Subiektywnie o finansach

Blog Macieja Samcika, długoletniego dziennikarza ekonomicznego Gazety Wyborczej . O finansach małych i dużych. Mnóstwo ciekawostek na temat pieniędzy. Wiadomości ważne dla domowego budżetu. Porady finansowe i recenzje reklam instytucji finansowych.

Wpis

niedziela, 23 października 2016

Parszywa dwudziestka, czyli o wyroku, który może kosztować nawet... pół miliarda złotych

Miniony tydzień przyniósł ważne zwycięstwo tzw. "Nabitym w mBank", czyli kilkutysięcznej grupie posiadaczy frankowych kredytów hipotecznych, którzy jako pierwsi - już sześć lat temu - się zbuntowali i zaczęli dymić. To wyjątkowo pechowa grupa, bowiem została najbardziej dotknięta niewydajnością ustawy o pozwach grupowych (walczą już od 2010 r. i końca nie widać!), najbardziej odczuła wzrost kursu franka (bo nie dotyczyły ich korzyści wynikające z ujemnego LIBOR-u) oraz najbardziej dostało się jej w wyniku niekorzystnego orzecznictwa Sądu Najwyższego w sprawie klauzul abuzywnych. Teraz zła karta zaczyna się odwracać: najpierw wsparcia "Nabitym" udzielił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (to może pomóc im w trwającym wciąż procesie grupowym), a teraz zapadł dość spektakularny wyrok "hurtowy", dotyczący 20 klientów.

"Bank stosował niedozwolone postanowienie pozwalające (z uwagi na jego nieprecyzyjność i niejasność) ustalać wysokość oprocentowania kredytu w sposób dowolny, zależny od decyzji zarządu banku. (...) Bank w przypadku tych kredytów zmieniał reguły w czasie gry. Gdy zawierał umowy obiecywał konsumentom, że oprocentowanie ich kredytów będzie się kształtować wprost proporcjonalnie do zmian parametru LIBOR 3M i tak też było do połowy 2008 r. Później praktyka banku uległa zmianie. Bank zaprzestał powoływać i stosować się do zmian tej stawki, a w zamian zaczął pobierać od konsumentów zawyżone raty w oparciu o swoje własne wyliczenia i tylko sobie znane parametry"

- opisują sytuację prawnicy z kancelarii "Konieczny Polak i Partnerzy", którzy prawomocnie wygrali proces. Co prawda już wcześniej zdarzały się pojedyncze, korzystne dla "Nabitych" wyroki, ale ten może zwiastować finał sporu tysięcy kredytobiorców z bankiem i zagwarantowanie im na kolejne kilkanaście lat "startowego" oprocentowania. Bo w wojnie "Nabitych w mBank" - to disclaimer dla tych, którzy sprawy nie znają - nie chodzi o odwalutowanie kredytów, ani o unieważnienie umów (czyli o to, czego domagają się wszyscy inni dymiący frankowicze), lecz "tylko" o anulowanie wzrostów oprocentowania, które było naliczane "decyzją zarządu", a więc w oderwaniu od obiektywnych parametrów. Podczas gdy wszyscy inni frankowicze korzystali ze spadków oprocentowania wynikających z coraz niższego (a ostatnio wręcz ujemnego) LIBOR-u, to "Nabitym" mBank utrzymywał (utrzymuje?) oprocentowanie znacznie wyższe, niż pozostałym klientom. I twierdzi, że tak jest sprawiedliwiej, bo LIBOR nie odzwierciedla zmian ceny pieniądza na rynku międzybankowym.

Dlaczego ten wyrok może być przełomem w sporze "Nabitych" z bankiem? Nawet nie ze względu na "hurtowe" rozstrzygnięcie, czyli połączenie przez sąd 20 podobnych pozwów i ich łączne rozpatrzenie. Główny dewelopment polega na tym, że sąd - zgodnie z wytycznymi Sądu Najwyższego w "sąsiednim" procesie grupowym 1247 osób - powołał biegłego, który miał przyjrzeć się klauzuli mówiącej o możliwościach zmian oprocentowania i powiedzieć na ile jej formuła była "sprawiedliwa". A więc: czy jest jakaś część wzrostu oprocentowania (lub braku jego spadku), którą można uznać za obiektywnie usprawiedliwioną. Biegły zaczął liczyć i...

"Biegły w swojej opinii potwierdził, że parametrów, do których odwołuje się ogólnie klauzula zmiennego oprocentowania, nie sposób obiektywnie zweryfikować ani też nie da się z nich wyprowadzić żadnej formuły matematycznej. Skoro biegły z dziedziny ekonomii nie był w stanie tego ocenić, to tym bardziej nie było to możliwym dla przeciętnego konsumenta. W konsekwencji, jak uznał Sąd, kredytobiorcy słusznie domagają się obecnie zwrotu nadpłaconych rat odsetkowych"

- piszą prawnicy reprezentujący klientów. Wyrok jest więc taki, że mimo zastosowania niekorzystnej dla klientów interpretacji abuzywności - czyli zgody sądu na rozstrząsanie czy abuzywność może być "stopniowalna", choć większość sądów uznaje, że jak coś jest abuzywne to nie trzeba powoływać żadnych biegłych, żeby szukać "poziomu sprawiedliwego abuzywności" - sąd stanął po stronie klientów. Czyli uznał, że nie da się z tej abuzywnej klauzuli nic "wycisnąć" (w sensie kompromisowego sposobu na ustalanie oprocentowania). Wygląda więc na to, że nawet postępując najbardziej "ostrożnie" jak się da i uwzględniając wszelkie okoliczności łagodzące konsekwencje istnienia klauzul abuzywnych w umowach, sąd podzielił roszczenia 20 klientów mBanku. Wartość nadpłat została określona na pół miliona złotych:

"Sprawa dotyczyła nadpłaconych rat spłaty kredytu z okresu od 2006 do 2011 r. Wyrok jest już prawomocny i nie przysługuje od niego skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego. Bank musi się teraz spodziewać wezwań do zapłaty, a w razie dalszego oporu, także pozwów za kolejne lata"

- piszą prawnicy. To oznacza, że za pięcioletni okres kredytu każdy z kredytobiorców otrzyma zwrot nadpłat w wysokości 25.000 zł, co w skali roku można przeliczyć na 5000 zł na osobę. Gdyby potraktować ten koszt jako preludium do całościowej akcji zwrotów pieniędzy dla wszystkich "Nabitych" kredytobiorców tzw. starego portfela, to łącznie bank musiałby wydać może nawet pół miliarda złotych. Jak to policzyłem? O tym dalej. Taka skala potencjalnego wydatku zapewne przesądza o tym, że bank odda to, co musi oddać tym 20 kredytobiorcom za pięcioletni okres kredytu - czyli pół miliona złotych - a o resztę kwot każe im się sądzić, nie reagując na żadne wezwania do zapłaty. Tu chodzi o zbyt duże pieniądze, żeby je oddać po dobroci. Zwłaszcza, że gdy sprawa się rozniesie, to zgłoszą się wszyscy pozostali "Nabici", którzy do tej pory się nie "dekonspirowali".

"Niekorzystny wyrok w tym prociesie nie przesądza w sposób definitywny o racjach kredytobiorców i banku w szerszym spektrum.  Zwracamy uwagę na fakt, że w innych postępowaniach, co do tych samych lub bardzo podobnie sformułowanych roszczeń, stanowisko sądów było odmienne, zaś sprawy kończyły się wygraną banku. Takie decyzje podjął m.in. ten sam Sąd Okręgowy w Łodzi (sprawy: IIICa1706/15, IIICa967/15,IIICa 1046/15), oddalając analogiczne powództwa kredytobiorców. Wiele zatem zależy od okoliczności konkretnej sprawy. Z korzystnego dla kredytobiorców wyroku nie można wyciągnąć wniosku, że stanowisko kredytobiorców tzw. „starego portfela” w sporze z mBankiem jest z założenia zasadne"

- pisze bank w oświadczeniu. Przesadzam z tym pół miliardem? No to policzmy. Bank nie podaje ilu ma kredytobiorców tzw. starego portfela, więc będą to z konieczności wyliczenia z d...użego palca wzięte ;-)). Przy założeniu, że "Nabitych" jest dziś 8.000 (to bardzo zgrubne szacunki - kiedyś było ich 20.000, ale część się dogadała z bankiem, a część już spłaciła kredyty) i przy założeniu, że roczna nadpłata przypadająca na każdego z klientów wynosi tylko 3.500 zł (czyli mniej, niż w sprawie "dwudziestki"), to na każdy dwudziestoletni kredyt przypadałoby 70.000 zł zwrotu.

Dużo? Zerknąłem w pierwszy z brzegu kalkulator internetowy - to mniej więcej tyle, ile łączna różnica między odsetkami 300-tysięcznego kredytu oprocentowanego na 3% i na 1%. Rachunek trzyma się więc sensu, choć pewnie średnia wartość kredytu hipotecznego w starym portfelu wynosi mniej (statystyki dla całej branży mówią o 150.000 zł, ale w przypadku franków pewnie można mówić o 200.000 zł). Może więc, gdyby bank chciał dobrowolnie zadośćuczynić wszystkim "Nabitym", koszt wyniósłby nie pół miliarda tylko np. 350 mln zł. A gdyby rozbić rzecz na raty i dziś zwrócić tylko to, co "nabiło się" przez dotychczasowe 10 lat? I tak wyjdzie najmarniej 150-200 mln zł.

CO PONIEDZIAŁEK MÓJ NOWY PROGRAM WIDEO! Zapraszam do oglądania nowego tygodnika wideo o wdzięcznej nazwie "Kasownik Samcika". Będzie o sprytnych sposobach na oszczędzanie, o studiowaniu, pracowaniu, zaciąganiu kredytu hipotecznego, o zakupach, kontach bankowych, ubezpieczeniach, lokatach, podatkach...Poza poradami finansowymi w każdym wydaniu czerstwy żart prowadzącego :-)), graficzna ciekawostka o pieniądzach oraz finansowy trik. Żeby nie przegapić kolejnych odcinków - zapraszam do subskrybowania kanału YouTube "Subiektywnie o finansach"  

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
maciek.samcik
Czas publikacji:
niedziela, 23 października 2016 19:23

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • pozwalembank napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/23 21:00:54:

    Sąd Okręgowy w Łodzi, wyrok z dnia 17 października 2016 r., sygn. akt III Ca 1427/15.

  • kapaszatka napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/23 22:30:11:

    Czyli niemiecki mBank (bo 70% akcji należy do Commerzbanku) okradł (co potwierdził sąd na tej 20 osobowej próbce) polskich obywateli na minimum pół miliarda. Najskromniej licząc, bo tu redaktor wspomina o minimalnym zwrocie dla części nabitych w mBank - 8 z ponad 20 tysięcy. W biały dzień i co więcej, nie zamierza tego oddać. Większość okradzionych nie poszła do sądu i mBank to wykorzystuje. Dobrze interpretuję? A redaktor płacze nad złodziejem że zbiedniałby gdyby musiał oddać tym których okradł? Może zagrożone byłyby depozyty? Czyżby fundamentem bezpiecznych depozytów w mBanku jest kradzież?

  • zmianatoip napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/24 00:23:19:

    To przypomnę jak powiedzieć mBankowi do widzenia, choćby w geście solidarności z nabitymi ;)
    www.zmianataryfyiprowizji.pl/jak-zamknac-konto-mbank/

  • pinazka napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/24 00:44:28:

    Wniosek z całej sprawy. Te 20 tysięcy, nawet jeśli podpisało jakieś aneksy czy spłaciło kredyty, powinno natychmiast uderzyć do kancelarii która tą sprawę wygrała, by powtórzyła to samo. Czy ktoś spłacił, czy zmienił oprocentowanie aneksem, czy płaci nadal, to przez jakiś okres przecież był niezgodnie z prawem przez mBank skubany. Zaraz, niezgodnie z prawem mu mBank zabierał kasę, to chyba oznacza coś podobnego jakby wyjmował mu portfel z kieszeni.

    Przy okazji - skoro sąd stwierdził, że ci klienci byli obrabiani z naruszeniem prawa, to czy nie jest to teraz do sprawy sądowej, ale już z kodeksu karnego, dla osób które taki proceder zorganizowały? Dopóki cały mechanizm będzie wyglądał tak, że obrabia się 20 tysięcy, a tylko 20 idzie do sądu i wygrywa, a 19 980 nie idzie do sądu, to ZAWSZE będzie się to opłacało.

    Gdyby jednak mBank obligatoryjnie musiał oddać kasę pozostałym 19 980 plus odsetki ustawowe plus nawiązka. Plus ktoś kto to zorganizował odpowiedział swoim prywatnym majątkiem albo poszedł siedzieć, to jedynie w ten sposób można by uniknąć kolejnych takich numerów. W przeciwnym razie będziemy mieli niekończącą się zabawę w kotka i myszkę.

  • antybanksterka napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/24 08:13:21:

    Już tylko czekać aż bankierzy zaczną podnosić argument, że nie można oddać klientom bo zagrozi to bezpieczeństwu depozytów. Że niestety, tak wiele lat bezprawnie zabierano klientom, że teraz już nie można tego cofnąć, bo bank może wykazać stratę.

    Chyba na tym polega w dużej mierze dzisiejsza argumentacja w sprawie frankowiczów. Nie można nic zrobić, bo banki będą miały kiepskie wyniki, bo "koszty odfrankowienia" wyniosą XX mld. mBank pewnie również zacznie pisać o "stratach" z powodu oddawania nielegalnie zabranych klientom pieniędzy.

    Jednak nie ma się co obawiać. Bankierzy mają to wkalkulowane. Do sądu pójdzie może z 5% oszukanych klientów, reszta potulnie będzie płacić ile sobie prezes banku w harmonogramie zażyczy.

  • com.one napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/24 09:03:55:

    Wygląda na to że my w Polsce nie mamy prawa tylko "kształtującą się" linię orzecznictwa, która stoi ponad tym prawem. Wyrok zależy od widzi-mi-się sędziego. Wszyscy się zastanawiają i emocjonują jak tym razem sędzia zinterpretuje sobie prawo. Brak linii orzecznictwa = brak prawa. Ciekawe czy powoływane na rozprawach sygnatury "identycznych spraw" w których zapadły już wyroki są w ogóle analizowane pod kątem ich identyczności ? Pewnie nie i każdy proces w sprawie "Nabitych w mBank" sądy traktują jak nową sprawę, za każdym razem odkrywając koło. Odkrywanie jest przyjemne, gdyż płacone jest od każdej rozprawy, przeciąganie się opłaca.

    Moim zdaniem ten brak orzecznictwa to nic innego jak improwizacja, ale nie taka improwizacja jaką stosują mistrzowie jazzu znający swoje rzemiosło, tylko taka improwizacja wynikająca z braku wiedzy, braku umiejętności, strachu przed występem. W tej improwizacji, jeden utwór zawsze wychodzi inaczej ponieważ muzycy nie umieją go zagrać. Taka " improwizacja" jaką stosuje niedouczony lekarz podając złą diagnozę, pacjent przyjdzie na następną wizytę ponownie zapłaci, choć dalej będzie chory to przecież nie ma takiego bólu pacjenta, którego lekarz nie jest w stanie wytrzymać.

  • odrion napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/24 13:51:16:

    Nie sądze, aby pozostali "Nabici" chcieli wykorzystać tą linię orzecznictwa. Te 20 osób złożyło pozew jakiś czas temu i wtedy wydawało się logiczne aby udowodnić w sądzie abuzywność tej klauzuli i przejść na stałe oprocentowanie. Mimo tego, że oznaczałoby to zwrot dla sporej części "Nabitych", to ten zwrot sam w sobie nie do końca rozwiązuje problem, ponieważ
    1) nie zmienia kwoty zadłużenia
    2) zwrot jest stosunkowo niewielki
    3) mimo tego, że znalazłby się dość długi okres kiedy stałe oprocentowanie w umowie "Nabitych" było niższe, to jednak teraz większość z Nabitych ma oprocentowanie wyższe w umowie niż proponuje bank (średnio stałe oprocentowanie w umowie wynosi 2.5-3%), czyli każdy miesiąc teraz działa na niekorzyść Nabitych, którzy przeszliby na stale oprocentowanie z umowy.

    Najważniejsze jednak jest to jak zmienia się podejście. Obecnie podpierając się poglądem w sprawie UKOiK, można próbować unieważniać te umowy i idę o zakład, że większość "Nabitych" wybierze tą ścieżkę.

    Orzecznictwo ze sprawy 20 osób to alternatywna droga prawna, ale tylko w połączeniu z abuzywnością klauzuli przeliczeniowej może skutkować rozwiązaniem satysfakcjonującym dla kredytobiorcy - tj. zatrzymaniem poziomu zadłużenia.



  • peemgazeta napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/25 10:11:50:

    Do autora:
    pl.wikipedia.org/wiki/Disclaimer
    Disclaimer to NIE wyjaśnienie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Maciej Samcik

Od 1997 r. dziennikarz ekonomiczny „Gazety Wyborczej”. Specjalizuje się w tematyce finansowej. Pisze o bankach, giełdzie, funduszach inwestycyjnych oraz finansach osobistych. Autor i współautor poradników o oszczędzaniu, rankingów i konkursów giełdowych.
Laureat prestiżowych nagród dziennikarskich, w tym nagrody „Grand Press”.
Pochodzi z Poznania. Z wykształcenia ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.


użytkowników on-line