Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 31 maja 2016

Drugie dno bankowej oferty dla frankowiczów: uratują tych, których wcześniej "załatwili"?

No i znamy już szczegóły bankowej propozycji dla frankowiczów. Na dzisiejszym spotkaniu z dziennikarzami szef Związku Banków Polskich przypomniał jak wiele branża bankowa już zrobiła dla ludzi spłacających kredyty denominowane w walutach obcych (uwzględnienie ujemnego LIBOR-u, ścięcie spreadu, odmiejscowienie hipoteki, udział w programie wsparcia dla kredytobiorców w tarapatach, który sprowadza się do nieoprocentowanej i rozłożonej na długie lata pożyczki...) i jak wiele jeszcze zrobić zamierza. Łatwo się wzruszam, więc nie byłem na tym spotkaniu, ale mam prezentację, która w zasadzie potwierdza to, co przeczytaliście o bankowej ofercie w blogu dwa tygodnie temu oraz wczoraj, po wycieku kolejnych szczegółów. Dla osób, których raty dziś przekraczają 70% dochodów będzie możliwość przewalutowania kredytu (niestety po bieżącym kursie), wydłużenia jego spłaty o 5 lat oraz dopłaty do rat kredytowych. Wysokość dopłat zależeć ma od tego jak bardzo wzrośnie miesięczna płatność po przewalutowaniu kredytu (bo przewalutowanie oznacza przejście z LIBOR-u, który jest mocno ujemny, na WIBOR). Więcej szczegółów macie w tekście Ani Popiołek, która tak łatwo jak ja się nie wzrusza, więc poszła na ogłoszenie oferty przez Związek Banków

Na przykładzie z prezentacji Związku Banków Polskich operacja ratowania klienta przed frankiem wygląda tak: W 2008 r. wziąłem kredyt we frankach wart 300.000 zł. Od tego czasu moja rata - głównie z powodu wzrostu notowań franka - wzrosła z 1400 zł do 1603 zł (w tym czasie posiadacz analogicznego kredytu w złotych zjechał z raty 2000 zł do 1375 zł). Jeśli wzrost raty spowodował przekroczenie 70%-owego progu moich miesięcznych dochodów (tu przyjęto, że ów poziom to 1525 zł), mam prawo do przewalutowania kredytu i do dopłat. Po przewalutowaniu kredytu po bieżącym kursie 3,95 zł moja rata idzie w górę do 1825 zł. Autorzy prezentacji nie pokazują o ile skacze jednocześnie wartość długu, ale trzeba liczyć, że mniej więcej do 400.000 zł (przy wartości startowej 300.000 zł i po spłacie 144.000 zł w ratach). Jako że 1825 zł jeszcze bardziej, niż 1603 zł przekracza mój 70-procentowy próg bólu, to bank będzie już do końca życia kredytu dopłacał mi do rat. Ile? Ano różnicę między 1525 zł (czyli progiem 70% w relacji raty do dochodu) a 1825 zł (czyli ratą kredytu po przewalutowaniu).

ZBPsimulatio

Gdyby wysokości kluczowych parametrów kredytu się nie zmieniły już do końca spłaty, to bank w sumie zredukuje mój dług o 78.400 zł (czyli mniej więcej o jedną czwartą licząc od obecnej bazy). Płacę więc trochę mniejsze raty, niż miałbym we franku i mam gwarancję, że z powodu wzrostu kursu franka nie pójdą już one w górę. A bank dopłaca resztę. W sumie banki są gotowe wyłożyć na taki interes do 2,6 mld zł. Oczywiście obejmie on stosunkowo nieliczną grupę kredytobiorców, co przyznają sami bankowcy. Moim zdaniem głównie tych, którzy... padli ofiarą bankowego missellingu. Zostali ubrani w kredyt, którego nigdy nie powinni dostać. Zostali usmażeni na grillu bez znieczulenia. Dali się "zrobić" jak dzieci, bo wierzyli, że człowiek po drugiej stronie biurka ma w głowie coś więcej, niż tylko prowizję od sprzedaży. Byli naiwni, bo mieli klapki na oczach, dolary w oczach (albo jakieś franki) i myśleli, że bank to "instytucja zaufania publicznego". Dlaczego tak uważam? Już tłumaczę.

Załóżmy, że wziąłem w 2006 r. kredyt frankowy o wartości 300.000 zl (wówczas "szwajcar" kosztował jakieś 2,5 zł, co oznacza, że pożyczyłem równowartość 120.000 franków). Załóżmy również, że marża tego kredytu wynosiła 1,3% (taka wtedy była średnia marża kredytów walutowych, więc nic nadzwyczajnego). Wskaźnik LIBOR 3M wynosił niecałe 1,7%, co oznacza, że mój kredyt na samym początku był oprocentowany na 3% w skali roku, czyli całkiem miło (prawie dwa razy niżej od kredytu złotowego). A miesięcznej raty płaciłem jakieś 1290 zł. Potem bywało różnie i momentami wysokość raty przekraczała nawet 1550 zł. Teraz, gdy LIBOR 3M jest 0,75% na minusie, zaś frank szwajcarski kosztuje niecałe 4 zł, moja rata to jakieś 1490 zł. Jest więc o 200 zł wyższa, niż na początku. Propozycja Związku Banków Polskich mogłaby mnie objąć, gdybym dziś (sam albo z współkredytobiorcą, w zależności od tego czy umowę kredytową podpisałem sam, czy z partnerem) miał dochody w okolicach 2100 zł lub mniejsze oraz spełnił kilka innych warunków (wielkość mieszkania, brak opóźnień w spłacie, cel kredytu nieinwestycyjny).

Oznaczałoby to - przy założeniu, że w moim życiu w tzw. międzyczasie nie zdarzyło się nic dramatycznego - że Związek Banków Polskich może mnie objąć swoim wspaniałym programem dopłat pod warunkiem, że bank, w którym wziąłem kredyt, świadomie i z premedytacją wciągnął mnie w pętlę długów. Na czym opieram tę tezę? Ano jeśli dziś rata w wysokości 1490 zł przekracza 70%, to znaczy, że w momencie, gdy bank pożyczał mi pieniądze, to wysokość tamtej raty (przypominam: 1290 zł) przekraczała 60% mojego budżetu domowego. A więc każdy bankowy agent powinien mi odradzić kredyt lub przyjąć oświadczenie, że świadomie i z pełną odpowiedzialnością kręcę sobie pętlę na szyję, zaciągając kredyt walutowy z ratą przekraczającą 60% moich miesięcznych dochodów. A i to nie wszystko. Jakiś czas temu Komisja Nadzoru Finansowego wypuściła raport, w którym opisała jaki był wzrost dochodów osób spłacających kredyty frankowe. Podobne obliczenia publikował wcześniej Narodowy Bank Polski. Co z nich wynika? Ano to, że od 2006 r. przeciętne wynagrodzenie w gospodarce (nie uwzględniając inflacji) poszło w górę o 55%. I że w ostatnich 10 latach szło w górę dwa razy szybciej, niż rata kredytu frankowego.

Co to oznacza? Ano, że jeśli dziś mam 2100 zł miesięcznego dochodu i płacę 1490 zł raty kredytu frankowego (czyli rata przekracza 70% mojego domowego budżetu, co kwalifikuje mnie do skorzystania z pomocy banków), to w 2006 r. zarabiałem w nominale znacznie mniej, jakieś 1600 zł. Jak to się stało, że bank dał mi przy takich dochodach kredyt z ratą, która już wtedy sięgała niemal 1300 zł? :-). Nawet jeśli statystyki NBP i KNF są przesadzone, to prawdopodobnie zarabiam dziś więcej, niż zarabiałem 10 lat temu, co oznacza, że jeśli dziś - po wzroście o 20% - rata mojego kredytu frankowego przekracza racjonalny pułap (w tym przypadku 70%), to przekraczała go również wtedy, kiedy po ten kredyt sięgałem. Ergo: na wspaniałomyślną pomoc Związku Banków Polskich mogą się zakwalifikować tylko ci klienci, którzy padli ofiarą missellingu - dostali w banku kredyt, którego przy rzetelnej sprzedaży nie wolno im było w ogóle zaoferować!

Weźmy inny kredyt, taki z prezentacji Związku Banków Polskich. Punkt startowy to 2008 r. i kredyt wart 300.000 zł z marżą 1%. Jego wartość po kursie początkowym wynosiła 135.000 franków, ale dla naszych obliczeń nie jest to istotne. Do dziś klient spłacił 145.000 zł i nadal jest zadłużony po uszy, ale to też w tym momencie jest nieważne. Liczy się to, że startowa wartość raty tego kredytu przekraczała 1400 zł. Dziś wynosi mniej więcej 1600 zł, czyli o jakieś kilkanaście procent więcej. Jeśli dziś rata 1600 zł oznacza przekroczenie przez klienta wskaźnika bezpieczeństwa w domowym budżecie, to czy w momencie udzielenia kredytu nie przekraczała go również rata 1400 zł? Jeśli przyjmiemy - znów posługuję się przykładem zaprezentowanym przez samych bankowców - że linia bezpieczeństwa mieści się w okolicach 1525 zł, to jaka była relacja dochodów klienta do jego raty kredytowej w momencie udzielania kredytu? Podpowiem - ponad 60%. Ktoś, kto udzielił kredytu walutowego o wartości 300.000 zł, denominowanego lub indeksowanego w walucie obcej i nie przyjął od klienta oświadczenia - pisanego najlepiej krwią własną tego klienta - że to jest finansowe samobójstwo, powinien podlegać rozstrzelaniu przez powieszenie.

Owszem, takim klientom tym bardziej banki powinny ulżyć, ale - do ciężkiej cholery - nie nazywajmy tego rozwiązaniem problemu frankowiczów! To może być co najwyżej rozwiązanie problemu konsekwencji missellingu w bankach. A jeszcze bankowi łaskawcy wymyślili, że z ich wspaniałomyślnej oferty będzie można skorzystać tylko wtedy, kiedy oni ewentualnie się z nią zgłoszą. Czyli jest tak: ubrałem klienta w produkt dla niego nieodpowiedni i zamiast grzecznie przeprosić oraz współuczestniczyć w stratach, łaskawie przychodzę i wystawiam ofertę nie do odrzucenia. Masz przyjąć ją od razu albo spadać na drzewo. To nie powinno tak wyglądać, kochani bankowcy. To dobrze, że wykazujecie chęć pomoc klientom, których poprzednio wpędziliście w pętlę długów, ale nie nazywajcie tego jakąś propozycją rozwiązania systemowego. Macie rację, w pewnym stopniu przesadzam, bo wśród frankowiczów są też i tacy, którzy wpadli w tarapaty ze względu na spadek własnych dochodów. W ich przypadku to nie banki zawiniły, bo w momencie udzielania kredytu wskaźnik raty do dochodu mógł nie przekraczać nawet 40%. Potem jednak w życiu frankowicza stało się coś, co sprawiło, że jego dochody spadły. I w przypadku tej kategorii klientów oferta banków rzeczywiście jest krokiem godnym pochwały i słów uznania oraz podziękowania. I kwiatów dla prezesa banku.

Ale - jeśli wierzymy w statystyki NBP i KNF o wzroście naszych dochodów - to chyba trzeba stwierdzić, że takich klientów, którzy w momencie zaciągania kredytu mieli bezpieczny wskaźnik dochodu do raty, a teraz się on radykalnie zmienił na ich niekorzyść, jest niewielu. Jest i druga okoliczność zaburzająca klarowność wyliczeń. Otóż fakt, że dziś raty kredytów frankowych są tylko trochę wyższe od startowych, wynika z faktu, że banki ścięły spread i uwzględniły w ratach kredytów ujemny LIBOR. Gdyby tego nie uczyniły, to raty byłby jeszcze wyższe i w przypadku większej liczby klientów miesięczne obciążenie przekraczałoby 70% ich dochodów. Ale to też piszę już tylko na marginesie. Moja uwaga generalna jest następująca. Szanowni bankowcy, nie wciskajcie nam farmazonów jak to z wielką łaską wymyśliliście kompromisowe rozwiązanie, gdyż dniami i nocami myślicie jak by tu uratować biednych klientów. Wymyśliliście rozwiązanie, które ma "posprzątać" - i to nie w całości, częściowo rękami klientów - skutki Waszego własnego missellingu. I tyle w temacie.

JAK OSZCZĘDZAĆ PIENIĄDZE I PŁACIĆ NIŻSZE PODATKI? Zapraszam na webinar o tym na czym polegają konta IKE, IKZE, jak inwestować pieniądze i oszczędzać na podatku, jak założyć sobie III filar emerytalny, jak można ze spółek dywidendowych uszyć sobie dodatkową emeryturę. Spotkanie odbędzie się we wtorek 31 maja o godz. 20.00 . Możecie się zarejestrować na to spotkanie klikając niniejszy link. Spieszcie się, bo liczba miejsc ograniczona.

SAMCIK_640x300POLECAM MĄDRY PREZENT NA DZIEŃ DZIECKA.  Oto fajny prezent - lub dodatek do prezentu - na Dzień Dziecka. Najnowsza samcikowa książka "Moje pierwsze kieszonkowe", w której opowiadam dlaczego Wasze dzieci powinny mieć już swoje pieniądze, jak zabrać się za wypłacanie kieszonkowego, żeby miało to sens i jakie patenty stosować, żeby dziecko mądrze zarządzało swoimi pierwszymi pieniędzmi. Opowiadam też o tym jak zaznajomić dziecko z zasadami bezpieczeństwa w korzystaniu z telefonu komórkowego, jak nie dać się nabrać przez internet, a nawet o cyfrowym pieniądzu, którego dzieci za chwilę będą używały. Książka do kupienia w dobrych księgarniach i w internecie. Po-le-cam! Więcej na jej temat przeczytacie w poświęconym jej okolicznościowym wpisie w blogu. Książkę kupicie w dobrych księgarniach, w internecie (np. na stronie kulturalnysklep.pl), a jeśli wolicie czytać na tablecie, to jest teżwersja elektroniczna, dostępna np. w Publio.pl. Miałem przyjemność opowiadać o niej w audycji Tomasza Kwaśniewskiego w Radiu RDC. Recenzja ukazała się w poczytnym blogu finansowym Marcina Iwucia. W TOK FM mówiłem o tej książce w audycjach Oli Dziadykiewiczoraz Hanny Zielińskiej

dywidendalogo1JAK W MIARĘ BEZPIECZNIE INWESTOWAĆ PIENIĄDZE? Wspólnie z Giełdą Papierów Wartościowych, Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidualnych oraz blogiem o długoterminowym inwestowaniu Longterm.pl zachęcam Was do sprawdzenia jak można sobie zmontować plan systematycznego inwestowania z dywidend wypłacanych przez największe, najstabilniejsze i najbardziej wiarygodne koncerny - polskie i zagraniczne. W ramach tej akcji pisałem już: "W poszukiwaniu dywidendy pewnej jak w banku, czyli wielka koalicja rusza do akcji" - o tym dlaczego lokuję swoje pieniądze nie tylko w banku. "Na jak długo trzeba kupić akcje, żeby mieć (prawie) pewność, że się zarobi?"- o tym, że w długim terminie ryzyko utraty zainwestowanego w akcje kapitału jest niewielkie. A przynajmniej tak było do tej pory. "Oprocentowanie lokat sięga dna. Wyższe zyski tylko dla pięknych i bogatych?" - o tym jakie warunki trzeba spełnić, żeby wychylić nos z banku. "Buty, ciuchy, cukierki... Kto dobrze przewidział, z 10.000 zł wycisnął milion. Inwestycje 25-lecia" - o tym, że jeśli jesteś fanem jakiejś marki, namiętnie używasz jej produktów, wierzysz w jej przyszłość, to... czasem warto stać się jej udziałowcem. "Pięć cytatów Warrena Buffeta, które musisz poznać".  Proponuję, żebyście zapisali się na newsletter akcji. Uwaga, są prezenty! Każdy kto się zapisze, dostanie w prezencie nasz e-book, w którym tłumaczymy krok po kroku o co chodzi w inwestowaniu w spółki dywidendowe. Jak się za to zabrać, jakie spółki wybrać i jak monitorować wyniki. Newsletter dostępny jest pod tym linkiem.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 31 maja 2016 15:24

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/31 15:56:11:

    jestem pod wrażeniem, Pana Macieja ktoś zaczarował?? :-)

    "Szanowni bankowcy, nie wciskajcie nam farmazonów jak to z wielką łaską wymyśliliście kompromisowe rozwiązanie, gdyż dniami i nocami myślicie jak by tu uratować biednych klientów. Wymyśliliście rozwiązanie, które ma "posprzątać" - i to nie w całości, częściowo rękami klientów - skutki Waszego własnego missellingu."

  • niezawistny.polak napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/31 16:09:33:

    Wow, Panie Redaktorze...

    Chyba po raz pierwszy tak stanowczym tonem. Chwali się.

  • willapl napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/31 16:17:20:

    Stają w gacie po pierwszym wyroku wykreslajaca klauzulę abuzywna i ustalając ze dalszą spłata ma następować zgodnie z oprocentowaniem z umowy czyli Libii +marza.

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/31 19:23:12:

    Łoł....
    Panie Macieju co pan wziął i gdzie Pan to kupił?
    W TV reżimowej mówili, że sklepy z dopalaczami pozamykali....wszystkie.

    Tych gości z bankplanety chyba już nikt nie traktuje poważnie..
    Odlecieli i to konkretnie.

  • mikor_mmk napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/01 07:12:44:

    Nawet kategoria się zgadza: "Awantury i afery" :)

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/01 08:36:18:

    "oferta jak sto diabli". Jak dla mnie to bankowcy chcieli by teraz udzielić po prostu nowego kredytu na 30lat, zapomnieć o 10latach zapłaconych rat oraz o udzielonych 300tys PLN kredytu indeksowanego i zastąpić go nowym kredytem z indeksacją wbudowaną. Zasada prosta: bank dał 300tys klient spłacił 150tys, ale bank twierdzi że dał 600tys wiec chce dać nowy kredyt na 450tys. Tylko w jednym się korbnęli i to bardzo poważnie. Jeżeli w tych swoich wyliczeniach przyjmują zarobki netto 2250zł to jakim cudem chcą dać komuś kredyt na 450tys ? Przy takich zarobkach zdolność kredytowa delikwenta wynosi zaledwie 107tys pln (źródło mBank - Kredyt Hipoteczny "Mieszkaj na Swoim")

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/01 08:50:24:

    "ale - do ciężkiej cholery - nie nazywajmy tego rozwiązaniem problemu frankowiczów! "

    Macieju, z jaką rozkoszą to czytałem :)
    Czekam na więcej tekstów w tym stylu, nie ma sensu rozmiękczać tekstu.

  • finron.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/01 11:52:59:

    Na Boga, o jakiej redukcji długu Pan Redaktor pisze ?
    Skoro ktoś wziął kredyt na 300 000 zł i po 6 latach spłaty (i oddaniu 144 000 zł) proponuje mu się zamianę tego kredytu na nowe 400 000 zł i wydłużenie okresu kredytowania, to ja dziękuję za taką redukcję...albo nie, to ja proponuję, w tym klimacie: pożyczę Panu Redaktorowi rower na jakiś czas i umówimy się, że w przypadku zepsucia oddaje Pan nowy. Jak już się ów rower zepsuje, to zaproponuję, że, w związku z wielką wartością sentymentalną (rower był komunijny), powinien mi Pan oddać 5 takich rowerów, ale wspaniałomyślnie zredukuję Panu to zobowiązanie do 3 rowerów i pocałowania sygnetu. Gitara ? :)

    com.one - dobre pytanie z tą zdolnością :).

  • finron.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/01 12:18:09:

    Ale najbardziej wzruszająca jest ta tabelka z 3str. prezentacji:
    zbp.pl/public/repozytorium/archiwum/Prezentacja_ZBP_konferencja_prasowa.pdf

    No i jeszcze dość istotny warunek uczestnictwa w "programie":
    - "Brak dotychczasowych opóźnień w spłacie ze strony kredytobiorcy,"
    Czyli na pomoc zasługują tylko ci najsłabsi, którzy sobie radzą ze spłatą. Ci słabi których rata przygniotła są zbyt słabi na pomoc.

    I jeszcze z badania, które przywołano w prezentacji:
    - co prawda CBOS ustalił, że 54% badanych nie chce wprowadzania przepisów mających pomóc frankowiczom, ale równocześnie "(...) zdaniem większości ankietowanych banki zachęcały swoich klientów do zaciągania kredytów we frankach (61 proc.), przy czym połowa (51 proc.) uważa, że banki niedostatecznie informowały ich o ryzyku kursowym z tym związanym. Natomiast ponad dwie piąte respondentów (43 proc.) wyraża przekonanie, że banki udzielając kredytów we frankach dopuszczały się wielu nieprawidłowości." źródło: www.polsatnews.pl/wiadomosc/2016-04-20/cbos-ponad-polowa-badanych-przeciw-przepisom-o-pomocy-frankowiczom/
    I jeszcze ciekawy rozkład odpowiedzi w zależności od preferencji partyjnych: www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2016/K_063_16.PDF

    Pewnie zapomnieli dodać w slajdach...

  • fajnytoster napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/01 13:01:24:

    Ta propozycja to nie jest żadna pomoc ze strony banków, tylko ratowanie własnego dupska w odniesieniu do tych kredytów, które i tak nie zostaną spłacone. Każdy rozsądny człowiek spełniający kryteria udzielenia tej "pomocy" prędzej czy później ląduje w sądzie z wnioskiem o upadłość konsumencką, a bank skasuje straty. Dlatego wysuwa wspaniałomyślną propozycję: wydłużymy ci jeszcze okres kredytowania, przez następne 25-30 lat będziesz nam oddawał 70% swoich dochodów (!!!), a my zagwarantujemy, że będzie to tylko 70%, a nie więcej.
    Swoją drogą ciekawią mnie dwie rzeczy:
    Po pierwsze, skoro to bank ma składać propozycję klientowi, a nie na odwrót - to skąd do cholery bankowcy wiedzą jakie są jego dochody, żeby określić relację raty do nich? Nielegalnie zaglądają w PIT-y lub historię rachunków ROR? Coś mi się wydaje, że po prostu do "pomocy" będą typowani ci z najsłabszym LTV albo z innych względów zakwalifikowani do grupy kredytów najbardziej zagrożonych. I będzie to, jak w Ojcu Chrzestnym, "propozycja nie do odrzucenia".
    Po drugie, co jeśli ktoś skorzysta z "pomocy", a 2 lata później znajdzie nową pracę i podniosą mu się dochody? Jak znam banki, to redukcja długu/raty zostanie od razu zabrana, pewnie jeszcze trzeba będzie zwrócić dotychczas niedopłacone raty. I wtedy okaże się, że owa "pomoc" polegała po prostu na zmuszeniu/namówieniu klienta do przewalutowania kredytu przy kursie CHF bliskim historycznego maksimum (do tego spreadzik?) i wrzuceniu go na wyższe, bo oparte na WIBOR-ze, oprocentowanie. Super.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/01 13:31:34:

    Moim zdaniem w ogóle nie ma się co zastanawiać nad czymkolwiek co wychodzi ze strony banksterów. Wczoraj tylko podkreślili że w ich mentalności nic się nie zmieniło. Tak jak 10lat temu dawali kredyty we frankach tak teraz chcą je dawać. Liczenie zdolności kredytowej nic się nie zmieniło. 10lat temu nie było kogoś stać na kredyt w PLN to dali mu w CHF. Teraz kogoś stać na 100tys a chcą go ubrać w kredyt na 400tys PLN. Indeksacja w oczach banksterów sprawia że zdolność kredytowa "klienta" wzrasta czterokrotnie :)

    "Mieszkaj na Swoim" tą nazwę celowo podają w cudzysłowie ;)

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/01 15:56:34:

    Intrygująca jest ta chęć dawania "nowego" kredytu w złotówkach. Ale co ze zdolnością kredytową? Odmawiali ludziom "przewalutowania" kredytów w momencie kiedy frank kosztował ok 3 zł, bo nie mieli ponoć zdolności na kredyt złotówkowy, a teraz kiedy waluta jest jeszcze droższa ma nie być z tym problemu??
    Cuda Panie.
    Cała ta księgowość bankowa to jedna wielka lipa, a słowo bankowca nic nie znaczy.

  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/01 20:55:13:

    @finron
    Ciekawe, że przytoczyłeś akurat te statystyki. Bardziej interesujące jest:

    "Prawie dwie trzecie ankietowanych (63%) uważa, że to sami frankowicze zdecydowali się wziąć na siebie ryzyko zmiany kursu franka, przez lata p
    łacili niższe raty niż kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kredyty w złotówkach, więc
    teraz nie powinni oczekiwać pomocy. Wyraźnie rzadziej pogląd ten formułują
    sami frankowicze (37%), a trochę rzadziej ankietowani, którzy mają w swojej rodzinie jakiegoś frankowicza (56%).
    Badani wyrażający taką opinię w zdecydowanej większości (77%) są przeciwni
    wprowadzaniu przepisów mających na celu pomoc frankowiczom, częściej też
    są zdania, że koszty związane ze wzrostem zadłużenia frankowiczów powinni ponosić oni sami (74%).

  • quotsa napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/02 09:10:24:

    @juana-la-loca

    Ciekawe, że przytoczyłaś akurat te statystyki. Bardziej interesujące jest:

    "Prawie połowa Polaków wierzy , że pierwsi ludzie żyli w czasach dinozaurów." - podała Gazeta Wyborcza

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/02 09:27:51:

    @juana-la-loca

    jeżeli 57% sąsiadów stwierdzi, że twój samochód jest za ładny i ich wkur... to pozwolisz aby porysować go kamieniem? Ba, jak bez twojego udziału sąsiedzi to po prostu zrobią i pochwalą się, że to oni, to nie zgłosisz się z tym na policję?

    Mam wrażenie, że ponad 57% osób na tym blogu nie zgadza się z Tobą, może znikniesz? - nie znikaj, chciałem, abyś poczuła co my czujemy, jak ktoś "demokratycznie" nie chce aby państwo spełniło swoją rolę jako nadzorcy rynku finansowego, twórcy i egzekutora prawa.

  • finron.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/02 11:20:07:

    juana-la-loca
    Czy to co przytoczyłaś jest "bardziej" interesujące to oczywiście kwestia względna.

    Ja swój komentarz dodałem, żeby pokazać, że badania, na które powołuje się ZBP ,nie składały się z dwóch pytań, i płynący z nich wniosek nie jest taki, że cała Polska jest przeciwko chciwym frankowiczom wspiera uczciwe banki w ich działaniach.

    Co do pytania o wprowadzanie przepisów mających pomóc frankowiczom to jest bardzo ogólne. Ja np. nie jestem za tym aby wprowadzać przepisy, zgodnie z którymi każdy obywatel ma się zrzucić po 1000 zł na raty frankowiczów. Ale jestem jak najbardziej za tym, aby wprowadzić rozwiązania, które spowodują, że Klient i Bank podzielą się ryzykiem. I wcale nie w proporcjach 90% ryzyka po stronie Klienta a 10% po stronie profesjonalisty, który oceniał ryzyko transakcji.

  • brzydkizdzicho napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/02 17:57:14:

    yea:)

  • uki2223 napisał(a) komentarz datowany na 2016/12/30 15:21:55:

    Świetny artykuł, będę częściej zaglądał.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line