Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 10 lutego 2016

Nowa kultura oddłużania, czyli obniżą ci raty i jeszcze umorzą trochę długu. Prześwietlam!

Dość często widzę banki oplakatowane reklamami obiecującymi klientom konsolidację ich starych kredytów na doskonałych warunkach. Jednym z takich banków jest Alior. W jego reklamach widziałem, że jak przyjdę do wyższej kultury bankowości ze swoimi długami, to dostanę niższą ratę oraz umorzenie 3% dotychczasowego długu. Wcześniej podobne oferty miał bodaj Getin Bank. Teaser pt. "spłacimy część długów za ciebie" musi działać na zadłużonych Polaków bardzo silnie, skoro jest tak ochoczo wykorzystywany przez banki chcące zarabiać na konsolidacji. Było już w blogu kilka razy o tym, że nie każda konsolidacja jest dobra. Nie chodzi już nawet o to, że owa obiecywana niższa rata powstaje głównie dzięki rozłożeniu długu na dluższy czas. Jeśli oprocentowanie jest na podobnym poziomie, to jeszcze bym to przeżył (jeśli domowy budżet w dużej części "wisi na włosku" z powodu rat wielu kredytów, to ich zamiana na podobnie drogi kredyt z niższą ratą jest mimo wszystko pomysłem dopuszczalnym). Diabeł tkwi w pozaodsetkowych kosztach konsolidacji, które mogą spowodować, że po przeniesieniu kredyt jest znacznie większy, niż przed całą operacją.

aliorkonsoW taką pułapkę można się wpakować - choć na pierwszy rzut oka na to nie wygląda - korzystając także z kredytu w Alior Banku. Co prawda jego oprocentowanie jest rzeczywiście przyjemne - wynosi od 6,99% i przy założeniu, że nie jest to wyłącznie reklamowa ściema (mogę sobie wyobrazić, że na takich warunkach kredyt konsolidacyjny jest dostępny tylko dla 1% najlepszych klientów), prawdopodobnie jest to tańszy kredyt, niż te, które potencjalni klienci dziś spłacają. Jest też wspomniana wyżej obietnica, że bank umorzy 3% przenoszonego zadłużenia. Korzyści są więc spore, a jedyną zagadką jest wartość prowizji, którą za całą operację przyjdzie zapłacić. No bo tak: przenosząc kredyt z innego banku i dostając umorzenie 3% wartości tego kredytu powinienem być "do przodu" na wysokości długu do spłaty, a nie "do tyłu". Jeśli jednak prowizja jest większa od umarzanej przez bank kwoty, a jednocześnie oprocentowanie nowego kredytu niekoniecznie jest niższe od tych, które dziś spłacam... To pułapka gotowa. Zamiast korzystnej konsolidacji mam niższą ratę, ale znacznie wyższe zadłużenie i gwarancję jego spłacania w niskich ratach do usrrrrr... śmierci.

Policzyłem jak to może wyglądać na konkretnym przykładzie. Dotyczy on nie tylko Alior Banku, bo wiem, że np. korzystną konsolidację na niskim oprocentowaniu (bodaj 5,99%) oferuje swoim klientom np. Bank Millennium. Zresztą każdy bank ma to-to w swojej ofercie, tylko jeden bardziej eksponuje w reklamie, a drugi mniej. A więc: załóżmy, że mam do skonsolidowania 30.000 zł długów oprocentowanych na 10% w skali roku (drożej być nie może - ustawa antylichwiarska). Mogę je spłacać na dotychczasowych zasadach - czyli po 637 zł miesięcznie przez pięć lat, łącznie oddając bankom 8.240 zł odsetek, albo przenieść do przykładowego Alior Banku. Trzeba pamiętać, że część tego długu, który mam do spłaty, wynika z prowizji, które zostały mi doliczone do kredytu na początku (wiadomo, że żaden bank nie pożycza pieniędzy na 10% :-)). W Aliorze ten mój dług mogę spłacać na 6,99% (załóżmy, że łapię się na najlepsze dostępne warunki). Wówczas jestem do przodu i na miesięcznej racie (594 zł) i na wartości zapłaconych odsetek (5.630 zł). Dodatkowo bank umarza mi 3% mojego długu, czyli 900 zł. Niewiele, ale zawsze coś. Miesięczna rata topnieje do 576 zł, a wartość zapłaconych odsetek - do 5.460 zł.

Do tego momentu jestem wyłącznie do przodu. Co miesiąc oszczędzam 60 zł, łącznie w całym okresie kredytowania jestem dzięki aliorkonsobanerkonsolidacji do przodu o 2.800 zł i w dodatku utrzymuję dotychczasowy harmonogram spłat (pozbędę się długu w ciągu pięciu lat). Niestety, to nie koniec tych rachunków. Alior Bank doliczy mi bowiem prowizję od tej całej konsolidacji i wrzuci ją w dług. Prowizja - patrząc na przykład reprezentatywny, podawany na stronie internetowej - wynosi 10% wartości konsolidowanych kredytów. A więc w moim przypadku będzie to 3.000 zł. Po odjęciu od nowego, wyższego zadłużenia (33.000 zł) wartości 3% "darowizny" otrzymamy 32.100 zł. To czy konsolidacja się opłaci, zależy teraz od oprocentowania "nowego", znacznie wyższego kredytu. Przy najlepszym z możliwych oprocentowaniu 6,99% zapłacę ratę w wysokości 635 zł (mniej więcej taką samą, jak przed konsolidacją), ale łączny koszt wyniesie 6.040 zł odsetek do spłaty (po prostu dzięki niższemu oprocentowaniu w każdej racie będzie więcej kapitału, co zrównoważy efekt "spuchnięcia" kredytu). A więc biznes się opłaci.

Ale jeśli Alior Bank weźmie ode mnie 9% oprocentowania (a nie 6,99%), to rachunek będzie już inny - odsetek trzeba będzie zapłacić aż 7.785 zł (prawie tyle, ile w "starym" kredycie), a rata wzrośnie do 666 zł. Oczywiście bank obiecuje, że rata po konsolidacji będzie niższa, niż przed nią, a więc jednocześnie wydłuży klientowi okres spłaty o tyle miesięcy, żeby wyniosła jakieś 635 zł. To się da zrobić - wystarczy wydłużyć okres spłaty o cztery miesiące. Rata długu po konsolidacji spada wówczas do 633 zł (minimalnie mniej, niż przed konsolidacją), ale kwota odsetek do zapłacenia sunie aż do 8.430 zł - czyli łącznie zapłacę bankowi więcej, niż zapłaciłbym, gdybym nie konsolidował (bo nic-nie-robiąc miałbym 8.240 zł odsetek do spłaty). I tak to wygląda. Oszczędzamy na niższym oprocentowaniu i 3%-owej redukcji zadłużenia, ale za to tracimy na sięgającej 10% prowizji. Bilans nie musi być pozytywny i obawiam się, że dla większości klientów nie będzie. No, chyba, że załapią się na 6,99% oprocentowania - wówczas różnica w odsetkach oraz 3% umorzenia kredytu zsumuje się do wyższej kwoty, niż konieczna do zapłacenia prowizja. Oczywiście o ile ta prowizja rzeczywiście zatrzyma się na 10%, bo wiem, że Alior Bank potrafi pobierać znacznie wyższe.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 10 lutego 2016 08:42

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 09:39:49:

    no... pięknie...
    Mam pożyczki, konsolidując i przechodząc do innego banku (Aliora) powiększam dług o 10% i uzyskuję 3% umorzenia (ale od tej niższej kwoty X jak mniemam, a nie X+10%X).

    Myślenie bankowe - jak skopać klienta aby jeszcze poczuł zadowolenie...

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 10:26:06:

    Ustawa antylichwiarska chyba nie działa tak jak miała działać. Całkowity koszt kredytu może przekraczać maksymalny poziom oprocentowania wyznaczony ustawą. Antylichwiarko mamy 10% maksymalnie ale nikt nie robi awantury gdy w koszty wchodzi dodatkowo 10% prowizji i inne dodatkowe koszty. Tak naprawdę bank może powiedzieć że oprocentowanie wynosi 4.99% a resztę wrzuci klientowi w inne koszty niż odsetki.

    Nawiązując do kredytów walutowych mieliśmy podobną sytuację. Wszystko przez to że całkowity koszt kredytu został sprytnie ukryty przed klientem. Do teraz powtarza się kłamstwo jak to rzekomo złotówkowcy mieli wyższe oprocentowanie. Owszem bez spreadu i unww nominalnie złotówkowcy mieli wyższe oprocentowanie, ale faktycznie to byłoby nielogiczne żeby bankom zależało na udzielaniu kredytów frankowych gdyby nie mieli na tym lepszej przebitki niż na kredytach złotówkowych. Proste i logiczne.

  • crl1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 10:37:04:

    Trochę dziennikarz z wykształceniem ekonomicznym popłynął.
    Mamy 6,99% i niższe odsetki, ale porównywanie tego bez uwzględnienia wzrostu kapitału o 10% jest bez sensu. Najlepiej o tym mówi właśnie prawie identyczna rata.

  • renatka1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 10:43:05:

    "Przy najlepszym z możliwych oprocentowaniu 6,99% zapłacę ratę w wysokości 635 zł (mniej więcej taką samą, jak przed konsolidacją), ale łączny koszt wyniesie 6.040 zł odsetek do spłaty (po prostu dzięki niższemu oprocentowaniu w każdej racie będzie więcej kapitału, co zrównoważy efekt "spuchnięcia" kredytu). A więc biznes się opłaci".
    -- Ale jaki jest plus tego, że w przypadku takiej samej raty łącznej większa jest część kapitałowa, a mniejsza odsetkowa? Dopóki płacę standardowo, wszystko mi jedno, jaki jest podział. A gdybym chciała w przyszłości refinansować lub spłacić całość, to mam więcej kapitału do spłaty...

  • robal_pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 10:44:46:

    Kurrr... 10% prowizji... Dobrze , że nie 100%. "A mógł zabić"...
    A swoją drogą to czy podatek w wysokości 100% można zaskarżyć do sądu? Bo dostaję 1 grosz odsetek i jest pobierany 1 grosz podatku, czyli 100%...

  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 12:02:26:

    Ja mam na jednym koncie oszczędnościowym dokładnie 0,27 PLN i już mi nawet nie naliczają ani odsetek, ani podatku ;)

  • jakas-nazwa napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 13:14:03:

    A ja na jednym mam co miesiąc: odsetki: 0.01; podatek: 0.01. Ale nie widać tych transakcji dopóki się nie szuka szczegółowych rozliczeń, bo bank domyślnie wyświetla bieżący miesiąc.

  • oxulsen napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 15:47:53:

    "Oddłużanie" polegające na powiększeniu kwoty kredytu o około 7%.

    O czymś takim nie powinno się pisać, za coś takiego powinno się wsadzać: za ofertę osobny wyrok, za wprowadzającą w błąd reklame (o 10% prowizji nie ma mowy) drugi wyrok.


  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 17:14:05:

    @oxulsen Reklama wprowadza w błąd i to bezczelnie i bez wazeliny, aczkolwiek każdy chyba już wie, że niższa rata się nie zrobi cudem. Bo ja jak widzę "Kredyt na 0%", to automatycznie sprawdzam prowizję i ubezpieczenie. Niestety, ustawa antylichwiarska jest do doopy, a różne virusy się reklamują z kredytami na 1990% (coś koło tego, w każdym razie blisko 2000%).

    Choooociaż... Jeśli ktoś ma wysoko oprocentowany kredyt, to może coś nawet oszczędzi, ale to wymagałoby chyba nominalnego oprocentowania ze 20%, a takie kredyty to były bodaj z 5-7 lat temu ostatnio, więc większość już pewnie jest spłaconych. Tak coś mi się kluje, że moja pierwsza karta kredytowa była na początku oprocentowana na 24%.

  • brzydkizdzicho napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/10 17:31:23:

    ...czyli -inżyniera finansowa ... bank zawsze wyjdzie na swoje:(

  • naraty napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/10 21:47:51:

    Wyższa kultura nie przetrwała próby czasu. Teraz to chyba pozostaną tylko pożyczki na raty, zeby dopiąć budżet.

  • hopinie napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/28 18:57:09:

    Najpierw takie firmy dają chwilówki od 18 lat, a jak się taki klient zadłuży to potem się wyciąga od niego ekstra kasę za oddłużenie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line