Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 08 kwietnia 2016

Wujek Franklin wprowadza fundusze, które płacą "pensję-niespodziankę". Prześwietlam :-)

Niedawno pisałem w blogu o pierwszych w Polsce funduszach wypłacających dywidendę. Na takiej zasadzie działa od niedawna jeden z funduszy TFI KBC oraz fundusz należący do TFI BPH. O ile wszystkie inne fundusze akcji wpisują otrzymane od spółek dywidendy w swoje aktywa, powiększając o nie zysk klientów (ich "cegiełki", wskutek doliczenia dywidendy, są po prostu trochę więcej warte), o tyle te dwa fundusze przekazują dywidendy swoim klientom i jest to coś w rodzaju "odsetek" od inwestycji. Podoba mi się taki koncept, bo to jedyny sposób, by przybliżyć przeciętnemu ciułaczowi dywidendę jako alternatywę dla bankowego depozytu. A warto ją przybliżyć, zwłaszcza gdy stopy procentowe są rekordowo niskie i rentowność bankowych depozytów w większości przypadków jest niższa od stopy wypłacanych przez spółki dywidend (czyli wartości dywidendy w stosunku do ceny akcji).

Czytaj też: Oto fundusz, który inwestuje w zło, demoralizację i grzech

Wiadomo, że inwestowanie pieniędzy na rynku kapitałowym zawsze wiąże się z ryzykiem utraty części kapitału. Ale są przecież duże, stabilne spółki, które w długiej perspektywie nie tracą na wartości w sensie ceny rynkowej ich akcji, a jednocześnie rok w rok płacą soczyste dywidendy (taką spółką jest np. PZU, ale to tylko jeden z przykładów, pierwszy z brzegu). O ile jednak zbudowanie portfela długoterminowych inwestycji, które pozwalałyby "żyć" z dywidendy niczym z depozytu bankowego, może być dla przeciętnego ciułacza trudne (wymaga to czasu i pieniędzy), o tyle inwestowanie w spółki dywidendowe za pośrednictwem funduszu inwestycyjnego ma już sens. Można to robić inwestując mniejsze kwoty i rozpraszając ryzyko pomiędzy wiele spółek (na wypadek gdyby któraś z nich nagle przestała być dobrym "płatnikiem" dywidend). Dlatego pomysł TFI KBC i TFI BPH do mnie przemawia i sądzę, że obaj powiernicy szybko znajdą naśladowców.

frklogo1Szczerze pisząc: już znalazły. Franklin Templeton, jedna z największych na świecie firm zarządzających aktywami, poinformowała właśnie, że uruchamia w Polsce nowe kategorie jednostek uczestnictwa w swoich funduszach - jednostki dywidendowe (Mdis). Ta nowinka ma dotyczyć tylko siedmiu z 96 sprzedawanych w Polsce funduszy Franklina Templetona, ale i tak powiększa liczbę funduszy, w które polski ciułacz będzie mógł inwestować dla stałego zysku z "odsetek". Inna sprawa, że fundusze Templetona nie będą działały na takiej samej zasadzie jak fundusze dwóch polskich TFI, wypłacające dywidendę. One przekazują inwestorom tylko tyle kasiory, ile same zainkasują od spółek. Tymczasem w funduszach amerykańskiego giganta wypłacane inwestorom "odsetki" w ogóle nie zależą od tego ile wpłynie pieniędzy z otrzymanych od giełdowych spółek dywidend. Tu wypłata jest stała, nie zależąca w żaden sposób od wyników funduszu. Pieniądze płyną do inwestorów raz w miesiącu lub raz na kwartał. Jeśli fundusz nie zarobi tyle, by zysków starczyło na dywidendę, to po prostu obniża wartość udziałów pozostających w kasie. A więc jego członkowie po prostu "przejadają" kapitał.

Czytaj też: We-wszystko-inwestują i obiecują 5% w skali roku. Recenzuję!

Czytaj też: Masz oszczędności i lękasz się Jarosława z Warszawy? Oni mają plan

Nie jest to nic dziwnego - wśród dostępnych w Polsce funduszy zagranicznych już jakiś czas temu znalazłem bardzo podobne produkty ze stajni Schroedersa, innego globalnego asset managera. Nota bene wśród udostępnionych w Polsce funduszy Franklina Templetona wypłacających dywidendy większość to nawet nie są fundusze akcji, więc trudno byłoby im mieć jakiekolwiek przychody z dywidend :-)). Jest bowiem fundusz absolutnej stopy zwrotu, kilka funduszy obligacji (globalnych, z rynków wschodzących i dwa fundusze obligacji tzw. high yield), jeden fundusz zrównoważony (globalny) oraz jeden akcyjny (inwestujący w Azji). Ten ostatni w zeszłym roku na jednostkach "akumulujących zysk" stracił 21,01%, a jednostki "dywidendowe" straciły 21,08%. Jak będzie wyliczana ta wypłacana miesięcznie lub kwartalnie dywidenda, skoro nie w zależności od tego ile kasiory zainkasuje fundusz z dywidend od spółek, w które zainwestuje? Tu widzę duży mankament tego sposobu inwestowania, bo w biurze prasowym Franklina Templetona, słysząc to pytanie, włączyli status "to skomplikowane". Odpowiedzieli mi tak:

"Stopa dywidendy jest zmienna, jej wysokość uzależniona jest od kilku czynników, m.in. wyników inwestycyjnych danego funduszu oraz sytuacji rynkowej"

To trochę inaczej, niż we wspomnianym wyżej funduszu Schroedersa, bo tam dywidenda ma stałą stopę, inwestor z góry wie ile dostane "odsetek". Nie wie tylko czy w wyniku ich wypłaty jego kapitał wzrośnie mniej, nie wzrośnie w ogóle, czy stopnieje. Taka filozofia funduszu wypłacającego dywidendy przemawia do mnie słabiej niż sposób promowany przez polskie TFI. Franklin Templeton przenosi na polski grunt produkty stworzone z myślą o inwestorach z bogatego Zachodu, gdzie wielu jest rentierów gotowych do tego, by położyć do kilku funduszy zgromadzony przez lata majątek i żyć z "odsetek" (żywiąc nadzieję, że kapitał uda się przy okazji pomnożyć lepiej, niż w banku). My kapitał dopiero akumulujemy i fundusze wypłacające dywidendy potrzebne nam są głównie do tego, żeby "uczłowieczyć" ten sposób lokowania oszczędności. Żeby nie mający zbyt dużej wiedzy o finansach Polacy zainteresowali się czymś więcej, niż tylko bankowym depozytem. Moje patrzenie na tę sprawę jest następujące: dywidenda wypłacana z funduszu? Tak, ale pod warunkiem, że nie zjada kapitału.

Czytaj: To tam w zeszłym roku zanieśliśmy kasę, której nie wydaliśmy. Dziwne?

Fundusze Franklina Templetona wypłacające dywidendę wiążą się jeszcze z dwoma innymi pytaniami. Pierwsze to kwestia ewentualnego podatku od dywidendy. Templeton to zagraniczny asset manager, który co prawda ostatnio założył w Polsce towarzystwo funduszy (co oznacza, że niektóre z jego funduszy staną się wkrótce "polskimi"), jednak większość jego oferty w dalszym ciągu składa się z funduszy zarejestrowanych w Luksemburgu. O ile "polskie" fundusze automatycznie odprowadzają za inwestora wszystkie podatki (w tym od dywidendy), o tyle fundusze luksemburskie tego nie robią, a więc dochód trzeba samodzielnie wpisać do PIT-u. I na tę niedogodność będą skazani również klienci wypłacających dywidendy funduszy templetonowskich. Drugie pytanie dotyczy wymiany walut. Wszystkie - poza jednym: Templeton Emerging Markets Bond Fund - fundusze "dywidendowe" wypłacają dywidendy wyłącznie w euro lub dolarach. To może rodzić problem przy przeliczaniu walut (spread!), o ile polski klient jako konta do rozliczeń nie podał rachunku walutowego. A więc i o ile nie wpłacił do funduszu pieniędzy w walucie obcej.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 08 kwietnia 2016 16:40

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • f-trust napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/08 17:44:39:

    Rozwiązanie ciekawe dla osób szukających cashflow ze swoich inwestycji. To i wiele więcej znajdziesz na naszej platformie.
    www.platformafunduszy.pl

  • oxulsen napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/08 18:22:36:

    Jeśli boisz się ryzyka, a chcesz mieć stabilne zyski, to załóż sobie lokatę.

    jeśli nie boisz się ryzyka, możesz mieć większe zyski, ale akceptujesz straty, to załóż sobie konto maklerskie i kup akcje.

    jeśli chcesz, żeby z Twoich pieniędzy inni mieli stałe i pewne zyski ( za "zarządzanie") bez ryzyka, kup jednostki funduszu.

    W tej kwesti nic się nie zmieniło od 200 co najmniej lat.

    Za reklamy panu Maciejowi dziękuję, więcej nie chce.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/08 18:58:09:

    @oxulsen: prawdy jak najbardziej słuszne, ale są tacy, którzy nie mają wiedzy, a chcieliby dywersyfikować inwestycje. Albo nie mają czasu budować portfeli akcji.
    Aha, proponuję zacząć odróżniać reklamę od recenzji :-). W reklamie są tylko pozytywy, w recenzji dwie strony medalu.

  • oxulsen napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/08 19:12:48:

    Panie Macieju - dlaczego w tej recenzji nie ma informacji, ile te fundusze biorą (rocznie) za zarządzanie? Ile procent środków mają w akcjach, w szczególności czy aktywnie reagują na hosse/besse? Gdzie te fundusze inwestują, w szczególności, czy polskie odnogi tych funduszy inwestują w akcje polskich firm, czy są tylko nakładkami, na przewalutowanie, funduszy inwestujących nie-w-Polsce? Jakie te fundusze mają historyczne wyniki, w szczególności czy przy dłuższej perspektywie czasu (np 20-30lat) jest znacząca róznica pomiędzy zyskiem/rentą w takim funduszu, a zwykłą odnawialną lokatą. Ile taka statystycza róznica wynosi? Czepiam się, ale wydaje mi się, że w recenzji takie informacje być powinny. Inaczej dostajemy tylko informację, że takie fundusze ... są.


  • cutpurse napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/08 20:12:32:

    Wpłacasz kapitał, za kwartał masz "zysk", nawet gdy akcje lecą na pysk. Potem podatek płacisz od "zysku" i już realnie dostajesz po pysku.

  • jastatystyk napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/08 21:57:20:

    Przypomina mi się sytuacja z funduszem, który należał do grupy znanego międzynarodowego ubezpieczyciela a na który wpłacałem nie małe kwoty dobrych kilka lat temu. Ku mojemu zaskoczeniu (dzisiaj już nie byłbym zdziwiony) na zestawieniu, które otrzymałem po 12 miesiącach moje oszczędności zmniejszyły się o ok. 10% w stosunku do wpłaconych kwot.
    Nauka kosztuje... :)

  • mpz25258 napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/09 06:47:17:

    Szkoda,że w Polsce praktycznie nie istnieje rynek funduszy indeksowych. Najczęściej mają lepsze wyniki od pozostałych funduszy w swojej grupie ryzyka i znikome opłaty.

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/09 10:07:16:

    @cutpurse: tak, to na pewno słaba strona tego rozwiązania, o czym zresztą wspomniałem (choć nie w kontekście podatku, tylko zjadania kapitału).
    @oxulsen: miałby Pan rację, gdyby to była recenzja funduszy. Ale to jest recenzja rozwiązania w postaci jednostek dywidendowych w wersji "luksemburskiej". Czyli modelu: dostajesz dywidendę raz w miesiącu lub raz na kwartał. Nie wiesz jak wysoką, masz koszty przewalutowania i podatku, niewykluczone, że "zjadasz kapitał". I porównanie tego rozwiązania z opisywanym wcześniej modelem jednostek dywidendowych "po polsku".
    Pozdrawiam i miłego weekendu życzę :-)

  • cutpurse napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/09 17:21:55:

    @maciek.samcik
    Bezsprzecznie efekt tego "zysku" dla zgromadzonego kapitału jest niezdrowy. Niemniej chodziło mi właśnie o to, że można zapłacić podatek od zysku, którego realnie nie ma, tracąc tym razem bezpowrotnie część kapitału.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line