Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 01 września 2015

Miażdżący argument: gdyby nie było franków, mieszkalibyśmy u niemieckiego kamienicznika?

Kilka dni temu w "Forbesie" ukazał się wywiad z Wojciechem Sobierajem, enfant terrible polskiej branży bankowej. W odróżnieniu od niektórych innych prezesów on zwykle mówi to, co myśli (może dlatego, że nie ma nad sobą żadnej centrali na Zachodzie), choć nie jest byłym prezesem, lecz wciąż "zasiadającym". Inna sprawa, że zdarza mu się robić coś innego, niż mówi (zarządzany przez niego Alior Bank ma trzecią największą w Polsce sieć dystrybucji, a od lat powtarza, że placówki za chwilę będą niepotrzebne). Osiągnął niewątpliwy sukces stawiając od zera bank, który za chwilę zapuka do pierwszej dziesiątki największych (już dziś ma 2,5% udziału w dość rozdrobnionym rynku). Ale niestety podpadł mi okrutnie, bo do celu szedł najkrótszą drogą, "po trupach" klientów, oferując im darmowe usługi, a potem przykręcając śrubę, mamiąc najtańszym kredytem, który wcale nie jest najtańszy oraz "wyższą kulturą bankowości", która przy bliższym poznaniu okazuje się być kulturą bardzo masową. W wywiadzie dla "Forbesa", skądinąd bardzo ciekawym, prezes Aliora wyraził swój sceptycyzm co do przyszłości branży bankowej, opowiedział co myśli o frankowiczach i o repolonizacji.

BANKI PRZEGRAJĄ Z SIECIAMI SPOŁECZNOŚCIOWYMI. Według Sobieraja banki, ściśnięte nierówną konkurencją z firmami pozabankowymi, rosnącymi regulacjami nadzorczymi oraz coraz niższą rentownością, przekształcą się w "urzędy" oferujące tylko proste, najmniej ryzykowne i najmniej opłacalne produkty (np. konta rozliczeniowe). Wszystko co sexy, innowacyjne i wysokomarżowe przejmą firmy pozabankowe.W płatnościach rozpycha się PayPal, Bitcoin, przelewy ekspresowe jako pierwsza rozwinęła firma Blue Media, walutę wymieniamy dziś w kantorach internetowych, zaś pożyczki - w firmach technologiczno-finansowych, jak Vivus. Zdaniem Sobieraja będzie gorzej, bo wkrótce rozwiną się platformy społecznościowe i crowdfunding, co oznacza, że ludzie przestaną w ogóle potrzebować pośredników, by wymieniać się pieniędzmi. "Premier Cameron, udając się z wizytą do Azji, zabiera ze sobą menedżerów dwóch platform peer-to-peer: RateSetter i Iwoca. I nikogo z banków. Po co w Azji mają budować przestarzałą infrastrukturę bankową, jak mogą przeskoczyć do bankowości przyszłości. Szybkiej, taniej, przyjaznej, bezpiecznej i wygodnej. Nie trzeba biur podróży, aby kupić bilet i wczasy, prawda? Oczywiście booking.com nie ma gwarancji urzędu marszałkowskiego, ale co z tego?". Banki w tym czasie, jako "instytucje zaufania publicznego", będą na to patrzyły i umierały stojąc."Sprowadzenie banków do urzędów spowoduje, że z obiecującej branży zrobi się skansen. Według mnie pracę w ciągu najbliższych pięciu lat w bankowości w Polsce straci jakieś 40.000 osób". Czyli co czwarty pracownik. Spieszmy się kochać banki. Tak szybko odchodzą.

KREDYTY FRANKOWE? TO CENA ZA TO, ŻE NIE MIESZKAMY U NIEMCA (I FRANCUZA). Bardzo ciekawie stawia Sobieraj sprawę kredytów frankowych. Podziela zdanie tych, którzy mówią, że było ich za dużo i były udzielane zbyt lekką ręką. Ale rysuje też krajobraz alternatywny. Gdyby kredytów we frankach nie było, to Polacy mieszkaliby teraz w mieszkaniach należących do Niemców. Bo nas za kredyt w złotych na mieszkanie nie było stać, a Niemca na kredyt z niemieckiego banku - i owszem. Albo Brytyjczyka w brytyjskim, żeby nie było, że nie lubimy tu jakiejś konkretnej nacji. Dziś mamy kłopot z kredytami frankowymi, a gdybyśmy go nie mieli, to byłby płacz, że polskie kamienice zostały wykupione przez zagranicznych inwestorów, którzy wynajmują nam mieszkania. Potrzeba własnego "m" by nie znikła, po prostu zaspokoiłby ją ktoś inny. "W minionej dekadzie kredyt hipoteczny był poza zasięgiem większości Polaków. Przy nominalnych stopach procentowych powyżej 10% żadna rodzina w Polsce nie byłaby w stanie zaciągnąć i spłacać kredytu na mieszkanie w złotych. Fakt, kredyty frankowe poszły w miliony, a zgodnie z regułami sztuki powinny trafić do maksimum 3–4% społeczeństwa, bo tak ryzykownych instrumentów nie powinno się udzielać ludziom zarabiającym średnią krajową i mniej. Może za szybko chcieliśmy doganiać świat. Ale czekanie na spadek stóp złotowych w Polsce w sytuacji, gdy za parę lat mieliśmy wejść do strefy euro, a banki zagraniczne dawały swoim klientom w innych krajach kredyty na zakup nieruchomości „pod wynajem”, byłoby tchórzostwem. Mieliśmy się stać krajem kamienic czynszowych będących własnością obcokrajowców? Albo mieszkać u teściowych?" - słusznie prawi Sobieraj. I przyznaje, że branża bankowa powinna zawczasu podzielić się zyskami i obniżyć spready walutowe oraz zrestrukturyzować kredyty tym, którzy wpadli we frankową pułapkę.

OBEJRZYJ: JAK ZNALEŹĆ NAJLEPSZY KREDYT HIPOTECZNY - KROK PO KROKU. To temat najnowszego odcinka wideocyklu "Samcik prześwietla". Dowiesz się z niego czy dziś warto brać kredyt hipoteczny, jak sprawdzić czy cię na niego stać oraz na co zwracać uwagę porównując oferty i czy warto korzystać z pośrednika, czy też lepiej szukać samemu. Zapraszam!

KTO ZAPŁACI ZA PRZEWALUTOWANIE KREDYTÓW? Sobieraj ma w tej sprawie klarowną odpowiedź: zapłacimy wszyscy w formie trudniejszego dostępu kredytu dla firm. "Jeżeli SKOK-i nie upadły, to banki też nie upadną. Ale za masowe przewalutowanie kredytów frankowych zapłacą wszyscy, na wiele sposobów, choćby w formie wyższych opłat bankowych. Ciężkie czasy mogą nadejść dla firm. Skąd banki wezmą kapitały, aby finansować ich rozwój, inwestycje, nowe miejsca pracy, innowacje? Ktoś powinien uświadomić politycznym decydentom, jakie będą konsekwencje tego ruchu, bo mi to wygląda na działanie szybkie i bez kalkulacji. Ostatnio dużo mówiło się o inwestycjach w energetykę. Pewnie kiedyś przyjdą lepsi Polacy, którzy te linie przesyłowe wkopią w ziemię, rozwiną OZE, wybudują elektrownie atomowe. I będą się dziwili, dlaczego myśmy tego nie zrobili. A jeżeli nie z kredytu, to z czego? Z budżetu? Z budżetu to niech będzie większe wsparcie dla rodzin i dzieciaków, przyzwoita emerytura, godziwa ochrona zdrowia, edukacja, szkolnictwo wyższe, obronność, a nie kopanie kabli w ziemi" - mówi prezesa Aliora. Zgadzam się z nim, ale też wydaje mi się, że trochę przesadzamy z tym straszeniem, że bez banków firmy nie będą miały z czego finansować inwestycji. Dziś mają tyle własnych pieniędzy, że banków potrzebują tylko w umiarkowanym stopniu. I dopóki gospodarka nie będzie rosła w tempie 6-7%, firmy bez wzrostu zdolności banków do udzielania kredytów jakoś się obędą.

PO FRANKOWICZACH PRZYJDĄ "ZMIENNOPROCENTOWICZE". Sobieraj bardzo słusznie zauważa to, o czym od czasu do czasu piszę też w blogu - że każdy kredyt hipoteczny to ryzyko nieprzewidywalności rat. I że prędzej czy później do banków przyjdą po pieniądze kolejni "oszukani" klienci. Źródłem "oszustwa" będzie to, że bank dał kredyt o zmiennej stopie, który podrożał znacząco. "Teraz mamy dyskusję na temat franka, zaraz będziemy mieli dyskusję na temat kredytów o zmiennej stopie w złotych. Kredyty hipoteczne o zmiennych stopach na świecie nie istnieją. Ale w Polsce dominują, bo te o stałej stopie są droższe. Banki nie mogą udzielać kredytów o stałej stopie taniej, bo brakuje im pokrycia w długoletnich depozytach. Stopy procentowe nie zawsze będą takie niskie jak teraz, raty klientów wzrosną. Pojawi się oczekiwanie, żeby banki pokryły straty z tego tytułu". Czyli będzie trochę tak, jak z tymi przeklętymi frankami. Byliśmy i jesteśmy biedni, więc stać nas tylko na kredyt o zmiennej stopie. Banki taki kredyt nam podsuwają, żebyśmy nie musieli mieszkać kątem u teściowej. Bierzemy na klatę ryzyko zmiennej stopy, bo też nie chcemy mieszkać kątem u teściowej, ale... jak przychodzi co do czego, to stwierdzimy, że bank nas oszukał, bo kredyt maił być tańszy. Smutne to i przypomina węzeł gordyjski.

REPOLONIZACJA, CZYLI MOŻLIWOŚĆ REALIZACJI POLITYKI PAŃSTWA. W tym punkcie prezes Alior Banku solidnie mnie wkurzył. Wiadomo, że sam wolałby nie być kupiony przez bank z Francji, Włoch, czy Wielkiej Brytanii. Ale uzasadnienie, które dorabia, by wytłumaczyć zakup akcji Aliora - a w niedalekiej przyszłości prawdopodobnie też kilku innych banków - przez PZU, bardzo mnie uwiera. "Myślę, że są dwa racjonalne argumenty za repolonizacją. Pierwszy to możliwość realizowania polityki gospodarczej państwa. Co się stanie, kiedy coraz bardziej regulowane przez EBC banki strefy euro dostaną wytyczną, by schładzać kredytowanie, a w Polsce będzie duży popyt na kredyty? Kogo się słuchać? Z kim dyskutować? Musimy być gotowi na finansowanie polskich firm bez względu na politykę bankowych central z zagranicy" - mówi Sobieraj. A ja się zastanawiam: czy wolę, żeby banki w Polsce miały prezesów, którzy są marionetkami w rękach zagranicznych central, czy też polskich polityków. Jeśli banki zaczną realizować politykę państwa, to skończy się to wielkim kryzysem. Bo właśnie realizowanie przez banki polityki państwa spowodowało, że w USA wystarczyło mieć puls, żeby dostać kredyt hipoteczny.

Drugi argument Sobieraja za repolonizacją nie podnosi mi już tak bardzo ciśnienia, ale też się zastanawiam czy aby na pewno trzeba zań płacić pieniędzmi posiadaczy polis ubezpieczeniowych PZU. "To możliwość politycznego wsparcia krajowych banków w ich zagranicznej ekspansji. Serce mnie boli, jak widzę, że austriackie i włoskie banki rozdają karty na rynkach Europy Środkowej i Wschodniej. Polskie banki, zwłaszcza detaliczne, mogłyby wzorem banków hiszpańskich iść kraj po kraju, przejmować konkurentów, wdrażać innowacje i się rozwijać. Bankowość jest nadal jednym z nielicznych sektorów gospodarki, gdzie możemy pograć w skali europejskiej. Ciągle jest szansa stworzenia polskiej bankowej Zary czy chociaż Maspeksu. Ale marzenie o tym staje się nierealne, gdy polityka podważa sens bankowego biznesu i demoluje tę branżę". Panie prezesie, polityka to demoluje konkurencję rynkową, a nie branżę bankową. Zdemoluje, i owszem, tę branżę, jeśli nawiedzeni ministrowie będą mylić repolonizację z renacjonalizacją.

pieniadzeekstramagazynNADCHODZI SPECJALNE MEGAWYDANIE "PIENIĘDZY EKSTRA" Z okazji początku roku szkolnego, a więc jednej z najbardziej doniosłych chwil w roku dla naszych portfeli, postanowiliśmy wydać jeszcze bardziej ekstra wydanie "Pieniędzy Ekstra" w "Wyborczej". W najbliższy czwartek zamiast tradycyjnych czterech stron o Waszych pieniądzach dostaniecie aż dwanaście. Co będzie do przeczytania? Miniraport: co zmienią słabnące Chiny w naszych portfelach: garść prognoz dotyczących kursów walut na najniższe miesiące i porady jak inwestować pieniądze. Trzy strony na początek szkoły: jakie zajęcia dodatkowe zafundować dziecku, jaki tornister kupić, żeby jak najlepiej posłużył uczniowi oraz jakie kursy językowe najbardziej się opłacą. Poradnik: jak bezpiecznie wynająć mieszkanie? Coś dla miłośników technologii: jak dowiedzieć się czy twoje dziecko właśnie nie jest na wagarach. Z myślą o bankowcach, zamiast kawy dla podniesienia ciśnienia (oraz dla klientów już bez zdrowotnych podtekstów ;-)), ranking kont bankowych. Czy ktoś jeszcze daje ROR naprawdę za darmo? A poza tym Ekipa Samcika przeprowadza ciężki ostrzał wroga: odkręca śrubę staruszce, parówkowym skrytożercom mówi stanowcze nie, zastanawia się które odsetki warto przytulić, ujawnia nowy sposób złodziei naszych pieniędzy i dziwi się marży pewnego kredytu. Jeśli chcecie, żeby tak, jak w ten czwartek, było w każdy czwartek, zagłosujcie nogami i przeczytajcie "Wyborczą" z ekstra-wydaniem "Pieniędzy Ekstra".

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 01 września 2015 18:06

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • robinchud1492 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/01 19:23:30:

    Panie Sami
    Cokolwiek by Pan nie napisał pozostanie Pan marnym, tanim bankowym tituszką
    A Sobieraj to niech nie pociska pierdół o repolonizacji bo taśma ze szczegółami transakcji sprzedaży Aliora czeka na publikację

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/01 19:42:59:

    Trzy czwarte świata zachodniego mieszka w mieszkaniach wynajmowanych, a nie własnych. Tylko w krajach postkomunistycznych, w których dziadkowie mieszkali w hacie z trzciny i gliny, a ojciec ze śfagrem pustaki robili na podwórku na willę za Gierka, dominuje trend POSIADANIA na własność jakichś nędznych betonowych klatek w bloku, do których jesteśmy przywiązani na następną 30-tolatkę...

    Na zachodzie normalnym jest, że mieszkanie się wynajmuje - czy to od Miasta, czy to od prywatnego kamienicznika, czy od wspólnoty mieszkaniowej. Wielu moich znajomych którzy wyemigrowali z tzw. Pierwszą Falą Unijną, pierwsze mieszkania dostało na wynajem od miasta. Niektórzy nadal tak mieszkają- bo tanio, w centrum, remonty od czynszu odliczaja..

    Daje to też wielką niezależność w wyborze zatrudnienia w innym regionie, samorozwoju, rozroście rodziny... Ale na to trzeba zmian mentalności Polaka Zaściankowego przez trzy pokolenia, żebyśmy nie bali się mentalnie mieszkać w kamienicy jakiegoś Żyda, Niemca czy Anglika.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/01 20:04:21:

    A tak z innej beczki - sam jestem wrednym kamienicznikiem - jedno swoje mieszkanie wynajmuję, a z tego mam na czynsz w tym w którym mieszkam i na wyżywienie rodziny. To zapewnia mi pewien bazowy komfort. To co zarobię, mogę wydać na pierdoły i włóczenie się po Dalekim Wschodzie. Tudzież na śpioszki dla Młodej.

    Ale tak jakoś wyszło że mam - nikomu nie ukradłem, nie odziedziczyłem, kredytu nie brałem - zarobiłem na nie poznańskim pomyślunkiem i dźwiganiem toreb z towarem najpierw, później umiejętnym klikaniem na klawiaturze. :) Gdybym miał brać dziś kredyt - nie wziął bym, mimo że mam stabilną sytuację dochodową. Wynajmował bym mieszkanie - tam gdzie chciał bym akurat mieszkać!

    A lato było piękne tego roku, czyli pier*olnik wrześniowy - kontrowersyjnie o Kampanii Wrześniowej (mój blog)

  • gral74 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/01 21:32:56:

    "Kredyty hipoteczne o zmiennych stopach na świecie nie istnieją"
    co pan pieprzy Panie Prezesie?

    pierwszy z brzegu bank z UK:
    (linka nie chce mi przyjąć, wyguglaj pan sobie sam)
    można co najwyżej wybrać (i to za dodatkową opłatą) 2 lub 3 lata raty stałej, po której następuje powrót do podstawowej, STANDARD VARIABLE RATE.

  • tadziopazur napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/01 22:06:18:

    Nie zgadzam się z panem Sobierajem.

    Primo, nie jest pewne, że nieruchomości byłyby wykupywane na masową skalę przez zagranicznych inwestorów. Masową, czyli że istotny odsetek (większość?) transakcji przenosiłaby własność na innostranców.

    Secundo, gdyby nie kredyty pod korek, toby ceny tak nie wzrosły. W czasie najszybszego wzrostu cen limitem wzrostowym było kredytowanie przez banki. W skrócie, ceny zależały głównie od wysokości raty.

    Tertio, nie widzę dobrego powodu żeby jednakowo traktować ogólne warunki rynku nieruchomości w Polsce i spełnianie swojej roli przez banki. Czyli dyskusja o scenariuszach alternatywnych nie unieważnia żadną miarą analizy prawidłowości umów kredytowych i ich realizacji przez banki. W skrócie - opinia pana Sobieraja to zasłona dymna.

    Zgodzę się natomiast, że Polacy dążą do posiadania nieruchomości, co w połączeniu z niską dostępnością mieszkań (mierzoną zarobkami netto) powoduje, że wybierają rozwiązania o niższym koszcie i wyższym ryzyku. Tu widzę rolę dla regulatora, to rząd powinien kształtować reguły na rynku nieruchomości i wprowadzać przewidywalność.

  • renatka1 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 07:23:14:

    "W minionej dekadzie kredyt hipoteczny był poza zasięgiem większości Polaków. Przy nominalnych stopach procentowych powyżej 10% żadna rodzina w Polsce nie byłaby w stanie zaciągnąć i spłacać kredytu na mieszkanie w złotych. Fakt, kredyty frankowe poszły w miliony, a zgodnie z regułami sztuki powinny trafić do maksimum 34% społeczeństwa, bo tak ryzykownych instrumentów nie powinno się udzielać ludziom zarabiającym średnią krajową i mniej".
    Jak mają się do siebie te dwa zdania od strony logicznej? Jeśli kredyty frankowe powinny być przyznawane tylko ludziom zamożnym (jak wynika z drugiego zdania), to o co chodzi w zdaniu pierwszym?
    A jeśli dodać do tego argument, że dzięki kredytom uratowaliśmy rynek nieruchomości przed obcym kapitałem, to już nic nie rozumiem.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 11:08:45:

    @renatka1
    Trzeba mieć doświadczenie w czytaniu wypowiedzi analityków giełdowych/bankowców/itp. aby wiedzieć, że w tych wypowiedziach zazwyczaj nie ma logiki i większego sensu.

    Moja ulubiona analiza giełdowa:
    dzień 1: "akcje na giełdach tanieją ze względu na rosnące ceny ropy i obawy inwestorów o ich wpływ na gospodarkę"
    dzień 2 (następny): "spadek cen akcji jest spowodowany spadkami cen ropy"
    Analityk nie pamiętał, co napisał dzień wcześniej?

  • alex2835 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 11:25:29:

    Jeśli Polaków stać było na kredyt we franku (który poszedł ostro do góry), to też stać ich było na kredyt złotowy.

  • mikor_mmk napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 11:45:50:

    Przynajmniej nie ma wzruszających historii o dzieciach z PGR-u

  • rzat napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 11:54:38:

    Sobieraj pieprzy jak potłuczony. Jeśli kogoś nie stać zaciągnięcie i spłacanie kredytu w PLN, nigdy nie powinien dostać kredytu w CHF.
    Wszyscy doskonale wiedzą, że na kredyt w CHF była wymagana niższa zdolność niż na analogiczny kredyt w PLN. Tym sposobem banki udupiły praktycznie dożywotnio całą rzeszę najgorzej sytuowanych kredytobiorców.
    Ciekawe czy banki uprawiałby takie rozdawnictwo kredytów gdyby zabezpieczeniem była faktycznie nieruchomość, a nie cały majątek kredytobiorcy włączając w to nawet przyszłe przychody.
    Swoją drogą, nie wiem po co komu ta ustawa i licytacje, w jakich proporcjach powinni się podzielić kosztami kredytobiorca i bank. Zawracanie głowy. Powinno być tak nie spłacam kredytu, bank przejmuje mieszkanie (i tylko mieszkanie) i po sprawie.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 13:19:51:

    @rzat
    Obecna ustawa daje możliwość zaskarżenia przez banki ustawy i odzyskania pieniędzy. Proste wprowadzenie ograniczenia długu do wartości mieszkania byłoby znacznie trudniejsze do uwalenia, szczególnie, że i w innych krajach to funkcjonuje.

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 13:39:24:

    rzat, powtarzasz mantrę niedouczonych dziennikarzy

    kredyty "na lepszą zdolność" w CHF były udzielane do 1 VII 2006 (rekomendacja S)
    pytanie, jakie ceny - zwłaszcza poza kilkoma największymi aglomeracjami (Kraków, Warszawa, Wrocław) były w 2006 r i wcześniej ?

    P. Sobieraj może mieć swoje zdanie, sporo w tym, co pisze jest słuszności, bo zarówno finansowanie firm, jak i to, że na końcu w różnej formie i tak zapłaci klient (nie tylko wprost), jak i to, że niedobór mieszkań był (i nadal jest, chyba, że kogoś interesuje wielka płyta lub mieszkania przedwojenne, wciąż czasami np. z WC na korytarzu - bo statystycznie to takie samo mieszkanie, jak z nowego apartamentowca) i ktoś go musiał zabezpieczyć

    założę się, że kredytobiorcy ze "zmienną" za 5-7-10 lat gdyby WIBOR wyraźnie wzrósł upomną się o swoje. raz się innym udało, więc dlaczego "inni" (banki, budżet=wszyscy) nie mieliby się jeszcze raz złożyć ?

  • rzat napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 15:30:55:

    @arfer Kredyty w CHF "na lepszą zdolność" były sprzedawane jeszcze długo po rekomendacji S - wiem, bo sprzedawałem... Rekomendacja S to był pic na wodę.

  • stefanek.burczymucha napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/04 09:09:39:

    @nerkofil

    tak sie sklada, ze znam ilus angoli z UK i oni naprawde by chcieli mieszkac na swoim, a nie wynajmowac. Naganianie na wynajem jest tak samo lipne jak naganianie redaktora Marka 'kupuj, bo tabiej juz nie bedzie' Wielgo'. Jak masz swoje mieszkanie to mozesz je sprzedac, zamienic, zrobic co zechcesz. A nie byc katem u kogos.

    problem polega na tym, ze w takim np Londynie koszt mieszkan jest absurdalny, wynika to z najazdu bogatych arabow czy rosjan oraz konsolidacji nieruchomosci w niewielu rekach bogatych brytyjczykow. Rynek jest nieplynny, nie ma po prostu od kogo kupic, mozesz z łaski wynajac, a standard mieszkan w sensownym zakresie cenowym nie powala. Jest nawet gorzej, konserwatywne rzady doprowadzily do tego, ze nie ma juz prawa nakazujacego developerom budowanie mieszkan dla zwyklych zjadaczy chleba gdy buduja iles tam mieszkan premium. Zmiana tego rawa doprowadzila po kilkunastu latach do tego, ze nie ma duzo sensownych mieszkan za rozsadne pieniadze, za to buduje sie duzo apartamętów dla bogaczy. I paradoksalnie bogaci maja po n mieszkan/apartamentow/domow w Londynie ale ... stoja puste.

    Na angielskiej wsi tez nie bywa lepiej. Moda na domy wakacyjne wsrod bogatych anglikow, rosjan czy arabow spowodowala gwaltowny wzrost cen na prowincji i bywa tak, ze dzieci rodzicow z danej miejscowosci nie stac juz by kupic dom w okolicy - nalot wannabe mieszkancow wsi tak naprawde bywajacych w swoich domach wakacyjnych pare razy w roku do tego doprowadzil.

    rynek mieszkaniowy to nie rynek dropsow mietowych, powinien byc regulowany by nie doprowadzic do akich patologii. A u nas w Polsce juz zblizamy sie do kulawego modelu brytyjskiego - to developerka decyzuje to bedzie i powstaja kwartaly martych okolic z zamknietymi osiedlami.

    tak wiec gadanie, ze caly zachod mieszka w wynajmowanych bo lubi to czcze pitolenie. moze i lubi, bo inczej za bardzo sie nie da.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny