Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

wtorek, 18 października 2016

Ale numer! Muszą umorzyć klientowi część długu, bo... przegięli z opłatami. Dorzuciłbym chłostę ;-)

Pożyczki niezabezpieczone są drogie i coraz droższe. Wynika to z jednej strony z pazerności finansistów, którzy głównie na pożyczkach dziś zarabiają swoje miliardy, a z drugiej strony na gamoniowatości Polaków, którzy nie szukają pożyczek jak najtańszych, tylko jak najszybszych. Mamy w Polsce ustawę antylichwiarską (a nawet dwie), ale jeszcze do niedawna istniał genialny w swej prostocie pomysł na ustalenie dowolnie wysokiej ceny pożyczki - do mieszczącego się w limicie antylichwy oprocentowania dodawało się prowizję, opłatę przygotowawczą, ubezpieczenie spłaty pożyczki na wypadek komplikacji losowych pożyczkobiorcy oraz różne opłaty serwisowe. Jeśli chodzi o te ostatnie, to ich najbardziej znaną odmianą była opłata za obsługę domową, którą pobiera - kiedyś obowiązkowo, dziś fakultatywnie - największy do niedawna niebankowy pożyczkodawca - Provident.

Dziś już - a dokładniej od kilku miesięcy - manewry z różnymi opłatami i prowizjami są nieco trudniejsze, bo antylichwą objęte są nie tylko odsetki, ale i pozaodsetkowe koszty kredytu (inna sprawa, że limit na nie jest ustawiony wysoko i większość pożyczkodawców się mieściła jeszcze zanim wprowadzono obostrzenia). Ale co się nachapali różni "artyści" od pożyczania pieniędzy, to ich. No właśnie, czy aby na pewno? Adwokat Grzegorz Prigan z krakowskiej kancelarii prawniczej Laurifer przesłał mi niedawno bardzo ciekawy wyrok sądowy, z którego wynika, że firma pożyczkowa Provident musiała zwrócić klientowi dużą część kosztów pożyczki, bowiem prawnicy skutecznie zakwestionowali... koszty obsługi domowej. Klient pożyczki nie spłacił (nie wiem czy dlatego, że nie miał pieniędzy, czy też doszedł do wniosku, że została upstrzona kanciarskimi zastrzeżeniami w umowie), a firma pożyczkowa nie miała zamiaru się z nim cackać, więc skierowała sprawę do sądu, żądając zwrotu 3940 zł.

Sąd wszystko zmierzył, zważył i policzył i doszedł do wniosku, że aż 58% kwoty udzielonej pożyczki stanowiły koszty obsługi domowej, co oznacza, że właśnie ta pozycja odpowiadała za większość kosztów pożyczki. Tenże sąd - i to w dwóch instancjach - zinterpretował ekstra-obciążenie jako "ukrytą formę obciążenia umownego" i zastosował słynny art. 385 Kodeksu cywilnego, uznając opłatę za obsługę w domu za niewiążącą klienta. Sąd uznał część providentowych opłat za praktykę dążącą do "ukrywania pod nazwą opłaty przygotowawczej, manipulacyjnej, operacyjnej czy też pod inną nazwą kosztów, składających się na całkowity koszt kredytu". I uznał, że niektóre z nich wiążą się z utrudnieniem konsumentowi możliwości skorzystania z prawa do odstąpienia od umowy. Sąd podkreślił w uzasadnieniu, że pożyczkodawca może pobrać tylko taką opłatę, która "służy pokryciu kosztów rozpatrzenia wniosku kredytowego oraz przygotowania i zawarcia umowy kredytowej". I że musi liczyć się z koniecznością uzasadnienia wysokości pobieranej opłaty.

Sąd uznał, że Provident nie udowodnił, by opłata za obsługę w domu, stanowiąca 1743 zł była jakkolwiek związana z poniesionymi przez firmę kosztami przygotowania lub zawarcia umowy. Owszem, firmy pożyczkowe mogą pobierać też "koszty usług dodatkowych w przypadku gdy ich poniesienie jest niezbędne do uzyskania kredytu", ale zdaniem sądu rejonowego oraz okręgowego opłata za obsługę pożyczki w domu w kwocie przewyższającej połowę kwotę udzielonej pożyczki "nie może być uznana za koszty niezbędne do uzyskania kredytu, w szczególności przy naliczeniu również opłat z innego tytułu, które łącznie przekraczają kwotę udzielonej pozyczki". Wyrok jest prawomocny, więc można powiedzieć, że poza opłatami likwidacyjnymi w polisach inwestycyjnych, klauzulami waloryzacyjnymi w kredytach hipotecznych, da się skutecznie zakwestionować także zapłacone firmom pożyczkowym pieniądze, które nie są "niezbędne dla uzyskania kredytu" oraz nie służą "pokryciu kosztów rozpatrzenia wniosku i zawarcia umowy". Wyrok z uzasadnieniem do pobrania tutaj. Gdyby takie spojrzenie sądów się rozpowszechniło, to kto wie czy nie pomogłoby pożyczkobiorcom bardziej, niż wszystkie razem wzięte ustawy antylichwiarskie.

Na marginesie zauważę, że kancelaria Laurifer jako jedyna znana mi kancelaria prawnicza postanowiła pokazać ludzką twarz i - omijając zakaz reklamy obowiązujący branżę prawniczą - nakręciła kilka klipów, w których plastycznie pokazuje konsumentom, że "orzeł może". Na tle tych wszystkich innych prawniczych smutasów można powiedzieć, że to wręcz show ;-). Oczywiście, skuteczność prawników nie zależy od tego czy potrafią pokazać się multimedialnie, ale niewątpliwie jest to jeden z pomysłów na upowszechnianie wśród Polaków stanu, w którym konsument nie musi być bezradny wobec korporacji finansowych

CO PONIEDZIAŁEK MÓJ NOWY PROGRAM WIDEO! Zapraszam do oglądania nowego tygodnika wideo o wdzięcznej nazwie "Kasownik Samcika". Będzie o sprytnych sposobach na oszczędzanie, o studiowaniu, pracowaniu, zaciąganiu kredytu hipotecznego, o zakupach, kontach bankowych, ubezpieczeniach, lokatach, podatkach...Poza poradami w każdym wydaniu czerstwy żart prowadzącego :-)), ciekawostka o pieniądzach oraz finansowy trik. Żeby nie przegapić kolejnych odcinków - zapraszam do subskrybowania kanału YouTube "Subiektywnie o finansach"  

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
wtorek, 18 października 2016 08:56

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • tomaszniewierny napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/18 09:33:49:

    Przecież to samo praktykują od dawna banki, bo czym jak nie ukrytym kosztem pożyczki jest spread "z tabeli banku" przy przeliczaniu pożyczanego kapitału z PLN na CHF, a potem przeliczanie rat swoim spreadem. A czym innym jest Ubezpieczenie Niskiego Wkładu Własnego czy inne pseudo-ubezpieczenia wciskane przez banki, które chronią wyłącznie banki (a ubezpieczyciel ma regres do Kowalskiego który myślał że się ubezpiecza)? I podobne ukryte opłaty można mnożyć.

    Sprawy UNWW ludzie wygrywają masowo, trzeba tylko wybrać się do sądu.
    Frankowcy też zaczynają wygrywać w sądach, coraz więcej korzystnych dla klientów wyroków.
    Choćby kolejne info z dziś:
    forsal.pl/artykuly/985150,mbank-dzisiejszy-wyrok-sadu-ws-kredytow-w-chf-nie-przesadza-o-racjach-stron.html\

    Provident i inne chwilówki robią to samo, co więksi koledzy w bankach, tyle że bardziej, bo biorą trudniejszych klientów.

  • nastka.97 napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/18 10:07:21:

    nie wierzę

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/18 10:22:20:

    a było tak dobrze....

    pojawiło mi się to gówno z newsletterem.. Macieju, zrób co ś do jasnej cholery bo oczy bolą. Cookies jest nieznane administratorom? raz wystarczy powiedzieć nie! Czy to bank, że my sobie a admin sobie??

  • lkuziem napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/18 11:43:32:

    @tomaszniewierny

    fajna jest narracja mbąka. Klauzule identyczne w 20 tys umów, ale są one inne...

  • maciek.samcik napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/18 12:19:25:

    @lkuziem: poprawiają...

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/19 11:23:50:

    Chłosta jak najbardziej, perwesyjnie o finansach.

    Generalnie w każdym procesie o zwrot pieniędzy z tytułu błędów umowy powinna być dodatkowo wymierzana kilkukrotnie wyższa kara (odpowiednio od okresu przez jaki bankster czerpał z tego procederu korzyści), tak aby opłacało się iść na ugodę przedsądową zamiast wszczynania procesu w sądzie.

    Rozumiem że powyższego nie można zmienić tego w polskim prawie gdyż wówczas Sądy nie zarabiałyby na tysiącach takich samych procesów. Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny