Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

czwartek, 08 września 2016

Po drugiej stronie biurka, czyli szczera spowiedź naganiacza. Tak wkręca się ludzi w drogi kredyt!

Każdego dnia przychodzi do mnie kilkanaście lub kilkadziesiąt e-maili i wiadomości od klientów banków, firm ubezpieczeniowych, pośredników finansowych, telekomów, handlarzy prądem, gazem i dobrami wszelakimi. W tym zalewie pytań, problemów i nieszczęść raz na wiele miesięcy zdarza się list od... sprzedawcy, który zdradza kulisy swojej pracy. Trudno powiedzieć, by był to skruszony sprzedawca, bo on wcale się nie kaja z powodu swojej działalności. On po prostu relacjonuje swój stan duszy, pisze, iż czuje się jak mały trybik w wielkiej machinie, której celem jest takie potraktowanie klienta, by przyniósł firmie - bankowi, ubezpieczycielowi, pośrednikowi - jak najwięcej pieniędzy. Dziś mam dla Was właśnie taki list od człowieka, który zatrudnił się w banku pełen ideałów, a dziś jest już tylko maszynką do wyciskania klientów. Zapewne nie jest to fotografia pracy każdego pracownika banku, ale zapewne niejeden pracownik oddziału bankowego czuje podobnie. Przeczytajcie i skomentujcie. A wcześniej zapiszcie się na mój newsletter, żeby nie ominęły Was następne sensacje :-):

"Szanowny Panie Redaktorze Samcik! Co tydzień w czwartek rano popijam kawę nad redagowanym przez Pana konsumenckim dodatkiem "Pieniądze Ekstra" w "Gazecie Wyborczej", by zaraz po lekturze upchnąć w neseserze służbową sieć, którą zarzucam codziennie na łatwowiernych klientów. Taka moja praca. Oto ja - doradca klienta w dużym ogólnopolskim banku. Gdy lat temu parę, jako finansowy elew, przekraczałem próg swej placówki bankowej, oblepionej plakatami mówiącymi o niesłychanej i niespotykanej we Wszechświecie więzi banku z klientem me sumienie było czyste, czyściutkie wręcz jak łza. Wkraczałem do tej branży, by pomagać, by doradzać, by pięć lat studiów o finansach nie poszło w las. Dziś złowieszczo śmieję się, gdy czytam u redaktora Samcika teksty typu "trzymajcie się foteli - prowizja za kredyt 16%''. To mój chleb powszedni.

Klient, zwabiony śladowym oprocentowaniem pożyczki, przychodzi do oddziału po 4000 zł. Jeśli nie zasypiał na matmie, to wyliczy sobie, że kredyt powinien go kosztować 200 zł odsetek. Ściskam dłoń petenta, potwierdzając, że odsetki rzeczywiście są niskie, niziutkie. Jaka rata? Niestety, jej wysokość będę mógł podać tylko po złożeniu wniosku kredytowego. A ten będę mógł złożyć tylko wtedy, gdy potencjalny klient założy w banku rachunek osobisty. W połowie przypadków na stół wjeżdża dodatkowo umowa o kartę płatniczą. Wszystko super i za darmo. Wrzucamy wniosek kredytowy do systemu. Ojej! Nie masz, drogi kliencie, zdolności kredytowej!. Uuups... Ale nie martw się, kliencie, właśnie napisał ''główny analityk'. Zdolność kredytowa pojawi się jeśli przyniesiesz do nas swoje kredyty z innych banków. W sumie oplacałoby ci się, Drogi Kliencie, złączyć wszystko w jedną ratę. No dobra, z tym "opłacałoby się" trochę przesadziłem. Wiem, za tę pożyczkę sprzed czterech miesięcy zapłaciłeś z góry 18% prowizji. Ale skoro nie masz zdolności kredytowej, to chyba nie ma wyjścia... 

A najlepsze, że przy naszym oprocentowaniu (ciii... 10%) na najlepszy dla ciebie okres (ciii... 10 lat) rata spadnie o 55 zł! Dziwisz się, że to aż dziesięć lat? Wzdycham, że inaczej nie będzie możliwości udzielenia kredytu, bo... nie masz zdolności (ciii... miałbyś, ale rata poleciałaby w kosmos i zorientowałbyś się, że coś tu nie gra). Pytasz dlaczego kredyt nie jest na 5%? Odpowiadam, że to oprocentowanie przy okresie spłaty 4 lata, a tu nie ma zdolności... A może teraz zapytasz mnie, czy nie widzę, że te konsolidowane kredyty kończą się już za trzy lata, a ty chcesz tylko 4000 zł i nie chcesz wydłużać spłaty do 10 lat? A może zapytasz co to dla ciebie za interes? Nie, o to, Drogi Kliencie, nigdy nie pytasz. Nie pytasz też ile łącznie zapłacisz za oferowany przeze mnie kredyt. Nie mnożysz liczby rat przez wysokość raty - gdybyś pomnożył, to groziłoby mi z pewnością linczem z twojej strony.

W najgorszych snach widzę minę klienta w chwili, gdy dowiaduje się, że weźmie 4000 zł, a spłaci 14.000 zł. Albo że weźmie 50.000 zł, a do spłaty będzie miał 107.000 zł. Nie pytasz, więc spłacasz te 107.000 zł, z czego ponad połowa to koszty (gdzie te słynne kontrole UOKiK-u, redaktorze Samcik? Gdzie ci "tajemniczy klienci", którzy mieli być nasyłani przez urząd?). Nie pytasz, więc płacisz 10% odsetek, 24% prowizji, wykupujesz dodatkowe ubezpieczenie, dzięki któremu zostajesz najlepiej zabezpieczonym klientem w całej wschodniej Polsce. Utrata pracy, wypadki, zawały, udary, złamania i zwichnięcia - pomożemy ci spłacać raty w różnych przypadkach, o ile tylko będziesz z odpowiednią determinacją, cierpliwością i nieustępliwością nękał pracowników ubezpieczalni. Oni nie przepadają za twoimi roszczeniami, tak jak ja nie przepadam.

Mieszkasz z babcią w jednym pokoju? Ubezpieczę ci willę a la Don Wasyl. Sporty wyczynowe znasz z telewizji? Przez najbliższy rok możesz żwawo wyruszać w wysokogórskie linowe eskapady. Jesteś w końcu ubezpieczony. Wąs ci się ledwo wysypał? Spokojnie i z czystym sumieniem możesz już paść na zawał serca, obsypując pieniędzmi uposażonych. Jesteś ubezpieczony. Z serdecznym uśmiechem sąsiada z kościelnej ławy przeprowadzę cię, Drogi Kliencie, przez długi proces finalizacji umowy. Tu podpis, i tu, i tu, i tam, i jeszcze tu. Smutna prawda dla ciebie, Drogi Kliencie, a wesoła dla mnie i mojej ferajny, wygląda tak, że gdybym podsunął ci inne papiery, to złożyłbyś te cztery podpisy nawet pod umową kupna 30 kg powietrza. Nie czytasz co ci podsuwam, więc spłacasz dużo, drogo i bez końca. Taka smutna prawda.

Dlaczego tak wiele papierków? To wina tych przeklętych posłów. O wszystkim musisz być dokładnie poinformowany, każdy warunek umowy musi być dokładnie rozłożony na czynniki pierwsze. Więc jest. Na dwudziestu stronach, których nie przeczytasz. Aha, od zeszłego tygodnia trzeba na każdy rodzaj ubezpieczenia drukować osobną polisę. Kiedyś starczyła jedna, aj, aj, aj. Wszelkie formularze informacyjne, OWU, drobne druczki lądują na dnie całkiem grubej teczuszki. Na finale jeszcze prośba o przekazanie mego numeru telefonu znajomym, rodzinie, partnerom biznesowym - witamy na pokładzie, Sir! Cieszę się, że udało mi się sprostać oczekiwaniom, Drogi Kliencie. Polecam się na przyszłość!".

Cytuję ten list właściwie bez skrótów, co najwyżej lekko podredagowałem jakieś drobne niezręczności językowe. Uważam, że powinien go przeczytać każdy, kto wchodzi do banku i widzi człowieka z identyfikatorem "doradca klienta". Ten człowiek nie jest zły, on po prostu wykonuje swoją pracę. Jest kontrolowany, sprawdzany, nagrywany, podsłuchiwany, szkolony, rozliczany z celów sprzedażowych. Wpadł w machinę sprzedażową, która powoduje, że nie ma ani czasu, ani możliwości, żeby porozmawiać z klientem o jego prawdziwych potrzebach, doradzić mu rzeczywiście najlepsze rozwiązanie, odradzić rozwiązanie złe, albo odesłać z kwitkiem jeśli wspólnie dojdą do wniosku, że w palecie oferowanych przez bank rozwiązań nie ma tego najbardziej odpowiedniego. Nie może powiedzieć klientowi: "nie potrzebujesz tej karty, po co ci to ubezpieczenie", bo może za to wylecieć z pracy. Nie najgorzej płatnej i tym lepiej płatnej im więcej kitu wciśnie klientowi. Nie może mrugnąć do klienta okiem, spojrzeć znacząco, chrząknąć. Nie spełni celów sprzedażowych, to też wyleci z pracy.

Czytaj też: Szczere oświadczenie pośrednika finansowego. "Ściemniałem, bo kazali"

Czytaj też: Kłamał klientowi w żywe oczy. Został przyłapany, bo zrobił drobny błąd

To, że ludzi mających wiedzę i chęć, żeby pomagać klientom, przerabia się na maszynki sprzedażowe, jest zasługą dyrektorów, szefów pionów, członków zarządu. To oni, w pędzie do tego, by poprawić zysk netto i zasłużyć na premię, awans bądź kolejną kadencję, niszczą swoich pracowników i robią krzywdę klientom, którzy przychodzą do banku. Dużo rozmawiam z wysoko postawionymi menedżerami w bankach. Zawsze się dziwią: "dlaczego nazywa się nas w mediach banksterami? Przecież my tylko pomagamy klientom spełniać ich finansowe potrzeby!". Zwykle radzę im, żeby zatrudnili się tylko ja jeden miesiąc jako szeregowi pracownicy w banku, którym sami zarządzają. To powinno wystarczyć, żeby przestali zadawać takie pytania. Pewnie nie w każdym banku jest tak, jak napisał mój czytelnik. Ale sądzę, że w tych bankach, które stale chwalą się coraz lepszymi wynikami, które mimo niskich stóp procentowych stale poprawiają zysk z działalności, w których wciąż utrzymuje się wysokie ROE i marża odsetkowa - takie podejście do pracownika i klienta jest częste. Dopóki nie skończy się wyścig o coraz wyższe zyski za wszelką cenę, dopóty wchodząc do oddziału banku trzeba mieć dłoń na kaburze i blog "Subiektywnie o finansach" pod ręką.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
czwartek, 08 września 2016 08:56

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • f-trust napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 09:17:13:

    Smutne to, ale niestety prawdziwe. Relację klient/sprzedawca może wyczyścić jasna informacja w jaki sposób oferujący jest wynagradzany. W szczególności na czym mu najbardziej zależy, dopiero wtedy gdy interes klienta jest zbieżny z interesem oferującego warto złożyć podpis....
    www.f-trust.pl/radzimy-naszym-klientom/fundusze-inwestycyjne-fachowcy-czy-zlodzieje

  • rzat napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 09:56:58:

    Z punktu widzenia ex-doradcy bankowego: niestety większość kredytobiorców to albo kompletni kretyni albo na myśl o kasie ze szczęścia mózg się im wyłącza. Ja rozumiem, że nie każdemu się chce czytać kilkanaście stron umowy, nie każdy rozumie warunki ubezpieczenia itp. itd., ale do diabła, jakim problemem jest obliczenie całkowitego kosztu? Czy naprawdę tak trudno przemnożyć ilość rat razy wysokość i odjąć od tego wnioskowaną kwotę? Pracownik bankowy nie jest po to, by zastępować klientowi rozum! Jeśli komuś nie chce się wykonać dwóch działań matematycznych i chwilę pomyśleć na ich wynikiem, to jego sprawa.

  • koneton napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 10:14:16:

    rzat - jako klient banków wiem, że nie jest z tym łatwo. Często kwotę raty lub inne dodatkowe opłaty masz przedstawione dopiero na umowie, którą podpisujesz. Sam pamiętam przy ratach 0%, że z miłą Panią z banku wszystko uzgodniłem, potwierdziłem że nie ma żadnych ukrytych opłat, czyste 0%. Po czym w umowie jaką dostałem, kwota była inna niż powinna. Okazało się, że dostałem ubezpieczenie, którego nie chciałem. Pani bardzo niechętnie wydrukowała kolejną wersję bez ubezpieczenia. Podejrzewam, że wiele osób mogło zostać oszukanych w ten sposób.
    Bank jest instytucją zaufania publicznego i powinien traktować nas uczciwie, a wygląda na to, że powinniśmy traktować go jak największego przestępce, który ZAWSZE chce nas oszukać. Trochę to smutne.

  • duzymietek napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 10:19:43:

    To tylko konsekwencja kreowania mody na życie na kredyt. Smutna prawda jest taka, że ogłupieni przez telewizje i kolorową prasę ludzie nie myślą. Wyznacznikiem statusu nie jest stan konta a zdolność kredytowa/kwota płaconych rat.

    Swoją drogą to dziwi mnie zdziwienie redaktora rekordowymi zyskami banków. Koszt pieniądza jest prawie zerowy, w ciągu kilku lat oprocentowanie lokat spadło z 6 do 1 procenta a RRSO kredytów konsumpcyjnych trzyma się dzielnie na poziomie 20-30%.

  • radanierada napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 10:36:49:

    Otóż to ! Brak jakiejkolwiek refleksji. Lenistwo umysłowe, brak elementarnej analizy oferty, życie nad stan i na pokaz - to cechy rozczarowanego po latach kredytobiorcy i pretensje do banku, nie do siebie !!! Bank sprzedaje - kredytobiorco nie musisz brać. Przeanalizuj. I dopiero wtedy kiedy widzisz ile to będzie kosztować z twoich własnych wyliczeń świadomie pożycz te pieniądze (a może jednak mniej). Nie będziesz rozczarowany i winą obarczał innych. Jak dobrze, że matura z matematyki wróciła jakiś czas temu jako obowiązkowa. A pośredników finansowych radzę omijać szerokim łukiem, żeby uniknąć efektu głuchego telefonu lub związania się z bankiem, na którym to pośrednikowi najbardziej zależy.

  • kmiarek napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 10:41:26:

    @Samcik
    "Ten człowiek nie jest zły, on po prostu wykonuje swoją pracę."
    Właściwie, to można to samo napisać nawet o człowieku z mafii, który czasem kogoś poturbuje lub zastrzeli. To też jest jego praca.
    Może jestem idealistą, ale nie mógłbym pracować w miejscu, w którym bym wiedział, że zarabiam na krzywdzie innych. Ale tu wychodzi natura człowieka: niektórzy sobie myślą, że może się i szmacą, ale za to kasa niezła.

    @koneton
    Znam przypadek, kiedy w sieci RTV reklamującej raty 0% pracownik twierdził, że nie ma możliwości wzięcia tych rat bez (płatnego) ubezpieczenia. I odesłał klienta do domu. Było to niezgodne z prawdą, ale widać pracownik (lub jego przełożony) chciał się wykazać.

  • arfer napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 10:55:35:

    bzdura

    nic nie zastąpi porządnej edukacji z podstaw finansów osobistych, której w naszym pięknym dumnym podnoszącym się z kolan kraju nie zaznasz

    co powoduje później, że nawet Kowalscy zawodowo babrający się w dużych wielocyfrowych sumach gubią się przy porównaniu prostych kredytów, czy inwestycji i tutaj wyższa matematyka im nie pomoże

    porównywanie tylko i wyłącznie w sposób o którym piszesz skończy się tak, jak w czasach, w których wprowadzano podatek Belki, gdzie wielu wolało wybrać jakąś dziadowską polisolokatę oprocentowaną 2-3x niżej (ale za to bez podatku!!) niż 2-3x lepszą, choćby te 19% od zysków zapłacić, ot tak, dla zasady - nie zarobię ja, ale i inni na mnie nie zarobią

  • marta1991.1991 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 11:25:01:

    super

  • endrju76 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 12:00:18:

    Smutne, ale to działa wszędzie. Pracą bankiera wcale nie jest skrojenie oferty pod klienta. Jego pracą jest zwiększenie dochodu firmy, w której jest zatrudniony. Pracą mechanika samochodowego jest wcale nie zrobienie samochodu - ma jeszcze wyzywić za to rodzinę. Oczywiście, w idealnym układzie i klient jest uczciwie dopieszczony, i pracownik ma z tego pieniądz. Ale to tak jak z Wiedźminem, który zabija potwory za pieniądze - im lepiej to robi tym ma mniejszy popyt.

    Wszyscy, mniej lub bardziej, świadomie lub nie "żerujemy" na innych. Krótki test: oferujemy usługę, klient jest skłonny wyłożyć 1000zł. My wiemy, że to nas będzie kosztowało 100zł. Co powinnismy zrobić? Powiedzieć "spoko, ale to nie 1000 ale góra 100 kosztuje, do tego podatek, moja prowizja 2%, amortyzacja zakładu i w 150 się zmieścisz". A może powiedzieć 200? A może 500? A może jednak 1000? Im wyżej, tym mój zysk jest większy kosztem lekkiego kaca moralnego. Gdybym robił usługe dla znajomego to oczywiście 150zł. Gdybym robił komuś innemu, to pewnie 400. Ale gdybym miał świadomość "kurcze, klient spokojnie tysiąc wyłoży, i tak do mnie wróci bo usługi potrzebuje, za jednym zamachem mam co na chleb położyć, realizuje zadanie w pracy, wypełniam normę i zachowuję stołek" i jeszcze mam smykałkę marketingową to pewnie i do 1250 bym dociągnął.

    Podobnie przy płaceniu mandatów "panie władzo, a taniej nie da rady?", targowaniu na bazarze "OK, biorę te buraczki i rzepę, ale jak rzepa za pół ceny" czy kredycie na dom "z ubezpieczeniem milion. A bez? No, bez to 800". Istotą handlu jest sprzedać drożej a kupić taniej. Nie ukrywajmy, jak ktoś przynajmniej nie poduczy się o kredytach, taryfikatorach czy rynkowych kosztach to byle sprzedawca/marketingowiec wciśnie nam piasek na Saharze jako ofertę życia i jeszcze bedziemy z tego zadowoleni.

    Reasumując - wykorzystywanie klienta ma historię długą i nieskończoną, a klient tak da się wprowadzić w maliny jak tylko na to sobie pozwoli. Moralność przy pieniądzu traci trochę na znaczeniu.

  • ra74 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 14:40:40:

    czasy takie że jest dużo produktów i usług, każe chce, wręcz musi sprzedawać
    zadzwonił do mnie pan ze znanej firmy celem zaktualizowania danych, upewniłem się że nie będzie chciał mi niczego sprzedać. Nie chciał ale na koniec rzucił słuchawką mówiąc że nikt mnie nie znajdzie w google Pilnowałem się tylko żeby nigdzie po drodze nie powiedzieć tak albo dziękuję bo nieuważny albo miękki człowiek niestety za chwile można otrzymać fakturę za to że chciał być miły

  • adds01 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 18:09:21:

    Dziwicie sie, ze klienci nie sprawdzaja lacznego kosztu kredytu, podejrzewam, ze w wielu przypadkach klient nie chce znac tego lacznego kosztu, on chce tylko dostac tu i teraz owe 4000 zl i chce zapewnienia od sprzedawcy, ze stac go na splacanie rat. Reszta jest nieistotna. Statystyczny klient nie szanuje pieniadza zwlaszcza gdy jest przyzwyczajony, ze je po prostu dostaje, bez pracy ( zasilki, akcje pracownicze po dziadku, 500+..)

  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 19:18:56:

    @endrju76

    Nie ukrywajmy, jak ktoś przynajmniej nie poduczy się o kredytach, taryfikatorach czy rynkowych kosztach to byle sprzedawca/marketingowiec wciśnie nam piasek na Saharze jako ofertę życia i jeszcze bedziemy z tego zadowoleni.

    Już z rok temu mBank mi chciał wcisnąć kartę kredytową, oczywiście bez opłaty rocznej (chwilowo jeszcze nie dociekałam, czy brak jest warunkowy czy nie), o oprocentowaniu OBNIŻONYM do 9,90%. Przy maksie 10%, ale kto tam się interesuje wysokością stopy lombardowej, skoro nawet nie wie, że istnieje ;)

  • kolobolo1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 21:45:55:

    @adds01 "Statystyczny klient nie szanuje pieniadza zwlaszcza gdy jest przyzwyczajony, ze je po prostu dostaje, bez pracy ( zasilki, akcje pracownicze po dziadku, 500+..)"

    Głupszego tekstu już dawno nie czytałem. Wskaż mi choć ze trzech "statystycznych" klientów, którzy w naszym kraju nie pracują, bo nie muszą, bo dostaje te mega niesamowite 5 stówek i mu to w zupełności wystarcza na życie . Albo te akcje pracownicze po najlepszym we wsi PGRze. Tudzież te niesamowite zasiłki, którymi nasze państwo nas wręcz nieprzyzwoicie rozpieszcza.
    Przyznaj kolego, było coś pite?

  • maciek_lepton napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/08 21:46:45:

    Socjalista uzna, że przeciętny człowiek jest głupi, trzeba go chronić przed nieznajomością matematyki.

    Wolę, gdy Państwo zbytnio się nie wtrąca w relacje klient-bank. Świat, w którym głupi traci a mądry zyskuje jest w moim odczuciu sprawiedliwy.
    Państwo powinno tylko karać kłamców, tzn. sprzedawców lub producentów, którzy fałszują prawdziwe dane (np. producent żywności zaniżający zawartość cukru)

    Przykład z innej branży: podobnym frajerstwem jest zakup ubrania, w trakcie którego decyzję podejmujemy wyłącznie w oparciu o poradę..... sprzedawcy z tego samego sklepu:) W praktyce robi tak większość z nas. Czy należy tutaj wprowadzić regulacje?

  • juana-la-loca napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 08:39:05:

    kolobolo1 2016/09/08 21:45:55
    Głupszego tekstu już dawno nie czytałem. Wskaż mi choć ze trzech "statystycznych" klientów, którzy w naszym kraju nie pracują, bo nie muszą, bo dostaje te mega niesamowite 5 stówek i mu to w zupełności wystarcza na życie . Albo te akcje pracownicze po najlepszym we wsi PGRze.

    Znam osobiście, może cię przedstawić? Dziewczyna ma 2 dzieci, każde z innym, tyle, że z drugim obecnie jest. Partner ma najniższą krajową, ona ma 2x 500+, alimenty na starsze też bodaj 500, zasiłek mieszkaniowy, darmowe obiady w szkole dla starszej, rodzinne, a jeszcze państwowe przedszkole, bo "samotna matka". Luksusów może nie mają, ale źle ma?

  • vilandraish napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 08:49:50:

    W sieciach komórkowych jest DOKŁADNIE TAK SAMO! Badanie potrzeb? Bzdura! Wyniki, wyniki, wyniki i sprzedajesz to na co jest akurat nacisk a nie to czego potrzebuje klient. Prawda jest taka, że najlepiej załatwiać sprawy przez internet, samemu, wgłębiając się na spokojnie w szczegóły umowy i co ważniejsze regulaminu usług.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 10:28:11:

    czytam komentarze i nie wierzę własnym oczom. Poza nielicznymi wyjątkami w zasadzie widzę , że klient jest wszystkiemu winny. Sprzedawca "ma obowiązek sprzedać". Sam facet przyznaje, że ukrywa informacje, lub po prostu kłamie

    "Wzdycham, że inaczej nie będzie możliwości udzielenia kredytu, bo... nie masz zdolności (ciii... miałbyś, ale rata poleciałaby w kosmos i zorientowałbyś się, że coś tu nie gra)"

    Facet został przeszkolony do tego aby kłamać, ma za sobą działy marketingu i miliony roboczogodzin psychologów aby wycisnąć z klienta ostatnie soki!! To jest równe starcie?

    Przeczytajcie sobie DOKŁADNIE ten artykuł KK
    Art. 286

    § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania , podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

    czy facet nie wypełnił wręcz w 100% tego paragrafu? Wiem, że to taki teoretyczny przekaz, ale - na bogów- sprytniejszy oszukuje głupszego. To jest OK??

    @maciek_lepton
    "Świat, w którym głupi traci a mądry zyskuje jest w moim odczuciu sprawiedliwy. "
    W ilu dziedzinach życia jesteś mądry? Na czym się znasz?
    - medycyna (tutaj różne bardzo dziedziny)
    - prawo (tutaj różne bardzo dziedziny)
    -ekonomia (tutaj różne bardzo dziedziny)
    -mechanika kwantowa
    -hydraulika
    -elektryka
    -mechanika samochodowa
    ...
    ...
    ...

    Jeżeli gdziekolwiek cię orżną, to będzie twoja wina?


    nie wierzę oczom, po prostu nie wierzę...

  • kardupel_nadenty napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 10:35:04:

    @m.samcik

    Wrocmy do naszego dealera z innego postu:

    cyt z link: samcik.blox.pl/2016/09/Wcisneli-Polakom-mnostwo-kitu-Teraz-cienko-przeda.html

    "...U mnie w miescie pod szkolami też stoją Doradcy Klientów. Doradzają młodzieży jak przterwac cięzkie dni, jaki srodek wybrac by przeżyc bezstresowo baty za zle oceny, generalnie sprawiają, że życie dzieci jest kolorowsze. Szkoda tylko, ze nic nie wspominają o skutkach tego kolorowego zycia na wypasie. Taka analogia mi sie skojarzyła z haslem "doradca klienta".
    Proponuję by na stałe zapisac w polskich słownikach hasło "diler" jako tożsame z "doradca klienta"..."

    I ten miód i malina wylewający sie z artykułu:

    cyt "...Uważam, że powinien go przeczytać każdy, kto wchodzi do banku i widzi człowieka z identyfikatorem "doradca klienta". Ten człowiek nie jest zły, on po prostu wykonuje swoją pracę. Jest kontrolowany, sprawdzany, nagrywany, podsłuchiwany, szkolony, rozliczany z celów sprzedażowych. Wpadł w machinę sprzedażową, która powoduje, że nie ma ani czasu, ani możliwości, ..."

    Jaki biedny ten doradca pod lufą przystawioną do skroni świadomie wkręca klientów w spiralę długów. Chyba zapłaczę ze zgryzoty :-(

    Moim skromnym zdaniem żaden miód ani zadne spowiedzi, chocby przez pryzmat humoreski nie sprawią, ze "doradca klienta" zacznie byc postrzegamy jak osoba godna jakiekolwiek zaufania. Ze swego doswiadczenia wiem, ze byle dziwka na ulicy ma większy poziom empatii i wieksza dozę moralnosci niz ci powyzsi.
    A artykuł tylko to potwierdza.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 11:15:11:

    @kardupel_nadenty
    "a. Ze swego doswiadczenia wiem, ze byle dziwka na ulicy ma większy poziom empatii i wieksza dozę moralnosci niz ci powyzsi. "

    ja mogę tak tylko podejrzewać :)
    chyba za mało życia używałem :D :D :D

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny