Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 10 lipca 2015

Taksówkarze nie chcą tańszej konkurencji? Oto trzy niezawodne sposoby na zabicie Ubera

Ostatnio mój redakcyjny kolega Kuba Wątor doniósł, że w Polsce politycy zaczynają szykować prawo, które ma utrącić działania Ubera, amerykańskiego giganta, który już w kilkudziesięciu krajach zarabia na "społecznościowych przewozach". Jakiś czas temu relacjonowałem Wam moje wrażenia z wożenia samcikowego tyłka "smartfonowymi taksówkami", więc nawet jeśli nie korzystacie z Ubera (działa tylko w trzech miastach), to pewnie wiecie o co chodzi. Macie w smartfonie aplikację Uber, za pomocą której jednym kliknięciem zamawiacie przejazd. Kierowca przyjeżdża, zgodnie ze wskazaniem nawigacji wiezie we wskazane miejsce, a następnie Uber ściąga pieniądze z karty płatniczej podpiętej do aplikacji. Odpada konieczność dzwonienia po taksówkę w tłumaczenia w które miejsce ma podjechać (wystarczy ją "kliknąć", a geolokalizacja w telefonie sama naprowadzi kierowcę), stania przy ulicy i czekania przez kwadrans aż łaskawie podjedzie (widzisz na smartfonie gdzie jest kierowca i podchodzisz w ostatniej chwili), upierdliwego płacenia gotówką lub obserwowania jak taksówkarz cierpi przyjmując twoją kartę płatniczą.

Ubera taksówkarze nie lubią, bo odbiera im klientów - jest tańszy, a jego kierowcy nie muszą mieć licencji zawodowego kierowcy. Nie mają, bo to amatorzy, którzy wykonują tę pracę hobbistycznie. Od strony formalnej Uber nie jest zresztą żadnym przewoźnikiem, a jedynie pośrednikiem kojarzącym ludzi chcących dostać się na drugi koniec miasta z tymi, którzy akurat mają miejsce w swoim samochodzie. Nie jest to też jedyne tego typu przedsięwzięcie, w Warszawie działa np. firma WunderCar, która ma identyczny model funkcjonowania (z tym, że tam zapłatę za kurs nazywa się napiwkiem).

wundercar

Co z tym Uberem zrobić? W kilku krajach policja, regulatorzy i rządy toczą z nim regularną wojnę, z rzadka wygrywając. W Polsce podobno uberowców prześladuje Inspekcja Transportu Drogowego, ale - z tego co się orientuję - raczej pod kątem ewentualnych zastrzeżeń do sprawności samochodu, niż związków z Uberem. Ale jest również pomysł na ustawę, która ma spowodować, że licencję taksówkarską musieliby zdobyć nie tylko zawodowi taksówkarze, lecz także osoby współpracujące z takimi pośrednikami jak Uber. A sama firma musiałaby mieć w Polsce siedzibę i prowadzić pełną sprawozdawczość.

Z jednej strony takie stawianie sprawy wydaje się rozsądne: jeśli na jakąś działalność obowiązuje licencja, to nie powinno się pozwalać na prowadzenie de facto identycznej działalności bez tej licencji. Tak jest np. w działalności związanej z pieniędzmi (za prowadzenie parabanku idzie się do więzienia, a za doradztwo inwestycyjne bez zezwolenia - tak samo). Ale czy równie restrykcyjne zasady powinny obowiązywać przy tak zwyczajnej działalności, jaką jest jeżdżenie samochodem? Dlaczego prawo ma zabraniać jednym ludziom wożenie innych ludzi? Czy to nie lekka przesada, by państwo ingerowało w tak mało "strategiczne" czynności? Powiecie: pilot samolotu też zawsze ma licencję. Nikt nie wpuści do samolotu pasażerskiego pilota bez uprawnień i odpowiedniej liczby wylatanych godzin treningowych. OK, ale kierowcy pracujący dla Ubera mają przecież prawo jazdy. Czy to nie wystarczy? Dlaczego klienci nie mieliby sami decydować, czy korzystają z usług kierowcy zawodowego, z wysokimi kwalifikacjami, umiejętnościami i znajomością miasta, czy też amatora, który pojedzie pod prąd, zgubi się dwa razy i nie będzie wiedział gdzie leży Dolny Mokotów?

Sam nie jestem częstym użytkownikiem taksówek, ale nieustannie testuję różne nowinki, więc kilka razy przejechałem się Uberem, korzystałem też z samochodów firmy iTaxi (czyli kolejnej smartfonowej aplikacji walczącej o rząd dusz), a także z taksówek MyTaxi. Ta ostatnia tym różni się od Ubera, że współpracuje tylko z licencjonowanymi taksówkarzami i wydaje tony kasy na promocję (podobno w firmę inwestuje niejaki Mercedes Bęc :-)). Ma też wyższe od Ubera ceny :-). I powiem Wam, że kierowcy Ubera, choć może mniej "zawodowi" na drodze (zdarzył mi się jeden z żyłką rajdowca, ale też i taki, który nie widział problemu z jazdą pod prąd), w większości przypadków byli bardziej życzliwi, uśmiechnięci, komunikatywni i pomocni, niż kierowcy tradycyjnych taksówek. Zwłaszcza w tych największych korporacjach zdarzało mi sie trafić na ludzi bez przerwy narzekających i mających za złe. Pod względem kreowania tzw. customer experience niestety uberowcy są dla mnie górą. Ale znam kilka prostych sposobów, które mogą wykosić Ubera z rynku i uczynić świat bardziej sprawiedliwym, choć zapewne mniej kolorowym. Wcale nie trzeba zabraniać ludziom korzystanie z tej formy "podwózek". Jakie to patenty? Uberze, drżyj, podaję przepis na zniszczenie ciebie ;-):

Po pierwsze technologia: jeśli tradycyjne korporacje taksówkowe zapewnią podobny poziom obsługi od strony technologicznej, jaki zapewnia dziś Uber, ten ostatni - nawet jeśli będzie trochę tańszy - prawdopodobnie przegra. Każdy wolałby korzystać z usług licencjonowanego kierowcy, niż sympatycznego, ale jednak amatora, który swą robotę traktuje jako zajęcie dorywcze. W każdej dziedzinie wolimy współpracować z zawodowcami, niż z amatorami. Zgadzam się z opinią jednego z ekspertów wygłoszoną w TVN 24, że tradycyjne korporacje taksówkowe najbardziej powinny się bać MyTaxi, a nie Ubera. Ta firma - jeśli popracuje nad identyfikacją wizualną swoich samochodów, standardem oraz nieco obniży ceny - będzie bardzo bliska ideału, bo mając to wszystko korzysta z licencjonowanych taksówkarzy. Pierwsze zajawki, że duże korporacje zaczynają iść z duchem nowoczesności, już są. Np. warszawska korporacja EleTaxi wprowadziła niedawno usługę TaxiKiosk.

Nie działa ona jeszcze na urządzeniach mobilnych, tylko na desktopach, ale daje możliwość zamówienia taksówki online z gwarantowaną ceną i płatności z góry (tak, jakbyśmy kupowali bilet na autobus). Podajesz swój adres, cel podróży, aplikacja wyświetla trasę i cenę, płacisz przez PayU i na komórkę dostajesz bilet w formie SMS-a. Bilet jest "wymienialny", czyli można go wykorzystać później, w rozliczeniu innego kursu. Może nie jest to rocket science, ale pierwsza zajawka tego, że tradycyjne korporacje taksówkowe zaczynają myśleć o nowoczesnych technologiach. Inna sprawa, że kurs, który w TaxiKiosk wyceniono mi na 64 zł, w MyTaxi wyceniono na 44 zł a w Uberze na 32 zł. Przy tak gigantycznej różnicy w cenie nawet kosmiczna technologia nie pomoże przetrwać tradycyjnym korporacjom taksówkowym i ubicie Ubera nic im nie pomoże.

Po drugie standard obsługi: nie tylko Uber decyduje o tym, że takie firmy jak Uber osiągają sukces. Po prostu ludzie, klienci tego typu firm, nie widzą wielkiej różnicy między klasyczną taksówką, a podróbką. To tak jak przy zakupach ciuchów - owszem, wolimy oryginalny, markowy towar, ale jeśli podróbka nie różni się niczym od niego jakością lub nawrt ma wyższą jakość, a przy tym niższą cenę... Na Zachodzie - nie wszędzie, ale coraz częściej tak się zdarza - taksówkarz to jest gość w garniturze, podjeżdżający luksusową limuzyną, zachowujący się z klasą i pomocny w podróży. Zna miasto, potrafi polecić zabytki, rozrywki. Wiezie wygodnie, szybko i bez zgrzytów. Jeśli widzę taksówkarza, który co prawda ma licencję, koguta i wszystkie potrzebne nalepki, ale podjeżdża gruchotem, ma cierpiącą minę i nie potrafi wydukać słowa na żaden temat... sorry, nie widzę wartości dodanej. OK, może nie zgubi się w mieście (choć i z tym różnie bywa), ale to dla mnie za mało. Jeśli taksówkarze chcą wygrać z podróbkami, to muszą się zacząć od nich odróżniać. Standard obsługi na wyższym poziomie plus technologia na porównywalnym i Ubera już nie ma na rynku. Po-za-mia-ta-ne. Nie trzeba będzie żadnej ustawy, która zabroni ludziom wsiadać do obcych samochodów ;-)

Po trzecie rozliczanie transakcji: tak naprawdę Uber jest zdany na łaskę i niełaskę nie taksówkarzy, nie urzędników, nie posłów, ani ministrów, ale... bankowców. Wystarczyłoby, by banki albo organizacje kartowe odmówiły obciążania wydanych lub firmowanych przez siebie kart w aplikacji Ubera i firma miałaby kłopoty. Co więcej, jeden z banków - PKO BP - już to uczynił. Jego karty nie działają w aplikacji Ubera, bo bank doszedł do wniosku, że nie może obciążać klienta nie autoryzowanymi w żaden sposób transakcjami. W płatności za kurs Uberem nie ma bowiem ani wbijania PIN-u, ani zbliżania karty. Nic, po prostu w pewnym momencie do systemu autoryzacyjnego banku wpada żądanie Ubera, by daną kartę obciążyć daną kwotą. Bank nie ma żadnej pewności czy to obciążenie nie jest samowolne. Powiem szczerze: mnie to nie boli, lubię mieć w życu wygodne płatności. Ale sposób płatności za taksówkę w Uberze jest jednak jakoś-tam kontrowersyjny. W MyTaxi akceptuje się płatność podając PIN do serwisu, więc zostaje ślad, że klient zgadza się na obciążenie. Zatem nawet Uber ma pewną piętę achillesową...

Uber to wielomiliardowy biznes, w którym człowiek-kierowca za jakiś czas w ogóle przestanie być potrzebny. Jak tylko samochody będą mogły kierować się same, Uber natychmiast zrezygnuje z żywych kierujących. Poza tym to nie wożenie ludzi będzie wkrótce jego najbardziej dochodowym biznesem. Nie, nie myślę o dowożeniu klientom pizzy ;-), czym też Uber się zajmuje w ramach akcji promocyjnych. Do bagażnika można przecież włożyć paczki i przesyłki kurierskie, które - przy dobrym zarządzaniu czasem - mogą wielokrotnić dochody Ubera z pojedynczego kursu. Zarówno nad tzw. samochodami autonomicznymi, jak i nad rozbudową systemu IT o zarządzanie przewozem towarów. Bardzo ciekawa jest ta rewolucja. Nie wiem czy tak, jak wpłatomaty i opłatomaty mogą zwiastować kres zawodu kasjera, tak firmy w gatunku Ubera nie skasują zawodu taksówkarza. No, chyba, że założymy, iż taksówkarz ma nie tylko dowieźć człowieka z punktu A do punktu B, lecz pełni też rolę społeczną ;-). Aha, informacja z ostatniej chwili: Uber uruchomił w Mumbaju, Bangalore i Cannes usługę UberCopter i wozi klientów nie tylko samochodami, lecz również helikopterami. Kurs z lotniska do centrum Cannes kosztuje 160 euro. I kto mi powie, że chłopaki nie mają fantazji? ;-)

ubercopter

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 10 lipca 2015 08:58

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • errdos113 napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 09:42:49:

    Panie Macieju, chyba pominął pan dwie kwestie: ubezpieczenie kierowcy w sytuacji wykonywania zarobkowego przewozu osób (a nie prywatnej jazdy) oraz podatków.

    Uber we wszystkich krajach jest tańszy, bo nie gra na tym samym rynku co taksówki. Ustawy i regulacje o warunkach przewozu osób nie powstały aby zabić konkurencję, ale aby zapewnić ochronę klientom.

    Przejazd Uberem może kosztuje dwa razy taniej od taxi, ale jeśli dojdzie do wypadku to płakać będzie kierowca, jego klient albo obaj, bo Uber z pewnością umyje od sprawy ręce - w końcu jest tylko pośrednikiem.

  • armark napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 10:05:26:

    A propos rozszerzania portfolio usług przez Ubera o przewóz paczek, to tak pro forma dodam, że działalność transportowa, czy też spedycyjna jest w Polsce również licencjonowana. Tak więc, to nie jest takie hop siup... przynajmniej jeżeli chodzi o paczki (przesyłki) firmowe. Wiąże to się też z tematem ubezpieczenia przesyłki / transportu - co jest istotne chociażby w przypadku wystąpienia uszkodzenia podczas przewozu.
    Oczywiście nie wątpię, że Uber znajdzie i na to rozwiązanie... :-).
    Aczkolwiek sygnalizuje, że nie jest to taki prosty, przyjemny i łatwy do zaadoptowania pomysł.
    A korzystając z okazji - to nie wiem czy Wszyscy wiedzą, że w Polsce licencjonowana jest tylko działalność transportowa i spedycyjna DROGOWA, a np. lotnicza, czy morska - już nie... Co znaczy lobbing...

  • exverxes napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 10:08:06:

    Jest jeszcze jeden aspekt. Pisze pan, że skoro mają prawo jazdy to, mogą wozić kogo chcą. Problem jest jednak taki, że taksówkarz również ma prawo jazdy, ale poza nim wymaga się od niego szeregu innych elementów, od ubezpieczenia zaczynając a na kasie fiskalnej i zarejestrowanej działalności gospodarczej kończąc. Jeżeli nie będziemy tego wymagać od kierowców Ubera, to dla czego mamy wymagać tego od taksówkarzy? Gdzie jest różnica?

    Jeżeli kierowca Ubera i taksówkarz wykonują taką samą płatną usługę, to chyba powinni być traktowani względem prawa w ten sam sposób?

  • armark napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 10:13:19:

    @errdos113
    Błąd logiczny - kierowcy Ubera nie prowadzą "zarobkowego przewozu osób". oni, jak to ujął Pan Maciek, traktują to hobbystycznie...
    Tak więc, jakby co (odpukać...), to korzystają z takiego samego ubezpieczenia jak my wszyscy płacący ubezpieczenie zdrowotne... To samo dotyczy pasażerów.

  • errdos113 napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 11:24:09:

    @armark
    Względem prawa to tego samego kategoria "hobby", co kolekcjonerskie zbieranie środków odurzających?

    Ubezpieczenie zdrowotne to oczywiste, ale kierowca, który zabiera pasażerów ponosi za nich odpowiedzialność, nawet jeśli nie płącą za przejazd.
    Porównaj: moto.wp.pl/kat,1035805,title,Wypadek-z-autostopowiczem-Co-grozi-kierowcy,wid,16722565,wiadomosc.html?ticaid=115323

  • mat089 napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 12:23:05:

    Sytuacja Deutsche Banku może wpłynąć na cały system finansowy. Posiada on derywaty warte pięciokrotności PKB Unii Europejskiej. Wystarczy lekka panika na rynku, by bank nie tylko zbankrutował, lecz pociągnął za sobą kolejne banki. Wtedy kryzys z 2008 roku będziemy wspominać z rozrzewnieniem. Polecam przeczytać independenttrader.pl/366,deutsche_bank_na_progu_bankructwa.html

  • how-ever napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 16:53:31:

    Jasne, Uber jest tańszy. Taksówkarz musi opłacić ZUS, podatki, mieć kasę fiskalną- co prawda kupi ją raz, ale legalizacja kosztuje. Do tego dochodzą badania psychotechniczne, ważne maksymalnie 5 lat, o ile mnie pamięć nie myli, za które też trzeba zapłacić, no i licencja.
    Jeszcze jeden "drobny" szczegół- ubezpieczenie OC dla taksówki jest dużo wyższe, niż dla zwykłego samochodu. Ubezpieczyciele wrzucają taksówki do jednego worka z "elkami". Różnica w opłacie ubezpieczeniowej wynosi wtedy około 500 zł, może i więcej, na niekorzyść taksówek.
    Zrozumiałe jest, że klient chce zapłacić mniej. Pytanie, czy warto nabijać kabzę Uberowi, a w razie wypadku zostać z ręką w nocniku.

  • maciek_lepton napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 21:21:57:

    Dlaczego miliony konsumentów się nie wkurzą i nie pójdą protestować przeciwko regulacjom? Przecież uwalanie Ubera to niszczenie konkurencji co odbija się na kieszeni nas wszystkich (za wyjątkiem taksówkarzy, ich rodzin oraz korporacji taxi).

    Uważam, że wolność wyboru konsumenta jest równie święta jak niepodległość i suwerenność: to klient wybiera czy chce Ubera (bez ubezpieczenia, bez egzaminu itd) czy nie. Państwo moim zdaniem powinno się odstosunkować od tego rynku, który moim zdaniem regulacji nie potrzebuje.

  • mck2k11 napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 21:48:27:

    A podatki to kto zapłaci? Niech sobie będzie Uber, bez ubezpieczeń, bez zusów i kas fiskalnych, czyli tańszy, ale zasada jest prosta - pracujesz i zarabiasz to płać podatki. To podstawa funkcjonowania każdego państwa i koniec. Inna sprawa czy są wysokie i czy są prawidłowo wydatkowane, ale dlaczego ma taksiarz płacić PIT, a uber-driver już nie? Albo wszystkich zwolnić albo wszystkich opodatkować. Oj, coś ta samcikowa subiektywność zboczyła na zły kurs. Jeszcze nie tak dawno marudził że frankowcom nie można nic umorzyć bo jego cenne lokaty ucierpią, więc i on wyższe raty na franku przecierpi, a tutaj największą niesprawiedliwość uber-systemu przemilczał...

  • z17 napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/10 22:43:33:

    @ mck2k11

    Zgadzam się, Uber to kłusownictwo. Mniej więcej takie jak połów ryb prądem , bez wnoszenia żadnych opłat na rzecz PZW. Uber-driver ma na starcie względem taryfiarza co najmniej 2000 zł/m-c w kieszeni (nie płaci zusu, dochodowego, opłaty na rzecz korporacji taksówkowej, wyższego OC/AC, opłat za okresowe potwierdzenia uprawnień (badania lekarskie, licencje etc.). )

    I chciałem zauważyć, że w każdym fachu taki rodzaj konkurencji jest tępiony. Nawet za najgłębszej komuny prostytutki przeganiały z lokali gastronomicznych tzw. cichodajki . A czasem uszkadzały je cieleśnie w damskiej toalecie. Nie dziwię się, że legalny taryfiarz jest skwaszony, jak mu jakiś doskonale się bawiący Pan Michaś z samochodem taty podbiera za pół ceny klientów.

  • dbajofinanse.net napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/11 08:18:41:

    Mam wrażenie, że to walka z wiatrakami. Jeżeli nie możesz tego zwalczyć przyłącz się, czyli należałoby się zastanowić jak zrównać szanse taksówkarzy z uberowcami.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/12 11:07:43:

    W Anglii za minipłatności (parkowanie, gazeta) też płaci się kartą bez żadnych potwierdzeń - stąd może Uber pomyślał, że i Polska będzie mniej crazy na puncie bezpieczeństwa paru funtów...

    Uber ma jedną zaletę, której Pan nie wymienił - nie da się w takiej "taxówce" podkręcić licznika opłaty za pomocą PYKACZA - przerobionego pilota do bramy, albo kopania w ukryty mikrostyk pod tapicerką - co na prawdę WIELU taxówkarzy licencjonowanych czyni, gdy myslą że klient konkretną trasą jedzie po raz pierwszy, a nie dojeżdża do pracy co dnia. W Uberze jest wykreślona przez GPS trasa i z tej trasy wynika opłata, kalkulowana automatycznie, w centrali, a nie opłata za stanie w korkach, ruszanie i hamowanie co 1,5m dla nabicia licznika, celowe pakowanie się w korki itp. klimaty taxiarzy z papierami.

    Inna sprawa, że technologia korporacji taxówkarskich już Ubera dogania (przynajmniej w Poznaniu). Już niema tradycyjnych terminali z topornym wyświetlaczem i dodatkowych antenek - każdy taxiarz musi mieć smartfona, na nim (via internet GSM) wyswietla się wezwanie klienta (z godziną, miejscem, czasem dojazdu, itp. - aha, mają mają 8 minut na dojazd, dokądkolwiek). Po podjęciu klienta można zaakceptować trasę korporacji (na smartfonie) lub wybrać własną.

    Myślę że tylko próg psychologiczny stoi na drodze, by do karty stałego Klienta (nr podawanego podczas zamówienia) podpiąć płatność kartą, zdefiniowaną jako żródło obciążenia dla Korporacji. Klient zamawiając, potwierdza obciążenie, korpo i tak nagrywa zamówienia, ponadto klent zostając Stałym, podpisuje zgodę na taką formę generowania obciążeń.
    Da się? Da się, tylko po co to ruszać, zmieniać, jeśli dobrze działa? Do czasu :)

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/12 11:22:44:

    Dodatkowe / wyższe ubezpieczenie w taxi licencjonowanym? A cóż ono daje poszkodowanemu klientowi więcej i bardziej, niż OC kierowcy - uberowcy i NW dla pasażera? Wyższa składka ubezpieczenia nie daje wyższych uprawnień ani wyższych odszkodowań Klientowi, jest wyłącznie ukrytym podatkiem dla taxiarzy! A taxiarz jeździ ostrożniej niż zwykły Michaś, bo wie, że wyłączenie auta z ruchu na tydzień, dwa to katastrofa ekonomiczna...

    A sprawa fiskalizacji i podatków? jednym wpisem do CRM-u Ubera można każdą płatność kartą na rzecz zarejestrowanego Uberowca obciążyć podatkiem, całkiem automatycznie (księgowość prowadzi Uber), a następnie na koniec roku przesłać Uberowcowi odpowiedni PIT w PDF :) Będzie ciut drożej, ale mucha nie usiądzie :D

  • gpd6 napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/12 21:55:04:

    Panie Macieju,

    1. cały artykuł nie dotyczy Uber-a tylko jednej z jego usług - uber POP - jedynej w tej chwili dostępnej w Polsce.
    2. w wielu miejscach na świecie uber oferuje inne usługi - np. Uber Black które w wielu miastach są wykonywane za pomocą licencjonowanych taksówek, albo Uber Lux gdzie wożą licencjonowane limuzyny.
    3. Uber Pop i podobne serwisy oferując usługi "okazjonalnych" kierowców nie zabiorą taksówkarzom wszystkich klientów - bo wielu klientom zalezy na pewności i jakości i nie chcą jeździć najtańszym samochodem jaki przyjedzie z niesprawdzonym kierowcą. Zobaczymy co będzie jak uber Black się pojawi w Polsce.
    4. Warszawska Sawa Taxi ma już aplikację mobilną do zamawiania taksówek (polska siec taxi 19123) i działa to kulawo - daleko im do tego jak dobrze działa aplikacja Ubera.
    5. Takie obciążanie karty jest standardem w USA - tylko tam banki podchodzą dużo lepiej do reklamacji takich transakcji. Poza tym potwierdzenie jest - klient złożył zlecenie z zalogowanej aplikacji. Po co komplikować sobie życie czymś jeszcze ?
    6. Jeśli bank z którego usług korzystam blokował by płacenie za Ubera - za którego chcę zapłacić - następnego dnia zmienił bym bank. Jakim prawem bank ma CENZUROWAĆ za co płacę ?!

    tyle komentarzy :)

  • z17 napisał(a) komentarz datowany na 2015/07/13 00:33:17:

    @ nerkofil

    Wyższa składka ubezpieczenia OC/AC dla taryfiarza nie ma nic wspólnego z robieniem dobrze jego potencjalnemu klientowi. Chodzi o wyższe ryzyko szkodowości, związane z faktem, że auto jest dużo więcej w ruchu niż zwykły samochód, a do tego zazwyczaj w nieprzyjaznym środowisku miejskim (a nie np. w leniwej trasie na grzyby ;- ) ).

    Co do obciążania każdej transakcji uberowca podatkiem.... ZUS-em też chcesz go w ten sam sposób obciążyć? To byłoby dość ciekawe... ;-)

    Ponadto - gdzie jakakolwiek rękojmia wykonanej usługi? kto ma za nią odpowiadać? uber przecież umywa od tego ręce.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line