Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 11 lutego 2016

Siedem faktów ważnych dla twoich pieniędzy: kto robi cię w konia i ile jest stąd do kryzysu?

Wczoraj pisałem w blogu o najciekawszej części raportu dotyczącego stabilności systemu finansowego, który opublikował właśnie Narodowy Bank Polski. Pokrótce przypomnę tylko, że dotyczy ona "wyceny" prezydenckiego projektu rozwiązania kwestii kredytów frankowych i że z wyliczeń NBP wynika, że pomysł ten byłby horrendalnie drogi w realizacji. Mielibyśmy bowiem 35 mld zł kosztów bezpośrednich, kilkanaście miliardów zł kosztów pośrednich (możliwy wzrost kursu franka z powodu dużego popytu banków na tę walutę) i jakieś 21 mld zł strat banków wynikających z konieczności finansowania "odfrankowionych" kredytów, oprocentowanych według stawki LIBOR, złotówkowymi depozytami. Patrząc na to przez pryzmat stabilności banków mielibyśmy najmarniej 21% sektora finansowego "pod wodą", czyli z koniecznością dokapitalizowania (w negatywnym scenariuszu - nawet 70%). Słowem: masakra. Ale ten spektakularny obrazek to tylko jeden, malutki fragment raportu opisującego sytuację różnych instytucji finansowych. Przeczytałem go w całości i postanowiłem wyjąć najciekawsze smaczki.

nbpstab11DAJEMY SIĘ ROBIĆ W KONIA NA DEPOZYTACH. Z raportu NBP wynika niezbicie, że dajemy się robić w konia jeśli chodzi o oprocentowanie naszych pieniędzy z bankach. Na czym opieram to przekonanie? Otóż we wrześniu 2015 r. przeciętny koszt pozyskiwania kapitału przez banki (tego kapitału, z którego banki potem udzielają kredytów) wynosiło... 1,4%. Tak, tylko tyle. Z tych cyferek widać niezbicie, że mimo różnych promocji typu "3% dla nowych środków do 10.000 zł przez trzy miesiące" tak naprawdę banki płacą nam za depozyty nędznie, coraz nędzniej. Promocje się kończą, a my pieniądze w bankach zostawiamy na dużo niższym oprocentowaniu. Sporo - mniej więcej jedną trzecią wszystkich pieniędzy w bankach - trzymamy na bankowych ROR-ach, które w ogóle nie są oprocentowane. Proponuję, żeby każdy po przeczytaniu tego wpisu sprawdził oprocentowanie swoich depozytów i innych oszczędności w banku. Jeśli wynosi więcej, niż 1,4%, to znaczy, że jesteście bystrzy (w miarę :-)). A jeśli nie... :-). Oczywiście: zobowiązania bankowe to nie tylko nasze depozyty, pieniądze na kontach oszczędnościowych i ROR-ach. To także pożyczki banków od innych banków oraz od spółek-matek oraz emitowane obligacje. One mogą nieco fałszować mój wniosek, ale większość bankowych pasywów to jednak depozyty, więc w tym, że dajemy się robić w konia, na pewno coś jest.

POŻYCZKI GOTÓWKOWE PRZESTAŁY DROŻEĆ. Mój największy zarzut do banków w ostatnim czasie - wyjąwszy kwestie nieetycznych produktów i praktyk sprzedażowych - to horrendalnie drogie pożyczki gotówkowe. Produkt, który mógłby być dla dobrego klienta oprocentowany jednocyfrowo, kosztuje - razem z prowizjami i opłatami - jakieś 20-25% w skali roku. No, w niektórych bankach kilkanaście procent. Banki, zdzierając skórę z pożyczkobiorców (i pośrednio napędzając różne pozabankowe firmy chwilówkowe), finansują z ich kieszeni darmowe ROR-y, coraz mniej rentowne karty, dopłacanie do pozyskiwania nowych klientów. W 2010 r. średnia zyskowność kredytu gotówkowego w banku nie przekraczała netto 4%. Rok temu osiągnęła... 10% (to czysty zysk, już po potrąceniu strat na nie spłacanych kredytach, kosztów sprzedaży, reklamy i pozyskiwania kapitału). W ostatnich kwartałach niespodziewanie zaczęła... spadać. Albo banki zaczęły wreszcie szukać granic nieprzyzwoitości, albo zaczęła cisnąć je na poważnie pozabankowa konkurencja, albo... klienci zaczęli liczyć pieniądze i wiedzą już, że nie za każdą cenę warto pożyczyć pieniądze. Pojawiło się też trochę przejrzystych, jasno komunikowanych ofert, które może nie są tanie, ale za to uczciwie pokazują ile trzeba będzie zapłacić.

nbpstab4

FRANKOWICZE PŁACĄ WIĘCEJ, ALE NA TO ZARABIAJĄ. Jest w raporcie NBP ciekawy wykres, który pokazuje jak zmieniła się sytuacja finansowa frankowiczów. Na jednym wykresie pokazano jak zmieniła się rata kredytu płacona przez klientów, którzy zaciągnęli kredyt walutowy w różnym czasie. Co ciekawe, na ten wykres nałożono także drugi - mówiący o wzroście wynagrodzeń w gospodarce. Co z tego wynika? Ano to, że wzrost rat frankowiczów w okresie od zaciągnięcia kredytu do dziś był mniejszy, niż wzrost ich wynagrodzeń (żółta linia to wzrost raty, a niebieska - wzrost wynagrodzeń). Jeśli ktoś wziął kredyt walutowy w połowie 2006 r., to od tego czasu rata mu wzrosła o 25%, a wynagrodzenie - o 55% (dowiemy się o tym, gdy poprowadzimy pionową linię zaczynającą NBPstab2się od odpowiedniego punktu "czasowego" na osi poziomej). Wzrost raty jest większy, niż wzrost wynagrodzeń tylko w przypadku kredytów z połowy 2008 r. i w przypadku tych, wziętych w latach 2009-2010. Wyliczenia NBP uwzględniają zarówno wzrost kursu franka, jak i spadek stóp procentowych w Szwajcarii (ujemny LIBOR). Wniosek? Frankowicze - jeśli wierzyć tym danym - radzą sobie ze wzrostem rat kredytowych, bo ich pensje rosną jeszcze szybciej. Mam dwa zastrzeżenia: po pierwsze statystyczny wzrost płac może luźno wiązać się z faktyczną sytuacją finansową rodzin (zawyżają go nieliczne jednostki, świetnie wynagradzane), a po drugie te wyliczenia nie uwzględniają największej zgryzoty frankowiczów - wzrostu ich zadłużenia. O tym, że niekoniecznie sytuacja finansowa kredytobiorców hipotecznych - nie tylko frankowych - jest tak różowa, świadczy inny wykres z raportu NBP, obrazujący odsetek kredytów nie spłacanych w terminie. W przypadku kredytów hipotecznych, co by nie mówić, rośnie on dość dynamicznie (choć wciąż trudno mówić, że jest wysoki, wynosi 3,3%).

BANKI ZDZIERAJĄ? A CO POWIECIE O FUNDUSZACH? W powszechnej świadomości największe zdzierstwo na rynku finansowym odbywa się w bankach (no, i może jeszcze w pozabankowych firmach pożyczkowych). Nie bez kozery do pracowników - a zwłaszcza menedżerów - bankowych przylgnęła pieszczotliwa ksywka "banksterzy" (inna sprawa, że przywędrowała z Zachodu, gdzie praktyki robienia ludzi w balona branża finansowa opanowała w dużo większym stopniu, niż u nas). Jasne, banki zarabiały horrendalnie dużo (przez ostatnie lata 14-16 mld zł rocznie), a teraz zarabiają przyzwoicie (w tym roku pewnie będzie 8-9 mld zł biorąc pod uwagę podatek bankowy). Ale większość banków wskaźnik rentowności kapitału ROE (mówi ile zarabiają na ulokowanym w banku kapitale jego akcjonariusze - w formie dywidendy albo wzrostu aktywów banku) ma na poziomie jednocyfrowym lub "małym" dwucyfrowym. A zobaczcie jak się zarabia na zarządzaniu pieniędzmi Polaków w funduszach inwestycyjnych. Istne eldorado! Rentowność ROE na poziomie 30-40%, choć oczywiście skala działalności funduszy inwestycyjnych jest zdecydowanie mniejsza, niż banków (pół miliarda złotych rocznego zysku). Tym niemniej to fundusze inwestycyjne, a nie banki, zdzierają z klientów najwięcej. Opłaty za zarządzanie funduszami (do 4-5% rocznie!) mamy najwyższe w Europie i nikt się tym nie przejmuje. Może czas dobrać się do tyłków chciwym firmom zarządzającym? Aha, jeden drobiazg - największe z nich należą do... banków :-).

nbpstab5

15% - TYLE TRZEBA, ŻEBY BANKI ZACZĘŁY BANKRUTOWAĆ? NBP raz na jakiś czas przeprowadza takie papierowe stress-testy, czyli podlicza co by się stało, gdyby w branżę bankową uderzył jakiś kryzysik. Najprostsza symulacja zakłada, że Polacy przestaną spłacać jakiś procent kredytów, które dziś są bez problemów spłacane. Wyniki, jako procent branży bankowej (mierzony aktywami banków), która wymagałaby dokapitalizowania, żeby móc bezpiecznie działać, są narysowane na wykresie poniżej. I to w dwóch wariantach: według norm wynikających z ustawy (przerywane linie) oraz według norm wynikających z zaleceń KNF, bardziej restrykcyjnych, niż ustawowe (ciągłe linie). Interesują nas zwłaszcza żółte linie, odzwierciedlające najbardziej aktualny stan. Na lewym wykresie mamy banki komercyjne, na prawym - spółdzielcze.

nbpstab6

Co z tego wynika? Gdybyśmy przestali spłacać tylko 5% kredytów, to jeśli chodzi o normy ustawowe banki byłyby wciąż bezpieczne, a jeśli chodzi o KNF-owe - 30% branży wymagałoby dokapitalizowania. W przypadku pogorszenia spłacalności kredytów o 10% zagrożone byłyby banki reprezentujące 10% aktywów jeśli chodzi o normy ustawowe i aż 70% jeśli chodzi o normy KNF-owe. Ale tak naprawdę kłopoty zaczną się w sytuacji, gdy 15% kredytów dziś spłacanych regularnie nie będzie obsługiwanych. Wtedy nawet łagodniejsze, ustawowe normy "pękną" w bankach reprezentujących 40% aktywów branży. I stanie się niebezpiecznie.

nbpstab713,9 MLD ZŁ - CENA KRYZYSU GOSPODARCZEGO.  Banki z jednej strony napędzają gospodarkę, ale z drugiej strony "wiszą" na jej "wydajności". Jeśli np. rośnie bezrobocie, pogarsza się spłacalność kredytów i robi się niebezpiecznie. NBP zbadał co się stanie jeśli z zagranicy przyjdzie szok w postaci spadku zainteresowania naszymi produktami eksportowymi (bo np. niemiecka gospodarka zanurkuje z powodów od nas niezależnych) i spadku zaufania do rynków wschodzących (bo np. wywróci się jakaś dobrze rokująca gospodarka wschodząca). Wskutek tego z Polski zacznie odpływać kapitał, wzrośnie kurs euro i franka (o 30%), a tym samym pogorszy się spłacalność kredytów. Z drugiej strony wzrośnie bezrobocie (będzie o jedną czwartą wyższe, niż teraz), a rząd będzie musiał płacić za polskie obligacje o 3% (pkt. proc.) więcej, niż dziś. Z banków zaczną odpływać depozyty, zaś PKB Polski już jesienią tego roku w takiej sytuacji musiałoby spaść poniżej zera. Wszystko to ma się wydarzyć w latach 2016-2017. Scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny, ale... kto wie. Co to oznacza dla banków w sytuacji, gdy ich dochodowość spada, straty na złe kredyty rosną, a jeszcze trzeba zapłacić podatek bankowy? Według NBP kłopoty ze stabilnym działaniem i spełnianiem wymogów kapitałowych ww surowszej wersji KNF-owej miałyby banki reprezentujące 50% aktywów branży. Trzeba byłoby dokapitalizować je kwotą 13,9 mld zł, ale na szczęście nie byłoby efektu wzajemnego zarażania się banków kłopotami. A banki reprezentujące mniej więcej 10% aktywów branży miałyby kłopoty z płynnością finansową (trzeba byłoby zasilić je kwotą 19 mld zł). W sumie cała branża obniżyłaby współczynnik wypłacalności z 15,5% do 13,5%.

nbpstab9

PODATEK BANKOWY: NAJGORSZE SĄ SKUTKI UBOCZNE. W jakim stopniu odporność banków na szoki pogarsza wprowadzenie podatku bankowego? W sumie w niewielkim. Jeśli banki będą miały kłopoty wynikające z sytuacji makroekonomicznej, to podatek ich nie wykończy (choć też im nie pomoże). A w sytuacji, gdybyśmy żadnego kryzysu nie mieli? Według NBP po wprowadzeniu podatku bankowego odsetek banków mających straty (a więc "zjadających" swój kapitał, co może skutkować mniejszym bezpieczeństwem depozytów) wzrośnie z 2% branży bankowej do 22%. Dochodowość całej branży spadnie o 60% (taką część zysków pochłonie podatek).

"Ograniczenie zyskowności banków wpłynie negatywnie na odporność banków i ich zdolność do prowadzenia akcji kredytowej. W Polsce zyski banków stanowią podstawowe źródło tworzenia kapitałów banków, które z kolei warunkują odporność banków na zagrożenia zewnętrzne oraz skalę możliwej kreacji kredytu. Wysokie obciążenie wypracowywanych zysków ograniczy możliwości pozyskania kapitału ze źródeł wewnętrznych oraz zewnętrznych poprzez emisję kapitału akcyjnego (inwestorzy oczekują bowiem określonego zwrotu na kapitale własnym). Zmniejszy to zdolność banków do absorpcji strat. Ograniczona możliwość zwiększenia funduszy własnych powodowałaby również, że część banków byłaby zmuszona do zmniejszenia akcji kredytowej, a banki ponoszące straty– do delewarowania"

- pisze NBP. Na wykresie poniżej widzicie porównanie obecnej rentowności banków (mierzonej wskaźnikiem ROA, czyli rentownością aktywów) oraz tego co stanie się z zyskownością branży po wprowadzeniu podatku. Im wyższe słupki po prawej stronie, tym byłoby dla banków bardziej bogato. Jak widać (zielone słupki) dziś prawie nie ma banków z ujemną rentownością aktywów, zaś prawie 60% branży ma ją na poziomie 1% lub więcej. A po wprowadzeniu podatku? Mamy, niestety, trzy fioletowe słupki po niebezpiecznej, lewej stronie. A prawie 40% branży miałaby rentowność między zerem a 0,5% na poziomie ROA.

nbpstab10

A wśród możliwych efektów ubocznych wymienia - oprócz powszechnie znanych czynników, jak wzrost opłat i prowizji narzucanych na klientów, czy mniejsza dostępność lub podrożenie kredytów, także ryzyko w postaci wzrostu kredytowania transgranicznego (klienci będą motywowani do zaciągania kredytów w spółkach-matkach polskich banków za granicą, co de facto będzie oznaczało wzrost zadłużenia polskich firm i konsumentów za granicą, zwiększenie skłonności banków do ryzyka (żeby mogły wykręcić większą rentowność z aktywów obciążonych podatkiem), zwiększenie shadow bankingu, czyli wyrzucanie aktywów poza bilanse banków (np. do firm windykacyjnych i funduszy sekurytyzacyjnych), zmiany oferty depozytowej dla klientów w kierunku funduszy inwestycyjnych oraz produktów strukturyzowanych (wzrost udziału w aktywach gospodarstw domowych sposobów lokowania oszczędności o podwyższonym ryzyku inwestycyjnym. Krótko pisząc - ten podatek nie położy banków na łopatki (moim prywatnym zdaniem nawet nie zmniejszy skali kredytowania gospodarki, co udowodniłem jakiś czas temu w blogu), ale wywoła furę fatalnych skutków ubocznych, z których rząd albo nie zdaje sobie sprawy, albo udaje, że ich nie widzi.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 11 lutego 2016 16:38

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • remigiusz.stanislawek napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 17:56:28:

    Z tymi wysokimi opłatami w funduszach w Polsce się nie zgodzę.

    Często opłaty w krajowych TFI akcyjnych są porównywane do zagranicznych. Ale ... najczęściej do innej klasy jednostek. W PL fundusze mamy dostępne bez prowizji od wpłaty (no ... chyba, że ktoś kupuje fundusze w okienku bankowym - wtedy dodatkowo przepłaca płacąc prowizję od wpłaty do funduszy).

    Na świecie nie jest łatwo o fundusze 'no -load'. A jeżeli tak to są to inne kategorie jednostek uczestnictwa. Weźmy np. fundusz Black Rock US Basic Value. Standardowa jednostka to koszt roczny 1,5% + 5% prowizji. A jednostka no-load ma opłatę roczną 2,5%. Znajdziemy fundusze akcji zagranicznych bez prowizji i z opłatami rzędu np. 0,7% rocznie (fundusz akcji) - ale w kategorii jednostek, gdzie minimalna wpłata to 1.000.000 $

    Przy zmasowanym ataku na krajowe fundusze inwestycyjne - np. ustawowo - opłaty się na pewno mogą zmienić. Efekt będzie taki - że nie będzie ich można nabyć bez opłat wstępnych :) Tu bym wolał nie drażnić producentów, aby inwestorzy w Polsce nie strzelili sobie w kolano... będą niższe opłaty - za to prowizje od wpłat / wypłat utrudniające w jakikolwiek sposób zarządzanie inwestycjami.

    Poza tym za tę opłatę fundusze dają jednak sporo możliwości. Większość (znacznie ponad połowa) funduszy akcji PL w ostatnich 12 miesiącach ma wynik lepszy niż WIG. I to mimo swoich 'wygórowanych' opłat.

  • ra74 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 18:25:59:

    nie ma się co czarować.. Większość co zbiera na przyszłość dziecka czy własną przyszłość płaci małe składki. Sam tak robiłem. Przy składce np 200zł co miesieczna opłata 10zł stanowi 5%. Dodajmy 4% fundusz + 2% za zarządzanie i mamy 11%. Średniorocznie giełda wg sprzedawców daje 7-8%. Statystycznie pani Kowalska będzie na stracie

  • remigiusz.stanislawek napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 18:54:34:

    @ra74 Czysto matematycznie te założenia nie są do końca poprawne. Nie można dodawać do siebie koszu rocznego i kosztu jednorazowego.

    1. OK. Są produkty gdzie jest opłata miesięczna 10 zł. Ale - jeżeli już ją porównywać do składki - czyli liczyć, że to 5% od kwoty 200 zł (to się matematycznie zgadza) - nie można tego liczyć do zysku średniorocznego. Patrząc w ten sposób jest to opłata jednorazowa. Jak inwestujemy np. przez 20 lat (jeżeli mówimy o produkcie długoterminowym) to w dużym uproszczeniu jest to nie 5% rocznie, ale 0,25% rocznie. Całkiem nieistotna wartość

    2. Każdy tego typu produkt ma możliwość inwestowania większych dodatkowych kwot - a opłata 10 zł jest stała.

    3. Jeżeli już liczyć opłatę 10 zł to od całości rachunku. Gdy kwota inwestycji łącznie to 2000 zł to 10 zł miesięcznie (czyli 120 zł rocznie) to 6% kosztu.
    Ale gdy na rachunku jest 20.000 to jest to 0,6% kosztu.

    4. Opłata 4% w funduszu jest wliczona w cenę funduszu.

    Statystycznie gdyby zysk z inwestycji wynosił 7% to po odjęciu kosztu takiego produktu (2%) i ułamka procent jako stałej opłaty 10 zł nie ma straty.

    Można inwestować w produktach gdzie nie ma żadnych dodatkowych opłat poza kosztami funduszu (wliczonymi w cenę).

  • sds2015 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 19:29:45:

    "Ano to, że wzrost rat frankowiczów w okresie od zaciągnięcia kredytu do dziś był mniejszy, niż wzrost ich wynagrodzeń (żółta linia to wzrost raty, a niebieska - wzrost wynagrodzeń). Jeśli ktoś wziął kredyt walutowy w połowie 2006 r., to od tego czasu rata mu wzrosła o 25%, a wynagrodzenie - o 55%." Pewnie to prawda. Trzeba wziąć pod uwagę, kredyty te brały przeważnie osoby młode: 25-30lat. Tym osobom przeważnie płaca rośnie szybko. Czasem nawet jest to wzrost rzędu 100-200% od startu, w ciągu kilku lat. Teraz gdy są w wieku 35-40lat, już nie jest tak dobrze.A co się będzie działo z tym pseudo kredytem i ratą od niego? Któż to wie?
    Pozdrawiam

  • ra74 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 19:34:28:

    Hm faktycznie pomyliłem się, największy koszt będzie w 1 roku 11%. 20000 wpłacimy po 8 latach czyli wtedy nasze całkowite koszty będą 6-7% rocznie. Nadal to dużo i eldorada nie będzie. Tym bardziej że utrata kapitału była największa w pierwszych latach

  • barex77 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/11 22:44:23:

    Ech, te statystyki i wyliczenia. 7 lat temu dali mi kredyt we frankach - rata ok. 1100 zł, moja pensja (wówczas) - 2600 netto. AD 2016: rata kredytu ok. 1600 zł, pensja - 2650 netto. Szaleństwo, czyż nie?! Pozdrawiam

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 00:03:25:

    Zgodnie z tym co mówił były prezydent - zmień pracę, weź kredyt. :)

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 09:48:29:

    Pan były pręzideńt nie zdązył powiedziec, bo atache kulturalny klepnął go w ręce: zmień pracę, weź kredyt, wyjedź.
    ;-)

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 09:52:00:

    najlepiej wyjechać do Japonii na posadę Szoguna :)

  • mywebsite napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 10:28:42:

    Świetny artykuł!

  • maciek4366 napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 11:29:02:

    Trochę długi, ale ciekawy artykuł. Dobra wizja patrzenia na świat przez pryzmat tego co Nas w dzisiejszych czasach otacza. Ale kto Nas najbardziej robi w konia ? Kto wprowadza te podatki, itp ? Odpowiedź jest tylko jedna, ale niech każdy sobie sam na Nią odpowie. Oby więcej takich artykułów !

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 11:45:39:

    wyjedź, jak to łatwo powiedzieć. No ale co zrobić jak bezrobocie oficjalnie 9% jak doliczyć tych niezarejestrowanych to pewnie wyjdzie z 20%. Nie jest dziwne że w US siedzi już 10mln Polonia. W Anglii jest zarejestrowanych 850tys Polaków, nie w urzędzie dla bezrobotnych tylko tyle Polaków oficjalnie tam przebywa i ciężko pracuje, ale przynajmniej mają tą szansę aby pracować. A ile przebywa jako "turyści"? To tylko dwa większe kraje o których wiem jak wygląda sytuacja Polaków. Później mówimy o tym że Polki rodzą za mało dzieci, że jesteśmy na ostatnim miejscu statystyk ze średnią 1.3dziecka. No nie jest dziwne jak zamiast pracy zaczyna się od rozdawania pieniędzy z budżetu i podnoszenia podatków. A skąd te pieniądze mają być jak nie pracy. Cud jakiś czy Pisowska demagogia.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 13:03:45:

    @com.one
    oczywiście, że cud. Przecież 95% osób w tym kraju jest wierzących. A w Biblii jest opisanych wiele cudów :).
    Sama wiara już czyni cuda.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 14:01:16:

    nie mieszajmy wiary do ekonomii.

    @barex77
    "7 lat temu dali mi kredyt we frankach - rata ok. 1100 zł, moja pensja (wówczas) - 2600 netto. AD 2016: rata kredytu ok. 1600 zł, pensja - 2650 netto"

    Przy zarobkach 1650netto obecnie masz zdolność na 65tys zł kredytu i ratę 300zł/m-c. Jakim cudem dostałeś kredyt z ratą 1100zł/mc przy zarobkach 1600zł/mc ?
    Sorry ale nawet w czasach łapanki frankowej nie było takiej możliwości, więc coś tu ściemniasz. Chciałbym Ci wierzyć ale tak jak mówię wiara nie ma nic wspólnego z ekonomią

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 14:03:58:

    aha piszę 1600zł bo od zdolności zawsze odliczaja koszty stałe, przyjmuje się 1000zł/mc na osobę, więc jak zarabiałeś 2600 to tak naprawdę do analizy zdolności brali Twoje 1600netto

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 17:24:56:

    Jako Misio o Bardzo Małym Rozumku nie rozumkuję, z jakiego powodu CHF ma podrożeć np. powyżej spreadu bankowego? Franki to nie worek cebuli, worek franków mozna kupować i sprzedawać wielokrotnie a na dodatek wtę-i-wewtę (cebulę słabo).

    Słowem - Misio kupuje worek franków od banku, zanosi je tamże spłacając kredyt, bank bierze worek franków, dolicza spread i sprzedaje kolejnemu Misiowi.
    Nie widzę tu nigdzie wzrostu POPYTU, widzę jedynie wzrost OBROTU :)
    W dzisiejszych czasach przelewów elektronicznych i kantorów internetowych mozna IMHO ledwo milionem franków spłacić wszystkie kredyty :P

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 17:38:41:

    A, jeszcze mam pytanie do naszego Trolla Dyżurnego - czy to dobrze dla naszego eksportu, że złoty traci na wartości? Oj, na pewno!
    Więc poczekajmy, aż EUR będzie po osiem PLN - kupię sobie jabłko za 1 EUR :)

    Jaka drabina, taki Prezes :D (to paralela, że się tak brzydko wyrażę :) )

  • oxulsen napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 17:46:56:

    gdy 15% kredytów dziś spłacanych regularnie nie będzie obsługiwanych. Wtedy nawet łagodniejsze, ustawowe normy "pękną" w bankach reprezentujących 40% aktywów branży. I stanie się niebezpiecznie.

    No Frankowcy macie rozwiązanie swojego problemu: zgadać się internecie i nie płacic rat, żadnych, aż ustawowego rozwiązanią problemu.

    wykresygieldowe.bblog.pl/i/blog/users/2841/files/Image/hipo-1.png

    Na oko macie jakieś 50% rynku hipotecznego i pewnie niewiele mniej wszystkich kredytów (jedna hipoteka to dziesiątki chwilówek).

    Banki bez BTE zanim dopiorą się Wam do skóry miną miesiące, prędzej sami padną robią odpisy.






  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 18:10:35:

    @oxulsen:
    To jest jakiś pomysł - skoro z NC+ się udało i pan Varley musiał przeprosić i zmienić stawki... To ma to sens, zakładając że banki nie zaczną sprzedawać miesięcznie "przeterminowanych" kredytów firmom windykacyjnym.. A jaki jest udział banków w firmach windykacyjnych? :-)

    com.one:
    Powszechnie wiadomo wśród większości wyborców, że pieniądze biorą się z BUDŻETU. Ew. z drukarek. W najgorszym wypadku odbiera się je łódzkim HOSPICJOM i przekazuje na pensje i ubezpieczenia toruńskim wykładowcom pana Rydzyka.

    Gdy tylko córę mi będą mogli przyjąć do angielskiego przedszkola, spadam stąd!

    Jestem Polakiem gorszego sortu. Synem Sybiraka. (blog)

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 20:43:14:

    "21 mld zł strat banków wynikających z konieczności finansowania "odfrankowionych" kredytów, oprocentowanych według stawki LIBOR, złotówkowymi depozytami."

    Ponownie proszę o źródło tej rewelacji, kto takie coś proponuje?

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 21:20:40:

    @com.one

    Bo cud lezy w wyobraźni. Wyobraźni odpowiedniego doradcy bankowego (a najlepiej szefa owych doradców, bo niestety wiekszosci szeregowym doradcom wyobraźnia mocno szwankuje) , gdy wylozysz mu portfel swoich aktywów i pasywów a netto na reke masz tylko 2700. I wtedy mozna nawet wyrwac 870tys zeta na kredyt. Pytanie tylko po co komu kredyt?

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/12 21:26:20:

    @nerkofil

    Tak sie składa, ze na temat angielskich realiów mogłbym bardzo duzo powiedziec. Bardzo źle się składa, wbrew temu co pisze jedynie oswiecona prasa wybiórcza czy inna lisopodobna, że zycie dla innych nacji niż rdzennoangielska czy muzułmańska to bardzo zly pomysł na czas obecny. Wiec jesli chcesz wpasc z deszczu pod rynne i do tego narazic na to swoja wychuchaną córkę to prosze bardzo, ale ja osobiscie bardzo serdecznie odradzałbym ucieczkę akurat do tego kraju. Skoro juz tak bardzo pragniesz obczyzny to wiej do Irlandii (tam bezpieczniej dla katolików, białych i innych niz kolorowi).

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/13 09:47:04:

    @kardupel_nadenty:
    W temacie emigracji, to jednak robię research na bieżąco i z pierwszych rąk, nie polegając na stereotypach. Nie jest tak, że wysiądę na Stansted, czy innej Victorii i stanę z tabliczką: "Aj FINDA JOB, CHĘTNIE!" :-)
    Zjechałem prawie cały Daleki Wschód, parę krajów arabskich, rok mieszkałem na Krojcu (Berlin), więc nie mam fobii WASP-a :) Im wcześniej się Młoda tego nauczy, tym lepiej, bo każdego z Polaków też to czeka. No, chyba że nie wychyla nieogolonej facjaty poza swoje Brzęczynożyce Kute pod Kaczymi Dołami. ;-)

    A córeczki nie zamierzam wychuchać. Na mnie nikt nie chuchał, na swoje kieszonkowe sam zarabiam od 7 roku życia, niech też potrafi.

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/13 11:37:52:

    @nerkofil

    Nie dopisałem, ze też mam informacje bieżące z pierwszej ręki? To dopisuję. Przykladowo Londyn robi sie niebezpieczny. Moze na pólnocy jest bezpieczniej. A praca? No tak, kto chce ten znajdzie.

  • konradzbrojewski napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/13 17:30:59:

    Na szczęście należę już do tego pokolenia, które nie wierzy w bogacenie się na lokatach. Kiedy mój ojciec dalej trzyma zaskórniaki na koncie oszczędnościowym, ja zainwestowałem w biznes internetowy. Teraz wychodzę na tym zdecydowanie lepiej niż on, a co ważniejsze moje źródło przychodu jest w pełni pasywne. Niby nie są to kolosalne kwoty, ale skalowalność nieograniczona. I jestem niezależny od banków.

  • esse-lite napisał(a) komentarz datowany na 2016/02/14 20:55:08:

    Oj wzrosło frankowiczom wynagrodzenie, teraz chętnie by przenieśli się ze swojego m2 do jakiegoś lepszego lokum, ale cóż, sprzedaż mieszkania i splacenie z tego kredytu jest niemożliwe, więc będą się kisic i zwlekać z powiększeniem rodziny, żeby nie było za ciasno w m2 przez następne 20 lat.

  • tomaszmajewski2 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/16 14:08:51:

    Dajemy się robić w konia, bo nie jesteśmy edukowani jak obliczyć rzeczywistą stopę procentową i operować finansami. Banki świetnie to wykorzystują dając długie i zawiłe umowy, których nie chce się nam czytać. Potem połowa narodu zdziwiona, że przez rok zarobili marne grosze na lokacie.

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/04 23:02:55:

    inna rzecz, że rzeczywista stopa procentowa akurat nie jest najlepszym wyznacznikiem ceny kredytu - hipoteka z 0% prowizją i 2,5% marżą spłacona po 5 latach z 30 (choćby w sytuacji sprzedaży M lub refinansowania kredytu do tańszego banku) będzie zdecydowanie tańsza, niż ta z 5% prowizją i 2% marżą i sporo niższą sumą kosztów w ciągu 30 lat, a więc i niższym RRSO

    tyle, że w dalszym ciągu Kowalscy porównują hipotekę jak kredyt na pralkę na 12 m-cy patrząc na koszt w ciągu 30 lat lub ratę, mimo, że np. mając 24 lata i kupując zamiast najmować pierwsze M 2 pokoje i 35 m2 jest niemal pewne, że to nie M na całe życie, ale raczej na max. pewnie 5-7-10 lat.

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2017/01/04 23:05:42:

    @barex77
    "7 lat temu dali mi kredyt we frankach - rata ok. 1100 zł, moja pensja (wówczas) - 2600 netto. AD 2016: rata kredytu ok. 1600 zł, pensja - 2650 netto"

    pomijając kwestię zdolności kredytowej - rozumiem, że Twoja kariera zawodowa to wielkie g...o skoro po 7 latach Twój nominalny dochód stoi w miejscu (a więc realny spadł o ? 1/4) ? pytanie, z jakiego powodu Twoje dochody stoją w miejscu i dlaczego nic z tym nie robisz ?

  • mario1ka napisał(a) komentarz datowany na 2017/11/10 12:04:12:

    Hej! Świetny wpis. Ciekawa jestem, czy masz jakieś pomysły, jak początkujący przedsiębiorca może pozyskać kapitał dla startującej firmy? Jeśli nic nie wymyślę, będę musiała skorzystać z profesjonalnego doradztwa (mam fajną ofertę - blueoak.pl/uslugi/pozyskanie_kapitalu), a jak podejrzewasz, budżet jest napięty :)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny