Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

piątek, 09 września 2016

Sąd Najwyższy o kredycie frankowym: ten dług istnieje, ale po jakim kursie go przeliczyć?

Większość spraw sądowych, które dotyczą kredytów frankowych (gdzie klienci domagają się unieważnienia umowy, odwalutowania jej bądź zwrotu spreadu walutowego), jest jeszcze w lesie. Kilkanaście spraw skończyło się po myśli banków, ale sytuacja jest - jak to mówią - dynamiczna. Mamy więc też  trzy wyroki, których efektem jest unieważnienie bądź odwalutowanie umów. Niestety, wszystkie zapadły w pierwszej instancji. Jeszcze słabiej wygląda sprawa pozwów zbiorowych - najbardziej zaawansowany był pozew "Nabitych w mBank", ale został cofnięty przez Sąd Najwyższy do apelacji i tam utknął na dobre. Lecz jest jedna sprawa frankowa, która właśnie zakończyła się prawomocnym wyrokiem korzystnym dla klientki. I to wyrokiem z najwyższej półki, bo aż z Sądu - ho, ho! - Najwyższego. Co prawda nie dotyczy bezpośrednio odwalutowania kredytu, lecz unieważnienia BTE (bankowego tytułu egzekucyjnego, za pomocą którego banki drzewiej mogły egzekwować długi w uproszczony sposób), ale siłą rzeczy dotyka też istoty sporu frankowiczów z bankami - czyli zgodności z prawem indeksowania kredytu kursem obcej waluty.

O sporze, który zyskał przydomek "sprawy szczecińskiej" pisałem już w blogu jakiś czas temu, więc dziś tylko pokrótce przypomnę. Klientka mBanku zażądała anulowania BTE, który wystawił ów bank, gdy nie spłaciła kilku(dziesięciu) rat kredytu. Według klientki nastąpiło nieprawidłowe przeliczenie jej zobowiązań z franków na złote, co spowodowało gigantyczny wzrost sumy, której zażądał bank. Kredyt pochodzi z 2007 r. i bazowo był wart prawie 131.000 franków "zassanych" przy kursie 2,33 zł. To czyniło w przeliczeniu na naszą walutę 306.000 zł. W marcu 2013 r., w chwili wystawienia BTE, bank podliczył dług klientki na 449.000 zł. Kwota długu została zakwestionowana przez klientkę z powodu zawarcia w umowie kredytowej nieprecyzyjnej klauzuli, według której bank ustalał kurs franka przy spłacie rat. Drugi argument podnoszony przez klientkę to brak skutecznego powiadomienia jej przez bank o zamiarze wypowiedzenia kredytu i nadchodzącej egzekucji. Bank wysłał wezwania do spłaty na nie ten adres, co trzeba i nie przeprowadził tzw. postępowania upominawczego.

W pierwszej instancji sąd uznał, że kredyt został wypowiedziany prawidłowo, ale zgodził się, że BTE nie powinien być "przyklepany", bo nie wiadomo po jakim kursie wyliczyć zobowiązania klientki (klauzula w umowie, która o tym mówi, jest nieprecyzyjna). W drugiej instancji bank przegrał jeszcze bardziej, bo sąd doszedł też do wniosku, że wypowiedzenie umowy nie zostało przeprowadzone prawidłowo. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, a ten dziś oddalił kasację banku, co oznacza, że wypowiedzenie umowy klientce, przeliczenie jej długu na złotówki i postawienie go w stan natychmiastowej wymagalności było grzechem.

Co to oznacza? Nie ma jeszcze pisemnego uzasadnienia, więc wszystko, co poniżej jest tylko interpretacją słów sędziów. Odsłuchałem treść wyroku i ustne uzasadnienie. I wygląda mi na to, że można to orzeczenie uznać za kolejny - choć chyba niewielki - kroczek na drodze do przechylenia szali bankowego sporu frankowiczów z bankami na korzyść kredytobiorców. Dlaczego kroczek jest niewielki? Po pierwsze dlatego, że wyrok nie dotyczy odwalutowania kredytu, a jedynie unieważnienia przyspieszonej egzekucji, która jednak - o tym też trzeba pamiętać - wiązała się z przymusowym przeliczeniem długu po kursie z tabel bankowych. Po drugie dlatego, że głównym orężem w rękach klientki i jej prawników był fakt, że bank pospieszył się z wypowiedzeniem umowy - nie poinformował klientki prawidłowo o swoich zamiarach, więc nie dał jej szansy na poprawę. Kwestia "sufitowego" kursu przewalutowania też była w grze, ale chyba na drugim miejscu. I - to po trzecie - w wyroku Sądu Najwyższego abuzywność klauzuli przeliczeniowej też nie była zbytnio wyeksponowana. Sędzia wygłaszająca uzasadnienie stwierdziła wręcz, że nie ma sensu rozważać czy BTE powinien być wystawione na 400.000 zł czy na 200.000 zł, skoro... w ogóle nie powinien być wystawiony.

Dlaczego więc ten wyrok z punktu widzenia frankowiczów może być mimo wszystko krokiem w dobrym kierunku? Sąd Najwyższy co prawda skupił się przede wszystkim na ustaleniu, że umowa była nieprawidłowo wypowiedziana, ale poświęcił też kilka słów klauzuli przeliczeniowej. Sędzia Sądu Najwyższego powiedziała m.in., że sąd apelacyjny prawidłowo ocenił jako abuzywną klauzulę uzależniającą wartość długu klientki od kursów ustalanych dowolnie przez bank. I dodała - patrząc znacząco na prawników banku - że strony sporu powinny wziąć to pod uwagę przy próbach rozwiązania sytuacji. Sędzia powiedziała też, że kompetencje Sądu Najwyższego przekracza ustalenie ile pieniędzy winna jest klientka bankowi. Ograniczyła się do stwierdzenia, że kredyt niewątpliwie istnieje i klientka powinna go spłacić. Ale na jakich warunkach - to już inna sprawa.  Dała jednak do zrozumienia, że na takich, które uwzględniają abuzywność klauzuli przeliczeniowej. I to jest ów niewielki kroczek w stronę postulatów frankowiczów. 

Prawnicy mBanku ponoć w mowie kasacyjnej argumentowali, że sąd mógłby i powinien zgodzić się na ustalenie zobowiązania klientki według kursu NBP (skoro klauzula określająca po jakim kursie przelicza się kredyt, jest nieprecyzyjna, to niech punktem odniesienia będzie kurs banku centralnego), ale sąd, słysząc to, podobno popukał się w czoło (a czoło Wysoki Sąd też ma wysokie). Stowarzyszenia frankowiczów interpretują takie stanowisko sądu jako potwierdzenie - i to tym razem prawomocne! - że banki (ten konkretny oraz inne, które pożyczyły klientom według szwajcarskiej stopy procentowej) nie są uprawnione do wyliczenia kwoty zadłużenia klienta na podstawie klauzul waloryzacyknych i kursu ustalanego swobodnie przez siebie. "Pierwszy prawomocny wyrok w sprawie "nibykredytów" we frankach, podtrzymany przez Sąd Najwyższy" - huczy na frankowych forach... Stronnicy mBanku interpretują rzecz inaczej: podkreślają, że sąd zaznaczył, iż nie było jego rolą rozważanie kwestii waloryzacji, ani konsekwencji stosowania odpowiednich albo nieodpowiednich kursów. A więc jeśli chodzi o kwestie związane z abuzywnością, to z wyroku Sądu Najwyższego nie wynika nic nowego.

"Zwracamy uwagę, że przedmiotem rozważania Sądu Najwyższego nie była kwestia waloryzacji spornego kredytu. Sąd podkreślił też, że udzielony przez bank kredyt powinien zostać spłacony".

- to oficjalne stanowisko mBanku. Jednak nawet jeśli uznać, że zwycięskie okrzyki frankowiczów są zbyt entuzjastyczne, to trudno też powiedzieć, by bank wyszedł z tego procesu tak całkiem bez szwanku. Skoro sąd powiedział, że kredyt istnieje i trzeba go spłacić, ale z uwzględnieniem abuzywności klauzuli przeliczeniowej, to takie spojrzenie może mieć znaczenie także w innych sporach banków z klientami. Sąd Najwyższy nie zakwestionował też tezy stawianej wcześniej przez sąd apelacyjny, że przeliczenie kredytu po kursie banku jest bezprawne (powiedział natomiast, że nie chce się tym zajmować). Czy to automatycznie oznacza, że Sąd Najwyższy wsparł ideę odwalutowania kredytów frankowych poprzez wygumkowanie klauzuli ustalającej zasady ustalania kursów? Tak daleko bym się nie posunął, choć zobaczymy co znajdzie się w uzasadnieniu wyroku. Według stanu na dziś trzeba ponarzekać na to, że Sąd Najwyższy nie powiedział jak rozumieć abuzywność klauzuli w umowie. Po prostu zgodził się z sądem drugiej instancji, że w umowie są klauzule abuzywne. Nie powiedział jak - jego najwyższym zdaniem - trzeba teraz czytać tę umowę. To mogłoby być sugestią dla sądów niższych instancji. Bo na razie mamy takie jak np. ten z lutego 2016 r. (I C 523/15):

„Uznanie za bezskuteczne postanowień umowy w zakresie, w jakim odsyłają do bankowej tabeli kursów nie oznaczałoby, że bezskuteczne są także postanowienia nakazujące przeliczanie rat kapitałowo–odsetkowych według kursu dewiz. Nie doszłoby do likwidacji klauzuli indeksującej do franka, która sama w sobie nie ma charakteru abuzywnego”.

Sąd Najwyższy w wyroku w "sprawie szczecińskiej" nie skorzystał z okazji, żeby rozprawić się z abuzywnością do końca. Dał natomiast mocny sygnał, że tę abuzywność trzeba wziąć pod uwagę czytając umowę. Nie da się ukryć, że do tej pory z korzystnymi dla siebie wyrokami Sądu Najwyższego pod pachą chodzili po mieście głównie prawnicy banków. Ten może być pierwszym, który ewentualnie przyda się na coś frankowiczom. No i bardzo jestem ciekaw jak mBank rozwiąże teraz sprawę tego konkretnego kredytu "szczecińskiego". Chyba będzie musiał uzgodnić z klientką ile jest mu winna. Oj, to mogą być ciekawe negocjacje :-).

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
piątek, 09 września 2016 08:52

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 09:42:01:

    ,,..wypowiedzenie umowy klientce, przeliczenie jej długu na złotówki i postawienie go w stan natychmiastowej wymagalności było grzechem."

    Raczej złamaniem prawa, co w przypadku mBanku jest stałą i powszechnie znaną praktyką.

    www.pozwalembank.pl
    www.facebook.com/pozwalemBank

    www.facebook.com/mbankniedozwolone/
    mfrank.tk/

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 10:53:02:

    Czyli otwiera się okno na proste na odfrankowienie kredytów. Powiedzmy że 500 tysięcy frankowiczów od jutra nie spłaca rat, a banki im wypowiadają kredyty. Ci masową idą do sądu ścieżką wychodzoną przez przywołanego w artykule mogą faktycznie odfrankowić sobie kredyt bez żadnej pseudopomocy prezydenta i innych polityków. Gdyby faktyczne skutecznie wezwać znaczący % frankowiczów do zaprzestania spłacania rat, to banki będą w czarnej d... To już odfrankowanie po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu byłoby dla nich mniej bolesne.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 11:17:35:

    @antybanksterka
    zaryzykujesz ? jaką masz gwarancję że sądy pójdą w 500 tys przypadkach umów identycznie jak w tym jednym ? Ja myślę że Frankowicze nie chcą przez okno. Najlepszym dotąd znanym wyjściem jest unieważnienie tego shitu

  • kapaszatka napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 11:21:11:

    "Chyba będzie musiał uzgodnić z klientką ile jest mu winna"

    Nie wierzę, bankom nigdy do głowy nie przyjdzie by rozmawiać z klientem uczciwie i na równej stopie. Bankierzy potrafią tylko działać z pozycji siły. Bank będzie na siłę próbował przeforsować swoje CHF, bo inaczej to będzie dla niego klęska. Już pewnie prawnicy mBanku knują, jak to przywalić temu klientowi. Poprzedni artykuł redaktora Samcika jasno opisuje punkt widzenia bankierów - wykiwać klienta za wszelką cenę. To taka mentalność i jedynym sposobem jest zewnętrzna siła - sąd, prokurator, bo w polityków nie wierzę (za bardzo są umoczeni).

    Nadzieja jednak, że inni klienci mBanku pójdą tą samą drogą, i albo wstrzymają spłaty rat, albo założą tysiące spraw. W końcu koszty prawników dla mBanku przekroczą koszty utrzymania placówek, a taka partyzancka szarpanina, zasadzki załatwią mBankową armię. Korporacja nie da rady równocześnie walczyć z tysiącami pozwów.

    Wygląda na to że frajerami będą ci, co będą te kredyty CHF spłacali do końca potulnie, ile by kurs CHF nie wyniósł i czego by mBank nie wymyślił. Trzeba zakładać pozwy lub iść śladami opisanego przez redaktora klienta.

  • dw1960 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 11:25:19:

    @com.one
    Zgoda co do tego, że najlepszym wyjściem jest unieważnienie. Co więcej przy takim wyjściu trudno mówić o niesprawiedliwości wobec "złotówkowiczów". W innym przypadku wyszłoby na to, że osoby w ogóle nie biorące kredytu (czy to w CHF czy w PLN) postąpiły niesprawiedliwie wobec osób biorących w PLN ;)

  • panipanifrank napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 11:37:48:

    Wniosek - trzeba się nie bać i iść do sądu.

    Dla odważniejszych i o mocnych nerwach - nie płacimy rat i mamy gotową ścieżkę. Raty odkładamy, a bujamy się z bankiem w sądzie (trzeba tu mocno pilnować terminów) udowadniając, że nie jesteśmy bankowi winni tych CHF które on twierdzi.
    Trzeba przestudiować wyroki w tej sprawie, by zrobić dokładnie to samo:

    wyrok Sądu Okręgowego w Szczecinie z 7. listopada 2014 r. - I C 554/14
    orzeczenia.szczecin.so.gov.pl/content/554$002f14/155515000000503_I_C_000554_2014_Uz_2014-11-21_001

    wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 14. maja 2015 - I ACa 16/15
    orzeczenia.szczecin.sa.gov.pl/content/$N/155500000000503_I_ACa_000016_2015_Uz_2015-05-14_001

    sygnatura sprawy w Sądzie Najwyższym, wyrok z 8. września 2016 r. - II CSK 750/15

    Dla mniej odważnych - wyszukać kancelarię (jest już sporo mających doświadczenie w sprawach frankowiczów) i założyć pozew indywidualny.

    Dla mniej odważnych ale zorganizowanych - zgromadzić grupę i znaleźć kancelarię na pozew grupowy. Wyjdzie taniej, choć dłużej.

    Dla potulnych - płacić raty przez kolejne 20 lat, trząść się codziennie o kurs CHF (bo trzęsień ziemi i skoków kursu CHF będzie jeszcze wiele), i żyć przywiązanym do nieruchomości. W razie straty pracy, choroby - wiadomo, Armagedon, bo dług rośnie cały czas.

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 11:41:16:

    @antybanksterka
    coraz więcej ludzi nie spłaca tego wirtualnego kredytu.

  • tomaszniewierny napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 11:47:35:

    Ocho, mBank czuje pismo nosem, że to bardzo niebezpieczny dla nich wyrok.
    Informacja dla mediów od bankierów stara się zmienić sens wyroku, twierdząc że nie dotyczy od waloryzacji. Bo ludzie mogą masowo pójść do sądów, skoro to wyrok prawomocny.

    media.mbank.pl/pr/325973/stanowisko-mbanku-w-sprawie-wyroku-sadu-najwyzszego-08-09-2016-r

    Przy takich wyrokach SN, to audyt może kazać im zawiązać rezerwy na te kredyty. Jak ludzie masowo pójdą do sądów, wyniki im spadną i prezesi, dyrektorzy nie dostaną premii. A Commertzbank dywidendy na jaką liczy, a w Niemczech w bankach robi się gorąco. Frankowicze, nie idźcie do sądów przciwko mBankowi, bo niemieckim akcjonariuszom nie wypłacą dywidendy z waszej kasy.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/09 13:26:40:

    @tomaszniewierny
    mbank nawet nie podał sygnatury sprawy. Podaje tylko wycinek prawdy.

    Do mediów podaje jedynie informację w stylu "sąd orzekł, że kredyt należy spłacić" ok, a kto mówi że nie trzeba. Mbank nie podaje natomiast najważniejszej informacji tj. Sąd orzekł również iż kwota wyliczona przez mbank jest nieprawidłowa. I zawsze będzie nieprawidłowa ponieważ tej umowy nie można naprawić. Zawsze gdy bank (w tym przypadku mbank ale to nie tylko dotyczy mbanku) stosuje klauzule przeliczeniową to robi to nielegalnie. Tego zapomnieli dodać. Nie ważne czy przeliczanie nastąpiło przy uruchomieniu kredytu, czy przy spłacie kredytu, nie ważne czy normalną spłatą czy egzekucją poprzez bte, to jest nielegalne.

    P.S. to nie audyt każe bankom zawiązywać rezerwy. MSR dokładnie precyzuje kiedy jest to konieczne i to nie dotyczy tylko działalności banków.

  • jamci32 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/10 09:07:11:

    Tak sobie myślę i co teraz. Bo wyrok sądu jak dla mnie jest taki "niech bank i klientka dadzą nam sędzią SN święty spokój i nich sobie sami ustalą co dalej" albo jak chcą się dowiedzieć co dalej to kolejna sprawa w sądzie przez 3 lata. Obawiam się że ten wyrok może być dla klientki strzałem w stopę bo wypowiedzenie umowy dostała przed 15 stycznia 2015. Jak się okaże, że jednak dług dalej istnieje i to po kursie dzisiejszym + odsetki to fajnie nie będzie. Czas pokaże. Będziemy obserwować.

  • zybert77 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/10 11:01:40:

    @jamci32

    Obawiam się że ten wyrok może być dla klientki strzałem w stopę bo wypowiedzenie umowy dostała przed 15 stycznia 2015.

    Bank przegrał, bo wypowiedzenie które wystawił jest wadliwe.

    www.lex.pl/czytaj/-/artykul/sn-frankowicze-wygrali-bo-wypowiedzenie-umowy-kredytu-bylo-wadliwe

    a skoro tak, to tamtym wypowiedzeniem można się podetrzeć.

    Jeśli Bank będzie chciał, musi wystawić nowe - prawidłowe. Ciekawe jaki tym razem wpisze kurs, skoro nie może użyć tego z tabel bankowych.

  • dw1960 napisał(a) komentarz datowany na 2016/09/10 13:12:00:

    @jamci32
    @zybert77
    Jest chyba jeszcze ciekawiej bo nie wiadomo ile ma CHF-ów do oddania. W końcu ta wielkość była też ustalana wg tabel Banku.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line