Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 21 marca 2016

Frankowicze pytają: a ile kosztowały nas dopłaty do kredytów złotowych? No to liczymy!

Raport Komisji Nadzoru Finansowego, dotyczący kosztów prezydenckiego projektu pomocy frankowiczom, bardzo mocno podniósł ciśnienie wielu posiadaczom takich kredytów. Częściowo było to uzasadnione, bo w raporcie - urzeźbionym zresztą dość dziwnie, bo z ankiet banków, tak jakby w KNF nie potrafili samo wszystkiego policzyć - zabrakło odpowiedzi na najbardziej interesujące pytanie: jakie znaczenie dla prognoz strat banków ma fakt, że prawie połowa kredytów frankowych jest finansowana instrumentami pochodnymi, a nie obligacjami lub pożyczkami zaciąganymi przez polskie banki w szwajcarskiej walucie. Sam chętnie poznałbym odpowiedź na to pytanie, choć nie sądzę, by fundamentalnie zmieniło ono "układ sił". Tzn, nie sądzę, by nagle okazało się, że "odfrankowienie" kredytów w całości na koszt banków jest możliwe. To musi kosztować -dzieścia lub -dzieści lub -dziesiąt miliardów złotych, bo tyle klienci "przegrali" w walutowym kasynie, do którego zostali zaproszeni. A fakt, że banki finansowały to-to CIRS-ami raczej nie zmienia sytuacji.

SUBSKRYBUJ MÓJ KANAŁ NA YOUTUBE I ZOBACZ TE AKTA :-). Jeden z moich czytelników postanowił powalczyć o unieważnienie swojego kredytu hipotecznego z powodu klauzul abuzywnych, które się w niej zaległy. Jaka była kontrakcja banku? Miażdżące.  

ILE DOPŁACAMY DO KREDYTÓW ZŁOTOWYCH? Frankowicze są rozgoryczeni również tym, że w raporcie KNF przedstawiono ich jako cwaniaków, którzy byli lub są na swoich kredytach "do przodu", a nawet jeśli nie są, to wciąż być mogą. A więc nie należy im się żadna pomoc od nikogo. Oczywiście w pewnym sensie jest to prawdą - ostateczne rozliczenie kosztów boomu na kredyty walutowe poznamy dopiero po spłacie ostatniej raty ostatniego kredytu. I chyba większość frankowiczów o żadną pomoc nie walczy, a raczej o "wyprostowanie" niektórych nieprawidłowości z tymi kredytami związanych, jak np. spreadów walutowych. Przez kilka sądów - w stosunku do dwóch lub trzech banków - zostały one uznane za niewiążące klientów. A banki wciąż je pobierają, choć w niższej wysokości (w styczniu 2015 r. dobrowolnie zgodziły się wprowadzić "promocję", choć niestety nie wszystkie). Niektórzy frankowicze piszą też jednak, że to niesprawiedliwe, iż im odmawia się wszelkiego wsparcia, a nie zauważa się, że klienci złotowi non-stop korzystają z różnych form preferencji podatkowych lub kosztowych. Oto jeden z takich listów:

"Szanowny Panie Macieju, doceniam to, co Pan robi od lat, ale miałbym prośbę o uczciwość dotyczącą obliczeń rzekomych strat banków z racji jakiejkolwiek pomocy dla tzw. frankowiczów. Jeśli pisze się o kosztach dla sektora finansowego, wynikających z "odfrankowienia" kredytów rozliczanych we frankach, to bardzo proszę, żeby w tym samym zdaniu pisano o kosztach, jakie ponosimy wszyscy, dokładając się do kredytów mieszkaniowych złotowych w postaci różnego rodzaju dopłat. Te dopłaty szły i idą bezpośrednio z budżetu państwa, tj. z naszych pieniędzy - i to idą do banków. Nie była to i nie jest pomoc ludziom, ale pomoc bankom, instytucjom finansowym. Zgadza się? Proszę to wyraźnie napisać, bo inaczej mamy do czynienia z niepełną prawdą, nieuświadamianą prawdą, czy, - co niektórzy radykałowie mówią - manipulacją".

- pisze do mnie jeden z frankowiczów i domaga się policzenia ile podatnicy dopłacili już do kredytów złotowych. Jak wiecie każde Wasze życzenie jest dla mnie życzeniem, więc postanowiłem zabrać się za takie oszacowanie. Tak, jak wcześniej próbowałem policzyć ile banki do tej pory zarobiły na kredytach frankowych oraz przy jakim kursie franka cały system kredytów walutowych mógłby się załamać - tzn. liczba niewypłacalnych klientów zaczęłaby być groźna, zaś banki nie mogłyby już udawać, że ich kredyty zwane hipotecznymi są przynajmniej jako-tako zabezpieczone. Dziś czas podsumować dotacje do kredytów złotowych, na które się wszyscy składaliśmy już od 2002 r. Wtedy bowiem weszła w życie ustawa o uldze odsetkowej dla tych, którzy kupili swoje pierwsze mieszkanie. Potem nastała era programu "Rodzina na Swoim", a dziś budżet państwa daje pieniądze na dopłaty do kredytów w ramach programu "Mieszkanie dla Młodych". No, uzbierało się tego trochę. Idźmy więc po kolei.

kredyty_hipo200220062ULGA ODSETKOWA, CZYLI... Kto kupił swoje pierwsze mieszkanie w latach 2002-2006, może odliczać w corocznym PIT-ku od dochodów kasy na spłatę odsetek swojego kredytu. Są pewne ograniczenia: ulgą objęta jest ta część odsetek, które odpowiadają 70 m.kw mieszkania. Jeżeli powierzchnia mieszkania jest większa, wówczas odpis odsetek od kredytu na dodatkowy metraż nie przysługuje. Ile to kosztuje? Sprawdźmy najpierw ilu kredytów i o jakiej wartości może dotyczyć ulga. W 2002 r. Polacy spłacali 290.000 kredytów, a w 2006 r. było ich już 945.000. Zadłużenie hipoteczne w tym czasie wzrosło z 20 mld zł do 78 mld zł. Średnia wartość jednego kredytu nie przekraczała 70.000 w pierwszych latach trwania "ulgowego" programu, a w późniejszych dobiła do 100.000 zł. A więc nie były to duże kredyty. Poza tym tylko jakieś 40-50% ze wszystkich kredytów to były złotowe, na które przysługiwała ulga (reszta to frankowe). Mamy więc jakieś 300.000 kredytów o przeciętnej wartości 100.000 zł. Przy średnich odsetkach na poziomie 5% rocznie i 20-letnim okresie spłaty (wtedy na dłużej kredytów raczej nie dawano), odsetki w skali całego kredytu mogą wynosić jakieś 60.000 zł. Po odessaniu części przypadającej na "zbyt duże" mieszkania wyjdzie pewnie 50.000 zł jako podstawa do odliczenia i jakieś 10.000 zł korzyści podatkowej. No, może trochę więcej, bo to ulga od dochodu, a nie od podatku. Licząc bardzo nieprecyzyjnie można dojść do kwoty 3,5-4 mld zł jako łącznej sumy odpisów podatkowych w ramach ulgi odsetkowej.

bgkrnsRODZINA NA SWOIM, CZYLI.... Kredyty w ramach programu "Rodzina na swoim" były uruchamiane w latach 2007-2013, ale największą popularnością cieszyły się w latach 2009-2012. W ciągu 8 latach udzielono w sumie ponad 190.000 kredytów na łączną wartość 35 mld zł. Korzyść polega na pokrywaniu przez rząd - a konkretnie przez Bank Gospodarstwa Krajowego - połowy płaconych odsetek przez osiem pierwszych lat spłacania rat. Wartość ulgi zmienia się w czasie, bo zależy od oprocentowania kredytu i części odsetkowej (ostatnio, z powodu niskich stóp procentowych, jest ona niska). Dla kredytu o wartości 100.000 zł miesięcznie dopłata wynosi 100-150 zł, dla kredytu o wartości 250.000 zł - 400-650 zł, a dla kredytu 300.000 zł - pewnie jakieś 600-800 zł (w zależności od wysokości stóp procentowych). Załóżmy w dużym uproszczeniu, że przez osiem lat dopłat łączna korzyść przeciętnego beneficjenta programu wyniesie 35.000 zł (czyli jakieś 360 zł miesięcznie). Beneficjentów jest niecałe 200.000, więc mamy jakieś 6,7 mld zł. W zależności od tego jakie założenia przyjmiemy, koszt programu "Rodzina na Swoim" będzie się wahał między 5 a 10 mld zł.

MIESZKANIE DLA MŁODYCH, CZYLI.... To stosunkowo "tani" program pomagania kredytobiorcom złotowym, bo polega na jednorazowej dopłacie, która może wynieść 20.000 zł, a czasem 30.000 zł i pozwala "zlewarować" pieniędzmi podatnika np. wymagany przez bank wkład własny. Tu też oczywiście są warunki i wcale nie tak łatwo je spełnić (dotyczą one przeznaczenia i ceny nieruchomości, wieku kredytobiorcy i jeszcze kilku kwestii). "Mieszkanie dla Młodych" ruszyło w 2014 r. i w tamtym roku kosztowało budżet państwa 600 mln zł. W zeszłym roku wydatki wzrosły do 720 mln zł, a w tym roku już po trzech miesiącach skończyła się cała przeznaczona na dopłaty pula 750 mln zł. Program - przynajmniej tak wynika z ustawy - ma potrwać jeszcze dwa lata i w tym czasie pochłonie łącznie kolejne 1,5 mld zł. Jak łatwo wyliczyć "Mieszkanie dla Młodych" łącznie będzie kosztowało mniej więcej 3 mld zł.

SUBSKRYBUJ MÓJ KANAŁ NA YOUTUBE I... sprawdź co ci się bardziej opłaci - kupić mieszkanie czy wynajmować?

Jak znaleźć najlepszy kredyt hipoteczny? Poświęć trzy minuty życia i zaoszczędź kilkadziesiąt tysięcy złotych

DO ILU ZŁOTOWYCH KREDYTÓW DOPŁACAMY? I JAKĄ KASĘ To chyba najważniejsze elementy programu wspierania mieszkalnictwa, z których korzystali niektórzy kredytobiorcy złotowi. Niektórzy, bo - jak łatwo policzyć - łączna liczba beneficjentów "Mieszkania dla Młodych", "Rodziny na Swoim" oraz ulgi odsetkowej (była jeszcze ulga budowlana, ale nie mam zielonego pojęcia jak policzyć kto i ile z niej skorzystał oraz ile nas to kosztowało) nie sumuje się do liczby kredytów hipotecznych w złotych, które obecnie posiadamy. Z ulgi odsetkowej mogło skorzystać najwyżej 300.000 kredytobiorców, z kasy w ramach "Rodziny na Swoim" niecałe 200.000, a z "Mieszkania dla Młodych" rocznie korzysta 25.000 rodzin, czyli w ciągu trzech lat trwania programu było to jakieś 75.000 kredytobiorców. W sumie: korzyści odniosło lub odnosi niecałe 600.000 kredytobiorców, podczas gdy wszystkich kredytów złotowych mamy jakieś 1,47 mln. A więc z dopłat skorzystał mniej, niż co drugi złotowy kredytobiorca. Łączną wartość wsparcia, która przepłynęła, przepływa lub przepłynie z naszych podatków do banków w formie różnego rodzaju dopłat, albo która nie wpłynie do budżetu z tytułu ulg podatkowych, można szacować na 14-15 mld zł. Oczywiście z zastrzeżeniem, że wyliczenia te są bardzo mało precyzyjne, z możliwością pomyłki o kilka miliardów złotych w tę lub wewtę. Jeśli macie jakieś zastrzeżenia do założeń - piszcie albo mejlujcie na maciej.samcik@gazeta.pl.

15 MLD ZŁ I... CO Z TEGO WYNIKA? W zasadzie nic. Można to interpretować tak, że państwo postanowiło dopłacać klientom do stosunkowo drogiego kredytu hipotecznego po to, żeby ci nie musieli iść po tańszy, bardziej ryzykowny kredyt frankowy :-). Kto wolał iść do kasyna zamiast skorzystać z rządowych dopłat - np. dlatego, że postanowił kupić większe, droższe mieszkanie - dostał po tyłku i dobrze mu tak. Ale można też powiedzieć, że państwo dwukrotnie skrzywdziło tych, którzy postanowili wejść do kasyna walutowego - po pierwsze tym, że dopłacało do kredytów złotowych, a do frankowych już nie, zaś po drugie tym, że w przypadku kredytów walutowych dopuściło do wynaturzeń dotyczących spreadów i ubezpieczeń niskiego wkładu własnego (chociaż te drugie w równym stopniu dotyczyły kredytobiorców frankowych, jak i złotowych - z tym, że u frankowych składka stała się "dożywotnia"). Przy tej drugiej interpretacji można byłoby pokusić się o apel, by rząd opracował jakiś program wspierania frankowych kredytobiorców, np. dopłacania im do rat w sytuacji, w której frank szwajcarski bardzo by podrożał.

POSŁUCHAJ O KIESZONKOWYM. Jak wypłacać dziecku kieszonkowe, żeby nauczyć go oszczędności i szacunku do pracy?

Poniekąd do tego sprowadza się mój "samcikowy" pakiet czterech pomysłów na systemowe rozwiązanie kwestii kredytów we frankach. I wydaje mi się, że obecna władza jest dość dobrym adresatem moich apeli. W końcu to rząd Prawa i Sprawiedliwości. Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony rozbujał w Polsce kredyty hipoteczne podczas swojej poprzedniej kadencji. To rząd Prawa i Sprawiedliwości ostro krytykował nadzór bankowy za to, że chciał przykręcać bankom możliwości udzielania kredytów frankowych. I to rząd Prawa i Sprawiedliwości rozwalił nadzór bankowy przy NBP, tworząc nową instytucję KNF i tworząc bankowcom na dwa lata - zanim nowy nadzór się ogarnął - idealne warunki do boomu frankowego. Słabszy, zdezorganizowany, mający na początku mniejszy autorytet i znacznie większy zakres obowiązków, nadzór to marzenie każdego, kto chce zarobić szybki pieniądz na naciąganiu ludzi. Takie możliwości podczas swoich poprzednich rządów zapewniło banksterom "Państwo PiS". Ale część czytelników, którzy napisali do mnie na fali publikacji frankowego raportu KNF, twierdzi, że wcale nie oczekuje, żeby rząd lub podatnik dopłacali do kredytów.

"Zdecydowana większość kredytobiorców frankowych nie oczekuję żadnej pomocy ze strony podatników, ani rządu. Nie chcemy przewalutowania, możemy spłacać franki po każdym kursie, zgodnie z podpisaną umową. Oczekujemy jedynie minimalnej sprawiedliwości i traktowania banków jak zwykłych podmiotów gospodarczych, czyli: 1) Wykreślenie z umów klauzul abuzywnych. 2) Likwidacji cross-sellingu, tj. konieczności korzystania z dodatkowych kosztownych produktów przy kredycie pod sankcją podniesienia oprocentowania kredytu. 3) Przeliczenia kredytu po kursie średnim NBP, bez spreadu, 4) Uznania, że w kredycie hipotecznym jak sama nazwa wskazuje, kredytobiorca powinien odpowiadać do wysokości zastawionej hipoteki (nieruchomości), tak jak jest to w cywilizowanych krajach. Nie chcemy załamania systemu bankowego, a jedynie przywrócenia równości stron w umowach"

Co do punktów 1) i 3) pełna zgoda, choć wykreślenie z umów klauzul abuzywnych powinno nastąpić w ramach jakiejś ugody, być może takiej, którą UOKiK wynegocjował z firmami ubezpieczeniowymi w sprawie polis inwestycyjnych (bo interpretacje sytuacji prawnej, która nastąpiłaby po "kastracji" umów z klauzul abuzywnych są bardzo rozbieżne, vide ostatni wyrok Sądu Najwyższego). Co do punktów 2) i 4) to wydaje mi się, że trudno będzie zmodyfikować umowy wstecz, choć zgadzam się, że takie zasady - zakaz obowiązkowego cross-sellu oraz ograniczenie odpowiedzialności klienta za kredyt hipoteczny do wartości nieruchomości - powinny być stosowane dla każdego nowego kredytu hipotecznego. Choć oczywiście trzeba sobie zdawać sprawę, że ich zastosowanie spowoduje automatycznie zwiększenie przez banki obowiązkowego wkładu własnego w kredyt do 30-40% i odetnie najmniej zamożnym drogę do zakupu własnego mieszkania. Ale może to i słusznie, skoro posiadanie własnego "M" często kończy się założeniem sobie kredytowej pętli na szyję.

kieszonkoweJEST JUŻ MOJA NOWA KSIĄŻKA DLA DZIECI I RODZICÓW! O tym dlaczego dziecko powinno dostawać kieszonkowe, jak dawać kieszonkowe, żeby maksymalnie wykorzystać jego wychowawczą rolę, jak bawić się w "domowy bank", za co dziecku płacić, a za co w żadnym wypadku, jak stymulować w dziecku dobre nawyki, a jak zwalczać wyuzdaną konsumpcję - piszę w swojej najnowszej książce "Moje pierwsze kieszonkowe". Jest w niej również o nowych formach pieniądzach (bitcoinach i innych dziwactwach), o tym jak bezpiecznie zarządzać pieniędzmi w formie bezgotówkowej, jakie zasady bezpieczeństwa stosować mając konto internetowe, kartę płatniczą i bank w smartfonie. Książkę kupicie w dobrych księgarniach, w internecie (np. na stronie kulturalnysklep.pl), a jeśli wolicie czytać na tablecie, to jest też wersja elektroniczna, dostępna np. w Publio.pl. Miałem przyjemność opowiadać o niej w audycji Tomasza Kwaśniewskiego w Radiu RDC, posłuchajcie! Zapraszam Was też do zakupu pozostałych moich książek spośród tych, które są jeszcze w sprzedaży - "100 potwornych opowieści o pieniądzach, czyli jak żyć, zarabiać i wydawać z klasą" (o tym jak rozwiązać większość finansowych problemów, które mogą cię spotkać w życiu) oraz "Jak inwestować i pomnażać oszczędności" (o tym jak zabrać się za budowanie swojej finansowej niezależności).

DLACZEGO WARTO MIEĆ PIENIĄDZE NIE TYLKO W BANKU? Jak z małych pieniędzy zbudować swoje finansowe bezpieczeństwo? Jakich trików użyć, żeby bezboleśnie oszczędzać? Jak uszyć pierwszy plan systematycznego inwestowania? Jak lokować je nie tylko w banku? Osiem pomysłów dla twojego portfela podanych w lekkostrawnej formule obejrzyj na YouTube.

BLOG "SUBIEKTYWNIE O FINANSACH" ZAPRASZA DO KARPACZA: Na początku czerwca w Karpaczu odbędzie się dwudziesta już konferencja drobnych inwestorów -  "Wall Street". Wspólnie ze Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidualnych blog "Subiektywnie o finansach" pomaga Wam zbierać kapitał na to, by w przyszłości nie było Wam gorzej, niż dziś. Będę w Karpaczu i wezmę udział w dyskusji "Czy giełda może zostać miejscem powszechnego oszczędzania pieniędzy, czy też straciliśmy już tę szansę?". W Karpaczu będzie całkiem solidna porcja wiedzy dla początkujących inwestorów, a wiedzę najłatwiej chłonie się w miłych okolicznościach przyrody. Jeśli ktoś z Was będzie miał ochotę spotkać się ze mną i innymi uczestnikami konferencji - rejestrujcie się przez ten link, podając kod promocyjny "SubiektywnieWS20" - organizatorzy mają specjalną zniżkę dla czytelników "subiektywności", wynoszącą 50-100 zł (w zależności od pakietu).

wallstreetbaner

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 21 marca 2016 09:10

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 09:20:45:

    mi by wystarczyło wykreślenie zapisów abuzywnych z pełnym poniesieniem skutków tego rozwiązania przez banki. Tak jak jest to w prawodawstwie polskim i europejskim.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 10:08:12:

    Polskie Państwo nie pomogło frankowiczom w żaden sposób. Dlaczego zatem to samo Państwo może tak mocno pomagać kredytobiorcom złotówkowym ? Czy to są ludzie lepszego i gorszego sortu ? Odprowadzają lepsze i gorsze podatki do budżetu ? Nierówność stron między chciwym bankiem, a szarym kredytobiorcą jest oczywista, ale dlaczego Państwo nierówno traktuje swoich obywateli ?

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 10:27:00:

    @com.one

    "(...) ale dlaczego Państwo nierówno traktuje swoich obywateli ?"

    Bo może. Państwo w wielu dziedzinach bardzo nierówno traktuje swoich obywateli (przykłady można dać z praktycznie każdej dziedziny, w którą państwo jest zaangażowane), a skala tej nierówności w wielu przypadkach jest dużo większa niż w przypadku kredytowiczów. Oraz ma narzędzia, żeby te nierówności wymusić. Takie uroki życia w państwie, jedyne co można zrobić to się z niego wypisać...

    A merytorycznie: każdy wie, że to państwo (czyli my) płacimy za rodzinę na swoim czy mieszkanie dla młodych i słychać sporo głosów wyrażających swoje niezadowolenie z tych programów. Ale te programy zbyt dobrze się sprzedają politycznie, aby którakolwiek partia zdecydowała się na ich likwidację...

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 10:47:45:

    Państwo nie powinno pomagać za bardzo, tak generalnie. Są pewne wyjątki takie jak np. osoby niepełnosprawne.
    A same państwo samo w sobie powinno być przede wszystkim sprawne i przyjazne obywatelowi. Po cholerę jakieś ustawy dla frankowiczów? Winą państwa jest brak nadzoru nad bankami (KNF to kpina z obywateli), brak sprawnych i kompetentnych sądów.
    Gdyby w tych dziedzinach państwo działało to nie byłoby sprawy. Już dawno banki (ale nie tylko banki) zostałyby rozjechane w sądach w tysiącach spraw. A w tym stanie jaki teraz jest doskonale cwaniacy wiedzą, że są nieruszalni, nawet jak będę przegrywać w sądach. Bo to będą promile w całym nielegalnym biznesie... Opłaca się łamać prawo.

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 10:49:35:

    Faktycznie te rodziny na swoim zawyżają ceny mieszkań. Deweloperzy mogą sprzedać drożej, to sprzedają.
    Część złotówkowiczów mogłoby wydać X an mieszkanie, i deweloperzy musieliby się przystosować, a tak mogą wydać X+dotacja, więc m2 stosownie drożeje.

    Ogólnie bankowy PR przypiął frankowiczom łatkę "bogatych" i cała argumentacja (łącznie z tą od KNF) idzie w kierunku "stać ich, niech płacą". Do tego dochodzi kłamstwo, że kredyty CHF spłacają się lepiej niż PLN (bo jak frankowicz zalega, to mu się przewalutowuje kredyt na PLN po kursie dnia + spread, i od tego momentu jest zalegających złotówkowym).

    Konflikt złotówkowi vs frankowi został wygenerowany przez bankowy PR, by zredukować poparcie dla politycznych rozwiązań problemu CHF. Stara rzymska zasada "dziel i rządź". Dopóki złotówkowych szczuje się na frankowych, można spokojnie zgarniać zyski. Dotacje od państwa do mieszkań są korzystne dla banków, bo klient którego nie było stać bez dostacji, z dotacją mieszkanie kupi (i jeszcze dobierze kredytu). Zabranie się za problem CHF czy klauzule abuzywne jest dla banków bardzo niekorzystny, bo kończy eldorado.

    A stosowny PR robi się na przykład tak:


    "Jednym z bardziej znanych przykładów niestandardowego przekazu jest niedawny trwający prawie pięć minut filmik z przekleństwami, wulgarny monolog pełen złorzeczenia na rząd, który tu cytat wydymał Polaków na OFE, w wykonaniu popularnego aktora Jacka Braciaka. Nagranie jak zapewnia artysta grający m.in. Marka w serialu Rodzinka.pl prywatne i nieopłacone przez żadną firmę ubezpieczeniową, obejrzało już około dwóch milionów internautów. Zapewne zupełnym przypadkiem jest to, że Braciak występuje też w reklamach ING Banku Śląskiego, który ma swój ING OFE. I zbiegiem okoliczności jest też niewątpliwie nagły wzrost liczby osób, które po pojawieniu się w sieci tego filmu, zawiadomiły ZUS, że jednak zostają w OFE. Branża reklamowa nie ma wątpliwości to genialna ukryta reklama prywatnych funduszy emerytalnych, sprytnie omijająca zakaz ich promowania."

    "990 zł tyle według podanego na stronie internetowej cennika kosztuje przykładowa oferta agencji reklamowej zajmującej się kreowaniem w polskiej sieci pozytywnego wizerunku firm, ich produktów czy usług. To cena na umieszczenie 5600 rzekomo spontanicznych komentarzy internautów na 800 forach dyskusyjnych. Posty pod wątkami dotyczącymi sfery działalności klienta agencji udają prawdziwe opinie, pisane są językiem internetu, z błędami, kolokwializmami, nawet wulgaryzmami. W zależności od profesjonalizmu wynajętych przez firmę reklamową szeptaczy tak branża nazywa opłacanych internetowych dyskutantów fikcyjne komentarze mogą do złudzenia przypominać te prawdziwe.

    Nierzadko też inteligenta krytyka, nawet w niewybrednych słowach, daje lepszy efekt sprzedażowy niż prostackie wychwalanie.
    Średnia cena jednego posta oscyluje pomiędzy 1,5 zł a 3 zł. W bazie wykonawców panują zasady rynkowe. Bardziej doświadczone osoby, które posiadają pozytywne opinie, cenią się wyżej niż osoby początkujące to cytat z oferty kolejnej firmy marketingowej, która tłumaczy potencjalnym klientom na swojej stronie internetowej, z jakimi kosztami muszą się liczyć, zamawiając u niej cichą kampanię."

    forsal.pl/artykuly/806376,astroturf-marketing-na-zachodzie-zakazany-w-polsce-sie-rozwija.html

  • rakowek12 napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 12:17:34:

    Rola banków w kryzysie finansowym

  • rakowek12 napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 12:17:45:

    myalterfinance.blogspot.com/2016/03/rola-bankow-w-kryzysie-finansowym-2007.html

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 12:43:09:

    a odkąd to środki z MDM trafiają do banków ? Kurczę, zawsze mi się wydawało, że dla Sprzedających / deweloperów....

    czym innym jest kwestia kosztów programów wsparcia mieszkalnictwa, a czymś zupełnie innym, ile tych dopłat faktycznie "trafiło" do banków (np. część odsetek w RnS)

  • mat089 napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 12:46:08:

    Czytałem ostatnio o niskich cenach surowców (independenttrader.pl/surowce-aktywa-kolejnej-dekady.html). Zastanawiam się nad inwestycją w pszenicę. Czy ktoś z Was ma doświadczenie w tego typu inwestycjach? Podobno trzeba zwracać uwagę na koszty rollowania kontraktów, czy na pszenicy są to duże koszty?

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 12:50:59:

    @trzybar
    mówisz rozdawnictwo pieniędzy z budżetu (RnS/MdM/500+) jest uzasadnione gdyż rośnie poparcie polityczne wśród społeczeństwa. A ja myślę że to poparcie dużo bardziej rosłoby gdyby nie promowano rozdawnictwa. Jak już zdecydowano się regulować pewne procesy w Państwie wprowadzając rozdawnictwo to każdego obywatela trzeba traktować równo: nie tylko na drugie dziecko, nie tylko do 70mkw, nie tylko w PLN. W ten sposób poparcie prędzej spadnie niż wzrośnie. Jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził

  • trzybar napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 13:38:52:

    @com.one

    Nie do końca. Ja mówię, że politykom wydaje się że rozdawnictwo pieniędzy z budżetu (RnS/MdM/500+) jest uzasadnione gdyż politykom wydaje się, że przekłada się to na poparcie polityczne wśród społeczeństwa. To dla nich wystarczające uzasadnienie. Czy tak jest na prawdę, to inna kwestia, choć na pewno mają częściowo rację. Zauważ też, że o ile być może takie programy nie zawsze przekładają się na poparcie, to już zakończenie takich programów byłoby idealnym wystawieniem się na ataki opozycji i PR-owo byłoby samobójstwem. Dlatego RnS/MdM będzie jeszcze długo kontynuowany w takiej czy innej formie.

    "A ja myślę że to poparcie dużo bardziej rosłoby gdyby nie promowano rozdawnictwa."

    Źle myślisz. Dowodem na to jest fakt, że partie rozdające zdobywają w wyborach razem 90+% poparcia, a partie nierozdające mają marginalne poparcie. Polskie społeczeństwo jest bardzo prosocjalne czy to Ci się podoba czy nie.

  • cykablyat napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 14:53:25:

    Zawsze tylko wiatr w oczy

  • naturalnaspizarnia.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 16:19:04:

    Jesteśmy społeczeństwem, które w przeciwieństwie do zachodniej Europy ma ponad 50 lat doświadczeń socjalizmu. Fakt ten plus roszczeniowa narodowa postawa powoduje, że kupowanie poparcia się u nas sprawdza a reakcja społeczeństwa na rozdawnictwo jest entuzjastyczna. Aż dziw, że żadna partia polityczna wcześniej na to nie wpadła w takim stopniu jak obecnie rządząca. Może to wynikało z kryzysu strefy euro w ostatnich latach a może z arogancji PO, które do niedawna sądziło , że jest jedyną rozsądną opcją dla Polski. Podczas wyborów okazało się, że ludzie oczywiście cenią nowe autostrady (choć narzekają na kolejki na bramkach), cenią nowe szybkie pendolino (ale narzekają na spóźnienia PKP), cenią nowe wiadukty, ronda, ulice, obwodnice (ale narzekają na korki i roboty drogowe).... ale to wszystko nowe to dobro narodowe a my Polacy bardziej cenimy to co nasze prywatne, co w naszej kieszeni. Obserwuje dużą zmianę. Ci co głosowali na PIS są dumni. Ale nawet te osoby, które nie sympatyzują z PIS cenią , ze obiecali kiełbasę i..... dostarczają 500zł/1000zł miesięcznie i to w ciągu kilku miesięcy. To robi wrażenie na wielu i stąd słupki jak nie słabły tak nie słabną.
    Podsumowując jesteśmy podatni na rozdawnictwo i doceniamy je pod warunkiem, że to my dostajemy.

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/21 22:58:34:

    @naturalnaspiżarnia.pl

    Ale, ale Panie szanowny niech pan tak nie galopuje z tym twierdzeniem, ze zabezpieczenie socjalne w panstwie wynika z ustroju, w którym przez ostatnie lata po wojnie przyszlo nam życ. Socjal to nie tylko domena ustroju socjalistycznego, to także umiejętne podsycanie popytu i podazy przez sprawnych zarządzajacych panstwem, to takze umiejętne podkręcanie wymaganych trendów demograficznych, w przeciwieństwie do rozdawnictwa socjal zawsze jest i bedzie cenionym narzędziem tak zarowno kapitalistów jak i socjalistów i malo ma wspolnego z ustrojem. Licza sie tylko umiejetnosci rzadów.

  • pinazka napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/22 08:35:04:

    Cytat za profesorem Modzelewskim:
    "Od dłuższego czasu posługujemy się dość dziwaczną narracją na temat bankowości, narracją o instytucjach finansowych. Już sama nazwa instytucja finansowa brzmi solidnie, bardzo poważnie; do tego określenia przypisana jest jakaś pozytywna legenda, że to musi być coś dobrego. Wszyscy przekonują nas, że nikt i nic nie ma prawa zagrozić stabilności instytucji finansowych, nawet próba krytykowania ich to jakiś straszny grzech, którego nie wolno nam popełnić pod karą ciężkiej pokuty albo i nieotrzymania rozgrzeszenia. Jeżeli ktokolwiek by np. zaplanował ustawą nękającą te instytucje podatkami, to podlega napiętnowaniu, to byłoby jakieś przesadne zło, które powinno być karane w sposób przykładny. Doszłoby wówczas (jakoby) do załamania się stabilności finansowej instytucji finansowych.

    Nikogo jednak nie interesuje stabilność finansowa jakiejkolwiek innej, dowolnie wybranej branży; powiem więcej - nikogo nie obchodzić stabilność finansowa obywateli. A prawda jest taka, że państwo jest państwem demokratycznym dopiero wtedy, kiedy stanowi prawa w interesie obywateli, dopóki zaś tego nie robi - jest fasadowym państwem demokratycznym. Praktyka jest niestety taka, że współczesne państwo tworzy najwięcej prawa dla lobbystów (dla interesariuszy) ci zaś załatwiają kolejne ustawy pod siebie, nawet wiadomo ile to kosztuje - to jest w ogóle biznes. Żadnej Ameryki tu nie odkrywam, przecież wszyscy orientujemy się, że tak owa współczesność wygląda, nie tylko w naszym państwie Ale oczywiście mnie interesuje przede wszystkim nasze państwo, nas interesuje jak jest w Polsce. A u nas mamy do czynienia z takim stanem rzeczy, że prawie całość prawa związanego z instytucjami finansowymi napisano w interesie lub na zlecenie tej branży finansowej.

    Niedawno na posiedzeniu sekcji Narodowej Rady Rozwoju poprosiłem, aby ktoś zdefiniował fachowo, czym jest owa strata, którą maja ponieść banki w przypadku restrukturyzacji tzw. kredytów frankowych. () Niech ktoś położy na stole (nie mnie, bo jestem mały i nieważny), ale panu Prezydentowi, metodologię, jak obliczył ową stratę. Nikt nie odpowiedział na to pytanie, a osoba niebędąca członkiem Narodowej Rady Rozwoju zamknęła dyskusję na ten temat.

    My jesteśmy szantażowani tego rodzaju opiniami, że tzw. ustawa frankowa spowoduje jakieś gigantyczne straty. Tymczasem niektórzy nawet twierdzą, że strat żadnych obiektywnie rzecz biorąc nie może być, bo spadek przyszłych przychodów nie jest stratą w żadnym tego słowa znaczeniu. Potrzeba nam jasnego przekazu przedstawionego w sposób odpowiedzialny opinii publicznej na temat sposobu obliczenia tych strat. Zastanówmy się również wspólnie, czy nam nie jest potrzebna aby komisja śledcza, żeby zbadać skąd się wzięło patologiczne prawo bankowe, które legalizuje tego rodzaju działania. "

    Więcej:

    wpolityce.pl/gospodarka/285461-prof-modzelewski-jestesmy-szantazowani-opiniami-ze-tzw-ustawa-frankowa-spowoduje-jakies-gigantyczne-straty

  • cykablyat napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/22 08:59:00:

    ale tu mądrzy ludzie sami sa

  • cykablyat napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/22 09:00:22:

    ale tu mądrzy ludzie sami sa :)

  • cykablyat napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/22 09:11:52:

    ćńęą :P

  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/22 11:42:04:

    @antybanksterka

    Ale ty tak serio z tym szczuciem? Czy tyle razy to sobie wmawiałaś, że aż uwierzyłaś?
    Fakt - jakiś procent osób po prostu się cieszy, że cwaniaczkom się noga powinęła; jakiś jeszcze procent, zwłaszcza kredytobiorcy złotowi, czuje satysfakcję, że nie jego to spotkało, ale pozostali was mają głęboko w dupie.

    Poza tym - powiedz mi, ale tak uczciwie, czy żal ci "klientów" Amber Gold? Mnie absolutnie nie. To kara za pazerność i głupotę, a zwłaszcza za nieinteresowanie się niczym powyżej tego, jaką kieckę ślubną miała Kardashianka czy inna Grycanka.
    Szkoda ci osób oszukanych przez różne Skarbce i inne firmy pożyczkowe, które płaciły "prowizję" na konto pożyczki, a pieniędzy nigdy nie zobaczyły? Mnie nie, bo jak wyżej. I z takiego samego powodu nie żal mi frankowiczów - podjęli ryzyko, przegrali. Owszem, pewnie uda im się odzyskać spready, ale to wszystko, bo poza tym... Nawet UNWW nie ma większych szans odzyskać, bo obrona jest bardzo prosta - jeśli nie musiałeś korzystać, to skąd wiesz, że by nie zadziałało? Więc jeśli ktoś dostanie zwrot, to tylko ci, do których TU się zgłosiły z regresem.


  • mw.waligora napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/22 12:59:57:

    @juana-la-loca
    ty też tak na serio? porównywać kredyt hipoteczny zaciągnięty w banku, zalegalizowany prawnie dopiero w 2011 roku, do amber gold albo innych pseudo instytucji?

  • dfwedewe8 napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/22 13:02:14:

    Czyli 15 mld zwrotu zagarniętego - co już pewne: nielegalnie - spreadu, drugie 15 mld od Państwa dla równowagi w stosunku do złotówkowiczów, i już mamy połowę. A jakby w końcu rzetelnie policzyć te "straty banków" to może by się okazało, że całość. Ale żartuję, nie chcemy przecież nic od Państwa.

    A jak już tak zestawiamy z pomocą Państwa to lepiej to zestawmy z górnikami, bo czemu by nie. 171 tys. osób pracuje w górnictwie. To ten sam rząd wielkości co liczba kredytów frankowych. Tutaj blog.kurencja.com/ile-juz-zaplacilismy-za-przywileje-gornikow-a-ile-kosztowalaby-pomoc-ktorej-nie-dostana-frankowcy/ ktoś zebrał i oszacował koszty budżetu w zakresie górnictwa na ok. 112 mld. Może coś niedokładnie policzone, może coś się zmieniło, ale pewnie rząd wielkości się zgodzi. A jak ostatnio słyszymy to się wcale nie skończyło tylko jeszcze bardziej rozkręca.

  • nanocape napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/22 14:15:53:

    nic nowego :)

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/22 15:24:58:

    @juana-la-loca
    jednych bardziej interesują sukienki drugich bardziej mafijny układ i przyzwolenie Państwa na piramidę finansową, która od początku była na celowniku KNF ale jakoś "dziwnym trafem" prowadziła swój przestępczy proceder przez 3lata. Jak kupujesz sobie sukienkę to sprawdzasz co bierzesz zgodnie z zasadą "widziały gały co brały" i jak okazuje się że nie znasz się na szyciu sukienek lepiej od krawca to chroni Cię prawo konsumenta, rękojmia, gwarancja. W przypadku oszustw finansowych, które raczysz porównywać do zakupu sukienki problem jest w tym, że konsument nie ma tej ochrony.

    @dfwedewe8
    może to zabrzmi dziwnie, ale w przypadku polskiej energetyki opartej na węglu po raz pierwszy widzę że Polski rząd ma wreszcie jakiś plan na wyjście z impasu rentowności. Po raz pierwszy ten plan nie jest oparty na rozdawnictwie aby tylko zamknąć górnikom japę do wyborów. Jest duża szansa że to zadziała.

  • freejuice napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/29 20:38:55:

    Rzad powinien zareagować gdy widział gwałtowny skok zadłużenia w obcej walucie, ale tego nie zrobił, teraz to nic innego jak zasypywanie dziury żeby banki nie pozdychały gdyby kredytobiorcy się zbuntowali i przestali spłacać

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line