Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

W sprawie franków bankowcy ze szczęścia już całkiem odlecieli. Teraz apelują o... nie do wiary!

Bankowcy mogą być zadowoleni z ustawy frankowej, zaproponowanej przez prezydenta Andrzeja Dudę. Chyba sami nie spodziewali się, że pod rządami PiS cała "afera" z kredytami walutowymi skończy się na zwrocie części spreadów, czyli na rozwiązaniu znacznie łagodniejszym od każdego z wcześniej proponowanych. Jednak w manifestowaniu swego zadowolenia bankowcy nie powinni przesadzać. Tymczasem Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, w opublikowanym właśnie wywiadzie dla PAP był łaskaw tak się rozmarzyć, że zaproponował, by do ustawy wpisać, pośród innych zmian,... "zamknięcie jakichkolwiek roszczeń frankowiczów wobec banków". Pietraszkiewicz w rozmowie z PAP tłumaczy, że skoro ustawa ma umożliwić kredytobiorcom zwrot spreadów, to jest to "wystarczający argument za tym, by zamknąć ich pozostałe roszczenia".

PREZES ZWIĄZKU BANKÓW KOMPLETNIE ODLECIAŁ. Pan prezes ewidentnie się zagalopował. O ile jeszcze w pierwszych dniach po ogłoszeniu prezydenckiego pomysłu na załatwienie kwestii franków bankowcy sygnalizowali możliwość ugodowego przewalutowania kredytów, to teraz już o tym nie słyszę. Wprawdzie przy Komitecie Stabilności Finansowej powstała specjalna grupa robocza na rzecz wypracowania rozwiązań, które mają banki do tego zmotywować), ale z tonu wypowiedzi prezesa Pietraszkiewicza wynika, że bankowcy niespecjalnie się nią przejęli (co zresztą prognozowałem w pierwszych komentarzach na gorąco). Proponowanie, żeby ustawa spreadowa z mocy prawa zamykała wszystkie roszczenia frankowiczów skłania mnie do spekulacji, że szef Związku Banków Polskich, niesiony euforią po korzystnych wieściach z Kancelarii Prezydenta, już nawet nie lewituje, lecz całkiem odleciał. Chyba nawet wiem dlaczego. Prezydencką ustawę krytykują nawet eksperci, którzy byli w powołanej przez jego kancelarię komisji. Np. Sławomir Horbaczewski, który ostatnio udzielił "Wyborczej" krótkiego wywiadu:

"Zwrot spreadów nie powinien być ograniczony, powinny zostać oddane w całości, a wszyscy kredytobiorcy powinni być traktowani równo. Banki miały przez te kilka lat czas, żeby coś wymyślić, ale nie zrobiły nic (...). Nie ma realnej szansy, aby jedynie perswazją przymusić banki do przewalutowania kredytów. Nie wierzę tez, że KNF zmusi banki do dobrowolnego przewalutowania podwyższaniem wymagań dotyczących poziomu kapitałów własnych. Banki nie mają żadnej motywacji, żeby dogadywać się z kredytobiorcami".

CZEGO BRAKUJE W USTAWIE PREZYDENTA? Pomysły, by ustawowo przewalutować wszystkie kredyty po kursie z dnia ich udzielenia rzeczywiście idą za daleko. Ale koncepcja, by odpowiedzialność banków za udzielanie kredytów, w których zobowiązanie klienta może się wahać bez limitu, było ograniczone tylko do zwrotu spreadów, jest nadmiernym minimalizmem. Uważam - i piszę o tym w blogu od dawna - że państwo powinno wymusić na bankach - tak, wymusić, a nie "skłonić" lub "poprosić" - ograniczenie skutków ewentualnego wzrostu franka dla domowych budżetów klientów. Oczywiście: kredyt denominowany lub indeksowany do obcej waluty może mieć niższe oprocentowanie, ale jest mniej bezpieczny i każdy jego posiadacz powinien ponieść koszty tego ryzyka. Zwłaszcza, że każdy frankowicz zdawał sobie sprawę, że jego kredyt będzie się wahał. Ale skoro banki, udzielając tych kredytów, nie informowały klientów o tym, że ich raty mogą się wahać w sposób nieograniczony, to powinny też wziąć na siebie część ryzyka. Znów podeprę się słowami Sławomira Horbaczewskiego z wywiadu dla "Wyborczej":

"Osoby, które brały kredyty we frankach szwajcarskich zostały wprowadzone, świadomie lub nieświadomie, w błąd. Jeśli przewalutujemy kredyty na złote, a potem kurs franka spadnie, to ludzie powiedzą, że zostali podwójnie oszukani. Nie wiadomo czy za cztery lata frank szwajcarski będzie kosztował 2 czy 6 zł (...) Zamiast przewalutowania można na przykład wprowadzić kurs maksymalny, który byłby zabezpieczeniem dla kredytobiorców. Gdyby złoty się jeszcze osłabił, część ryzyka wzięłyby na siebie banki. Np. mogłyby odpowiadać za wzrost rat przy kursie powyżej 4,5 zł"

Cieszę się, słysząc promowane przeze mnie rozwiązanie z ust prezydenckiego eksperta. Szkoda, że nie udało mu się go przeforsować. Zgadzamy się ze Sławomirem Horbaczewskim - a ten gość niegdyś pracował w bankach, m.in. w Alior Banku, więc zna tzw. kulisy finansów;-) - że zwrot spreadów, czyli zysków z obciążania klientów kosztami fikcyjnej wymiany walut, nie może wyczerpywać odpowiedzialności banków.

LISTA BANKOWYCH GRZECHÓW. CHCĄ SIĘ WYKPIĆ. Pamiętajmy, że w przypadku czterech banków - o ile się nie mylę mBanku, Banku Millennium, BPH oraz Raiffeisena - jest już wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, iż zapisy w umowach, dotyczące przeliczenia walut są nieprecyzyjne i w związku z tym abuzywne (czyli nie powinny wiązać klientów). Bankowcy próbują wykpić się z odpowiedzialności twierdząc, że to orzeczenie dotyczy tylko wzorców umownych i zmuszają klientów do potwierdzania nieprecyzyjności ich umów w indywidualnych procesach sądowych. Czyżby teraz i tej weryfikacji chcieli uniknąć? Jest też pewna grupa klientów - niezbyt duża, jak sądzę, ale dziś najbardziej cierpiąca - którym zaproponowano kredyt waloryzowany kursem franka mimo, że nie było ich stać nawet na znacznie mniejszy kredyt złotowy. Dziś bankowcy mają w stosunku do tej grupy wyrzuty sumienia i próbują nieudolnie "pozamiatać". Były sytuacje, w których klientów nie uprzedzano o ryzyku kursowym i nie pokazywano co się stanie z ratą, jeśli frank pójdzie w górę. Były wreszcie sytuacje, w których banki podawały w umowach błędne wyliczenia dotyczące kosztów kredytu. Nie dziwi mnie, że bankowcy dziś chcieliby mieć gwarancję, że nie będą za te rzeczy odpowiadali, ale to chyba byłby nadmiar ich szczęścia.

BANKI NIE BOJĄ SIĘ JUŻ POLITYKÓW, TYLKO... W sądach powoli zmienia się orzecznictwo w sprawie kredytów frankowych, a niedawno opublikowany raport Rzecznika Finansowego stwierdza nawet, że nie są to kredyty, skoro wartość kapitału do spłaty jest płynna. I tej zmiany klimatu w sądzie bankowcy boją się dziś chyba bardziej, niż polityków. Dziś wciąż większość prawomocnych wyroków w sprawie kredytów frankowych jest po myśli bankowców. Ale kto wie jak będzie w przyszłości? Może przecież zwyciężyć pogląd, że nie są to żadne kredyty walutowe, skoro nikt nie dostał do ręki ani jednego franka, dolara, czy euro. Zresztą bankowcy sami przyznają, że udzielali kredytów hipotecznych "waloryzowanych" jedynie kursem franka. Dziś ofensywa prawników wspierających klientów zmierza w tym kierunku, by uznać, iż wyrzucenie z umowy klauzul dotyczących waloryzacji i przeliczenia kursów (o ile są nieprecyzyjne), nie wymaga poprawienia umowy, lecz jest równoznaczne z uznaniem, iż kredyt od początku był złotowy. Takie postawienie sprawy to czarny sen dla bankowców, którzy musieliby traktować taki kredyt jak złotowy i wziąć na siebie całość różnic kursowych.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby bankowcy - zamiast żebrać u polityków, by wystawili im "list żelazny" w postaci ustawowego zamknięcia roszczeń klientów - ogłosili jakąś nową propozycję rozliczenia się z klientami. Np. wypłacenia pewnego odszkodowania za narażenie klienta na nieograniczone ryzyko wahliwości kredytu, za misselling, za nieprzedstawienie odpowiednio wyraźnie informacji o ryzyku kursowym lub za wpisanie do umowy nieprecyzyjnych klauzul przeliczeniowych. Sądzę, że dla większości rozsądnych frankowiczów, którzy nie chcą dzięki całej awanturze wykpić się z odpowiedzialności za podjęte decyzje, lecz sprowadzić produkt o nazwie "kredyt" do ram charakterystycznych dla tego typu produktów (mniej kasyna, więcej kredytu w kredycie ;-))) ugoda dzieląca koszty "walutowości" kredytu może być akceptowalnym rozwiązaniem. Zwłaszcza, że niektórzy prawnicy specjalizujący się w prowadzeniu spraw z bankami stali się ostatnio bardzo pazerni. Za prostą analizę umowy pod kątem jej zgodności z prawem żądają po 500-600 zł. Są to stawki bandyckie i przykro patrzeć jak robi się z tego przemysł naciągania frankowiczów. Zgłaszajcie mi w komentarzach namiary na takich gagatków, będę tępił i nagłaśniał.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
poniedziałek, 15 sierpnia 2016 10:35

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • rtpm napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 11:16:41:

    Daj palca, to wezmą całą rękę... Gość (Pietraszkiewicz) odleciał.

    Ja ponawiam swój apel do pana redaktora, żeby zapytał bankierów/ZBP dlaczego nie pozwalają przenieść zabezpieczenia nieruchomości na inną (tyle samą wartą), żeby uwolnić się od np. za małego mieszkania, tylko krzyczą sobie nieruchomości wg. kursu CHF - często 2 razy więcej wartej. To ta pomoc i podejście do frankowiczów? Nie kosztowałoby to banku niczego (klient ponosi koszta wycen itd.) i nie zdestabilizowałoby rynku i nie wkurzyło reszty społeczeństwa.

    Czemu to pytanie w ogóle nie pada w dyskusjach?!

  • jamci32 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 11:42:57:

    Bezczelność Pietraszkiewicza sięga zenitu.
    "Mechanizm zaproponowany w projekcie jest skomplikowany i pracochłonny, polega m.in. na ręcznym przejrzeniu wszystkich umów kredytów walutowych. Oznacza to dodatkowe ogromne koszty organizacyjne i gehennę klientów oraz instytucji finansowych."
    No tak faktycznie bo w bankach dalej mają liczydła i wszystko ręcznie liczą. Przecież są systemy informatyczne. Takie wyliczenia można zrobić jednym zapytanie SQL w bazie. Sam prowadzę dla siebie tabelkę w Excelu i wyliczenie zwrotu spreadu zajęło mi 15 minut, bo musiałem skopiować kursy NBP.
    "PAP: Na przykład co to mogłoby być?
    K.P.: Na przykład przeciętna kwota spreadu dla danego rocznika w danym banku. W tym przypadku wszyscy klienci z danego rocznika i z danego banku otrzymywaliby tę samą kwotę. Ten mechanizm powinien być po prostu znacznie uproszczony."

    No tak i jak wtedy ma zweryfikować klient czy prawidłowo został wyliczony zwrot.
    A po drugie skoro jest to zwrot to musi być precyzyjny.

  • jamci32 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 12:03:38:

    Kolejna wypowiedź:
    "[...] że podejście fair to takie, przy którym: nie dokonuje się zwrotów części spreadów czy dopłat tym klientom, których koszty obsługi kredytu nie są wyższe niż koszty podobnego kredytu złotowego powiększonego np. o element ryzyka kursowego, obliczony na podstawie danych historycznych w oparciu o rekomendacje KNF w momencie udzielenia kredytu;"
    Pietraszkiewicz strasznie się miesza. Skoro w poprzedniej odpowiedzi powiedział, że zwrot spreadów powinien zamykać drogę przewalutowania to znaczy że, nie możemy tych kredytów porównywać do złotowych. Niższe odsetki są po prostu wynagrodzeniem za ryzyko, a zwrot spreadów jest oddaniem wynagrodzenia za fikcyjną operację. Banki udzielając kredytów indeksowanych popełniły po prostu błąd. Trzeba było wtedy wziąć prowizję zamiast stosować spread. Wtedy nic nie trzeba byłoby zwracać.

  • niezawistny.polak napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 12:17:56:

    To, co wygaduje Złotousty Prezes Pietraszkiewicz, ma co najmniej dwa "poziomy" .

    Jeden jest taki, że on sobie doskonale zdaje sprawę, że władza sądownicza jest jedyną, która jeszcze jest gotowa - choć ślamazarnie - bankom podskoczyć. I to w sposób najprostszy: przez zastosowanie do tych zbójeckich umów obowiązującego prawa chroniącego konsumentów - tylko tyle i aż tyle.

    To, że władze ustawodawcza i wykonawcza przed bankami kapitulują i czapkują z oddaniem, to oglądaliśmy i w trakcie rządów PO, i oglądamy teraz.

    Co gorsza - czwarta władza (którą tu rozumiem jako media głównego nurtu) nigdy nawet nie były zainteresowane tym, żeby się z tematem kredytów "frankowych" uczciwie zmierzyć. To, co przynajmniej od półtora roku wyczyniają na tym polu, to jest jakieś zdumiewające połączenie ignorancji, wyparcia i mniej lub bardziej świadomego współudziału w żyrowaniu bankowego lobbingu. (Jak ktoś nie wie, o co kaman, to wystarczy śledzić na łamach "Wyborczej" wieloodcinkowy cykl pt. "Anna Popiołek łże").

    A druga sprawa jest taka, że Pietraszkiewicz wygaduje takie rzeczy, bo WIE, ŻE MOŻE.
    W naszym kapitalizmie dżungli nadwiślańskiej w jak najlepszym tonie jest np. ujadanie i szczucie na grupę konsumentów, którzy ponieśli szkodę w wyniku bezprawnych działań prywatnych przedsiębiorców.
    Za to kiedy prywatny przedsiębiorca (lub ich grupa) właściwie otwarcie się domaga, żeby grupie poszkodowanych przezeń klientów de facto odebrać prawo do sądu, to ryk powszechnego oburzenia jakoś się nie rozlega.
    Jeszcze raz, kapitalikami: O-D-E-B-R-A-Ć P-R-A-W-O D-O S-Ą-D-U.
    Macie to?

    Że to bezczelne?
    Że Pietraszkiewicz "odleciał"?
    Ależ skąd - on po prostu założył, że skoro razem ze swoją wesołą czeredką banksterów tak już to państwo teoretyczne po swojemu urobili (czym innym jest sytuacja oddania bankom pół miliona ludzi w ekonomiczną niewolę?), to co szkodzi domagać się jeszcze immunitetu?

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 13:05:37:

    @rtpm: w sprawie "odmiejscowienia hipoteki", to przypominam, że ja o tym piszę dość często - obśmiewam głupotę bankowców, krytykuję niemoc, nawołuję do zmian i wiem, że w niektórych bankach już zaczęli trochę słuchać. Polecam:
    samcik.blox.pl/2015/10/Banki-obiecaly-odmiejscowienie-frankowych-hipotek.html
    samcik.blox.pl/2016/03/Chcesz-wyrwac-sie-z-mieszkania-kupionego-na.html
    samcik.blox.pl/2015/04/Szybkiego-antidotum-na-franki-nie-bedzie-Czas.html
    samcik.blox.pl/2016/04/Jak-uwolnic-sie-z-frankowego-mieszkania-gdy.html

  • fajnytoster napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 15:23:35:

    Co ciekawe, na stronie BPH zniknęły historyczne dane dotyczące kursów walut i wysokości spreadu dla frankowych klientów hipotecznych, a z systemu bankowości elektronicznej historia wypłat transz kredytu i spłat rat przed 2012 rokiem (ustawa antyspreadowa weszła w 2011). Wcześniej zarówno pierwsze, jak i drugie były dostępne, a teraz klient nawet nie ma możliwości samodzielnego wyliczenia ile mu się należeć będzie z tytułu zwrotu spreadów oraz zweryfikowania wyliczenia przedstawionego przez bank. Przypadek?
    A co do postulatu Pietraszkiewicza, to zapis ustawowy o pozbawieniu możliwości zgłaszania roszczeń przez frankowiczów jawnie gwałciłby Art. 45. ust. 1 Konstytucji: "Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.". Tylko teraz takie czasy, że Konstytucja... Ech.

  • tak_uwazam napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 15:26:36:

    @maciej_samcik
    "(...) Zamiast przewalutowania można na przykład wprowadzić kurs maksymalny, który byłby zabezpieczeniem dla kredytobiorców. Gdyby złoty się jeszcze osłabił, część ryzyka wzięłyby na siebie banki. Np. mogłyby odpowiadać za wzrost rat przy kursie powyżej 4,5 zł"

    - Rozumiem ze analogicznie rozpatrywalibyśmy kurs minimalny poniżej którego kredytobiorca dzieliłby się premią za ryzyko z bankiem? Proponuję ustawić go na wysokości odpowiadającej racie przy kredycie złotówkowym.

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 16:32:13:

    A ja tam się nie dziwię marzeniom prezesa, skoro PAD odleciał, to czemu prezio nie może?

    Wyroki sądowe obnażające nieprawidłowości, raport RF, który jest porażający... i bęc propozycja ustawy po której wszyscy zbierają szczęki z podłogi. Jakie prawo?, jaka sprawiedliwość?

    W tym kraju już nic mnie nie zdziwi. Prezydent został ubezwłasnowolniony i nawet nikt tego nie kryje.

  • buziaczekilek napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 17:33:15:

    Kto napisał ustawę o zwrocie spreadów? - która automatycznie zlikwiduje abuzywne zapisy umowy o kredyt indeksowany. Ta ustawa to podstęp wobec nieświadomych swoich praw "Frankowiczów". Świadomi po żadne spready nie pójdą, nadal będą mieli w umowach niewiążące ich klauzule indeksacyjne. Nasz doktor prawa działa w nieświadomości, czy robi to celowo?

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/15 21:44:54:

    Chcę zapalić to co pietrucha. Ale jazdaaaa!

    Trudno komentować słowa bandyty o zabraniu ofierze prawa do obrony.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 09:01:30:

    Odleciał o jedno słowo za daleko. Owszem jak spready zostaną zwrócone to nie będzie roszczeń z tytułu spreadu. Pozostają wszelkie inne roszczenia. Nie widać aby banki podchodziły kompleksowo do wszelkich roszczeń.

  • cdr7 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 09:15:33:

    tak uwazam - kurs minimalny jest już ustalony - wynosi 0,00 zł niżej CHF nie spadnie.
    Na tym polega cały problem - CHF ma kurs minimalny, natomiast jeśli chodzi o wzrost to sky is the limit. Ludzie brali te kredyty przy kursie 2,00 - 2,50 zł. Kurs 4,50 zł oznacza wzrost o 2,00 - 2,50 zł - bank nigdy nie był w stanie tyle stracić na kursie. Poza tym banki podobno zabezpieczyły się przed spadkiem kursu a koszty tego zabezpieczenia niewątpliwie przerzucono na kredytobiorców. Mam pytanie - dlaczego dzisiaj gdy CHF jest "drogi" nie ma już kredytów w CHF? Ja chciałbym zagrać w tym kasynie teraz - gdy jest jakaś szansa wygrać ;-)

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 10:06:27:

    @cdr7,
    też się nad tym zastanawiałem i mam taki wniosek. Gdyby te kredyty nadal były na rynku to można było by tylko stracić. Stratny w tym przypadku byłby bank.
    Po pierwsze kurs frank nie będzie rósł w nieskończoność, już teraz jest mocno przewartościowany i zagraża gospodarce Szwajcarów.
    Po drugie rolowanie kredytu nic nie zmienia w domowym budżecie.

    Zabezpieczeniem kredytu hipotecznego jest hipoteka na nieruchomości, która musi byc warta w PLN tyle ile kredyt. Tak, hipoteka jest zawsze w PLN. Więc gdy stać kogoś na kredyt powiedzmy 100tys chf przy kursie 2 pln to juz nie jest tak oczywiste że może dostać 100tys chf po kursie 4 pln jeśli zabezpieczenie pozostaje przecież na tym samym poziomie. Pytanie dlaczego bank udzielił kredytu bez zabezpieczenia ?

    W umowach kredytowych frankowych brakuje mi jednego prostego zabezpieczenia które pozornie było podczas jego udzielania. Rekomendacja KNF że kurs do którego indeksujemy może się wahać +/- 20%. Ryzyko byłoby znane. A tak rekomendacja swoje a banki swoje. Żadnego ryzyka po stronie banku. Profesjonalne dymanko

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 10:40:19:

    @com.one

    "Tak, hipoteka jest zawsze w PLN. "

    Nie zawsze, "denominowani" mają hipotekę wyrażoną w walucie.

    Przed nowelizacją ustawy o księgach wieczystych i hipotece - weszła w życie 20 lutego 2011 r., hipoteka musiała być wyrażona w tej samej walucie w jakiej była
    wyrażona wierzytelność zabezpieczona hipoteką.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 13:31:37:

    @dziamgacz,
    Po 2011roku to już było pozamiatane. Rozumiem, kupujesz mieszanie we frankach, ceny nieruchomości rosną wraz ze wzrostem franka, sprzedajesz we frankach. Wtedy hipoteka we franku miałaby sens. Problem w tym że banki próbują wmówić wszystkim że w hipotece są franki. Mały szczegół - > to nie jest prawda :)

  • dziamgacz napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/16 13:50:06:

    @ com.one

    DO 2011 :-)

    Wszystkie kredyty "walutowe", które były zawarte przed rokiem 2011 mają wpis w hipotekę w walucie wierzytelności.

    Ponieważ umowy o kredyty denominowane mają wpisaną kwotę w walucie to hipotekę też mają w walucie.

    Indeksowane w umowie mają PLNy i hipotekę również w PLNach.

  • adds01 napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/17 08:06:59:

    DR;TL banksterzy chca byc nietykalni

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/17 08:40:17:

    @dziamgacz,
    liczy się za co klient kupił mieszkanie, też za franki ? bo jeśli nie za franki to mówimy wyłącznie o kredycie złotówkowym połączonym z instrumentem inżynierii finansowej (swap cirs). taki on "walutowy"

  • remigiush napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/17 14:28:14:

    Nie bardzo rozumiem, dlaczego w dalszym ciągu trwa łagodne nazywanie tego co widzimy już teraz bez białych rękawiczek - czyli ewidentne dymanie całego społeczeństwa przez grupy lobbingowe, stanowieniem prawa. Przecież na przykładzie sytuacji z kredytami pseudofrankowymi widać wyraźnie, że władza, jaka by nie była, nie ma kompletnie wpływu na to co się dzieję w Państwie. Najwyraźniej nastąpił agreement między bankami, a rządem, a Pietraszkiewicz jest tak pewny siebie, że już w ogóle się nie szczypię i jedzie po bandzie ze swoimi absurdalnymi teoriami.

  • hopinie napisał(a) komentarz datowany na 2016/08/19 21:42:29:

    Każda władza będzie patrzeć na bankowców przychylnym okiem. Bankowcy zawsze mogą zawsze wysadzić państwo.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny