Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 02 września 2015

Czy to dobry moment, by iść po kredyt hipoteczny? I jak nie dać się zrobić na szaro?

Pytacie mnie często jak wziąć za rogi byka pt. "kredyt hipoteczny". Większość z Was nie jest finansistami, nie zajmujecie się na co dzień porównywaniem ofert bankowych i decyzja w którym banku wziąć kredyt na 20-30 lat, zakładając sobie tym samym taką malutką, finansową pętlę na szyję, może być trudna. W tych przytłaczających okolicznościach oczekujecie ode mnie pomocy. 

"Zwykły człowiek, nie związany z branżą bankową, idąc do banku z reguły nie jest pewien czy dokonał dobrego wyboru. Jest to wybór na długie lata, dlatego ta obawa jest ogromna. Ja chcę wziąć 300.000 zł na 25-30 lat. Nie dysponuję zbyt dużą gotówką na wkład własny, ale jak będzie trzeba - bo kredyt okazałby się atrakcyjny - zepnę się i uzbieram daną kwotę. Który bank obecnie oferuje najdogodniejszy kredyt hipoteczny? Czym mam się kierować dokonując wyboru?"

- pisze do mnie znajoma, a przy okazji czytelniczka blogu. Dostaję też coraz więcej pytań o to czy teraz w ogóle jest dobry moment na zaciąganie kredytu. Czytacie w gazetach i w internecie, że kredyt jest rekordowo tani, ale wkrótce raty mogą pójść w górę i pogrążyć domowy budżet w kłopotach.

"Przymierzam się do kredytu hipotecznego, w złotych oczywiście. Od przyjaciół mam informacje, że teraz nie jest dobry okres na taki kredyt, wzrośnie WIBOR, banki będą musiały odbić sobie pomaganie frankowiczom, Chiny zaczynają dołować... Mam co prawda etat, stałą umowę, raz w roku wpada trzynastka, ale zarobki bez szalu. Planuję kredyt, ponieważ wiem, że urzędnik to dla banków dobry klient, bezpieczny. Jeśli miałby Pan dla mnie i innych czytelników rady co robić w obecnym czasie, będę wdzięczny!"

- pisze pan Jakub. Cóż, na wzięcie dobrego kredytu hipotecznego dobry czas jest zawsze. Zaś na wzięcie złego, zawsze jest zły czas. O ile w przypadku lokowania pieniędzy sytuacja ogólnogospodarcza ma ogromne znaczenie dla przyszłych zysków, o tyle w przypadku ich pożyczania - liczą się głównie oferowane warunki, a więc marża kredytowa i ewentualnie inne warunki precyzujące obowiązki klienta. No i oczywiście cena kupowanej nieruchomości. Przepłacić za mieszkanie to tak, jakby źle ulokować kupiony na kredyt majątek  Każdy kredyt - a zwłaszcza ten na 20-30 lat - warto brać tylko wtedy, kiedy mamy już poduszkę finansową, własne oszczędności pozwalające w krytycznej sytuacji (strata pracy, gwałtowny spadek dochodów) finansować jeszcze przez jakiś czas raty. Nie podchodzimy do kredytu hipotecznego nie posiadając dobrego ubezpieczenia na życie, które zapewni pieniądze w przypadku ciężkiej choroby i niemożności zarobkowania. A wreszcie - zawsze sami szacujemy sobie zdolność kredytową, nigdy nie opieramy się na tym co powie na jej temat bank. Bo bank zawsze chce nam pożyczyć więcej, niż wynosi granica bezpieczeństwa dla domowego budżetu.

Teraz, gdy oprocentowanie kredytów jest rekordowo niskie, właściwe oszacowanie swoich przyszłych możliwości finansowych - przyszłych, nie tych obecnych! - jest szczególnie ważne. Jeśli w tym punkcie dacie ciała, to za kilka lat powiecie, że to rzeczywiście nie był dobry czas na wzięcie kredytu. Pamiętajcie - rata kredytu hipotecznego nie powinna przekraczać 30% waszego domowego budżetu. Jeśli przekracza 50% - jest źle i niebezpiecznie. Idąc dziś do banku po kredyt, dostaniecie symulację rat dla obecnych, niskich stóp procentowych. Koniecznie policzcie (bank powinien udostępnić Wam takie wyliczenia) co będzie, gdy oprocentowanie kredytu wskoczy z 4% na 8%. Czy nadal raty nie przekroczą 30% waszego domowego budżetu? Jeśli przekroczą poziom np. 50%, to oznacza, że choć dziś kredyt wydaje się tani, raczej was na niego nie stać. Owszem, niskie stopy procentowe będą obowiązywały jeszcze najmarniej rok-dwa, ale raczej nie 20-30 lat. Dla tych, którzy biorą swój pierwszy kredyt i nie chcieliby dać się naciągnąć, mam kilka minut porad. Koniecznie obejrzyjcie zanim pójdziecie do banku!

 

Waszym najważniejszym pytaniem jest przeważnie: czy korzystać z usług doradcy finansowego. Nie wzbraniam się przed tym, przynajmniej na początkowym etapie starań o kredyt. Nie zaszkodzi pójść do Expandera, Open Finance, czy Notusa i poprosić o ich oferty. Niech ustalą w którym banku jest najlepsza oferta dla klienta w danej sytuacji. Bo kredyt hipoteczny to takie dziwo, w którym ta sama osoba w jednym banku dostanie super-ofertę, a w innym beznadziejną albo w ogóle będzie odesłana z kwitkiem. Ale żeby była jasność: doradców finansowych traktuję raczej merkantylnie - wykorzystuję ich do ustalenia krótkiej listy banków, w których mam szansę na najlepsze warunki, a potem... porzucam. Idę sam do tych banków i sprawdzam jakie warunki otrzymałbym aplikując na własną rękę. Może się zdarzyć, że pośrednik finansowy ma "specjalny układ" z jakimś bankiem i grając z nim w drużynie będzie można ugrać nieco niższą marżę lub brak prowizji.

Znam też sporo przypadków, w których samodzielnie można dostać te same warunki, co u pośrednika lub wręcz lepsze. Jeśli nie chcesz zajmować czasu doradcy w realu, to pozostają porównywarki finansowe. Tu zaletą jest brak zobowiązań, a wadą - ograniczenie porównań do standardowych parametrów, jak marża, czy prowizja. Dobry doradca "w realu" - częściej znajdziesz takiego poza największymi sieciami, radzę poszukać pocztą pantoflową - może mieć też bezcenną wiedzę "niemierzalną" - w którym banku właśnie jest promocja, gdzie właśnie "zakorkował" się dział rozpatrujący wnioski i nie ma szans na szybkie rozpatrzenie twojego, albo gdzie jest największa szansa na wynegocjowanie warunków lepszych, niż standardowe. Jeśli zobaczysz, że doradca ma do ciebie indywidualne podejście i wiedzę "zakulisową" o kredytach, to zostań z nim dłużej, niż tylko do wyselekcjonowania "krótkiej listy" banków.

Koniecznie przeczytaj: dobrze negocjował, postawił bank pod ścianą i zaoszczędził na kredycie hipotecznym ponad 70.000 zł

Do każdej krótkiej listy warto dołączyć bank, w którym masz ROR. Jest spora szansa, że zostaniesz w nim warunki kredytu hipotecznego znacznie lepsze, niż standardowe (niektóre banki nie potrafią docenić stałego klienta, ale w większości są już specjalne ścieżki i procedury, dzięki którym możesz ponegocjować obniżkę marzy lub zwolnienie z prowizji. Mając "krótką listę" trzech, góra czterech banków odwiedzasz je i porównujesz oferty pod kątem - w kolejności ważności - marży, kosztów dodatkowego ubezpieczenia (niski wkład, pomostowe, inne), prowizji. Generalnie warto iść tam, gdzie jest najniższa marża, nawet jeśli trzeba wtedy zapłacić prowizję. Prowizja to obciążenie jednorazowe, a każde 0,1% marży może przekładać się na 10.000 zł (lub trochę mniej przy mniejszych kredytach) niższego kosztu kredytu. Mając dwa banki o tej samej marży wybieracie ten, w którym panują przyjaźniejsze zasady dotyczące obowiązkowych ubezpieczeń. Jako jeden z kilku najważniejszych argumentów wziąłbym też pod uwagę możliwość wcześniejszej spłaty kredytu. Nawet jeśli dziś go nie przewidujesz - nadejdzie taki czas, że przyda się możliwość spłacenia reszty długu bez prowizji. Jeśli nie będzie mocnej zniżki w marży, z dużą rezerwą podchodź do inwestycyjnego cross-sellu. Przeważnie lepiej zapłacić prowizję lub mieć wyższą marżę, niż pchać się w plan oszczędzania na 20 lat. Ewentualnie możesz rozważyć przeniesienie do banku-kredytodawcy ROR-u lub karty kredytowej, ale to powinien być już absolutny szczyt twojej elastyczności. Chociaż przeczytaj też votum separatum jednego z doradców finansowych Open Finance, który ma własne argumenty na temat cross-sellu, zwłaszcza tego inwestycyjnego..

Obejrzyj też: Czy opłaca się mieć własne mieszkanie? A może taniej będzie... wynajmować?

Jeśli w banku będą stroili fochy, to wstajesz i mówisz, że w takim razie idziesz do konkurencji - przeważnie w tak drastycznych okolicznościach bankowcy topnieją jak zeszłoroczny śnieg. Zapytaj o ile tańszy będzie kredyt (patrząc przez pryzmat marży) jeśli przyniesiesz większy wkład własny. Jeśli różnica jest spora, rozważ np. pożyczkę u rodziny, żeby potem płacić niższe raty. Projekt umowy weź do domu i przeczytaj z zaprzyjaźnionym prawnikiem. Nie podpisuj dopóki nie zrozumiesz każdego paragrafu. Nie daj sobie wmówić, że umowa jest nienegocjowalna. Bankowcom może się nie chcieć poddawać twoich poprawek analizie prawnej, ale nie ma prawa ci zabronić korygowania umowy. W miarę możliwości wyrzucaj z umowy wszystkie zapisy, które odsyłają do regulaminu lub tabeli opłat i prowizji. Te dokumenty bank może zmienić jednostronnie, nie pytając cię o zdanie, więc każde odniesienie do nich oznacza, że bank może na ciebie narzucić dodatkowe koszty, a ty będziesz mogli co najwyżej podać go do sądu. Uwaga: dokładnie przeczytaj warunki rozliczania transz. Niektóre banki robią kłopoty z uruchamianiem kolejnych transz pod pozorem źle przybitego gwoździa. Tu też przyda się dobry prawnik. Aby móc spełnić te wszystkie zasady, warto mieć za sobą atut czasu. Znacznie większe pole manewru będziesz miał wtedy, gdy na negocjowanie warunków kredytu i wypełnianie procedury dasz sobie co najmniej cztery miesiące. Działając pod presją czasu dajesz bankowi prezent - to ty jesteś pod ścianą, a on jest panem sytuacji.

pieniadzeekstramagazynJUTRO EKSTRA "PIENIĄDZE EKSTRA"! Z okazji początku roku szkolnego, a więc jednej z najbardziej doniosłych chwil w roku dla naszych portfeli, postanowiliśmy wydać jeszcze bardziej ekstra wydanie "Pieniędzy Ekstra" w "Gazecie Wyborczej". W najbliższy czwartek zamiast tradycyjnych czterech stron o Waszych pieniądzach dostaniecie aż dwanaście. Co będzie do przeczytania? Miniraport: co zmienią słabnące Chiny w naszych portfelach. Garść prognoz dotyczących kursów walut na najniższe miesiące i porady jak inwestować pieniądze. Trzy strony na początek szkoły: jakie zajęcia dodatkowe zafundować dziecku, jaki tornister kupić, żeby jak najlepiej posłużył uczniowi oraz jakie kursy językowe najbardziej się opłacą. Studenci i kamienicznicy z pewnością przeczytają z wypiekami na twarzy poradnik: jak bezpiecznie wynająć mieszkanie? Będzie coś dla miłośników technologii: jak dowiedzieć się czy twoje dziecko właśnie nie jest na wagarach. Z myślą o bankowcach, zamiast kawy dla podniesienia ich ciśnienia (oraz dla konsumentów już bez zdrowotnych podtekstów ;-)), ranking kont bankowych "za zero". Czy ktoś jeszcze daje ROR naprawdę za darmo? A poza tym Ekipa Samcika przeprowadza ciężki ostrzał pozycji wroga: odkręca śrubę staruszce, parówkowym skrytożercom mówi stanowcze nie, zastanawia się które odsetki warto przytulić, demaskuje złodziei naszych pieniędzy i dziwnie chwiejną marżę pewnego kredytu. Kupcie jutro "Wyborczą" z ekstra-wydaniem "Pieniędzy Ekstra"..

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 02 września 2015 07:35

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 08:55:49:

    na moją logikę nie warto brać kredytu. Za 300tys zł możemy mówić o małym mieszkanku 2pokojowym w dobrej dzielni Wa-wy. Za najem zapłacimy 1800-2000zł w tym są opłaty dla spółdzielni. Idąc po kredyt na 30lat na 4% rata miesięczna 1450zł + 450zł spółdzielnia. Zatem już jest drożej niż wynajem. A najlepsze przed nami, bo przy wzroście oprocentowania do 8% (co jest bardzo realne w ciągu 30lat) rata podskoczy do 2200zł, dodajmy czynsz. Widać że nie warto wiązać się kredytem. W ciągu 30lat nasza sytuacja życiowa może się zmienić diametralnie. Mając mieszkanie na kredyt przestajemy być mobilni. Można powiedzieć, przecież wynajmę i mogę jechać do pracy do innego miasta. Ok tylko z wynajmu dostaniesz 1800 minus podatek, a ratę miesięczną będziesz miał 2650, więc co miesiąc 1tysiąc w plecy. Nie licząc już że zarządzanie najmem z innego miasta jest niewykonalne oraz lokatorzy zniszczą Ci mieszkanie i co parę lat trzeba będzie je odświeżać. Warto to mieć w pamięci decydując się na kredyt.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 09:31:24:

    gdybym decyzję podejmować miał dzisiaj z kalkulatorem i chłodną głową pewnie postawiłbym na wynajem. No właśnie... z chłodną głową, bo zupełnie inna sprawa czy dobrze by mi się w wynajmowanym mieszkaniu mieszkało. Jakoś miałbym poczucie tymczasowości.

  • pabl05 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 09:47:57:

    @com.one W zasadzie masz rację, ale należy pamiętać, że pieniądze z wydane na kredyt po jakimś czasie można spieniężyć i wtedy one wrócą, nawet jak nie całość to przynajmniej w części. Pieniądze z wynajmu przepadają bezpowrotnie.

  • sojers1 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 09:58:31:

    Obawiam się że obecnie budowane mieszkania po 30 latach użytkowania niekoniecznie muszą się zwrócić. Fani kupowania na kredyt powinni wziąć pod uwagę również koszty remontów kapitalnych, wykończenia, utratę zysków alternatywnych z powodu niemożności przeprowadzenia się itp. Może (ale oczywiście nie musi) się okazać że po 30 latach nawet po odzyskaniu części zapłaconych kwot finalnie będziecie do tyłu w porównaniu do wynajmowania. Wynajmujący pomijają koszty remontów itp bo jak mieszkanie się zużyje to po prostu mogą wynająć kolejne:) ale to oczywiście do indywidualnej analizy i upodobań

  • pabl05 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 10:21:40:

    Tylko Polska to niestety nie jest zachód. U nas nie ma dobrze rozwiniętego rynku pod wynajem inny niż dla studentów. A w moim rodzinnym mieście (delikatnie powyżej 20 tyś. mieszkańców) rynek ten jest całkowicie martwy. Do tego wynajęcie mieszkania po remoncie zwykle kosztuje sporo więcej niż średnia rynkowa. A te za przyzwoite pieniądze są od razu zużyte.

  • daiglu napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 11:15:14:

    Witam
    Prosze o pomoc : w których bankach mogę starać sie o kredyt jezeli prowadze DG na ryczałcie i jak to licza
    Z góry dziekuje

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 11:18:45:

    Przede wszystkim rynek wynajmu mieszkań w Polsce jest nienormalny ze względu na niskie płace. Rentowność wynajmu małego mieszkania porównywalna z lokatami bankowymi dla właściciela oznacza wydatek połowy średniej pensji dla wynajmującego. To powoduje, że obydwie strony uważają wynajem za mało opłacalny.

  • tyszprawda napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 12:30:11:

    "doradców finansowych traktuję raczej merkantylnie - wykorzystuję ich do ustalenia krótkiej listy banków, w których mam szansę na najlepsze warunki, a potem... porzucam"

    I to pisze człowiek, który zajmuje się etyką w finansach - wykorzystać cudzą wiedzę za darmo i pokazać figę. Albo łaź Pan po bankach, albo współpracuj z doradcą, który poświęca swój czas i energię.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 12:52:47:

    @pabl05 Pieniądze z wynajmu przepadają bezpowrotnie.

    A wydane na kredyt nie przepadają ? Biorąc 300tys na 30lat przy oprocentowaniu 8% do zwrotu jest 800tysięcy, czyli ta przyjemność kosztuje pół bańki !!! Do tego doliczyć sobie, tak jak pisałem, że co miesiąc jesteś 1tysiąc zł w plecy przez 30lat masz 360tys zł. Do tego doliczyć sobie remonty raz na 5 lat powiedzmy 10tys lekko, czyli 60tys zł. Razem wydasz 920tys zł więcej niż pożyczyłeś. I jedno ważne co przemawia za wynajmem, w przypadku wynajmu nie musisz mieć tych 920 tysięcy, a jak weźmiesz kredyt to musisz przynieść w zębach. Moim zdaniem rachunek jest prosty. Z jednej strony wynajem 1800zł przez 30lat = 650tys versus kredyt koszt = 920tys +300tys rat kapitałowych ale to można pominąć bo po 30latach może uda się sprzedać za 300. Sytuacja kredytobiorców "frankowych" wygląda jeszcze mniej kolorowo, bo tutaj saldo kredytu zmieniło się zgodnie ze wzrostem kursu chf.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 13:26:55:

    @tyszprawda
    "doradców finansowych traktuję raczej merkantylnie - wykorzystuję ich do ustalenia krótkiej listy banków, w których mam szansę na najlepsze warunki, a potem... porzucam"
    I to pisze człowiek, który zajmuje się etyką w finansach - wykorzystać cudzą wiedzę za darmo i pokazać figę.

    I to jest właśnie idealny przykład "etyki" w finansach, którą i redaktor Samcik reprezentuje. :)

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 14:02:13:

    hmmm, do kilku spraw się odniosę

    po pierwsze, warto kupować nieruchomości, kiedy są relatywnie tańsze (rynek nieruchomości także jest cykliczny, obecnie od dobrych 2-3 lat mamy dołek), dziś - patrząc na rodzime woj. śląskie, ceny bywają o 20-25% tańsze niż w szczycie boomu 2007-8 r., tych oszczędności nikt nie zabierze, bank zawsze kiedyś można zmienić na tańszy

    po drugie - jestem mocno daleki od tego, że najlepszym kredytem zawsze jest kredyt z niższą marżą, nawet kosztem prowizji. Bank warto w przyszłości zmienić (wykorzystując wyższe nominalnie dochody, lepszą historię kredytową, być możę odbicie na rynku nieruchomości, dłuższą współpracę z bankami itd itp), a płacąc z góry prowizję czy inne fikcyjne ubezpieczenia ponosimy koszty, które się nie zamortyzują niższą marżą. inna kwestia, że np. para 25-latków, która mówi, że to docelowe mieszkanie (np.40-45 m2) po urodzeniu dziecka na bank zacznie myśleć o czymś większym, warto zresztą przyjrzeć się statystykom (polskim bądź zagranicznym), co jaki okres czasu zmienia się kredyt, bądź nieruchomość. Można oczywiście płacić przez 30 lat taką samą marżę, ale po co ? Na tej zasadzie, redaktor chyba nie ma umowy z np. Erą GSM z 1996 r, tylko "ciut' tańszą, mimo, że na 3 zł / min. rozmowy pewnie by go było dalej stać.

    Najem. Ok, ale w polskich realiach nie ma instytucji najmu długoterminowego. Zero stabilności - ok dla młodych, ale dla rodziny z np. małym dzieckiem już średniawo. Możliwość zainwestowania własnych środków w mieszkanie -w praktyce hmmm dyskusyjna (co do ich zwrotu). No i kluczowa sprawa - w pewnym uproszczeniu - w oprocentowaniu kredytu (w WIBORze) jest "ujęta" inflacja, a czynsz o tę inflację będzie rósł. A więc - przyjmując WIBOR na średnim poziomie "x" (czy to 2, czy 3 czy 5 % w dłuższym czasie - biorąc pod uwagę, że WIBOR w PL podąża za stopami NBP, te są ściśle powiązane z czynnikami inflacyjnymi, a inflacja nie za bardzo w najbliższych latach ma się z czego wziąś) rata wahając się o te 15-20% w obie strony w dluższym czasie nominalnie będzie uśredniona, czynsz zaś o tę inflację będzie rósł. A więc za -naście/dwadzieścia lat będzie 2x wyższy niż dziś. Na tej samej zasadzie będą rosły płace kredytobiorcy - niektóre automatycznie dzięki waloryzacji, inne pośrednio (jeśli ktoś twierdzi, że płace nominalnie nie rosną, warto zerknąć na średnią krajową ; malkontentom od razu odpiszę, że osoby z minimalną krajową raczej nie tworzą gros kredytobiorców)

    30% dochodu (fakycznego, nie wykazywanego oczywiście, ten jest tylko po to, by uzyskać kredyt) - jak najbardziej się zgodzę, może czasami więcej, jeśli ma się odpowiednią rezerwę finansową (oszczędności, nieruchomości), znacznie wyższe dochody i stabilną branżę lub zawód, w którym ryzyko znacznego zmniejszenia dochodów jest ograniczone

    Wybór kredytu. Hmmmm, przedmówca już odpowiednio skomentował autora blogu.
    Oczywiście, nie można zawierzać absolutnie, natomiast dla mnie jeśli ktoś idzie do doradcy finansowego i traktuje go jak comperię.pl, mocno się pomylił (albo nigdy z doradcą nie miał do czynienia).

    Kwestia wyboru banków to kwestia mocno wtórna. Kluczową jest wybór koncepcji kredytu, pomysłu na to, jak ten kredyt będzie funkcjonował w finansach klienta także za 5-10-15 lat biorąc pod uwagę jego plany, sytuację (jak przykład wyżej - prawdopodobieństwo, że dobrze rokujące małżeństwo, w średnim i dużym mieście będzie do ostatniego tchnienia mieszkać na 40-50 m2 jest nikłe, a więc prędzej czy później zmienią nieruchomość). Równie kluczowe są kwestie prawne i podatkowe, które są niejako "obok" , a Klienci nie mają ich świadomości.

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 14:18:36:

    cd

    I równie istotne to, że kredyt to tylko wycinek finansów osobistych - np. jedną z najbardziej absurdalnych sytuacji, z którą na bieżąco się spotykam to kredytowanie na minimum i na minimalny okres (oczywiście dziś, przy bieżących stopach procentrowych) i totalne wyzerowanie się z rezerw. Wniesienie większego wkładu własnego i pozbycie się oszczędności - w razie krytycznej sytuacji (zdrowie, praca) nie zabezpiecza Klienta, a tylko i wyłącznie bank. Wniesionego wkładu bank nie zwróci.

    Bez zabezpieczenia w postaci rezerwy finansowej, a najlepiej i ubezpieczenia na życie chroniącego spłatę, Kowalski sam sobie robi kuku, a potem 'bank zły'. Pytanie, czy wolałby tak, jak dziś w SKOKach, że co drugi kredyt jest zagrożony, a z tych właśnie kredytów (w uproszczeniu) , jeśli są spłacane terminowo, są zwracane depozyty.

    A więc - ograniczone zaufanie ok, natomiast - pisząc wprost - kradzież czyjegoś czasu i wiedzy (często mimo wszystko specjalistycznej, chyba, że wrzucamy wszystkich do jednego worka, ale wówczas doradcy patrzą na swój interes, lekarze nie mają wiedzy, dziennikarze są na usługach biznesu, politycy i sąsiedzi kradną itd itp) nie nadaje się do skomentowania. W banku jeśli Kowalski pójdzie i powie, że chce kredyt na jakiś tam warunkach (choćby nawet jego pomysł był debilny), Pani Krysia z PKO BP mu takie warunki przeliczy i przedstawi ,a w planowaniu swoich finansów nie bardzoo to chodzi - chyba, że ten sam Kowalski także do lekarza idzie z zaleceniami, co mu przepisać, co zoperować, a czego nie, bo jest człowiekiem renesansu i na wszystkim zna się "lepiej".
    Jeśli doradca ma głowę na karku, wie, że dobrze zrobiony kredyt będzie procentował, po drugie - mimo wszystko, mimo, że niektóre banki płacą lepiej, inne gorzej, nie jest pracownikiem banku i w pewnym sensie pracuje dla Klienta (mimo, że opłaca go np. firma doradcza). A nawet (dla niektórych) bądź także (dla innych) w OF, Ex, Notusie można spotkać osoby, które mają ponadprzeciętną wiedzę (czasami po iluś latach także ucząc się na swoich błędach). A czarne owce tak samo w firmach doradczych, jak i w bankach trzeba eliminować.

    Cross-sell z tych samych powodów, z których warto będzie pomyśleć o zmianie banku, raczej nie lokacyjny i ograniczony najlepiej do pierwszych kilku lat, zresztą przy zmianie banku wszelkie warunki i zobowiązania względem starego zwyczajnie wygasają (a kiedy odwróci się trend w gospodarce - co m.in. pociągnie za sobą i wzrost konkurencji, i wzrost stóp procentowych, banki będą znów walczyć na marże, gdyby czy raczej kiedy Polska wstąpi do strefy EURo na polskim rynku pojawić się powinni gracze, których dziś nie ma, bo kredytowanie w egzotycznej złotówce oznacza dla nich ryzyko kursowe, a bariera walutowa zniknie.

    Co do umowy - fakt, trzeba zrozumieć, ale wielkich nadziei na wielkie modyfikacje sobie nie robiłbym. Trzeba dopytać o to, co niezrozumiałe. Ale i pamiętać, że nikt nie będzie kredytobiorcy traktował jak dziecko i o wszystkich warunkach przypominał w trakcie spłaty (tych podstawowych), w tym spłatach raty w terminie (nie 5 czy 10 dni później, bo tak pasowało).






  • tiszantul napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 15:29:22:

    "zupełnie inna sprawa czy dobrze by mi się w wynajmowanym mieszkaniu mieszkało. Jakoś miałbym poczucie tymczasowości" - zapewniam, że obecne stopy procentowe są jak najbardziej tymczasowe. Ale po co mówić o przywiązaniu do kaloryfera 300-tysięcznym długiem na 30 lat, lepiej mówmy "stabilizacja", "nie lubię niepewności".

  • aneta.a88 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 13:20:03:

    "Jeśli nie chcesz zajmować czasu doradcy w realu..."

    Nie zajmujesz mu czasu - przecież to jego praca! Ale... tak czy inaczej zanim się ktoś wybierze do doradcy to zweryfikujcie najpierw oferty choćby w internecie, na początek najlepsza jest właśnie porównywarka np. www.confronter.pl
    Bo niestety trzeba mieć na uwadze, że nie wszyscy doradcy są super uczciwi więc warto się wdrożyć wcześniej w temat.

  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 18:07:03:

    Dziwi mnie to bronienie pośredników i doradców.
    Byłam kiedyś w OF, właśnie w sprawie kredytu - doradca nonszalancko zakładał nogę na nogę, wziął ode mnie informacje o dochodach, a potem wypluł z siebie, że mogę dostać kredyt od ręki i w ogóle bez problemu, oczywiście w Getinie (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to jedna rodzina), w innych bankach może też, ale za długo trwa, gorsze warunki itd. Całe spotkanie potrwało może 10 minut "To Pani myśli i bierzemy".

    Za takie porady to ja dziękuję i nie mam żadnych skrupułów, by trochę powykorzystywać "doradców"

  • art3332 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/04 21:20:17:

    Tu jest ciekawa lista pomocy związanych z negocjacjami z bankiem. Szczególnie jestem ogromnym fanem wniosków o restrukturyzację kredytów.

    Jakiś czas temu autorom udało się skompilować wszystkie pomoce na temat oddłużania w jednym miejscu. Myślę, że niektóre z nich można uznać za przydatne. Można samemu sprawdzić to tutaj: Conectum finanse

  • profesjonalnydoradca napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/19 21:44:46:

    masakra jakas z tym co ten człowiek wypisuje

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny