Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 29 kwietnia 2016

Rozkoszna lekkość bytu: "nasz agent panią oszukał? Właściwie to prawie go nie znaliśmy" :-)

Sposób rozstrzygania reklamacji bardzo wiele mówi o firmie i wielka szkoda, że ta oczywista prawda tak słabo dociera do większości polskich korporacji (ze szczególnym uwzględnieniem tych finansowych). Jak to powinno wyglądać? Pisałem Wam kiedyś o posiadaczu iPada, który któregoś pięknego dnia zauważył, że właśnie ściągnięto mu z konta 2000 zł na pokrycie zakupu jakichś wirtualnych żołnierzyków w grze komputerowej. Wystarczyło, że iPad na chwilę wpadł w ręce małolata, a wcześniej dorosły posiadacz iPada kupował jakiegoś e-booka w AppStore. Poziom zabezpieczeń konta był taki, że jeszcze przez pół godziny można było robić kolejne zakupy bez podawania PIN-u, więc małolat kupował, być może nawet nie zdając sobie sprawy ile to kosztuje. Do konta podpięta była karta kredytowa, więc pieniądze od razu zostały ściągnięte,a AppStore dopiero następnego dnia wystawił e-fakturę. Po-za-mia-ta-ne.

W polskich warunkach właściciel takiego AppStore wyśmiałby klienta zgłaszającego reklamację. Poziom bezpieczeństwa konta był domyślny, ale klient się nań zgodził, a transakcje były właściwie zatwierdzone. Ale Apple to amerykańska firma, więc i standardy obsługi klienta ma amerykańskie. Zadzwonił więc do klienta człowiek z Londynu, przeprosił za stres, odwrócił transakcję i pomógł na nowo skonfigurować poziom zabezpieczeń konta. Jak możecie się domyślać, polski klient najpierw przez trzy dni zbierał szczękę z podłogi, a od tego czasu kupuje wyłącznie sprzęt tego producenta. Przekładając to na polskie warunki można powiedzieć, że starą maksymę "klient nasz pan" należałoby rozbudować o drugą: "klient nasz partner". Może się pomylić, kupić coś przez pomyłkę, ale - jak w małżeństwie - czasem warto wybaczyć. Dziś opowiem Wam dwie historie o wybaczaniu właśnie.

Moja koleżanka po fachu kilka lat temu ubezpieczała mieszkanie w Warcie. Ponieważ jest do bólu tradycyjną klientką, to umowę polisy zawierała za pośrednictwem agenta, przekazując mu gotówkę do ręki. Jak wiadomo to wcale nie musi tak wyglądać. Wystarczy spisać z agentem wniosek o ubezpieczenie i w ciągu kilku dni - ale przed początkiem ochrony - przelać pieniądze na konto firmy ubezpieczeniowej. Polisę agent może nawet wystawić awansem, bo wiadomo, że i tak zacznie działać pod warunkiem zapłacenia składki (ja zwykle dostaję polisy pocztą po zapłaceniu składki). Moja koleżanka po fachu prawdopodobnie o tym wszystkim nie wiedziała, dlatego poszła do agenta z gotówkę w ręku. Agent pieniądze wziął, klientka żyła w przekonaniu, że jej mieszkanie jest chronione. Po mniej więcej dwóch latach dostała czuły liścik, z którego wynikało, że nie tylko nie była chroniona, ale wręcz ma z tytułu tej polisy dług do spłacenia. I że ten dług został sprzedany do firmy windykacyjnej, która nie będzie się cackała. To był szok. Jak tylko minął, klientka zadzwoniła najpierw do agenta ("numer nieprawidłowy"), a potem do Warty i poprosiła o wyjaśnienie sprawy.

"Co roku płaciłam za polisę gotówką, w tamtym roku też, chociaż wiem, że była również możliwość zapłacenia kartą. Mam prośbę - czy państwo nie mogliby wyjaśnić tej wątpliwości u agenta? Kupowałam polisę u niego przez kilka lat z rzędu, może będzie pamiętał? Może na przykład kompletnie omyłkowo wpisał w polisie formę płatności jako "przelew" i stąd wynikła rzekoma niedopłata? W kolejnym roku, gdy płaciłam za polisę w biurze Warty, dostałam adnotację, że mam zero lat bezszkodowych, podczas gdy była to moja czwarta polisa kupowana w Warcie. Tę pomyłkę zauważyłam dopiero po powrocie do domu, więc nie reagowałam, ale w życiu bym nie przypuszczała, że wynika to z jakiegoś zadłużenia w poprzednich latach"

W Warcie chwilę pomyśleli, a potem doszli do wniosku, że... to nie ich problem. Owszem, agent kiedyś był ich, ale się już z nim rozstali i to chyba bez żalu. Polisa też była ich, ale rzeczywiście stało na niej jak byk, że ma być opłacona przelewem. Nie została, więc klientka ma wobec firmy dług. A że klientka nie przeczytała tego, co podpisała w papierach i jednocześnie dała pieniądze do ręki agentowi? Cóż, frajerka do kwadratu. Owszem, agent przyjmujący pieniądze miał na czole logo "Warta", ale to przecież nic nie znaczy. Mógł mieć np. wyryte słowo "papież", ale to wcale by nie znaczyło, że można u niego zamówić audiencję generalną. Owszem, dość długo firma nie odzywała się do klientki, a potem od razu odesłała sprawę do zewnętrznej windykacji, ale jak się ma kilka milionów klientów, to przecież nie można się cackać z jedną panią, która kupiła polisę, ale zapomniała zapłacić. Przecież nie można niańczyć każdego klienta. Jak nie zapłacił, to kiedyś zapłaci, z odsetkami. I z kosztami windykacji.

Czytaj też: Płacisz 10% ceny i... korzystasz z wypasionej polisy samochodowej. Warto?

Czytaj też: W ciągu kilku godzin od zgłoszenia szkody wypłacą kasę? XXI wiek!

Oczywiście nie cytuję dosłownie słów z korespondencji Warty z klientką, ale taka generalnie była jej wymowa. Przyznacie, że to dość typowe spojrzenie firmy finansowej na klienta, który ośmiela się mieć pretensje. Nie przeczytał umowy, podpisał, a potem jeszcze się pieni, że od niego czegoś wymagają. W USA pewnie by się bardziej przejęli. Jak to? Nasz agent ukradł pieniądze klientki, narażając na szwank naszą reputację? Na krzesło elektryczne z nim! A klientkę trzeba ładnie przeprosić za stres związany z czytaniem listów od firmy windykacyjnej i natychmiast dług umorzyć. Owszem, nie ma żadnego dowodu na to, że klientka zapłaciła składkę, ale skoro jest naszą stałą klientką od wielu lat i zawsze płaciła w terminie, to dlaczego miałaby kłamać? Tak, amerykańska firma zapewne tak by postąpiła. Niestety, Warta jest firmą staropolską, więc przez kilka dobrych miesięcy przerzucała się z klientką pismami i e-mailami próbując udowodnić, że to nie jest wina, że agent okazał się nieuczciwy, a zresztą wcale nie wiadomo czy był nieuczciwy, bo żadnych dowodów, że przyjął pieniądze i je sobie przywłaszczył, nie ma.

W końcu łaskawie dali się namówić na umorzenie części kosztów (o ile pamiętam - kosztów windykacji). Łzy wzruszenia zalewają mi oczy. Stracili natomiast wieloletnią klientkę i chyba nie tylko ją jedną, bo wiadomo jak to z dziennikarzami jest - mają szerokie kontakty, znają mnóstwo ludzi i potrafią wykorzystywać społecznościowe platformy komunikacji ze znajomymi i nieznajomymi, by zrobić nie lubianej firmie kuku. Jest to zapewne typowa historia, a takie podejście firmy do pieniącego się klienta też znacie pewnie aż za dobrze. Dlatego - żeby choć troszkę Was zdziwić - opowiem też drugą historię, której "podmiotem lirycznym" jest znajoma frankowiczka, która z racji dość chropowatych stosunków z firmami finansowymi nie darzy ich zbyt wielkim szacunkiem, ani zaufaniem. Uważa, że kredyt frankowy wciśnięto jej podstępem, a wcześniej też została "ubrana" w program systematycznego inwestowania, który okazał się pułapką. Tym większym zaskoczeniem było to, co spotkało ją w firmie ubezpieczeniowej Ergo Hestia. Tłem historii jest niedopatrzenie klientki, która postanowiła zmienić ubezpieczyciela, ale nie dostarczyła na czas do Hestii stosownego oświadczenia. I Hestia polisę OC automatycznie przedłużyła, naliczając składkę.

"Poinformowaliśmy naszego agenta, że rezygnujemy z polisy OC. Miał dopełnić formalności, ale pewnie tego nie zrobił. A Ergo Hestia przesłała na stary adres męża w Pruszkowie, gdzie już nie mieszkał od kilku lat, przedłużenie umowy ubezpieczenia OC. W wyniku nie opłacenia składki OC firma domagała się płatności, ale nie dotarła do nas skutecznie z tą informacją. W kolejnym roku po raz kolejny Hestia przedłużyła umowę, ale znów wysłała korespondencję na zły adres. W styczniu tego roku komornik wszedł na nasze konta i rozpoczęła się egzekucja kwoty ponad 1600 zł. Po tym jak mąż dowiedział się czego dotyczy egzekucja – bo było to dla nas totalnym zaskoczeniem - zadzwonił do Ergo Hestia i opowiedział o co chodzi, Poproszono go o złożenie reklamacji"

- opowiada pani Monika. Miała świadomość, że to nic nie da, bo przecież to ona dała ciała, uwierzywszy agentowi, że dopełni formalności związanych z zerwaniem umowy. Dlaczego agent miałby to zrobić? Przecież ma prowizję od przedłużanych polis, a nie od tych zrywanych. A masochistą nie jest. Mąż pani Moniki pro-forma sporządził pismo, w którym poprosił o życzliwe podejście do sprawy. A pani Monika dodatkowo zadzwoniła do rzecznika klientów Ergo Hestia (mają tam taką osobę) i opowiedziała jej całą historię przez telefon. Następnie wysłała wszystkie dokumenty. Wynik tych poczynań był niemałym szokiem dla pani Moniki, jej męża oraz dla mnie, jak tylko dowiedziałem o finale tej historii. 

"Pani rzecznik zajęła się sprawą dynamicznie. Wstrzymała egzekucję, odkręciła zadłużenie i nawet koszty sądowe firma wzięła na siebie. Myślę, że warto o tym napisać. Będzie to fajny przykład dla innych firm i osób, które mają takie kłopoty, że warto poświęcić trochę czasu na wyjaśnienie i porozumienie a mogą być z tego wymierne korzyści dla obu stron"

- pisze pani Monika. Mam nadzieję, że to nie był jednostkowy przypadek. Mam dość dobre wspomnienia ze współpracy z Ergo Hestią i nie wykluczam, że instytucja rzecznika klienta działa tam rzeczywiście sprawnie. Znam ją z wielu banków, ale w większości z nich taki rzecznik zajmuje się głównie udowadnianiem klientowi, że ten nie ma racji. Albo nic-nie-robieniem, bo i tak jest traktowany przez ludzi z "działów biznesowych" jako upierdliwiec utrudniający korporacji zarabianie pieniędzy. Jak widać na załączonym obrazku, dobrze osadzony, dynamiczny i empatyczny rzecznik klienta może być wart tyle złota ile waży. Bo w czasach mediów społecznościowych zarządzanie wizerunkiem z poziomu pieniędzy wydawanych na kampanie reklamowe i na klasyczny PR nie jest już wystarczające. Jak kogoś nie stać na sensownego rzecznika konsumenta, to może przynajmniej zrobić bankomat, który rozdaje prezenty :-).

KIEPSKA HISTORIA W BIK UTRUDNIA ŻYCIE. CO ROBIĆ? W pierwszym odcinku "Kasownika Samcika" radzę co zrobić, żeby jak najlepiej przygotować się do zaciągnięcia kredytu hipotecznego

JAK ZMONTOWAĆ SOBIE PLAN OSZCZĘDZANIA Z... DYWIDEND? Wspólnie z Giełdą Papierów Wartościowych, Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidualnych oraz blogiem o długoterminowym inwestowaniu "Longterm" zachęcam Was do sprawdzenia jak można sobie zmontować dodatkową emeryturę - lub plan systematycznego inwestowania - z dywidend wypłacanych przez największe, najstabilniejsze i najbardziej wiarygodne koncerny - polskie i zagraniczne. O tym dlaczego sam lokuję w ten sposób część swoich oszczędności pisałem w blogu kilka dni temu, zachęcam Was do lektury. Przeczytajcie też  zaproszenie do udziału oraz o liście prezentów, jakie przygotowali dla Was partnerzy akcji. Zerknijcie również na powitalne wideo: 

W kolejnych odcinkach cyklu w blogu przedstawię firmy płacące najbardziej stabilną dywidendę i opowiem jak się za to zabrać, żeby nie wiązało się ze zbyt wysokim ryzykiem. .W najbliższy wtorek zapraszam na webinarium, gdzie razem z "Longtermem"dywidendalogo1opowiemy o inwestowaniu dywidendowym,formularz zapisu jest tutaj. "Longterm" ma dla Was też e-booka o tym jak - krok po kroku - zacząć zarabiać na dywidendach. E-book, w którym zresztą również maczałem palce, można mieć za darmo w zamian za zapisanie newsletter o inwestowaniu dywidendowym

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 29 kwietnia 2016 09:05

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • metkor napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/29 10:21:51:

    Przeżyłem podobną historię na swoim przykładzie.
    Przedłużałem polisę samochodową w Uniqua przez konto internetowe. Polisa się przedłużyła, składki opłaciłem przelewem. Dostałem potwierdzenie z Uniqua i podbita polisę.
    Po 3 latach od puka firma windykacyjna do mnie z informacja że mam dług etc..
    Na szczęście wszystkie kopie przelewów miałem więc z nimi sprawę załatwiłem szybko. Trudniej było w Uniqua bo nie mogli zrozumieć gdzie mają błąd w systemie.
    Końcem końców po kilku mocnych tekstach wygasili sprawę.
    Słowa Przepraszamy nie doczekałem się.

  • mat089 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/29 10:41:57:

    Uważam, że obecny system finansowy na świecie długo nie wytrzyma. Zgodnie z analizą Tradera independenttrader.pl/jak-przetrwac-krach.html, chciałbym zakupić złoto. Jaką mennicę albo dealera polecacie?

  • zdzislawja napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/29 10:48:16:

    Panie (Re)daktorze,
    to już kolejny post, w którym z uporem wprowadza Pan w błąd swoich czytelników:
    Wystarczy spisać z agentem wniosek o ubezpieczenie i w ciągu kilku dni - ale przed początkiem ochrony - przelać pieniądze na konto firmy ubezpieczeniowej.
    ...może nawet wystawić awansem, bo wiadomo, że i tak zacznie działać pod warunkiem zapłacenia składki...
    tutaj Placisz-10-ceny-i-korzystasz-z-wypasionej-polisy podobnie:
    Zaletą takiego rozbicia polisy na raty jest fakt, że pierwszą klient płaci dopiero trzy tygodnie po zawarciu umowy ubezpieczenia. Działając bez pośrednika musi zagwarantować całą płatność najpóźniej do dnia startu umowy ubezpieczeniowej...

    nic podobnego, od wielu lat kupuję polisy ubezpieczeniowe (samochodowe, majątkowe, dom...), gdzie ochrona ubezpieczeniowa, zaczyna się od dania następnego, a pełna składka jest płatna przelewem za 2-3 tygodnie, to jest standard..., np. OWU PZU:
    1. W przypadku umowy ubezpieczenia zawartej przy jednoczesnej obecności obu stron tej umowy, jeżeli nie umówiono się inaczej, odpowiedzialność PZU w zakresie danego ubezpieczenia rozpoczyna się od dnia następnego po zawarciu umowy ubezpieczenia w zakresie tego ubezpieczenia, nie wcześniej jednak niż od dnia następnego po zapłaceniu składki ubezpieczeniowej lub jej pierwszej raty, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3.
    2. Jeżeli w umowie ubezpieczenia określono termin zapłaty składki ubezpieczeniowej lub jej pierwszej raty przypadający po dniu, w którym rozpoczyna się określony w tej umowie ubezpieczenia okres ubezpieczenia, odpowiedzialność PZU rozpoczyna się w dniu określonym w umowie ubezpieczenia jako początek okresu ubezpieczenia
    .


    itbbnt

    Z.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/29 12:29:55:

    od lat robię tak samo jak koleżanka Maćka po fachu. Mogę zapłacić agentowi gotówką z tym że agent nigdy nie wystawia mi polisy awansem. Podpisaną polisę otrzymuję pocztą w 3egzemplarzach dopiero po opłaceniu. Muszę odesłać podpisany egzemplarz dla ubezpieczyciela i drugi podpisany dla banku (ubezpieczenie z cesją potrzebne do kredytu). Prosta sprawa gdy nie zapłacę to nie otrzymam polisy awansem. Nie muszę udowadniać zapłaty gdy mam w ręku wystawioną polisę. Nie wiem jak to działa w przypadku rozbicia na raty, nigdy nie ubezpieczam na raty. W przypadku rat faktycznie mogą być wątpliwości czy kolejne okresy wystawionej już przecież polisy zostały opłacone w terminie. Wtedy chyba trzeba trzymać kwitki wpłat, bo sama polisa nie będzie dowodem ubezpieczenia.

  • mcumber napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/29 16:05:00:

    Kilka tygodni temu krótkimi kodami chciałem aktywować pakiet internetowy w Plus Na Kartę. Pomyliłem kod i zamiast 2GB dostałem 25 minut roamingu. Kosztowało mnie to 30 zł. Zadzwoniłem na infolinię. Pani nie była cofnąć operacji. Powiedziałem jej, że nie chciałem tego zrobić, nie mam możliwości poprawy ani rezygnacji. Ona w zaparte, że jedynie co to może wyłączyć usługę, ale pieniędzy mi nie zwrócą.
    Parę dni później miałem problem z uruchomieniem pakietu Internetowego 2 GB. Kontrolowałem co wpisałem, ale dostawałem komunikat zwrotny aby skontaktować się z BOK. Zadzwoniłem. Na wstępie powiedziałem Pani, że chce aby wyłączyła mi 1 GB i włączyła 2 GB Internetu. Pani nie dokonała żadnej weryfikacji mojej taryfy tylko przyjęła zlecenie. Usunęła pakiet 1 GB o czym mnie poinformowała, po czym poprosiła o cierpliwość i przystąpiła do drugiej części mojej dyspozycji. Po chwili usłyszałem jej głos w słuchawce "Bardzo mi przykro ale nie mogę włączyć Panu pakietu 2 GB Internetu w taryfie, którą Pan posiada". Po krótkiej wymianie zdań poprosiłem o przywrócenie pakietu 1 GB i usłyszałem "Przykro mi, ale nie mogę go już przywrócić." Pomijam fakt utraty kilkudziesięciu złoty, doładowywałem w promocji więc "co Pan dał to Pan (skutecznie) zabrał". Ostatecznie stanęło na złożeniu reklamacji. Po kilku dniach Polkomtel odesłał odpowiedź negatywną. Mając na uwadze, że wykonywane przez pracowników infolinii zadania są powiązane z pieniędzmi klientów systemy informatyczne powinny posiadać możliwość cofnięcia działań aż do chwili ostatecznego wykonania dyspozycji. Plus nie posiada opcji cofnij dla krótkich kodów, która powinna być do chwili gdy usługa nie została aktywowana przez jej włączenie (np. przychodzi sms potwierdzający ale z kodem możliwości rezygnacji, choćby nawet do 10 minut). A co gorsza nawet pracownicy Polkomtela obsługujący zgłoszenia telefoniczne nie posiadają takiej możliwości. Może mamy dobrze zabezpieczenia przy autoryzacji naszych kart (3D Secure itp.), ale wiele jeszcze musimy się nauczyć i gdy ktoś mówi "popełniłem błąd nie oto mi chodziło" dać mu szansę.

  • jozef_z_bagien2 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/29 18:29:02:

    Niestety polskie firmy są na poziomie 4-ego świata jak chodzi o podejście do klienta. Najgorsze są instytucje finansowe i telekomy. W Plusie byłem kilkanaście lat, ostatnio miałem u nich 3 numery komórkowe, telefon stacjonarny na kartę i internet LTE, a oni mi potrafili przysłać wezwanie do zwrotu 50 zł z rabatu, który sami naliczyli kilka miesięcy wcześniej i pobrali sobie z konta bo miałem polecenie zapłaty. I już nie mają klienta, a te 50 zł to ok. 1% tego co płaciłem im rocznie. Zapewne warto było

  • antekgrzanka4 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/30 16:33:49:

    Nie wiem, czy przykład firmy z Cupertino jest dobry, bo ich standardy obsługi klienta są zadziwiające nawet jak na Stany Zjednoczone. Ale bezsprzecznie większość firm doszło tam do wniosku, że lepiej klientowi darować, a nie barować się z nim w sądzie.

  • josefinka2 napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/06 09:52:58:

    Nie mogę nie zauważyć, że znajoma, albo Pan mija się z prawdą w tym fragmencie: "A Ergo Hestia przesłała na stary adres męża w Pruszkowie, gdzie już nie mieszkał od kilku lat, przedłużenie umowy ubezpieczenia OC. W wyniku nie opłacenia składki OC firma domagała się płatności, ale nie dotarła do nas skutecznie z tą informacją. W kolejnym roku po raz kolejny Hestia przedłużyła umowę, ale znów wysłała korespondencję na zły adres."
    Nie jest możliwe, aby towarzystwo ubezpieczeniowe przedłużyło umowę na kolejny rok, jeżeli składka za poprzedni nie została opłacona. Zgodnie z ustawą TU przedłużyło polisę na rok następny (bo nie otrzymali pisemnego wypowiedzenia umowy), ale już na kolejny nijak nie mogli tego zrobić (o tym też mówi ustawa), bo jak Pan napisał - adresat nie opłacił poprzedniej i nie otrzymał nawet listu z przedłużeniem.
    Pozdrawiam :)

  • mcumber napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/10 14:13:50:

    Aby moja historia była pełna, w nawiązaniu do komentarza z dnia 29.04. dodam, że otrzymałem dziś odpowiedź na moje odwołanie. Jej treść stwierdza negatywne odniesienie się do moich argumentów, a z drugiej strony Plus zwraca mi na konto kwotę, która była przedmiotem mojego roszczenia. Jedno drugiego się nie trzyma, ale niech zostanie tu ślad, że są sposoby również na polskie firmy, które do winy się nie przyznają, ale chociaż rekompensują Klientowi poniesione straty.

  • jeszczepolskaniezginela12 napisał(a) komentarz datowany na 2017/12/28 14:43:54:

    SKIP TRACING W KPD WIEJAK I WSPÓLNICY SP. J.

    Niemal każda sprawa jest rozstrzygana w oparciu o fakty. Kto zna więcej faktów albo zna fakty ważniejsze od razu osiąga przewagę. W budowaniu takiej przewagi niezbędny jest proces skip tracingu.

    Czym jest skip tracing?

    Pojęcie skip tracingu pochodzi od angielskiego sformułowania skip town, czyli nagłe opuszczenie miasta. Co to oznacza w przełożeniu na naszą działalność? Otóż jest to poszukiwanie wszelkimi dozwolonymi metodami dłużników, którzy zaciągnęli zobowiązanie, po upływie czasu zapłaty zmienili miejsce zamieszkania i urwał się ich kontakt z wierzycielem. Krótko mówiąc, skip tracing to swego rodzaju ściganie dłużników.

    Internet kluczowym narzędziem

    Tajemnicą poliszynela jest fakt, że kluczowym narzędziem w ustalaniu wszelkiego rodzaju danych jest informatyka. To właśnie za pośrednictwem narzędzi informatycznych najczęściej dokonuje się skip tracingu. Dzięki oprogramowaniu, które posiadamy, jesteśmy w stanie bardzo szybko taką osobę namierzyć. Kluczowym jest także, by w każdej sprawie windykacyjnej ustalić powiązania osobowe, jak i majątkowe osób i podmiotów gospodarczych. Poza tym, dla swoich klientów realizujemy specjalistyczny biały wywiad, dający wiele możliwości - chociażby ocenę wiarygodności kontrahentów, czy ich sytuacji finansowej. Oprócz tego, dla skuteczności działań niezbędne jest również korzystanie i wymiana doświadczeń w obrębie naszego departamentu detektywistycznego.
    Zasadniczym elementem naszej działalności jest także klasyczny wywiad terenowy, realizowany przez naszych inspektorów rozmieszczonych na obszarze całego kraju. Poza czynnościami takimi jak windykacja terenowa, niezbędne są czasami również tak przyziemne metody, jak wywiad środowiskowy czy weryfikacja dokumentów w urzędach. Niby banalne, ale jakże pomocne.

    Skip tracing w KPD Wiejak i Wspólnicy Sp. j. to pewność i komfort

    Gromadzenie faktów i informacji kluczowych dla danej sprawy bywa mozolne i męczące. Ale nasza kancelaria uczyniła z tego sztukę. Tylko u nas uzyskasz raport z naszych działań detektywistycznych, a więc będziesz posiadać pełen pogląd sytuacji. Podejmując współpracę z nami, nie masz żadnych powodów do obaw. Możemy pochwalić się bardzo wysoką skutecznością naszych metod skip tracingu. Średnio ustalamy około 70% kontaktów w sprawach obsługiwanych masowo. Nasi klienci z sektora pożyczkowego stale zlecają realizację ustaleń teleadresowych swoich klientów.

    Współpraca z nami to ciągły monitoring i poprawa jakości portfela wierzytelności. Uzyskiwanie jak najwyższej kontaktowości w sprawach to dla nas priorytet. Nie możesz skontaktować się z dłużnikiem? To skontaktuj się z nami. KPD Wiejak i Wspólnicy Sp. j. jesteśmy tu dla Was.

  • jeszczepolskaniezginela12 napisał(a) komentarz datowany na 2018/04/23 12:01:49:

    Zdarzają się przypadki, kiedy windykator nie jest w stanie dotrzeć do faktów, które mogą być kluczowe dla danej sprawy. Wówczas należy skorzystać z pomocy detektywa.

    Szerokie możliwości dochodzenia faktów

    Postać detektywa w kontekście windykacji terenowej jest nierzadko decydująca. Dlaczego? Ano dlatego, że detektyw ma potężne możliwości ustalania wszelakich danych, np. w kwestiach poszukiwania majątku czy powiązań osób i mienia. Każde działanie podejmuje przy wykorzystaniu najnowszych technologii informatycznych. KPD Wiejak i Wspólnicy Sp. j. dysponuje autorską aplikacją, pozwalająca na szybkie i sprawne zarządzanie zleceniami naszych klientów. Pamiętajmy, że narzędzia komputerowe w połączeniu z dużym doświadczeniem sprawiają, że dobry detektyw jest w stanie ustalić wszystko i nic się przed nim nie ukryje.

    Działanie w terenie clou pracy detektywa

    Co jest czynnikiem szczególnie podnoszącym rangę pracy detektywa? Działanie w terenie. Nasi detektywi obsługują sprawy w całym kraju. Dokonujemy obserwacji osób, ale nie tylko. Zajmujemy się także m.in. monitoringiem ruchomości z leasingu - poszukiwaniem pojazdów oraz maszyn dla klientów. Należy zaznaczyć, że obserwacja i wywiad to gwarancja skutecznego dotarcia do dłużnika.

    Inne sposoby ustalania prawdy

    Choć spektrum możliwości detektywa jest dosyć szerokie, to czasami pewne czynności, które trzeba podjąć dla powodzenia, mogą wykraczać poza jego kompetencje. Wtedy można podjąć współpracę z policją i wspólnymi siłami ustalić to, co konieczne. Poza tym często korzystamy z pomocy komorników, a także rozmaitych instytucji państwowych. Mówiąc krótko: wykorzystujemy wszystkie dostępne możliwości dochodzenia faktów, oczywiście w granicach chronionych prawem.

    Nasza oferta

    Licencjonowani detektywi KPD Wiejak i Wspólnicy to struktura terenowa na obszarze całej Polski. Zrealizujemy każdą powierzoną nam sprawę. Poufność, etyka, działanie zgodne z prawem te zasady przyświecają naszej działalności od lat. Zapraszamy do współpracy.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny