST MULTIMEDIALNA! Blog "Subiektywnie o finansach" ma ponad 200.000 czytelników na www.samcik.blox.pl oraz dziesiątki tysięcy w serwisach społecznościowych. Dołącz do 28.000 fanów blogu na Facebooku, podyskutuj ze mną i z 5.000 followersów na Twitterze, znajdź mnie na Google+, zobacz co wrzuciłem na Instagram). Subiektywność znajdziesz też w YouTube. Tam możesz zobaczyć i polubić wideofelietony i komentarze o twoich pieniądzach oraz zasubskrybować mój kanał. W tym kinie siedzi już ponad 1.000 osób

Jak inwestować i pomnażać

CHCESZ ZACZĄĆ OSZCZĘDZAĆ I INWESTOWAĆ? ZRÓB TO ZE MNĄ! Jeśli chcielibyście posiąść lub rozszerzyć wiedzę o tym, jak zabrać się do oszczędzania pieniędzy, jak zacząć budować prosty portfel inwestycji, jak zadbać o finansową przyszłość swoją i swoich dzieci, jak mieć pieniądze na spełnianie marzeń - przeczytajcie poradnik "Jak inwestować i pomnażać oszczędności". To jedna z najpopularniejszych i najlepiej sprzedających się książek o finansach osobistych (doczekała się już drugiego wydania, Maciej_Samcikokladkapierwszy nakład się wyczerpał). Książkę, zarówno w postaci tradycyjnej, jak i w formie e-booka, kupicie na stronie serii "Samo Sedno", a także w sieci księgarni Empik. Z kolei książka  "100 opowieści o pieniądzach, czyli jak żyć, wydawać i zarabiać z głową" to przewodnik po najważniejszych problemach finansowych, z którymi możecie się w życiu spotkać i dylematach, które przyjdzie Wam rozwiązywać. Jak oszczędzać, żeby nie bolało, jak z tego oszczędzania "ukręcić" pierwszy milion, jak wybrać dla siebie najlepszy bank i jak nie dać się okraść z pieniędzy przez internet, jak wybrać najlepszy kredyt i jak dobrze kupić polisę samochodowego OC..Jak żyć mądrzej, wydawać z głową i jak sprawić, żeby pieniądze nie przeciekały Wam przez palce. Książkę kupicie na stronie www.kulturalnysklep.pl oraz w Empiku. 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 13 maja 2015 09:03

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 09:56:22:

    Te dzień może być też w pewien sposób :-) początkiem nowego problemu mBanku.
    Nie jest tajemnicą, że zbiera się druga grupa klientów do pozwu zbiorowego przeciwko mBankowi. Dotyczy to WSZYSTKICH kredytobiorców mBanku którzy mają ,,kredyty hipoteczne CHF". Pozew będzie dotyczył odfrankowienia. Zainteresowanych jest już ponad 1400 osób i to dopiero początek....... :-)

    NOWY pozew zbiorowy przeciwko mBankowi
    sites.google.com/site/mbankniedozwolone/pozew-o-odfrankowienie
    www.facebook.com/mbankniedozwolone
    kontaktowy adres email: mBankingBad@gmail.com

    www.pozwalembank.pl
    www.facebook.com/pozwalemBank

  • pabl05 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 10:03:39:

    Panie Macieju, brakuje jeszcze tutaj uwzględnienia czysto "handlowego" zysku wynikającego z różnicy między kupnem a sprzedażą franka. To jest trudne do wyliczenia bo cena franka zmieniała się i w różnych cenach banki "kupowały" od kredytobiorcy franki podczas brania kredytu i w różnych "sprzedawały" w trakcie jego spłaty. Ale prawda jest taka, że u osób które zaciągały kredyt w okresie najtańszego franka (poniżej 2 zł - osobiście znam takie) bank dzisiaj zarabia extra 2 zł na każdym franku. Extra 50% marży.

  • pabl05 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 10:06:25:

    Oczywiście zarabia te 2 zł extra na każdym obecnie spłacanym franku. Ale podejrzewam, że przy tej ilości zobowiązania to co miesiąc Polacy trochę tych franków do banków noszą.

  • niezawistny.polak napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 10:10:42:

    Panie Redaktorze,

    Czuję się wywołany do tablicy, więc w pierwszej kolejności bardzo dziękuję, że się Pan tego wysiłku wreszcie podjął :-)

    Po drugie,
    Z żalem konstatuję, że umknęła Panu intencja, która mi przyświecała, gdy powtarzałem tu owo kluczowe pytanie: ILE BANKI NA TYM DOTĄD ZAROBIŁY?

    Pozwolę sobie zatem wyklarować:
    Zależało mi na tym, abyśmy mogli zestawić dwie wielkości:
    1) skalę rzekomych strat w sektorze bankowym, którymi to stratami banki straszą nas i szantażują od miesięcy, jeśli dojdzie do jakichś tzw. przewalutowań,
    2) skalę zysku, osiągniętego dotąd przez banki na tych kredytach.

    Różnica między tymi dwiema wielkościami polega na tym, że tę pierwsza dotyczy przyszłości (a więc można ją tylko szacować), a ta druga - przeszłości, a więc można ją ustalić. To drugie powinno być, co chyba oczywiste, łatwiejsze.

    Na czym wobec tego polega paradoks?

    Oto banki ustami złotoustego prezesa Pietraszkiewicza bardzo szczegółowo (z dokładnością do paru miliardów) są w stanie informować opinię publiczną o swoich rzekomych stratach i bardzo ochoczo to robią.
    Po nich powtarzają to urzędnicy KNF i dziennikarze.

    Kiedy zaś przychodzi do wyspowiadania się z zysków - które przecież per analogiam powinny być dla sektora bankowego co najmniej tak samo łatwe do zsumowania - to opinia publiczna dowiaduje się wyłącznie m.in. tego, że:
    - żaden bank nie podaje wyników finansowych aż tak dokładnie,
    - wiemy jedynie ile wynoszą łączne dochody z odsetek i z prowizji,
    - marże na kredytach hipotecznych są w bankach na poziomie 1%. Niestety, NBP nie rozbija ich na kredyty złotowe i walutowe, więc nie wiemy czy na frankowych kredytach banki zarabiają więcej, czy mniej, niż wynosi ta średnia.

    W ten oto sposób powracam do kluczowego pytania, które sformułuję nieco inaczej:
    czy możemy traktować poważnie żale sektora bankowego, że straci na tzw. przewalutowaniach 30, 40 albo 50 miliardów, jeśli ten sam sektor bankowy nie jest w stanie zliczyć, ile dotąd na tym wszystkim zarobił?

    Zaś w kwestii Pańskich wyliczeń:
    abstrahując w tym momencie od modelu (który uważam za uproszczony do tego stopnia, że wadliwy) - z uwagą przeczytałem całą notkę, czekając na pointę.
    Czyli: na choćby przybliżoną liczbę.

    A Pańska pointa jest taka, że uzbierało się trochę miliardów, oj uzbierało.
    Na co ja odpowiadam:
    z każdego kąta żałość człowieka ujmuje - bo od kogóż, na litość boską, czytelnicy mają się dowiadywać w takich razach, ile to jest trochę miliardów, jeśli nie od jednego z najważniejszych dziennikarzy ekonomicznych w Polsce?

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 10:22:43:

    @niezawistny.polak
    Podpisuję się pod tym w 100% i na dokładkę dodaję swoje 3 grosze dot. UNWW.
    Cyt., Inna sprawa, że większość z tych pieniędzy jednak szła (i nadal idzie) do firm ubezpieczeniowych, więc trudno powiedzieć ile bankowcy mają tu zarobku "na czysto".

    Panie redaktorze jest Pan pewien tego co Pan napisał (pierwsza część zdania)...???

  • jachad1965 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 10:41:30:

    Pracowałem kilkanaście lat w banku. Nie jest prawdą, że banki nie mogą wyliczyć rzeczywistych dochodów na kredytach chf. Wręcz przeciwnie, bardzo dokładnie liczona jest rentowność każdego produktu, a wiec i kredytów walutowych, w tym chf, z uwzględnieniem wszeklich kosztów i dochodów.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 11:14:16:

    Maćku, mam minimalne pojęcie o negocjacjach. I ni cholery nie pasuje to do mBanku. Negocjuje się przed, w trakcie procesu (w każdym momencie można się pogodzić i wycofać z sądu) ale nigdy nie spotkałem takiego określenia po prawomocnym wyroku. A tu mamy jeszcze jedną instancję... Pomóżcie i podpowiedzcie jakie słowo by tu pasowało?

  • robinchud1492 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 11:33:35:

    tandeciarz Samcik znowu uprawia prymitywną probankową propagandę

  • mmmkkkk napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 11:38:25:

    Panie Macieju
    jak można pisać takie bzdury bo:
    1) banki finansowały kredyty indeksowane depozytami ZŁ, jest na to dowód, sprawozdanie banku millennium za 2013r str. 90, "zabezpieczenie zmienności przepływów pieniężnych generowanych przez portfel kredytów walutowych hipotecznych oraz finansujących je depozytów złotowych "
    2) zapomina Pan o kwestii kreacji pieniądza przez banki komercyjne jak z 1zł depozytu robią 10zł kredytu i dzięki tej dźwigni nie mają pełnego pokrycia udzielonych kredytów w depozytach a tylko ich część co diametralnie zmienia koszty pozyskania pieniądza nie dla całości kredytów ale dla ich ułamkowej części
    3) pominął Pan kwestę zysków na instrumentach pochodnych zabezpieczające kredyty indeksowane dla banków, bo tam jest rynek zamknięty rynek tych instytucji gdzie dzielą łupy a zyski z tego wykazywane w rachunku wyników już nie jako zysk odsetkowy ale Wynik odsetkowy na transakcjach instrumentami pochodnymi zawieranymi w celu zabezpieczenia płynności w walutach obcych z ekonomicznego punktu widzenia stanowi składnik marży odsetkowej (pozwala dopasować przychód
    odsetkowy z tytułu udzielenia kredytów walutowych z kosztem finansowania wynikającym z portfela depozytów złotowych).

    Podsumowanie:
    przykro się czyta takie tendencyjne rozważania pisane na zamówienia pracodawcy więc lepiej sobie podarować takie bzdury, ONI zarobili na tym przekręcie grube miliardy a rząd milczy i dlatego lemingi już na PO nie zagłosują.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 11:55:07:

    Wygląda na to, że obliczenia pokazują umiarkowane zyski banków, więc krytyka obliczeń, gdyż te nie pasują do oczekiwań osób chcących wykpić się od kredytów we frankach.

    A osobiście uważam, że bank nie musi na wszystkim zarabiać i jakby stracił na kredytach we frankach, to też nic by się nie stało. Ale też nie może być tak, że kredytobiorcy zaryzykowali kredyt we frankach, a jak się nie udało, to chcą powrotu do złotówek. Straty powinny być rozłożone równomiernie.

  • siemk napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 11:55:16:

    @Pabl05
    Zyski na różnicy w kupnie/sprzedaży CHF (czyli LIBOR+0,5% vs. LIBOR+1,5%) są już policzone w akapicie o marży.

    @niezawistny.polak
    Jeśli musisz mieć wszystko wyłożone kawa na ławę, to służę pomocą, podsumowanie wyliczeń z tekstu:
    -marża 1,3-1,5 mld PLN rocznie
    -odsetki <1 mld PLN rocznie
    -spread 0,2 mld PLN rocznie
    -UNWW 0,15-0,2 mld PLN rocznie (do podziału z ubezpieczycielami)
    -Suma 2,65-2,9 mld PLN rocznie
    Co do twoich pretensji o to, że branża bankowa nie potrafi policzyć ile zarobiła, to tłumaczę, że w każdym banku doskonale wiedzą ile zarabiają każdego dnia na każdym produkcie, tylko tą wiedzą się nie muszą dzielić i NIGDY SIĘ NIE PODZIELĄ, nie ważne jak długo będziesz się dopominał.

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 12:11:32:

    @kmiarek

    "A osobiście uważam, że bank nie musi na wszystkim zarabiać"

    Nie sądzę, żeby bankierzy podzielali Twój pogląd :-).

    "Straty powinny być rozłożone równomiernie."

    Pytanie co bankowcy uważają za straty. Czy mniejszy zysk, w stosunku do zaplanowanego, to strata?
    Przy okazji udokumentowane straty. A nie hipotetyczne straty

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 12:12:51:

    i jeszcze jedno, bank nie może nie wiedzieć ile zarabia/traci na danym produkcie, przecież troska o depozyty jest tu najważniejsza ;)

  • kris0s napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 12:29:16:

    A ja popytam retorycznie
    - czy bank udzielałby masowo kredytów gdyby w 2007 czy 2008 roku z powodu skrajnie niskich marż i małego spreadu nie zarabiał na takich "produktach" ? Skoro marże nie zmalały a w mBanku nawet wzrosły (brak zmiany oprocentowania mimo zmiany libor) a spread urósł (i procentowo i kwotowo) to czy teraz bank przestał zarabiać ? A może jednak zarabia tylko że więcej ?
    Czy gdyby bank nie zarabiał kokosów to już nie bylibyśmy po przewalutowaniu - rzecz jasna na warunkach banku ?
    Inna sprawa czy bank w swoich wynikach i coraz biedniejszych klientach przybiegających z paniką w oczach, że nie zdążą kupić mieszkania po cenach rodem z Tokyo czy NY mógł nie dostrzegać bańki ? A skoro ją widział a dalej sprzedawał "produkt" to może jednak powinien ponieść finansową odpowiedzialność za takie zarabianie. I może to powinna być większa odpowiedzialność niż tego spanikowanego biedaka któremu sprzedano "produkt" pięknie opakowany przez tzw. analityków, reklamę i polityków ?
    A czy państwo nie jest odpowiedzialne za to co się zdarzyło skoro na czas nie powstrzymało banków przed pompowaniem rynku i na dodatek nie dotrzymało obietnicy wejścia do strefy euro.
    Może niech nasz gospodarz przyjrzy się co by było z punktu widzenia kredytobiorcy gdybyśmy weszli do strefy euro razem ze Słowacją. Nie wchodząc w dysputy o zielonych wyspach, padającej gospodarce itd. takie jednak były deklaracje rządu w czasach zadłużania.
    Morał ? Banki napompowały bańkę państwo nie wywiązało się z obowiązków i obietnic - a kto ma za to zapłacić ? Ten kto uwierzył w ich obietnice bo przecież że nie niesłowne państwo i nie biedne banki.
    Osobiście pamiętam że dla mnie czynnik euro był w decyzji kluczowy. Pewnie nie tylko dla mnie - ale kto by dziś o tym pamiętał.

  • kris0s napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 12:34:11:

    a tak tytułem spostrzeżenia rzuciło mi się w oczy podobieństwo słów:
    banki - bańki
    Czyżby to była tylko gra słów ? :)

  • bjpl napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 12:47:55:

    @lkuziem addy i inni
    W temacie z 11.05. chcieliście dowodów.
    Zamieściłem, ale tutaj też wkleję.
    drive.google.com/folderview?id=0B_ZPjc1QbA6TfkN3LVFReTYxZlpEaVVwVlB3V18wMWxVRmY1V1hTOGVKMkZyb0xTZldaTDQ&usp=sharing

    Oczywiście wiem, że zawsze znajdziecie jakieś nieracjonalne "ale" bo tak już macie.
    U was celem nadrzędnym jest jihad przeciw bankom w połączeniu z hipokryzją i obłudą.
    Teraz czekam na pytanie "ile ci płacą banki" bo nic innego nie potraficie....

  • robinchud1492 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 13:18:39:

    do wszystkich

    jak myślicie dlaczego autor-tandeciarz nie odpowiada?
    ja mam koncepcję, że konsultuje odpowiedź z żulami z mBanku

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 13:53:46:

    @Kris0s

    zapomniałeś jeszcze dodać, że analitycy bańkowi dokładnie wiedzieli czym skończyły się kredyty frankowe we wcześniejszych latach w innych krajach (Włochy, Australia...)
    Kowalski mógł tej wiedzy nie mieć, ale nie analitycy bankowi.

  • niezawistny.polak napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 14:05:05:

    @siemk

    Jeśli każde z wyliczeń dla poszczególnych elementów równania (marża, odsetki, spread, UNWW) już na starcie jest obarczone wadliwością, to co nam to powie o ostatecznym wyniku?
    Nic albo niewiele.
    I to jest cena za tzw. uproszczony model redaktora Samcika.

    W tym "uproszczonym modelu" nie ma miejsca m.in. na:
    1) Kredyty starego portfela,
    2) Rozwieranie nożyc spreadowych przez banki (jak najniższa cena fikcyjnego kupna waluty przy wypłacie kredytu, jak najwyższa cena fikcyjnej sprzedaży waluty przy spłacie rat).
    3) Rzetelne rozliczenie zysków z UNWW (pojawia się fałszywe założenie, że "większość z tych pieniędzy jednak szła (i nadal idzie) do firm ubezpieczeniowych"). Dobrze, że przynajmniej redaktor Samcik przy okazji przyznał, że UNWW to nie żadne ubezpieczenie, tylko de facto ukryta prowizja.

    Krótko mówiąc:
    1) to wyliczenie nam pokazuje, ile zmiennych trzeba brać pod uwagę, kiedy chcemy liczyć,
    2) to wyliczenie nam nadal nie pokazuje, ile banki choćby w przybliżeniu już zarobiły.

    A co do tego, że banksterzy "tą wiedzą się nie muszą dzielić i NIGDY SIĘ NIE PODZIELĄ, nie ważne jak długo będziesz się dopominał" - to oczywiście bardzo proszę, byle to działało w obie strony.
    Jeśli zysk tych prywatnych instytucji jest ich prywatną sprawą, to niech trzymają również gęby na kłódkę, jeśli chodzi o ich prywatne straty. A jeśli chcą o nich rozmawiać i mamy (my - opinia publiczna) traktować to poważnie - to o zyskach i sposobach ich osiągania też rozmawiajmy.

    A jak nie chcą - no to od tego mamy KNF, NBP i niezależnych dziennikarzy z Grand Pressami, żeby nam to policzyli. Oh, wait...

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 14:31:11:

    "banki generalnie nie zarabiają na zmianach kursu franka"

    :))))) Tutaj proszę zwrócić uwagę na logikę. Otóż skoro banki nie zarabiają na wzrostach franka to przecież również nie tracą na spadkach tego kursu. Zatem odfrankowienie nie powinno stanowić dla banku żadnego problemu.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 16:02:14:

    @com.one
    Przyjmujesz, że banki na pokrycie kredytów walutowych nie mają pożyczek/opcji w danej walucie.

  • mat089 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 17:47:33:

    Co z tego, jak ludzie nie mają pieniędzy i będą mieć ich coraz mniej? NBP będzie mógł skupować obligacje rządowe, czyli mówiąc krótko - zacznie drukować polskie złote. Wtedy to już żaden bank z nami nie będzie chciał gadać - o niczym. Przecież to może zakończyć się hiperinflacją, a nawet upadkiem naszego kraju. Polecam artykuł independenttrader.pl/239,czas_zaczac_dodruk_zlotowek.html

  • rstyczynski0434 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 19:20:53:

    oj. panie samcik, panie samcik. a pan ciągle swoje. jakie spready, jaki konfitury? a gdzie prawda o waloryzacji co była neutralna podatkowo?

    -Ryszard Styczynski

  • chf.kimono napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 21:10:49:

    Jest poważna różnica między prawdziwą walutą a opcjami, swapami i innymi instrumentami pochodnymi.
    Otóż waluta ma swoją rynkową wartość, natomiast instrumenty pochodne są jedynie formą zakładu. Ich wartość nie musi zmieniać się proporcjonalnie z rynkową ceną waluty, a jedynie "zabezpieczać" konkretną pozycję.
    Jak myślicie, czy "ubezpieczenie" (opcja) od spadku CHF poniżej 2zł będzie dzisiaj drogie?... (pytanie retoryczne). Bankom takie "ubezpieczenie" wystarczy, żeby formalnie wpisać takie opcje jako zabezpieczenie pozycji walutowej.

  • szymoniadalemoniada napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/13 23:06:06:

    A Franek rośnie... 3,93, zbliżają sie do magicznego pułapu 4 zł...

  • cdr7 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/14 08:54:20:

    Tego typu wyliczenia są obarczone tak dużym ryzykiem błędu, że nie wiedzę większego sensu w ich analizie. Fakty są takie że nie wiemy ani ile banki zarabiają na kredytach CHF ani ile by straciły na różnych wariantach przewalutowania. Wiemy za to doskonale ile banki zarabiają (ostatnio ponad 16 mld) i ile mają kapitału (156 mld). A z tej wiedzy wynika że banki w Polsce mają 10% wzrost na kapitale rocznie! Zyski te są osiągane kosztem kredytobiorców. Proszę to porównać z wynikami banków w Niemczech (o ponad połowę gorsze). A Niemcy uchodzą za najstabilniejszy system bankowy w UE. Nie martwił bym się więc zbytnio o stabilność systemu bankowego w Polsce nawet gdyby banki miały stracić 50 mld zł jak same twierdzą (co rozłoży się na 15-20 lat).

  • frankowicz1 napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/14 09:22:21:

    Pozwolę sobie na polemikę z tymi wyliczeniami. Proszę również o ew. uwagi do mojego sposobu myślenia.
    Podszedłem do takiego wyliczenia trochę od innej strony niż redaktor. Uważam że najlepszą metodą jest przyjęcie "statystycznego klienta" - jego obciążeń, zysku banku na nim i przemnożenie przez liczbę kredytów we CHF.
    Przyjąłem że średnio klient wziął kredyt na początku 2008 roku (spłacił 90 rat) na kwotę 90 000 CHF po kursie 2,8 PLN (dostał na konto ok. 250 tys. PLN). Kredyt na 30 lat. (średni libor 2 %; marża tak jak red. Samcik 1%). Średni kurs spłaty przyjąłem 3,3 PLN. Podobne wyliczenia zrobiłem dla banku zakładając że ten także brał kredyt we CHF od "mamusi".
    Jakie efekty wyliczeń:
    Kredytobiorca do tej pory spłacił:
    - 15 tys CHF kapitału
    - 19 tys CHF odsetek ( 75 tys PLN)
    - ok 75 tys CHF pozostało do spłaty ( ponad 290 tys. PLN)

    Bank do tej pory spłacił ( przy marży 0.5% i tym samym liborze):
    - 16.3 tys CHF kapitału
    - 15.7 tys CHF odsetek
    - 73.7 tys CHF do spłaty kapitału

    Do tego należy doliczyć spread - przyjąłem 5%, dodatkowe ubezpieczenia, koszty założenia i prowadzenia kont - w sumie 100 zł miesięcznie.

    SUmując wyszły mi podobne wyniki co red. Samcikowi:
    Na odsetkach, spreadzie i ubezpieczeniach do tej pory bank zarobił na takim "średnim kliencie" ponad 23 tys. zł (po średnim kursie 3,3 PLN)
    liczba umów ok 550 tys co daje nam zysk banków ok 12.2 mld.
    Ale...
    Po pierwsze nie sądzę aby banki udzielały sobie pożyczek na 0,5% podczas gdy klientom detalicznym dają na 1% ( sądzę że proporcje te są bardziej zróżnicowane).i tak:
    - gdy marzą dla banku wynosi nie 0,5% ale 0,4% to zysk rośnie do 13,5 mld
    - 0,3% - 14,7 mld
    - 0,2% - 15,9 mld.

    Jeśli chodzi o kurs - to jasno wynika że im droższy frank tym większy zysk banku - każde 10 gr to dodatkowe 0,5 mld zysku. To tyle że bank nie zarabia na kursie.
    Jest to swoją drogą dość logiczne i dziwię się ze do tej pory ta teza( o tym że bank na kursie nie zarabia) jest aktualna. Skoro płacę wyższą ratę na skutek kursu to gdzie te pieniądze idą? Rozliczenia odbywają się we CHF więc jeśli bank od tej samej kwoty pożyczki ma niższy procent (klient od banku 1 % marży, bank od "mamusi" 0,5% )to płaci o kilkadziesiąt CHF mniejszą ratę odsetkową (mnożąc przez kurs mamy zysk z jednej raty)
    Ale jest jedne haczyk. Te założenia mają sens jeśli banki rzeczywiście pożyczały te franki. Dokopałem się do wypowiedzi szefa KNF na komisji sejmowej w której stwierdził on że banki w dużej części nie miały depozytów - tj. finansowały te kredyty złotówkami.
    Jeśli tak było to koszty pożyczki dla banki należy przeliczyć w PLN.
    Tzn na udzielenie 90 tys kredytu w CHF bank zgromadził ok 250 tys zł. Mógł to zrobić na bardzo niski procent np. 0,5% dzięki dźwigni jaką bank stosują dla kredytów. ( tj. wystarczyło mu powiedzmy 25 tys zł. lokaty bankowej oproc. na 5%).
    Te 0,5% i tak wydaje mi się zawyżone.
    Stosując te liczby dla banków (kredyt 250 tys PLN, oproc calkowite 0,5%)
    zysk banków wyniósł 36 mld !!! (każde oproc. mniejsze o 0,1% to 1 mld dodatkowego zysku, każda różnica kursowa 0,1 PLN to także ok 1 mld różnicy)

    Podejrzewam że opcja nr 2 jest bardziej powszechna wśród banków stad ich niechęć do uwzględniania ujemnej stawki LIBOR.
    Jeśli jeszcze brać w obecnej chwili pozostały kapitał do spłaty to:
    - w pierwszym przypadku (bank brał kredyt w CHF) klient ma do oddania pond 1 tys. CHF więcej niż bank co daje w sumie dodatkowy zysk banków 2-3 mld PLN
    - w drugim (gdy bank finansuje się z depozytów) - klient ma do oddania o ok. 100 tys. pln więcej niż bank (75 tys. * 3,9 - dług klienta, 190 tys PLN obecne zobowiązanie banku) co daje nam zysk banku (jesli teraz wszyscy klienci spłacą swoje kredyty po aktualnym kursie) - 54 mld PLN !!!!!!!

    Zapraszam do polemiki.

  • ariad.na napisał(a) komentarz datowany na 2015/05/14 19:31:15:

    Panie redaktorze
    Zarzuca Pan kredytobiorcom nierozsądek i brak rozwagi w braniu kredytów i zadłużaniu się jak Pan to określił "pod korek". Kredytobiorca jest osobą nieprofesjonalną. Nawet jeśli jest osobą inteligentną i wykształconą, to jednak nieprofesjonalistą w zakresie inwestycji finansowych. Doradca finansowy zachęcał do brania kredytu, zachwalał produkt, mamił obietnicami a klient słuchał i naiwnie wierzył. I kredyt wziął. I to duży, często na 100% a niejednokrotnie na 130% wartości swojej nieruchomości.
    A co Pan powie o banku, który jest specjalistą w dziedzinie finansów, zatrudnia całe rzesze prawników, ekonomistów, analityków, finansistów i nie wiem jeszcze kogo, i udzielił takiego kredytu. Jak nazwie Pan takie działanie banku? Brakiem rozsądku, naiwnością, głupotą? A może perfidnym działaniem na szkodę tegoż naiwnego i zmanipulowanego kredytobiorcy. Dlaczego? Bo bank niczym nie ryzykuje, bo bank działający w Polsce może złupić kredytobiorcę do n-tego pokolenia, bo bank ma do tego instrumenty i przyzwolenie rządu w postaci prawa. W naszym kraju zadłużony odpowiada całym swoim majątkiem, wynagrodzeniem, emeryturą, aż do śmierci. Zarzuca Pan kredytobiorcom farankowym nieuczciwość wobec kredytobiorców złotówkowych i chęć zrzucenia odpowiedzialności za swoje błędne decyzje. Ponawiam pytanie: JAK NAZWIE PAN NIEFRASOBLIWOŚĆ BANKÓW PRZY UDZIELANIU KREDYTÓW NA 100-130% WARTOŚCI NIERUCHOMOŚCI? JAK PAN NAZWIE TAKĄ ROZRZUTNOŚĆ W SZAFOWANIU DEPOZYTAMI? To dotyczy nie tyko kredytów walutowych ale także złotówkowych. Dziś kredytobiorcy złotówkowi borykają się z potężnymi problemami w spłacie, bo kredyty były udzielane na wyrost. Czy banki nie powinny wziąć za to odpowiedzialności? Czy depozytariusze nie powinny rozliczyć banki z takich działań? Tak wiele i z taką troską pisze Pan właśnie o depozytach zwykłych ludzi.

  • c64 napisał(a) komentarz datowany na 2015/08/17 23:53:08:

    @mmmkkkk

    > "zabezpieczenie zmienności przepływów pieniężnych generowanych przez portfel kredytów walutowych hipotecznych oraz finansujących je depozytów złotowych "

    Nie szukaj sensacji tam gdzie jej nie ma. To, że kredyt walutowy jest finansowany depozytem PLN nie oznacza wcale, że do jego uruchomienia nie była potrzebna waluta. W podanym niżej dokumencie z KNF jest wytłumaczone jak się to odbywa, str. 3. akapit 2:

    www.knf.gov.pl/Images/pismo_przewodnie_do_prezesow_bankow_tcm75-29189.pdf

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny