Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 25 marca 2016

Fundusze nastawione na płodność :-). I to własną. Biorą prowizję wtedy, gdy... zasłużą

My to mamy pecha. Najpierw przez długie lata mieliśmy najwyższe opłaty kartowe interchange (zmieniło się to dopiero wtedy, kiedy lobbyści wielkich sieci handlowych postanowili zrobić "skok na bank" i wylobbowali sobie limit na interchange), potem najbardziej bandyckie polisy inwestycyjne, a teraz mamy najdroższe w Europie fundusze inwestycyjne. Narzekamy wszyscy na pazerność banków, ale na tle firm zarządzających funduszami inwestycyjnymi bankowcy są niewinnymi barankami. Chcąc wpłacić pieniądze do funduszu inwestycyjnego na starcie zapłacimy do 5,5% opłaty dystrybucyjnej (na której zarabia właściciel punktu sprzedaży), a potem do 4-4,5% rocznie opłaty za zarządzanie. To oznacza, że w pierwszym roku z każdych 100 zł włożonych do funduszu pracuje tylko 90 zł. A w kolejnych latach? Cóż, biorąc pod uwagę, że w ciągu 25 lat istnienia warszawskiej giełdy inwestorzy zarabiali średnio w skali roku 9%, sięgające 4% opłaty za zarządzanie muszą boleć i pożerać znaczną część zysków uczestników funduszy.

W Europie Zachodniej opłaty za zarządzanie funduszami nie przekraczają zwykle ułamków punktu procentowego (wyższe od polskich bywają jedynie opłaty dystrybucyjne, ale po pierwsze płaci się je tylko raz, a po drugie można je ominąć kupując udziały w funduszu przez internet). Firmy zarządzające funduszami w Polsce twierdzą, że nie mogą być tańsze, bo ponoszą tak samo wysokie, jak zachodni konkurenci, koszty stałe, a mają wielokrotnie mniej pieniędzy pod zarządzaniem. I dlatego biedny Polak musi płacić za pośrednictwo w lokowaniu jego oszczędności więcej, niż bogaty Europejczyk z Zachodu albo Amerykanin. Każda nowa firma zarządzająca aktywami, wchodząca na polski rynek, zapowiada, że będzie bardziej fair wobec klientów. Ale kiedy do kasy zaczyna wpływać kasa, dochodzi do wniosku, że lepiej zarabiać więcej, niż mniej. I że bezpieczniej jest brać od klientów wysoką opłatę za zarządzanie według zasady "czy się stoi, czy się leży"... A więc w sposób niezależny od osiąganych wyników.

Oczywiście: są wyjątki. Jedną z firm zarządzających funduszami, która uzależnia przynajmniej część swojego wynagrodzenia od wyników własnej pracy, jest Quercus TFI. W funduszu Quercus Agresywny za zarządzanie płaci się 3,3% w skali roku plus 20% tego, co fundusz wypracuje powyżej wyniku indeksu WIG. W funduszu Quercus Selektywny opłata stała to 2,8%, a zmienna wynosi 10% "prowizji", ale jest pobierana tylko w sytuacji, gdyby inwestor rocznie zarobił więcej, niż 10%. W funduszu Quercus Stabilny płaci się 2,5% według zasady "czy się stoi czy się leży" oraz 10% udziału w każdym zysku wygenerowanym przez zarządzającego. Jest to ciut uczciwsze, niż klasyczne 4% sztywnej opłaty, ale nie ma co kryć, że poziom opłaty stałej jest w funduszach Quercus wysoki, a success-fee jest raczej kwiatkiem do kożucha. Podobnie jest w niektórych funduszach TFI Skarbiec, TFI Copernicus, TFI Ipopema i jeszcze kilku innych firm. W większości funduszy już sama opłata stała goli klientów równo z trawą (od 3% w górę).

Są też cztery fundusze pod marką BPH Superior, którymi zarządza TFI BPH. Nie dość, że można je kupić bez opłaty dystrybucyjnej (czyli przez internet), to jeszcze mają niską (jak na polski rynek) opłatę za zarządzanie. W przypadku bezpieczniejszych funduszy pieniężnego i obligacyjnego jest to 0,3-0,35% w skali roku, a w przypadku bardziej ryzykownych funduszy - selektywnego i akcji - 0,5-0,7%. To poziom opłat zdecydowanie niższy od średniej rynkowej (ten wynosi 1% w przypadku funduszy bezpiecznych i 4% w przypadku agresywnych). W ciągu 10 lat inwestycji lokując w fundusz akcji można dzięki temu zaoszczędzić prawie 40%. Albo osiągnąć o 40% wyższy zysk. Bardzo niskim opłatom za zarządzanie towarzyszy dość wysoka premia za sukces - TFI pobierze dla siebie 25% osiągniętego przez klienta zysku w przypadku, gdyby przekroczył on określony punkt odniesienia. Np. w przypadku funduszu pieniężnego jest to stawka WIBID 3M (aktualnie wynosi on 1,47%), a w przypadku funduszu selektywnego - dwukrotność stawki WIBID 1Y. Jeśli chodzi o fundusz akcji, to premia należy się po pokonaniu przez fundusz 95% poziomu WIG powiększonego o 5% stawki WIBID 3M.

To uczciwe podejście: opłata za zarządzanie jest na tyle niska, że trudno mówić o tym, że TFI zarabia według zasady "czy się stoi, czy się leży". Zarabia - i to całkiem sporo, bo zabierając jedną czwartą zysków klienta - dopiero wtedy, kiedy ów klientowski zysk zaczyna przekraczać to, co klient mógłby mieć wszędzie indziej. Klient płaci więc za wartość dodaną, a nie za to, co należy mu się jak psu miska (czyli wynik w okolicach średniej rynkowej). Słabe strony? Przede wszystkim fakt, że fundusze pod marką Superior nie są dostępne dla każdego. Pierwsza wpłata wynosi bowiem aż 500.000 zł, co oznacza, że jest to fundusz dla ludzi z bardzo tłustym portfelem. Kolejne wpłaty mogą być już niższe, ale początkowa niestety zabija. Drugą sprawą jest krótka historia. Fundusze wystartowały w połowie 2015 r., co oznacza, że nie mają za sobą nawet rocznego tzw. track recordu. Tym, co ma największe znaczenie w inwestowaniu w fundusze jest jakość zarządzania. Warto zapłacić słoną opłatę za zarządzanie jeśli fundusz zarabia więcej od konkurencji. W przypadku Superiora nie wiadomo czy warto płacić mniej :-). Trzeci kłopot z funduszami Superior polega na tym, że niskie opłaty za zarządzanie mają charakter promocji, być może bezterminowej, ale zawsze. W prospekcie informacyjnym funduszy są zawarte opłaty za zarządzanie wyższe, niż faktycznie pobierane (do 4%).

W przypadku funduszy BPH Superior o jakości zarządzania powiedzieć jeszcze można niewiele, choć warto docenić, że w pierwszym roku działania fundusz akcji stracił znacznie mniej, niż inne fundusze akcji (3,8% w porównaniu z 12,5% średniej - patrz pierwszy z wykresów poniżej). Inna sprawa, że zarządza szaloną kwotą 4 mln zł, a przy tak "astronomicznych" pieniądzach zarządzanie jest jakby łatwiejsze  -). Fundusz obligacji (drugi wykres) w ciągu roku wykręcił 4,1%, prawie dwa razy więcej, niż średnia rynkowa.

bloxBPH_superior_akcji_wyniki_1y

bloxBPH_superior_obligacji_1y

Podobnie jak fundusz pieniężny (1,5%, gdy średnia u konkurentów to 0,7%). Oczywiście trzeba też brać poprawkę na to, że nowemu funduszowi, budującemu portfel od zera i zarządzającemu małymi aktywami znacznie łatwiej jest "wykręcać" dobre wyniki. A wszystkie Superiory mają łącznie 40 mln zł pod zarządzaniem. Zobaczymy jak zmotywowani zarządzający poradzą sobie w przyszłości. No i czy aby nie okażą się "przemotywowani" :-). Bo np. w USA nadzór finansowy zauważył, że w funduszach mających success-fee bardzo rośnie skłonność zarządzających do ryzyka. Niskie opłaty za zarządzanie to jedno, a przesadnie wysokie wynagradzanie zarządzających za dobre wyniki - to drugie.

DLACZEGO WARTO MIEĆ PIENIĄDZE NIE TYLKO W BANKU? Jak z małych pieniędzy zbudować swoje finansowe bezpieczeństwo? Jakich trików użyć, żeby bezboleśnie oszczędzać? Jak uszyć pierwszy plan systematycznego inwestowania? Jak lokować je nie tylko w banku? Osiem pomysłów dla twojego portfela podanych w lekkostrawnej formule obejrzyj na YouTube.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 25 marca 2016 09:52

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • l.wi napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/26 01:12:06:

    Zerknąłem na prospekt BPH Superior Akcji i według mnie wygląda to zupełnie inaczej.
    Prospekt określa jedynie opłatę stałą za zarządzanie na poziomie do 4% w skali roku czyli dokładnie tak samo, jak wszystkie polskie fundusze. Prospekt nie wspomina słowem o stawce 0,7%. Fundusz reklamuje się w sposób wysoce nieetyczny ponieważ opłata 0,7% to rzeczywista opłata, która była pobierana jedynie w ostatnim czasie. Dodajmy do tego, że aktywa funduszu to całe 3,7 mln złotych to znaczy, że fundusz ma maksymalnie 7 klientów, co z kolei wyjaśnia tak niską opłatę za zarządzanie. Ponadto fundusz pobiera 4 lub 5% prowizji na wyjściu z inwestycji lub w przypadku konwersji jednostek w ramach funduszy parasola.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/26 11:02:52:

    Rozumiem że może czegoś nie rozumiem. W dzisiejszych czasach zarządzanie Funduszami kontrolowanymi przez międzynarodowe spółki/fundusze/koncerny jest raczej globalne, niż podzielone na Albanię USA i Polskę. Znaczy, gdy sprzedają lub kupują, to w skali globu, a nie Giełdy Warszawskiej jedynie? Są różne portfele, ale zawierają aktywa dostępne globalnie. Czy koszty zarządzania muszą być 10-krotnie wyższe? Czy to nie blokuje dopływu kapitału inwestycyjnego do Funduszy? ..bo na OFE każdy płacić musiał, więc opłata mogła być 7% :) ;-))

    Więc skąd biorą się "wysokie koszty lokalnego zarządzania niską pulą aktywów", czy jakoś tak? Z pokrętności tłumaczeń, pazerności, czy z mojego niezrozumienia mechanizmów? ...

    KAŻDA polska rodzina funduje pielgrzymom czteropak piwa i kilogram grillowej kiełbasy. Przymusowo. - wpis na blogu

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/26 11:48:06:

    np. w USA nadzór finansowy zauważył, że w funduszach mających success-fee bardzo rośnie skłonność zarządzających do ryzyka.

    Ale oni tam w tych Stanach, to zamiast wymieniać po prostu kadrę zarządzającą (jak w Polsce), to chyba raczej weryfikują i ustalają na posiedzeniu Zarządu konkretną i precyzyjną linię zarządzania Funduszem, ograniczającą zbyt ryzykowne inwestycje, choćby gwarantujące chwilowy sukces? Inaczej grozi to szybkim odpływem inwestorów ("w tym funduszu tylko się traci"). To działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego ujemnego wszak :)

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/26 13:14:59:

    @l.wi: nie zgodzę się w całości. To, że w prospekcie jest wyższa wartość, niż faktycznie pobierana, często się zdarza w funduszach. Łącznie w tych BPH-owskich funduszach jest ze 40 mln zł, więc nie takie całkiem grosze (choć w akcyjnym rzeczywiście jest tylko 4 mln, co rzutuje na wiarygodność wyniku - zaznaczyłem to w tekście).
    Opłaty za wyjście też, moim zdaniem, nie pobierają. Gdyby pobierali, to byłby kant.

  • l.wi napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/26 16:52:53:

    @maciej.samcik: Rzeczywiście, opłat manipulacyjnych nie ma. Są one określone w prospekcie, natomiast w obowiązującej tabeli opłat stawki są zerowe.

    Co do rzeczywistej opłaty za zarządzanie to dalej nie jestem przekonany. Prawo określa jedynie maksymalną opłatę za zarządzanie, która w tym funduszu wynosi 4%.
    Jeśli faktycznie chcą pobierać 0,7% to dlaczego ustalili sobie bufor na 4% ? Czy to jest wiarygodne? Moim zdaniem nie.

  • f-trust napisał(a) komentarz datowany na 2016/03/29 12:53:04:

    wszystko fajnie, ale próg wejścia 500k?! to przecież czyni produkt praktycznie niedostępny dla klienta detalicznego. A gdzie miejsce na dywersyfikację portfela? Funduszy jest bardzo dużo i można dla siebie coś wybrać kierując się czy to wysokością opłat, czy też wynikami. Wystarczy zajrzeć tu www.platformafunduszy.pl/

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line