Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 16 sierpnia 2016

Czy klienci funduszu inwestycyjnego wywalczą odszkodowanie za jego nędzne wyniki?

Tego jeszcze nie było. Grupa klientów wyjątkowo "pechowego" funduszu inwestycyjnego, który "zjadł" im wszystkie pieniądze, zamierza zmusić do pokrycia strat właściciela firmy zarządzającej tym funduszem. A jak się nie uda - to zablokować jego ruchy, dzięki którym chce zarobić trochę pieniędzy . Tak się składa, że owym wrogiem jest... jeden z największych koncernów na świecie, amerykański General Electric. Jeśli jest coś, co bardziej może przypominać walkę Dawida z Goliatem, to dajcie znać, bo ja nie widzę ;-). Wbrew pozorom - zgodnie z wzorcami biblijnymi - polscy klienci nie są bez szans, choć stawką jest ogromna kasa, 223 mln zł, które "umoczył" fundusz. Generalnie inwestycje w funduszach zawsze są obarczone ryzykiem i każdy kto w ten sposób lokuje pieniądze powinien zdawać sobie z tego sprawę. Ale jeśli fundusz inwestycyjny, działając na rosnącym rynku, "przegrywa" wszystkie pieniądze swoich klientów, ich tolerancja może się skończyć.

bphnieruchstopaW takiej sytuacji są klienci funduszu BPH Nieruchomości, który latem 2005 r. zebrał od nich 332 mln zł i obiecał, że korzystnie zainwestuje te pieniądze w budowę centrów handlowych, biurowców i hal magazynowych. Inwestował tak, że dziś jego klienci z każdych ulokowanych 100 zł mają dostać raptem... nieco ponad złotówkę. Fundusz jest w trakcie likwidacji, więc jego aktywa są zablokowane do czasu zamiany majątku (czyli nieruchomości) na żywą gotówkę. Ale wcale nie jest powiedziane, że po spieniężeniu nieruchomości klienci dostaną więcej pieniędzy. Fundusz bowiem inwestował nie tylko pieniądze klientów, ale też lewarował się kredytami bankowymi. Gdyby inwestycje poszły dobrze, zysk byłby dzięki temu zwielokrotniony. A skoro poszły źle - do strat wynikających z niskiej wyceny nieruchomości dochodzą koszty kredytów, co pogarsza sytuację członków funduszu.

Fundusze inwestujące w nieruchomości w "przepalaniu" pieniędzy inwestorów zawsze się wyróżniały. Np. nieruchomościowy fundusz TFI Arka przez 10 lat nie był w stanie zarobić na mieszkaniach, choć przecież każdy, kto w tym czasie ulokował pieniądze w mieszkanie pod wynajem, jest na tej inwestycji mocno "do przodu". Marne to pocieszenie dla kilkuset klientów BPH Nieruchomości, którzy jeszcze pół roku przed zarządzeniem likwidacji funduszu żyli nadzieją na odzyskanie przynajmniej części pieniędzy - wycena jego aktywów wynosiła w zeszłym roku 60,9 zł. Jak to możliwe, że coś, co jest warte w końcu 2015 r. ponad 60 zł, po kilku miesiącach nagle okazuje się być "groszową" inwestycją? Likwidator rozkłada ręce: twierdzi, że zebrał oferty z rynku i sprawdził ile da się "wycisnąć" z nieruchomości, w które fundusz zainwestował pieniądze klientów.

"Fundusz BPH FIZ Sektora Nieruchomości inwestuje jedynie w stabilne i rokujące zyski nieruchomości. Są to głównie nieruchomości biurowe, centra handlowe i obiekty magazynowe. Odpowiedni dobór nieruchomości do Funduszu dąży do zapewnia stałych przychodów z tytułu długoterminowych umów najmu. Dzięki temu istnieje możliwość osiągnięcia atrakcyjnej stopy zwrotu, przy umiarkowanym ryzyku wynikającym z charakteru inwestycji"

- to cytat z opisu funduszu zamieszczonego w jego materiałach marketingowych. Klienci uważają, że fundusz był katastrofalnie źle zarządzany i jakość pracy osób zajmujących się ich pieniędzmi nie mieści się w pojęciu "ryzyka inwestycyjnego". Fundusz nie mógł np. sam zaciągać kredytów bankowych, prawdopodobnie robił to za pośrednictwem tzw. spółek celowych, zarządzających poszczególnymi inwestycjami. Członkowie funduszu twierdzą, że nie pisali się na taką grę w ruletkę i żądają zwrotu przynajmniej części zainwestowanych pieniędzy. Jeśli nie ma ich sam fundusz, ani TFI, które go prowadziło, to niech wysupła je koncern GE, który jest właścicielem całej grupy BPH.

Klienci BPH Nieruchomości mają w ręku nie lada oręż, bo Amerykanie właśnie częściowo wycofują się z Polski. Bank BPH pójdzie w ręce grupy PZU-Alior, a TFI BPH miał być sprzedany innemu chętnemu, TFI Altus. Jednak kilka dni temu pojawiła się informacja, że negocjacje w tej sprawie zostały zakończone bez sukcesu. Niewykluczone, że kością niezgody były właśnie wielomilionowe roszczenia klientów funduszu nieruchomościowego, których TFI Altus nie chciał wziąć z "dobrodziejstwem inwentarza". Teraz TFI BPH przygląda się Alior, który pierwotnie nie chciał kupować części inwestycyjnej aktywów GE, ale być może zmieni zdanie. Tak czy siak: transakcja byłaby łatwiejsza, gdyby zniknęło ryzyko prawne związane z funduszem nieruchomościowym.

Dużą - chyba już ponad stuosobową - grupę klientów TFI BPH reprezentuje jedna z kancelarii prawniczych, która liczy na kilkuprocentowe wynagrodzenie od odzyskanej przez klientów kwoty. W piątek, tuż przed długim weekendem, do klientów kancelarii trafił list, z którego wynika, że... co prawda walka jeszcze nie skończona, ale są już ofiary:

"Możliwość zawarcia ugody była ściśle związana z powodzeniem transakcji sprzedaży TFI BPH (...). Według informacji posiadanych przez Kancelarię jednym z głównych powodów niedojścia transakcji do skutku była właśnie kwestia kwoty rozliczenia roszczeń uczestników funduszu sektora nieruchomości".

Prawnicy reprezentujący klientów widzą dziś dwa scenariusze. Pierwszy zakłada stworzenie przez GE jakiejś spółki, która odkupi certyfikaty udziałowe funduszu BPH Nieruchomości od uczestników funduszu po uzgodnionej cenie, oczywiście wyższej, niż rynkowa wycena majątku funduszu. Jest to teoretycznie możliwe, bo GE zobowiązało się wobec KNF do zaproponowania rozwiązanie problemu funduszu..

"Spodziewamy się, że proponowana cena skupu będzie bardzo niesatysfakcjonująca. (...) Nasza rola w tym wariancie będzie polegała na negocjowaniu tej kwoty z GE, jako że będziemy reprezentować największą grupę uczestników funduszu. Szansa na ugodę w tym wariancie w naszym mniemaniu jest. Co do kwoty nie możemy się na tym etapie wypowiadać"

- piszą prawnicy do klientów nieruchomościowego funduszu. I chyba mają rację. Zerknąłem na ceny transakcji sprzedaży TFI na polskim rynku w ostatnich latach. Średnia cena to było 4-5% wartości zarządzanych aktywów plus ekwiwalent za gotówkę, która jest w kasie TFI. Investors TFI chciało w 2012 r. kupić BPH TFI za 170 mln zł - czyli mniej więcej za 5% aktywów.

aktywatfipolowa2016

Kiedy ta sama firma - tym razem już skutecznie - kupowała TFI DWS, za wartość przejmowanych aktywów (1,5 mld zł) zapłaciła zapłaciła 60–70 mln zł i było to trochę więcej, niż w innych transakcjach tego typu. Do tego doszło prawie 40 mln zł jako równowartość gotówki znajdującej się w DWS TFI. W 2009 r. firma zarządzająca Opera TFI przejęła od Szwedów SEB TFI za cenę odpowiadającą 3% wartości przejmowanych aktywów. BPH TFI ma jakieś 2,6 mld zł aktywów, co oznacza, że nawet przy dobrych wiatrach i przy "dobrej zmianie" nie uda się wycisnąć ceny sprzedaży większej, niż jakieś 130-150 mln zł. Podobno teraz na sprzedaż wystawione jest TFI Legg Mason, mające niecałe 3 mld zł aktywów, a mówi się, że cena wyniesie nie więcej, niż 100 mln zł. Czy GE, mając w ręku deal za 150 mln zł, odda te pieniądze np. w połowie klientom jednego z funduszy, pokrywając tym samym jedną trzecią ich strat? Wątpliwe, Amerykanom bardziej będzie się opłacało walczyć do upadłego (zresztą nie jest też pewne czy klienci wzięliby taki "ochłap" jak jedna trzecia wartości firmy zarządzające).

Drugi wariant sygnalizowany przez prawników to walka w sądzie, ale ta będzie możliwa dopiero po dokończeniu likwidacji funduszu. W takiej sytuacji GE jeszcze długo będzie miał problem ze sprzedażą TFI BPH, ale - jako się rzekło - wartość całej firmy jest prawdopodobnie mniejsza, niż wartość roszczeń klientów, więc Amerykanom może być już wszystko jedno. Możliwa jest też próba zabezpieczenia roszczeń klientów na majątku banku BPH, ale wkrótce w tym banku zostaną już tylko portfele kredytów hipotecznych, bo resztę przejmie PZU-Alior... "Buntownicy" liczą też na to, że sprawę przyspieszą zmiany na stanowisku szefa Komisji Nadzoru Finansowego (kadencja Andrzeja Jakubiaka kończy się jesienią). I że nowy wymusi na Amerykanach ugodę. Tylko czy nadzór ma w ręku jakieś argumenty w stosunku do inwestora, który i tak chce się wycofać z Polski?

"Uważamy, że nowy przewodniczący będzie bardzo zainteresowany rozliczeniem tej sprawy do końca, a jednocześnie uważamy, że oprócz wszczęcia kontroli w TFI i Banku Komisja oględnie mówiąc nie wykazała nadmiernej aktywności w naszej sprawie".

To nie pierwsza sytuacja, w której klienci mają pretensje już nawet nie o jakość zarządzania funduszem inwestycyjnym, ale wręcz o przekręty. Pamiętacie fundusz Idea Premium? Przez lata dawał wysokie zyski, był pozycjonowany jako relatywnie bezpieczna inwestycja (bo lokował nie w akcje, lecz w obligacje firm), ale potem okazało się, że zarządzający są nielotami i stracili 75% pieniędzy klientów. Nie były to jedyne nieloty, które opisywałem w blogu. Jasne, że zarządzający funduszem nie musi być geniuszem, że na spadającym rynku nawet największy as nie zarobi pieniędzy (może co najwyżej mniej stracić), że wkładanie pieniędzy do funduszu jest obarczone ryzykiem i nikt nie zagwarantuje godziwych - albo jakichkolwiek - zysków. Ale jeśli rzecz kończy się inwestowaniem w jakieś śmieciowe papiery bądź niezgodnie ze statutem funduszu...

Jakiś czas temu giełdowa gazeta "Parkiet" opisywała sensacyjny wyrok, w którym sąd stanął po stronie klientów bardzo źle zarządzanego funduszu inwestycyjnego. Sprawa dotyczyła funduszu DWS Płynna Lokata. Po sześciu latach walki firma PERN Przyjaźń wywalczył w sądzie 1,26 mln zł odszkodowania (plus odsetki). Podstawą był art 64 ustawy o TFI, który mówi o tym, że Towarzystwo odpowiada przed uczestnikami funduszy za wszelkie szkody spowodowane nienależytym wykonaniem obowiązków w zakresie zarządzania funduszami. Czy funduszowe nieloty wszelkiej maści mogą się więc już zacząć bać?

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 16 sierpnia 2016 10:42

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • daiglu napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 12:24:41:

    z tego co pamiętam to klienci Idea TFI (premium) stracili więcej niż klienci Amber Gold !!!

    ale to sie nie zmieni ,tylko będą zmieniać opakowania i słówka ,a ludzie zawsze będą sie łapać ,młodzi dorabiaja sie ,a po X latach szukaja inwestowania i KLOPS

    Bitcon i inne wynalazki jak cebulki tulipana - wiem,wiem bitcoin to co innego ......

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 14:39:52:

    a jaką odpowiedzialność ponosi fundusz? "och jej, nie poszło nam, trudno, następnym razem będzie lepiej" - i tyle. Nawet wstydu się nie najedzą, bo wstydu po prostu nie mają. A stracić 99% kasy to by nawet małpa nie straciła rzutkami wybierając (dostępne na rynku) wywieszone na ścianie inwestycje. IMHO przekręt kolejny, ale jak tu nie kraść, skoro za okradanie ludzi bywa się w telewizji jako poważany inwestor.
    Dlatego wolę już lokaty w banku niż fundusze - biorą kasę za nic.

    Najchętniej bym się wypiął na wszystkie instytucje finansowe i przeszedł na wymianę barterową, niestety, rachunki trzeba płacić w gotówce.

  • emp74 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 14:55:18:

    Fundusz działał tak, że na zakup nieruchomości pożyczył pieniądze w BPH. Potem pożyczki spłacił pieniędzmi klientów. To właśnie koszty obsługi tych pożyczek (czyli płacanie za nie bankowi BPH) zjadły wiekszość składek klientów. Taki prosty szfindel, o którym udziałowcy pisali do KNF w 2015 roku ale KNF odpowiedział im, że nie może zbadać tej sprawy do póki fundusz nie skończy działalności.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 15:20:09:

    @emp74
    zajmie im to jakieś 10 lat i rozejdzie się po kościach.
    Okradanie Polaków za przyzwoleniem wszelakich urzędów i władz zaczyna byś sportem - nie "czy mnie złapią" ale "jak bardzo jestem w stanie w ch..a ludzi zrobić".
    Im większym ch.em jesteś tym większym bohaterem. Polityka jest taka sama - im więcej frajerów ci uwierzy tym jesteś bardziej wygranym. Z góry zakładają, że kłamią.
    Kolejna rewolucja? Może zabraknąć gałęzi i latarni jak się ludzie wkurzą...

  • brabara napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/17 15:42:22:

    Mnie w funduszach inwestycyjnych zawsze odstrasza fakt, że siedzą tam goście martwiący się przede wszystkim o utrzymanie pracy, więc się nie wychylą przed szereg, nie zainwestują inaczej...
    Chociaż Ci z BPH jak najbardziej wyszli przed szereg :) Fundusze inwestycyjne maja jeszcze kilka innych minusów independenttrader.pl/czy-warto-inwestowac-poprzez-fundusze-inwestycyjne.html

  • ra74 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/17 21:40:11:

    co do walki Dawida z Goliatem na TED jest video z którego wynika że to Goliat był słabszą stroną

  • stefan.s-10 napisał(a) komentarz datowany na 2016/11/16 13:10:25:

    Proszę o bardzo pilny kontakt osoby które zainwestowały i w dalszym ciągu posiadją certyfikaty w funduszu Energia 2 prowadzonym przez GO TFI.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line