Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 08 lipca 2016

Bogowie odcinania kuponów. Dla nich ceny akcji mogłyby spaść do zera. Na czym by zarobili?

dywidendalogo1Jeśli w miarę regularnie śledzisz mój cykl dotyczący rozsądnego lokowania oszczędności, to zapewne znasz już samcikową filozofię dotyczącą pieniędzy. W skrócie opisuje ją maksyma "panta rhei", czyli - z języka greckiego - wszystko płynie. Z tym, że dokonałem twórczego przerobienia tego słynnego powiedzenia (niechaj jej autor, Heraklit z Efezu, oraz Bogowie na Olimpie mi wybaczą) i w mojej wersji brzmi ona "wszystko pływa" :-). Uważam, że żadna część mojego prywatnego portfela długoterminowych oszczędności nie jest pewna. Inwestuję swoje prywatne pieniądze w najróżniejsze rzeczy ale zakładam, że za 20-30 lat - bo taki jest horyzont mojego lokowania pieniędzy - każda z tych inwestycji może się okazać niewypałem. Ale zakładam też, że przynajmniej jedna z nich będzie strzałem życia.

NIE ISTNIEJE PIENIĄDZ PEWNY JAK W BANKU. Depozyt bankowy może być nic niewart, bo przyjdzie hiperinflacja, dewaluacja polskiej waluty albo nacjonalizacja. Moja mama kupiła dla mnie polisę posagową w PZU, miałem też książeczkę oszczędnościową w PKO. Wszystko poszło z dymem. Dlaczego historia w ciągu kolejnych kilkudziesięciu lat miałaby się nie powtórzyć? Obligacje rządowe? Mój dziadek miał takie sprzed 1939 r. w szufladzie - polski rząd się do nich nie przyznaje. Obligacje korporacyjne? Co roku kilka firm w Polsce ich nie wypłaca. Ziemia? Obecny polski rząd prawie zabronił nią handlować. Nieruchomości? Zobaczcie co się stało z cenami w Hiszpanii, czy Grecji. Diamenty? Ich ceny są wynikiem spekulacji, być może kompletnie oderwane od realnej wartości. W sumie relatywnie niezłą opcją wydają się akcje największych koncernów, które w czasie ostatnich 100-150 lat przy długich inwestycjach praktycznie nie traciły na wartości (chociaż przecież zdarzały się takie przypadki jak Kodaka, który nie zauważył nadejścia ery fotografii cyfrowej i zginął).

MOJA STRATEGIA BUDOWANIA OSZCZĘDNOŚCI. "Wszystko pływa" :-), więc jeśli - tak jak ja - masz trochę pieniędzy i chcesz je tak ulokować, żeby mieć w przyszłości fundusz na spełnianie marzeń, to nie możesz się trzymać jednej formy ich lokowania. Oczywiście na początek musi być poduszka finansowa z lokat bankowych i pieniędzy na koncie oszczędnościowym, a dopiero potem możemy rozglądać się - i to stopniowo - za innymi inwestycjami. U mnie drugim "stopniem wtajemniczenia" były obligacje rządowe (10-letnie), a trzecim - fundusze inwestycyjne (początkowo te najbezpieczniejsze, a potem te inwestujące w akcje z różnych stron świata) oraz akcje największych, najbardziej wiarygodnych i stabilnych koncernów. O tym jak sensownie inwestować kasę w funduszach opowiem podczas przyszłotygodniowego webinarium w najbliższy wtorek o godz. 20.00, na które serdecznie zapraszam. Żeby się na nim znaleźć należy się zapisać, czyli kliknąć w ten link. A o tym jak wybrać firmę, której warto być współwłaścicielem opowiem właśnie teraz.

PO PIERWSZE: ZASIAĆ I PATRZEĆ JAK ROŚNIE. Podstawowe założenie: nie interesuje mnie forex, day-trading i codzienne analizowanie wykresów. Nie mam na to ani czasu, ani ochoty. Zostawiam to zawodowcom i pasjonatom (choć w młodości też byłem takim inwestorem-spekulantem i to nawet z sukcesami :-)). Potrzebuję znaleźć dwie-trzy firmy, w które mógłbym włożyć część swoich oszczędności, zapomnieć o nich na 20 lat i wyjąć znacznie więcej. Gdybym 10 lat temu kupił 10 akcji McDonald'sa za 300 dolarów, to dziś miałbym 1200 dolarów (o tyle wzrósł kurs tej firmy), a po drodze zgarnąłbym 250 dolarów z dywidend wypłacanych przez tę spółkę z zysków. Gdybym kupił akcje McDonald'sa 40 lat temu, to zapłaciłbym za jedną dolara. Dziś ta sama akcja jest warta 120 dolarów. I to nie są żadne czary, tylko rosnąca wartość rynkowa firmy, która stała się w tym czasie największą globalną siecią restauracji typu fast-food. W Polsce też są takie firmy i pisałem o nich niedawno: producent butów CCC, odzieżowe LPP, słodki Wawel, informatyczne Asseco...

PO DRUGIE: "NA PEWNIAKA". W poprzednich odcinkach cyklu "Dywidenda jak w banku" pokazywałem wykresy, na których było widać jak z wydłużaniem terminu inwestowania pieniędzy w akcje spółek (a ściślej - w indeks grupujący te spółki) spada prawdopodobieństwo straty. Oczywiście: średnia nie mówi wszystkiego, w ramach tej średniej zawsze będzie gwiazda, bankrut i mnóstwo średniaków, ale wystarczy nie wybrać bankruta i... już jest dobrze. W długim terminie lokowanie pieniędzy w akcje jest mniej ryzykowne, bo większość spółek się rozwija, nabiera masy i zwiększa swój majątek. A to musi odbić się na cenie ich akcji. A nawet jeśli się nie odbije, to i tak nie ma to znaczenia, o ile spółka dzieli się ze swoimi udziałowcami zyskiem. W długoterminowym inwestowaniu większość dochodu inwestora może pochodzić właśnie z dywidend. Pokazywałem w jednym z poprzednich tekstów taką właśnie spółkę - Bank Pekao. Kurs sobie faluje, ale w dłuższym terminie w zasadzie się nie zmienia. Jak ktoś kupił te papiery sporo lat temu, to wystarczy mu, że dostaje co roku dywidendę. Ile? Średnio 5% wartości akcji rocznie. A ile by się miało na lokacie bankowej? Ostatnio góra 2% rocznie.

PO TRZECIE: BEZ RUMAKOWANIA. Nie jestem inwestorem-ryzykantem. Chociaż z ankiet MIFiD, które czasem przeprowadzają ze mną dystrybutorzy różnych produktów inwestycyjnych wynika, że mój profil upoważnia mnie do inwestowania agresywnego, zestaw moich inwestycji bardziej przypomina portfel niemieckiego emeryta :-). I to samo - udawanie niemieckiego emeryta ;-) - radzę każdemu, kto dopiero oswaja się z rynkiem kapitałowym. Jeśli już mamy poduszkę finansową i oszczędności "na wszelki wypadek", to zastanawiamy się: o jakiej części pieniędzy możemy na pięć lat zapomnieć? Pewnie nie będzie to więcej, niż 5-10% łącznych oszczędności. Jeśli w liczbach bezwzględnych jest to jakieś np. 5000 zł, albo 10.000 zł, to i tak nie ma się co stresować - w długim terminie nawet stosunkowo niewielki pieniądze może urosnąć do dużych kwot (vide przykład McDonald'sa, czy polskich spółek giełdowych). Kasę zawsze dzielę na dwie lub trzy spółki, a potem stopniowo - raz na kwartał lub raz na pół roku - za kawałek pieniędzy kupuję po kilka, kilkanaście akcji (w zależności od ceny).

Za chwilę opowiem w jaki sposób wybieram konkretne spółki, w które mógłbym ulokować część swoich oszczędności oraz jak przebiega sam zakup akcji. Dla osób, które są nieobeznane z kupowaniem akcji może to być ciut dziwne uczucie, bo systemy transakcyjne biur maklerskich nie zawsze są tak przyjazne, jak te bankowe. Ale jeśli bankujesz trochę przez internet, to na pewno sobie poradzisz. Zanim przejdziemy do wyboru spółek i złożymy zlecenia zakupu, najpierw krótkie przypomnienie co do tej pory działo się w ramach akcji "Dywidenda jak w banku". Może coś z tych linków, które podrzucam, się przyda do poczytania.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

DO TEJ PORY W RAMACH AKCJI „DYWIDENDA JAK W BANKU":

>>> 13 kwietnia: "W poszukiwaniu dywidendy pewnej jak w banku, czyli wielka koalicja rusza do akcji" - o tym dlaczego lokuję swoje pieniądze nie tylko w banku i dlaczego biorę udział w największej edukacyjnej akcji blogerów, jaką kiedykolwiek widział nasz kraj. 

>>> 16 kwietnia: "Buty, ciuchy, cukierki. Kto dobrze przewidział, z 10.000 zł wycisnął... milion" - o spółkach-ikonach warszawskiej giełdy, na których każdy, kto uwierzył w ich pomysł na zarabianie pieniędzy, mógł zostać bardzo zamożnym człowiekiem. Takie okazje na rynku kapitałowym są zawsze, także teraz. 

>>> 21 kwietnia: "Na jak długo trzeba kupić akcje, żeby mieć (prawie) pewność, że się zarobi?" - o tym, że inwestowanie pieniędzy wcale nie musi być bardzo ryzykowne, gdyż statystyki z ostatnich 100 lat pokazują, że w długim terminie ryzyko utraty zainwestowanego w akcje kapitału jest niewielkie. A przynajmniej tak było do tej pory

>>> 11 maja: "Oprocentowanie lokat sięga dna. Wyższe zyski tylko dla pięknych i bogatych?" - o tym jakie warunki trzeba spełnić, żeby wychylić nos z banku i zacząć lokować oszczędności w spółki wypłacające regularnie dywidendy.Oprócz tego polecam wpisy nawiązujące do akcji:

>>> 22 maja: "Pięć cytatów z Warrena Buffeta, które musisz poznać" - zestawienie najmądrzejszych cytatów z najsłynniejszego długoterminowego inwestora na świecie - Warrena Buffeta, połączone z zaproszeniem na konferencję Wall Street w Karpaczu, na której akcja "Dywidenda jak w banku" miała swoje pięć minut ;-)

>>>  25 maja. "Oszczędności ulokowane w tym banku przez ostatnich pięć lat dawały po 5% rocznie. Jak?" - o tym dlaczego swoją przygodę z inwestowaniem warto zacząć od kupna udziałów w spółkach wypłacających z roku na rok dywidendę? o ile kapitał, za który kupiliśmy akcje, potraktujemy jak długoterminowy depozyt. 

>>> 17 czerwca: "Jak dostać money-back z urzędu skarbowego? 875 zł do wzięcia i tylko pół roku, by o to zadbać!" - o tym, że z dywidend można zmontować sobie nie tylko plan systematycznego oszczędzania, ale wręcz... dodatkową emeryturę. I jeszcze zanim na tę emeryturkę przejdziemy - dostawać co roku kasę z urzędu skarbowego. W tym roku do wyjęcia co najmniej 875 zł.

>>> 18 czerwca: "Cztery pytania o rozsądne lokowanie pieniędzy" - powtórzenie przerobionego materiału w przyjemnej formule konkursu z nagrodami w postaci smartwatcha, rabatownika restauracyjnego i samcikowych książek z podpisem.

Zapraszam do obejrzenia wideowizytówki o tym kim jest Samcik, kim jest Longterm i dlaczego zajmujemy się lokowaniem pieniędzy w spółki dywidendowe. Nakręciliśmy ten klip zwłaszcza tych z Was, którzy Alberta albo mnie jeszcze do tej pory nie poznali:

ZASADA 1. INWESTUJĘ W TO, CO LUBIĘ. Nawet jeśli na lokowanie pieniędzy poza bankiem przeznaczam niewielką część swoich oszczędności, to i tak chcę się z tym czuć komfortowo. Może przeginam z emfazą, ale chcę, żeby inwestowanie pieniędzy było czymś więcej, niż tylko położeniem kasy i wyciąganiem z tego procentów. Chcę lubić moją inwestycję, dlatego wybieram spółki, których produktów sam używam bądź używa ich moja rodzina. Mam swoje ulubione marki, które bardzo cenię i których właścicielom daję zarabiać pieniądze. Siłą rzeczy wiem o tych markach więcej, niż o innych i chętnie dowiem się czegoś o firmach, które nimi zarządzają. Dzięki tej wiedzy będę świadomym inwestorem - będę wiedział w co włożyłem pieniądze, jakie "moja" firma ma zalety, a jakie problemy, czy rosną jej przychody, ile zarabia pieniędzy i czy wypłaca dywidendy - a jej pozyskiwanie nie będzie mnie bolało. Krótko pisząc: usiądź na chwilę przy piwie lub lampce wina i zrób listę firm, których produktów używasz, jesteś z tego zadowolony od lat i jesteś ich fanem. A jeśli to jest dla ciebie kłopot, to może za chwilę, po przeczytaniu kolejnych akapitów, kilka takich firm sam sobie przypomnisz.

Czytaj też: Jak wybrać idealną spółkę dywidendową w dziewięciu krokach

Czytaj też: Jak zabrać się za inwestowanie w spółki dywidendowe? Pierwsze kroki

ZASADA 2. INWESTUJĘ W TO, CO PŁACI. Jako obiekt długoterminowych inwestycji interesują mnie tylko firmy, które są już duże, najlepiej są liderami w swoich branżach (lub też są liderami światowymi w produkcji jakichś specjalistycznych produktów, na których trochę się znam), robią wrażenie "niezniszczalnych" i trudno sobie wyobrazić, żeby mogły nagle zniknąć. Tak się składa, że to właśnie tego typu firmy najczęściej dzielą się dywidendą ze swoimi akcjonariuszami w sposób systematyczny. O tym czym różnią się spółki dywidendowe od innych pisałem w jednym z poprzednich odcinków. Na polskiej giełdzie są tylko cztery spółki, które wypłacają nieprzerwanie dywidendę od 16 lat - to producent aparatury pomiarowej Apator, znany producent opon Dębica, dystrybutor stali i produktów hutniczych Stalprofil oraz producent hydrauliki siłowej Hydrotor. Dziwnym trafem wraz z wypłacaną od 2000 r. nieprzerwanie dywidendą rósł też kurs akcji tych spółek - jedna akcja Apatora podrożała w tym czasie ze złotówki do 30 zł, Dębicy - z 13 zł do 100 zł, Stalprofilu - ze złotówki do 11 zł, a Hydrotoru - z 5 zł do 35 zł.

Ale pal licho wzrost ceny, on mógłby być, albo mogłoby go nie być - ważniejsze jest to, że te spółki wypłaciły w ciągu owych 16 lat dywidendy przekraczające cenę zakupu ich akcji w 2000 r.! A więc nawet gdyby inwestorzy na giełdzie zwariowali i nie umieli odróżnić tego co dobre od tego co beznadziejne, to i tak z samych dywidend wypłacanych z zysków tych spółek można było wyjąć więcej, niż się włożyło na początku! Co mam na myśli? Jedną akcję Dębicy handlowano w 2000 r. po cenie mniej więcej 13 zł. Od tego czasu oponiarska firma wypłaciła 55,4 zł dywidend. No dobra, powiecie pewnie, że w 2000 r. był środek wielkiej bessy, więc może to nie jest najbardziej reprezentatywny moment, bo nikt wtedy nie kupował akcji ;-). To weźmy pełne 22 lata obecności producenta opon na giełdzie. Wchodził na parkiet przy cenie 40 zł, potem jego akcje można było kupić po 60 zł, potem po wspomniane 13 zł. Ale w latach 2000-2010 - wyjąwszy wystrzały hossy i nurkowanie w czasie bessy - było to generalnie między 40 zł a 80 zł. Duża rozpiętość, ale w zależności od momentu zakupu akcji każdy "kawałek" majątku Dębicy z samych tylko dywidend "zwrócił" się już co najmniej w 60-70%, a po uśrednieniu ceny zakupu - w niemal 100%. Powtarzam: z samych tylko dywidend! A przecież te akcje dziś nie są warte zero złotych, tylko prawie 100 zł za sztukę! Zresztą zobaczcie wykres:

debica22lata

Inna spółka z tej "wielkiej czwórki" to Hydrotor, którego akcję kupowano 16 lat temu za 5 zł. Od tego czasu wypłacił w dywidendach 17,3 złJeśli ktoś miał wyjątkowego pecha i kupił tę spółkę po najwyższym kursie w jej historii - dziewięć lat temu, kiedy jedna akcja kosztowała 60 zł - to i tak z dywidend "odzyskał" do tej pory 20% ceny zakupu. Dlatego tak ważne jest, by nie kupować akcji w jednym momencie, a rozłożyć zakup w czasie. Generalnie bowiem kurs Hydrotoru waha się od wielu lat w paśmie 25-40 zł za akcję. Jedną akcję Apatora w roku 2000 można było kupić za złotówkę. Od tego czasu spółka wypłaciła... 21,5 zł dywidend. Ale i w tym przypadku tę kalkulację nieco zaburza wielka bessa. W ostatnich 10 latach kurs Apatora najpierw oscylował w okolicach 15 zł, a ostatnio między 25 zł a 40 zł. Stalprofil był na początku obecnego tysiąclecia po złotówkę. Od tego czasu firma oddała akcjonariuszom z wygenerowanych zysków 9,1 zł.

Oczywiście: każdej spółce może się zdarzyć, że nie wypłaci dywidendy w jednym roku, w którym bardziej niż zwykle potrzebuje pieniędzy. Przez większość lat swojej obecności na giełdzie dywidendy wypłacały takie firmy jak producent piwa Żywiec, którego głównym właścicielem jest holenderski gigant piwowarski Heineken. W 2000 r. akcje Żywca były po 400 zł, dziś kosztują mniej więcej 450 zł. W tym czasie Żywiec wypłacił 415 zł dywidend. To oznacza, że kto kilkanaście lat temu uwierzył, że Polacy będą pili coraz więcej piwa i kupił akcje żywieckiego browaru, to dziś już jest "rentierem". Nie ma dla niego znaczenia ile te akcje będą kosztowały w przyszłości, każdy kurs wyższy od zera będzie jego zyskiem, bo cenę zakupu "odzyskał" już z zapłaconych przez firmę dywidend. Posiadacze akcji Żywca po przeczytaniu tego akapitu zapewne wychylą z satysfakcją kufel bezalkoholowego ;-)

Inne spółki, które chętnie płaciły w przeszłości dywidendy? Wspomniałbym o producencie farb Śnieżka, czy wspomnianym w jednym z wcześniejszych tekstów informatycznym Asseco (globalny gigant w informatyce). Komu blisko do komputerów zapewne zna firmę Komputronik, która od pięciu lat regularnie wypłaca dywidendę. Wśród firm z branży budowlanej i deweloperskiej dobrym płatnikiem dywidend jest Dom Development, czy Budimex (od prawie 10 lat dzielą się zyskiem). W branży spożywczej dywidendę chętnie płaci producent tłuszczy wszelakich Kruszwica, a także wspomniany mistrz słodyczy Wawel. Wspomniany w poprzednicy tekstach producent butów CCC też dzieli się z akcjonariuszami zyskiem od prawie dekady. Z producentów leków wyróżnia się notowana na warszawskiej giełdzie słoweńska firma Krka (płaci dopiero od pięciu lat, ale za to coraz więcej). To tylko niektóre przykłady. Po więcej odsyłam do tekstu Alberta Rokickiego, który przedstawia pełną listę. 

Warto jednak pamiętać, że ceny na rynku potrafią się bardzo dynamicznie zmieniać, więc każdy zakup akcji w "celu dywidendowym" trzeba rozłożyć na raty, nawet kilkuletnie. Weźmy takie Asseco - kto się zapalił do informatycznego potentata w złym momencie i kupił akcje po ponad 100 zł, ten nieprędko odzyska włożony kapitał. Ale jeśli ktoś kupował przez kilka lat po trochu, to najpewniej stał się właścicielem akcji w uśrednionej cenie między 30 zł a 60 zł. Od 2004 r. do dziś spółka wypłaciła w dywidendach prawie 20 zł. Widać więc, że "odzyskiwanie" włożonego kapitału z dywidend idzie nieźle, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że mowa o spółce informatycznej, a takie często wolą zatrzymywać kapitał na rozwój, niż dzielić się zyskami z udziałowcami.

assecowykres20lat

ZASADA 3. INWESTUJĘ W TO, CO SIĘ ROZWIJA. Dywidenda dywidendą, ale żeby spółka mogła ją wypłacać, nie zjadając własnego ogona (np. nie przejadając posiadanego kapitału) to powinny rosnąć jej przychody. Jeśli już mamy short-listę kilku spółek, których udziałowcem chcielibyśmy zostać, to warto zerknąć jak zmieniały się w ostatnich latach wyniki finansowe każdej z nich. Dane są bez problemu dostępne w internecie, wystarczy wyguglać nazwę firmy w powiązaniu z frazą "profil spółki" albo "wyniki finansowe" i wszystko wyskoczy. Nie trzeba się bawić w jakieś głębokie analizy finansowe - sprawdzamy czy rosną przychody ze sprzedaży i jak kształtują się zyski netto oraz dywidenda w ostatnich kilku latach (tę ostatnią podają w lekkostrawny sposób tylko niektóre serwisy, np. Stockwatch). Poza tym każda spółka giełdowa ma dziś solidną stronę internetową. Wystarczy poświęcić kwadrans na jej obejrzenie i już wiadomo czym firma się zajmuje, jakie są jej główne źródła przychodów. Można też zerknąć do serwisów internetowych kilku biur maklerskich, tam często są "powieszone" analizy poszczególnych spółek. Nie ma obowiązku czytać w całości, ale na pierwszej stronie jest zwykle podsumowanie co analityk myśli o przyszłości danej spółki.

ZASADA 4. Z PAŃSTWEM TAŃCZĘ TYLKO JEDEN TANIEC. Tak się składa, że duża część wielkich, znanych koncernów, to spółki państwowe. Spełniają oe warunek "niezatapialności", bo trudno sobie wyobrazić bankructwo takich firm jak PGE, PZU, PKN Orlen, KGHM, czy PKO BP. Co więcej, państwowe spółki są dobrymi płatnikami dywidend, bo po prostu rząd chce z nich wycisnąć jak najwięcej kasy, żeby potem udawać dobrego wujka i rozdawać "potrzebującym". Druga strona medalu jest taka, że w takich spółkach często też polityka miesza się z ekonomią i nie zawsze są zarządzane w sposób perfekcyjny. Czasem wykonują jakieś polityczne zamówienie (np. PZU kupił sobie bank, mimo że jeszcze dwa lata temu jego ówczesny prezes mówił, że to bez sensu), a spółki energetyczne wciąż są naciskane, żeby łączyć się z nierentownymi kopalniami. Czasem - jak PKN Orlen, albo PKO BP - trzeba pokazać moc i nieudolnie w coś zainwestować za granicą (na Litwie, Ukrainie), a czasem przyjdzie rząd i nałoży na KGHM ekstrapodatek.

Nie znaczy to, że nie szukam pomysłów na inwestowanie wśród spółek państwowych - część pieniędzy mógłbym na to przeznaczyć. Ale na jedną państwową firmę powinny w moim portfelu przypadać dwie prywatne.  PZU w maju 2010 r., tuż po debiucie, kosztował 35 zł. Teraz te akcje są wyceniane na 27 zł, ale w ciągu ostatnich pięciu lat spółka wypłaciła... 136 zł dywidendy na akcję. Kto dziesięć lat temu kupił akcje PKO BP po 32 zł, dziś widzi w tabelach giełdowych cenę zaledwie 23 zł. Jednak w tym czasie bank wypłacił 14 zł na akcję w formie dywidend. Choć też doskwierał mu w tym czasie duch molocha ;-).

ZASADA 5. INWESTUJĘ W TO, CO MA DOBREGO GOSPODARZA. Spółka giełdowa jest jak gospodarstwo, którego ktoś musi stale doglądać. Obsiewać, pielęgnować, zbierać plony. Jako udziałowiec takiej firmy jestem właścicielem kawałka ziemi i nie mam wpływu na to w jaki sposób będzie ona zarządzana, by wydała jak najlepszy plon. Dlatego zawsze sprawdzam czy w spółce, w którą zainwestowałbym swoje pieniądze, jest dobry gospodarz. Dobry, czyli taki, któremu zależy. Najlepiej jeśli jest to ktoś, kto stworzył daną firmę i zjadł zęby na jej rozwijaniu. Tacy inwestorzy są w CCC, czy LPP, ale też w wielu innych spółkach. Akcjonariusz-założyciel z solidnym pakietem akcji to dość solidna "poduszka bezpieczeństwa". Kto np. nie wie, że twórcą, prezesem i współwłaścicielem informatycznej spółki ComArch z Krakowa jest Janusz FIlipiak? Można go lubić albo nie, ale trudno uwierzyć, że będzie źle zarządzał stworzoną przez siebie firmą. W 2000 r. akcje ComArchu kosztowały 60 zł, dzisiaj są po 145 zł. Nie jest to klasyczna spółka dywidendowa, bo o ile przez kilka lat płaciła systematycznie po 1,5 zł na akcję, to w ostatnich dwóch latach akcjonariusze nie otrzymali dywidendy (zyski - choć niemałe, 40-60 mln zł rocznie - zostały w firmie). Ale czasem lepiej zatrzymać zysk i go zainwestować, niż rozdać udziałowcom i potem się zadłużać na potęgę w bankach.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

OBEJRZYJ MULTIMEDIA ZWIĄZANE Z AKCJĄ "DYWIDENDA JAK W BANKU"

Nagrałem też krótkie klipy, w których razem z Longtermem opowiadam o tym jak lokujemy nasze oszczędności. Longterm opowiada o tym dlaczego ma w nosie depozyty bankowe, a ja  o tym dlaczego nie mam tak, jak Longterm ;-)..Żeby przekonać Was do długoterminowego lokowania oszczędności o mało nie dałem sobie zrobić... nie, nie mogę o tym mówić, to zbyt bolesne doświadczenie:-). 

Mieliśmy też z Wami dwa internetowe spotkania - webinaria, w których opowiadaliśmy o podstawach inwestowania w spółki dywidendowe oraz o tym jak lokować oszczędności na rynku kapitałowym i jednocześnie oszczędzać na podatkach.odpowiadaliśmy na Wasze pytania. Zapis pierwszego spotkania jest pod niniejszym linkiem, natomiast zapis drugiego znajduje się poniżej:

ZAPRASZAMY NA KOLEJNE WEBINARIUM: w najbliższy wtorek o godz. 20.00 opowiemy o tym jak mieć stałą dywidendę z... funduszu inwestycyjnego. Nie czekaj do ostatniej chwili, zapisz się już teraz, bo liczba miejsc ograniczona!

Więcej o tym jak wybrać idealną spółkę dywidendową pisze w swoim najnowszym wpisie Albert Rokicki na blogu Longterm.pl. Są też na ten temat inne opracowania, ale wydaje mi się, że nie warto przesadzać z pakowaniem sobie do głowy wielkich stosów nauki o inwestowaniu, bo to nie jest rocket science. Chodzi o to, żeby wybrać jakieś dwie-trzy firmy, które lubisz, których produktów używasz, na których rozwoju chciałbyś zyskiwać, sprawdzić czy są notowane na giełdzie, czy wypłacają dywidendy, czy ich przychody rosną i co myśli o niech jeden-dwóch analityków z biur maklerskich... i wio. Jeśli to będzie inwestycja nie przekraczająca 5-10% oszczędności i jeśli to będą pieniądze, których nie będziesz potrzebował przez najbliższych kilka lat, to potraktuj to jako dobry trening, przetarcie. Być może uznasz, że spółki, które wybrałeś nie są takie znowu idealne, jak się wydawało i przesiądziesz się na inne. Chodzi o to, żebyś zrobił pierwszy krok, potem pójdzie już z górki. Oczywiście: możesz go też zrobić z funduszem inwestycyjnym, który inwestuje w spółki dywidendowe i wypłaca swoim członkom dywidendy. O takich funduszach napiszę dosłownie za kilka dni, w kolejnej odsłonie akcji.

ZAKUP AKCJI. JAK TO WYGLĄDA? Akcje, które kupisz, będą leżały na twoim rachunku papierów wartościowych. Żeby kupić akcje, musisz sobie taki rachunek założyć. Z kontami maklerskimi jest jak z ROR-ami - jedne są za darmo, za inne trzeba płacić abonament. W jednych prowizja od zakupu akcji jest wyższa, w innych mniejsza. Zwrócę Waszą uwagę tylko na to, że w ramach akcji "Dywidenda jak w banku" biuro maklerskie DM BOŚ obiecało, że będzie obsługiwało moich czytelników po najniższych cenach w Polsce. Szczegóły tej propozycji są kilka akapitów niżej. Więc być może to jest dobry moment, żeby sobie założyć takie konto przez internet i potrenować. Generalnie sam zakup akcji nie jest trudny, choć formularz może wystraszyć nowicjusza, gdyż sporo w nim rubryk i dziwnych skrótów. Większość z nich przydaje się tylko zawodowcom. Zwykłemu ciułaczowi potrzebny jest tylko trzyliterowy skrót nazwy spółki (zwykle w formularzu jest podpowiedź), liczba akcji, które chcemy kupić i rodzaj zlecenia.

Ja zawsze składałem zlecenie typu PKC (po każdej cenie), które po kilkunastu minutach było realizowane i kupowałem akcje po takiej cenie, jaka akurat była na rynku. Oczywiście wcześniej trzeba przelać na konto maklerskie pieniądze. Kasa, która nie zostanie zużyta na zakup akcji, zostaje na rachunku pieniężnym, a na rachunku papierów wartościowych po dwóch dniach pojawią się akcje. Również na konto maklerskie będzie wpływała ewentualna dywidenda. O tym kiedy i ile pieniędzy spółka wypłaci decyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy (każdy może się wybrać, trzeba się tylko zarejestrować w spółce), informację na ten temat można znaleźć w giełdowych serwisach informacyjnych (pełno jest ich w sieci). Mam nadzieję, że skutecznie "odczarowałem" tym wpisem lokowanie pieniędzy w akcje spółek. To naprawdę nie jest takie trudne, jak mówią ;-). A w kolejnym poradniku opowiem o lokowaniu oszczędności dla dywidendy poprzez fundusze inwestycyjne.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

ZAPROSZENIA DLA WAS, CZYLI ROZDAJEMY BONUSY: 

dywidendalogotypy3>>> Jeśli ten tekst Was zaciekawił, zainspirował lub zachęcił, to proponuję, żebyście ZAPISALI SIĘ NA NEWSLETTER AKCJI. Każdy kto się zapisze, dostanie w prezencie nasz e-book, w którym tłumaczymy krok po kroku o co chodzi w inwestowaniu w spółki dywidendowe. Jak się za to zabrać, jakie spółki wybrać i jak monitorować wyniki. Newsletter dostępny jest pod tym linkiem.

>>> NAJTANIEJ ZAINWESTUJESZ W DM BOŚ.Jeśli macie ochotę spróbować przygody z inwestowaniem oszczędności - choćby małej ich części - to biuro maklerskie DM BOŚ zadeklarowało, iż naszych - Longterma i moich - czytelników będzie obsługiwać niemal za darmo - rachunek dostaniecie za free, a prowizję od zakupu akcji DM BOŚ ściął do symbolicznych 0,18% od wartości zakupu. Warunek: trzeba zarejestrować się przez specjalny link (regulamin jest tutaj). Promocja jest wyłącznie dla Was, nigdzie indziej w przyrodzie nie występuje, ale ma ograniczenie - dotyczy obrotów akcjami nie przekraczających 100.000 zł. Nie mam żadnej prowizji od założonych kont, więc żeby zagwarantować sobie bardzo niskie prowizje możecie również korzystać z identycznego linku w blogu Longterma, o ile tak będzie dla Was wygodniej.

>>> KONKURS W TFI BPH. 1000 NAGRÓD DO WZIĘCIA. Zarządzająca funduszami inwestycyjnymi (m.in. funduszem wypłacającym raz w roku dywidendę) TFI BPH ma dla Was konkurs, w którym gwarantowaną nagrodą są moje książki z dedykacją. Szczegóły znajdziecie na stronie konkursowej. Zapraszam do udziału!

 bphtfikonk2

UWAGA: INWESTOWANIE NIE JEST DLA KAŻDEGO! Lokowanie pieniędzy w spółki dywidendowe pod pewnymi względami przypomina deponowanie pieniędzy w banku (choć w inwestowaniu nie ma gwarancji kapitału). Sęk w tym, że o ile w przypadku bezpieczeństwa lokaty w banku nie ma większego znaczenia, czy włożymy pieniądze na dwa, czy na 20 lat, o tyle w przypadku inwestycji na rynku kapitałowym obowiązuje zasada: "im dłuższy horyzont, tym mniejsze ryzyko". A więc: nie inwestujemy w akcje pieniędzy, których możemy potrzebować w przewidywalnej perspektywie (niech to będą pieniądze, o których możesz zapomnieć). Nie inwestujemy w ten sposób wszystkich pieniędzy. Jeśli mamy ich mało, to nie wychylamy nosa z banku (dopiero przy wartości oszczędności powyżej 30.000-40.000 zł można w ogóle myśleć o czymkolwiek innym, niż bank). Jeśli nie mamy jeszcze setek tysięcy, to na rynek kapitałowy kierujemy relatywnie niewielką część - np. 10-20%. Rozkładamy ryzyko między kilka spółek lub funduszy. 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 08 lipca 2016 15:04

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/08 17:01:57:

    Podstawą w porównywaniu dochodowości inwestycji powinna być dochodowość w porównaniu z pewnymi inwestycjami (np. lokatami), a nie procent bezwzględny. Inaczej co z tego, że niby kwota większa, skoro inflacja zjadła jeszcze więcej.

    "W 2000 r. akcje Żywca były po 400 zł, dziś kosztują mniej więcej 450 zł. W tym czasie Żywiec wypłacił 415 zł dywidend. To oznacza, że kto kilkanaście lat temu uwierzył, że Polacy będą pili coraz więcej piwa i kupił akcje żywieckiego browaru, to dziś już jest "rentierem"
    To oznacza, że jest jeleniem, bo gdyby trzymał pieniądze w banku, miałby jakieś dwa razy więcej zysku, niż z tej zachwalanej przez Samcika inwestycji.

    "W długoterminowym inwestowaniu większość dochodu inwestora może pochodzić właśnie z dywidend. Pokazywałem w jednym z poprzednich tekstów taką właśnie spółkę - Bank Pekao. Kurs sobie faluje, ale w dłuższym terminie w zasadzie się nie zmienia. Jak ktoś kupił te papiery sporo lat temu, to wystarczy mu, że dostaje co roku dywidendę. Ile? Średnio 5% wartości akcji rocznie. A ile by się miało na lokacie bankowej? Ostatnio góra 2% rocznie."
    Kłamstwo, czy tylko nierzetelność? Pekao oferuje 5% dywidendy zaledwie od 4 lat, wcześniej było to dużo mniej przy znacznie wyższej inflacji. Dywidendę wypłaca od 2006 roku, ale jest obecny na GPW od 1998 roku. Jaka jest więc średnia? Ta spółka jest dobra TERAZ, ale od niedawna (od kiedy właściciel ma problemy finansowe i potrzebuje kasy z dywidend, a jednocześnie są niskie stopy procentowe) i nie wiadomo, jak długo.

    Znamienne jest, że na przestrzeni kilkunastu lat udało się znaleźć 4 spółki, które okazały się dobrą inwestycją. Na kilkaset.
    Wciąż czekam na obiecany przegląd spółek dywidendowych z krytycznym podejściem, uwzględniającym np. takie spółki jak JSW czy Hardex.

  • catz napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/08 21:56:23:

    Próbował Pan przeczytać ten post w całości? Oddzielając reklamy od starych treści i nowych treści? Potem kliknąć w któreś webinarium i znaleźć różnicę między aktualny, a starym postem?

  • gps-service napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/09 14:06:50:

    Jako że z inwestycjami zbędnych chwilowo środków jestem dopiero na etapie drobnych spekulacji walutowych (przy pewnej skali da się z tego nawet dziecko utrzymać ;) ), z ciekawością chłonę wiedzę kogoś mądrzejszego :_)
    Ale mam swoje uwagi / przemyślenia:

    Zasada 1? Inwestuję w to co lubię - pomysł o tyle uzasadniony, że mikropromile z dochodu (kupuję to!) powracają do mnie ;-)Stachostycznie rzecz ujmując - może sprawdzać nie tylko wyniki finansowe spółek, ale ich "lajkablność", pozytywne podejście klienta do marki? To może tworzyć ciekawe perspektywy zmian dochodu firmy w przyszłości. Ale pamiętamy o pstrym koniu :D IMHO, McD za kilka krótkich lat podzieli los Kodaka, jeśli nie zmieni profilu Klienta..

    Zasada 2? Pamiętacie pana Grobelnego? Zainwestował przed 2000r. prawie połowę kapitału w maszyny do wywoływania papierowych zdjęć. Po paru latach były warte tyle, ile ważą, te maszyny znaczy, po 0,3zł /kg. IMHO, najcenniejsze są perspektywy, często niedostrzegalnych zmian, małych innowacji, które jak fraktale rozrastają się na rzeczywistość i modyfikują wskaźniki największych koncernów - vide BASF, IBM, CISCO, który zawczasu się przebranżowił. Poszedł bym w grafen i paliwa wodorowe / pallad (lit i auta elektryczne to boczna ścieżka ewolucji transportu)...

    Zasada 4? A co się ostatnio dzieje z KGHM? Tudzież z Orlenem i jego kanadyjskimi złożami? Upaść, one nie upadną, z racji politycznych, ale ostatnie ich decyzje mogą wpływać znacznie na zyski, a więc i dywidendy...

    Zasada 5? "Dobry ekonom lepszy od pana" ;-) Ze spółkami prywatnymi NA RAZIE nie ma problemu, ale obsadzamie w zarządach spółek państwowych "miernych ale wiernych" doprowadzi do ich katastrofy, za którą zapłacimy via podatki.

    Obym był tylko "krakaczem" we własnym kraju ;-/

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/09 15:56:41:

    Jakoś tak przychylam się do rozumowania @kmiarek:
    w historycznych okresach wysokiej inflacji wypłacana dywidenda musi być szacowana inaczej, niż dziś, w czasach niskich stóp procentowych.

    Biorąc pod uwagę rządowe decyzje, nie spodziewał bym się niskiej inflacji, a w powiązaniu, nawet wysoką dywidendę inflacja oraz spadek wartości złotego do walut wymienialnych zniweczy w całości, jeśli nie w trójnasób...

  • longterm077 napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/09 20:57:22:

    Witam, zapraszamy do wzięcia udziału w naszym kolejnym webinarze - tym razem weźmiemy na warsztat fundusze inwestycyjne (szczególnie akcji dywidendowych):

    longterm.clickwebinar.com/a-moze-dywidenda-z-funduszu-inwestycyjnego/register?_ga=1.269235570.2015457669.1466505998

  • l.wi napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/10 09:50:36:

    Fajna uwaga o stopniach wtajemniczenia, zgadzam się z takim scenariuszem w 100%.

    Ja mimo wszystko stawiałbym na szeroką dywersyfikację i jak najczęstsze uśrednianie cen nabycia, a bezpośredni zakup akcji traktował jedynie jako alternatywę inwestowania w fundusze.

  • bi1234 napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/11 15:58:06:

    Teoria jest piękna, praktyka już mniej. Wybieranie do przykładów spektakularnych nabyć spółek którym akurat powiodło się na rynku, może wprowadzać w błąd niedoświadczonych ciułaczy, którzy na tej podstawie ocenią rynek. Więc proponuję nieco umiaru.
    Ja w czerwcu 2013 zakupiłem na 30 lat akcje 8 spółek dywidendowych z WIG 30 (duże spółki by eliminować ryzyko upadłości i spekulanci nie "majtali" kursem) za 200 tys. zł. Cel: mieć zabezpieczenie emerytalne w tych akcjach, a dywidendy przelewać na IKE.
    Teraz portfel tych akcji opiewa już tylko na 70% tamtej wartości. Dywidendy nie zrównoważyły spadku kursów. Może za 30 lat odrobię straty, ale nie jest tak pięknie jak wynikałoby z przytaczanych, zachęcających przykładów.

  • boddekk napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/11 18:23:45:

    Ciekawy blog, biznestobiznesonline.blogspot.com/ który warto odwiedzić, mają niesamowite porady biznesowe, sami zobaczcie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line