Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 19 listopada 2015

Nieloty: przez dziesięć lat nie potrafili zarobić na nieruchomościach. Zapłacą odszkodowanie?

Od czasu do czasu namawiam Was do długoterminowego lokowania oszczędności nie tylko w banku, ale i na rynku kapitałowym - w spółki dywidendowe, jednostki funduszy inwestycyjnych, obligacje oraz inne lokaty, które pomogą pieniądzom rosnąć szybciej. Bo nawet niewielki wzrost średniej rentowności przekłada się na bardzo wysokie kwoty na spełnianie przyszłych marzeń. Jakkolwiek ostatnie pięć lat na polskim rynku kapitałowym nie zachwyciło, to jednak w naprawdę długiej perspektywie - 15-20 lat - mając pieniądze ulokowane w akcje lub fundusze dało się zarobić średnio jakieś 10-11% rocznie. Nie ma oczywiście żadnej pewności, że w kolejnych 20 latach będzie tak samo, ale skoro te zasady sprawdzały się przez 200 lat istnienia najstarszych rynków kapitałowych, to może i u nas jeszcze trochę podziałają. Więcej ciekawych statystyk zapodaję w tym klipie:

Kłopot w tym, że o ile cały rynek długoterminowo zwykle szedł w górę, o tyle zdarzały się fundusze, które potrafiły stracić większość pieniędzy klientów. Pamiętacie fundusz Idea Premium? Przez lata dawał wysokie zyski, był pozycjonowany jako relatywnie bezpieczna inwestycja (bo lokował nie w akcje, lecz w obligacje firm), ale potem okazało się, że zarządzający są nielotami i stracili 75% pieniędzy klientów. Nie były to jedyne nieloty, które opisywałem w blogu. Ostatnio zaczęło się nawet mówić, że za nędzną jakość zarządzania można próbować żądać odszkodowań. Jasne, że zarządzający funduszem nie musi być geniuszem, że na spadającym rynku nawet największy as nie zarobi pieniędzy (może co najwyżej mniej stracić), że wkładanie pieniędzy do funduszu jest obarczone ryzykiem i nikt nie zagwarantuje godziwych - albo jakichkolwiek - zysków. Każdy inwestor, mający pieniądze w funduszu inwestycyjnym, żyjąc nadzieją na znacznie wyższy zysk, niż w banku (przynajmniej w długim terminie), zdaje sobie sprawę, że fundusz może co najwyżej "się postarać". A ryzyko straty jest wpisane w to przedsięwzięcie jak amen w pacierzu.

Tym niemniej jakiś czas temu giełdowa gazeta "Parkiet" opisywała sensacyjny wyrok, w którym sąd stanął po stronie klientów bardzo źle zarządzanego funduszu inwestycyjnego. Sprawa dotyczyła funduszu DWS Płynna Lokata. Po sześciu latach walki firma PERN Przyjaźń wywalczył w sądzie 1,26 mln zł odszkodowania (plus odsetki). Podstawą był art 64 ustawy o TFI, który mówi o tym, że Towarzystwo odpowiada przed uczestnikami funduszy za wszelkie szkody spowodowane nienależytym wykonaniem obowiązków w zakresie zarządzania funduszami. Wcześniej zdarzały się wygrane klientów funduszy, który udowodnili wprowadzenie w błąd przez sprzedawcę bądź inne tego typu nieprawidłowości, ale ten wyrok dotyczy jakości zarządzania. DWS Płynna Lokata (towarzystwo nim zarządzające zostało jakiś czas temu przejęte przez Investors TFI) ulokował część pieniędzy klientów w obligacje strukturyzowane wyemitowane przez spółkę z grupy Deutsche Banku, indeksowane wartością CDS-ów dotyczących Polski (CDS to instrument oceniający ryzyko niewypłacalności kraju). Na przełomie lat 2008-2009 nastąpił światowy kryzys finansowy i obligacje stały się bezwartościowe.

Dlaczego nieloty z DWS zainwestowały w te papiery? Pewnie dostały takie polecenie od spółki-matki (czyli Deutsche Banku), więc ubrały klientów w takie inwestycyjne truchło.Klienci stracili, a nieloty zgarnęły prowizje i premie. Takich przypadków niestety kilka w polskiej branży funduszy inwestycyjnych było. Zwykle dotyczyły funduszy, które przez jakiś czas były gwiazdami, odstawały o kilka długości wynikami od wszystkich podobnych funduszy. Zarządzający kazali całować się w pierścień, klienci wpłacali pieniądze, a potem okazywało się, że fundusz inwestował w najbardziej ryzykowne akcje lub obligacje. Dopóki karta "żarła", był gwiazdą, ale jak fortuna się odwróciła, to spadł na dno. Z tego powodu zawsze radzę Wam, żebyście rozdzielali pieniądze na kilka funduszy oraz żebyście unikali funduszy będących przez dłuższy czas na samym szczycie tabeli. W tej branży gwiazdą się tylko bywa, chyba że się kantuje. Dziś opowiem Wam historię funduszu Arka Nieruchomości, który tak zarządzał pieniędzmi swoiich klientów, że ci - pomimo wzrostu cen na rynku nieruchomości - stracili furę pieniędzy z zainwestowanych początkowo 340 mln zł. Fundusz się likwiduje, klienci mają za złe i domagają się odszkodowań. Czy mają rację?

"W maju 2004 r. kupiłam za oszczędności całego swojego życia 280 certyfikatów inwestycyjnych funduszu Arka BZ WBK Nieruchomości o wartości 28.000 zł o terminie wykupu w grudniu 2012 r., następnie przełożonym na maj 2014 r. Niestety, jak się okazało, wartość certyfikatów dramatycznie spadła, a ponadto nie mogę odzyskać zainwestowanych pieniędzy pomimo upływu terminu ich wykupu. W biurze maklerskim BZ WBK poinformowano mnie, że muszę czekać aż syndyk sprzeda nieruchomości. Będą to znacznie mniejsze pieniądze od zainwestowanych w 2004 r. Przez 10 lat ceny nieruchomości wzrosły, a tymczasem - jak się okazuje - fundusz zarządzany przez BZ WBK nie jest w stanie wypłacić nawet kapitału początkowego"

- pisze do mnie klientka, pani Zofia. I pyta: czy to nie jest kolejny "Amber Gold"? Jak to się stało, że fundusz poniósł wielkie straty inwestując w nieruchomości? Jak wyglądał nadzór nad tym funduszem? Jaki był związek między wynagrodzeniami funduszu i zarządzających, a wynikami finansowymi funduszu? To ciekawe pytania. Wiadomo, że pani Zofia też nie jest w tej sprawie bez winy, bo włożyła wszystkie oszczędności w jeden fundusz, który okazał się niewypałem. Ale być może nieloty powinny z własnej kieszeni coś klientom dopłacić, skoro na rosnącym (lub przynajmniej stabilnym) rynku nie były w stanie wykręcić wyników choćby zbliżonych do średniej?

"Skusił mnie fundusz nieruchomości Arka. Nie kupowałem go na początku, jak większość udziałowców, ale na rynku wtórnym. Miałem okazję kupić certyfikaty znacznie poniżej wartości aktywów funduszu, a wierzyłem, że wycena nieruchomości jest zrobiona "z należytą starannością". Wycena aktywów funduszu na jeden udział na pół roku przed planowanym rozwiązaniem funduszu wynosiła 150 zł, ja kupowałem po 110-112 zł. Byłem przekonany, że na tym nie da się stracić! Przecież biurowiec zbudowany w centrum Warszawy nie może zmniejszyć swojej wartości o 25-30% w ciągu kwartału!"

- opowiada inny klient funduszu, pan Leszek. Okazało się, że cuda się jednak zdarzają. Wycena aktywów co kwartał spadała o 20-25 zł na każdy certyfikat i na koniec 2012 r. wyniosła 100 zł. W 2013 r. fundusz nie został zamknięty, a wyceny zaczęły jeszcze bardziej spadać.

 nieruch1

Pan Leszek domaga się, bym zdobył dla niego odpowiedź na proste pytanie: co się stało? Co poszło nie tak? Przecież nabywając cokolwiek w 2004 r., bez znaczenia, czy to coś było w Poznaniu, Warszawie czy Wąchocku, nie dało się nie zarobić. Klient się wścieka, że zapewne fundusz świetnie zarobił na opłatach za zarządzanie, a klientom zamierza wypłacić ochłapy. Fakt, kupując nieruchomość w 2004 r. za 300.000 zł i wynajmując ją do dzisiaj z samego czynszu można byłoby mieć 100.000 zł. A przecież to mieszkanie dziś powinno mieć większą wartość, niż w 2004 r., gdy nieruchomościowy boom dopiero się rozkręcał. Tymczasem ostatnio wartość aktywów przypadających na jeden udział funduszu wynosiła... 69 zł (na starcie było to 100 zł). Klienci zastanawiają się nad pozwem zbiorowym, bo ich zdaniem nie jest możliwe, żeby tu nie było jakiegoś kantu.

Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że fundusz - kiedy decydował o przedłużeniu swojej działalności, ostatecznie aż o dwa lata - wykupił w kilku transzach część certyfikatów, płacąc za nie nie najgorzej. Fundusz wypłacił wtedy 110 zł za każdy certyfikat, a wcześniej jeszcze każdemu członkowi funduszu wypłacił 11 zł udziału w dotychczasowych zyskach. Nie jest to duża stopa zwrotu jak na 10-letnią inwestycję na dochodowym rynku nieruchomości, ale zawsze coś. Chętnych do wyjścia było znacznie więcej, niż pieniędzy, więc zamówienia boleśnie redukowano: w pierwszej transzy zgłosili się posiadacze 2,7 mln certyfikatów, a fundusz wykupił tylko 843.000, w trzeciej transzy inwestorzy chcieli pozbyć się 1,9 mln certyfikatów, ale fundusz wykupił tylko 144.000. Do wykupienia pozostała  połowa certyfikatów. Zgodnie z opublikowanym przez likwidatora sprawozdaniem, na dzień otwarcia likwidacji fundusz, oprócz posiadanych akcji i udziałów w spółkach nieruchomościowych, dysponował pieniędzmi w kwocie 118,4 mln zł. Ale klienci wciąż nie mogą się do nich dobrać, bo likwidacja trwa. Za pomocą zaprzyjaźnionego posła złożyli nawet interpelację w Sejmie. A tam sytuację tłumaczył przedstawiciel Komisji Nadzoru Finansowego:

"Zgodnie z informacjami przedstawionymi przez Towarzystwo, sytuacja rynkowa wywierała niekorzystny wpływ na tempo i wyniki procesu likwidacji portfela nieruchomości funduszu. Jednocześnie, trudności w pozyskaniu finansowania dłużnego przez potencjalnych nabywców dodatkowo negatywnie oddziaływały na możliwość zbycia nieruchomości posiadanych przez spółki celowe funduszu. Słabsza kondycja rynku powodująca spadek czynszu oraz zmiany stóp kapitalizacji w wycenie nieruchomości komercyjnych mogły, zdaniem towarzystwa, wywierać wpływ na wysokość ofert składanych przez potencjalnych kupujących".

Co na to wszystko TFI BZ WBK, które zarządzało funduszem Arka Nieruchomości, dopóki nie znalazł się on w stanie likwidacji? W jednym z pism wysłanych do grupy jego klientów, żądających wyjaśnień, Towarzystwo odpowiedziało, że najważniejszym czynnikiem, który zdecydował o spadku wartości inwestycji klientów było obniżanie przez rzeczoznawców wycen nieruchomości kontrolowanych przez fundusz. A to miało wynikać m.in. z sytuacji makroekonomicznej, wzrostu podaży nieruchomości w segmencie nowoczesnych biur i centrów handlowych, niewystarczająco wysokiego procentu wynajętych powierzchni, spadających w wyniku rosnącej konkurencji czynszów... No, słowem, wymówek znalazło się dużo. W piśmie wysłanym do klientów TFI BZ WBK tłumaczy, że przecież w 2013 r. zamieściło na swojej stronie internetowej komentarze poświęcone sytuacji funduszu, więc nikt nie powinien być zaskoczony smutnym finałem inwestycji. W dokumencie jest też pełna lista ryzyk związanych z inwestycją, o których fundusz informował kupujących jego certyfikaty.

arka_tumaczy

Co ciekawe, Arka Nieruchomości nie jest jedynym funduszem, który nie wytrzymał próby czasu w inwestycjach w nieruchomości. Podobnie wkurzeni są m.in. klienci funduszu BPH Sektora Nieruchomości, który od września 2005 r. przyniósł 29% strat, choć ceny na rynku nieruchomości w tym czasie aż tak bardzo nie spadły. Likwidowany właśnie fundusz Skarbiec Nieruchomości też nie podbił portfeli swoich klientów - zakończył działalność po dziesięciu latach stratą  7%. Uruchomiony kilka lat później, w 2008 r. fundusz Arka Nieruchomości 2 jest aż 25% pod kreską (choć w tym przypadku koniunktura już nie sprzyjała, bo fundusz startował niedługo przed załamaniem rynku nieruchomości), ale już fundusz BPH Sektora Nieruchomości 2, działający mniej więcej tak samo długo, wykręcił 20% zysku (przynajmniej tak mówią wyceny, bo - jak pokazuje przykład pierwszego funduszu nieruchomościowego BZ WBK - dobre wyceny nawet na pół roku przed planowanym zakończeniem działalności funduszu nie muszą nic znaczyć). Działający od początku 2010 r. fundusz Satus Deweloperski Nieruchomości Komercyjnych na razie przyniósł inwestorom 28% straty. Poniżej macie wizualizację wartości udziałów w pierwszym z nieruchomościowych funduszy BPH. Klienci tego funduszu też odgrażają się, że pójdą do sądu.

BPH_nieruchomoci_wykresZapytałem prawnika Jacka Szymańskiego (z kancelarii Szymański & Wyjatek) czy widzi jakieś możliwości dochodzenia swoich praw przez klientów, którzy czują się poszkodowani niską jakością pracy nielotów pobierających za swoje pokazy prowizje według zasady "czy się stoi, czy się leży". Mec. Szymański przypomina, że ze statutu funduszu wynika, iż celem było osiągniecie zysku znacznie przewyższającego stopę inflacji. Inflacja w okresie od roku 2004, a więc od daty emisji certyfikatów do końca 2014 r. przekroczyła 24%. Tymczasem wartość aktywów netto przypadająca na jeden certyfikat inwestycyjny (czyli wycena księgowa certyfikatu) na dzień 31 grudnia 2014 r. wynosiła 69,8 zł podczas gdy w 2004 r. ich cena emisyjna wynosiła 97 zł"

"Szukając przyczyn dla których zarządzający funduszem inwestycyjnym lokującym środki inwestorów w nieruchomości komercyjne zamiast przyzwoicie zarobić, stracili pieniądze swoich klientów ,należy, w sposób drobiazgowy przeanalizować tak transakcje funduszu związane z nabywaniem nieruchomości gruntowych przez spółki celowe jak i te, obejmujące sprzedaż nieruchomości zabudowanych już po zakończeniu konkretnej inwestycji. Tak fatalne wyniki funduszu operującego w branży, która w badanym okresie była bardziej niż rentowna usprawiedliwiają wątpliwości co do tego czy zawierane transakcje nie dokonywały się ze szkodą dla inwestorów. Tego rodzaju wyjaśnień i konkretnych danych w imieniu naszych Klientów niebawem będziemy się od Arki i od jej likwidatora domagać"

- zapowiada prawnik. Jego zdaniem należy zweryfikować czy wysokość kosztów funkcjonowania funduszu była usprawiedliwiona i czy w funduszu nie dochodziło do ich "nadprodukcji". Podstawą roszczeń będzie mógł stanowić art. 64 ustawy o funduszach inwestycyjnych, ten sam, na którym poległ DWS. Największym wyzwaniem może tu być - zdaniem mec. Szymańskiego - wykazanie, że szkoda - rozumiana jako różnica pomiędzy tym co fundusz powinien był zarobić (nie tylko wyrównanie do ceny emisyjnej ale również zysk który fundusz winien był osiągnąć gospodarując prawidłowo), a tym co klienci otrzymali w rezultacie wykupu swoich certyfikatów - powstała na skutek nienależytego zarządzania portfelem inwestycji.

"Z pewnością potrzebni będą biegli, sporo czasu, i finansowy wysiłek związany prowadzeniem procesu. Obserwując jednak coraz większe zainteresowanie klientów Arki pomocą prawną nie mam żadnych wątpliwości, że o zasadności zastrzeżeń inwestorów do sposobu korzystania z ich pieniędzy ostatecznie orzeknie sąd"

- dodaje mec. Szymański. Widać więc, że nie będzie wcale tak łatwo. Moja opinia w tej sprawie jest taka, że jeśli okaże się, że pieniądze były zarządzane zgodnie z zasadami sztuki inwestowania w nieruchomości, a zarządzający po prostu mieli pecha i postawili na złe nieruchomości, to trzeba ich rozgrzeszyć (jedna z nieruchomości kupionych przez Arkę, "Galeria pod dębami", jest niedaleko mojego osiedla i szczerze mówiąc sam bym jej nie kupił, gdybym miał na zbyciu trochę milionów). Ale gdyby okazało się, że przymknęli oko na uwarunkowania, kupowali za drogo, albo bez oceny sytuacji - niech ponoszą tego koszty. Można mieć lepszy albo gorszy okres w zarządzaniu pieniędzmi klientów, ale zawsze trzeba być gotowym, żeby przedstawić argumenty przemawiające za tym, że dana inwestycja mogła się udać. Odpowiedź na pytanie jak nie zostać poniesionym przez funduszowego nielota znajdziecie w klipie poniżej, który powstał w jednym z najnowocześniejszych w Polsce (i w Europie) symulatorów lotu.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 19 listopada 2015 13:36

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • mat089 napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 14:08:54:

    Europa jest w kiepskiej kondycji, a na dodatek mamy problem z uchodźcami. Do tego niedługo zacznie się fala bankructw na całym świecie. Kilka minut temu znalazłem świetny artykuł na temat tego jak inwestować po krachu, który niedługo nadejdzie, może się wam przydać. independenttrader.pl/396,jak_zachowac_sie_po_krachu.html

  • obiektywny133 napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 16:08:18:

    Więcej można zarobić na lokacie na 4%

  • adds01 napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 18:16:27:

    Poszkodowani klienci mogą mieć w sądzie stanowisko, że zapłacili funduszowi za usługę zarządzania swoimi majątkami a usługodawca nie umiał zarządzać finansami czyli amator podszył się pod profesjonalistę w celu uzyskania korzyści finansowych (gwarantowana prowizja niezależnie od wyników) . Paragraf jak nic :) Swoją drogą indeksy większości funduszy to niezła fikcja gdy wartość jednostki skacze z dnia na dzień np. o 10% choć teoretycznie pieniądze są zainwestowane w stabilne branże.
    Takie skoki zmuszają co bardziej płochliwych inwestorów do sprzedaży jednostek po najniższym kursie, zarząd funduszu ma pewnie na tym ekstra premię. W artykule przytoczono wątpliwy powód zmiany wyceny funduszu nieruchomości, oparty na wycenie rzeczoznawcy. Jak by wyglądał roczny wykres dajmy na to WIG20 gdyby nie handlowano akcjami, jedynie codziennie Pan Mietek sam osobiście robiłby obchód firm i je wyceniał na potrzeby indeksu? Taka chora sytuacja, gdy zarządzający grają przeciwko ludziom z których żyją. Kilka razu polecałem jednostki ETF bo tu jest mniejsze pole do machlojek z wartością..

  • bi1234 napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 18:55:07:

    @obiektywny133
    To nie ten rząd wielkości kapitału, więc nie proponuj ludziom lokat "dla ubogich" :)

    Swoją drogą od kilku lat trzymam się z daleka od funduszy, skoro nawet tzw. bezpieczne mogą przynosić tak duże straty.
    Jeśli opłaty są tak skonstruowane że bez względu na wynik ma zarabiać tylko TFI i zarządzający, a nieważne ile ...dziesiąt procent straci klient - to ja dziękuję. Opłata za zarządzanie w znacznej mierze powinna być skorelowana z wynikami osiągniętymi przez zarządzającego, to byłby zdrowy układ.

  • remigiusz.stanislawek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 19:31:58:

    To ja przedstawię nieco inną wersję. Może trochę zaboleć. Ale pokazuje nieco inny punkt widzenia. W kilku punktach.

    Ten fundusz omawiałem na moich szkoleniach jako przykład już w 2009 roku. Inwestorzy niestety nie wiedzieli w co inwestują. I błędnie rozumieli na czym polega zarządzanie funduszem. To widać w cytatach wypowiedzi inwestorów.

    1) Skusił mnie fundusz nieruchomości Arka. Nie kupowałem go na początku, jak większość udziałowców, ale na rynku wtórnym , Byłem przekonany, że na tym nie da się stracić! , tu inwestor wprost przyznaje, że nie rozumiał zasad działania funduszu i na rynku wtórnym zapewne zakupił ten fundusz po tym jak fundusz pokazał kilkudziesięcioprocentowy wzrost kupując prawdopodobnie ne górce (założę się że osoba, która sprzedała te certyfikaty jest z wyniku funduszu bardzo zadowolona)

    2) W maju 2004 r. kupiłam za oszczędności całego swojego życia 280 certyfikatów inwestycyjnych funduszu Arka BZ WBK Nieruchomości :: To przykład skrajnej nieodpowiedzialności w finansach . Wszystkie inwestycje w jeden fundusz! I do tego nie rozumiejąc co to jest za inwestycja. To co najsmutniejsze to to jaką siłę przekonywania musiał mieć sprzedawca (Zapewne gdzieś u producenta lub w okienku bankowym)
    To co jeszcze bardziej mnie smuci to to - że prawdopodobnie jest to osoba w podeszłym wieku, która zainwestowała faktycznie oszczędności żynia. Nie ukrywajmy, że osobami starszymi łatwiej jest manipulować i wmawiać, że są inwestycje dające świetny zysk bez ryzyka. Smutne. Ale też ku przestrodze.

    Założę się, że te osoby zainwestowały kupując fundusz u producenta lub w okienku bankowym. Gdzie doradca (czytaj etatowy sprzedawca) czasem nie ma żadnego interesu w rzetelnym i bardzo szczegółowym omówieniu danego funduszu, porównania do innych na rynku, czy też wskazania ryzyk, które tu akurat były od razu wyraźnie widoczne. Musi opowiadać o inwestycji w samych superlatywach. I zachęcać do szybkiego podjęcia decyzji.

  • remigiusz.stanislawek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 19:35:33:

    3) Inwestorzy narzekają mówiąc w domyśle Za co fundusz brał opłatę za zarządzanie, skoro stracił. Tu znów wynika brak zrozumienia za co fundusz pobiera opłatę za zarządzanie.

    Przypomnę (mówię o tym w nagraniu)

    blog.opiekuninwestora.pl/sekret

    fundusz bierze opłatę za zarządzanie za realizowanie dokładne tego co obiecał inwestorom (a nie za gwarancję zysku).

    W przypadku funduszu ARKA NIERUCHOMOŚCI FIZ inwestorzy prawdopodobnie nie doczytali (albo doradca nie powiedział) założeń tej inwestycji.

    Przypomnę fundusz informował że inwestycja podzielona na 3 etapy.

    Etap I budowanie portfela nieruchomości (zakończone w 2007 roku)
    Etap II zarządzający dbają aby obiekty były wynajmowane prowadzone są też remonty itp
    Etap III który zacznie się w grudniu 2012 roku i potrwa maksymalnie 1,5 roku (takie były założenia) Fundusz sprzeda swoje aktywa. Przypomnę - wprost była podana data, kiedy fundusz zacznie te nieruchomości sprzedawać...

    Tu rysunek: www.opiekuninwestora.pl/fora/arka-nieruchom-fiz.jpg

    Skoro fundusz obiecał w 2012 roku sprzedać całość swoich aktywów to musiał to zacząć realizować.

    :: Po pierwsze: trafił w słabą sytuację na rynku nieruchomości.
    :: Po drugie jest to rodzaj wymuszonej sprzedaży o której na rynku nieruchomości zapewne wiedziano co pozwalało dobrze negocjować odkupienia tych inwestycji.
    Poza tym tak nagle sprzedać kilka biurowców i kilkanaście inwestycji deweloperskich nie było łatwo. A i kupujący swój rozum mają i widzą, że fundusz musi coś szybko sprzedać. Nic dziwnego, że nie było tu dobrych ofert zakupu.

  • remigiusz.stanislawek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 19:37:13:

    Co ciekawe -proszę spojrzeć na wykres (i ustawić daty od grudnia 2005 roku)

    www.opiekuninwestora.pl/arka_bz_wbk_fundusz_rynku_nieruchomosci_fiz,ni49.html

    w pierwszych latach fundusz świetnie zarabiał (nic dziwnego zakupy nowych inwestycji, hossa na rynku nieruchomości, dobre warunki najmów). I inwestorzy na rynku wtórnym chętnie kupowali fundusz (obawiam się, że patrząc głównie na wyniki, a nie wnikając w to jak inwestuje, i jakie ma plany działania które przecież podane były dość wyraźnie w dokumentach funduszu).

    Tu u wielu inwestorów niestety zadziałały te same zasady, które kiedyś opisałem (tekst może zaboleć ale taki ma być do bólu prawdziwy) i przed którymi przestrzegam od lat.:

    blog.opiekuninwestora.pl/spojrzmy-w-lustro-czyli-skad-sukces-parabankow-lub-nieprzemyslanych-inwestycji/

  • remigiusz.stanislawek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 19:40:26:

    Smutne jest to, że wiele osób mówiąc wprost dało się nabrać na bajki sprzedażowe, zapominając że to inwestycja a nie lokata.

    Fundusz miał po prostu trochę związane ręce. Obiecał sprzedać wszystko w 2012 roku, i niestety (to właśnie było ryzyko tej inwestycji) trafił na ciężkie czasy

    I rzetelnie patrząc fundusz nie stracił fury pieniędzy. Wynik od rozpoczęcia działalności to 14% straty na dziś. Nie jest jakiś ogromny. Oczywiście inflacja itp. A to, że od najwyższej wyceny stracił kilkadziesiąt procent jest po prostu wynikiem sposobu inwestowania który fundusz obiecał inwestorom i który musiał realizować. Gdy ktoś odkupił udziały na górce cóż decyzja została podjęta samodzielnie.

    Podobnie można narzekać dlaczego fundusze akcji w 2008 roku traciły po 50%. Czy to barany zarządzają pieniędzmi? Nic bardziej mylnego fundusz akcji obiecał inwestorom, że zawsze będzie kupował akcje. Także gdy akcje tracą. Gdy inwestor tego nie rozumiał (lub nie chciał zrozumieć) i nie sprzedał funduszu gdy traci to tracił. Ale to nie jest wina funduszu.

    Tu fundusz obiecał: kupimy nieruchomości, będziemy je sobie wynajmować przez kilka lat a potem sprzedamy zaczynając sprzedaż w grudniu 2012 roku.
    Cóż pechowo trafiono na moment gdzie nie dało się tego sprzedać z zyskiem. Stąd spadki. To samo zdarzyłoby się gdyby powstał FIZ akcji, który w 2006 roku zakładałby kupowanie akcji, potem inwestowanie i w marcu 2009 roku sprzedaż portfela. Musiałby zgodnie ze statutem sprzedać akcje idealnie w dołku. Nie ze złej woli funduszu. Tylko to wynikało z założeń przyjętych na początku inwestycji.

    Fundusze to nie lokata. To inwestycja.

    z życzeniami samych sukcesów inwestycyjnych,
    Remigiusz Stanisławek

  • cyfrowyja napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 21:56:08:

    Remi to świetnie wyjaśnił, niewiele można dodać, ale warto wyciągnąć kilka wniosków.
    1. Fundusze tego typu same pomagają budować górkę i dołek na konkretnych aktywach. Sytuacja się powtarza.
    2. Banki wykorzystują sytuację i upychają po FIZ swoje produkty, chcąc je sensownie sprzedać w okolicach szczytu. Jak bank tworzy fundusz o nazwie typu "Złoto się świeci" to jestem prawie pewny, że złoto stanieje . Przeciętny FIZ jedzie kosztem klienta.
    3. Na nieruchomościach można stracić. I to nieprawda, że tylko drożeją. I to, że wyceny biur, ekspertów itd są guzik warte, to mogą być ustawki. Realne jest to, co oferuje rynek.
    4. Fundusz okazał się słaby w strategii i mały wobec rynku. Dlatego to nie fundusz podyktował cenę rynkowi, tylko na odwrót. Podobnie hurtownicy marchewki ustawiają cenę marchewek, a nie działkowicze.

  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 22:31:23:

    Kurczę blade w odwłok szaleńczo kopane!
    kolejne biedne żuczki, co to nie wiedziały, nie czytały, nie znały się, a teraz - pomocy! ja nie wiedziałem! ojejku jej. Trzeba było do kompletu dokupić kołdrę z włosów z moszny hiszpańskiego wołu ^^
    Popis głupoty, nic więcej. By się wstydzili nawet przyznać. Ale jak zawsze - wygrają prawnicy ;)

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/19 23:18:40:

    @juana
    Jak to dobrze, że na tym blogu jesteś. Dzięki tobie wszyscy wiedzą, że są głupi. Czekamy z niecierpliwością aż w końcu założysz swój blog. Do woli będziesz mogła wykazywać swoją wyższość i napawać się cudzym nieszczęściem. Jakie to nasze, swojskie...

    Dzięki za pewne wyjaśnienia Remigiusz. Chociaż sam trzymam się z dala od funduszy to teraz wieb bardziej dlaczego.

  • oxulsen napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 00:18:56:

    Fundusze (może poza EFT-ami) należy sobie kompletnie odpuścić.

    1) Bezpiecznie jest w niepewne inwestycje utopić cześć oszczędności np 25%.
    2) dodatkowy procent (np 5% rocznie) od małej kwoty nie czyni cudów.
    5% to nie jest mało, bo to oznacza, że fundusz zainwestował w coś, co dało +15-20% rocznie więcej, niż lokaty, a po opłaceniu krawatów zostało te 5%.

    Przykład:
    100 tys oszczędności.
    25 tys w fundusz
    5% ekstra zysku w rok = 1250.

    Czyli około 100 ma miesiąc dodatkowego zysku.
    100 tys to ładny kawal grosza, 100 to jedno porządne wyjście do knajpy.
    Tak wygląda hossa.

    Fundusz, który wejdzie w nisze zakupi coś, co będzie drożało kilka lat po >15-20% rocznie powyżej inflacji musi zaliczyć korekte! To tylko kwestia czasu. Korekta dla klientów funduszu jest zawsze bardziej bolesna niż dla samego funduszu, bo fundusz ma koszty zarządzania.
    Na przykład: jeśli najpierw coś, co kupował fundusz, zdrożeje o 100% w 5 lat, potem potanieje do 50% ceny na górce w rok (czyli wróci do pierwotnej wyceny), to certyfikat/jednostka funduszu będzie warta 60-70% pierwotnej ceny, bo kilka procent na rok szło na zarządzanie.

    Jest sens ryzykować i dawać zarobić cwianiakom?

    Jak już ktoś nie może wytrzymać, ze jego ciężko zarobione pieniądze nudzą się na lokatach, to proszę bardzo, niemal zawsze można na kupić to "coś", co kupuje fundusz samemu: akcje, złoto, waluty, co tam kto chce. Tylko z nieruchomościami jest problem (ciężko za 100 pln kupić 0,001% budynku pod wynajem), ale jak widać nieruchomości to wcale nie jest prosty temat i maszynka do zarabiania.

    A najlepiej jest zainwestować .. w kredyty, własne -stare spłacić, nowych nie zaciągać.

  • remigiusz.stanislawek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 00:37:36:

    Nie musi :) Jest trochę funduszy dających stałe zyski.

    Skoro było przejaskrawienie 'że nie warto i że nigdy się nie zarabia' to proponuję taki oto wykres (proszę ustawić zakres dat od stycznia 2002.

    www.opiekuninwestora.pl/legg_mason_fundusz_wlasnosci_pracowniczej_pkp,ni235.html

    Zyski ciągle w górę - i zapewniam (znając model działania funduszu), że to nie jest ostatnie słowo.

    Funduszami - tak samo jak ETFami należy zarządzać. Pytanie: ile zarobiły ETFY na główne indeksy światowe w 2008 roku? I czy inwestujący w ETFy stosowali zasadę K.I.T. (Kup i trzymaj)...

    Fundusze jak sama nazwa wskazuje to inwestycja. Nie lokata. I trzeba rozumieć jak działają i nimi zarządzać. Najprostszy Kroczący Stop Loss i dobór kilku funduszy do portfela mocno niweluje poziom spadków blog.opiekuninwestora.pl/kroczacy-stop-loss-fundusze/

    Widziałem dziś jakiś komentarz o funduszach nieruchomości gdzie ... ktoś narzekał na straty - pokazując jako przykład FIO Nieruchomości, który.... ani złotówki nie inwestuje w nieruchomości :) Oczywiście narzekać można było - nie rozumiejąc że to fundusz akcyjny :)

    Narzekania trochę na poziomie gdyby ktoś kupił ETF na WIG20 i narzekał na brak wzrostów...

  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 09:29:21:

    "@juana
    Jak to dobrze, że na tym blogu jesteś. Dzięki tobie wszyscy wiedzą, że są głupi. Czekamy z niecierpliwością aż w końcu założysz swój blog. Do woli będziesz mogła wykazywać swoją wyższość i napawać się cudzym nieszczęściem. Jakie to nasze, swojskie... "


    Nie napawam się nieszczęściem, tylko denerwuje mnie podejście "na cwaniaka", inaczej "na frankowicza". Bo gdyby ów pan, co to skupował na rynku wtórnym, zarobił, to by fundusz był znakomity, ale ponieważ stracił, to trzeba pozwać do sądu. Gdyby kurs franka nie wzrósł, to klauzule spready by mi nie przeszkadzały, bo nadal byłbym zarobiony. Czekam na pozywanie spółek giełdowych, których kursy akcji zaczęły spadać, i kasyn za źle rzucających kulką krupierów.

  • leskki napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 10:00:02:

    @remigiusz.stanislawek

    Pan nie zrozumiał mojej wypowiedzi, która cytował Pan Samcik.

    Kupiłem na rynku wtórnym Centryfikaty ARKAFRN12 na początku 2012 roku, wiec 11 miesiecy przed planowaną likwidacją funduszu, więc wszelkie nieudane inwestycje powinny być już w cenach.

    Ja nie zainwestowałem w nieruchomości, żeby zarobić na inwestycji, tylko zainwestowałem w spread, czyli różnice pomiędzy wyceną rynkową, w wycena aktywów podawaną przez fundusz. Wycena aktówów była na poziomie 155 zł/certyfikat a wycena giełdowa 120 zł dyskontem

    [url=ifotos.pl/z/srqaeeh/][img]http://s2.ifotos.pl/mini/arkaFRN12_srqaeeh.png[/img][/url]

    Okazało sie, że wycena podawana przez ARKA była z "sufitu" i nagle zaczęła się urealniać. Jakim cudem w ciągu 1 roku wartość nieruchomości spadła z 150 zł na 98 zł.
    wycena aktywów na 150 zł podawana po początku 2012 roku była ewidentnym oszustwem, i szukam grupy osób, żeby udowodnić to w sadzie.

  • leskki napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 10:19:56:

    @ juana-la-loca
    Proponuje jeszcze raz przeczytać ze zrozumieniem, zapoznać się z wykresem.
    Może mi Pan wytłumaczy, spadek wartości nieruchomości w Warszawie o 40 % w ciągu 12 miesięcy ( styczeń-grudzień 2012) może jakieś przykłady Pan poda ???
    Dodam, że osoba prawidłowo wyceniająca nieruchomości, zakłada jakiś poziom stóp procentowych w przyszłości, żeby wyznaczyć wartość rezydualną, wiec wszelkie tłumaczenia że spadły stopy procentowe dlatego wycena poleciała w dół mnie nie przekonują.


    ifotos.pl/z/srqawps/][img]http://s10.ifotos.pl/mini/arkaFRN12_srqawps.png[/img]

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 10:50:17:

    @remigiusz.stanislawek
    Z zainteresowaniem przeczytałem komentarze na temat inwestowania w fundusze. Takiego pomieszania ogólnych wiadomości, półprawd i pomijania niewygodnych faktów nie spotkałem od czasu rozmowy z naganiaczem z Idea Banku.:)

    Opisywana pani zainwestowała w fundusz nieruchomości w 2004 roku. Kupując COKOLWIEK z nieruchomości w tym roku można było mieć nieruchomość wartą kilkadziesiąt procent więcej + zyski z wynajmu. Jak więc działał fundusz? Zyski z wynajmu bez problemu pokryłyby koszty działania, a jakim cudem w 2015 roku nieruchomość była tańsza, niż przed rozpoczęciem hossy na nieruchomościach? Co innego w przypadku osób, które weszły do funduszu w 2008 roku, ale 2004?

    Doradzasz, żeby pilnować funduszy, stosować stop-lossy, itp. W takim razie PO CO inwestować w fundusze, jeśli i tak trzeba wykonywać taką samą pracę, jak inwestując samemu w akcje? Tylko po to, aby banda darmozjadów (sprzedawcy i zarządzający) mieli z tego pewny zysk, a reszta ryzyko? Przykład to ten fundusz nieruchomości: zarządzający przejedli pokaźny zysk, a inwestującym pozostała strata.

    I na koniec szczyt obłudy i hipokryzji: podanie jako przykładu funduszu wzrostowego funduszu Legg Mason Fundusz Własności Pracowniczej PKP. Liczysz na niewiedzę ludzi? Ładnie rosnący wykres i te jeszcze gwałtowne skoki w górę, cały czas. Tylko, że to jest fundusz dla pracowników PKP, pracownicy na starcie dostali udziały w ramach prywatyzacji. Gdy PKP sprzedaje kawałek swojego majątku (a ma go trochę), część (15%) wędruje do funduszu jako rodzaj darowizny. Przy takiej konstrukcji zarządzający nie musi nic robić (pobiera tylko opłatę za zarządzanie, która też jest fundowana przez PKP, nie odejmowana od funduszu), a wycena będzie cały czas rosła. "Zyski ciągle w górę - i zapewniam (znając model działania funduszu), że to nie jest ostatnie słowo." - tak, to prawda. Dopóki PKP będzie sprzedawała swój majątek i wpłacała część do funduszu, będą zyski. Tylko, że nie wypracowane przez Mansona. To ma się nijak do zwykłych funduszy, które można kupić. Wstyd!!!

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 11:13:17:

    juana-la-loca 2015/11/19 22:31:23
    (...) Popis głupoty, nic więcej. (...)

    a ja głupi nie zrozumiałem... tylko dlaczego za każdym wpisem mam wrażenie, że ci to ogromną sprawia radość? oczywiście to tylko wrażenie głupiego człowieczka. W bankach na takich jak ja mówią małpy.

  • leskki napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 11:56:58:

    @remigiusz.stanislawek

    skoro pisze Pan, że na nieruchomościach da się stracić, to może pan podać przykład nieruchomości , której cena w 2014 roku jest niższa niż w 2004 czy 2005 roku ?? wykres umieszczony na blogu mowi, że nei ma takiej możliwosci

    fundusz zebrał pieniądze w maju i czerwcu 2004, czyli dokładnie w momencie, kiedy ceny ruszyły z miejsca.

    Z tego co pamietam, to kupowałem gotowe umeblowane mieszkanie (32m2) w nowym budownictwie w Poznaniu za 5 tys/m2 w grudniu 2004.
    Jak można było stracić, wynajmując to mieszkanie prze 10 lat ?? ( wynajem 1000 zł x12 miesiecy x 10 lat = 120 tys)

    cena zakupu = 160 tys
    wynajem= 120 tys - CIT = 100 tys-15% pustostan= 85 tys
    łącznie powinno być 245 tys, jeżeli założymy ze cena zakupu 2004=cena sprzedaży 2014.
    pytanie gdzie są pieniądze z najmu??wszystko zjadły prowizje za zarzadzanie ?? a może przepłacali za nieruchomości, przecież wydawali nie swoje pieniadze......

  • remigiusz.stanislawek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 13:01:26:

    @kmiarek

    Przykład funduszu PKP pokazałem z nutą ironii. Jako odpowiedź na komentarz, że na funduszach ZAWSZE można stracić.

    O tym jak działa pisałem już kilka lat temu.
    opiekuninwestora.blox.pl/2013/06/Fundusz-w-ktorym-300-tys-Polakow-zarabia-40.html

    @leskki
    Na nieruchomościach można stracić. Nie jest to inwestycja bez ryzyka.

    A fundusz nieruchomości to nie to samo co zakup nieruchomości. To po pierwsze.

    Po drugie - proszę np. dać ogłoszenie w prasie, że musi Pan absolutnie sprzedać swoje mieszkanie w ciągu pół roku. I poczekać kilka miesięcy i umówić się na negocjacje ceny. Zapewniam, że będą sporo niższe od oczekiwanej.

    Proszę teraz spróbować sprzedać kilkadziesiąt mieszkań na jednym osiedlu i powtórzyć tą operację na kilkunastu osiedlach.

    Klasyczna nierównowaga podaży do popytu. Stąd fundusz musiał sprzedawać te mieszkania ze znacznym upustem. To jest cała filozofia tej sytuacji.

    Inwestor prywatny na rynku nieruchomości nie ma tego problemu. Bo nie musi szybko sprzedawać nieruchomości.

    Ta z góry narzucona data sprzedaży była w tym funduszu największym ryzykiem. O którym zapewne nie informowano inwestorów (choć jak dobrze pamiętam że w sekcji ryzyka w statucie wymieniony był szereg ryzyk).

    Cena funduszu jest średnią z całości sprzedanych pakietów. A bieżące wyceny realizowane są według określonego scenariusza szacowania wartości.

    Podobnie jak w przypadku funduszy obligacji korporacyjnych. Wyceny obligacji tego typu w portfelach funduszy są w większości liniowe - ponieważ rynek wtórny w zasadzie nie istnieje i zgodnie z ustawą o funduszach nie da się szacować ceny tych obligacji. Jeżeli fundusz obligacji korporacyjnych kupi obligację z oprocentowaniem 10% to wycena tej obligacji w portfelu funduszu będzie po prostu rosnąć liniowo 10% rocznie, nawet na dzień przed upadłością takiej spółki będą wzrosty. A gdy spółka upada - to obligacja przecenia się w portfelu funduszu na 0 zł. W jeden dzień.

    I nie ma tu mowy o jakimś zawyżaniu ceny tej obligacji. Tak jest wyceniana (inaczej się nie da) i inwestor albo o tym wie i to akceptuje, albo nie wie (wtedy trudno zakup funduszu nazwać inwestycją - raczej małą loterią).

    Co do FIZ Arki - zakładam, że kiedyś ktoś z Arki się wypowie w jaki sposób przygotowywane były wyceny. Raczej nie zakładam, że niezgodnie z prawem. Ale to być może rozstrzygnie sąd?

  • remigiusz.stanislawek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 13:13:54:

    @kmiarek

    Ja od prawie 10 lat zawsze podaję fakty. 2+2=4 choć wielu inwestorów chciałoby aby było to 15 :)

    Inwestować można samodzielnie - można na giełdzie (tu mamy podstawowe problemy: duża zmienność cen, dużo czasu, dużo wiedzy, koszty transakcyjne... - i ograniczenie do rynku PL).

    W funduszach - mała zmienność w porównaniu do rynku akcji, inwestowanie na dziesiątkach rynków zagranicznych, funduszach sektorowych z szybkim przerzucaniem kapitału między rynkami w razie korekt. Do tego fundusze obligacji, alternatywne itp. Fundusze to nie tylko giełda - można budować bardzo dobre ostrożne portfele z zyskami połowę ponad lokaty bankowe bez większego problemu. Można budować strategie z gwarancją kapitału (zaskakująco proste).

    Ale oczywiście trzeba mieć podstawową wiedzę (podstawową, nie ekspercką) i rozumieć jak działają fundusze - a tego Polacy unikają jak ognia. Zawsze lepiej słuchać bajek sprzedażowych:

    :: blog.opiekuninwestora.pl/spojrzmy-w-lustro-czyli-skad-sukces-parabankow-lub-nieprzemyslanych-inwestycji/

    Jakoś pod tym artykułem nikt nie odważył się cokolwiek skomentować :)

    Inwestowanie proste (nie trywialnie proste, ale proste). Tu na inwestowanie (w przeciwieństwie do giełdy) wystarczy poświęcić choćby pół godziny w miesiącu.

    W mojej ocenie - ciężko gromadzonym oszczędnościom to się po prostu należy.

    A fundusz ARKA FIZ nie przejadł zysków - tylko zrealizował to co obiecał od strony realizacji strategii inwestycyjnej. Założę się, że na rynku wszyscy wiedzieli kto sprzedaje i dlaczego musi szybko dokonać sprzedaży. To nie jest sytuacja w której ARKA FIZ mógł dyktować warunki sprzedającym. A próba sprzedaży takiego portfolio nieruchomości w krótkim czasie z jawnym przekazem 'muszę szybko sprzedać' nie może skończyć się sukcesem...

    Generalnie Arka ma problem z narzekaniami inwestorów :)
    Tu wywiązała się ciekawa dyskusja - pokazująca jak trudno komuś kto stracił przyznać się że całkowicie nie rozumiał czym jest fundusz akcji. Można pokazywać zasady działania fundusz a odpowiedź zawsze będzie taka sama: fundusze to złodzieje :)

    blog.opiekuninwestora.pl/zanim-powiesz-ze-fundusze-to-zlodzieje/

    Trzeba uświadamiać: fundusze to inwestycja.

  • leskki napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 14:21:46:

    @ remigiusz.stanislawek

    Szanowy Panie, brani Pan partaczy z WBK jak Częstochowy !!

    niestety prawda jest taka, że latach 2004-2014 to była inwestycja w biurowce i mieszkania w Warszawie to była praktycznie bez ryzyka, na rynku mieszkaniowym w 2004 ruszyły z kopyta kredyty hipoteczne i weszliśmy do UE.
    ceny nieruchomości musiały rosnąć, nawet z uwagi na łatwo dostępny kredyt
    trzeba być partaczem z WBK żeby nie zarobić

    argument o niskiej płynności jest nietrafiony, bo w Warszawie była największy wzrost rynku biurowego w całej europie,
    według raportu Knight Frank, w latach 2004-2014 rynek biurowy w Warszawie rósł o 10 % rocznie, podaż rocznie to 300.000 m2 powierzchni czyli 10 średnich lub 5 dużych biurowców rocznie.

    s10.ifotos.pl/img/arkawykre_srqqxer.png

    stopa kapitalizacji rynku biurowego w Waraszawie wynosiła w 2004 roku 8%, a w 2014 6,5 %

    oznacza to, ze jeżeli średnia stopa kapitalizacji wyniosła 7 %, to wynajem w ciagu 10 lat oznacza przepływ pieniężny na poziomie 70 % ceny zakupu

    proponuje poczytać trochę o rynku biurowym w Warszawie,
    link do raportu poniżej:

    content.knightfrank.com/research/672/documents/en/2014-polska-na-tle-europy-2297.pdf


    reasumując: ceny n a rynku rosły, rynek biurowy ( 90% portfela Arki) był bardzo płynny,, mocno rosnący, ze średnią stopą zwrotu 7 % rocznie a ARKA straciła,
    cuda , cuda .......

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/20 15:25:22:

    @remigiusz.stanislawek
    "Ale oczywiście trzeba mieć podstawową wiedzę (podstawową, nie ekspercką) i rozumieć jak działają fundusze"
    To jest właśnie przykład, że nie wystarczy podstawowa wiedza. Nie wystarczy wytypować trendu w gospodarce (np. zapotrzebowanie na nieruchomości), ale też znać strategię funduszu i sposób jej realizacji. Nie trzeba być wysoko opłacanym ekspertem, aby przewidzieć, że nie da się w krótkim czasie sprzedać nieruchomości w dobrej cenie. Dlaczego więc nie zaczęli tego wcześniej? Od załamania w 2008 roku trochę już czasu minęło. A może po prostu koniec funduszu, więc już nikomu nie zależy na wynikach i nieważne po ile się sprzeda? Najlepiej sprzedać tanio jakiemuś zaczynającemu funduszowi, ten będzie miał szybko zyski, za tymi pójdą chętni do inwestycji i tak w kółko.

    "A fundusz ARKA FIZ nie przejadł zysków - tylko zrealizował to co obiecał od strony realizacji strategii inwestycyjnej. Założę się, że na rynku wszyscy wiedzieli kto sprzedaje i dlaczego musi szybko dokonać sprzedaży."
    W strategii było też coś o inwestycjach dających ponadprzeciętną stopę zwrotu i tej jakoś nie zrealizował. :)
    To, że wszyscy wiedzieli, że ktoś musi sprzedać nadal nie tłumaczy faktu, jak można było stracić na nieruchomościach kupowanych w 2005 roku. Takie ceny to nawet u komorników nie występują, a tam też wiadomo, że musi sprzedać i nie za bardzo dba o cenę.

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/21 21:16:08:

    Rany. Głowa mnie rozbolała od czytania Leskiego, Kmiarka i pana Remigiusza.

    Fundusze, spadki, wzrosty, 7%, Arki i inne głupoty. To trzeba miec łeb jak harmonię, by to wszystko zrozumiec a potem jeszcze umiec wdrożyc w zycie (i nie stracic).
    A nie lepiej kupic kawałek nieuzytku, wynając faceta z broną by troche poorał, drugiego faceta z sadzarka by zasadzil wierzbe energetyczna, a potem 4 razy wynajac kumbajnistę by sciął dorobek, nastepnie opchnac te 15ton suchej masy z 1 hektara kontrahentom w niemcowni albo Szwecji?
    Bez procentów, stóp procentowych, kredytow i innych szitów zarobic sporo zywego pieniadza, a i jeszcze UE co roku dopłaci do ekologicznego interesu. Po odliczeniu inwestycji na tych powyzszych facetów ze sprzetem rolniczym mozna sie wygodnie rozsiąsc w fotelu z rąsiami pod głową i uśmiechac do sufitu.

  • maidenman napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/22 14:18:03:

    @kardupel_nadenty
    Piękna wizja. Celne podsumowanie tej komedii. Ale niestety "inwestorzy" tak nie zrobią, bo trzeba by samemu się trochę napracować, choćby żeby kupić ziemię, wynająć kombajnistów i sprzedać urobek. Przecież białym kołnierzykom to nie przystoi. To takie brudne zajęcie. Oni chcą zarabiać przez dwa kliknięcia myszą i ewentualnie jednym podpisem na jakimś dokumencie. A najlepiej, żeby klikał ktoś za nich. Oczywiście za darmo.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2015/11/23 15:13:54:

    @kardupel_nadenty
    "A nie lepiej kupic kawałek nieuzytku, wynając faceta z broną by troche poorał"

    Jeśli za pomocą brony planujesz orać, to życzę sukcesów w rolnictwie. :)

  • cinimini69 napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/20 17:47:38:

    Nie tylko o odszkodowanie ale o zwrot zainwestowanych pieniędzy walczymy.Pozew zbiorowy dla BPH FIZ za ich "super" fundusz nieruchomości już się szykuje.A ludzie dalej do Nas dołączają.Nie odpuścimy ani grosza.

  • biurokooperacja napisał(a) komentarz datowany na 2017/10/31 09:55:53:

    Nasz kraj nie jest szczególnie przyjazny w zarobku tym bardziej typu kup, sprzedaj rzad scina podatkami dochod ktory mozna odnieść kazdy kolejny tysiąc to kolejne pieniądze na podatek, podatek sprzedajesz placisz kupujesz placisz. Wiadomo do tego typu wiekszych inwestycji i obrotem takimi materiałami jest potrzebna duza wiedza a nie tylko szczescie

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line