Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

niedziela, 25 października 2015

Straszą Cyprem w Polsce. Czy Bruksela chce nas oskubać z oszczędności w bankach?

Pamiętacie strzyżenie klientów banków na Cyprze przed kilku laty? Kiedy okazało się, że tamtejsze banki są w ruinie, Nemcy i Francuzi doszli do wniosku, że nie będą ich ratowali wyłącznie za pieniądze swoich podatników. Ostrzygli więc posiadaczy największych depozytów (kto miał w banku więcej, niż 100.000 euro musiał oddać 47,5% nadwyżki), a pierwszy pomysł być taki, żeby przymusowym podatkiem obłożyć wszystkich klientów, którzy mieli w bankach pieniądze, a nie tylko tych, którzy mieli największe depozyty. Tak się składa, że w cypryjskich bankach prali część swoich pieniędzy rosyjscy (i nie tylko rosyjscy) oligarchowie, więc nikt się nad losem klientów cypryjskich banków nie litował. Gorzej, że na kanwie tego przypadku w Unii Europejskiej urzeźbili nowy model ratowania banków, który już oficjalnie przewiduje możliwość zabrania pieniędzy klientom, gdyby okazało się, że bank może upaść. Co prawda można będzie opodatkować tylko depozyty powyżej 100.000 euro, ale liczy się fakt. Polska jest jednym z sześciu krajów, które go jeszcze nie wdrożyły, a kilka dni temu Komisja Europejska pozwała nas nawet o to do Trybunału Sprawiedliwości.

Czytaj też: Skubanie nas z oszczędności? To nie groźba, to fakt

Od wielu miesięcy niektórzy z czytelników nadawali do mnie alarmistyczne e-maile w tej sprawie, zatytułowane: "szykuje się kolejny skok na naszą kasę" i pytali "ciekawe w której ustawie rząd to schowa, żebyśmy nie zauważyli". Rząd nie schował, tylko przekaże ten problem swoim następcom. Czy rzeczywiście jest się czego bać? Nie histeryzowałbym. Rzeczywiście, można powiedzieć, że właśnie kończy się w Europie era, wktórej depozyt klienta jest święty. Bank był do tej pory jedynym miejscem, w którym można było przechowywać pieniądze z absolutną pewnością, że się ich nie straci. Państwowe gwarancje depozytów w ostatnich latach urosły do bardzo porządnych poziomów - 100.000 euro na depozyt klienta w jednym banku - a i tak nikomu nie mieściło się w głowie, że pieniędzy złożonych w banku można byłoby nie odzyskać. Potem jednak zdarzyło się strzyżenie deponentów na Cyprze, a następnie nowe pomysły Unii Europejskiej. Zła strona jest taka, że skoro dziś przyzwala się oficjalnie na strzyżenie depozytów powyżej 100.000 euro, to cóż stoi na przeszkodzie, żeby za jakiś czas zmniejszyć limit do 50.000 euro, albo np. do 10.000 euro? Skoro depozyt nie jest już świętością, której nie można dotknąć...

Regulacje, które pewnie prędzej czy później będziemy musieli przyjąć, nie pozwalają zająć pieniędzy deponentów samemu bankowi, będącemu w tarapatach. Decyzję w tej sprawie będzie musiał podjąć specjalny organ państwowy. A pieniądze mają posłużyć dokapitalizowaniu banku, by mógł dalej prowadzić normalną działalność. Można powiedzieć - nic nadzwyczajnego. Gdyby taki bank upadł, to przecież i tak duzi deponenci straciliby część depozytów powyżej 100.000 euro (czyli limitu gwarancji państwowych). W sumie więc bez znaczenia jest czy pieniądze z konfiskaty największych depozytów pójdą na ratowanie banku, czy też do jego masy upadłości, zarządzanej przez komornika. Mimo wszystko jednak jeśli w Polsce zostaną wprowadzone zapisy dyrektywy o uporządkowanej upadłości banków, to mentalnie coś się w naszych głowach powinno zmienić.

Czytaj: Ile pieniędzy trzeba skonfiskować ludziom, by Europa wyszła z długów?

A co? Być może to jest ten moment, w którym wreszcie powinniśmy myśleć o banku bez tej całej nabożności. Dziś bank jest tym pierwszym, najlepszym, dla wielu jedynym miejscem trzymania oszczędności. Świata poza bankiem nie widzimy, a przecież są też inne sposoby lokowania oszczędności, na które teraz - gdy z banków opadnie nimb miejsca, w którym pieniądz jest "nie do ruszenia" - być może zwrócimy uwagę. Dzielenie oszczędności i przechowywanie ich w kilku miejscach być może zacznie mieć sens. Drugi pozytywny efekt dyrektywy o uporządkowanej upadłości banków to fakt, iż wreszcie zaczniemy zwracać uwagę na to gdzie lokujemy pieniądze. Gwarancje rządowe są dla wszystkich banków takie same, ale jeśli jakiś bank daje znacznie wyższe odsetki, niż inny, to być może zaczniemy się zastanawiać dlaczego tak się dzieje. Wiarygodne logo i finansowa stabilność zacznie się liczyć.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
niedziela, 25 października 2015 18:38

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • oxulsen napisał(a) komentarz datowany na 2015/10/25 23:45:03:

    "Cypryzacja" depozotów jest istotna teoretycznie - dało sie ją przeprowadzić i nie było dużych protestów, natomiast praktycznie dla 99% Polaków jest nieistotna. Strzyżenie mogłoby być powyżej jakiś 425 tys złotych depozytu w jednym banku. To wartość dobrego mieszkania. Jeśłi ktoś założy depozyty w wielu bankach, na przykład 10 i to ciągle ma ponad 4 miliony[b/] nie do ruszenia. Oczywiście może się zmienić prawo i limit zostanie zmiejszony, to ciągle będą "bezpieczne" setki tysięcy złotych na wielu depozytach z wielu bankach. Kto ma takie środki wolne w Polsce? Pewnie góra 1% populacji.

    Druga sprawa, jeśli ktoś ma tak potężne oszczedności, to tylko niewielką cześć trzyma w banku, większość jest wepchana w nieruchomości, złoto, waluty, akcje, dzieła sztuki, własny interes itp, czyli ten niewielki procent musiałby przekroczyć limit chronionego depozytu. Trafi tylko na prawdziwych bogaczy.

    Natomiast problem jest tak na prawdę głębszy. Problemem są .. banki w same w sobie. Mają one prawo "produkowania" pieniędzy, czyli prawnie chronionych środków, które potem każdy sprzedawca musi akceptować. Mogą je produkować mając tylko cześciowe pokrycie we własnych aktywach i same sobie obliczają te aktywa, efekt można było zaobserwować w 2008 roku - w zależności kto liczył bank był wart miliardy albo był bankrutem. Co gorsza pieniądze są już obecnie w większosci tylko elekronicznym zapisem w bazie danych, w razie grubszej afery - padu znaczącego odsetka banków albo systemu wymiany przelewów, nie ma nic. Nie ma wtedy ani depozytów, ani limitów ani bankomatów. Jest zero
    .

    A dlaczego ten system jeszcze ciągle działa? Bo w niego wierzymy :D






  • 5gege napisał(a) komentarz datowany na 2015/10/26 07:45:10:

    oxulsen

    i kolejny "fachowiec" myli aktywa bankowe z pasywami w banku
    i nie odróżnia kapitału własnego od aktyw vide pasywa - powtarzając bzdury o możliwości bezograniczonej kreacji pieniądza ........

  • oxulsen napisał(a) komentarz datowany na 2015/10/26 11:25:10:

    5gege

    Kolejny który myli teorie z praktyką. Co z tego, że banki mają obostrzenia na trzymanie rezerwy cząstkowej, jak potrafią dawać kredyty hipoteczne "na puls" ludziom bez dochodu, potem opakować te "papiery" jako super stabilne obligacje, pchnąć dalej jako zapezpieczenie. Dało się? Dało, a potem nastał rok 2008 i do dzisiaj nie udało się posprzątać.




  • magnez3 napisał(a) komentarz datowany na 2015/10/26 13:55:08:

    Mogę polecić Centrum Finansowe www.bankina6.oferty-kredytowe.pl/

  • samozlo0 napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/26 22:30:23:

    "Cypryzacja" depozytów, to tylko pozornie problem najbogatszych.
    Ci sobie zawsze poradza.
    Nasz system emerytalny daje coraz mniejsze szanse na przezycie po osiagnieciu wieku emerytalnego. Trzeba wiec bedzie samemu gromadzic srodki na przyszla emeryture.
    Jeden bedzie zbieral, drugi sprzeda nieruchomosc, ktos inny ulokuje srodki z pracy na emigracji, aby spedzic ostatnie lata zycia w Polsce.
    nagle sie okaze, ze panstwo mu to zabierze i czlowiek ktory nie moze juz pracowac straci oszczednosci calego zycia. straczy mu na kilka lat, a pozniej bedzie mieszkal pod mostem?
    Takie pomysly sa bardzo grozne dla Polakow.
    Nie dosyc, ze nie bedziemyy mogli liczyc na panstwo, to jeszcze bedziemy sie go bac, czy nas nie okradnie z tego co nam na starosc zostanie :(

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line