Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 11 maja 2016

Oprocentowanie bankowych lokat sięga dna. Wyższe zyski tylko dla pięknych i bogatych?

dywidendalogo1Jak wiecie - a może i nie wiecie, jeśli czytacie blog "Subiektywnie o finansach" dopiero od niedawna - od ponad 20 lat zajmuję się długoterminowym inwestowaniem swoich własnych, prywatnych oszczędności. Dużą ich część umieszczam w bankach, na depozytach oraz na kontach oszczędnościowych. Trochę też przeznaczyłem na 10-letnie obligacje rządowe (teraz marże oferowane przez Ministerstwo Finansów są nędzne, ale jeszcze sześć, siedem lat temu można było sobie zagwarantować na całą dekadę naprawdę niezłe warunki). Ale drugą część inwestuję na rynku kapitałowym. Dlaczego to robię? O tym pisałem niedawno i zapraszam do lektury tego wpisu. Tutaj przypomnę tylko, że nie podzielam stereotypu, że to co w banku zawsze jest bezpieczne, a to, co na rynku kapitałowym - w akcjach spółek, czy funduszach inwestycyjnych - zawsze ryzykowne. Każde zarządzanie pieniędzmi wiąże się z pewnym ryzykiem. W zależności od tego gdzie trzymamy te pieniądze, wystawiamy się na takie lub inne rodzaje ryzyka. 

W banku ryzykujemy, że gwarantowany na depozycie zysk nominalny nie pokryje spadku wartości pieniądza w wyniku inflacji (czyli że za nasz depozyt, pomimo dopisania odsetek, np. za rok będziemy mogli kupić mniej ziemniaków i pomidorów, niż dziś). Wartość realna pieniędzy może też stopnieć w odniesieniu do walut obcych (czyli: mamy wysokie odsetki, ale możemy za nie kupić mniej iPhone'ów, które kupujemy przecież za dolary). Ryzykujemy też, że bank upadnie i nie wypłaci wszystkich depozytów (jest nawet unijna dyrektywa, która pozwala obciążać właścicieli większych depozytów kosztami upadłości banków). Rynek kapitałowy to też ryzyko, bo wartość kawałków przedsiębiorstw, których właścicielami jesteśmy (do tego przecież sprowadza się inwestowanie) nie jest gwarantowana. Może się zwiększać lub zmniejszać, choć - jak pokazałem w tekście sprzed dwóch tygodni - w długim terminie do tej pory długookresowo raczej rosła.

OBEJRZYJ TEŻ: Przewodnik dla tych, którzy chcieliby ulokować część pieniędzy poza bankiem, ale nie wiedzą jak się za to zabrać. 

To wszystko prowadzi mnie do konkluzji, że nie mogę lokować pieniędzy wyłącznie w banku, ani wyłącznie na rynku kapitałowym, ani wyłącznie w nieruchomości, ani wyłącznie w złoto. Muszę inwestować w sposób zróżnicowany, bo nie jestem w stanie ocenić czy za 20-30 lat - a taki jest horyzont moich inwestycji - pieniądze położone w danym miejscu będą coś warte. Owszem, lokując na rynku kapitałowym łatwiej popełnić błąd i się sparzyć, ale nie jest to wina rynku kapitałowego, tylko nieetycznych sprzedawców, którzy namawiają nas na inwestowanie pieniędzy w niewłaściwe produkty i bez respektowania zasad bezpieczeństwa. To była jedna z najważniejszych konkluzji mojego pierwszego tekstu w ramach akcji "Dywidenda jak w banku, czyli o rozsądnym inwestowaniu oszczędności", którą prowadzę wspólnie z Albertem "Longterm" Rokickim, autorem najstarszego w Polsce blogu o długoterminowym inwestowaniu w spółki dywidendowe.

PRZECZYTAJCIE POPRZEDNIE TEKSTY W RAMACH NASZEJ AKCJI. Wspólnie z Giełdą Papierów Wartościowych, Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidualnych oraz blogiem o długoterminowym inwestowaniu "Longterm" zachęcam Was do sprawdzenia jak można sobie zmontować dodatkową emeryturę - lub plan systematycznego inwestowania - z dywidend wypłacanych przez największe, najstabilniejsze i najbardziej wiarygodne koncerny - polskie i zagraniczne. W ramach tej akcji pisałem już o tym dlaczego sam lokuję w ten sposób część swoich oszczędności pisałem w blogu kilka dni temu, zachęcam Was do lektury. Przeczytajcie też moje  zaproszenie do udziału oraz zerknijcie na  listę prezentów, jakie przygotowali dla Was partnerzy tego projektu edukacyjnego. Na blogu "Longterma" ukazały się do tej pory dwa poradniki w ramach akcji: o tym czym w ogóle jest dywidenda i jak jest wypłacana oraz o tym czy dziś na warszawskiej giełdzie ceny akcji - w tym akcji największych i najbardziej wiarygodnych firm, wypłacających systematycznie dywidendy - ceny są wysokie czy niskie? Zapraszamy też do obejrzenia relacji z pierwszego z trzech webinarów, które odbędą się w ramach akcji. Ja opowiadam w nim jak inwestuję pieniądze, a Albert o tym dlaczego inwestuje je inaczej niż ja ;-). Nakręciliśmy też dwa klipy wideo, w których tłumaczymy dlaczego w inwestowaniu warto wziąć pod uwagę także lokowanie pieniędzy w spółki dywidendowe. Filmów będzie więcej! 

Wracając do dzisiejszego tematu: jeśli przekonałem Was, że na pieniądzach złożonych w banku świat się nie kończy, to dziś spróbujemy zrobić kolejny krok - odpowiedzieć na pytanie: czy żeby lokować pieniądze w akcje spółek trzeba spełnić jakieś specjalne warunki? Mieć milion na koncie? Doktorat z finansów? Rzucić pracę i poświęcić się analizowaniu wykresów? Wykupić najdroższą końcówkę terminala Reutersa? Zatrudnić trzech analityków i dwóch prawników? Słowem: czy lokowanie oszczędności poza bankiem, na rynku kapitałowym, jest tylko dla pięknych i bogatych? A jeśli nie, to jakie warunki trzeba spełnić, by miało sens także wtedy, gdy jesteśmy zwykłymi ciułaczami? Takimi, którzy nie zajmują się na co dzień finansami, nie analizują wykresów spółek i generalnie cała ta giełda robi na nich wrażenie czegoś bardzo trudnego.

Moja opinia jest następująca: inwestowanie pieniędzy jest dla każdego, kto spełnia dwa warunki: a) ma już "uszytą" poduszkę finansową (czyli bezpiecznie ulokowane np. 30.000 zł na wszelki wypadek) oraz b) na swoje pieniądze patrzy długoterminowo. A więc chce zwiększyć szanse na to, że za kilkanaście, kilkadziesiąt lat będzie miał zapas oszczędności pozwalający spełniać marzenia. That's all. Innych warunków nie ma. Jasne, że już te dwa są dość trudne do spełnienia w kraju, gdzie połowa ludzi nie ma żadnych oszczędności, 97% pieniędzy mamy ulokowane w bankach na krótki termin (poniżej jednego roku), a z preferencji podatkowych oferowanych w zamian za długoterminowe oszczędzanie korzysta mniej, niż 1% ludności. Ale z drugiej strony ok. 35% Polaków ma już na tyle wysokie dochody, że mogłoby gromadzić oszczędności, a po prostu nie ma takiego nawyku albo potrzeby. Jeśli czytasz ten tekst, to albo już masz jakieś oszczędności i zastanawiasz się nad ich bezpiecznym lokowaniem, albo przynajmniej podjąłeś decyzję, że chcesz oszczędzać na przyszłość. To już dużo. Teraz czas rozprawić się z mitami na temat rynku kapitałowego:

MIT 1: ŻEBY INWESTOWAĆ TRZEBA MIEĆ DUŻO PIENIĘDZY? Nie. Ja swoją przygodę z inwestowaniem zaczynałem od 2000 zł. Jeśli nie masz dziś dużych pieniędzy do zainwestowania to nawet lepiej. Bo z pierwszymi krokami w inwestowaniu jest tak, jak z nauką jazdy. Na początek lepiej kupić sobie stare, poobijane już auto, a nie limuzynę. Pierwszym autem stukniesz w słupek, porysujesz drzwi, wygniesz zderzak, bo to normalne koszty zdobywania doświadczenia. Jeśli zainwestujesz na początku małe pieniądze, to oczywiście nie zostaniesz milionerem, ale też ewentualne "frycowe", które zapłacisz, nie będzie wysokie. Większość nieszczęść tych, którzy dali się wpuścić w toksyczne produkty inwestycyjne wzięło się stąd, że zainwestowali w nie wszystkie swoje oszczędności. To po pierwsze. A po drugie przy długoterminowym inwestowaniu oszczędności ważną zasadą jest systematyczność, która pozwala rozłożyć ryzyko. Lepiej co kwartał zainwestować po 2500 zł, niż jednorazowo 10.000 zł. Dzięki temu uśredniamy cenę zakupu i ograniczamy niebezpieczeństwo, że wchodzimy do akcji w złym momencie.

MIT 2: ŻEBY INWESTOWAĆ TRZEBA MIEĆ DOKTORAT Z FINANSÓW? To dość powszechny mit dotyczący inwestowania. Żeby ulokować pieniądze na lokatach wystarczy wiedzieć jakie jest oprocentowanie w skali roku w poszczególnych bankach. Ten bank, w którym procent jest wyższy - wygrywa. A żeby zacząć inwestować? Pozornie jest trudniej, bo spółek do wyboru jest kilkaset, a ich ceny początkującemu inwestorowi nic nie mówią o tym, czy dana spółka jest tania czy droga. Są różne wskaźniki, jak C/Z czy C/WK, które rozkminiają te zagadkę, ale patrzenie na wypełnione cyferkami tabele giełdowe może przerażać. Są aż dwa sposoby na to, żeby się nie trzeba było nimi najbardziej przejmować. Pierwszy to rozpoczęcie przygody z inwestowaniem od znalezienia spółki, z której usług korzystamy, której produktów używamy od lat, której jesteśmy fanami. Siłą rzeczy cokolwiek na jej temat już wiemy. A zgłębianie jej tajemnic będzie przyjemniejsze, niż poznawanie spółki, którą znamy tylko z nazwy. Drugi patent to rozpoczęcie inwestowania od funduszu inwestycyjnego. To taki "worek" z pieniędzmi, który zbiera kasę od wielu klientów i inwestuje ją w ustalony sposób. W duże albo małe spółki. W takie, które wypłacają dywidendy, albo w spółki z określonej branży. Do wyboru, do koloru. Za zarządzanie płacimy funduszowi kilka procent wynagrodzenia, ale za to mamy pieniądze rozłożone na kilkadziesiąt "kawałków" firm. I to fundusz wybiera za nas najlepsze firmy, nie musimy się zajmować tym sami. Jedno z towarzystw funduszy inwestycyjnych, BPH TFI, obiecało, że jeśli zainwestujecie przynajmniej 10.000 zł w dowolny z ich funduszy, to dostaniecie w prezencie moją książkę - przewodnik po inwestowaniu - z autografem. Szczegóły tej promocji podam na dniach. 

MIT 3: NA GIEŁDZIE MALUCZCY NIE MAJĄ ŻADNYCH SZANS? Jeśli inwestujemy na krótki termin to może być prawda. Przy takim podejściu wygrywają ci, którzy mają największe doświadczenie, wiedzę na temat analizy wykresów, najlepszy dostęp do informacji i zajmujący się inwestowaniem zawodowo. Przy inwestowaniu obliczonym na wiele lat moment zakupu ma mniejsze znaczenie, a bardziej liczy się to, czy kupujemy spółkę dobrą, perspektywiczną, mającą cenione produkty lub usługi oraz porządny plan na przyszłość. Żeby wybrać taką spółkę od biedy wystarczy się znać na danej branży, niekoniecznie na giełdzie (np. jeśli pracujesz przy sprzedaży detalicznej, to pewnie wiesz, że Wawel jest niezłą firmą, a jeśli w ubezpieczeniach - to zapewne zauważyłeś, że PZU ostatnio też daje radę). Mając już wytypowany potencjalny "obiekt" swojej inwestycji wchodzimy na stronę wybranego biura maklerskiego (to za ich pośrednictwem kupuje się akcje) i tam, w serwisie informacyjnym, szukamy jakiegoś raportu analityków na jej temat. Na pierwszej stronie zwykle jest podsumowanie perspektyw dla firmy, oszacowanie czy jej akcje są w danym momencie drogie czy tanie oraz czy dany analityk rekomenduje jej zakup. Lektura stron tytułowych dwóch takich raportów to dobra "zaliczka" do zakupu akcji. Nie trzeba się bać tych raportów, analitycy nauczyli się już pisać przynajmniej strony tytułowe swoich raportów tak, żeby normalni ludzie też mieli szansę je zrozumieć ;-)

MIT 4: OBLIGACJE BEZPIECZNIEJSZE, NIŻ AKCJE? Inwestowanie na rynku kapitałowym niejedno ma imię. Można kupować akcje spółek (czyli "kawałki" własności), obligacje emitowane przez spółki (czyli pożyczyć firmie pieniądze), można inwestować w produkty strukturyzowane (czyli takie "czarne skrzynki" z gwarancją, że się nie straci i przeważnie niezbyt prawdopodobną opcją na zysk - nie przekraczający przy tym dwu, trzykrotności oprocentowania depozytu bankowego), są też fundusze inwestycyjne (za ich pośrednictwem można kupować najróżniejsze akcje i obligacje). Od czego zacząć swoją przygodę z inwestowaniem? Teoretycznie najbezpieczniejsze są obligacje rządowe, a w drugiej kolejności - korporacyjne, bo to "tylko" pożyczka, w dodatku oprocentowana. Ale tak naprawdę obligacje emitowane przez firmy nie należą do bezpiecznych lokat kapitału, bo gdy firma ma kłopoty finansowe, to przeważnie w pierwszym rzędzie przestaje spłacać obligacje. W tym sensie może to być inwestycja "zero-jedynkowa". Mając akcje, czyli udział w przedsiębiorstwie mamy inwestycję, której wartość jest bardziej "stopniowalna". No i - co jeszcze ważniejsze - akcje dają szansę wzrostu wartości jeśli spółka będzie się dobrze rozwijała, a obligacje nie. Mając akcje dobrej firmy będziemy zwiększali wartość swoich pieniędzy, a mając obligacje po prostu dostaniemy swoje pieniądze (plus odsetki) z powrotem.

MIT 5: KUPOWANIE AKCJI JEST TRUDNE, WYMAGA DUŻEJ WIEDZY? Kiedyś może tak było, bo systemy informatyczne biur maklerskich były potwornie "drewniane" i nieprzyjazne dla użytkownika. Teraz przypominają systemy informatyczne banków. Wchodzicie na stronę internetową biura maklerskiego, wybieracie trzyliterowy symbol spółki, liczbę akcji, które chcecie kupić (można nawet jedną akcję) oraz limit ceny. Możecie też wpisać zlecenie PKC (po każdej cenie) albo PCR (po cenie rynkowej). Oba oznaczają, że kupicie akcje po cenie, jaka obecnie jest na giełdzie. Rodzajów zleceń jest więcej, ale jako początkujący nie musicie ich znać. Aha, wcześniej trzeba jeszcze przelać pieniądze na rachunek maklerski (zwykłym przelewem bankowym). Po kilkudziesięciu godzinach na rachunku papierów wartościowych (konto maklerskie składa się z dwóch "subkont" - pieniężnego i papierów wartościowych) pojawią się akcje. Nie ma w tym żadnej głębszej filozofii, nie jest też potrzebny żaden szczególny poziom inteligencji. Do ceny akcji zostanie doliczona prowizja maklerska. W ramach akcji "Dywidenda jak w banku" jedno z biur maklerskich, DM BOŚ, zadeklarowało, że naszych - Longterma i moich - czytelników będzie obsługiwać przy prowizji 0,18% od wartości zakupu akcji. Warunek: trzeba zarejestrować się przez specjalny link (regulamin jest tutaj). Promocja jest wyłącznie tutaj, nigdzie indziej w przyrodzie nie występuje, ale ma ograniczenie - dotyczy obrotów nie przekraczających 100.000 zł. Nie mam żadnej prowizji od założonych kont, więc żeby zagwarantować sobie bardzo niskie prowizje możecie również korzystać z identycznego linku w blogu Longterma, o ile tak będzie dla Was wygodniej.

INWESTOWANIE (MIMO WSZYSTKO) NIE JEST DLA KAŻDEGO. Mam nadzieję, że przekonałem Was, iż lokowanie pieniędzy w spółki dywidendowe pod pewnymi względami przypomina deponowanie pieniędzy w banku. Tu nie ma gwarancji nominalnej wartości kapitału, a tam nie ma gwarancji realnej wartości kapitału. Sęk w tym, że o ile w przypadku bezpieczeństwa lokaty w banku nie ma większego znaczenia, czy włożymy pieniądze na dwa, czy na 20 lat, o tyle w przypadku inwestycji na rynku kapitałowym obowiązuje zasada: "im dłuższy horyzont, tym mniejsze ryzyko". A więc: nie inwestujemy w akcje pieniędzy, których możemy potrzebować w przewidywalnej perspektywie (niech to będą pieniądze, o których możesz zapomnieć). Nie inwestujemy w ten sposób wszystkich pieniędzy. Jeśli mamy ich mało, to nie wychylamy nosa z banku (dopiero przy wartości oszczędności powyżej 30.000-40.000 zł można w ogóle myśleć o czymkolwiek innym, niż bank). Jeśli nie mamy jeszcze setek tysięcy, to na rynek kapitałowy kierujemy relatywnie niewielką część - np. 10-20%. Rozkładamy ryzyko między kilka spółek lub funduszy. Wszystkie Wasze ewentualne dotychczasowe nieszczęścia związane z inwestowaniem pieniędzy brały się stąd, że nie przestrzegaliście tych zasad, bo jakiś naganiacz Wam ich nie wytłumaczył.

dywidendalogotypy3ZDOBĄDŹCIE DARMOWY E-BOOK O INWESTOWANIU DYWIDENDOWYM. Albert "Longterm" Rokicki, z moją skromną pomocą, przygotował dla Was e-booka, w którym krok po kroku przedstawiamy Wam sposoby na odpowiedzialne inwestowanie oszczędności w spółki dywidendowe. Jeśli po lekturze mojego blogoporadnika coś Was tknęło, strzeliło albo w jakiś inny sposób dotknęło :-) i myślicie o tym, żeby zainwestować niewielką część kasy w spółkę wypłacającą dywidendę - zamówcie newsletter Longterma w ramach akcji "Dywidenda jak w banku". Będziecie wiedzieli wszystko o naszych najnowszych poradnikach, klipach wideo, konkursach związanych z akcją, a obiecany e-book dotrze na Waszego e-maila najpóźniej przed końcem czerwca. Newsletter dostępny jest pod tym linkiem.

Czytaj też: Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych o naszej wspólnej akcji

Czytaj też: Giełda Papierów Wartościowych o akcji "Dywidenda jak w banku"

Czytaj też: Longterm o tym dlaczego też polubił subiektywność :-)

ebinariumdywidendaCO DALEJ W BLOGU W RAMACH AKCJI? W kolejnym poradniku w ramach akcji "Dywidenda jak w banku" opowiem Wam jakie zasady rządzą wyceną akcji spółek. Od czego zależy czy akcje danej spółki są droższe, czy tańsze? Jak można to łatwo ocenić? Co można wyczytać z wykresów? Jak sprawdzić czy dana spółka wypłaca dywidendę i jak sprawdzić czy długoterminowo z tej dywidendy da się "uszyć" odpowiednik depozytu bankowego? Ten tekst ukaże się w ciągu najbliższego tygodnia. Jeszcze w tym tygodniu kolejny tekst w ramach akcji opublikuje też "Longterm". Przygotowujemy dla Was kolejny klip wideo i kolejne webinarium. Szykujcie się też na spotkanie inwestorów indywidualnych "Wall Street" w Karpaczu, które odbędzie się 3-5 czerwca. Będziemy tam opowiadali o tym jak wybrać sobie do inwestowania najlepsze spółki dywidendowe.

BLOG "SUBIEKTYWNIE O FINANSACH" ZAPRASZA DO KARPACZA! Na początku czerwca w Karpaczu odbędzie się dwudziesta już konferencja drobnych inwestorów -  "Wall Street". Będę tam i wezmę udział w dyskusji "Czy giełda może zostać miejscem powszechnego oszczędzania pieniędzy, czy też straciliśmy już tę szansę?". W Karpaczu będzie też całkiem solidna porcja wiedzy dla początkujących inwestorów. Jeśli ktoś z Was będzie miał ochotę spotkać się ze mną i innymi uczestnikami konferencji - rejestrujcie się podając kod promocyjny "SubiektywnieWS20" - organizatorzy mają specjalną zniżkę dla czytelników "subiektywności", wynoszącą 50-100 zł (w zależności od pakietu). 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 11 maja 2016 08:26

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/11 11:11:41:

    Wiem Panie Maćku że ostatnio usilnie chce nas pan przekonać do tego, byśmy zamiast swe środki kisić na bankowych lokatach, zanabywali drogą kupna obietnice, zamiast zobowiązań -owszem, jest to pewnie alternatywa, Ale jakoś tak wolę jednak tego wróbla w garści :-)

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/11 11:26:12:

    Giełdy zachodnie są blisko swoich maksimów, nasz wyraźnie niżej. Ale spadać będziemy tak samo. Wykres porównawczy Wig20 i S&P:
    stooq.pl/q/?s=^spx&d=20160510&c=10y&t=l&a=lg&r=wig20

    Tak ku przestrodze, w dłuższym terminie.

  • f-trust napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/11 11:32:31:

    bardzo fajna i potrzebna akcja edukacyjna. Jest potrzeba "odczarowania" mitu bezpiecznego banku i złodziejskich funduszy czy giełdy ... www.f-trust.pl/radzimy-naszym-klientom/fundusze-inwestycyjne-fachowcy-czy-zlodzieje

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/11 11:38:07:

    Nie wiem czy dziś nie jest już za późno, ale na najbliższą ośmiolatkę może sprawdzić się inwestowanie po prostu w walutę obcą - sprzedaje i kupuje się ją łatwo, kurs podlega owszem, fluktuacjom, jednak biorąc pod uwagę tendencję "dojnej zmiany", nawet teraz warto chyba jeszcze zanabyć parę/set/tysięcy "Lincolnów" ;-)
    Trochę Pan pomija ten aspekt lokowania przychodów na najbliższą pięciolatkę ;-)

    Co, nie będzie "Narodowego planu pięcioletniego Rozwoju"?
    Nie będzie Narodowego Współzawodnictwa Pracy "Pstrowski 2020"?
    Nie będzie Ministerstwa Bezpieczeństwa Narodowego?
    Jak więc żyć, "Bobra zmiano"? (znaczy, bobry tamują).

  • brattanek napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/11 12:39:06:

    Witam, mam pytanie odnośnie prowizji od zakupu akcji 0,18% jest to stała prowizja na zawsze czy na czas określony? W standardowej ofercie pojawia się zapis x% min. 5 zł jak jest w przy rejestracji poprzez link? Tylko 0,18%? Jeśli tak to oferta jest lepsze od Deutsche Bank czy Alior.

  • cyfrowyja napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/11 19:43:34:

    jakby panowie wiedzieli jak z sukcesem inwestować w akcje, to by chyba nie musieli pracować ?

  • adds01 napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/12 07:59:51:

    Redaktor zapomnial o jednej starej prawdzie - gdy na poczytnym blogu finansowym piszą, żeby kupować akcje to wiedz, że czas sprzedawać :)

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/12 09:34:54:

    @cyfrowyja
    W myśl dobrej zasady: dobry ekonomista żyje z rynku finansowego, kiepski ekonomista żyje z doradzania innym jak inwestować.

  • longterm077 napisał(a) komentarz datowany na 2016/05/13 07:09:21:

    Witam, zapraszam po odbiór darmowego e-booka o inwestowaniu dywidendowym - być może teraz jeszcze nie uważacie, że jest odpowiedni moment na start inwestycji ale może kiedyś, jak będziecie dysponować sporymi nadwyżkami w domowym budżecie?

    www.longterm.pl/Rozdajemy-E-Booki-O-Wartosci-150-Zl-Gratis.html

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line