Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Widzisz finansowego kanciarza? Od dziś możesz zadzwonić do szeryfa. Oby nie był pacyfistą :-)

Od dziś zmienia się mocno boisko, na którym konsumenci kopią się po kostkach z firmami wpisującymi im do umów 'lewe" zapisy. Zamiast rejestru niedozwolonych klauzul, konstruowanego z wyroków Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów - który okazał się wielkim niewypałem - zacznie powstawać podobny rejestr autorstwa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Oczywiście nie mamy pewności, że nie będzie to zamiana siekierki na kijek, ale są pewne przesłanki, które pozwalają mieć nadzieję, że ten nowy rejestr będzie działał lepiej, niż dotychczasowy. Przede wszystkim sprawy będą się działy szybciej. Jeśli prezes UOKiK - sam, albo zawiadomiony przez nas - uzna, że jakiś zapis w umowie podsuwanej klientom jest "lewy" (czyli nie zgadza się z art. 385 Kodeksu cywilnego), to po prostu wpisuje go do swojego rejestru i zakazuje stosowana. Ewentualnie wymierza firmie karę finansową, a ta - w zamian za jej umorzenie - grzecznie oddaje klientom pieniądze. Nie trzeba będzie wnosić sprawy do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czekać półtora roku na jej rozpatrzenie, a potem jeszcze rozpatrywać apelacji.

W nowej sytuacji jest tak, że jeśli w UOKiK uznają, że dzieje się kant, to będzie on napiętnowany od razu. "Oskarżona" firma będzie mogła się odwołać do SOKiK, ale klienci już będą chronieni. Ryzyko jest takie, że jeśli firma udowodni, ze UOKiK się zagalopował, to podatnicy będą płacić tej firmie odszkodowania. Biorąc jednak pod uwagę, że dziś rejestr klauzul niedozwolonych jest jednym wielkim żartem, chyba trzeba zaryzykować tę zmianę. Zła wiadomość jest taka, że "nowy" rejestr będzie działał na takiej zasadzie, że jeśli UOKiK uzna za abuzywny zapis w umowie klientów z firmą A, to wcale nie oznacza, że zabroniony stanie się też identyczny zapis w umowie podsuwanej klientom przez firmę B. Dziś teoretycznie wpis w rejestrze klauzul niedozwolonych ma charakter uniwersalny, ale w praktyce jest zupełnie inaczej - korpoprawnicy dowodzą, że rejestr klauzul niedozwolonych to efekt tzw. kontroli abstrakcyjnej wzorca umowy i nie można go przekładać na konkretne umowy z konkretnymi klientami. W praktyce więc rozszerzone możliwości wynikające ze "starego" rejestru są fikcją. A po stronie korpoprawników stanął jeszcze Sąd Najwyższy.

Choć w nowym rejestrze "lewych" klauzul, prowadzonym przez prezesa UOKiK, będą zawarte zapisy dotyczące tylko klientów konkretnej firmy (tej, która miała pecha i UOKiK akurat ją złapał za rękę, nawet jeśli wszystkie inne kantują tak samo), to wszyscy konsumenci będą mogli z niego w jakimś sensie skorzystać. Do każdej decyzji dotyczącej uznania klauzuli za niedozwoloną będzie bowiem dołączane uzasadnienie. Jeśli zauważę w mojej umowie identyczną klauzulę, jak ta, która została wpisana do rejestru UOKiK, choć tamta dotyczy innej firmy, to mam gotową argumentację, gdybym chciał powalczyć w sądzie, arbitrażu lub na drodze reklamacyjnej. Mając w ręku takie "kwity" nawet i pozew da się napisać w kwadrans. Jeśli chodzi o "kwity", to UOKiK będzie mógł też - tak samo, jak Rzecznik Finansowy - sporządzać też tzw. istoty pogląd w sprawie, czyli wypowiadać się w jakichś ważnych sporach na linii firma-konsument. Jeśli np. pojawią się jakieś nowe procesy dotyczące kredytów frankowych, polis inwestycyjnych, czy innych kwestii - taki pogląd w sprawie może mieć dość duże znaczenie np. dla sądu.

UOKiK będzie też mógł od dzisiaj lepiej walczyć z missellingiem (może np. za zgodą SOKiK-u wysłać do podejrzewanej o machlojki firmy tzw. tajemniczego klienta, który nagra wszystkie kity wciskane przez sprzedawców) oraz wydawać ostrzeżenia publiczne przed firmami, które uzna za kanciarskie. Czy wprowadzenie nowych zasad kontroli wzorców umów zmieni coś jeśli chodzi o sytuację "ofiar" dotychczasowego systemu, np. frankowiczów lub posiadaczy polis inwestycyjnych? Do tej pory mogli co najwyżej - pomijając możliwość indywidualnej lub grupowej walki w sądzie cywilnym - liczyć na wpisanie zapisów z ich umów do rejestru klauzul niedozwolonych, co i tak niczego konkretnego nie dawało. Teraz mogliby pójść do UOKiK-u i poprosić o konkretne działania. A więc o uznanie fragmentów umów za abuzywne i nałożenie kar na firmy, które te zapisy stosują. To mogłoby znakomicie zwiększyć elastyczność tych firm. Jeśli jednak dobrze ogarniam sytuację, to "nowy UOKiK" będzie mógł pokazać swoje kowbojskie uprawnienia tylko w stosunku do klauzul nadal stosowanych, a nie tych już wycofanych z nowo oferowanych klientom umów.

Dręczy mnie też taki problem: czy w UOKiK-u będzie wystarczająco dużo urzędników z wystarczająco dużymi cojones, żeby z nowych uprawnień zrobić mądry użytek. Prognozowanie przebiegu wydarzeń utrudnia fakt, że dotychczasowego prezesa UOKiK Adama Jassera odwołano, zaś łapanka na nowego jeszcze się nie zakończyła. Widzę co najmniej dwa ryzyka wynikające z tej sytuacji. Po pierwsze Jasser - choć być może mógł zrobić dla lepszego świata więcej - okazał się na tle swoich poprzedników bardzo "prokonsumenckim" urzędnikiem. O ile wcześniejsi prezesi UOKiK skupiali się na ochronie konkurencji, to Jasser sporo działał na niwie ochrony konsumentów. W UOKiK zaczęli ostro przyglądać się reklamom, pomogli urzeźbić ustawę likwidującą bandyckie zasady sprzedawania polis inwestycyjnych, powalczyli o ugody z firmami, które takie polisy sprzedawały w przeszłości (bardzo koślawą, ale lepsza taka, niż żadna) i napisali ustawę, która może zwiększyć skuteczność walki z klauzulami abuzywnymi. Pozbycie się niezłego szefa UOKiK tylko dlatego, że pochodzi z poprzedniej ekipy, to strzał w kolano dla UOKiK-u i dla konsumentów.

Drugie ryzyko wynika z centralizacji zarządzania gospodarką i urzędnikami, którą promuje nowa ekipa rządząca. Ten sposób rządzenia bardzo źle łączy się z nowymi uprawnieniami prezesa UOKiK, ktokolwiek by nim nie został. One bowiem premiują ludzi odważnych, kowbojów nie wahających się przed podejmowaniem decyzji. A tymczasem dziś w cenie są urzędasy mierne, ale wierne, które nawet z rachunkiem na zakup papieru toaletowego biegną po zgodę na Nowogrodzką. Jest więc całkiem prawdopodobne, że nowe zasady walki z tymi, którzy wciskają nam kit i wpuszczają w maliny, nie przyniosą wcale większej skuteczności. Bo niby dlaczego małpa, której dać do ręki brzytwę, miałaby się nagle umieć ładnie ogolić? Chciałbym się mylić. Wiele zależy od tego kto zostanie nowym prezesem UOKiK.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 18 kwietnia 2016 09:07

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/18 09:21:46:

    ..oby nowy prezes UOKiK nie był z tych, dla których ta funkcja "stanie się nową pasją" ;-) Inaczej skończy się jak w Janowie podlaskim - uchwałą sejmową, że tamtejsze konie nie padły, ale intensywnie wypoczywają :)))

    Osobiście trochę mało dostrzegam zalety nowego rozwiązania - nadal zastrzeżenie klauzul nie obowiązuje globalnie, a decyzje dot. zastrzeżenia zapadają arbitralnie decyzją Prezesa, być może subiektywnie nastawionego do konkretnych firm... Lobbowanie i łapówki to tylko początek, skończyć może się na projektach Ustaw i innych ustawkach...

    1050 lat najstarszego podatku w Polsce, na rzecz obcego państwa ;-) (szczegóły na blogu)

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/18 09:53:40:

    Obecnie do rejestru wchodziły klauzule wpisane przez Sąd, a i tak ten rejestr nie działa. Po zmianie do rejestru będzie wpisywał urząd. Owszem będzie szybciej ale wątpię żeby było lepiej. Klauzule wpisane przez Sąd nie działają to trudno oczekiwać żeby zadziałały te wpisane przez urzędnika. Chyba żeby ten urzędnik miał bicz i miał czym zagrozić. Realnie zagrozić tak aby biznes co do którego są wątpliwości przestał się kalkulować. I co będzie z klauzulami wygenerowanymi do tej pory przez Sąd, przepadają i rejestr startuje od zera ?

  • svistakk napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/18 10:16:43:

    Chyba się kapkę Pan Redaktor myli twierdząc że Sąd Najwyższy wsparł korpoprawnikow - albo inaczej, nie tyle myli ile uogolnia - bo wsparł ale w zakresie rozumienia obowiązywania klauzul niedozwolonych na wszystkie podmioty które mają klauzulę tożsame. Czyli np. mBank może zbywac w majestacie prawa klientów powolujacych się na tozsama klauzulę indeksacji przy uruchomieniu kredyty w Millenium, ale wpis dla jego klauzuli indeksacji przy ratach obowiązuje dla wszystkich klientów ów zapis w umowach posiadających. Czyli Sąd Najwyższy w orzeczeniu wyraźnie wskazał że nie mają racji korpoprawnicy gdy odsylaja klientów składających reklamację w oparciu o klauzulę wpisane do rejestru a dotyczące banku, z którym klient podpisał umowę.

  • patrioty.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/18 23:56:52:

    Zatem czekamy na decyzje personalne, na kompetentnego lidera albo nawiedzonego Dyzmę. Czy będzie umarł król niech żyje król czy jęk rozczarowania?

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line