Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 02 września 2015

Między grzechem, a jałmużną, czyli Stypułkowski wyjaśnia czego Samcik nie rozumie

Za moje opinie dotyczące kredytów hipotecznych dostaje mi się ostatnio od wszystkich. Frankowicze uważają, że w niewystarczającym stopniu reprezentuję ich racje, sprzyjając nadmiernie sektorowi bankowemu. Bo przecież ich (a w zasadzie "nasze", bo sam też mam kredyt denominowany we frankach) kredyty są tylko na niby walutowe (tak naprawdę banki potajemnie finansowały je depozytami złotowymi, a franki były w bilansie tylko jako pic), umowy kredytowe są pewne klauzul abuzywnych, zaś zwrócenie klientom wszystkich strat kursowych spowodowałoby jedynie odebranie bankom części pieniędzy, które zarobiły. Każda z tych tez jest, moim zdaniem, przynajmniej mocno wątpliwa, ale każdy frankowicz wie przecież lepiej, bo był u prawnika, a ten - mając nadzieję na suty zarobek - wszystko mu potwierdził.

Niestety, pretensje mają do mnie nie tylko frankowicze, ale i bankowcy. Oni z kolei uważają, że zapędzam się zbyt daleko w moim populistycznym spojrzeniu na problem franków, domagając się wzięcia przez banki współodpowiedzialności za nadmierny wzrost notowań tej zacnej waluty. A ja po prostu uważam, że konsumenta nie powinno się w zasadzie "ubierać" w ryzyko walutowe pod żadną postacią. A jeśli już - to tylko w umiarkowanym stopniu. Bankowcy jednak uważają, że ryzyko kursowe jest OK, a pomagać trzeba tylko tym, którzy sobie z nim nie poradzili, nie zaś wszystkim. Po moim ostatnim felietonie, w którym pisałem o tej tezie jako o stanie klęski żywiołowej w mózgach bankowców, polemikę podjął nie byle kto, lecz Cezary Stypułkowski, jeden z najbardziej doświadczonych i szanowanych polskich finansistów. Na mojej skrzynce e-mail wylądował kilka dni temu list zatytułowany "Kredyty we frankach - czego nie rozumie nawet redaktor Samcik?". Ze względu na to, że mój polemista jest "zawodnikiem wagi ciężkiej", postanowiłem otworzyć przed nim drzwi blogu szerzej, niż zwykle to czynię przed przedstawicielami branży bankowej. Oto bardzo obszerne fragmenty tekstu Cezarego Stypułkowskiego. Tytuły poszczególnych części wywodu pochodzą ode mnie. Całość tekstu jest już na stronie Związku Banków Polskich. Pod tekstem prezesa mBanku pozwoliłem sobie umieścić dosłownie kilka zdań mojego ad vocem.

CStypulkowski2GWAŁTOWNA KRYTYKA REDAKTORA SAMCIKA."Przed trzema tygodniami posłowie uchwalili bardzo kontrowersyjną ustawę w sprawie kredytów frankowych, nad którą aktualnie toczą się prace w Senacie, i która będzie ponownie dyskutowana w Sejmie. Od tego momentu opublikowano na jej temat szereg artykułów, stanowisk i opinii. Znaczna część z nich bardzo krytycznie odnosi się do rozwiązań uchwalonych przez Sejm (...) Propozycje zmian w ustawie przedstawił także Związek Banków Polskich. Stanowisko banków, od samego początku dyskusji, koncentrowało się wokół wsparcia dla osób w najtrudniejszej sytuacji oraz ograniczenia wpływu parametrów rynkowych na bieżące obciążenia klientów spłatą kredytu. Banki były i pozostają przeciwne powszechnemu umorzeniu części zobowiązań wszystkich czy prawie wszystkich frankowiczów. Ta właśnie istota stanowiska ZBP, tzn. adresowana pomoc, a nie szerokie umorzenie” spotkała się z gwałtowną krytyką ze strony redaktora Samcika na jego blogu we wpisie z 14 sierpnia 2015 r. zatytułowanym „Stan klęski żywiołowej w mózgach bankowców, czyli rzecz o pomaganiu frankowiczom”. Podobny pogląd wyraził też w swoim komentarzu opublikowanym w "Gazecie Wyborczej" 27 sierpnia pt. „Senatorowie rozbrajają frankową bombę podłożoną przez posłów”. 

MIĘDZY GRZECHEM A JAŁMUŻNĄ. "Na wstępie chcę podkreślić, że bardzo często czytam opinie redaktora Samcika, a wiele z nich jest dla mnie inspiracją do działań poprawiających jakość naszej współpracy z klientami. Cenię jego cięty język i głęboką ironię w niektórych wypowiedziach. Tym razem muszę jednak podjąć polemikę. Pan Redaktor zawarł w swoim artykule szereg poglądów, z którymi się zgadzam, nawet gdybym formułował je nieco innym językiem. Mam na myśli m.in. następujące stwierdzenia: (ustawa) „jest do chrzanu”; ”daje frankowiczom prezent nadmiernie hojny (weszli do kasyna i dopóki wygrywali wszystko było w porządku, a gdy zaczęli przegrywać – mieliby dostać zwrot prawie całej zainwestowanej kwoty", „faworyzuje frankowiczów względem złotówkowiczów (po przewalutowaniu dostaną niższą marżę, niż ta, którą mają złotówkowicze)"; „wina klienta, który wybrał tańszy produkt, licząc się z pewnym ryzykiem, jest niepodważalna”. W końcowych konkluzjach artykułu, Redaktor zarzuca jednak naszemu środowisku albo brak empatii wobec klientów, albo „stan klęski żywiołowej” w naszych mózgach, albo wreszcie brak rozumienia istoty problemu frankowego. Jak to formułuje, w sprawie franków chodzi „o zapłatę za grzech”, a nie o „jałmużnę".

A zatem pomimo tego, że frankowicze mieli świadomość ryzyka i „dopóki wygrywali, wszystko było w porządku”; mimo że „prezent jest nadmiernie hojny” oraz „faworyzuje (ich) względem złotówkowiczów”; a także niezależnie od tego czy zarabiają połowę średniej krajowej czy 20 średnich; czy zaciągnęli kredyt, aby kupić 50 m2 na peryferiach miasta, czy 100-metrowy apartament w centrum – wszystkim tym kredytobiorcom banki mają zapłacić, jak rozumiem, umarzając obliczoną według jednego algorytmu istotną część zobowiązania. Fundamentalnie nie przyjmuję tej perspektywy. Jest ona również obca sektorowi bankowemu, który od początku przeciwstawiał się redukcji długów tej grupy klientów, zarówno ze względów merytorycznych i makroekonomicznych, jak również z uwagi na istotne racje społeczne. Nie godzimy się również na takie rozwiązanie, bo uważamy je za niebezpieczny kulturowo precedens, który podważy mechanizmy dyscypliny zobowiązaniowej i będzie mścił się na naszych stosunkach gospodarczych przez wiele lat".

"NIE CHCEM, ALE MUSZEM", CZYLI RYS HISTORYCZNY. "Nie da się wytłumaczyć obecnego stanowiska, sformułowanego w imieniu banków przez ZBP – do którego nawiązuje redaktor Samcik – bez przywołania przynajmniej kilku kluczowych faktów i argumentów zgłaszanych przez bankowców w minionych latach i miesiącach. Mają one bowiem również wpływ na obecnie formułowane poglądy. Redaktor Samcik zdaje się  pomijać  ich głębię i nasze konsekwentne stanowisko ośmiesza, przechodząc w swoich wywodach na język bez mała ewangeliczny… grzech i jałmużna. Już w grudniu 2005 r. Prezes ZBP w imieniu środowiska bankowego przedstawił stanowisko, w którym banki opowiedziały się za całkowitym zakazem udzielenia kredytów walutowych osobom fizycznym. Takie stanowisko reprezentowali również moi poprzednicy w banku, którym kieruję. Środowiska polityczne oraz dziennikarskie dość kategorycznie i wprost opowiadały się za finansowaniem zakupu mieszkań kredytem walutowym. 

Podejmowane przez nadzór bankowy próby pewnego zdyscyplinowania rynku tych kredytów i narzucenia bardziej restrykcyjnych standardów były publicznie kwestionowane. Z dzisiejszej perspektywy można oczywiście powiedzieć, że banki powinny były być wówczas głuche na pokrzykiwania polityków czy dziennikarzy i nie wprowadzać do oferty kredytów hipotecznych w walutach obcych. Nie mielibyśmy problemu, o którym dyskutujemy. Mielibyśmy też jako społeczeństwo o kilkaset tysięcy mieszkań mniej i o tyle więcej młodych ludzi byłoby skazanych na „mieszkanie za szafą u teściowej”. Nie jest bowiem tak, że zamiast kredytów walutowych, za które kredytobiorcy zamówili a deweloperzy wybudowali mieszkania, można było w tej skali udzielić kredytów złotowych, a materialne efekty byłyby takie same. Otóż nie byłyby, gdyż w Polsce nie było wystarczająco dużych oszczędności, a stopy procentowe pozostawały istotnie wyższe niż za granicą". (...) 

DLA KOGO FRANK JEST ŻYŁĄ ZŁOTA? "Zarobki [banków] na portfelu tych [frankowych] kredytów stają się iluzoryczne w sytuacji, w której UOKiK „ściga” banki za niedopłacanie klientom frankowym do ich kredytów, gdy marża jest niższa od ujemnego LIBOR-u, a nasz bank za ostatnio zaciągnięte finansowanie frankowe (200 mln na pięć lat) musi płacić kupon odsetkowy w wysokości 2,5%. Na portfelu ponad 20 mld zł walutowych kredytów hipotecznych, które stanowią 25,9% całego portfela kredytowego, realizujemy  tylko 3,7% całości marży odsetkowej z kredytów. Twierdzenie więc, że banki już się „nachapały” i zarobiły krocie na klientach frankowych, jest mocnym nadużyciem. Powszechnie wiadomo, że kredyty walutowe udzielono statystycznie najlepszej klienteli o ponadprzeciętnej zdolności kredytowej oraz, że klienci ci w minionych latach istotnie poprawili swoją zdolność obsługi długu a także, że skumulowany koszt obsługi ich długu był istotnie niższy niż kredytobiorców złotowych".

CO PODPISAŁ "KLIENT NIEŚWIADOMY RYZYKA"?  "Przyjęcie (...) założenia, że „ludzie nie wiedzieli co podpisują” – jak zdaje się sugerować spora część komentatorów i samych frankowiczów – jawi mi się jako mało poważny argument w toczących się publicznie dyskusjach. Otóż w mBanku znakomita większość klientów, zaciągając kredyt, składała  oświadczenie o następującej treści: Pracownik banku przedstawił mi w pierwszej kolejności ofertę kredytu/pożyczki hipotecznej w polskim złotym. Po zapoznaniu się z tą ofertą zdecydowałem, iż dokonuję wyboru oferty kredytu/pożyczki hipotecznej denominowanej w walucie obcej mając pełną świadomość ryzyka związanego z tym produktem a w szczególności tego, że niekorzystna zmiana kursu waluty spowoduje wzrost comiesięcznych rat spłaty kredytu/pożyczki hipotecznej oraz wzrost całego zadłużenia. Ponadto zostałem poinformowany przez pracownika banku o jednoczesnym ponoszeniu ryzyka zmiany stopy procentowej polegającego na tym, ze w wyniku niekorzystnej zmiany stopy procentowej może ulec zwiększeniu comiesięczna rata spłaty kredytu/pożyczki oraz wartość całego zaciągniętego zobowiązania. Jestem świadomy ponoszenia obu rodzajów ryzyk, związanych z wybranym przeze mnie produktem kredytowym. Pracownik banku poinformował mnie również o kosztach obsługi kredytu w wypadku niekorzystnej zmiany kursu walutowego oraz zmiany stopy procentowej, tj. o możliwości wzrostu raty kapitałowo-odsetkowej. Informacje te zostały mi przedstawione w postaci symulacji wysokości rat kredytu.” W dostępnych mi dokumentach klienci własnoręcznie wypisywali swoje dane i składali podpis".

Wprawdzie wyrażony w złotych wyższy stan zadłużenia frankowych kredytobiorców, powoduje pewien wzrost bieżących rat kredytowych u niektórych z nich, ale przez długi okres byli oni w stosunku do kredytobiorców złotowych istotnie uprzywilejowani. Jeżeli nadto weźmiemy pod uwagę, że statystycznie od czasu zaciągnięcia długu, dużej ich części wzrosły dochody, to na tle populacji naszych mBankowych klientów widzimy wręcz poprawę zdolności kredytowej tej grupy kredytobiorców. Znaczny spadek stóp dla franków szwajcarskich spowodował także przyśpieszenie spłaty kapitału kredytu frankowego. Duża część tych klientów ponosi minimalne koszty odsetkowe, a u wielu z nich spłaty w całości pomniejszają kapitał. W efekcie, mimo nominalnie (wyrażonego w złotych) wyższego zadłużenia, ulega ono szybszemu zmniejszeniu i całkowite koszty obsługi długu tych kredytów są porównywalne lub też są nadal niższe niż u kredytobiorców złotowych".

PROPOZYCJA BYŁA NA STOLE, I... NIC. "Oczywiście poziom zadłużenia klientów wzrósł, ale staje się on realnym problemem w dwóch sytuacjach. Pierwsza związana jest z  utratą możliwości obsługi długu – utrata pracy, zdarzenia losowe, choroba w rodzinie itp. Druga to sytuacja sprzedaży kredytowanej nieruchomości. W odniesieniu do obu tych przypadków sektor bankowy zgłosił swoje propozycje, a poszczególne banki były i są gotowe do poszukiwania indywidualnych rozwiązań na uzasadniony i udokumentowany wniosek klienta. Do pierwszej z tych grup powinna być adresowana pomoc z udziałem banków, dla drugiej banki wprowadzają stosowną ofertę umożliwiającą „przenoszenie” hipoteki. Sektor zadeklarował też – pod pewnymi warunkami – gotowość obrony klientów przy poziomie pięciu złotych kursu złotego do franka, oczekując jednoczesnej deklaracji klienta o gotowości konwersji na złote przy kursie franka schodzącym do poziomu trzech złotych. Rozwiązanie to – ważne, chociaż nie dość konsekwentnie prezentowane przez banki – zostało zignorowane przez media i regulatorów mimo że gdyby je wprowadzić, oznaczałoby ono trwałą ochronę klientów przed skutkami aprecjacji franka powyżej poziomu 5 zł" (...)

FRANKOWICZ TO NIE TRĘDOWATY. "Nie ma poważnych przesłanek traktowania przez banki i władze publiczne całej populacji kredytobiorców frakowych jako jakiejś szczególnej kategorii dłużników, którym nadzwyczajne warunki rynkowe, wcześniej niemożliwe do przewidzenia, zmieniły dramatycznie ich sytuację przez co uniemożliwiają obsługę zaciągniętego długu. To fałszywa, ale silnie wzmacniana medialną narracją, żywotna teza. Jest to zresztą społecznie bardzo niebezpieczna, precedensowa droga, faworyzująca grupę ludzi o przeciętnie wyższych dochodach, w większości świadomych podejmowanego ryzyka, mających pełną zdolność obsługi swojego wieloletniego długu, którzy przez okres kilku lat korzystali na dysparytecie stóp procentowych. (...) Bank dostarczył wieloletnie finansowanie, biorąc na siebie ryzyko kredytowe związane z wypłacalnością klienta oraz zapewnieniem niedostępnego w Polsce kilkudziesięcioletniego finansowania,  natomiast po stronie klientów pozostała całość ryzyka walutowego. Ryzyko stopy procentowej zostało przyjęte zarówno przez bank, jak i klientów". (...)

ZOBOWIĄZANIA I RYNEK CZY ODKUPIENIE I MODLITWA? "Jeżeli dobrze rozumiem tezę zawartą w artykule „Stan klęski żywiołowej w mózgach bankowców…”, tym klientom należałoby przyznać powszechnie redukcję ich zadłużenia, gdyż na środowisku bankowym ciąży grzech udzielenia kredytu opartego o rynkowe parametry i tym samym narażenia klienta na ryzyko wyższe niż to, którego mógł się spodziewać (wyobrazić?), a na okoliczność istnienia i rozumienia którego podpisał stosowne oświadczenie. Redukcja długu w stosunkach rynkowych zdarza się, ale musi być traktowana jako zdarzenie wyjątkowe i uzasadnione nadzwyczajnymi okolicznościami oraz skierowana do osób, które nie mają zdolności jego obsługi mimo podejmowanych wysiłków. Jeżeli zgodzimy się na precedens w przypadku kredytów frankowych, w których po prostu mamy silniejszy miejski, medialny lobbing grupy względnie bardziej zasobnych klientów, którzy na koszt akcjonariuszy i klienteli banków „załatwią” sobie umorzenie 10%, czy 40% zadłużenia, to dalej już nie ma limitu i od pojęć takich jak zobowiązania, rynek, procent i pieniądze, przejdziemy na kategorie grzechu, jałmużny, odkupienia, współczucia… modlitwy. (...) Zdyscyplinowana kryteriami i względnie zobiektywizowana pomoc wobec klientów w potrzebie to nie jałmużna. To uczciwa wrażliwość i solidaryzm społeczny, do którego odwołuje się nasza Konstytucja".

--------------------------------------------------------------------------------

SAMCIKOWE AD VOCEM. Tyle prezes Cezary Stypułkowski. A teraz, zgodnie z obietnicą, kilka słów ode mnie. Szanowny Panie Prezesie! Dziękując za obszerną polemikę muszę zauważyć, że w dużej części opiera się ona na niepełnym rozumieniu moich argumentów. Otóż nie domagam się bezpośredniego umorzenia zobowiązań klientów frankowych, lecz przede wszystkim wzięcia przez banki na siebie części kosztu wynikającego z "ubrania" klientów w ryzyko walutowe o dużo większym natężeniu, niż ci klienci mogli sobie imaginować. Wbrew pozorom to nie to samo. W moim "samcikowym czteropaku", czyli pakiecie rozwiązań, które wprowadziłbym, gdybym był przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego, szefem rządu lub prezesem kilku największych banków w jednej osobie, nie ma rozwiązania pt. "umorzenie części zobowiązań klientów". Jest natomiast propozycja, by banki wzięły na siebie koszty wzrostu bieżących rat w sytuacji, w której kurs franka przekroczy określony poziom. Nie wiem czy powinien on być taki sam dla wszystkich kredytobiorców, czy też powinien zależeć od poziomu "startowego". Nie wiem też czy powinien rozpoczynać odpowiedzialność banku przy kursie wyższym, czy niższym od tego, który mamy obecnie (3,9 zł). Uważam jednak, że istnieje taki poziom, przy którym bankowcy powinni z czystej przyzwoitości przejąć ryzyko walutowe od konsumenta.

Zastosowanie tego rozwiązania - w pakiecie z pozostałymi - nie stanowiłoby złamania świętej zasady, że umowy trzeba czytać, zaś zobowiązania spłacać. Byłoby natomiast wyrazem przyznania przez środowisko bankowe, że ryzyko przerzucone na konsumenta w związku z produktem o nazwie "kredyt hipoteczny" nie powinno być nieograniczone. A przypomnę, że są kraje, w których nie tylko nie jest nieograniczone, ale wręcz limituje je bieżąca, rynkowa wartość kredytowanej nieruchomości. Bankowcy, z którymi dzieliłem się moimi pomysłami, twierdzili przez długie tygodnie, że przejęcie ryzyka w takim modelu jest niemożliwe. Potem wymodzili rozwiązanie polegające na przejęciu ryzyka wzrostu kursu franka w widełkach 5-5,3 zł w zamian za zobowiązanie klienta do przewalutowania kredytu gdyby kurs się obniżył do określonego poziomu. Nie dziwię się, że propozycja ta - jak kurtuazyjnie stwierdza Pan Prezes - została "zignorowana" przez media. Ona została przez nie wyśmiana i to całkiem słusznie, bo wyglądała na niezbyt poważną. Zdaję sobie sprawę, że bez wsparcia NBP i rządu banki - w jakimś sensie - mają związane ręce. Ale mimo tego oczekuję po środowisku finansowym głębszej refleksji nad istotą produktu, który - zapewne działając w dobrej wierze - zaoferowało

Pan Prezes Stypułkowski zdaje się sugerować, że środowisko bankowców udzielało tych kredytów wbrew sobie, nieomal z obrzydzeniem. Że to dziennikarze i politycy zmusili banki do udzielania kredytów frankowych. Ale że koniec końców dobrze się stało, bo dzięki nim mamy w Polsce o kilkaset tysięcy mieszkań więcej, choć dla banków wcale nie jest to źródło zarobków, lecz tylko kłopotów i utrapienia. Z moich obliczeń wynika, że banki trochę jednak na kredytach frankowych zarobiły, a część tego zarobku - myślę tu np. o spreadzie walutowym - jest dość powszechnie uznawana za zysk nieuzasadniony i niesprawiedliwy.  W tym właśnie kontekście należałoby osadzić moje nawoływanie do "rozliczenia się" bankowców z kredytobiorcami. Wątku spreadu w wypowiedzi Pana Prezesa Stypułkowskiego dojmująco mi zabrakło, zamiast tego pojawił się wielokrotnie wątek dotyczący konieczności spłacania zobowiązań i wystrzegania się precedensów w postaci umorzenia części kredytów klientom będącym w dodatku w dobrej sytuacji finansowej. Myślę, że między tymi dwoma spojrzeniami nie ma sprzeczności. Rozliczenie się z niesprawiedliwej części zarobku nie byłoby zburzeniem zasady, że zobowiązania trzeba spłacać, a umowy - wykonywać.

 pieniadzeekstramagazynJUTRO EKSTRA "PIENIĄDZE EKSTRA"! Z okazji początku roku szkolnego, a więc jednej z najbardziej doniosłych chwil w roku dla naszych portfeli, postanowiliśmy wydać jeszcze bardziej ekstra wydanie "Pieniędzy Ekstra" w "Gazecie Wyborczej". W najbliższy czwartek zamiast tradycyjnych czterech stron o Waszych pieniądzach dostaniecie aż dwanaście. Co będzie do przeczytania? Miniraport: co zmienią słabnące Chiny w naszych portfelach. Garść prognoz dotyczących kursów walut na najniższe miesiące i porady jak inwestować pieniądze. Trzy strony na początek szkoły: jakie zajęcia dodatkowe zafundować dziecku, jaki tornister kupić, żeby jak najlepiej posłużył uczniowi oraz jakie kursy językowe najbardziej się opłacą. Studenci i kamienicznicy z pewnością przeczytają z wypiekami na twarzy poradnik: jak bezpiecznie wynająć mieszkanie? Będzie coś dla miłośników technologii: jak dowiedzieć się czy twoje dziecko właśnie nie jest na wagarach. Z myślą o bankowcach, zamiast kawy dla podniesienia ich ciśnienia (oraz dla konsumentów już bez zdrowotnych podtekstów ;-)), ranking kont bankowych "za zero". Czy ktoś jeszcze daje ROR naprawdę za darmo? A poza tymEkipa Samcika przeprowadza ciężki ostrzał pozycji wroga: odkręca śrubę staruszce, parówkowym skrytożercom mówi stanowcze nie, zastanawia się które odsetki warto przytulić, demaskuje złodziei naszych pieniędzy i dziwnie chwiejną marżę pewnego kredytu. Kupcie jutro "Wyborczą" z ekstra-wydaniem "Pieniędzy Ekstra".

JAK ZNALEŹĆ NAJLEPSZY KREDYT HIPOTECZNY: KROK PO KROKU. To temat najnowszego odcinka wideocyklu "Samcik prześwietla". Dowiesz się z niego czy dziś warto brać kredyt hipoteczny, jak sprawdzić czy cię na niego stać oraz na co zwracać uwagę porównując oferty i czy warto korzystać z pośrednika, czy też lepiej szukać samemu. Zapraszam!

finbloglogoWPADNIJCIE NA SPOTKANIE BLOGERÓW FINANSOWYCH. Wspólnie z Michałem Szafrańskim, prowadzącym blog "Jak oszczędzać pieniądze", Zbyszkiem Papińskim z blogu App Funds, Marcinem Iwuciem ("Finanse bardzo osobiste"), Michałem Pałką (LiveSmarter) oraz przy wsparciu Pawła Cymcyka ("DNA Rynków") organizujemy spotkanie dla czytelników naszych blogów. Jest Was już setki tysięcy, a może i więcej. Być może poza czytaniem naszych tekstów, słuchaniem podcastów, oglądaniem naszych filmów i występów w innych mediach będziecie również chcieli spotkać się z nami osobiście i posłuchać o sposobach na poprawę własnych finansów, oszczędzanie pieniędzy, zwiększanie zarobków i inwestowanie. Szczegóły o spotkaniu FinBlog 2015 i możliwości rezerwacji biletów znajdziecie w blogu Michała oraz na stronie Marcina. Ostatnia pula ponad 100 biletów zostanie udostępnione w czwartek 3 września o 12.00. Możecie je rezerwować klikając ten link. Aha, cały dochód z biletów przekazujemy na cele charytatywne. Kto nie będzie mógł wpaść osobiście - będzie miał możliwość obejrzeć wystąpienia i dyskusję blogerów w internecie.

Jak inwestować i pomnażaćZACZNIJ OSZCZĘDZAĆ RAZEM ZE MNĄ! Chcesz posiąść lub rozszerzyć wiedzę o tym, jak zabrać się do oszczędzania pieniędzy, jak zacząć budować prosty portfel inwestycji, jak zadbać o finansową przyszłość swoją i swoich dzieci, jak mieć pieniądze na spełnianie marzeń? Przeczytaj poradnik "Jak inwestować i pomnażać oszczędności". To jedna z najpopularniejszych i najlepiej sprzedających się książek o finansach osobistych (doczekała się już drugiego wydania, Maciej_Samcikokladkapierwszy nakład się wyczerpał). Książkę, zarówno w postaci tradycyjnej, jak i w formie e-booka, kupisz na stronie serii "Samo Sedno", a także w sieci księgarni Empik. Z kolei książka  "100 opowieści o pieniądzach, czyli jak żyć, wydawać i zarabiać z głową" to przewodnik po najważniejszych problemach finansowych, z którymi możesz się w życiu spotkać i dylematach, które przyjdzie ci rozwiązywać. Jak oszczędzać, żeby nie bolało, jak z tego oszczędzania "ukręcić" pierwszy milion, jak wybrać dla siebie najlepszy bank i jak nie dać się okraść z pieniędzy przez internet, jak wybrać najlepszy kredyt i jak dobrze kupić polisę samochodowego OC..Jak sprawić, żeby pieniądze nie przeciekały przez palce. Książkę kupisz na stronie www.kulturalnysklep.pl oraz w Empiku.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 02 września 2015 15:52

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • panipanifrank napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 16:44:04:

    "byli oni w stosunku do kredytobiorców złotowych istotnie uprzywilejowani"

    Ciekawe czy prezes Stypułkowski tzw. "starego portfela"? Redaktor Samcik nie raz o pozwie zbiorowym Nabitych w mBank.
    To mBank nabił tak ponad 20 tysięcy klientów, a robiły też to samo inne banki.

    W tzw. starym portfel banki ubrały kilkadziesiąt tysięcy frankowiczów, którzy nie mieli żadnych "przywilejów" w postaci niższego oprocentowania. Banki wcisnęły im, jak się okazało w praktyce, oprocentowanie wg własnego uznania i od 5 lat nie są w stanie przedstawić w sądach żadnego racjonalnego i mierzalnego modelu wg którego to oprocentowanie wyznaczają. Wykorzystują jednak bezradność systemu sprawiedliwości (o ile to tylko bezradność) i przeciągają sprawy w sądach w nieskończoność. Wspomniani Nabici w mBank sądzą się już 5 lat i końca nie widać. Obecnie sprawa przeszła Sąd Okręgowy, Sąd Apelacyjny, Sąd Najwyższy, wróciła do Apelacyjnego, a mBank właśnie tłumaczy Apelacyjnemu że sprawa powinna z powrotem wrócić do Okręgowego. 10 lat? 15 lat zwodzenia klientów?

    Ci klienci to najbardziej jaskrawy przejaw bankowej chciwości, gdzie nie tylko dostało im się skokiem CHF, ale nie zostało to zamortyzowane spadkiem oprocentowania. W niektórych okresach płacili (wielu nadal płaci) wyższe odsetki niż złotówkowi na WIBOR+marża.


    "Pracownik banku przedstawił mi w pierwszej kolejności ofertę kredytu/pożyczki hipotecznej w polskim złotym."

    Żadnych takich oświadczeń większość frankowiczów w mBanku nie podpisywała. To jakiś bankowy pic, a może wciskano je gdy frank spadł poniżej 2 zł?



    Może by tak prezes Stypułkowski sprawdził jakie grzechy ma jego banki. Ile pozwów o oprocentowanie ma na głowie. Ile pozwów o ubezpieczenie niskiego wkładu już przegrał i ile jest w drodze. Niech sprawdzi, czy ruszyły już pozwy o odfrankowanie. Wiem, będzie pakował miliony w prawników by przeciągali sprawy w nieskończoność. Ale klienci, nawet jak Sąd Najwyższy będzie mu sprzyjał w swoich wyrokach nawet depcząc poprzednie swoje orzecznictwo oraz przepisy europejskie, to klienci ruszą do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu.

  • chf.kimono napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 16:54:01:

    Panie Macieju, w wypowiedzi Pana Stypułkowskiego zawarta jest (znowu!) informacja, jakoby "marże CHF były niższe niż marże PLN".
    Już wcześniej przytaczałem linki do danych historycznych podważających tę tezę, Pan zaś obiecywał przedstawić źródła swojej informacji.

    Na chwilę obecną, to stwierdzenie zdaje się poważnie "mijać z prawdą", więc prosiłbym o ewentualne dowody na jego prawdziwość (statystyczną, oczywiście, nie chodzi o odizolowane przypadki). Interesujący okres to czas kursu CHF/PLN w zakresie 1.90-2.50.

    Na marginesie, ciekawe jest także stwierdzenie Pana Stypułkowskiego o tym, że zgadza się z twierdzeniem jakoby (tu cytat: {frankowicze} "weszli do kasyna"); Oczywiście na miejscu "udawali" zwykły bank :)

  • rtpm napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 16:54:55:

    Prawda jest taka, że pan prezes wie, że wkrótce po akcji "poleci" ze stołka. Tyle w temacie.

  • noltigger napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 17:10:59:

    " Powszechnie wiadomo, że kredyty walutowe udzielono statystycznie najlepszej klienteli o ponadprzeciętnej zdolności kredytowej" - buahaha... Większej bzdury dawno nie czytałam W 2004r. gdy szukalismy z mezem kredytu na mieszkanie za 75000zl (dochody mielismy przecietne) w PLN proponowano nam w wiekszosci bankow 30000,a w CHF? A to 100000zł spokojnie, na co chcielismy, na mieszkanie, meble, nawet notariusza. I

  • tomaszniewierny napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 17:28:16:

    Może by tak pan Stypułkowski nie przekłamywał danych. Co za różnica jak się nazwie koszt przelotu samolotem - "cena biletu", "opłata lotniskowa", "opłata za bagaż", itp. Ważne ile klient finalnie płaci.

    To że Stypułkowski określa koszt kredytu podając tylko fragment pt. LIBOR+marża, oznacza że mija się z prawdą. Klient płaci jeszcze różne opłaty na starcie (te dla frankowych mogły być wyższe), frankowy płaci spread (dwa razy - raz przy wypłacie transz, drugi raz przy każdej racie kredytowej) więc proponuję go doliczyć do marży by było jasne. Podwójnie, bo był zapłacony dwa razy a banki ustalają go sobie dowolnie bez żadnego opisu w umowie. Płaci dodatkowe ubezpieczenia, które jak okazuje się ubezpieczeniami nie są wcale tylko zwiększeniem marży.

    Tak wyliczywszy marżę można dopiero porównywać koszt kredytu CHF i PLN. Więc podawanie gołej marży z formułki "LIBOR+marża" jest przekłamaniem.

    A co z tymi najpechowszymi frankowiczami którym banki (w tym bank pana Stypułkowskiego) odmawiają jasnego określenia LIBOR+marża? Tych nie tylko łupią dowolnie i niejasno ustalanym spreadem, ale też dowolnie i niejasno ustalanym oprocentowaniem. To dopiero przekręt!

    Kolejne sprawy w sądach może w końcu doprowadzą do sprawiedliwej sytuacji, za którą banki zapłacą więcej niż za każdą ustawę układaną przez sprzyjających im polityków. Spraw coraz więcej, nie tylko w Polsce:

    www.bankier.pl/wiadomosc/RBS-pozwany-za-kredyt-oparty-na-EURIBOR-7276697.html

    Paru prawników się stara, tu jest mowa o kilku (a przecież to nie wszyscy):

    natemat.pl/153363,pieciu-prawnikow-dobiera-sie-bankom-do-skory-kim-sa-ile-biora

    Banki tak zaciemniały i tak niejasne umowy stworzyły, że może wpadną we własne sidła.

  • tomaszniewierny napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 17:32:43:

    Panie redaktorze. Może zamiast powielać formułki które bankowy PR podsuwa policzył by Pan prawdziwe frankowe marże. PRAWDZIWE, czyli doliczając wszystko to co frankowicze płacili a złotówkowi nie.

    Zamiast LIBOR+marża proponuję do marży doliczyć choćby koszt spread (x2, bo frankowicz płaci spread dwa razy - przy udzielaniu kredytu i spłacie). I tak wyliczyć raty które można porównywać z ratami kredytów PLN. Jakoś wszyscy to uparcie omijają. Spread jest niezgodny z prawem, a banki ustalały go wg własnego widzimisie i czasem do każdego przeliczeniowego CHF jest to kilkanaście groszy extra.

    Koszt klienta to oprocentowanie formalne + spread + wzrost kursu CHF + UNWW powszechne w kredytach CHF.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 17:58:01:

    Ależ się pooostaraaaał! Tylko zapomniał o starym portfelu, klauzulach abyzywnych itp.
    Czyli to co najciekawsze pominął. PR w czystej postaci. Nawet żal komentować..

  • sojers1 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 18:44:25:

    W dużej mierze się zgadzam z wypowiedzią p. Stypułkowskiego ale z jedną rzeczą to przegiął: że gdyby nie kredyty walutowe to mielibyśmy kilkaset tysięcy mniej mieszkań. Otóż jest to bzdura. Te mieszkania tez by powstały tylko ich ceny byłyby dopasowane do możliwości zaciągania kredytów w PLN!!!

  • armark napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 18:45:58:

    To i moje parę groszy...

    Po pierwsze - chwała Panu Redaktorowi za opublikowanie znaczących fragmentów listu...

    Po drugie - chyba nikt nie miał wątpliwości że Prezes Banku będzie twierdził coś innego niż to co powiedział. Jakby nie patrzeć przeciętny Prezes takiej instytucji zarabia tyle, że jest w stanie twierdzić, że "czarne jest białe, a białe to czarne". Byt określa świadomość

    Po trzecie - nie trzeba chyba znowu udowadniać, że sprzedaż kredytów indeksowanych / denominowanych była premiowana w każdym banku, który udzielał tego typu kredytów. Fakt ten niewątpliwe był spowodowany kalkulacją Banków, które traktowały je jako bardziej rentowne.

    Po czwarte - kredyty tzw "frankowe" były tak krojone, że w każdej sytuacji broniły Banku, a nie Kredytobiorcy. Innymy słowy, Bank miał w każdej sytuacji pewność, że na takim kredycie zarobi, i to niezależnie od zmian waluty, czy LIBOR-u.

    Po piąte - jest oczywistą oczywistością, że zdecydowana większość kredytów tego typu jest obarczona wadami prawnymi w postaci klauzul niedozwolonych. Zmienna jest jedynie ich ilość w poszczególnych umowach /bankach.

    Po szóste - jednym z podstawowych żądań środowiska frankowiczów jest usunięcie w/w klauzul z umów. Takie podejście nie ma nic wspólnego z "pomocą" dla kredytobiorców. Jest po prostu, jak mniemam, słuszną ideą, aby nasz Kraj był jednym z tych, w których prawo jest prawem. Co ważniejsze, aby prawo obowiązywało wszystkich, a nie tylko tych słabszych.

    Po siódme - w kontekście poprzedniego punktu, wydaje się zasadnym, aby "naprawa" umów dotyczyła wszystkich - niezależnie od statusu materialnego. Nie może być tak, że klauzula niedozwolona w umowie milionera jest mniej niedozwolona niż w umowie bezrobotnego.

    Jeszcze by się chciało pisać "po ósme"... "po dziewiąte"... itd... Tylko w jakim celu ? Nieprzekonanych nie przekona...

  • mw.waligora napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 20:06:00:

    tak od razu co mi się rzuciło w oczy, co było kilka razy w liście Pana Stypułkowskiego (zresztą przez red. Samcika wielokrotnie także) powtarzane, a co nie jest prawdą wobec dostępnych oficjalnie dokumentów:

    "Powszechnie wiadomo, że kredyty walutowe udzielono statystycznie najlepszej klienteli o ponadprzeciętnej zdolności kredytowej"

    www.knf.gov.pl/Images/RAPORT_2011_tcm75-31319.pdf
    str. 87
    "Zwraca też uwagę duża liczba kredytów walutowych udzielonych osobom, których sytuację dochodową należy uznać za przeciętną, co przeczy tezie, o wysokich dochodach kredytobiorców walutowych (ponad 250 tys. kredytów udzielonych zostało kredytobiorcom, w przypadku których dochód netto nie przekraczał 4 tys. zł; do tego w granicach 4-6 tys. zł było ponad 150 tys. kolejnych kredytów). Można zatem stwierdzić, że w dużej części kredyty walutowe zostały udzielone osobom o przeciętnych dochodach. W tym kontekście warto też zwrócić uwagę na zbliżone populacje kredytobiorców złotowych i walutowych o najwyższych dochodach. Świadczy to o tym, że znaczna część najzamożniejszych klientów banków decydowała się na kredyt złotowy, a nie walutowy."
    str. 3.
    "co zważywszy na to, że często kredyty te były zaciągane przez dwóch kredytobiorców należy uznać za wartości przeciętne"

    dziwi mnie polityka mbanku, który od bardzo lubianego i popularnego staje się powoli jednym z najbardziej znienawidzonych w tym kraju, a słowa Pana Stypułkowskiego jeszcze dolewają oliwy do ognia.
    no i jeszcze zawsze mi się wydawało, że Pan Samcik jednak stoi za bankowym lobby, a tutaj Pan Stypułkowski zobaczył całkiem coś odwrotnego ;)

  • cyfrowyja napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 21:07:11:

    jak zauważyli komentujący, wypowiedź pana Stypułkowskiego jest w wielu miejscach wypowiedzią prezesa realizującego swoją kampanię. Jeśli dodamy do tego sprawę "Nabitych" to jest wypowiedzią bezczelną.
    Maciek świetnie mu odpowiedział, co więcej - wspominając o krajach, gdzie zobowiązanie jest ograniczone do wartości nieruchomości - istnieją też banki, gdzie kredyt, o zgrozo, jest oprocentowany na stały procent, niezmienny przez te 25 lat. Tak więc nie ma co płakać w mankiet Samcika, ile to teraz dopłaca. W weekend bank zamknięty, nie dopłaca i z tego żyje. Biedaczek.
    Bardzo ważnym argumentem jest też to, że ryzyko klientów nie było ograniczone.

    Na koniec dodam coś z rozmowy z kolegą-frankowiczem - zdradził mi, że on nic nie zamieni, gdy ustawa wejdzie. Ryzyko stóp procentowych w Polsce przeraża go bardziej niż rata we franku.

  • frankowicz1 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 22:33:37:

    Z ciekawości zapytam. Zakładając że przejdzie ustawa w wersji PO z podziałem 50/50. I banki tak jak deklarują poniosą koszty (ok. 10 mld PLN) to kto zyska? Rata kredytu nie spadnie przecież ( a nawet może sporo wzrośnie przy przejściu na WIBOR). Zatem - kredytobiorcy nie zyskają nic (moze poza tymi którzy chcą teraz od razu spłacić kredyt), bank straci to zarobi....
    Sam osobiści obstawiam brak ewentualnej straty "naszego" (działającego w Polsce) banku, albo zysk banku "mamusi" - zależy od tego jak się bank rzeczywiście rozliczał.

    Ja ze swojej strony miałbym ciekawsze rozwiazanie - przywalić bankom unieważnienie umów aby poniosły koszty tak duże jak to tylko możliwe (wg mnie byłoby to nieuczciwe), ale wtedy zaproponować im negocjacje z koniecznością pokazania wszystkich papierów i kosztów jakie banki poniosły w związku z tymi kredytami. Wszystko to po to aby po prostu uczciwie się rozliczyć(SPREAD, ubezpieczenia, koszt "pozyskania franków" przez banki i masa innych rzeczy). Do tego rozliczenia uważąm że należałoby doliczyć karę za kombinowanie i próbę ukrycia nieuczciwego zarobku - aby nie opłacało im się tego numeru powtarzać.

  • kylu_tbg napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/02 22:56:11:

    Czy poniższa wypowiedz Prezesa nie wskazuje wprost na mechanizm wyprowadzania zysków z mBanku za granicę ?

    "Aby jaśniej zobrazować zjawisko finansowania kredytów hipotecznych, posłużę się przykładem mBanku. W połowie poprzedniej dekady, nasz bank stopniowo pozyskał w ciągu kilku lat około 7 mld CHF, których pierwotnym źródłem były depozyty niemieckich klientów Commerzbanku. Te środki z reguły pożyczone nam na okresy kilkuletnie, przekształciliśmy w średnio dwudziestopięcioletnie kredyty hipoteczne przy stosukowo niskich marżach dla naszych klientów. Kapitał ten w terminach zapadalności musimy zwrócić i w to miejsce znaleźć nowe źródła finansowania. Są one coraz droższe, trochę na skutek niepewności rynków światowych, ale również w konsekwencji toczącej się w Polsce dyskusji o swoistej penalizacji sektora bankowego: kwestia redukcji długów frankowych, zwiększone obciążenia na BFG, by zapłacić za SKOK-i, pomysły z podatkiem od aktywów. Zarobki na portfelu tych kredytów stają się iluzoryczne w sytuacji, w której UOKiK ściga banki za niedopłacanie klientom frankowym do ich kredytów, gdy marża jest niższa od ujemnego LIBOR-u, a nasz bank za ostatnio zaciągnięte finansowanie frankowe (200 mln na pięć lat) musi płacić kupon odsetkowy w wysokości 2,5 proc. Na portfelu ponad 20 miliardów PLN walutowych kredytów hipotecznych, które stanowią 25,9 proc. całego portfela kredytowego, realizujemy tylko 3,7 proc. całości marży odsetkowej z kredytów."

  • z.potocki napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 08:15:08:

    Skoro banki tak bardzo liczyły się z politykami i dziennikarzami wymuszającymi udzielanie kredytów to dlaczego teraz za żadne skarby "liczyć się" nie chcą?
    Po pierwsze i najważniejsze wszystkie umowy zawierające klauzule niedozwolone powinny byc anulowane, bo to przecież banki ŚWIADOMIE oszukiwały klientów wpisując je do umowy (mając całe tabuny prawników). Ubezpieczenia nie dające opłacającemu składki ŻADNYCH przywilejów wynikających z polisy powinny byc anulowane i koszty zwrócone. Jeśli jest konieczność ubezpieczenia braku wkładu własnego klient powinien być zobowiązany dostarczyć w określonym terminie polisy zakupionej na wolnym rynku.
    Miałem być żyrantem w kredycie a zostałem zmuszony do zostania w spół-kredytobiorcą, wynegocjowałem marże na poziomie 0,55% a w umowie mam 0,95%, nikt nic nie mówił o ubezpieczeniu po dwóch latach (2 lata opłacone z góry z kredytu). Do ostatniej chwili "na siłę" wciskali mi 120% wartości mieszkania. Wszystko się działo w dniu podpisania kredytu wiedząc że za 3 dni wyjeżdżam a kredyt MUSI być przelany na konto dewelopera bo przepadnie zaliczka i mieszkanie zostanie stracone na rzecz innych klientów. I p. Stypułkowski ma czelność pisać że bak został ZMUSZONY do udzielenia kredytu? Niestety nie mogę tego nazwać inaczej niż ignorancja, kłamstwo i na koniec chamstwo ze strony pana prezesa.

  • kapaszatka napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 08:51:52:

    Czy to banki wybudowały te mieszkania czy tylko napompowały bańkę na nieruchomościach i wywindowały ceny? Podaż niby-tanich (przez 2-3 lata, potem okazały się drogie) kredytów CHF podbiło popyt i ceny mieszkań, a potem zamroziło je na 30 lat. Frankowicze zostali przywiazani do swoim m2 bez opcji ich zbycia bez bankructwa lub wielkich strat, albo po prostu bez opcji zbycia bo bank ją zablokuje. Nie mogą sprzedać taniej, więc w ogóle nie mogą sprzedać. Deweloperów najpierw rozpuszczono wielkimi marżami i trudno im dziś mentalnie zejść do poziomu normalnego zysku na nieruchomościach. Ceny materiałów budowlanych podbito w ciągu roku znacznie. Nabudowano też w pośpiechu mnóstwo bloków-fuszerek, bo w bańce za budowlankę brało się wielu kompletnie nie znających się na rzeczy.

    Co do pozyskiwania CHF przez mBank od Commertzbanku. Ile by nie zapłacił, wszystko zostaje w rodzinie, bo właścicielm mBanku jest Commertzbank. Co więcej, w interesie Commertzbanku leży by mBank pozyskiwał CHF od niego jak najdrożej, bo w ten sposób wytransferuje zyski z Polski do Niemiec. A skoro w Niemczech zapadają decyzje bo tam są właściciele mBanku, to jakie one będą? Może by temu kupowaniu CHF przez mBank od Commertzbanku przyjrzał się Urząd Skarbowy?

    To przypomina sytuację w której ktoś kogoś oszukał i zarobił na tym (można by wymieniać długo klauzule niedozwolone czyli łamiące prawo), a teraz płacze że jak będzie musiał zwrócić to mu zysk spadnie i premia będzie mniejsza.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 09:32:50:

    Taka refleksja: jeśli Stypułkowski jest "jednym z najbardziej szanowanych w branży", a jednocześnie łże bez zająknięcia (np. że kredyty frankowe dostawali najlepiej zarabiający, że banki nie chciały franków ale musiały) to nie wiem, na czym jest ten szacunek oparty. Na pewno nie na uczciwości i prawdomówności.

  • lebro11 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 09:44:54:

    kmiarek uprzedzłeś mnie....
    Maćku jak mogłeś lepiej napisać że jest tylko szanowany w swojej branży...
    Przecież ten facet łże jak pies.... Wiele kłamstw jest w jego wypocinach (...inaczej tego nie mogę nazwać).
    Pomija najważniejsze rzeczy... i coś powiem tobie prezesiku.... mi doradca pokazywał wzrost o 20% i osobiście powyżej to bank powinien wziąć odpowiedzialność....

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 09:56:17:

    dużo Pan Stypułkowski tego napisał. Piątka za ilość wypocin. Jedynka za treść i pominięcie istoty problemu

  • wruum59 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 09:59:48:

    Panie Macieju,

    dobrze, że odesłał Pan mnie do strony Związku Banków Polskich. Tuż pod wypocinami Prezesa Stypułkowskiego jest krótkie info o obalaniu mitów klauzul abuzywnych w naszych umowach złotówkowych

    zbp.pl/wydarzenia/archiwum/komentarze/2015/czerwiec/obalanie-mitow-w-sprawie-klauzul-abuzywnych

    Może by Pan tak poprosił Prezesa UOKiK, Pana Jassera, że to Banki stworzyły mit "muszę coś wstawić zamiast nieuczciwego zapisu"

    www.bankier.pl/wiadomosc/Jasser-UOKiK-dostanie-nowatorskie-narzedzia-do-walki-z-nieuczciwoscia-3402583.html

    Może trzeba też poprosić Komisarz Komisji Europejskiej Panią Vrę Jourová, odpowiedzialną za politykę w dziedzinie sprawiedliwości, konsumentów i równości płci o wypowiedź, że nie można klauzul abuzywnych zastępować.

    Banki otrzymają prostą odpowiedź, dlaczego nie będzie pozytywnej reakcji na ich apel - bo prawo od dawna ZABRANIA

    "Jednakże, zawarcie aneksu wymaga współdziałania obu stron umowy zarówno przedsiębiorcy, jak i samego konsumenta. Współdziałanie obu stron tj. wola zawarcia aneksu usuwającego z umowy postanowienie uznane za abuzywne w ramach kontroli abstrakcyjnej, jest w zasadzie decydująca, bowiem mimo upływu niemalże 15 lat od wprowadzenia kontroli abstrakcyjnej wzorców, nadal nie wypracowano rozwiązań, które umożliwiałyby usuwanie z umów zawartych z wykorzystaniem wzorca zawierającego postanowienie uznane za niedozwolone w trybie następczej kontroli abstrakcyjnej, tegoż postanowienia, przy jednoczesnym zapewnieniu możliwości dalszej realizacji umowy (niejednokrotnie są to umowy o charakterze wieloletnim). ZBP od wielu lat, niezmiennie zabiega i zwraca się do właściwych instytucji o regulacyjne rozwiązanie tej kwestii."

    I prezesi banków i Pan nie będą już pisać: "widziały gały co brały", umowa obowiązuje, informowaliśmy o ryzykach, to byli bogaci klienci, śmiali się ze złotówkowiczów, system finansowy się zawali bo zmusza się nas do umorzeń itp.

    Będą musieli tłumaczyć się, dlaczego złamali prawo już w dniu zawarcia umowy.
    A kurs franka i oprocentowanie ustalane dowolnie przez tychże samych prezesów tylko przyspieszył edukację konsumencką.

    I cieszę się, że jesteśmy w Unii Europejskiej

    Da się Panie Macieju?

  • cdr7 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 10:00:01:

    Przynajmniej bankier wyraził całkiem jasno swój pogląd - a skoro opublikowano go na stronie ZBP to pogląd ten jest powszechny w tym środowisku. Dla mnie kluczem nie są nawet pewne kłamstwa. Kluczem jest fakt że banki absolutnie nie czują się choćby w 1% winne zaistniałej sytuacji. Nie mają żadnego zamiaru wziąć odpowiedzialności za swoje czyny i jeszcze twierdzą że zostały do tego "zmuszone". Zawsze klientom proponowały najpierw kredyt w złotych a kredyt w CHF dawali tylko tym którzy mieli ponadprzeciętną zdolność i dochody ;-) Ewentualnie baki są co najwyżej skłonne pomóc tym którzy już zupełnie sobie nie radzą ze spłatami, zapewne z przyczyn losowych bo przecież nie dlatego że przyznano im za duże kredyty a raty wzrosły.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 11:50:58:

    Pan Stypułkowski w całym swoim wywodzie zapomniał o jednym małym szczególe. tzw. frankowicze ze starego portfela są oszukiwani przez mbank co miesiąc na każdej racie. stosunek odsetek do kapitału w mbanku jest jak 3:2 czyli rata 500chf z czego odsetki 300chf. Inne banki które nie ustalają oprocentowania z kapelusza dla takiej samej raty 500ch mają podział 1:4 czyli na 500chf raty odsetki stanowią 100chf reszta to kapitał. To jest ogromna różnica. Mam nadzieję że to oszustwo zostanie wkrótce ukrócone i ten złodziejski bank zapłaci za to z nawiązką.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 11:54:11:

    Ten list, a szczególnie jego zamieszczenie w ZBP jest bardzo pouczający. Czytając go widać wyraźnie, że władze banków nie mają sobie nic do zarzucenia w zakresie kredytów frankowych. Nic: ani kursu (tu faktycznie dyskusyjne), ani spreadów, ani fikcyjnych ubezpieczeń, ani nawet zapisów niedozwolonych. Z drugiej strony czytając to (i nie tylko) forum kredytobiorcy nie mają sobie również nic do zarzucenia: według nich zostali oszukani, nic nie wiedzieli, zmuszono ich do takiego kredytu.

    Wniosek jest tylko jeden: nie ma możliwości ugody między nimi, gdyż okopali się w swoich stanowiskach i nie ruszą się z nich o krok. Jedynie ustawodawca może wymusić na obydwu stronach kompromis. Szkoda, jakoś trudno mi uwierzyć w dobry projekt napisany przez (którykolwiek) nasz rząd, ale chyba inaczej się nie da. A co najciekawsze, po nim obydwie strony będą niezadowolone. :)

  • mikor_mmk napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 11:56:56:

    Pan Prezes może opowiadać sobie różne rzeczy - to jego subiektywne opinie i ma do tego prawo. Liczę natomiast na obiektywną ocenę sytuacji przez dedykowane do tego instytucję i ich skuteczne wyegzekwowanie. I to nie w trybie długich, żmudnych i kosztownych procesów sądowych. Marzyciel ze mnie - wiem.
    Osobiście w większości punktów się z Prezesem nie zgadzam - nie będę powielał uwag na forum.
    Dołączam do prośby do Pana Redaktora o dalszą rozkminę wystąpienia Pana Prezesa. Oficjalne pismo wymaga oficjalnej odpowiedzi - czuję duży niedosyt po zapisanym w artykule "ad vocem"

  • szarsz napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 12:05:29:

    Zagadka na dziś:
    Które kredytobiorcom banki chcą pomagać?

    Tym, którzy są w najtrudniejszej sytuacji... Z najwyższym ltv, z najbardziej obciążającymi ratami.

    Dlaczego akurat tym?

    Moim zdaniem wcale nie z dobroci serca czy innych humanitarnych odruchów bankierów, ale wyłączne po to, aby odsunąć od siebie największe zagrożenie.

    Przecież to genialny ruch - umarzamy, zmieniamy waluty, dopłacamy, ale prawie wyłącznie tym, na których stracilibyśmy prawdopodobnie największą kasę.
    Płaczemy potem, że przez złych rządzących jesteśmy w baaardzo trudnej sytuacji (bo rzeczywiście jesteśmy, ale wyłącznie ze swojej winy: bankom nikt nie kazał udzielać tak ryzykownych kredytów w cenie najmniej ryzykownych), domagamy się ułatwień, zwolnień i wszystkiego czego się tylko da. Oraz podwyższamy opłaty za niemal wszystko.
    W końcu to oczywiste w sytuacji, w której zły parlament tak podle postąpił z całym sektorem bankowym.

    Autorowi projektu bankowego szczerze gratuluję pomysłu, jak wykopać zgniłe jajo ze swojej bramki i podrzucić je całemu społeczeństwu.

  • mikor_mmk napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 13:53:46:

    @szarsz
    Nie ma się co obrażać na banki, że chcą pomagać potrzebującym. Swego czasu popularne było tworzenie w zakładach ubezpieczeń centrów pomocy poszkodowanym. PR-owo wyśmienite a służyło minimalizacji strat z tytułu wysokich rent i innych świadczeń. Byle wyjść na plus.
    I dobrze - niech banki pochylają się nad klientami w trudnej sytuacji.
    Tylko niech to nie wyklucza innych działań - np. zmierzających do rozliczenia się z niesłusznie pobranej kasy od swoich klientów?

  • szarsz napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 17:40:27:

    @mikor_mmk

    Niech pomagają potrzebującym I rozliczą się z resztą? Popieram. Bardzo dobry pomysł. Ale ja nie jestem prezesem banku ;)

  • alex2835 napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/03 20:22:26:

    1-0 dla Samcika.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/04 08:15:23:

    kmiarek zauważył słusznie, że nie widać najmniejszej ochoty do kompromisu... nie ma z kim rozmawiać po drugiej stronie, zresztą, ja to podkreślałem już dużo wcześniej...

  • mikor_mmk napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/04 09:19:08:

    Dodatkowo ten artykuł zdopingował do kolejnego kroku antymbankowego - zdjęcia obu ubezpieczeń, które z lenistwa tam trzymałem do kredytu i przeniesienie bezpośrednio do TU - nie chcę dać im zarobić więcej niż to absolutnie konieczne. Już wcześniej każdy możliwy osad na rachunku wrzucałem gdzieś indziej na lokatę krótkoterminową - pozostawiając absolutnie niezbędny zapas. Taki mój mały bunt :)

  • sql_server napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/04 10:47:56:

    Sąd sądem, a sprawiedliwość (kasa) musi być po naszej (banku) stronie.

    Prezes Cezary Stypułkowski pisze:
    "Bank dostarczył wieloletnie finansowanie, biorąc na siebie ryzyko kredytowe związane z wypłacalnością klienta oraz zapewnieniem niedostępnego w Polsce kilkudziesięcioletniego finansowania, natomiast po stronie klientów pozostała całość ryzyka walutowego. Ryzyko stopy procentowej zostało przyjęte zarówno przez bank, jak i klientów". (...)"

    A więc teraz klient powinien wywiązać się ze swojej części umowy i choćby nie wiadomo jak skoczył w górę kurs CHF to kredyt spłacać powinien.

    Ale jak nie daj Boże spadnie kurs LIBOR do wartość mniejszej niż marża banku to już bank nie obowiązują te same zasady co klienta, twierdzi prezes:

    "Gdybym miał poszukiwać jakiegoś rozwiązania sytuacji, gdy negatywny poziom stopy bazowej przekracza poziom umownej marży, to raczej uznałbym, że obowiązuje zerowy floor, a różnica zaliczana jest na poczet jakiegoś innego tytułu, który należałoby odnieść do specyfiki sytuacji i charakteru stosunku umownego."

    Czyli:

    Wysoki kurs CHF = nic się nie stało KLIENCIE PŁAĆ
    Niski kurs LIBOR = ustalamy poziom 0 bo niżej to nie FAIR

    Moralność PREZESA ....

  • mikor_mmk napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/04 12:27:54:

    Jak czytam ten wpis oraz "białą księgę ZBP" - ciągle z tyłu głowy mam obraz zatroskanej twarzy Prezesa, który nie chciał, ale musiał udzielić takiej ilości niebezpiecznych produktów, o których sam on i pozostali Prezesi mówili jakie to one są straszne i nie powinny być udzielane... i wtedy eureka! przypomniała mi się genialna scena z filmu Wielki Szu (przypadek? nie sądzę :)
    www.youtube.com/watch?v=4nSy8REfIrA

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny