Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

środa, 06 lipca 2016

Sprawa kredytów frankowych wkrótce stanie na ostrzu noża. Nadciąga bankowy kontratak?

Gdy na początku czerwca Aleksandra Wiktorow, Rzecznik Finansowy i obrońca uciśnionych klientów instytucji bankowych oraz innych, ogłosiła swój słynny raport dotyczący kredytów frankowych, wydawało się, że może to być kluczowy moment w walce o ich przewalutowanie. W liczącym prawie 100 stron opracowaniu znalazło się kilka daleko idących wniosków. M.in. taki, że żądanie od klienta większej kwoty, niż pożyczona w nominale plus odsetki, jest niezgodne z prawem bankowym (co oznacza, że różnice kursowe nie powinny obciążać kredytobiorców). I że kapitał kredytu nie może zmieniać się niezależnie od wartości spłaconych przez klienta rat. I że waloryzacja kredytu kursem franka w świetle przepisów obowiązujących przed 2011 r. była niemożliwa, bo przepisy najzwyczajniej w świecie jej nie przewidywały.

Nadal jest bardzo prawdopodobne, że raport mocno wpłynie na orzecznictwo sądów, ale wygląda na to, że bankowcy nie oddadzą pola bez walki. Najpierw ostry list do Aleksandry Wiktorow napisał Krzysztof Pietraszkiewicz, szef Związku Banków Polskich. A teraz dowiedziałem się, że w co najmniej dwóch bankach prawnicy dostali polecenie, żeby przygotować bardzo obszerną dokumentację "na wszelki wypadek", którą będzie można przedstawiać w sądach, gdyby okazało się, że raport Rzecznika Finansowego stanie się podstawą do składania przez jego urzędników tzw. istotnego poglądu w sprawie. Rzecznik Finansowy ma prawo zaprezentowania swojej opinii (właśnie w takiej formule) w konkretnych procesach wytaczanych przez klientów banków. I jest więcej, niż pewne, że od sądowych wyroków w pierwszych procesach, w których takie istotne poglądy w sprawie zostaną złożone, zależy los kredytów frankowych.

Czytaj też: Przewalutowania kredytów nie będzie? Ten wyrok może sprawić, że... będzie

Bankowcy doskonale zdają sobie też sprawę, że sądy powszechne często przychylają się do opinii Rzecznika Finansowego. Urzędnicy rzecznika podają nawet, że w 90% przypadków - co prawda dotyczących polis inwestycyjnych, a nie kredytów frankowych - dostarczenie sądowi istotnego poglądu w sprawie kończyło się korzystnym dla klienta wyrokiem. Nie jest pewne w jakim stopniu pisma Rzecznika Finansowego wpływają na wyroki sądowe w sprawach klient-instytucja finansowa, ale branża bankowa wolałaby ten wpływ jak najbardziej ograniczyć. Zrobi więc wiele, by zdyskredytować raport Rzecznika Finansowego w sprawie franków. Jakie argumenty wyciągną bankowcy? Uwaga, proszę założyć hełmy, będzie ciężki ostrzał:

Przede wszystkim postarają się obalić tę część argumentacji Rzecznika Finansowego, która mówi, że kredyt walutowy nie spełnia warunków umowy o nazwie "kredyt". Bankowcy powołają się na wyroki Sądu Najwyższego, któremu zdarzyło się stwierdzać, że elementy konstrukcyjne umowy o nazwie "kredyt" ograniczają się tylko do stwierdzenia, że "bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na określony czas kwotę środków pieniężnych", a kredytobiorca zobowiązuje się do jej zwrotu wraz z odsetkami. A jak strony umówią się co do szczegółów kontraktu - to ich wolna wola. Skoro dochodzi do udostępnienia klientowi określonej sumy, a klient ją spłaca - to jest to kredyt. Zaś według Sądu Najwyższego "kredytobiorca może być zobowiązany do zwrotu bankowi sumy pierwotnie wykorzystanego kredytu, ale taka wykorzystana suma może mieć inną wartość rynkową w okresie spłaty kredytu".

Czytaj też: Czy ten wyrok "rozwali system"? Sześć kluczowych pytań o frank"i

Z kolei prezes Związku Banków Polskich w liście do Rzecznika Finansowego cytuje fragment wyroku Sądu Najwyższego z którego wynika, że "umowa kredytu indeksowanego oczywiście mieści się w konstrukcji ogólnej umowy kredytu bankowego i stanowi jeden z jej możliwych wariantów". Oraz orzeczenie Rzecznika Generalnego Trybunału Sprawiedliwości UE, który w jednej ze spraw sądowych między bankiem a klientem ogłosił, że "wykorzystana suma kredytu może mieć wyższą wartość rynkową w okresie spłaty kredytu" i że należy rozdzielić pojęcie "waluty kredytu" oraz "waluty płatności". Widać więc dość wyraźnie w które nuty będą uderzali bankowcy chcąc odbić argumentację Rzecznika Finansowego: będą przekonywali sądy, że kwestia dotycząca zmieniającego się w czasie kapitału kredytu nie ma znaczenia, bo taki kredyt to wciąż kredyt. A jeśli tak, to nie ma mowy o jego unieważnieniu.

To oczywiście mocne argumenty i nie można zaprzeczyć, że do tej pory sądy raczej je wspierały w rozstrzyganiu sporów klientów z bankami, ale jest tu pewna cienkość, która każe się zastanawiać czy bankowcy nie zapędzili się w argumentacji w kozi róg. Tę cienkość opisała Aleksandra Wiktorow w swoim liście-odpowiedzi na list prezesa Związku Banków Polskich. Zwróciła mianowicie uwagę, że bankowcy od zawsze podkreślają, że umowa kredytu jest umową odpłatną przez jakiś czas nawet odmawiali z tego względu naliczania klientom ujemnego LIBOR-u. I teraz uważajcie: jeśli kredytodawca nie może być narażony na ryzyko otrzymania z powrotem mniejszej kwoty, niż wartość nominalna kwoty udostępnionej kredytobiorcy, to co będzie, jeśli frank szwajcarski zacznie nagle kosztować np. 1 zł? Byłby to kredyt, czy niekoniecznie?

Czytaj też: Ten pomysł na unieważnienie kredytu frankowego się już sprawił. Idzie fala?

Ciekawy dylemat. Ale oczywiście niejedyny. Bo nawet jeśli na poziomie rozważań "czy ten kredyt to w ogóle kredyt" przyznamy rację bankowcom, to pozostają jeszcze inne poziomy sporu. Czy spread pobierany w sytuacji, gdy nie było realnej wymiany waluty, był pobierany legalnie? Jakie skutki niosą klauzule abuzywne w umowach, nieprecyzyjnie ustalające przeliczenia walutowe? Czy wprowadzenie ustawy antyspreadowej oznacza, że klienci - choć mają już możliwość spłacania rat bezpośrednio w walucie obcej - nie mogą walczyć o usunięcie skutków nielegalnych klauzul znajdujących się w ich umowach? Czy kredyty indeksowane do franka szwajcarskiego (czyli większość wszystkich kredytów frankowych sprzedanych przez banki w Polsce) spełniają parametry dyrektywy Unii Europejskiej definiującej kredyt walutowy, skoro są wyrażone w polskiej walucie, wypłacane w złotym i spłacane w złotym? Jedno jest pewne: ciąg dalszy nastąpi. I szykujmy się do decydującej bitwy ;-)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
środa, 06 lipca 2016 09:22

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • robal_pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 10:01:12:

    Oooo ! Frank po 1 zł to byłoby coś ! Jestem za ! Gdzie można się na to zapisać ? ;))

    Dla banku to nie problem. Pożyczył Franki, dostanie z powrotem Franki.

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 10:04:32:

    Dwa poglądy istotne w sprawie (pełne wersje) przygotowane przez Rzecznika Finansowego, dotyczącego starego portfela CHF w mBanku.
    Pozew indywidualny:
    www.pozwalembank.pl/wp-content/uploads/2016/04/Istotny-pogl%C4%85d-w-sprawie_stary-portfel-CHF-mBank.pdf
    Pozew zbiorowy:
    www.pozwalembank.pl/wp-content/uploads/2016/06/Pogl%C4%85d-RF_nabici-w-mbank.pdf

    www.facebook.com/pozwalemBank/
    www.pozwalembank.pl/

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 10:32:01:

    Jeśli z definicji jest: "określoną kwotę __ środków pieniężnych __ do dyspozycji Klienta" to IMHO należy za środki pieniężne do dyspozycji Klienta uznać złotówki, jako że kredyt najczęściej był wypłacany w tej walucie.

    Inaczej mamy sytuację, (oczywiście pomijam w rozumowaniu prowizję i odsetki) w której pożyczam sztabkę złota iluśtam-gramową (wartą w momencie pożyczki np. 5 kPLN), a pożyczkobiorca żąda ode mnie zwrotu półtorej sztabki złota, bo jej wartość spadła do 3,7 kPLN. Jakaż różnica w tym, czy pożyczam garnki z oliwą, sztabkę złota czy franki szwajcarskie? Wartość każdego jest zmienna, owszem, ale w przypadku kredytu frankowego mam do dyspozycji "kwotę środków pieniężnych", czyli owe 5 kPLN które warta jest sztabka złota, a nie samą sztabkę ;-) Więc nie powinienem oddawać sztabki, ale "kwotę środków otrzymaną do dyspozycji.".
    Inna interpretacja wydaje mi się chora logicznie i ekonomicznie...

    A większość "frankobiorców" zapewne myślała, że owo indeksowanie kursem franka to dla ich wygody jest, bo przecież łatwiej za mieszkanie zapłacić złotówkami... ;-)

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 11:19:04:

    Odpowiedz Rzecznika na uwagi ZBP

    www.rf.gov.pl/files/22371__5309__Uwagi_Rzecznika_Finansowego_do_stanowiska_ZBP_w_sprawie_kredytow_walutowych.pdf

    a tu T. Nowak rozprawia się z uwagami ZBP

    www.drive.google.com/file/d/0B7GGTFDSnefSS0VvckVHYWV5Wk0/view?pref=2&pli=1

    Nie dziwię się, że ZBP dostaje rozwolnienia.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 14:11:35:

    @nerkofil
    "Inaczej mamy sytuację, (oczywiście pomijam w rozumowaniu prowizję i odsetki) w której pożyczam sztabkę złota iluśtam-gramową (wartą w momencie pożyczki np. 5 kPLN), a pożyczkobiorca żąda ode mnie zwrotu półtorej sztabki złota, bo jej wartość spadła do 3,7 kPLN. Jakaż różnica w tym, czy pożyczam garnki z oliwą, sztabkę złota czy franki szwajcarskie? Wartość każdego jest zmienna, owszem, ale w przypadku kredytu frankowego mam do dyspozycji "kwotę środków pieniężnych", czyli owe 5 kPLN które warta jest sztabka złota, a nie samą sztabkę ;-) Więc nie powinienem oddawać sztabki, ale "kwotę środków otrzymaną do dyspozycji.".
    Inna interpretacja wydaje mi się chora logicznie i ekonomicznie... "

    Skracając, piszesz: "pożyczam sztabkę złota (...) nie powinienem oddawać sztabki".
    Inna interpretacja wydaje mi się chora logicznie i ekonomicznie... "
    Zapewne trochę przypadkowo, ale to jest kwintesencja myślenia frankowiczów: pożyczam sztabkę, ale jak mi nie pasuję, to krzyczę, że powinienem oddawać coś innego.

    Waloryzacja do innej waluty/towaru jest dość powszechna. Obecnie może już nie jest u nas popularna, ale w warunkach dużej inflacji nawet pomiędzy osobami prywatnymi były zawierane takie umowy. Jeszcze 20 lat temu kwota wynajmu była podawana w EUR lub USD. Nadal jest tak na wschodzie (np. Ukraina). Wszystko jest kwestią wzajemnych ustaleń.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 14:27:03:

    @kmiarek:
    Połączyłeś DWA moje przeciwstawne przykłady - ten z przypadkiem, w którym pożyczyłem sztabkę i oddaję sztabkę, bez względu na jej aktualną wartość rynkową, czyli wariant zastosowany przez banki wobec frankobiorców, teoretycznie...
    z
    pożyczeniem równowartości sztabki w złotówkach, gdy musimy oddać aktualną wartość sztabki w złotówkach. Czyli wariant indeksowania frankiem kredytu złotówkowego.

    Słowem, jeśli fizycznie do dyspozycji otrzymałem franki, muszę oddać franki, jeśli otrzymałem kwotę w PLN, oddaję taką samą kwotę w PLN, a nie równowartość ich w słoikach miodu czy korcach maku.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 14:34:02:

    @kmiarek
    ilu to "frankowiczów" pożyczyło franki? 2%?

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 14:39:11:

    @kmiarek:
    CD: Pamiętam jak dziś, w czasach handlu łóżkowego na głównych ulicach miasta wyciągalismy z utargu tygodniowo kilka miesięcznych pensji. I pierwsze co się robiło, to pędziło do konika zamienić utarg na dolary, żeby tegoż inflacja nie zeżarła (IMHO, dziś też idą takie czasy). Owszem, sam odnajmowałem swoje mieszkanie za równowartość USD, ale brałem w USD, bo po cóż przepuszczać ta kwotę jeszcze niepotrzebnie przez złotówki, gdy inflacja szalała?

    A w przypadku CHF, "przepuszczenie przez złotówki" kredytu wziętego we frankach i spłacanego frankami wydaje się ewidentnie nieuczciwą praktyką handlową, zagwarantowaną w Umowie.
    W tym momencie mamy zkredyt frankowy indexowany kursem złotówki (wobec franka) a nie odwrotnie! Czyli oddajesz tą samą sztabkę złota, ale musisz ją kupić 3x drożej ;-)

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 14:51:17:

    @kmiarek:
    miało być: Czyli oddajesz sztabkę złota, ale musisz ją kupić 3x drożej, POMIMO że nie otrzymałeś owej sztabki, ale jej równowartość ówczesną w złotówkach.

    Uważasz to za dozwoloną, uczciwą i całkiem niegroźną praktykę oligopolisty rynkowego wobec drobnego cwaniaczka z ulicy?

  • buziaczekilek napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 16:24:39:

    Ciekawe jak SN tak sprzyjający bankom rozwiąże problem przeliczenia kredytu w PLN na CHF wg kursu w Tabeli (ewidentna abuzywność). Na ustawę antyspredową raczej się nie powołają , bo niby jak miałaby tę abuzywność wyeliminować. Ponadto indeksacja to waloryzacja (już potwierdzona przez SN)- sąd nie ma prawa ustalić innego miernika wartości dla ustalenia salda kredytu w CHF (strony mogą, a przedsiębiorca- bank- nie może żądać zmiany sposobu waloryzacji) . Będą musieli się mocno nagimnastykować.

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 16:35:31:

    @kmiarek

    "Waloryzacja do innej waluty/towaru jest dość powszechna. Obecnie może już nie jest u nas popularna, ale w warunkach dużej inflacji nawet pomiędzy osobami prywatnymi były zawierane takie umowy."

    Waloryzacja czy podwójna waloryzacja?
    Albo indeksacja albo zmienne oprocentowanie.

  • buziaczekilek napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 16:54:03:

    Obawiam się, że tak ciężko pracujący nad ustawą frankową profesorowie wymyślą jakiegoś gniota (w stylu ustawy antyspredowej), że jeszcze bardziej pogrążą frankowiczów (np. zwrot spredów z odniesieniem do kursów NBP może wyeliminować abuzywność wg pokrętnych wywodów SN oczywiście).

  • sunneku napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 20:21:49:

    Witam

    Ja nadal uważam że z kredytami walutowymi nie ma problemu. Ja sam jestem 'frankowiczem'. Wtedy mieszkałem jeszcze na północy Polski. Wziąłem niemal 100 tys franków. Rzecz jasna przeliczyli mi na złotówki etc. I teraz ciekawostka. Zmieniłem pracę na pracę płatną w Euro. Wtedy też zgłosiłem się do banku aby dokonał przeliczenia i wysłał mi plan rozliczania wg franków (abym nie był podwójnie przewalutowany - najpierw na PLN a potem z PLN na Frank :-D. Obecnie sam kupuje franki i przesyłam ). Bez większych kłopotów otrzymałem plan płatności. Nadal wychodzi że w PLN mam do zwrotu ponad dwa razy więcej niż na początku. Ale w planie frankowym - kwota spada.

    Słowem - nie pierdolcie frankowicze. Prościej? Dobra.
    Sprzedaliście papier który gwarantuje posiadanie 10 uncji złota (indeksowany do PLN). A teraz chcecie go odkupić. Opcje? Zdobędziecie 10 uncji i zamienicie to na PLN a następnie odkupicie. Lub płacicie w PLN (CO WY ROBICIE).
    A to że 1 uncja kosztowała np 100zł a dziś kosztuje 400 zł? Kogo to obchodzi? 10 uncji to 10 uncji. Amen. 100tys franków to 100tys franków.

    Zalecam wszystkim pójść do banku i poprosić o przedłożenie planu spłaty wg franka. To tylko parę stów (300zł u mnie). I nie będziecie musieli się martwić.

  • buziaczekilek napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/06 20:38:45:

    sunneku
    Skoro wziąłeś franki to faktycznie musisz je oddać. Ja dostałam złotówki.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/07 08:59:06:

    @sunneku

    kolejny troll bankowy. Przeczytaj sobie raport Rzecznika Finansowego, a potem z nim dyskutuj. To, że tobie coś się wydaje nie oznacza, że masz rację.

  • jeremiasz_kawa napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/07 12:38:35:

    No i dobrze, niech bankowcy się nie poddają. Wszyscy widzieli co podpisują, a jak nie widzieli, to byli głupi. Mieli regulamin przed oczami... Szkoda, że nasze prawo jest strasznie prokonsumenckie. Ja bym wolał, żeby było sprawiedliwie.

  • mw.waligora napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/07 14:15:06:

    @jeremiasz_kawa
    No i dobrze, niech frankowicze się nie poddają. Bankowcy widzieli co oferują, a jak nie widzieli, to byli głupi [w końcu są profesjonalistami, a kiedyś oferowali już takie "kredyty" w Australii i we Włoszech] . [... ] Szkoda, że nasze prawo jest strasznie probankowe. Ja bym wolał, żeby było sprawiedliwie.

  • boddekk napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/11 18:55:53:

    Poczytajcie na tym blogu sites.google.com/site/biznespomyslyblog/ również opisują ciekawe opcje biznesowe !

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line