Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 19 sierpnia 2016

Ile kosztuje kredyt repolonizacyj... tfu, co ja... konsolidacyjny po zniżce o dwie trzecie? Liczę ;-)

Reklamy Alior Banku - głównego narzędzia repolonizacji branży bankowej w Polsce - to przeważnie marketingowe majstersztyki. Ludzie, którzy odpowiadają tam za jakość "kuszenia" klientów doskonale wiedzą gdzie trzeba połechtać, żeby człowiek nie mógł się oprzeć "wyższej kulturze bankowości". Alior w ciągu kilku lat wyrósł ze start-upu na jeden z największych banków w Polsce i jednocześnie najbardziej "wydajny", czyli najskuteczniej wyciskający klientów. Wiele rzeczy w Alior Banku jest najtańszych "tylko na niby" albo najtańsze "pod warunkiem, że". Gdybym tego nie wiedział, to zapewne zacząłbym się zastanawiać nad fenomenem pożyczki konsolidacyjnej, którą ostatnio reklamuje Alior Bank w telewizji spotem z żaglowcem. Bo na pierwszy rzut oka oferta ta - jak większość produktów w Aliorze - wygląda re-we-la-cyj-nie. Zresztą zobaczcie sami. Nie sposób się nie zakochać w tym pożyczkowcu ;-). Na jego tle inne banki rzeczywiście wyglądają jak jakieś żałosne łajby spod ciemnej gwiazdy ;-)

W reklamie aliorowcy obiecują, że jeśli w ciągu ostatniego roku nie mieliśmy żadnych opóźnień w spłacie "starego" kredytu i przeniesiemy go do Aliora, to dostaniemy od ręki 30% obniżki w oprocentowaniu. I po każdym kolejnym roku uczciwej spłaty ta zniżka w oprocentowaniu rośnie, by ostatecznie osiągnąć 60%. Kto nie przeniósłby kredytu, skoro ten nowy może być po jakimś czasie tańszy o dwie trzecie?! A jeśli jeszcze uświadomimy sobie, że w Polsce obowiązuje ustawa antylichwiarska i kredyty nie bywają oprocentowane wyżej, niż na 10%, to dojdziemy do wniosku, że Alior jest w stanie pożyczyć nam kasę nawet na... 4% w skali roku. A to cena, która może być niższa od niejednego kredytu hipotecznego, zabezpieczonego nieruchomością.

Czytaj też: Obiecują, że zetną oprocentowanie pożyczki o jedną trzecią. Warto skorzystać?

Gdzie kryje się pułapka? Oprocentowanie kredytu dzięki wejściu na pokład żaglowca rzeczywiście staje się niskie - tuż po przeniesieniu długu z innego banku będzie wynosiło maksymalnie 7% w skali roku (lub mniej, o ile klient przyniesie z poprzedniego banku papiery, że jego kredyt był oprocentowany niżej, niż na 10% w skali roku). Co to może oznaczać na konkretnych cyferkach? Jeśli mam 30.000 zł długu udzielonego na 10% i do końca spłaty zostało mi pięć lat, to płacę miesięcznie 637 zł raty, a łącznie odsetki będą kosztowały mnie 8.239 zł. Jeśli zrefinansuję ten dług w Aliorze, to już na starcie moja rata zjeżdża do 594 zł (czyli co miesiąc mam 43 zł oszczędności), a średnio w całym okresie spłaty - uwzględniając, że docelowo oprocentowanie spadnie do 4% - będę płacił tylko 566 zł miesięcznie. Łącznie szacowany koszt odsetek w ciągu pięciu lat zjedzie poniżej 4.000 zł.

aliorprzych2016Niestety, biletem wstępu na aliorowski żaglowiec jest prowizja i ubezpieczenie. To, co zaoszczędziłbym na moim 30-tysięcznym kredycie - 4.000-4.500 zł w odsetkach - mam szansę "umoczyć" w opłatach dodatkowych. Prowizja za udzielenie kredytu konsolidacyjnego w Alior banku wynosi bowiem - trzymajcie się mocno foteli - nawet 16%. Może być mniejsza (bank ma pełną swobodę w jej ustaleniu w zakresie od zera do 16%), ale jeśli słabo negocjuję i zostanę ulokowany w pobliżu górnych wideł (np. zapłacę 14% prowizji) to koszt kredytu automatycznie rośnie o 4.200 zł. Jeśli ta prowizja jest kredytowana, czyli doliczona do kwoty kredytu, to ostatecznie i od niej płacę odsetki. W ciągu pięciu lat będzie to dodatkowy tysiączek. Dodajmy jeszcze ubezpieczenie na życie, którego wykupienie też jest warunkiem promocyjnej oferty - czyli bez tego nie wpuszczą nas pod banderę Aliora. Koszt ubezpieczenia jest spory - 0,25% miesięcznie od kwoty kredytu.

Z regulaminu nie wynika czy jest to kwota kredytu pozostała do spłaty, czy "startowa", ale trzeba zakładać raczej ten drugi scenariusz. Jeśli tak, to pięcioletni kredyt (60 miesięcy) o wartości 34.000 zł (aż tyle, bo po doliczeniu skredytowanej prowizji) będzie droższy o 3% w skali roku. A składki ubezpieczeniowe wyniosą w całym okresie kredytowania 5.100 zł. Jeśli i tę składkę skredytujemy, to łącznie z oprocentowaniem kredytu otrzymujemy kwotę do zwrotu rzędu 44.000 zł. Dopływamy do portu "spłata" z sukcesem, ale tanio wcale być nie musi. Oczywiście: to skrajnie pesymistyczny scenariusz. W przykładzie reprezentatywnym Alior Bank podaje znacznie bardziej optymistyczne dla klienta parametry - przy pożyczce 50.000 zł i prowizji za jej udzielenie na poziomie 4% oraz 52 ratach (czyli niecałych czterech i pół roku spłacania) wychodzi im kwota do zwrotu na poziomie 66.800 zł - w tym 2.300 zł prowizji, 9.300 zł odsetek oraz 5.200 zł składki ubezpieczeniowej.

To koszt porównywalny do kredytu bez żadnych prowizji i dodatkowych obciążeń, oprocentowanego na 14% w skali roku. Jak na stan po zniżce o 60% - niespecjalnie wstrząsająca oferta. Opłacalność całego interesu zależy w głównej mierze od tego, czy ten "stary" kredyt, który chcielibyśmy zamienić na tańszy, został obłożony wysoką prowizją, którą już zapłaciliśmy z góry. W takiej sytuacji każde przenosiny wiążące się z koniecznością zapłacenia kolejnej prowizji musiałyby się wiązać z naprawdę dużą obniżką w oprocentowaniu. Na tyle dużą, że ów niższy procent z nawiązką pokryłby koszty kolejnej prowizji, którą trzeba zapłacić. W konsolidacyjnej ofercie Alior Banku obniżka oprocentowania jest duża - pewnie przeciętnie osiąga 4-5% - i gdyby udało się wynegocjować zero prowizji, to jeszcze nie jest źle. Ale przy kilkuprocentowej prowizji sprawę położyłyby już koszty ubezpieczenia, podbijające koszt kredytu o 3% w skali roku. No i trzeba pamiętać, że wszystkie zniżki są obwarowane ważnym warunkiem - kredyt musi być spłacany terminowo, bez żadnych opóźnień. Inaczej z obniżki nici.

Ta pułapka - wysoka prowizja lub ubezpieczenie związane z konsolidacją/refinansowaniem kredytu - jest umieszczona w zdecydowanej większości takich ofert. Przyczepiłem się do Aliora, bo akurat "zaatakował" jaźń klientów telewizyjną reklamą. Identyczny manewr stosuje np. Bank BPH (w trakcie repolonizacji :-)), który oferuje jeszcze niższe oprocentowanie w ramach konsolidacji i również nie krzywduje sobie jeśli chodzi o opłaty związane z całą operacją. Tu oprocentowanie konsolidowanego zadłużenia wynosi 3,9%. Za tę cenę - obiecuje bank, który podobno gra fair - można "wymiksować się" z innych kredytów.  

W przykładzie reprezentatywnym mamy 39.500 zł konsolidowanego zadłużenia, które rozkładamy aż na osiem lat spłaty! Koszty wyniosą 8.136 zł w odsetkach oraz 7.634 zł w prowizji. Widać więc, że oprocentowanie - bardzo zresztą atrakcyjne - stanowi tylko połowę kosztów kredytu. Przewaga BPH-owskiego kredytu nad aliorowskim jest taka, że tu mamy tylko prowizję, nie ma obowiązkowego ubezpieczenia, które zamydla sytuację. Ale za to patrząc na poziom prowizji można klęknąć - to prawie 20% kosztów kredytu! Gdyby ten kredyt rozłożyć na jakieś 5 lat (jak w Aliorze), a nie na osiem, to koszt prowizji byłby zdecydowanie wyższy, niż odsetki do zapłacenia. BPH-owski kredyt konsolidacyjny - przynajmniej patrząc na przykład reprezentatywny, z kwotą do spłaty 55.300 zł - kosztuje tyle, ile "normalny" (czyli nie obciążony żadną prowizją) oprocentowany na 9%.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 19 sierpnia 2016 09:20

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/19 12:15:11:

    Tak sobie myślę - że gdyby w Polsce obowiązywało prawo szariatu, to prawnie zabronione były by te wszystkie prowizje od udzielenia kredytów (za co tak na prawdę wtedy płacę? Za czyjąś realną pracę, realne koszty?...), zabronione ustawowo były by nawet odsetki ;-)

    Jak to jest Panie Macieju, że w Emiratach Arabskich czy innym Dubaju budują sobie wieże babel, a u nas tylko Liebelskinda? ;-) Za gotówkę w petrodolarach to stawiają? A może pożyczają w krasnoludzkim banku, a krasnoludom religia nie zabrania lichwy? ;-)

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/19 13:06:20:

    ja już naciąłem się na Aliora, z pomocą Macieja udalo mi się wyrwać..
    nie wrócę na pokład pod żadnym pozorem...
    no, mam konto w syncu... ale tam jest minimum...

  • lerkincedomain napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/19 15:27:53:

    Gdyby w Polsce można było przenosić numery kont z banku do banku jak numery telefonów, gdyby też można było przenosić z banku do banku karty kredytowe, debety bez ponownego sprawdzania zdolności kredytowej, gdyby można było przenosić kredyty hipoteczne, nawet denominowane walutą bez konieczności pierdyliarda przewalutowań i konsumpcji tym samym zysku przez bank to by była prawdziwa konkurencja, a nie kłamliwe reklamy z żaglowcami, wiewiórkami czy prosiakami.

    Puki co TW Wiesław, TW Ernest i inni panowie prezesi zamiast siedzieć za kratkami dzieląc celę z preziem ZBP brylują w mediach i sprzedają kit biednym maluczkim do których się zaliczam,ale w tym wypadku biedny nie oznacza głupi, a za takich nas mają skoro obniżenie przez konsolidację okazuje się podwyższeniem.

  • adds01 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/20 10:36:44:

    Zwykły człowiek tak sobie tego nie wyliczy a jeżeli nawet, to doradcy i tak go omamią, że źle policzył i że w "rzeczywistości" mu się opłaci konsolidować. Trzeba rozsądnie dobierać kredyt, nie pod korek, próba konsolidacji to dowód, że ewidentnie żyjemy ponad stan i próbujemy się ratować wydłużeniem okresu spłaty. Najbezpieczniej założyć, że jeżeli mamy współpracować z dwoma bankami a nie jednym, to zapłacimy więcej a nie mniej.

  • nerkofil napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/21 10:25:05:

    Bank to nie Samarytanin, ani inny zbawiciel. To normalna firma, a firma musi zarabiać. Jeśli ma zarabiać, to za pomocą konsolidacji przejmując kredyty musi dodać do nich "wartość dodaną". Obojętnie, czy to będzie 20% prowizji, czy okres spłaty na 50 lat (ale raty jakie niskie!).
    Konsolidacja kredytu z zyskiem dla Klienta jest możliwa tylko przy tych samych warunkach (kwota, prowizja, okres spłaty, ubezpieczenia) i niższym oprocentowaniu nie waloryzowanym WIBORem.
    Zmiana w górę każdego z parametrów zwiększa koszt kredytu, zamiast zmniejszać.
    Tako rzecze Zaratustra, jak mówi Prezes, cytując Nietschego :P

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/22 08:48:15:

    @nerkofil
    "Bank to nie Samarytanin, ani inny zbawiciel. To normalna firma, a firma musi zarabiać. Jeśli ma zarabiać, to za pomocą konsolidacji przejmując kredyty musi dodać do nich "wartość dodaną". "

    I należy to bardzo głośno podkreślać :D. Żadna "instytucja zaufania publicznego", a reklama banku to po prostu wciskanie kitu lub nazywając rzecz po imieniu "kłamstwo".

  • finron.pl napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/22 19:41:25:

    Pisze Pan o prowizji sięgającej nawet 16 %, ale nieeee... promocja składa się z dwóch regulaminów: jednego dla oddziałów, a drugiego dla placówek partnerskich. W przypadku tego drugiego maksymalna prowizja może sięgnąć 20%.

    Saper myli się tylko raz, Klient Aliora również

    Co do BPH to rzeczywiście nie ma tam obowiązkowego ubezpieczenia. Jest jednak taka pozycja w tabeli opłat Banku jak Prowizja od udzielonego kredytu. A tam wartość: uwaga, uwaga...30,40%

    Wymiksuj się z kredytów

  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/23 22:22:42:

    Alior i wszystko jasne. Chociaż Getin też by mnie nie zdziwił.

  • mmllmm napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/09 23:38:55:

    Wszystkie główne banki w Polsce są państwowe:)
    Czy są jakieś większe różnice między mini?

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line