Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 05 sierpnia 2016

Na ile mogą liczyć frankowicze jeśli "Duda uczyni cuda"? Policzyłem. Ale czas gra dla banków...

Ogłoszenie przez ludzi prezydenta Andrzeja Dudy najnowszej propozycji dla frankowiczów przyjąłem z rozczarowaniem, podobnie jak większość czytelników blogu. Zwrot spreadów walutowych jest w niej bowiem tylko częściowy, a zamiast nierealnej propozycji odwalutowania kredytów frankowych nie pojawiło się nic rozsądnego. No, może poza obietnicą, że KNF i Ministerstwo Finansów tak docisną banki, iż tym wreszcie zacznie się opłacać przewalutowanie naszych kredytów po preferencyjnych kursach. Tym "imadełkiem" stymulującym banki do dobroci mają być wymogi kapitałowe nakładane na te banki, które udzieliły kredytów frankowych. Działają one tak, że w odniesieniu do każdego kredytu frankowego banki będą musiały mieć np. trzykrotnie więcej własnego "podkładu kapitałowego", niż w przypadku kredytu złotowego. Z tym, że już dziś tak naprawdę banki "frankowe" muszą mieć pod kredyty walutowe 150-160% kapitału i jakoś nie widzimy wysypu ofert przewalutowania po preferencyjnym kursie.

TAKIE PROPOZYCJE PRZEWALUTOWANIA MAJĄ DLA NAS BANKI. Gdybyście chcieli dziś pożegnać się z frankiem, to oczywiście możecie - wolna droga. W niektórych bankach skonwertowany na złocisze kredyt zostanie objęty bardzo atrakcyjną marżą, ale nie ma mowy o zastosowaniu innego kursu, niż ten, który dziś obowiązuje na rynku. W BZ WBK dowiedziałem się, że bank oferuje kurs średni NBP oraz marżę kredytową po przewalutowaniu 1,89 punktu procentowego (lub marży frankowej, o ile byłaby niższa). W Raiffeisen Banku, PKO BP oraz w Getinie - kurs średni NBP. W Banku Millennium klient może liczyć na to, że kredyt zostanie przewalutowany po kursie NBP (bez spreadu) z jednoczesnym obniżeniem marży o 0,2 punktu procentowego. Jak widać na załączonych obrazkach dziś - choć w bankach już chyba przetrawiono wstępnie wypowiedzi prezydenckiego ministra Macieja Łopińskiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego - nadmiernej chęci do przewalutowania kredytów po kursie niższym od aktualnego nie widać.

Inna sprawa, że ze strony klientów też nie ma wielkiej ochoty na pożegnanie z frankiem przy obecnym kursie. Aczkolwiek były próby przekonywania ich. W drugiej połowie 2014 r. BZ WBK wysłał do klientów listy z propozycją redukcji zadłużenia walutowego na specjalnych warunkach, czyli po kursie NBP. Bardziej rozbudowaną propozycję miał w zeszłym roku Bank Millennium. Pierwszy wariant zakładał przewalutowanie całego kredytu po bieżącym kursie NBP. Drugi - przewalutowanie połowy kredytu na obecnych warunkach rynkowych z obietnicą obniżki oprocentowania po przewalutowaniu o 0,2 punktu procentowego (to ta sama opcja co dzisiejsza). Trzeci - wcześniejsza spłata co najmniej 20% kredytu w zamian za obniżenie marży dotyczącej pozostałej części kredytu o 0,1-0,2 punktu procentowego. Oczywiście: przewalutowanie kredytu jest możliwe, ale tylko w przypadku, gdy po przeprowadzeniu operacji klient będzie miał nadal zdolność kredytową (czyli rata nie podskoczy mu do poziomu rozsadzającego domowy budżet), a wartość kredytu po przewalutowaniu nie przekroczy 100% wartości mieszkania.

Wstrząsająca: Tak banki ubezpieczały nas od... wysokiego LIBOR-u ;-)

Ciekawe: Czy warto przejmować się frankowiczami? Posłuchaj mojej dyskusji w TOK FM

PREZYDENT DAJE IM CZAS NA "DOBRĄ WOLĘ". CZY TO NIE STRATA... CZASU? Być może jednak propozycja prezydenta, by wymusić na bankach przewalutowanie metodami "ekonomicznymi" nie jest taka głupia i powinniśmy gromadnie go przeprosić za wszystkie złe słowa i myśli, które skierowaliśmy pod jego adresem? Wiadomo, że (tak jak napisałem w pierwszym komentarzu na gorąco) nie ma takiej siły, która skłoniłaby banki do wyłożenia - nawet w ratach - np. 40 mld zł na przewalutowanie wszystkich kredytów z datą wsteczną. Ale tego od prezydenta akurat nie oczekuję (choć przecież właśnie to obiecał przed wyborami). Oczekuję od prezydenta rozwiązania, które spowoduje, że w przypadku kolejnego nagłego wzrostu kursu franka setki tysięcy rodzin nie zostaną zmiażdżone ratami nie do udźwignięcia. Oraz tego, by banki podzieliły się z klientami częścią kosztów wynikających z nadmiernego ryzyka kursowego, na jakie naraziły tych klientów. Przy założeniu, że doszłoby do w miarę szybkiego przewalutowania kredytów po jakimś kompromisowym kursie franka - oba cele byłyby osiągnięte, a prezydent okazałby się zbawcą "narodu frankowego".

Pierwszym etapem ma być wyznaczenie bankom przez Komitet Stabilności Finansowej jakichś widełek, w których powinny się poruszać szukając kompromisu z klientami i... poczekanie co się stanie dalej. Bankowcy - co wynika z wypowiedzi wiceszefa Związku Banków Polskich, którą znajdziecie pod niniejszym linkiem - deklarują gotowość do przygotowania dobrowolnie jakichś rozwiązań, które pozwolą przewalutować kredyty po preferencyjnym kursie. Bankowcy twierdzą, że już dawno by to zrobili, ale boją się, że sprokurują zawirowania na rynku walutowym. Z jednej strony byłbym gotów uwierzyć, że "miękkie" postępowanie wobec bankowców ma sens. Zobaczyli w ostatnich miesiącach kilka rozwiązań naprawdę strasznych, doczekali się drakońskiego podatku bankowego, wiedzą, że politycy mogą być nieobliczalni, więc może...  Ale z drugiej strony: do tej pory jakoś nie pokazali, że potrafią myśleć inaczej, niż tylko przez pryzmat swoich interesików. Przykłady? Mam tego na pęczki.

Pamiętacie bój o obniżkę opłat intechange? Tyle było komisji, posiedzeń, negocjacji, a na koniec okazało się, że musi przyjść ustawodawca i uregulować sprawę przepisami. Spread? Też trzeba było ustawy, bo samodzielnie banki nie potrafiły poskromić swoich dzikich apetytów. Klauzule abuzywne? Do dziś są w umowach klientów, a bankowcy uważają, że wystarczy, że wycofali je z wzorców nowych umów. Klientów, którzy się dali nabrać wcześniej mają w nosie. A jak bankowcy zareagowali na spadek LIBOR-u frankowego poniżej zera? Stwierdzili, że "umowa kredytu jest umową odpłatną" i pokazali klientom wała. Trzeba było niewąskiej afery, żeby się łaskawie wycofali. Zaś pierwsza propozycja bankowców dla frankowiczów była taka, że... przejmą odpowiedzialność za wzrost kursu między 5 zł a 5,30 zł. A dalej już nie. Druga oferta już zakłada możliwość umorzenia części kredytów, ale dotyczy... 5% klientówW świecie wielkich pieniędzy samoregulacja jest przereklamowana. Ale może tym razem będzie inaczej?

BANKOM OPŁACI SIĘ PRZEWALUTOWANIE PO NIŻSZYM KURSIE? Drugim krokiem mają być "zachęty" ekonomiczne, które pozwolą bankom chcieć pozbyć się franków za każdą cenę. Jak już napisałem - dla każdej działalności kredytowej każdy bank musi mieć odłożony pewien procent własnego kapitału. Generalnie jest to 12% (większość naszych banków ma "zapas", bo ich współczynniki wynoszą 14-17%). Ów procent ustala nadzór - KNF oraz minister finansów. No i można sobie wyobrazić, że dla kredytów frankowych ten procent własnego kapitału, który musi mieć bank, będzie ustalony na bardzo wysokim poziomie. Tak wysokim, że bank będzie chciał jak najszybciej pozbyć się kredytów frankowych. Jak najszybciej i za wszelką cenę - nawet jeśli miałby przewalutować te kredyty po 3 zł lub kursie w tych rejonach. Jest to proste, łatwe i przyjemne, bo w branży bankowej nadzór może wszystko. Jeśli nadzorca powie, że w banku ma przestać działać grawitacja, to następnego dnia wszyscy, łącznie z prezesem, zaczynają chodzić po suficie. No, może nieco przesadzam (jest jeszcze prawo, konstytucja, bla, bla, bla), ale to jest tego rodzaju toksyczna relacja.

Z tego by wynikało, że propozycja prezydenta nie tylko nie jest głupia, ale wręcz przeciwnie - bardzo rozsądna, a nawet ma w sobie okruchy genialności. Tyle, że są skutki uboczne. Bank, któremu narzuci się bardzo wysokie współczynniki kapitałowe od kredytów frankowych, może się zacząć "delewarować". Czyli zwijać. Zmniejszając wartość portfeli kredytowych zmniejszy też poziom potrzebnego do prowadzenia działalności kapitału. Bank może więc przestać udzielać kredytów hipotecznych i skupić się wyłącznie na drobnych kredytach gotówkowych (są mniejsze, więc angażują mniej kapitału, a można na nich więcej zarobić). Teoretycznie więc nadzór może ustalić wymogi kapitałowe dla kredytów frankowych na dowolnie wysokim poziomie, ale jeśli nadzór przesadzi - zwali rządowi na głowę kryzys gospodarczy, bo przyciśnięte do muru banki mogą przykręcić kurek z jakimikolwiek kredytami. Po prostu będą udzielać ich mniej i dużo drożej. Zapłacimy za to wszyscy, bezpośrednio (w bankach), albo pośrednio (w cenach towarów).

JAK BĘDZIE DZIAŁAŁO NADZORCZE IMADŁO? STUDIUM PRZYPADKU. Prześledźmy to na przykładzie. Jest sobie duży polski bank. Jego aktywa (RWA), od których liczą się współczynniki koniecznego do "zabezpieczenia" własnego kapitału wynoszą 111 mld zł. Bank ten ma 15,5 mld zł własnego kapitału, czyli jego współczynnik wypłacalności (CET1) wynosi dziś zacne 16% (w przybliżeniu). To duuużo więcej, niż wymaga nadzór bankowy (12%). Bank ten ma jednak 16 mld zł kredytów frankowych. Gdyby temu bankowi podwoić wymóg kapitałowy dla kredytów frankowych, to jego aktywa, od których liczy się wskaźniki własnego kapitału, skoczyłyby "wirtualnie" do 126 mld zł. I przy tym samym poziomie posiadanego kapitału (15,5 mld zł), jego współczynnik CET1 spadłby pewnie do jakichś 12,5%. Jeszcze powyżej wymogów nadzoru, ale tylko tuż-tuż nad poprzeczką. A gdyby nadzór kazał potroić wymóg kapitałowy dla kredytów frankowych? Baza do wyliczeń wzrosłaby do 142 mld zł, a żeby bank mógł nadal spełniać wymogi nadzorcze musiałby zwiększyć kapitał do 17 mld zł. Albo... zmniejszyć aktywa.

Zwiększenie kapitału może nastąpić poprzez emisję nowych akcji (akcjonariusze tego nie lubią, bo to rozwadnia wartość już posiadanych przez nich akcji) lub zatrzymanie w banku zysku (nasz bank rocznie daje 2 mld zł na czysto, więc wystarczyłoby raz nie wypłacić dywidendy i problem z głowy). Jest też opcja powiększenia zysku, czyli sprawniejszego wyciskania klientów. To polskie banki mają przetrenowane do perfekcji. Nasz bank może też zmniejszyć aktywa. A więc przewalutować część kredytów frankowych, oferując klientom preferencyjne warunki albo udzielać mniej nowych kredytów (wraz ze spłacaniem tych już udzielonych jego wskaźniki będą się poprawiały i nie będzie trzeba zwiększać kapitału). Czy banki wybiorą opcję preferowaną przez NBP i prezydenta (przewalutowanie kredytów i zmniejszenie potrzebnych do działania własnych kapitałów), czy też będą nas skuteczniej golić i ograniczą dostęp do nowych kredytów? To zależy od wielu czynników i nie sposób tego przewidzieć. Jednym z nich jest "co na to klienci?"

ILE BANKI MOGĄ ZAOFEROWAĆ KLIENTOM? Dziś jest tak, że banki są gotowe przewalutować kredyty frankowe co najwyżej przy kursie NBP (bez spreadu) i obniżając marżę dla nie spłaconej części długu. Czy zastąpią to opcją przewalutowania po niższym od rynkowego kursie lub - na jedno wychodzi - z umorzeniem części zadłużenia, czyli "nawisu kursowego"? To zależy od skali wzrostu kosztów wynikających z posiadania przez banki portfeli kredytów frankowych (jako się rzekło - im wyższe wymogi kapitałowe, tym bardziej bankom opłaci się przewalutować kredyty, ale jednocześnie tym większe jest ryzyko skutków ubocznych dla gospodarki i rządu). Wkrótce zobaczymy jak bardzo zdeterminowani są politycy, by docisnąć banki w celu "wymuszenia" na nich poprawy warunków restrukturyzacji kredytów frankowych. Ale do tego tanga trzeba dwojga. Klienci też muszą się zgodzić na przewalutowanie na warunkach proponowanych przez banki. I muszą mieć zdolność obsługi kredytów po przewalutowaniu.

DM Trigon wyliczył, że jeśli po przewalutowaniu klient miałby płacić tę samą ratę, co przed przewalutowaniem (to rozsądne założenie, bo z jednej strony wyższa rata ucina atrakcyjność całej akcji dla klienta, z drugiej - niesie dla banku ryzyko, że człowiek nie będzie miał już zdolności finansowej do obsługi kredytu) to banki musiałyby zapłacić 25 mld zł. A gdyby klient miał odczuć niższą ratę, to albo koszt dla banków musiałby być jeszcze wyższy, albo kurs franka niższy od dzisiejszego (4 zł), albo różnica między stopami procentowymi w Szwajcarii i w Polsce mniejsza (dziś różnica między WIBOR-em a LIBOR-em wynosi 2,5% i to bardzo mocno rzutuje na wysokość płaconych przez klientów odsetek). Czy banki wyłożą 25 mld zł, żeby wyzwolić się z regulacyjnego uścisku? A jeśli nie będą chciały tyle wyłożyć, tylko będą wolały się "delewarować" (czyli udzielać mniej nowych kredytów), a klientom dla picu wystawią jakąś mniej atrakcyjną ofertę (np. rata w górę o 10%, albo rata bez zmian, ale okres kredytowania dłuższy)?

dudafranki1

ILE ZYSKAŁBY PRZECIĘTNY FRANKOWICZ? Załóżmy optymistycznie, że banki zgodzą się wyłożyć te 25 mld zł. Lub też że makrookoliczności zmienią się w taką stronę, iż wystawienie oferty pt. "przewalutujemy kredyt i umorzymy taką część długu, żeby po konwersji kredyty na złotowy rata nie wzrosła" będzie dla banków mniej kosztowne. To otwiera drugie pytanie: czy klienci rzucą się taką ofertę przyjąć? Załóżmy, że mamy kogoś, kto zadłużył się w roku 2008 r., w najgorszym możliwym momencie. Wziął 300.000 zł kredytu przy franku po 2 zł. Ma-sa-kra. Dziś ma do spłaty jakieś 480.000 zł i co miesiąc oddaje bankowi jakieś 1800 zł (dla porównania kredytobiorca złotowy ma do spłaty 250.000 zł i ratę 1400 zł). Gdyby bank miał zamienić taki półmilionowy kredyt na złotowy oprocentowany na 3%, to musiałby ustawić ratę na poziomie prawie 2400 zł i poinformować klienta, że w przyszłości (gdy WIBOR pójdzie w górę, a chyba w końcu pójść musi) ta rata może mu wzrosnąć nawet o kolejne 20%.

To oczywiście byłby jakiś żart, ale bank przecież zakładamy, że bank - w ramach części branżowej "zrzutki" wartej 25 mld zł - połączy ofertę przewalutowania ze zmniejszeniem klientowi długu i raty. Jeśli klient miałby płacić taką ratę, jak dotychczas, to z 480.000 zł zadłużenia trzeba by mu było umorzyć jakieś 100.000 zł. Wtedy płaciłby jakieś 1800 zł raty (tak jak dotychczas) i miałby 380.000 zł długu wyrażonego już w rodzimej walucie. Taki manewr byłby równoznaczny z przewalutowaniem po kursie 3,1-3,2 zł. W zasadzie nie jest to najgorsza oferta (wyjąwszy ryzyko wzrostu złotowej raty w przyszłości). Bank bierze na siebie 100.000 zł z kosztów ryzyka kursowego, a klient wpisuje w straty 130.000 zł (różnicę między długiem, jaki by miał spłacając od początku kredyt w złotych, a obecnym długiem frankowym po odjęciu od niego części wziętej na klatę przez bank). Pytanie - otwarte - brzmi: czy przeciętny frankowicz taką ofertę przełknie. Zaznaczam: to jest maks tego na co może liczyć w ramach "planu Dudy" i całkiem możliwe, że aż tak "dobrej" oferty żaden frankowicz nie dostanie.

dudachf10lat

Drugi przykład: klient, który zaciągnął identyczny kredyt w 2007 r. przy kursie franka 2,5 zł. Dziś jego saldo kredytowe wynosi jakieś 375.000 zł (w porównaniu z klientem złotowym, któremu zostało do spłaty 240.000 zł), zaś bieżąca rata wynosi jakieś 1500-1550 zł (w zależności od marży banku). "Czyste" przewalutowanie tego długu na złote przy oprocentowaniu 3% oznaczałaby wzrost raty do 1800 zł. Tego nie chcemy. Zakładamy, że bank umorzy część kursowego nawisu, by klient mógł spłacać taką ratę, jak dotychczas. Oznaczałoby to, że klientowi przy okazji przewalutowania odejmie się od długu jakieś 50.000 zł. Zostaje z kredytem wartym 325.000 zł, czyli o 25.000 zł wyższym od poziomu "startowego" i o 85.000 zł wyższym od zadłużenia kogoś, kto wziął w tym samym czasie kredyt złotowy. Pytanie brzmi: weźmie klient taką ofertę, czy nie?

dudaknfkredyty1

Te dwa przykłady wybrałem celowo - ze statystyk KNF wynika, że w latach 2006-2008 zostało udzielonych najwięcej kredytów frankowych, a kurs franka wynosił wówczas 2-2,5 zł. Kto więc wziął udział we frankowym boomie, zapewne mieści się w widełkach, które wynikają z tych dwóch przykładów. Wnioski są podobne - w obu przypadkach banki biorą na siebie jedną trzecią "kary" wynikającej ze wzrostu kursu franka, a klienci - jedną trzecią. I cały czas w mocy pozostaje założenie, że mówimy o bardzo hojnym przewalutowaniu ze strony banków, które musiałyby się zgodzić na wyłożenie 25 mld zł. I wcale nie jest pewne czy istnieje imadło regulacyjne, które potrafiłoby je tak ścisnąć nie powodując fatalnych skutków ubocznych dla całej gospodarki. Oczywiście: mogą się też zmienić okoliczności (niższy kurs franka, obniżka stóp procentowych w Polsce). Ale to gdybanie.

FRANKOWY PLAN DUDY W RĘKACH... SĄDÓW? To jak zachowają się klienci widząc lepszą lub gorszą ofertę przewalutowania kredytu wraz z opcją umorzenia części "nawisu kursowego" zależy, moim zdaniem, od... rachunku utraconych korzyści. A zatem od tego czy pogodzenie się z utratą dwóch trzecich kosztów wynikających ze wzrostu kursu franka będzie dla nich ostatnim dostępnym wyjściem, czy też nie. To z kolei zależy od tego jak będzie wyglądał status spraw toczących się w sądach o unieważnienie klauzul waloryzacyjnych bądź o unieważnienie całych umów lub przewalutowanie ich na złote po kursie startowym. Im więcej będzie wyroków, które są lepsze od kompromisu wystawianego ewentualnie przez banki, tym zainteresowanie bankową ofertą będzie mniejsze. Obiektywnie patrząc na sprawę sytuacja, w której dzięki prezydentowi udaje się skasować z polskiego sektora bankowego kwestię kredytów walutowych na podstawie "ugody społecznej" pod lekkim przymusem nadzorczym, byłaby dla głowy państwa dużym sukcesem.

Gdyby Dudzie udało się skłonić banki, by wzięły jedną trzecią "kary" i jednocześnie skłonić klientów by nie chcieli wziąć więcej, to byłby majstersztyk. Bardziej prawdopodobny wtedy, jeśli sądy nie dadzą już frankowiczom najmniejszej szansy na inne rozwiązanie. Jeśli sytuacja prawna kredytów frankowych będzie nadal "podejrzana" i część sędziów będzie orzekała na korzyść kredytobiorców - mało kto będzie chętny, by dogadywać się z bankiem, który oferuje wzięcie maksymalnie jednej trzeciej "odpowiedzialności" za wzrost kursu, albo nawet mniej (powtarzam po raz kolejny: mówimy o warunkach, które są absolutnym maksem, całkiem możliwe, że banki zaoferują połowę z tych 30%, nawet ściśnięte regulacyjnym imadłem). Wówczas "Plan Dudy" okaże się spektakularną klęską, rozwiązaniem dużo gorszym, niż jakaś ustawa, która odgórnie rzecz by regulowała w podobny sposób. 

SKUTKI UBOCZNE: FRANKOWICZE ZNAJDĄ SIĘ NA KOLANACH? Szanse prezydenta na powodzenie jego planu zwiększają dwa czynniki. Pierwszy to ta część jego pomysłu, która dotyczy spreadów. Niewykluczone, że wytrąci ona frankowiczom broń z ręki i zmusi do wycofania się z walki sądowej. Ich klauzule w umowach są dziś unieważniane właśnie ze względu na nieprecyzyjnie uregulowany spread. Jeśli pieniądze z tego tytułu zostaną przez banki zwrócone na mocy ustawy - szanse na to, że sądy będą orzekały na rzecz klientów i przewalutowywać kredyty z datą ich zaciągnięcia mogą stać się mniejsze. Drugi handicap dla prezydenta to zbliżające się nieuchronnie przedawnienie tych bankowych "przestępstw", które były związane z podpisywaniem umów frankowych. Okres przedawnienia wynosi w tym przypadku 10 lat i dla większości kredytów już za dwa-trzy lata - o ile ktoś nie podjął dotąd batalii w sądzie - będzie już "po zabawie". A więc "zmiękczanie" klientów z czasem będzie coraz łatwiejsze. Dziś, widząc ofertę typu "wezmę 30% kosztów kursowych" skwitują śmiechem, ale za trzy lata będą całować bankowca za taką propozycję po rękach, nogach i czym tam chcecie. Niewykluczone, że będą go całować nawet za to, że dopłaci cokolwiek..

REPOLONIZACJA NIE POMOŻE FRANKOWICZOM? Jako się rzekło, ciśnięcie banków wymogami regulacyjnymi może mieć bolesne skutki uboczne. Generalnie rząd nie może ich lekceważyć (bez finansowania bankowymi kredytami jeszcze żaden kraj się nie rozwinął), ale problem będzie nieco mniejszy, jeśli imadłem będzie się ściskać banki złe, zagraniczne, zarządzane przez chciwych Włochów, Hiszpanów, czy Amerykanów. Jeśli zaś banki zostaną szybko i sprawnie zrepolonizowane, to ich ściskanie będzie mniej zręczne, bo na takie, zrepolonizowane banki można łatwiej wpływać, żeby udzielały kredytów na rządowe projekty. Im bardziej kiepska będzie sytuacja gospodarcza, budżetowa, tym bardziej banki będą potrzebne do wspierania gospodarki kredytami, a ciśnięcie ich wymogami kapitałowymi, żeby wymusić przewalutowanie kredytów frankowych zejdzie na plan dalszy. Tym bardziej, że im mocniej się będzie banki cisnąć, tym większe będzie ryzyko skutków ubocznych (spadek akcji kredytowej).

O tym, że skutków ubocznych nie da się łatwo uniknąć przekonał się pewien obecny minister w rządzie Beaty Szydło, który jeszcze jako kandydat na ministra zarzekał się, że sprawi, by państwowy bank miał taką politykę prowizyjną wobec klientów, że jego wszyscy konkurenci nie odważą są wyciskać posiadaczy kont, kart, ROR-ów i depozytów. Obietnica ta padła przy okazji wprowadzania podatku bankowego. I co? Oprocentowanie kredytów nie spadło, oprocentowanie depozytów rośnie, banki likwidują programy lojalnościowe, drożeją karty i coraz trudniejsze do spełnienia są warunki bezpłatności kont osobistych. Jednym z powodów jest podatek bankowy. Podobnie może być z wymogami kapitałowymi dla kredytów frankowych. Banki mogą zareagować inaczej, niż chcieliby decydenci.

CZEKA NAS KILKA NIEPEWNYCH LAT Z FRANKIEM? Nawet jeśli jakimś cudem uda się zmusić banki do wyłożenia 25 mld zł na załatwienie kwestii franka - jeśli narzędzia regulacyjne zdołają bankowców do tego zmusić i jeżeli klienci uznają to za atrakcyjną propozycję - to tego się nie da zrobić od razu. Realizacja planu potrwa dobrych kilka lat i będzie to dla rządzących oraz dla zadłużonych (wyjąwszy tych, którzy wygrają "swoje" w sądach) dość nerwowy okres. Nie wiadomo czy w tym czasie nie zdarzy się coś, co spowoduje gwałtowny odpływ kapitału do "bezpiecznych przystani", czyli m.in. do Szwajcarii. Przeciwnie: jest dość prawdopodobne, że coś takiego się wydarzy, bo żyjemy w niespokojnych czasach. Prezydent popełnił więc grzech ciężki rolując sprawę załatwienia frankowego problemu na kolejnych kilka lat. Plan może i nie jest najgorszy, ale prezydent powinien dorzucić na okres przejściowy jakieś "bezpieczniki". Jeśli zdarzy się coś niespodziewanego i frank "wybuchnie", to Andrzej Duda może zapłacić za to słono w notowaniach wyborczych. Ale jeszcze więcej zapłacą za to zaniechanie (tej i poprzedniej władzy) frankowicze i podatnicy.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 05 sierpnia 2016 09:07

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • laszczyny napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/05 11:32:12:

    "...jestem człowiekiem niezłomnym a moja słowa to świętość..."

    Musi to nam wystarczyć. PISoBOLSZEWIA i jej dojna zmiana nie cierpi konkurencji.

  • mikor_mmk napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/05 13:37:43:

    Depresyjny, realny scenariusz. Zobaczymy w jakim kształcie ustawa wyjdzie z parlamentu - parlamentarzyści mogą się chcieć popisać przy tej okazji - może coś poprawią (bo popiepszyć bardziej się już nie da chyba)

  • nabityklientbre napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/05 14:36:52:

    Ustawa podyktowania przez bankierów. Duda okazał się nie tylko notariuszem Kaczyńskiego, ale i notariuszem bankierów.

    W ustawie nie ma żadnego odfrankowienia. Niby zwraca część tylko nielegalnie pobranych spreadów (z zastrzeżeniami, limitami), za to powstaje argument dla sądów by oddalać sprawy o odfrankowenie czy choćby o spready.
    Ustawa załatwia nawet sądowe sprawy o spready, bo dudowa wersja bierze pod uwagę tylko część ukradzionych z powodu spreadów kwot (limit 2011, limit 350 tysięcy).

    Sądy, zwyczajem urzędników, będą starały się pozbyć problemu, i pod byle pretekstem oddalać trudne sprawy.
    I Duda dał sądom świetny argument, co prawnicy banków skwapliwie wykorzystają.

    Masakra, oszustwo, i murzyńskość wobec bankierów. Przypadek? Amatorka? Nie sądzę. Raczej celowe działania, gdzie nowa władza załatwia pod stołem interesy z bankierami, kosztem prawie 2 milionów obywateli którzy nadal siedzą w pułapce kredytów CHF.

    W dodatku nawet oddala to plany repolonizacji sektora bankowego, bo właśnie dzięki Dudzie cała operacja zrobiła się znacznie kosztowniejsza.

  • roki_wawa napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/05 15:49:32:

    www.bankier.pl/wiadomosc/PiS-ma-pomysl-na-kredyty-we-frankach-Tymczasem-w-2006-roku-3271923,2.html

    i to by bylo na tyle jeśli chodzi o wiarygodność projektu

  • 5gege napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/05 15:53:32:

    miałem sen - a sny się często sprawdzają ....

    12 grudnia 2016 - po kolejnej decyzji Narodowego Banku Szwajcarii kurs CHF spada z 0,73 z do 0,41 zł.
    Frankowicze przystępują do budowy pomnika PAD - za to, że w sierpniu nie zgodził się na przewalutowanie po kursie z dnia wypłaty kredytu.
    W sądach wielkie kolejki - frankowicze masowo wycofują pozwy przeciwko bankom uzasadniając to "u mnie w umowie żadnych klauzul abuzywnych nie było - to bardzo dobra umowa kredytu"

    Pozdrawiam .....

  • dw1960 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/05 16:47:08:

    Zastanawia mnie jeszcze taka sprawa : skoro "frankowicze" i banki nie chcą tej ustawy, to po jaką cholerę miałaby być wprowadzana. No chyba, że ktoś jednak chce (banki ?).

  • cyfrowyja napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/05 20:06:36:

    Ustawa super. Nie wiem o co kaman? Wreszcie wracają spready. Resztę żali na Berdyczów. Frank spada i raty nominalnie tez.
    A autor zamiast elaboratow niech pisze jak pomoże kredytobiorcom PLN jak stopy wzrosną. Na franki przewalutuje?

  • dw1960 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/06 07:44:37:

    @cyfrowyja
    Czy masz kredyt we Frankach, skoro tak się cieszysz ?
    W innym wypadku powinieneś być przeciwko jakiejkolwiek ustawie "frankowej" ponieważ banki będą miały straty, które przerzucą na Ciebie. No chyba, że np jesteś za ustawą, która stwierdzi, że np spread to może być 100 % albo i więcej.

  • buziaczekilek napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/06 13:34:15:

    Ta ustawa to pułapka i to wyjątkowo perfidna. Banki na rozprawach proszą o przeliczanie kredytu wg kursu NBP, bo przeliczenie wg kursu w Tabeli banku jest niewiążące. Aktualne prawo na to nie pozwala. A tu taki prezent dla banków i to od dudy. Nikt chyba się nie spodziewał. Przeliczenie i to jeszcze ze spreadem - nieco niższym. Oni są nieświadomi czy doszli do wniosku, że Frankowicze to nie ich elektorat?

  • mko napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/06 19:12:21:

    Maćku,
    czy możesz poświęcić jeden z wpisów zagadnieniu "klauzuli niedozwolonej"? Co to za cudo, z czym się to je.
    Z góry dziękuję
    mko

  • buziaczekilek napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/06 21:48:34:

    do mko. Nie jestem Maćkiem, ale polecam przeczytać:
    orzeczenia.ms.gov.pl/content/kredyt$0020indeksowany/154505300003003_VI_C_001713_2015_Uz_2016-04-29_002

  • 5gege napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/06 22:05:50:

    mam pytanie

    czy ustawa PAD przewiduje także zwrot nielegalnie pobranych spread-ów przez kantory i kantory internetowe - jeżeli zakup walut przeznaczony był na spłatę raty kredytu mieszkaniowego w walucie?
    mogę złożyć oświadczenie , że wszystkie zakupy walut w kantorze internetowym .....(tu podaję nazwę) zostały przeznaczone na spłatę rat mieszkaniowego kredytu walutowego .....

  • radanierada napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/07 09:17:04:

    Nie pisałam dotychczas o jednym, co mnie zastanawia w kwestii dzisiejszych kłopotów Frankowiczów. Przecież fakt ,że kurs franka jest niestabilny i raty w złotych w tendencji rosną, zauważono już dawano w portfelach . Obawy, że tendencja ta się wzmocni, co podziela Pan Samcik, są na tyle możliwe, że sytuacja polityczna w świecie jest dziś bardzo niestabilna (wojny, terroryzm, kryzys w Unii, wzrost agresywnych strategii prowadzenia polityki przez wiele państw itp), a co najmniej bardzo nieprzewidywalna, co jest już wystarczającym impulsem do płochliwych reakcji inwestorów i spekulantów na rynkach walutowych. A raty płacone są jak w zegarku co miesiąc (nie ma wyboru).Takiego poziomu bezpieczeństwa, jaki był jeszcze 6-10 lat temu nie uda się już bodaj nigdy osiągnąć ( czy mówimy o turystyce czy polityce).
    A czemu dotychczas (6 - 4 lata temu) nie przewalutowano tych kredytów na złote, przy akceptowalnej (mniejszej niż dziś) stracie, każdy z osobna, by przynajmniej nie ponosić już jeszcze większych kosztów? Indywidualne dogadanie się z bankiem parę lat temu było możliwe i bardziej korzystne. Niektórzy to zrobili, z sukcesem. Bo mieli lepszych doradców ekonomicznych ? lub sami byli niegłupimi ekonomistami ? Bo przystali na stratę, która już przynajmniej nie będzie się powiększać I łatwiej będzie zarządzać domowym budżetem? Reszta bezwolnie, bezradnie, nie do końca nadal rozumiejąc, w jaki produkt się zaangażowali (cena pieniądza nigdy nie jest stała, i bardziej wrażliwa na zawirowania społołeczno-gospospodarczo- polityczne niż np. cena surowców, płodów rolnych itp), walczyła o pomoc najpierw od PO (bez żadnego skutku) i walczy teraz od PiS (bez oczekiwanego skutku). I na coś czeka?
    Przewalutowanie małej ilości kredytów dla pojedynczego banku przed laty to był mniejszy koszt niż całego portfela od razu ? Oczywiście, przy pewnym kompromisie z obu stron. Własne finanse trzeba samemu kontrolować i zarządzać nimi, tak samo jak brać w pełni odpowiedzialność za swoje decyzje finansowe. Nie należy winić banków, z wyj, niedozwolonych klauzul, funkcja jaką spełniają w gospodarcze jest bardzo ważna. Nie można ich destabilizować, większości i jednocześnie. Nawet, jeśli jacyś rządzący chcieli pomóc lub chcą pomóc teraz. Gdyby było inaczej - strach pomyśleć. Za Panem Samcikiem - a czy jesteśmy już gotowi na kurs franka na poziomie 5-6 zł ? Jakie stąd wnioski ?

  • blah_blah_blah napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/07 13:38:02:

    @5gege nie troluj.

  • blah_blah_blah napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/07 13:41:48:

    Nie jest ważne co podpisujemy. Jeżeli ma tak być, że któraś ze stron jest nieuczciwa i naciąga prawo (co oznacza dla drugiej strony sporą wyrwę w budżecie) to jest to prawo dżungli w czystej postaci.
    Żaden bank czy instytucja finansowa nie jest na tyle ważna aby przymykać na to oko.

  • 5gege napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/07 14:02:15:

    blah blah blah

    28 lat bez obowiązkowej matury z matematyki zrobiło swoje.......

    policzy sobie spready w kantorach internetowych i "stacjonarnych"
    są one w prawie zawsze większe niż 0,5%

    Bank nie możne a kantor możne ?????

    Zgodnie z zasadą frankowicza którym jestem - domagam się równości stron i równości podmiotów gospodarczych wobec prawa

  • dw1960 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/07 14:38:40:

    A przecież wydaje się, że istnieje prosty początek procesu przewalutowania.
    Ustawowo należy zakazać stosowania klauzul niedozwolonych dotyczących indeksacji.
    Rozwiązanie zgodne z prawem UE. W ten sposób część umów mamy "przewalutowaną". To co zostało można np "kursem sprawiedliwym", ale już mówimy o mniejszej ilości umów oraz można to rozłożyć w czasie (co rozwiązuje problem wykazania strat banków jednorazowo).

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/08 08:40:23:

    Prawo i sprawiedliwość (nie mylić z PiS) powinny działać. Ustawowo należy zakazać stosowania klauzul niedozwolonych, w szczególności tych dotyczących indeksacji. Zamiast milion-a ludzi którzy mają chodzić po Sądach (600tys umów) władzunia powinna odgórnie uregulować ten problem. Niech prawo będzie prawem, a sprawiedliwość znaczy sprawiedliwość. Czekamy na dobrą zmianę. Jedna dobra ustawa.

  • blah_blah_blah napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/08 13:53:25:

    @5gege

    Czym innym jest gdy kupujesz walutę - tam nie ma spreadu - jest cena sprzedaży - spread jest abstrakcyjnym pojęciem, stosowanym do określenia różnicy. Kupujesz walutę ile chcesz z własnej woli.
    Czym innym jest gdy bank określa sobie własny kurs po którym przelicza wartość raty kredytu - w tym przypadku można zapytać dlaczego kurs sprzedaży a nie kupna :)

    ps. Mam maturę z matematyki, nie mam kredytu aloryzowanego frankiem.

  • 5gege napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/08 20:54:06:

    blah blah blah

    ale ja kupowałem walutę z własnej woli
    cytat
    "Kupujesz walutę ile chcesz z własnej woli"

    z przeznaczeniem na ratę kredytu mieszkaniowego
    nikt nie zmuszał frankowiczów do spłaty rat po cenie waluty banków


    ps nie masz matury z matematyki - bo matura z matematyki obejmuje także logikę ,,,,,
    cytat "gdy kupujesz walutę - tam nie ma spreadu"
    a co jest ?????? zysk kantoru, czy koszty obsługi operacji ?..... (tu wpisz dowolną czynność kantoru - np . sprzątanie lokalu)

  • blah_blah_blah napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/09 12:22:39:

    @5gege
    a właśnie że zmuszał - banki :)
    Spread jest pojęciem anglojęzycznym, potocznym.
    Równie dobrze można mówić o spreadzie (rozpiętości) cenowym pomiędzy kefirami różnych marek.

    Wielu moich znajomych kupuje waluty w kantorach, ale przyznają, że jest to kłopotliwe i może być ryzykowne.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line