Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 27 lipca 2015

Najwygodniejszy sposób płacenia za granicą? Rządzi kantor i bankomat. A plastik?

Choć w większości krajów, do których jeździmy na wakacje, można bez problemu płacić kartą, to banki robią wiele, żeby nas do tego zniechęcić. Albo raczej: robią niewiele, by odzwyczaić nas od tradycyjnego posługiwania się gotówką kupioną w kantorze. Pośrednictwo bankowo-kartowe w wydawaniu kasy w na Wyspach Kanaryjskich, w Barcelonie, czy na Lazurowym Wybrzeżu jest niezmiennie drogie, znacznie droższe, niż byłby to w stanie zaakceptować przeciętny konsument w XXI wieku, czyli w erze Bitcoina. Wprowadzane ostatnio przez banki opłaty za przewaluowanie transakcji zagranicznych wprawdzie nie są same w sobie złe - czynią
koszty płacenia w obcych walutach przejrzystymi (o ile jednocześnie walutą rozliczeniową karty staje się polski złoty, a więc odchodzą spready przy wielokrotnych przewalutowaniach). Sęk w tym, że te opłaty za przewalutowanie bywają horrendalnie wysokie.

Chcąc zapłacić kartą 100 euro za zakupy i mając kartę np. Visa mBanku, muszę się liczyć z tym, że przy kursie euro w okolicach 4,11 zł moje zakupy będą przeliczone po... 4,37 zł. Najpierw swoje kilka groszy odcina Visa na przewalutowaniu z euro na złote, a potem jeszcze opłatę za to przewalutowanie, w wysokości 5,9%, przywala bank. Nota bene mBank postępuje wobec klientów bardzo fair, bo komunikuje wyraźnie te koszty, łącznie z linkiem do kalkulatora Visy, który pomaga je wyliczyć. Część banków woli pozostawiać swoich klientów w stanie błogiej nieświadomości i nie "chwali" się takimi informacjami. Alternatywą jest karta wielowalutowa, która przepina się z konta ROR na konto walutowe i dzięki temu płacimy bezpośrednio w zagranicznej walucie. Jedynym problemem są koszty prowadzenia konta walutowego i karty walutowej oraz ewentualne prowizje przy zakupie zagranicznej waluty (żeby zasilić nią konto walutowe), np. w internetowym kantorze, czy to zewnętrznym, czy bankowym. Ale - powiedzmy sobie szczerze - jeśli na jednej, 100-eurowej transakcji mam być czochrany kwotą 27 zł, to opłaca mi się nawet ponieść koszt prowadzenia konta lub karty (np. 1 euro miesięcznie). Karty wielowalutowe nie są jeszcze standardem w polskich bankach, ma je ledwie kilka instytucji finansowych, więc trudno mówić o tym, że banki powszechnie starają się przychylić klientom nieba, by ci płacili za granicą kartą.

O tym jak nie ufamy swoim bankom jeśli chodzi o używanie kart za granicą świadczy sondaż instytutu IBRIS na zlecenie Deutsche Banku (co prawda tylko telefoniczny, ale za to przeprowadzony na reprezentatywnej grupie Polaków). Na pytanie o to jaka jest najbardziej wygodna - nie najtańsza, ani najbardziej dostępna, ale właśnie najbardziej wygodna - forma płacenia za granicą aż 28% pytanych odpowiedziało, że jest nią... pobranie gotówki z kantoru w Polsce. Kolejne 25% za najwygodniejszą opcję uznało wypłacenie gotówki z bankomatu za granicą, zaś 8% - wymianę kasy w kantorze po przyjeździe na miejsce. Generalnie ponad 60% Polaków albo nie chce mieć za granicą nic wspólnego z kartą płatniczą, albo chce mieć z nią tylko tyle wspólnego, żeby włożyć ją do bankomatu i wypłacić gotówkę honorowaną w miejscu pobytu. Kartę płatniczą - debetową lub kredytową - jako najwygodniejszy sposób płacenia podało 39% ludzi. Być może nie należy się temu dziwić, bo przecież jakieś 20% Polaków w ogóle nie ma konta w banku, a więc tym bardziej nie ma dostępu do karty, ale mimo wszystko sytuacja, w której tylko nieco więcej, niż co trzeci z nas dopuszcza możliwość zapłacenia za coś kartą w czasie wakacji zagranicznych, jest obciachem dla banków.

Na pocieszenie można powiedzieć, iż pewnie większość z ankietowanych i tak za granicę się nie wybiera, a gdyby zapytać tych, którzy w ciągu ostatnich pięciu lat opuszczali kraj, może wyniki byłyby mniej dołujące (przynajmniej dla bankowców). Ale z drugiej strony jeśli wśród mieszkańców metropolii - podróżujących za granicę zapewne nieco częściej, niż mieszkańcy wsi - odsetek osób uznających kartę za najwygodniejszą formę płatności poza Polską wynosi 36%, to trudno mówić, że tylko "ciemny lud", który nie był nigdy na Malediwach, zagłosował za kantorami i bankomatami. Co ciekawe najwięcej miłośników kantorów jest wśród osób młodych (w wieku 18-24 lata), co jest kolejną złą wiadomością dla bankowców. W tej grupie wiekowej z karty płatniczej za granicą (w celu innym, niż wypłata gotówki z bankomatu) skorzystałoby dla wygody tylko 27%. Wygodę plastiku ponadprzeciętnie często wybierają posiadacze tłustych portfeli - osoby z dochodem netto na rękę ponad 5000 zł. W tej grupie prwie 20% płaciłoby za granicą za zakupy kartą kredytową, a 34% - debetową. No, ale im jest wszystko jedno czy bank wrzuci im kurs wymiany o prawie 6% wyższy, niż wynosi spread kantorowy, bo i tak latają wszędzie biznesklasą ;-). Pozostali czekają, aż bankowcy pukną się w czoło i przestaną traktować ich zakupy zagraniczne jako okazję do obłowienia się. 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 27 lipca 2015 18:38

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • loler33 napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/27 21:37:51:

    rok temu radosnie placilem na 2tyg. wczasach za wszystko karta(laczenie ok 6-7k), po powrocie (nie mialem internetu) sprawdzilem - no coz z 400-500zl mozna bylo lepiej wydac. W tym roku wizyta w kantorze juz jedna byla teraz bedzie kolejna, niestety dalem sie skubnac na 80zl bo jedna platnosc (ok 2k zl) musialem karta wykonac albo paypalem - co w sumie z deszczu pod rynne. Bank - dzis rozowy, kiedys czarny ninja.

  • ar-it napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/27 21:48:12:

    Świetnym rozwiązaniem jest kantor Alior Banku - karta w EUR sprawdza się świetnie w strefie EURO a karta w USD w pozostałych krajach świata - przelicznik jest po kurdiw Mastercard na USD...

    Ale ostatni akapit dotyczący ludzi zarabiających dobrze i bardzo dobrze uważam za krzywdzący - szanuje pieniądze tak samo jak zarabiałem połowę tej kwoty tak i szanuję je teraz kiedy zarabiam więcej... to jest populistyczne gadanie "ma więcej" to może "szastać"...

  • sy1wester napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/27 22:15:10:

    @ar-it @ maciej.samcik

    Jako posiadacz "tłustego portfela" zgadzam się z ar-it: kasę należy szanować. I tak jak on korzystam obecnie z Alior Banku, ale .... po prostu kupuję niezbędną ilość waluty w ichnim kantorze i tamże wypłacam cash. Spreadu prawie nie ma, a i kosztów przewalutowania za transakcję kartą też. A moje hiperduper kredytówki i elektroniki służą głównie do wynajęcia samochodu, rezerwacji hoteli i co tam jeszcze w podróży trzeba "gwarantować". No i, jakby co, płacę nimi, ale tylko wyjątkowo, jak się cash kończy :D
    To kiedyś, kiedy realne kantory brały w zasadzie tyle co teraz mBank za kartowe transakcje, a banki prawdziwe brały mniej, potrafiłem wylecieć na drugi koniec świata bez grosza (fizycznego) przy duszy. A teraz?
    Alior z tym swoim kantorem bije wszystkich na głowę.
    Żeby nie było, jak tam idę i widzę ofertę kredytu na "zaledwie" 5% z 30% prowizji to nie mogę się nadziwić, skąd taka szczodrość w tym kantorze. No skąd? :P

  • ar-it napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/28 07:27:28:

    @sy1wester: myślę że po prostu Alior kantorem zaistniał w świadomości osób o innym profilu niż biorących "najtańsze" (najdroższe) pożyczki w ich Banku. Poza tym dla kredytów walutowych których jest sporo jest to pewnie niezły kawałek biznesu. My turyści to pewnie "kropla" w ilości transakcji dokonywanych w Kantorze. Mają olbrzymią zaletę nad innymi kantorami w sieci - są Bankiem i ich rachunki objęte są BFG a jakby jakiś inny kantor się "wywrócił" no to sorry dla tych co mieli na jego rachunkach środki...

  • rzat napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/28 08:25:17:

    Mnie po długich poszukiwaniach udało znaleźć się bank, który przelicza transakcje zagraniczne po kursie Visy i nie dolicza dodatkowej opłaty za przewalutowanie. Nie muszę się bawić w żadne kantory, mrozić środków i zastanawiać się, co zrobić z resztą waluty, która mi pozostała z wyjazdu.
    Niestety dla większości ludzi podstawowym kryterium przy wyborze rachunku jest to, żeby był za 0zł, no to potem płacą różne ukryte opłaty. Czasami warto płacić kilka złotych za konto, ale korzystać z tańszych usług.

  • ar-it napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/28 09:15:36:

    @rzat: napisz proszę o jakiej ofercie mówisz.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/28 13:50:03:

    Jak dla mnie, na razie optymalną opcją jest posiadanie w WBK konta walutowego w USD i w EUR oraz posiadanie do nich kart płatniczych. Przy osadzie powyżej 20 jednostek na koncie, koszt karty i konta = 0zł. w UK popularny jest PayPal (działa podobnie jak karta wielowalutowa), więc za hotel i bajerki płacę PP. Konta walutowe zasilam z walutomatu.pl :) (free przelew do WBK).

    Egzotyczne waluty kupuję zawsze na miejscu, b. często płacąc kartą dolarową lub eurową :) Wychodzi nawet do 30% taniej niż wymiana w kantorze polskim, ok. 10% taniej niż w kantorze lokalnym (a kto wie co to jest "commision", wie które kantory omijać :) Taka strategia sprawdza mi się na Dalekim Wschodzie, gdzie brak jakiejś federacyjnej waluty, ale portret Lincolna czy innego Jeffersona każdy skośnook poznaje :)

    BTW, w Japonii gotówkę wypłacisz na każdej poczcie, bezprowizyjnie, płacąc kartą USD/EUR. Ale już w marketach (np. SevenEleven) warto mieć karty CitiBanku i spółki :)

    ...A jeśli pchasz się do Indii, nie zapomnij aktywować (w dobrym banku standardowo nieaktywny) paska magnetycznego na karcie - w Indiach i Brazylii brak autoryzacji chipowej :) Może ktoś wie, jak jest w Mexyku?

    Słowem, w dalekich Zagramanicach karty da się używać, co chętnie czynię, niemniej warto znać lokalne niuanse...
    A na Kanarach EURo, milutko jest, bezprowizyjnie :) Dobrze strzelam, Panie Macieju? Bo tylko tam nie da się upiec żywcem o tej porze roku :D

    A preferencje młodych w kierunku kantoru? Może po prostu nie mają na koncie takiego osadu, który stabilnie pozwoli na utrzymanie rachunków w kilku walutach na sensownym poziomie - słowem - "co mają, to wymieniają". Kto z Was pamięta czasy, gdy jadąc do Santropez, czy innego Cannes, kupowało sie DojczMarki, by nastepnie w Paryżu, w chińskiej dzielnicy, kupować franki za DM (bo tylko u Chińczyka nie było 100FR commision..) A 5% prowizji za płatność kartą na tankszteli to było całodzienne wyżywienie Polaka, jeśli wziął mielonkę, hlebek Wasa i czekoladę :)

  • ganbaja napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/28 13:59:11:

    Mam rachunek walutowy w mBanku, do niego kartę. Koszt przez pierwszy rok 0 zł, potem 30 zł na rok za samą kartę. Konto 0 zł. Zasilam rachunek z kantorów internetowych.
    Nie rozumiem o jakich wielkich kosztach się tutaj pisze. Płatności taką kartą w Europie nic nie kosztuje, tak samo jak pobieranie gotówki w bankomatach za granicą.

  • udet1123 napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/28 17:51:59:

    @ ar-it
    tylko nie płaćcie w Czechach kartą Aliora w Euro lub najpierw przeczytajcie regulamin.
    Transakcje zostanie przeliczona z CZK na $ a następnie na Euro (dla Mastercarda!!!).

    Na Węgrzech opłaca się wybrać walutę Euro w terminalu (przy płaceniu terminal pyta się) a następnie płatność kartą rozliczaną w Euro. Bardzo dobry kurs dają.

  • mywebsite napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/28 18:00:13:

    Ja zawsze posługuje się kartą kredytową za granicą, więc ciekawe to jest. Ale zawsze duże prowizje muszę płacić niestety.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/28 19:38:25:

    Wygoda kosztuje. Słono.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny